Dodaj do ulubionych

O (nie) jedzeniu w gosciach

06.09.16, 15:27
Tak mnie natchnelo na fali watku o jedzeniu psow w Korei, moze cos doradzicie. Mam kilku znajomych Polakow w malzenstwach z obcokrajowcami, rowniez takimi z dalszych kultur, moj maz tez jest zza oceanuwink Rozmawiali sobie ostatnio i wlasciwie wszyscy stweirdzili ze maja problem z wpychaniem w nich jedzenia przez tesciowe - Polki. Kolezanka jest wegetarianka z kraju arabskiego i wlasciwie co wizyte slyszy (a raczej jej maz) wyrzuty, ze znow nie je schabowego. Kolega mowi, ze pewne polskie potrawy ledwo mu przechodza przez gardlo i czuje sie "testowany" jakimis dziwnymi wynalazkami tesciowej. Moj maz tez przezywa kazda wizyte, bo boi sie, ze znow podana bedzie ta wpol-ugotowana kapusta (golabki) lub karp (wspomnienie swiateczne).
Odwracajac sytuacje, gdyby moja tesciowa zaserwowala mi tego wspomnianego koreanskiego psa, to mimo szczerej milosci do meza, nie tknelabym tego. Tak samo jak nie zjadlabym robaka mezcal w meksykanskiej rodzinie, ani surowego kurczaka w japonskiej.
Mozna by powiedziec laski bez- nie podoba ci sie to nie przychodz na obiad. Tylko jak w takim razie ulozyc taka kilkudniowa wizyte nas-dzieci u rodzicow, nie brac malzonka? Nigdy? Czy wyslac go na miasto w czasie obiadu? Wydaje mi sie, ze ten rodzinny obiad w Polsce jest bardziej celebrowany niz w innych krajach, a juz szczegolnie u gospodyni to jakis test na milosc (zje- jest w porzadku, nie zje- kogos ty przyprowadzil(a)!)
Wydaje mi sie, ze do pokolenia moich rodzicow wychowanych w kraju kompletnie zamknietym na innosc nie dociera, ze ktos ma zupelnie inne nawyki zywieniowe. Jak to ulozyc tak, zeby te rodzinne spotkania przebiegaly w spokoju i radosci a nie stresie, czy on to przelknie, czy mama sie nie obrazi, bo za malo sie zachwyca pierogami?
Obserwuj wątek
    • kora3 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 06.09.16, 15:50
      Sprawa jest bardzo prosta - odpowiadam z pozycji wege mającej mięsożerną rodzinę swoją i partnera. O tym, że jest się wege należy uprzedzić gospodarzy, albo powinna to zrobić bliska osoba - np. żona swojej mamie powiedzieć. Cudzych gustów czy ograniczeń kulinarnych się negatywnie nie komentuje - oczywiste.
      Natomiast no zawsze może zdarzyć się sytuacja, gdy ktoś jakichś szczególnych ograniczeń nie ma, ale dana potrawa charakterystyczna dla tego domu, czy kraju zwyczajnie mu nie posmakowała. Często trudno to przewidzieć, ale jeśli się już wie, to należy unikać serwowania tej potrawy, a jeśli to podanie alternatywnej, o której się wie, że temu gościowi "podchodzi".

      Każde dobrze zorganizowane przyjęcie, nawet niewielkie powinno cechować się różnorodnością jedzenia, chyba, ze ma się absolutną pewnośc, że wszyscy zaproszeni chętnie zjedzą coś tam ...

      A tak w ogóle oczekiwanie od wszystkich zachwytów nad swoimi umiejętnościami kulinarnymi jest niegrzeczne i męczące.
      • salsa.lover Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 07.09.16, 23:08
        kora3 napisała:

        > Sprawa jest bardzo prosta - odpowiadam z pozycji wege mającej mięsożerną rodzin
        > ę swoją i partnera. O tym, że jest się wege należy uprzedzić gospodarzy, albo p
        > owinna to zrobić bliska osoba - np. żona swojej mamie powiedzieć.


        Teoretycznie tak, ale niestety nie zawsze to działa i doskonale rozumiem o jaką postawę autorce chodzi. Właśnie takiego testowania i celebrowania rodzinnego obiadu. Zje- jest w porządku, nie zje- co z nim nie tak.
        Przerabiałam ten sam motyw z moją mamą, osobą wykształconą, obytą, kulturalną. Mój ex był wegetarianinem i przy każdej wizycie były ciągle te same cyrki. Przed każdą wizytą mówiłam, przypominałam, sugerowałam potrawy, proponowałam pomoc w przygotowaniu. I za każdym razem był ten sam cyrk. "Przecież on będzie głodny!" "No jak to, kurczaczka nie zje? Przecież to prawie jak nie mięso! A może chociaż rybkę? Daj mu spróbować chociaż, napewno posmakuje! A ja tak się starałam i co teraz, wyrzucić? ....
        I tak dalej w ten deseń przez całą wizytę. W sumie podziwałam faceta, bo on z anielską cierpliwością i uśmiechem na twarzy grzecznie odmawił a mnie coś trafiało, że własna matka nie rozumie tak prostej rzeczy. Nie wiem co to jest, po prostu nie dało się w żaden sposób przetłumaczyć, ani prośbą, ani groźbą.
        • baba67 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 08.09.16, 14:52
          Kultura ani obycie nie ma nic wspólnego z byciem samica alfa. Taka osoba odczuwa silny niepokój jesli na jej terenie nie dzieje się wg jej scenariusza. Bywa że samice alfa odpuszczaja kiedy tracą siły(bo kontrolowanie innych jest energożerne).Nie zawsze jednak.
          • 31stopniwcieniu Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 09.09.16, 18:34
            > Kultura ani obycie nie ma nic wspólnego z byciem samica alfa. Taka osoba odczuwa silny
            > niepokój jesli na jej terenie nie dzieje się wg jej scenariusza. Bywa że samice alfa
            > odpuszczaja kiedy tracą siły(bo kontrolowanie innych jest energożerne).Nie zawsze jednak.

            Chyba właśnie o to chodzi i wbrew temu, co ktoś napisał, często jest to postawa związana z wiekiem/pokoleniem. A konkretnie typem kobiet, które władzę mogą mieć tylko w domu/kuchni, bo takie są w ich świecie rolę społeczne, więc sprawują ową władzę despotycznie. Np. uważając, że uszczęśliwianie na siłę gościa lub decydowanie, z czym zrobią kanapki mężowi, to przejaw ich mocy i siły.
            • bene_gesserit Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 09.09.16, 20:56
              Jak napisałam gdzieś poniżej, zjawisko opisane już w latach 90. jako 'matka gastronomiczna'.
              www.efka.org.pl/index.php?action=p_art&ID=8
              Polecam felieton, bardzo trafny.
              • 31stopniwcieniu Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 09.09.16, 22:00
                Rzeczywiście, felieton świetny i dobrze oddaje sedno sprawy: "Im mniejsze jest poczucie jej własnej wartości i przekonanie o roli w rodzinie, tym bardziej nasila się jej terror gastronomiczny." Sama mam przykład w bliskiej rodzinie - kobieta, której "władzą" była z jednej strony pozycja zawodowa, a z drugiej strony uroda i prezencja, w związku z sytuacją życiową (emerytura) i wiekiem, zamieniła się w domową terrorystkę, bez kontroli której nie można ukroić kromki chleba. Przykro się na to patrzy.
    • asia.sthm Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 06.09.16, 16:13
      To jest niestety problem, ktorego nie da sie uniknac - nalezy to od poczatku zwiazku rozpracowac nawet i "brutalnymi" metodami. O ile to mozliwe zawczasu uprzedzic, wyjasnic, poprosic o uwzglednienie. Nie wierze w istnienie takiej matki, ktora nijak nie zrozumie - na kazda musi byc jakis sposob. Nalezy tylko na to sprytnie wpasc.
      Choc zdarzaja sie i odwrotne upierdliwosci - jeden cudzoziemiec na wielkanocnym sniadaniu u rodzicow swej polskiej zony zarzadal mleka z chrupkami...bo tak zawsze jada sniadanie i podano mu oczywiscie, bo jakze to gosciowi odmowic.
    • beenthere Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 06.09.16, 16:39
      Dziekuje za opinie poparte tez wlasnym doswiadczeniem. Przykre jest to, ze nawet przy super eleganckim zachowaniu tego zagranicznego partnera, tesciowe z pokolenia 50+ uwazaja, ze kazdy musi sie koniecznie nad tym polskim jedzeniem rozplywac. Do tego nie wiem jak wygladaja obiady w innych domach, ale w moim rodzinnym kazdy ma wydzielona porcje, a roznorodnosc przeklada sie na ewentualny wybor kompotu wisniowy czy brzoskwiniowy. Ciezkie to do rozpracowania, bo tlumaczylam i ustalalam, a potem i tak byla obraza majestatu bo nie dokonczyl czegos tam (a bardzo sie staral). Mimo, ze jestesmy w pozycji goscia, dla mnie jest to niejako lekcewazenie mojego malzonka, cos ala: a co ty z tym weganizmem, masz tu kotleta i nie wymyslaj.
      • koronka2012 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 06.09.16, 17:07
        To nie jest kwestia wieku, a hmmm osobowości, kultury czy jedynie empatii.

        Akurat tu wypłynął aspekt narodowy (moim zdaniem niepotrzebnie), ale przecież w każdej rodzinie zdarzają się osoby, które pewnych potraw nie jedzą. Reakcje gospodyni na taki fakt jest pochodną jej poziomu. Ja w takich sytuacjach pewnie najpierw bym parę razy prosiła i tłumaczyła, ale potem zrobiła dym. Tyle, że mnie nie ruszają zagrania typu obraza majestatu, i nie daję się wpuszczać w poczucie winy.

        Mam wrażenie, że osoby ignorujące czyjeś prosby czy upodobania i na koniec strzelające focha nie ograniczają się w takich zachowaniach tylko do menu ale stosują takie zagrywki w życiu codziennym.
        Trzeba dać temu odpór, nawet kosztem chwilowych kwasów.

        Moja 70+ mama dostosowuje menu do upodobań rodziny i nie czepia się, że nie jadam karpia na Wigilii, bo wie że go nie znoszę. Wie, że siostra nie tknie wątróbki, córka flaczków, a siostrzeniec czegoś tam itd.. Jak na rodzinnych spotkaniach pojawił się partner córki, to nie serwuje się potraw, których on nie lubi. Wystarczyło, żeby córka dyskretnie powiedziała czego unikać. Ot, i cała tajemnica.
      • kora3 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 06.09.16, 23:09
        Jesteście zwyczajnie mało asertywni, a krewni nieobyci i źle wychowani. Znam mnóstwo ludzi sędziwych i b. prostych, którzy doskonale rozumieją, ze sa ludzie z ograniczeniami żywieniowymi, więc nie jest to kwestia wielu, czy tzw. bywania.
        -Nie, dziękuję nie jadam tego - co jest trudnego w takim zdaniu? Fochy? No cóż - rodzice bywają rózni, jeśli niewychowani, to należy konsekwencją i asertywnością - wychować smile
    • milamala Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 06.09.16, 17:16
      Moj maz grzecznie dziekuje (najczesciej dlatego, ze jest czegos zby duzo), ja za kazdym razem wyjasniam, ze takie sa zwyczaje w Holandii, ze "pelny jest pelny" i nie ma innej opcji. No ale, ze ja nadrabiam "zle wrazenie"wcinajac polskie zarelko bez protestow to jakos jest nam wybaczone.
      Tak czy owak, dziekowac serdecznie, zapewniac, ze smakuje, ale "nie dziekuje" i trzymac sie tej wersji. Pare dni do roku mozna przetrwac.
    • vi_san Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 06.09.16, 18:32
      1. Usilne namawianie kogoś do jedzenia wbrew jego woli - jest w złym guście.
      2. Natarczywe domaganie się komplementów - również pod adresem własnych osiągnięć kulinarnych - jest w złym guście.
      3. Ignorowanie znanych sobie gustów kulinarnych gości - źle świadczy wyłącznie o gospodyni.
      Niby jasne, ale... Mam siostrę wege. Gdy przyjeżdża do mojego [mięsożernego!] domu - zawsze dostaje smaczne i pełnowartościowe posiłki. I ok. Natomiast ostatnio takąż wizję "ideolowege" ma bratanica męża - podczas uroczystego obiadu z okazji urodzin jej babci [a mojej teściowej] wydarła się, że żyjemy cierpieniem, że nie będzie jadła zwierzęcej padliny, że w całym domu śmierdzi trupem i demonstracyjnie wyszła na balkon. Zapalić papieroska. Serio? Miałam ochotę smarkulą [pełnoletnia jest, ale zachowanie goowniary] potrząsnąć i przywołać do porządku! tym bardziej, że na stole oprócz "trupów" były tez najróżniejsze sałatki, surówki, przystawki bezmięsne, faszerowane papryki i nie pamiętam co jeszcze, ale na pewno swobodnie mogła znaleźć coś, co by nie urażało jej wegetarianizmu. Dodajmy, że WIEM, iż po jakimś czasie niejedzenia mięsa faktycznie węch się wyczula w tym względzie i jatka pachnie nieładnie, ale ta pannica jest wege od dwóch miesięcy [w domu normalnie rodzice i siostra mięsożerni]. Pomijając już to, że nawet GDYBY na stole nie było nic wege - to i tak zachowanie poniżej krytyki...
      • kora3 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 06.09.16, 22:53
        Komentarze panny - niedopuszczalne - właściwe źle wychowanym i egzaltowanym neofitom ideologii wszelkich. Wyjście na papierosa - niegrzeczne tylko bez zgody gospodarza w dane miejsce.
        Natomiast - niezależnie od powyższego - gruby błąd gospodarzy jeśli wiedza o wege gościa. Faszerowane papryki, sałatki i surówki to są przystawki. Nie wypada zakładać, ze gościowi wege WYSTRACZĄ przystawki, gdy przewiduje się dla innych danie główne. Można tak założyć tylko wówczas, gdy się ma pewność ze tak jest wobec konkretnej osoby (np. mnie), a do tego chodzi o przyjęcie jednoposiłkowe (całościowo) w innych przypadkach nie i założenie, że wege zadowoli się przez całą noc weselną (np.) surówkami stanowiącymi dodatek do mięsnych drugich dań jest rażącym nietaktem
        • vi_san Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 06.09.16, 23:23
          Korciu, aż specjalnie się zastanowiłam... Oprócz przystawek [zarówno mięsnych, jak rybnych, ale i całkowicie jarskich] były do wyboru dwie zupy: tradycyjny rosół i pieczarkowa na bulionie warzywnym, a w ramach "drugiego dania" wybór między schabowym, smażonym dorszem albo zapiekanką z cukinii, pomidorów, brokułów i czego tam jeszcze. Bez mięsa. Nie było to całonocne weselisko, a obiad u babci - widzisz różnicę? Wystawny, owszem, uroczysty, ale obiad. U babci. W jej święto. Demonstracyjne wyjście na papierosa z fochem i po zrobieniu "sceny" z komentarzami o "padlinożercach", "trupim smrodzie" itp - niezależnie od zgody gospodarzy na palenie w tym miejscu - chamskie.
          Jak pisałam wcześniej - jeśli gość mnie uprzedzi o swoich ograniczeniach żywieniowych: wegetarianizmie, diecie bezglutenowej, nietolerancji na sól/cukier/anyż/kardamon/cokolwiek - zawsze staram się dostosować menu tak, by znalazł na stole coś dla siebie "zjadliwego", vide przypadek mojej siostry wegetarianki od ćwierć wieku. I, możesz mi wierzyć, gdybym Cię zaprosiła - na pewno nie musiałabyś się zadowalać przystawkami... wink Zwłaszcza, że lubię gotować.
          Ale zasadniczo chodziło mi o coś troszkę innego. Jeśli ów potencjalny obcokrajowiec [z pierwszego postu] na schabowego reaguje "Ty podła niewierna! Jam jest wierzący w Allaha a ty mi świńskie mięso podajesz?!" - no to odruchowo budzi się w człowieku takie coś "Nie chcesz to siedź o suchym pysku i parz jak my jemu, pies z tobą tańcował!". Nie ma to nic wspólnego z sv, ale jest bardzo ludzkie. Tak samo ów Holender może bezpośrednio powiedzieć "Teściowo, nie lubię twojej kuchni, mdli mnie na myśl o tym co podajesz na stół i tyle". Zupełnie zgodnie z prawdą! Ale czy elegancko? Nikt nie miałby do owej bratanic męża żadnych zastrzeżeń, gdyby rozmowa wyglądała na przykład tak:
          - Sorry, ale ja nie jem mięsa.
          - Dobrze, Asiu. Tu masz paprykę faszerowaną ciecierzycą. Zjesz pieczarkową? Na bulionie warzywnym. Na drugie, zobacz jaka fajna zapiekanka: cukinia, pomidory, plasterki ziemniaczka... A na deser mus żurawinowy. Pasuje?
          Gdyby ów potencjalny muzułmanin powiedział "Z przyczyn religijnych wieprzowiny nie jem. Ale mama robi takie pyszne devolaje...", albo ów Holender "Wie mama, ja preferuję prostą kuchnię, może zamiast kombinować zrobiłaby mama ..." [i tu propozycja czegoś co jada i co nie przekracza możliwości teściowej - można wcześniej skonsultować z małżonką].
          • kora3 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 06.09.16, 23:33
            Vi miła , nie podałaś tych szczegółów w początkowym pościesmile O zachowaniu kuzynki, czy kogo tam wypowiedziałam się - tyczy się wszystkich innych gości ...
            cała reszta - nie widzę kompletnie powodu przymilania się do kogos kto świadomie ignoruje preferencje gościa Vi. Bo to czyjaś mama No bez jaj.
            dzięki Ci Opatrzności za normalna i zdrowa psychicznie Mamę smile
            • vi_san Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 06.09.16, 23:51
              A nie przyszło ci do głowy, Korciu, że to nie "przymilanie się", a właśnie sv? Takie "dbanie, żeby innym było miło w naszym towarzystwie"? I tylko o to mi chodzi: bezpośredniość, nawet zgodna z prawdą, często jest... No właśnie, bezpośrednia. A więc może zostać odebrana jako niegrzeczność, jako brak ogłady, lub wręcz CHĘĆ sprawienia komuś przykrości. Żeby nie było, nie namawiam nikogo do jedzenia czegoś, czego nie lubi [bądź nie może]! Po prostu swoją decyzję można wyrazić w bardzo różny sposób - od chamskiego, przez bezceremonialny aż po delikatny i taktowny. I tyczy to nie tylko jedzenia. Wspomniałaś o kimś, kto opuścił wieczór kawalerski ze względu na własną wiarę i obecność tamże panienek na jedną noc. Miał prawo tak postąpić, jego decyzja. Jednak... Zapytany o powody mógł odpowiedzieć: "Byłem zmęczony/bolała mnie głowa/strułem się czymś" [czyli tzw. białe kłamstwo], mógł "Wiesz, jestem wierzący i panie do wynajęcia to nie moja bajka. Mam nadzieję, że moja nieobecność nikomu zabawy nie zepsuła", a mógłby "Wy jesteście bydło! Z koorwami tuż przed ślubem!? Ja bym tak nie mógł, bo mi wiara nie pozwala! to moja tarcza i moja siła! A wy jesteście ... " [i tak dalej]. Poza pierwszym białym kłamstwem - obie odpowiedzi są prawdziwe - pan autentycznie może uważać towarzystwo korzystające z usług pań negocjowalnej ceny za zbydlęcone i poniżej pewnego poziomu moralnego. Może. Ale czy taką wypowiedź [chociaż prawdziwą!] uznałabyś za kulturalną? Bo ja jednak nie... I nie ze względu na własny światopogląd czy na użyte słowa, bo to samo można wyrazić bez "przecinków" a równie chamsko.
              • kora3 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 07.09.16, 10:25
                Vi - san nie wiem dlaczego tonem polemiki ze mną piszesz dokładnie to co ja smile

                CZASEM białe kłamstwo jest najlepszym wyjściem, ale z reguły wówczas, gdy mamy do czynienia z sytuacją jednorazową. Natomiast w przypadku kontaktów systematycznych nie ma sensu, lepiej powiedzieć prawdę: nie jadam tego z zasady, nie posmakowało mi. Nie ma w tym NIC nieprzyjemnego czy napastliwego przecież.
        • zmija_w_niebieskim Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 06.09.16, 23:23
          Faszerowane papryki to przystawki? Ja robię często jako danie główne big_grin
          • kora3 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 06.09.16, 23:28
            Ja też, zle to sa przystawki. Sugeruję przeczytać mój postsmile
            • vi_san Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 07.09.16, 07:16
              Korciu... 06.09.2016 o 22:53 napisałaś "Faszerowane papryki, sałatki i surówki to są przystawki". A więc "wrzuciłaś" faszerowane papryki do przystawek, a nie dań głównych. Ok, można i tak. Ale bądź konsekwentna... wink
              • kora3 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 07.09.16, 10:53
                Alez ja jestem konsekwentna Vi, tylko nie mierzę wszystkich SWOJĄ miarą. Ja zjem 2 takie papryczki i jestem NAJEDZONA i dla mnie to git dane główne, ALE dla przeciętnego człowieka wszystko jedno wege czy nie - to przystawka.
                Czy teraz już jasne?smile
              • kora3 Wyjasniam Vi 07.09.16, 11:39
                Bo chyba się nie zrozumiałyśmy.
                Zatem tak:smile

                1. Uwagi takie jak owej panny wege są niedopuszczalne w dowolnej sytuacji.
                2. Natarczywe zachęcanie gościa do jedzenia tego czego jedzenia odmówił - także.
                3. Nietaktowne jest nie uprzedzić gospodarzy o swoich ograniczeniach kulinarnych (dowolnych: dieta/światopogląd/kultura)
                4. Nietaktowne jest wobec gościa z ograniczeniami sądzić, że zadowoli się przystawkami JEŚLI dla reszty przewidziano danie/a główne.
                5. Nie ma niczego złego w grzecznym powiedzeniu, że się ma dane ograniczenie kulinarne ani, że dana potrawa nie przypadła nam do gustu.
                To, że ktoś ma świra na punkcie swego kulinarnego talentu nie oznacza, że świra tego należy pielęgnować Vi. Co poświdrowany się załamie, będzie mieć hehe traumę, obrazi się. Jeśli tak zareaguje, to znaczy, że ma świra, ale to przecież już wiemy ...
                • vi_san Re: Wyjasniam Vi 07.09.16, 16:45
                  Zgadzam się z większością, poza pkt.5. Otóż o ile nie ma nic złego (a właściwie normalne i oczywiste jest uprzedzenie gospodyni o diecie czy innych ograniczeniach kulinarnych, o tyle moim zdaniem jednak nie wypada informować (zwłaszcza w szerszym gronie) że dana potrawa nie przypadła nam do gustu. Choć i tu wiele zależy od formy. Inaczej brzmi "Takiej paskudnej breji jak bigos to bym do ust nie wzięła za dopłatą! Wygląda to-to i pachnie jak produkt miotania wiktem!", a np."Nie przepadam za gotowana kapustą, ta potrawa jest dla mnie za tłustą, szkodzi mi na wątrobę.". I nie chodzi mi o pielęgnowanie czyjegoś świra, tylko... Czemu ma służyć, twoim zdaniem, urazenie teściowej? Sztuka dla sztuki? LEPIEJ więc odpowiedzieć dyplomatycznie i oględnie, w miarę możliwości podkreślając atuty gospodyni. Podkreślę - Nie zmuszać się do czegoś nie lubianego, ale jednak opinię negatywną - zachować dla siebie.
                  • kora3 Re: Wyjasniam Vi 07.09.16, 17:23
                    Alez ja nie miałam na myśli urażenia akurat teściowej Vi - myślałam, ze gadamy nieco na ogólniejszym poziomie w temacie gospodarz (niekoniecznie musi to wszak być tesciowa) i gośc.
                    Nie rozumiem też dlaczego wciąż piszesz o tym, że wiele zależy od formy, bo wspomniałam o tym, że należy odmówić GRZECZNIE (a to co zapodałaś o bigosie wersji nr 2 jako przykład, na bank nie jest grzeczne). Natomiast pierwsza wersja jest do przyjęcia w bliskim gronie, ale tylko warunkowo, bo ...o dolegliwościach się nie rozmawia, szczególnie zaś przy biesiadnym stole.
                    Nie pojmuję także dlaczego zdrową na umyśle gospodynię miałoby urażać to, że ktoś czegoś nie lubi. Nawet jeśli jest to heh teściowa. Jaka to uraza dla mnie, ze moja mama nie lubi owoców morza np. ? Jasne, że byłoby nietaktowne powiedzieć - Nie lubię bigosu w pani/twoim/mamy wykonaniu, bo jest dla mnie za tłusty, ale już powiedzenie - Nie lubię bigosu, to dla mnie za tłusta potrawa - nietaktowne nie jest.
                    • kora3 Taka refleksja Vi ... 07.09.16, 17:49
                      Tyle się mówi o wolności jednostki i jej poszanowaniu, a jednocześnie cześc z Was odmawia człowiekowi zwyczajnie jego własnych gustów czy upodobań. Nie wiem skąd to się bierze...Bo tak: każdy się zgadza, że nie trza jest i można odmowić motywując to religią czy szerzej światopoglądem albo względami zdrowotnymi czy też nawet dietą dla odchudzenia się, ale już po prostu odmowa bo się czegos nie lubi jest nie halo. Dlaczego?

                      wyobraźmy sobie taką sytuację, że mnie gościsz i nie znasz moich ograniczeń ani gustów kulinarnych i chcesz mi zaserwować załóżmy kiełbaskę z grilla. Sądze, że neutralnie odebrałabyś moje "Dzięki Vi, jestem wege", może być się nawet jak podejrzewam doczekała nienalzenemi "przepraszam" z Twej strony, choć nienależne, bo skoro nic nie mówiłam wcześniej ...A czytając Cie mam wrazenie, ze gdybym zamiast na grillu znalazła się u Ciebie na spontan kawie i podziękowała za ciasto "Dzięki Vi, nie lubię słodyczy" to mogłabym Cię jakoś niechcący urazić. Dlaczego nie lubię jest gorsze od nie mogę z tej czy innej przyczyny? Przecież obiektywnie np. światopogląd jest bardziej kontrowersyjnym tematem niż zwyczajnie GUST.
                      • vi_san Re: Taka refleksja Vi ... 07.09.16, 23:40
                        Korciu, tak łopatologicznie:
                        Gdybyś na grillu u mnie powiedziała "Dzięki za kiełbaskę, ale jestem wege" - zapewne podałabym ci np. mix warzyw z tegoż grilla, pieczone ziemniaczki takoż "ugrilowane", albo np. kapelusze kani w panierce [no dobra, do kapeluchów kani w panierce to jest zawsze dłuuuga kolejka i wcale nie wegetarian big_grin ]. Gdybyś przy niezobowiązującej kawce odmówiła ciasta argumentując po prostu "Nie lubię słodyczy" - ok, przyjmuję do wiadomości. Jednak gdybyśmy były umówione oficjalnie na tąże kawę i np. wiedziałabyś WCZEŚNIEJ, że planuję "na Twoją cześć" sernik, karpatkę, tiramisu oraz torcik czekoladowy i nie uprzedziłabyś mnie, że żebym sobie darowała, bo słodkiego nie lubisz - to i owszem, poczułabym się dość głupio: ja się narobiłam, o produktach i kosztach nie wspominając nawet, a gość "A po co? Ja nie lubię!"... I tylko o tym mowa: kompletnie nie rozumiem [i nie popieram, co już kilkakroć pisałam!] wpychania na siłę, wmuszania w gościa jakiegokolwiek jadła "bo tak". Ale... Jeśli np. teściowa planuje uroczysty obiad dla córki i zięcia z obcych stron, którzy pierwszy raz po ślubie wizytują Polskę - moim zdaniem tu obowiązkiem córki jest uczulić matkę, żeby nie podawała tego czy tamtego, bo jej mąż z przyczyn religijnych tego nie jada, albo też stosuje restrykcyjną dietę. Obowiązkiem matki, jako dobrej gospodyni - jest dostosować menu do oczekiwań gościa. Natomiast skoro już do tego obiadu doszło, córka nawaliła i nie uprzedziła, albo tez matka nawaliła i ma w zadku, że zięć tego czy tamtego nie może - wówczas ów hipotetyczny zięć powinien grzecznie przeprosić, że nie zje schabowego, gdyż religia zabrania mu jedzenia wieprzowiny, albo też nie zje bigosu, gdyż jego restrykcyjna dieta nie zezwala na gotowaną kapustę. Koniec kropka. Natomiast miło byłoby, gdyby ów hipotetyczny do swojej odmowy dorzucił zamiast "A poza tym nie lubię tłustego jedzenia!" dodał "Ale dorsz fantastyczny, Kochanie, umiesz zrobić coś równie pysznego?". Tak by był wilk syty i owca cała - by nie zjeść nielubianego/zakazanego, a równocześnie nie urazić gospodyni.
                        • kora3 Re: Taka refleksja Vi ... 09.09.16, 16:29
                          Hmmm Vi, chyba się nie rozumiemy. Toż ja CELOWO dałam taki przykład, że Ty nie wiesz o moich ograniczeniach żywieniowych, a ja nie zakładałam, że będziesz mnie gościc i dlatego o nich nie uprzedziłam.

                          Sytuacja z wątku jest jednak jak rozumiem - inna. Małżonkowie goszczą i teściów pana obcokrajowca nie pierwszy raz i sytuacja, gdy serwowane są potrawy nielubiane przez zięcia powtarza się, podobnie jak natrętne zachęcanie go do jedzenia tychże.
                    • vi_san Re: Wyjasniam Vi 07.09.16, 18:01
                      Tyle, że, Korciu, wcale nie mała część gospodyń, zwłaszcza z ciut starszego pokolenia, ma takie poczucie, że ma "obowiązek" być dobrą kucharką. I to jest fakt. Możesz to nazwać świrem czy jak sobie życzysz - ale tak po prostu jest i koniec. Pozostaje przyjąć do wiadomości. I, owszem, powiedzenie tak "uwarunkowanej" gospodyni, że "Nie smakuje mi bigos" - taka pani domu odbierze "osobiście", na zasadzie "Twój bigos jest paskudny". Po cóż więc wygłaszać tego typu, mogące być niemiłymi, uwagi? Nie lepiej po prostu to nieszczęsne danie pominąć, a podkreślić walory "stołu"? "Za bigosem nie przepadam, ale twój rosół/devolaje/smażony pstrąg/coolwiek jest fantastyczne!". Tak jak radzi już ktoś w tym wątku: podsunąć gorliwej gospodyni ze dwa pomysły, które są dla niej możliwe do realizacji a dla gościa jadalne i podkreślać ich wyjątkowość. Nawet niezbyt taktowna pani domu lubi być chwalona za to co robi - usłyszy pochwałę swoich ziemniaczków z wody z koperkiem - będzie te ziemniaczki serwować, a gość uniknie spalonego schaboszczaka czy niedopieczonej szynki.
                      I, Korciu, wiem, że przy stole nie mówi się o dolegliwościach - natomiast w cztery oczy, w kuchni, można wspomnieć bliskiej pani domu, że "uwielbiam fasolkę po bretońsku, ale strasznie mnie po niej łupie wątroba, no, nie mogę ani odrobiny...".
                      A na koniec - całkowicie się zgadzam, że jak najbardziej można grzecznie odmówić spożycia dowolnej potrawy. Uważam tylko, że wbrew temu co napisałaś ty nie ma potrzeby informować, że danie nam nie przypadło do gustu/nie smakuje. Bo taka informacia może zostać odebrana osobiście, a niczemu i nikomu do niczego potrzebna nie jest, nieprawdaż? smile
                      • kora3 Re: Wyjasniam Vi 07.09.16, 18:23
                        vi_san napisała:

                        > Tyle, że, Korciu, wcale nie mała część gospodyń, zwłaszcza z ciut starszego pok
                        > olenia, ma takie poczucie, że ma "obowiązek" być dobrą kucharką. I to jest fakt
                        > . Możesz to nazwać świrem czy jak sobie życzysz - ale tak po prostu jest i koni
                        > ec


                        No dobra, przyjęłam do wiadomości, tylko nie wie gdzie ja niby napisałam, żeby krytykować kuchnię jakiejś pani ze starszego pokolenia?smile Co mają czyjeś umiejetnosci kulinarne do tego, ze ktoś czegos NIE LUBI?
                        Mojego dziadka druga zona piekła ponoć przepyszne torty. Ponoć, bo ja na sobie nie sprawdzałam, ale wszyscy konsumujący bardzo chwalili, a i znajomi zamawiali sobie u niej na różne okazje. Miałam okazje zostać poczęstowana raz, odmówołam i pani po prostu zaptrała dlaczego nie - bliskie grono, mogła: - Bardzo dziękuję, ale nie lubię słodyczy. To była pani niewątpliwie starszego pokolenia, gdyby żyła miałaby dziś 90 lat - równo. Nie padla trupem wówczas, nie obraziła się, nie czuła dotknięta - no normalne, wnuczka jej meza nie lubi słodyczy, nie wszyscy lubią. Co to miałoby mieć wspólnego z jej umiejętnościami w zakresie wypieków?

                        I, owszem, powiedzenie tak "uwarunkowanej"
                        > gospodyni, że "Nie smakuje mi bigos" - taka pani domu odbierze "osobiście", na
                        > zasadzie "Twój bigos jest paskudny".


                        O ile pamiętam proponowałam "NIE LUBIĘ"smile

                        Po cóż więc wygłaszać tego typu, mogące b
                        > yć niemiłymi, uwagi


                        Vi, to ze ktoś czegos do jedzenia nie lubi jest informacją NEUTRALNĄ. Po co powiedzieć? Żeby nie być znów częstowanym. Nie ma niczego niemiłego w tym, że ktoś czegos nie lubi jesc!

                        ? Nie lepiej po prostu to nieszczęsne danie pominąć, a podkr
                        > eślić walory "stołu"?


                        Vi, ale w watku zdaje się mowa o sytuacji, gdy gośc jest zachęcany do jedzenia mimo widocznego braku chęci z jego strony. Jeśli zwyczajnie czegoś nie nabiera,m a gospodarz tego nie komentuje czy nie pyta, to uwaga o nielubieniu byłaby od czapy.

                        "Za bigosem nie przepadam, ale twój rosół/devolaje/smażon
                        > y pstrąg/coolwiek jest fantastyczne!". Tak jak radzi już ktoś w tym wątku: pods
                        > unąć gorliwej gospodyni ze dwa pomysły, które są dla niej możliwe do realizacji
                        > a dla gościa jadalne i podkreślać ich wyjątkowość


                        Całkiem sensowny pomysł, jeśli te pozostałe potrawy faktycznie smakują i sa dla gościa jadalne.

                        ki serwować, a gość uniknie spalonego sch
                        > aboszczaka czy niedopieczonej szynki.
                        > I, Korciu, wiem, że przy stole nie mówi się o dolegliwościach - natomiast w czt
                        > ery oczy, w kuchni, można wspomnieć bliskiej pani domu, że "uwielbiam fasolkę p
                        > o bretońsku, ale strasznie mnie po niej łupie wątroba, no, nie mogę ani odrobin
                        > y...".


                        Ale po co tak kłamać? Po co? Nie pojmuję Vi jakiego trzeba mieć swira na swoim punkcie, żeby kogoś URAZAŁo to, że ktoś czegos nie lubi! I nie pojmuje też, jak trzeba być niekulturalnym, żeby wiedząc, ze nie lubi mimo to go zachecac, a jak nie chce - fochowac

                        > A na koniec - całkowicie się zgadzam, że jak najbardziej można grzecznie odmówi
                        > ć spożycia dowolnej potrawy. Uważam tylko, że wbrew temu co napisałaś ty nie ma
                        > potrzeby informować, że danie nam nie przypadło do gustu/nie smakuje. Bo taka
                        > informacia może zostać odebrana osobiście, a niczemu i nikomu do niczego potrze
                        > bna nie jest, nieprawdaż? smile


                        Napisałam wyraxnie - NIE LUBIĘ! W NIE LUBIE nie ma NIC osoboistego w stronę gospodarza, jeśli to dostrzega, że jest to ...ma swira smile

                        >
                        • vi_san Re: Wyjasniam Vi 07.09.16, 18:34
                          Tak z czystej złośliwości, nie obraź się, Korciu, bo na prawdę lubię z tobą rozmawiać! Cytat. Z dnia 07 września 2016 roku, godzina 11:39.
                          "5. Nie ma niczego złego w grzecznym powiedzeniu, że się ma dane ograniczenie kulinarne ani, że dana potrawa nie przypadła nam do gustu.".
                          Koniec cytatu. Otóż, nie przypadło nam do gustu = nie smakuje nam, a nie ogólnie "nie lubię".
                          - Korciu, czemu nie jesz tortu?
                          - Nie przypadł mi do gustu. [= nie smakuje mi TEN tort]
                          - Nie lubię tortów. [= Kora nie jada ciast z kremem, bo tak już ma].
                          Widzisz różnicę? I tylko z TYM sformułowaniem "Nie przypadło mi do gustu" z całego Twojego posta się nie zgadzam! Bo, moim zdaniem, oznajmienie, że "nie przypadło mi do gustu oznacza właśnie "ogólnie lubię, ale to co serwujesz jest niedobre". Gdybyś zamiast tego "przypadania do gustu" napisała:
                          5. Nie ma niczego złego w grzecznym powiedzeniu, że się ma dane ograniczenie kulinarne ani, że danej potrawy po prostu z takich czy innych przyczyn nie jadamy.
                          Nie czepiałabym się niczego i z całym postem bym się zgodziła. smile
                          • kora3 Re: Wyjasniam Vi 09.09.16, 16:23
                            Ależ Vi, ten zacytowany post był odpowiedzią w temacie WĄTKU - ściśle!
                            Jak zrozumiałam sytuacja jest taka, że mama wątkodawczyni częstuje jej meza - obcokrajowca czymś czego on z polskiej kuchni nie "trawi".
                            W TEJ sytuacji gośc może jak najbardziej powiedzieć, że dziękuje, ale już próbował tej potrawy i nie przypadła mu do gustu. Nie, że u TEJ pani, tylko w ogóle.
                            • kora3 Przykłady Vi 09.09.16, 17:49
                              Na Śląsku bardzo popularną potrawą wigilijną jest zupa rybna. W moim rodzinnym domu się jej nie robi na Wigilię, bo nikt jej nie lubi z najbliższych. Ale dalsi krewni i owszem robili i serwowali i miałam okazję i ja kiedyś spróbować. Nie posmakowało mi to i kiedy gościłam na Wigilii u moich teściów podziękowałam za ten specjał: - Dziękuję bardzo, miałam już okazję próbować u cioci i nie przypadła mi do gustu.
                              Nie widzę w tym nic niegrzecznego i nie widzieli też gospodarze.

                              Jak wspomniałam wcześniej, bo chyba Ci umknęło - nietaktowne byłoby powiedzieć, że nie smakuje nam coś "w aranżacji" gospodyni - to oczywiste. Natomiast stwierdzenie, że miało się już okazję czegoś spróbować i nie posmakowało - n9ietaktowne nie jest. Przecież żeby wiedzieć, że się czegoś NIE LUBI raczej trzeba tego bodaj spróbować, nie? smile
                            • vi_san Re: Wyjasniam Vi 11.09.16, 14:49
                              Ależ, ogólnie biorąc, Korciu, całkowicie się z tobą zgadzam. I absolutnie, kilkakroć podkreślałam, że mamusia, która z uporem maniaczki usiłuje pchać w zięcia [czy innego gościa "bywającego" z jakąś regularnością] potrawy przezeń nie lubiane, nie akceptowane - jest byle czym a nie gospodynią. Z tym, że nadal uważam, że jednak "Nie lubię", "Nie smakuje mi" bez szerszego wyjaśnienia - jest nieco... Mało delikatne. A wystarczyłoby owo "nie smakuje" rozszerzyć: "Dziękuję, spróbowałem i niezbyt mi smakuje, natomiast ... jest rewelacją". Ot, nie żeby się "podlizywać" czy pielęgnować czyjegoś świra, ale po prostu żeby nie sprawiać komuś przykrości.
                              • kora3 Re: Wyjasniam Vi 11.09.16, 14:59
                                Vi san - ja tez Cię rozumiem, tylko nie pojmuję, DLACZEGO komuś zdrowemu na umyśle przykrość miałoby sprawić to, że ktoś czegoś do jedzenia/picia NIE LUBI.
                                A już tym bardziej, gdy chodzi o osobę wychowaną ze tak powiem na innej kuchni.

                                Jasne, że nie byłoby taktownie powiedzieć: - Ogólnie to lubię rosół. ale twój/pani, mamy jest dla mnie za tłusty. Ale : - Dziękuję, maiłem okazję już popróbować tej potrawy i nie przypadła mi do gustu - jest ok.

                                Moja nieżyjąca już ciotka, która uważała się za bardzo dobrze gotującą miała zwyczaj robienia wszelkich surówek i sałatek na słodko. Nie smakowało mi to i tego zwyczajnie nie jadłam, ale przecież nie mówiłam tego ciotce, ze nie smakuje. - Nie lubię i czesc
                                • vi_san Re: Wyjasniam Vi 12.09.16, 07:02
                                  Koro - zasadniczo się zgadzamy, myślę, że po prostu źle się wyraziłam, nie umiem dość jasno "dookreślić" o co mi chodzi. Po prostu moim zdaniem samo "nie smakuje mi" MOŻE się równie dobrze odnosić do ogólnie danej potrawy jak i konkretnie do tego co nam w tej chwili podają. Więc lepiej jest rozwinąć nieco swoją wypowiedź, tak, by gospodyni nie miała wątpliwości, że to nie opinia o jej kuchni, a po prostu ogólnie smak danej potrawy jako takiej. Podałam przykład powyżej:
                                  - Korciu, czemu nie jesz tortu?
                                  - Nie smakuje mi. [= ten tort jest nie dobry, nie w moim guście]
                                  - Nie lubię tortów, nie smakują mi [= Kora nie lubi ciast z kremem].
                                  Niby odpowiedzi bardzo podobne, ale... W przypadku tej pierwszej odpowiedzi - możesz zrobić przykrość pani domu. Być może nie zamierzoną, ale jednak. W drugim przypadku - właśnie stawiasz sprawę od razu jasno - ŻADNE torty ci nie smakują. Analogicznie:
                                  - Korciu, zjedz schabowego!
                                  - Nie smakuje mi. [= twój schabowy mi nie smakuje]
                                  - Jestem wegetarianką więc dziękuję, ograniczę się do ziemniaczków i surówki. [= jasny przekaz, że dla Kory trzeba dania bezmięsne.
                                  I o to rozszerzenia wypowiedzi mi chodzi: samo "nie lubię" może być odebrane jako przytyk do tej konkretnej potrawy [czyli w ogóle ok, ale twoje jest paskudne], samo zaś "Dziękuję, nie" może zostać odczytane jako "Teraz nie, ale za dwa dni czy tam dwa tygodnie chętnie".
                                  Inna kwestia, że autorka wątku pisała o osobie permanentnie i WBREW wiedzy o gustach/możliwościach żywieniowych gościa z uporem maniaczki podaje to, czego ów gość się wzbrania spożywać. I, niestety, na taką mamę/gospodynię nie ma metody mieszczącej się w sv. Można: a/. cierpieć w milczeniu; b/. zaprosić rzeczoną na coś z "własnej kuchni" nie jadalnego dla niej; c/. zakończyć wizyty awanturą potężną. A/. wydaje się na dłuższą metę [kilkudniowej wizyty] niewykonalne. C/. zapewne poskutkuje zerwaniem kontaktów, a nie o to chodzi. Kusząca nader jest opcja b/., dodałabym tylko, że córka powinna mamusię uprzedzić, że nie zjedzenie danej potrawy to ogromna obelga i dyshonor dla gospodarzy w kraju pochodzenia zięcia. I zaserwować jakieś robaki, pająki w cukrze, węże smażone czy inne "coś niejadalnego". I patrzeć mamuni uważnie w zęby! "No, wiesz, ty uważasz, że MUSIAŁ zjeść gołąbki, mimo, że dla niego to niejadalne, to ty MUSISZ zjeść te [zależy co tam najobrzydliwszego w kuchni męża znalazła] i robić dobrą minę!" - z tym, że to zachowanie całkowicie nie zgodne z sv... big_grin
                                  • kora3 Re: Wyjasniam Vi 12.09.16, 14:38
                                    Vi , mam wrażenie, że kręcimy się w kółko. Jasna sprawa, ze w realu bardzo wiele zależy od kontekstu ... Chyba dla każdego z mózgiem jasne jest, e jak ktoś dziękuje za tort wyjaśniając, ze nie lubi ciast z kremem, czy w ogóle słodyczy to jest to inna wypowiedz niż stwierdzenie,. ze się nie lubi ciast czyjegoś autorstwa. To przecież OCZYWISTE. I tak samo jest oczywiste, ze nie mowi się komuś, ze dana potrawa jego autorstwa nie smakuje, boi jest za tłusta, za mało tłusta, za ostro przyprawiona, za słona itd...
                                    Wydawało mi się, że wiemy o czym mówimy- o neutralnym "nie lubię", a nie o "nie lubię Twojego bigosu, bo jest za tłusty' - na przykład
                          • zmija_w_niebieskim Re: Wyjasniam Vi 10.09.16, 09:52
                            A może zamiast: Przepraszam, ale ja tego NIE LUBIĘ, lepiej powiedzieć : przepraszam, ale ja tego NIE JEM?
                            Znam kilka osób, które tak mówią. Myśle, że jest to skuteczniejsze od NIE LUBIĘ, bo NIE LUBIĘ może się kojarzyć z grymaszeniem, fanaberiami i zostawia pole do namawiań typu: Ale spróbuj, może akurat to Ci przypadnie do gustu, te śledzie są wedłyg nowego przepisu, smakują zupełnie inaczej niż tradycyjne...itd
                            • kora3 Re: Wyjasniam Vi 10.09.16, 10:04
                              Wiesz, zacząc należałoby od tego, że nie jest wcale konieczne wyjaśnianie dlaczego się czegoś nie je, gdy nikt nie pyta. Jeśli gospodarz proponuje i gośc odmawia i nie idzie za tym dopytywanie gospodarza czy namawianie - to nie ma nijakiej konieczności wyjaśniania dlaczego się czegoś nie je.
                              Sytuacja z wątku wygląda jednak inaczej i choć jest ekstremalna, to bywają podobne, acz ekstremalne mniej - to znaczy gość odmawia a gospodarz dopytuje dlaczego lub zachęca.
                              Jeśli już dopytuje, to na ogół "Dzięki, ja tego nie jadam" generuje kolejne: - "Dlaczego?". Idealnie byłoby, gdyby dopytywanie nie było, a bywa, że jest..
                              Tak czy owak "nie mogę, nie lubię" powinno kończyć wszelką dyskusję i namawianie ze strony gospodarza.
                              Gośc może lecz nie musi wyjaśnić dlaczego nie może danej potrawy jesc - względy światopoglądowe/dieta/widzimisię - albo nie.
                              • agulha Re: Wyjasniam Vi 10.09.16, 14:21
                                Dopytywanie czasami może być grzeczne. Spotykasz się z kimś, kogo w przyszłości także spodziewasz się podejmować u siebie. Podajesz różne potrawy, a o niektórych gość mówi: ja dziękuję, nie jem tego. Może warto ustalić, o co chodzi? Nie jem mięsa, bo jestem wegetarianinem. Nie jem wieprzowiny (można powiedzieć, że z powodów religijnych, ale może po prostu nie, bo nie). Nie cierpię koperku (mam koleżankę, która nie weźmie go do ust). Szkodzą mi niektóre przyprawy, które wyczuwam w sosie albo które są typowe dla danej potrawy (to ja - nie tknę karkówki ani żurku, bo choć uwielbiam je, to niestety czosnek mi bardzo szkodzi, a zawsze w nich jest) . Jestem na diecie bezglutenowej/bez laktozy.
                                Wtedy będzie wiadomo, dlaczego nie została zjedzona pieczeń wieprzowa w sosie czosnkowym posypana koperkiem oraz naleśniki z serem. I czy następnym razem może być potrawa z kurczaka sosie czosnkowym posypana koperkiem, czy wieprzowina na ostro, ale bez zieleniny (względnie zielenina na oddzielnym talerzyku dla gości do posypania), czy naleśniki z owocami, czy może coś z kukurydzy lub ziemniaków.
                                • kora3 Re: Wyjasniam Vi 11.09.16, 13:41
                                  Wiesz Agulho, ja wychodzę z założenia, że o swoich preferencjach żywieniowych gość, który w perspektywie ma kolejne podejmowanie go przez danego gospodarza powiedzieć sam, albo też uprzedzić o nich bliska mu osoba gospodarzom od niego bliższa NIM się pojawi.
                                  Masz rację, że w takiej sytuacji lakoniczne "Nie, dziękuję" niczego nie wyjaśnia. Bo może w tym momencie gośc nie chce kawy, tortu, schabowego, krewetek itd.. a przy następnej wizycie chętnie zje czy wypije
                                  • agulha Re: Wyjasniam Vi 11.09.16, 16:28
                                    A ja z kolei tak myślę, że uprzedzanie, czego się nie je, jest takie mało delikatne - chyba, że chodzi o rzecz wagi zasadniczej (np. silne uczulenie). "Zapraszam Panią na obiad". "Ale uprzedzam, że nie jadam: X, Y, Z...". Poza tym można nie przewidzieć, że dana gospodyni coś poda lub doprawi jakimś składnikiem. Ja na przykład nie mogę absolutnie jeść kakao ani czekolady, i zawsze przy zamawianiu deserów nerwowo pytam kelnera, "czy tu nie ma kakao". Budzę śmiech współtowarzyszy - bo niby skąd w deserze "truskawki w śmietanie" kakao - ale często się okazuje, że ktoś dla ozdoby na wierzch poleje sos czekoladowy albo coś jest składnikiem potrawy, ale w ogóle nie jest w składzie wymienione. Tyle, że w restauracji czy kawiarni jestem klientem, płacę, więc nie wstydzę się zapytać i prosić o to, co ja chcę dostać. W gościach nie wypada. Leżą na półmiskach i talerzykach różne rzeczy, mogę zjeść jedno, nie zjeść drugiego. Gorzej w domach, gdzie podaje się porcję na talerzu, jak tu niektórzy piszą...
                                    • kora3 Re: Wyjasniam Vi 11.09.16, 16:56
                                      Wiesz Agulho, raczej wielce mało prawdopodobne, że się tak spontanicznie na obiad zaprasza calkiem nieznajomą osobę do domu. A jeśli znajomą, to się na ogół już WIE o jej preferencjach kulinarnych z innych okazji - np. wspólnych posiłków w restauracjach.
                                      Tu mowa jednak o specyficznej sytuacji, gdzie gośc po prostu towarzyszy innemu gościowi, osobie bliskiej gospodarzom. W tej sytuacji wypadałoby o jego preferencjach uprzedzić za pośrednictwem tejże osoby. No bo w istocie byłoby dziwne, gdyby np. ukochany córki zapraszany wraz z nią do jej rodziców wypalił: - A ja nie jest tego i owego. Ale już córce jak najbardziej wypada powiedzieć: - Mamo, dzięki za zaproszenie, przy okazji, przewidź proszę dla mego chłopaka coś bezmięsnego bo jest wege - na przykład oczywiście. Albo:- Dzięki, super, przy okazji, nie bądź zaskoczona, że X nie będzie jadł Twoich popisowych gołąbków, nie znosi wprost kapusty - znow na przykład. I taka dobra mama i gospodyni już wie smile

                                      Niektóre sprawy rozumie się samo przez się, np. to, że muzułmanie nie jedzą wieprzowiny. Ale tu można się hehe naciąćsmile Kiedyś miałyśmy z mamą i siostrą przyjemnośc spędzać Wielkanoc goszczc u mego taty, który była na kontrakcie w Turcji. Był to nasz pierwszy wówczas wyjazd do taty tam. Mama specjalnie pozamawiała swojskie wyroby wędliniarskie na swięta, takie, które nie uległyby zepsuciu w podróży, która zresztą była dość krótka, bo jakieś 3 godziny samolotem. Na swieta tato zaprosił swoich tureckich współpracowników i mama miała zagwozdkę, co by im tu - bo wiadomo, ze tego co przywiozła im nie da. Upiekła dla nich drob, zrobiła bitki wołowe, a tu panow najbardziej interesiła kiełbaska i szyneczka smile i wódkasmile, bo nominalnie byli oczywiście muzułmanami, ale nie przesadzali z praktykowaniem religiiwink
                                      • pavvka Re: Wyjasniam Vi 11.09.16, 23:30
                                        kora3 napisała:

                                        > Mama specjalnie pozamawiała
                                        > swojskie wyroby wędliniarskie na swięta, takie, które nie uległyby zepsuciu w p
                                        > odróży, która zresztą była dość krótka, bo jakieś 3 godziny samolotem. Na swiet
                                        > a tato zaprosił swoich tureckich współpracowników i mama miała zagwozdkę, co by
                                        > im tu - bo wiadomo, ze tego co przywiozła im nie da.

                                        Nie wiem w czym tu zagwozdka, wystarczyłoby kupić coś w lokalnym sklepie. Turcy jak najbardziej mają wędliny, drobiowe albo wołowe.
                                        • kora3 Re: Wyjasniam Vi 12.09.16, 10:38
                                          Mama chciała zaserwować coś polskiego, żeby to spotkanie było inne niż w restauracji czy miejscowym domu smile
                      • bene_gesserit Re: Wyjasniam Vi 07.09.16, 18:26
                        Ja bym powiedziała, że dla niektórych gospodyń powiedzenie 'nie smakuje mi ten bigos' albo w ogóle 'nie lubię gołąbków' jest jak powiedzenie 'jesteś beznadziejną kucharką' albo 'nie doceniam tego, co zrobiłaś, żeby mnie ugościć'.

                        Można to nazywać 'dziwnym' albo 'irracjonalnym' ale tak po prostu jest i już. Dla wielu pań domu jedzenie to serce na talerzu - ten kto go odtrąca, może być odebrany jako okrutnik, stety czy nie. Dlatego odmowę trzeba owinąć w tyle miękkich warstw, ile się da - i, no właśnie, skupić się na czymkolwiek pozytywnym w posiłku oraz wyrazić wdzięcznosć za starania, bo o to w tym wszystkim chodzi.
                        • vi_san Re: Wyjasniam Vi 07.09.16, 18:36
                          W punkt, Bene!
                • asia.sthm Re: Wyjasniam Vi 07.09.16, 18:57
                  kora3 napisała:
                  > 5. Nie ma niczego złego w grzecznym powiedzeniu, że się ma dane ograniczenie ku
                  > linarne ani, że dana potrawa nie przypadła nam do gustu.

                  Mozna wtedy sie najac jako kontrolant luksusowych restauracji, taki co to ocenia na ile gwiazdek dana "knajpa" zasluguje.

                  Mnie ciekawi po ilu takich grzecznych powiedzeniach dotyczacych roznych podanych do slolu potraw, gospodyni powie:
                  - Korciu, przyniose ci karafke wody, albo najlepiej sama sie napij prosto z kranu.
                  • baba67 Re: Wyjasniam Vi 08.09.16, 12:19
                    Mnie to skręca z zazdrości kiedy ktos mówi że nie lubi słodyczy.
                  • kora3 Re: Wyjasniam Vi 09.09.16, 17:21
                    Nie znam literalnie NIKOGO, kto obrazałby się na kogoś za to, że jest wege, nie lubi słodyczy, czy nie posmakowała mu potrawa np. regionalna, której już kiedyś próbował i ponownie nie chce. Ale jak widzę u niektórych standardem jest wpychanie komuś nie siłę tego czego nie lubi, żeby się "popisać"
    • claratrueba Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 06.09.16, 19:52
      Tu warto porozmawiać z owymi mamami najpierw chyba o ich sposobie podawania obiadu, który jest dość dziwny jak na dom i posiłek, który ma być jakoś tam wyjątkowy bo gość w dom. Wydzielone porcje to na stołówce, koloniach dla dzieci, w kryminale (chyba), ale w domu? To z wiekiem nic wspólnego nie ma, sama mam 50 prawie i w życiu nie widziałam takiego rodzinnego obiadu. No, może w kartkowych czasach, żeby po równo było z tego przydziału 2,5 kilo na miesiąc. Ale to było trzydzieści lat temu prawie!
      Podawanie normalnie czyli na półmiskach już częściowo rozwiązuje sprawę. Szczególnie jeśli gospodynię tak się zagada, żeby nie widziała ile gość je. A gość jak sprytny to będzie symulował żucie.
      Z "urozmaiceniami" to obawiam się, że wcale nie o "nierozumienie odmienności" chodzi tylko nieumiejętność gotowania. Co rozumiem, sama jestem w tym cienka, tylko, że znam panie, które umieją jako tako roztłuc kotleta, oprócz tego ze dwie potrawy ale uważają, że one- jak najbardziej świetnie gotują. Bo osoba, która rzeczywiście o sztuce kulinarnej ma pojęcie to chętnie popisuje różnościami a nie narzeka, ze ktoś wybrzydza na te jej trzy na krzyż. Więc tu może być trudno.
      Pozostaje symulowanie dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego lub zmuszanie się do jedzenia. Naprzemiennie najlepiej.
    • bene_gesserit Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 06.09.16, 20:32
      'Dziękuję, to wygląda pysznie, ale już się najadłem'
      'Dziękuję, uwielbiam polską kuchnię, ale to po prostu za dużo'
      'Dziękuję, mama zawsze robi takie pyszności, aż żal, że nie mogę tyle zjeść'

      Itd itd - generalnie chodzi o to, żeby w odmowie zawrzeć docenienie starań i wysiłków, co powinno choćby częściowo złagodzić natarczywość gospodarzy.

      W kwestiach technicznych wizyt z męzem u rodziców - dowiedz się, co mu przechodzi przez gardło i przy jakiejśtam okazji przekaż mamie, że to jego ulubione ze wszystkich polskie danie i że oświadczył, 'że nikt nie robi tego jak teściowa, mistrzostwo świata po prostu'. Możliwe, że podczas każdych odwiedzin będzie mógł się na nim skupić, zmiast być zaskakiwanym rybą w galarecie (dla dużej ilości nacji jedzeniem z koszmaru) czy innym chłodnikiem albo kapustą.
      • koronka2012 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 06.09.16, 21:17
        Hmmm, tyle, że te odpowiedzi utwierdzają gospodynię w słuszności jej postępowania, a nie o to tu chodzi. Szczególnie w przypadku muzułmanina częstowanego schabowym tongue_out

        To nie jest kwestia utrącenia namowy do zjadania kopiastego talerza, ale wciskania potraw, które są niezjadliwe - i to z pełną tego świadomością. Niestety w takich przypadkach rola "złego policjanta" spada na córkę, która przed wizytą powinna dość dobitnie wyrazić sugestie w kwestii menu. Nie ma sensu się męczyć w imię hipokryzji.
        • bene_gesserit Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 06.09.16, 21:49
          Jak pisałam, muzułmanin może podpowiedzieć żonie, co ma podpowiedzieć teściowej - nie wiem, sałatka z pomidorów, ziemniaki z koperkiem czy co tam - istnieje duże prawdopodobieństwo, że 'ulubione danie zięcia' będzie na stole i będzie się mógł zająć nim właśnie. Nie ma mowy o hipokryzji.
        • kora3 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 06.09.16, 22:42
          Racja - teksty typu "Wygląda, pachnie, smakuje pięknie, ale ja tyle nie jem" maja sens tylko gdy to jest PRAWDA. Zachwalanie czegoś co jest dla nas niejadalne (z dowolnego względu) i nie mamy zamiaru NIGDY tego zjeść jest bez sensu.
          Nie ma nic niegrzecznego w grzecznym powiedzeniu, że czegoś się nie jada z zasady, albo jako kulinarna nosowość nie przypadła do gustu. Można powod podac albo nie ...-Dziękuję, nie jadam słodyczy - niekoniecznie , ale dopuszczalne - ponieważ jestem na diecie/ szkodzi mi to/nie smakuje mi; ewentualnie: - Wiem, ze u Was / w tym regionie/ kraju to bardzo lubiane i doceniane danie, ale miałam okazję już próbować i nie przypadło mi do gustu, więc musze odmówić.

          Kompletnie nie pojmuję dlaczego niektórym się zdaje, że w przypadku jedzenia trzeba koniecznie udawac, iśc na ustępstwa, krygować się. Był tu kiedyś wątek o tym, ze jakiś tam gośc wieczoru kawalerskiego - katolik opuścił imprezę, bo były tam panny lekkiego obyczaju. Bo jemu to nie odpowiadało - na logikę, jeśli nie była zachęcany do korzystania, to nie powinno, bo pewnie była opcja także innego niż korzystanie z usług tych pań spędzenia czasu Ale opuścił w imię zasad- swoich. Moim zdaniem - mógł, byle bez ostentacji i moralizowania. powołać na SWOJE zasady nie komentując zachowania innych. Mógł też posługując się białym kłamstwem.
          Dlaczego z jedzeniem miałoby być inaczej?
          • beenthere Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 07.09.16, 14:41
            Dziekuje bene, bardzo dobre rady. Co do bialych klamstw, rozumiem ze nie powinno sie ich stosowac, ale z drugiej strony nie meza w tym rola, zeby uswiadamiac tesciowa, ze jest slabym kucharzemwink Wiec w tej konkretnej sytuacji chyba zastosujemy cos z cytatow bene, a prawde (delikatnie) postaram sie serwowac ja.
            Oczywiscie w sytuacji kolezanki z kraju arabskiego syt jest nieco inna. Mysle, ze tam problem jest wiekszy niz "ona nie chce mojego kotleta", ale przytoczylam tu tez jako przyklad, zeby pokazac ze dotyczy to szerszego grona niz moja rodzina.
            • bene_gesserit Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 07.09.16, 18:06
              Białe kłamstwa czasem po prostu są potrzebne.
              Pokolenie naszych mam często ma tak, że miłość i szacunek utożsamia z jedzeniem - bo pamiętają ciężkie czasy, kiedy jedzenie trzeba było zdobywać. I jeśli się odmawia jedzenia, to czują się z tym dość podle - dlatego imo odmowa wprost albo nie jest przyjmowana do wiadomości, albo jest jak policzek.

              A z doświadczenia wiem, że nawet najbardziej egzotyczne nacje zawsze w kuchni innego kraju cośtam sobie wybiorą - cośtam może im zasmakować, choćby to była banalna pomidorówka albo szarlotka, więc może warto się na tym skupić smile
            • koronka2012 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 07.09.16, 18:12
              No ale skoro teściowa słabo gotuje, albo mąż zwyczajnie nie lubi konkretnych potraw, to grzeczne odpowiedzi nie załatwiają sprawy.

              Pytanie zasadnicze brzmi - dlaczego żona, poniekąd współgospodyni, nie zatroszczy się o komfort małżonka i nie powie mamie otwartym tekstem "mamo, czy mogłabyś zrobić np. udko z kurczaka z duszoną marchewką?"
              • beenthere Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 08.09.16, 11:07
                Koronka, przytocze tu historie z wielkanocy. Moj maz uwielbia miesa wszelakie, ale nie biala kielbase akurat, Wiem, ze na wielkanoc zawsze podawana jest ta biala kielbasa, wiec pogadalam z mama i powiedzialam, ze maz uwielbia zaplanowane sobotnie danie, na pewno spalaszuje ciasta, no ale ta biala kielbasa w niedziele to raczej nie i moze zamiast tego moglby zjesc zwykla kielbase. Wszytsko super, uzgodnione. Po czym po naszym przyjezdzie okazalo sie, ze nie ma zwyklej kielbasy, bez problemu, poszlismy kupic. W niedziele bylismy zajeci w ogrodzie, gdy okazalo sie, ze obiad juz prawie gotowy i moja mama mowi: no to on zje ta biala kielbase czy jak? Ja : nie mamo, nie zje. Tak jak gadalysmy, chetnie zje wszystko co bedzie na stole, ale ze zwykla usmazona kielbasa. Koniec koncow, juz niezle podminowana, podsamzam ta kielbase. Siadamy przy stole, na co moja mama: to co, on nawet nie sprobuje tej bialej kielbasy (foch w glosie)? Ja: nie, nie sprobuje (wku$%). Tato po angielsku: sprobuj bialej kielbasy. Maz (z usmiechem i lekko zmieszany, bo nie rozumie polowy dyskusji): nie dziekuje, doloze sobie ziemniakow.
                Zapada grobowa cisza, kurtyna w dol. Cyrk na kolkach.
                • azm2 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 08.09.16, 12:28
                  Masz niereformowalną mamę. Nie ty jedna. wink

                  Mnie surowy ogórek smakuje na tyle, że mogę go zjeść - chociaż bez zachwytu, bo preferuję kiszone. Smakuje mi śmietana, bez problemu mogę wypić cały kubek 0,5 l.

                  Ale nie lubię połączenia śmietany z ogórkiem. To połączenie smaków nie przechodzi przez moje gardło. Mam krewną, u której mizeria jest jedyną surówką do obiadu dla gości. Ta krewna za każdym razem jest bardzo zdziwiona, że ja nie konsumuję, bo przecież mizeria jest taka smaczna i zdrowa... Też niereformowalna. Na szczęście rzadko u niej bywam.
                  wink
                  • minniemouse Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 08.09.16, 22:43
                    azm2 napisał:
                    . Mam krewną, u której mizeria jest jedyną surówką do obiadu dla gości. Ta krewna za każdym razem jest bardzo zdziwiona, że ja nie konsumuję, bo przecież mizeria jest taka smaczna i zdrowa... Też niereformowalna. Na szczęście rzadko u niej bywam.

                    bez zadnego skrepowania powiedz na to szczerze a dobitnie az jej glowe do tylu odrzuci:
                    "to prawda, jest BARDZO zdrowa, ale ja po prostu nienawidze ogorkow a juz ze smietana to przez gardlo mi nie przechodza, hahahahaha.. natomiast uwielbiam kiszone, wiec jesli nie sprawi wam klopotu a znalazby sie jaki kwasny ogoreczek to ja bardzo chetnie.... "
                    i tyle.
                    raz a dobrze.

                    Minnie
                • baba67 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 08.09.16, 12:31
                  To nie jest kwestia miedzykulturowa tylko charakter osoby która musi mieć wszystko tak jak sobie wyobraża. Twoja mama ma za duzo lat zeby się zmienic trzeba zwyczajnie przecierpieć stosowac metode zdartej płyty nie wkurzać się bo to nie a sensu takie osoby sa niereformowalne, na fochy nie zwracać uwagi wprowadzac swoje pomysły , skupiac się na pozytywach. Bedąc juz w wieku mocno dojrzałym doceniłam wartośc rozeznania jakie zmiany sa warte naszych wysiłków a co jest zwyczajnie kopaniem sie z koniem.
                  • asia.sthm Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 08.09.16, 13:01
                    baba67 napisała:
                    > To nie jest kwestia miedzykulturowa tylko charakter osoby która musi mieć wszys
                    > tko tak jak sobie wyobraża. Twoja mama ma za duzo lat zeby się zmienic ....

                    Te za duzo lat to wytarty slogan, naduzywany najczesciej aby uprawomocnic wszystkie swoje upierdliwe wady. Mama wcale nie musi sie zmieniac, musi tylko przestac stosowac kulinarny terror w stosunku do swoich najblizszych.
                    Jako kobieta w wieku mocno dojrzalym ta mama tez powinna miec rozeznanie, ze kopanie sie z koniem dobrze nie moze sie skonczyc.
                    Ja nie mam akceptacji dla terrorystow najrozniejszej masci - motywy umiem zrozumiec, ale zgody na ich dzialalnosc nie wyrazam.
                    • baba67 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 08.09.16, 13:26
                      Sprawa jest głębsza i własnie ja bym nie doradzała prób zmieniania takiej osoby bo to JEST właśnie kopanie się z koniem.Jeśłi ktos w moim otoczeniu zachowuje sie kompletnie nieracjonalnie nie próbuję tego zmieniac tylko chronię siebie i ew swoich bliskich.Unikam tak tracenia sił i dobrego nastroju. Zakładam że matka będzie smędzić foszyć się i będzie upierdliwa, przywoże swój produkt który przygotowuje i podaje, z niezmienna pogoda ducha powtarzam że nie nie bedzie, nie ma takiej możliwości, podsuwam te potrawy mamy które maja szanse zasmakować, sama jem i chwalę. NIE wkurzam się, nie podnoszę głosu, nie przeprowadzam poważnych rozmów-po co? Zycie mamy tylko jedno a czas i energia to najcenniejsze co mamy.
                • koronka2012 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 08.09.16, 16:49
                  Cóż, no właśnie czegoś takiego się spodziewałam. Tyle, że dlatego wyżej wspomniałam też, że moim zdaniem tego pokroju osoby takie rozgrywki uprawiają na szerszym polu niż tylko kulinarne. I wyjście z tej sytuacji jest tylko jedno - uodpornić się i nauczyć ignorować fochy, choć to niełatwe, ale trening czyni cuda. Podziwiam cierpliwość, ja bym dawno zrobiła siwy dym (na stronie, bez męża). Choćby (wiem, mało grzecznie) pytając rodzicieli czy już kompletnie ogłuchli, skoro nie docierają do nich proste komunikaty. Tyle, że ja jestem odporna na obrazę majestatu.

                  Białej kiełbasy też nie lubię i nie jadam tongue_out
                • zmija_w_niebieskim To beenthere 10.09.16, 12:32
                  Proponowałabym odwiedziny u rodziców w czasie neutralnym, tzn kiedy nie ma żadnych świąt i nie trzeba koniecznie składać hołdu Wielkiej i Szlachetnej Pani Białej Kiełbasie.
                  Kiedy rodzice zapytają, dlaczego nie przyjedziecie na Wielkanoc, powiedz im spokojnie i bez gniewu, że bardzo było Ci przykro z powodu tamtej sceny i nie chcesz, żeby to się powtórzyło.
                  Jeśli rozmowa się zaogni, możesz powiedzieć, że nie przypuszczałaś, że kawałeczek mięsa będzie dla Twoich rodziców ważniejszy niż rodzona córka.
                  • kora3 Re: To beenthere 10.09.16, 12:44
                    Bardzo moim zdaniem mądrze i prosto z mostu Zmijo. A tak w ogóle nie rozumiem, jak ktoś może nie pojmować, że ktoś czego nie lubi, nie smakuje mu itd. Przecież większość z nas tak ma, że coś tam mu nie smakuje. A już szczególnie to naturalne w przypadku obcokrajowców, którzy są ze tak powiem wychowani na innej kuchni i nic dziennego w tym, że nie wszystko z polskiej im "podchodzi".
                    Zresztą i nie trzeba zaraz być z innego kraju, wystarczy z innego regionu, albo zwyczajnie z domu, gdzie się inaczej jada. Ja np. lubię pierogismile Ale no wiadomo, że nie mięsne i nie na słodko. W moim domu jadałam z grzybami i kapustą oraz ze szpinakiem. Ruskich, które też lubię nie robiono w moim domu, a w regionie skąd pochodzę też nie są popularne. Tu gdzie teraz mieszkami ruskie to podstawa smile Ale są też np. pierogi z kaszą, których nim tu przyjechałam nie miałam wcale okazji spróbować. Tu miałam i nie posmakowało mi to, bo choć lubię kaszę i pierogi oddzielniesmile, to nie smakuje mi połączenie pt. pierogi z kaszą - zwyczajnie.
                  • beenthere Re: To beenthere 13.09.16, 10:00
                    Zmija, bardzo dobra rada, naprawde serdecznie dziekuje. Myslalam nad czyms podobnym i chyba jest to najlepsze wyjscie z sytuacji. Wizyta wspolna tylko poza swietami wielkanocno- bozonarodzeniowymi i wytlumacze wlasnie w ten sposob, co jest tego przyczyna. Boze Narodzenie tuz tuz...
    • zmija_w_niebieskim Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 06.09.16, 23:14
      W Polsce niestety wiele pań domu, szczególnie z tego pokolenia urodzonego tuż po wojnie, uprawia kult jedzenia. Może to się wzięło z powojennej biedy, z kryzysu, kiedy jedzenia było ciągle za mało - w takiej sytuacji mogę to jeszcze zrozumieć: gospodyni się natrudziła, od ust domownikom odejmowała, żeby podjąć gościa, a gość wybrzydza i zostawia na talerzu połowę bezcennego mięsa. Zrozumiałe, że to spowodowałoby obrazę.
      Ale w obecnych czasach?
      Moja mama miała bardzo emocjonalny stosunek do jedzenia. Kiedyś zaczęłam dietę niełączenia (głupią, tak na marginesie). Przyjechałam do mamy na weekend, oznajmiłam, że nie będę łączyć mięsa z ziemniakami, na obiad mama zaplanowała kotlety, więc powiedziałam, że zjem mój kotlet z surówką, a ziemniaczki z rozkoszą sobie odsmażę na kolację.
      Mama nie mogła przeboleć. Pół dnia powtarzała : "Ale JAK TO BĘDZIE??? Wszyscy będą jedli normalnie, a ty bez ziemniaków? JAK TO BĘDZIE?"
      Dodam, że był to zwykły rodzinny obiad, żadnych gości.
      Porozmawiałam z mamą, powiedziałam jej przy kilku różnych okazjach, najdelikatniej jak potrafiłam, że ma zbyt emocjonalny stosunek do jedzenia, że jedzenie jest po to, żeby zaspokajać głód, a nie, żeby oddawać mu cześć jak bóstwu. Pomogło. Mama przestała uprawiać kult jedzenia i wyluzowała. Pomogło w tym też to, że moja siostra przez dłuższy czas musiała stosować bardzo restrykcyjną dietę ze względów zdrowotnych.

      Może warto więc porozmawiać na spokojnie z mamami/teściowymi/ciociami - nie w dniu przyjęcia, ale wcześniej, w bardziej sprzyjających okolicznościach, wytłumaczyć, że bardzo doceniamy ich trud, ale zmuszanie do jedzenia jest powodem stresu, a tak miło by było spędzić z nimi czas na luzie, skupić się na rozmowie i byciu razem zamiast na kombinowaniu, jak tu wmusić w siebie na jednym posiedzeniu trzy razy więcej jedzenia niż się da radę.

      • kora3 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 06.09.16, 23:37
        Mialaś bardzo dziwne układy rodzinne Żmijo. sad
        • minniemouse Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 07.09.16, 02:19
          kora3 napisała:
          Mialaś bardzo dziwne układy rodzinne Żmijo.

          jakie dziwne?

          Minnie
          • kora3 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 07.09.16, 10:27
            No po prostu - dziwne. Razem z tym tolerowaniem obrazania jej przez dalszych krewnych z racji karnacji - vardzo dziwne.
            • bene_gesserit Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 07.09.16, 18:18
              Twój komentarz nieco niestosowny i kompletnie ot, imo.
            • minniemouse Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 07.09.16, 22:43
              kora3 napisała:
              > No po prostu - dziwne. Razem z tym tolerowaniem obrazania jej przez dalszych krewnych z racji karnacji - vardzo dziwne.


              Ja dalej nie widze nic dziwnego. I co to ma do tego w tym watku tez nie rozumiem.
              Po raz kolejny razaco brakuje ci taktu i kultury, Koro.

              Minnie
              • kora3 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 09.09.16, 17:23
                Nie widzisz nic dziwnego w tym, że DOROSŁEJ osobie, która gości matka robi uwagi na temat tego, że nie jada ziemniaków?
                • bene_gesserit Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 09.09.16, 20:57
                  Nie widzisz tego, że wątek ma temat inny, niż twoje zdziwienie? A ocenianie tu jest nie na miejscu?
            • zmija_w_niebieskim Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 10.09.16, 10:09
              Wcale nie dziwne - przecież cały ten wątek jest o mamach i teściowych na siłę wpychającym dorosłym dzieciom jedzenie i strzelającym fochy, kiedy ktoś odmówił. Moja mama może ponarzekała przed obiadem, ale fochów nidgy, przenigdy w swoim życiu jak do tej pory nie miała. Nigdy też tak naprawdę nie wpychała nikomu jedzenia na siłę. Tylko przy tej jednej okazji tak się zachowała.
              Każdy ma jakieś drobne lub grubsze dziwactwa, z których nie zdaje sobie sprawy. Mama dała sobie uświadomić, że jej podejście do jedzenia bywa lekko irracjonalne - i zmieniła je.
              Zresztą, tato był po mojej stronie w kwestii niełączenia - i nie widział w tym nic zdrożnego

              Wątek "córka młynarza" wyszedł, jak mawiają Anglicy "out of proportion".
              To nie było tak, że gdziekolowiek się pojawiłam, moje ciotki, kuzynki i wujowie zaczynali wołać : o, idzie bledziuch! To były raczej sporadyczne docinki - owszem, co roku to samo, ale to nie było tak, że byłam zaszczuta przez krewnych jak Joasia z Błękitnego Zamku.
              Zresztą, nie tylko rodzina mi docinała z powodu bladości, koleżanki z liceum i ze studiów też, a często nawet mijani na ulicy obcy ludzie! Tak, że to niekoniecznie specyfika mojej rodziny.
              • kora3 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 10.09.16, 10:27
                Ok, rozumiem. Z opisu w tym watku i tamtym nieco inaczej mi się to rysowało - specyfika forum smile - watkodawca opisuje coś co zna i pewne rzeczy, szczegóły są dlań oczywiste - dla innych - niekoniecznie. Tak czy owak chwała mamie i Tobie, że udało się zmienić jej stosunek do jedzenia. smile
      • beenthere Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 07.09.16, 14:24
        Zmija, to wlasnie typ mojej mamy, no koniec swiata, bo ktos nie lubi bialej kielbasy...
        I dokladnie jak napisalas, to powoduje spiecia kompletnie bezsensowne, sprobuje zastosowac twoja taktyke, dzieki
      • bene_gesserit Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 07.09.16, 18:17
        zmija_w_niebieskim napisała:

        > Mama nie mogła przeboleć. Pół dnia powtarzała : "Ale JAK TO BĘDZIE??? Wszyscy b
        > ędą jedli normalnie, a ty bez ziemniaków? JAK TO BĘDZIE?"

        Piękna historia smile))
        Moja mama też się przekonwertowała - kiedy byłam dzieckiem, miała tradycyjny stosunek do jedzenia, teraz ma kompletnie wyluzowany, do tego w dojrzałym wieku polubiła eksperymentowanie i wyszukuje oryginalne przepisy w necie, które potem z diabelskim uśmieszkiem na nas wypróbowuje (ale bez przymusu wink.

        Wiem jednak, że nie wszystkie mamy potrafią wyluzować, po prostu. Czasem to jest oparte na autentycznym doświadczeniu głodu w dzieciństwie na przykład i nie da się wyegzorcyzmować nawet kilkoma rozmowami. Czasami jest to zupełnie poza kontrolą - kiedyś się interesowałam epigenetyką i wyczytałam, że doświadczenie głodu matki w ciąży dziecko dziedziczy w zmienionym kodzie genetycznym (mam nadzieję, że nic nie pokręciłam), a w dodatku można to przekazać kolejnemu pokoleniu. To ciężkie sprawy na bardzo głębokim poziomie - można to przerobić na poziomie racjonalnym, ale głębiej gdzieśtam to tkwi.

        Do tego dochodzi jeszcze zjawisko Matki Gastronomicznej (jedzenie jako narzędzie władzy), nader popularne w naszym kraju i mamy klasyczny klops-bez-wyjścia.
    • quba Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 07.09.16, 00:12
      jeśli teściowe tego nie rozumieją, to wybacz, ale są bardzo tępe osoby
      • minniemouse Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 07.09.16, 02:48
        Proponuje cos innego.

        sciagnac do komorki takie zdjecia:
        pyszna zupka
        umm.. chrupki?
        zakaska
        sushi
        osmiorniczki
        czemu sie nie podzielic
        swierszczyk tez smaczny!
        mniam mniam
        jaderka bycze au naturel

        pokazac je mamie czy tesciowej czy komukolwiek winnemu napieraniu na biednego goscia
        i radosnie oswiadczyc ze w podziekowaniu za wspaniale
        (acz gosciowi ledwo przechodzace przez gardlo, lub wcale):
        tu wymienic ... (golabki, kotlety schabowe, galareta, sledzie, flaki, bialy barszcz ...itd)
        wdzieczny za kulinarne rozkosze cudzoziemiec/gosc zaprasza ich na:

        tu podetknac zdjecia pod nos,
        i kategorycznie zagrozic ze niezjedzenie bedzie ciezka obraza wrecz polaczona
        z zerwaniem stosunkow obywatelskich obu krajow sad


        Smacznego!

        Minnie
        • beenthere Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 07.09.16, 14:47
          Dziekuje Minnie, usmialam siesmile Nawet natchnelo mnie to na pomysl, zeby przy nastepnej wizycie przygotowac cos z kraju meza, z tego co wiem jadal ze smakiem smazone swinskie ogony. Nie az tak dosadne jak karaluchy w zupie, ale moze da do myslenia....smile
          • bene_gesserit Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 07.09.16, 18:19
            Gorzej, jeśli ogony zasmakują. Będziesz w kropce big_grin
          • minniemouse Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 07.09.16, 22:36
            beenthere napisała:
            Nawet natchnelo mnie to na pomysl, zeby przy nastepnej wizycie przygotowac cos z kraju meza

            cala przyjemnosc po mojej stronie : ) mialam swietna zabawe szukajac co "okropniejszych" zdjec : )
            na wszelki wypadek, gdyby tak jak Bene mowi, mamie te ogonki zasmakowaly
            mozna jeszcze (dla zabawy) podac potrawy Halloweenowe:

            farbowane kalamarnica burgery

            amputowana raczka z trzech serkow w prosciutto

            trupia raczka z mielonego

            na deser surowe serce

            "koniecznie prosze sobie wziac dokladke mamusiu, koniecznie!" suspicious

            Minnie
            • beenthere Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 08.09.16, 10:47
              Trupia raczka moim hitem! Tylko nie wiem czy sama bym przelknelawink
              • bene_gesserit Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 08.09.16, 16:53
                Gdzieś w angielskojęzycznej sieci krąży zdjęcie pieczeni z mielonego mięsa, uformowanego w kształt noworodka, z pieluszką z boczku - zdaje się, dość ekscentryczny sposób uczczenia narodzin wnuka, o ile mnie pamięć nie myli. Przebija nawet zlinkowaną rączkę. Specjalnie tego nie szukam, bo to jest makabra makabr.
                • pavvka Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 08.09.16, 19:01
                  bene_gesserit napisała:

                  > Gdzieś w angielskojęzycznej sieci krąży zdjęcie pieczeni z mielonego mięsa, ufo
                  > rmowanego w kształt noworodka, z pieluszką z boczku - zdaje się, dość ekscentry
                  > czny sposób uczczenia narodzin wnuka, o ile mnie pamięć nie myli. Przebija nawe
                  > t zlinkowaną rączkę. Specjalnie tego nie szukam, bo to jest makabra makabr.
                  >

                  Znalazłem smile Klikajcie na własną odpowiedzialność wink

                  s3.media.squarespace.com/production/920827/11462743/_wGr8njEWjtI/TL9hN-_XHBI/AAAAAAAANng/AuJbNzFNH_M/s1600/michelle%2Bm.lw.meatloaf%2Bbaby.jpg
                  • asia.sthm Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 08.09.16, 19:33
                    Zajrzalam na wlasna odpowiedzialnosc i troche zaluje - przysni sie fuj fuj
                  • zmija_w_niebieskim Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 10.09.16, 10:15
                    Też zajrzałam. Jak Rozalka z "Antka". Przyśni się na bank.
    • kaz_nodzieja Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 07.09.16, 09:01
      Koleżanka jest z "kraju arabskiego", ale ma matkę Polkę?
      • beenthere Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 07.09.16, 14:21
        Slonko, czytaj ze zrozumieniem
      • zdanidis Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 11.09.16, 17:24
        a to twoim zdaniem niemozliwe?
    • dwapsyikot Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 07.09.16, 13:51
      jak we wszystkim, potrzebna jest informacja i chęć zrozumienia innego człowieka. Na to chyba nie ma żadnych przepisów
    • beenthere Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 07.09.16, 14:32
      Dziekuje ze liczne komentarze, potwierdzajace tylko, ze mozna, a nawet trzeba grzecznie odmowic jedzenia, ktore nam nie smakuje. Do tego dalo mi to sile zawalczyc o unormowanie mamy, bo widze po wpisach, ze odstaje od normy i daleko jej do SV.
      Ktos tu napisal, ze zwykle zachwytow oczekuja osoby kulinarnie srednio utalentowane. Tu trafil w sedno problemu mojej rodziny, mamie daleko do master chefa, a z uporem maniaka wygotowuje te potrawy nie pozwalajac na zadne zmiany sugerowane z naszej (mojej i rodzenstwa) strony...
      Bede stosowac metode zdartej plyty, a meza przeszkole jak grzecznie i milo walczyc z wciskaczem jedzeniowymsmile
      • kora3 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 07.09.16, 14:50
        Wiesz, ale zasadniczo to nie ma znaczenia, czy to co serwuje gospodarz i z dowolnej przyczyny nie chce tego jeść gość jest dla innych bardzo smaczne, czy średnio.
        • beenthere Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 07.09.16, 15:10
          Oczywiscie, nawiazuje tylko do tego, ze gdy posilek nie zostanie pochwlaony nastepuje foch i obraza (bo tyle sie nagotowalam bla bla), co jak ktos zauwazyl powyzej, zdarza sie zwykle u tych mniej utalentowanych w kuchni.
          Moj maz golabkow nie zje ani w restauracji z 3 gwizdkami Michelin ani w barze mlecznym, ani u tesciowej. W kazdej z tych sytuacji odmowi, nawet jesli bedzie mu sie wpierac, ze to najlepsze golabki na swieciewink
          • kora3 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 07.09.16, 16:14
            No i maz ma takie prawo nie lubic smile
          • asia.sthm Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 07.09.16, 17:15
            He he, to ja z pozycji niedzynarodowej tesciowej: moja synowa nie lubi koperku - w dziecinstwie zadano jej traume zupy dyniowej na slodko z koperkiem ona teraz na koperek mowi/ mowila: - very bad spice. smile
            W mojej kuchni koperek sam wskakuje do potraw, nawet do takich, ktore koperku nie wymagaja ani nawet o koperku nie powinny wiedziec. Pilnowalam tego koperku,zeby nie wskakiwal, przed kazda wizyta mlodych. Koperek najwyzej na osobnosci czekal na chetnego i jego osobisty talerz. Ostatnio mlodzi znienacka, z drogi: - Wpadamy strasznie glodni. A u mnie w garze akurat cudowna zupa z dorsza, z dupkami raczkow i dwoma garsciami swiezutkiego koperku pyrtoli sie w garze. No i masz babo placka.
            Jak juz mlodzi dojechali to pytam synowej: - Sprobujesz zanim wyplujesz czy odgrzac ci wczorajsze resztki? Ta poniuchala nosem i bohatersko: Sprobuje, raz kozie smierc!
            I pozarla talerz i chciala dolewke i uszczesliwila tesciowa.
            Zaczyna jej puszczac ten koperek, absmak z dziecinstwa tak jakby ustepuje.

            Moze i twoj malzonek Beenthere poleci kiedys na ...moze nie golabka, ale na mloda kapustke z koperkiem? big_grin
            Never say never.
            • bene_gesserit Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 07.09.16, 18:23
              Całkiem możliwe, że to wina gołąbka - że może z młodej kapusty i że może nie z mięsem, ale np kaszą albo ziemniakami i nie w takim sosie ale w innym - ale opisana w wątku teściowa jest zdaje się, konserwatywną kucharką.

              Może parę ładnie ilustrowanych książek i 'innej kuchni' by pomogło? Jako inspiracja? Coś z kraju męża forumki albo pogranicza w sensie kuchnia xsińsko-polska (albo jakiś blogasek czy coś) - żeby zaispirować? Jak już pisałam wyżej, moja mama była mocno konserwatywna kulinarnie, a na dojrzałe lata się rozszalała, bo odkryła, ile ciekawych przepisów jest w necie smile
            • beenthere Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 08.09.16, 10:44
              Asia, milo sie czyta taka historie, potwierdza sie tylko teza, ze nie lubienie czegos przez goscia nie musi byc odbierane jako potwarz dla gospodyni, wystarczy tylko troche dobrych checi (np dodawanie koperku na koncu), zamiast udowadniania na sile, ze jak nie lubi to polubi. Gdybys swojej synowej wciskala ten koperek z uporem maniaka, to pewnie historia potoczylaby sie inaczej.
              Moj maz uwielbia miesa wszelkiego rodzaju, w tym np kotlety, wiec nie jest trudno przygotowac cos polskiego, co by zjadl z zachwytem (mowilam mamie o tym wielokrotnie).
              Mysle, ze nie ma w mojej mamie checi jakiegokolwiek ustepstwa na rzecz goscia, ma byc tak jak ona chce i on ma jesc to co ona poda.
              Dzieki temu watkowi upewnilam sie tylko, ze musze z tym walczyc bardziej niz dotychczas, bo to jakis terroryzm kulinarny.
              • asia.sthm Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 08.09.16, 12:20
                > nia na sile, ze jak nie lubi to polubi. Gdybys swojej synowej wciskala ten kope
                > rek z uporem maniaka, to pewnie historia potoczylaby sie inaczej.

                W zyciu nikomu nic nie wciskam bo tez mam urazy z dziecinstwa jak ona te slodka zupe dyniowa z koperkiem - mnie czesto tez wciskano rozne paciaje dla mojego dobra.
                Nie lubie tez jak ktos dziubie widelcem w talerzu robiac dobre oczy do zlej gry, wole jesli ktos szczerze powie co mu w dutkach gra.
                Zreszta akurat moja synowa duzo lepiej sie przystosowuje do miejscowej kuchni niz ja zaraz po przyjezdzie, jest otwarta na wszystkie nowosci, sama swietnie gotuje i tez dogadza. big_grin
              • azm2 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 08.09.16, 12:47
                "wystarczy tylko trochę dobrych chęci (np dodawanie koperku na końcu),"

                Sytuacja na obiedzie u takiej niereformowalnej gospodyni: rosół z koperkiem. Gospodyni nalewa wszystkim zupę i na bogato sypie koperkiem. Nie zdążyłem zareagować, więc mam zieloną wyspę na jeziorku rosołu. Zjadam rosół, a koperek odgarniam na brzeg.
                Gospodyni zdziwiona, prawie oburzona (cytuję z pamięci, możliwie najbardziej dokładnie): Dlaczego nie zjadłeś koperku??? Przecież to same witaminy....
                Ja: Rosół jest świetny, ale koperek drapie mnie w gardło, niestety, i psuje całą przyjemność. Krztuszę się i nie mogę tego pokonać.
                Ona: No wiesz, to to zawsze wydziwiasz, niejadek taki...

                Ta sama gospodyni zawsze obiera pomidory ze skórki. Uzasadnienie: bo, kiedy była mała, to jej mamusia powiedziała, że skórka przykleja się do żołądka i może powodować skręt kiszek.

                wink
                • filga Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 08.09.16, 13:11
                  A to źle?! Ja też obieram pomidor, bo wolę bez skórki.
                  • azm2 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 08.09.16, 13:30
                    Jeżeli wolisz bez skórki ze względu na smak, to OK. Ja surowy ogórek też zjem bez skórki, na pewno nie ze skórką.

                    Jeżeli jednak kobieta w wieku ok. 60 lat argumentuje, że "mamusia mi powiedziała, że może być skręt kiszek", to ... A ja przez całe życie jem pomidory ze skórką i jeszcze nie miałem skrętu kiszek.

                    I "pamiętaj, żeby nie pić wody po zjedzeniu jabłka, bo będzie cię brzuch bolał!". Brzuch też nigdy mnie nie bolał w takiej sytuacji.

                    smile
                    • baba67 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 08.09.16, 13:38
                      Mnie zawsze boli-to sprawa indywidualna, ale guzik mnie obchodzi czy ktos popija czy nie, widac ma inaczej.
                    • quba Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 08.09.16, 14:36
                      azm2 napisał:

                      > Jeżeli wolisz bez skórki ze względu na smak, to OK. Ja surowy ogórek też zjem b
                      > ez skórki, na pewno nie ze skórką.
                      >
                      > Jeżeli jednak kobieta w wieku ok. 60 lat argumentuje, że "mamusia mi powiedział
                      > a, że może być skręt kiszek", to ... A ja przez całe życie jem pomidory ze skó
                      > rką i jeszcze nie miałem skrętu kiszek.
                      >
                      > I "pamiętaj, żeby nie pić wody po zjedzeniu jabłka, bo będzie cię brzuch bolał!
                      > ". Brzuch też nigdy mnie nie bolał w takiej sytuacji.
                      >
                      > smile




                      tak, a kiedy czereśnie popijesz zimną wodą z kranu, umrzesz.
                      W moim mieście kranówa jest lepsza, niż woda mineralna z wielu firm.
                      wink
                • asia.sthm Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 08.09.16, 13:15
                  No wlasnie ten koperek jest bardzo latwo odseparowac, podac na boku, a jesli ktos tego nie robi to wykazuje wybitna zlosliwosc lub bezmyslnosc.

                  Znam przypadek kobiety, ktora znienawidzila wlasna matke za cebule. Jak juz podrosla i zrozumiala jak latwo odlozyc troche mielonego miesa, zrobic dla niej kotleta rozniacego sie ksztaltem, a do reszty farszu dodac cebulke i uformowac nastepne kotlety. Cale dziecintwo zalewajac sie lzami wydlubywala kazdy kawalatek cebuli ( bo cebulka musiala byc drobniutko pokrojona) z kotletow mielonych, dziubala dziubala az oddzielila. Bo zjesc musiala tak jak kazdy. No niestety, po takim traktowaniu nie umiela sie nigdy potem zdobyc na prawdziwa serdecznosc w stosunku do matki.
                  Moim zdaniem straszne to i duzo mowiace o ludzkiej naturze.
                  • baba67 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 08.09.16, 13:35
                    To jest właśnie przykład osoby ktora musi mieć wszystko wg swojej wizji świata-musi byc z cebula i osoba MUSI ZJEŚĆ. Ja wydziwiaczy nie lubię jeśłi nie lubi cebuli niech nie je kotletów. Córke nieco większą nauczyłabym robic kotlet dla siebie bez cebulki zeby ja uczulic że nie jest pepkiem świata i ja nie bedę wokół jej kaprysów tanczyć.Jestem i zawsze byłam matką-tolerancyjna egoistka-moge tolerowac o ile nie jest to dla mnie kłopotliwe.
                    • asia.sthm Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 08.09.16, 13:55
                      > Ja wydziwiaczy nie lubię jeśłi nie lubi
                      > cebuli niech nie je kotletów.

                      Zabrzmialo to strasznie - tu mowa o malym dziecku bez prawa do wyrazania wlasnej woli. Tej pieprzonej cebulki nie mogla przelknac.

                      I wlasnie o to chodzi, mozna bylo te corke nauczyc ulepienia wlasnego kotleta - w tamtym wypadku nie bylo uczenia ani dyskusji - miala jesc jak wszyscy i nie wolno bylo jej zrezygnowac z kotleta. Dopiero jak podrosla i sama zrozumiala to wybuchla w niej taka straszliwa niechec do matki. Ja akurat sie jej nie dziwie.
                      • baba67 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 08.09.16, 14:46
                        No oczywiście nie dotyczy to małych dzieci których menu jest ograniczone, to zrozumiałe że robi sie wszystko żeby dziecko zdrowo jadło. Jednak taka 4 latka może sobie kotleta ulepic bo musi zrozumiec że jej upodobania żywieniowe nie powinny sprawiac problemu innym.Jeśli niech chce-niech nie je. Z powodu niezjedzenia jednego kotleta w anemie nie popadnie.
              • asfo Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 08.09.16, 15:42
                Sytuacja którą opisujesz sugeruje, że twoja mama nie lubi zięcia i podaje mu to nielubiane jedzenie złośliwe. Oczywiście nie powie ci tego w oczy, zamiast tego stosuje bierną agresję. Teściowa lubiąca zięcia starałaby się zięciowi dogodzić.
    • asfo Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 08.09.16, 15:28
      Osoba zapraszająca na obiad powinna tak dobrać dania, żeby każdy zaproszony miał co jeść. Jeśli problem tyczy się teściowej wmuszającej w synową/zięcia jakieś niejadalne dla tych osób potrawy, to syn/córka powinni poważnie porozmawiać z matką i postawić sprawę jasno - albo jedzenie jest dla wszystkich, albo nie przychodzimy na obiad.
    • iffa4 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 10.09.16, 20:41
      W takim razie wiwat moja Mama.
      Zięciowi - Anglikowi - gotuje i podaje tylko to, co on lubi jeść. Oczywiście w pierwszej fazie było testowanie potraw - co smakuje, co nie. Po odrobince, bez dąsów, jeżeli coś nie zostało zjedzone.

      Teraz Mama potrafi zadzwonić do niego i łamaną angielszczyzną powiedzieć 'mam dziś pomidorową i placki ziemniaczane, przyjedziesz?', a on z uśmiechem leci do garażu po auto.
      Pomysły typu flaczki czy karp były testowane tylko raz, w maleńkiej ilości. Teraz wiadomo, że na Wigilię my karpia, on łososia. I nikt się nie obraża smile A jak są flaki, to zawsze jest osobny garnek pomidorowej albo ogórkowej.
      • iffa4 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 10.09.16, 20:43
        Przepraszam, że trochę nie na temat, ale musiałam moją Mamę wychwalić smile
        • zmija_w_niebieskim Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 11.09.16, 10:49
          Ależ to jest jak najbardziej na temat! Pokazałaś, że można pogodzić odmienności kulinarne bez dąsów i bez większych trudności smile
    • fielmon Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 11.09.16, 08:28
      Aleś sobie ulżyła na teściowej. Nie chodź do niej i obie będziecie miały spokój.Po co tyle słow, chyba że to ramach terapii.
    • makarena00 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 11.09.16, 18:59
      Proponuję rozmowę z rodzicami przed przyprowadzeniem wybranka/wybranki tak, aby menu dopasować do każdego. Zrobić mniej jednej potrawy kosztem drugiej.
    • luska1982 Re: O (nie) jedzeniu w gosciach 15.09.16, 12:00
      zapraszac bliaskich do siebei i pokazac im różnorodność w kuchni? starać się jakoś łaczyć smaki typy - pierogi z orientalnym nadzieniem? Porozmawiać z mamą, szczerze, że pewnie chce pokazywac "nasza kuchnie", ale to,co nasze to dla innych dzikie i nieznane..?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka