Sorry za głupi tytuł, ale nic innego nie przychodzi mi do głowy.
Taka sytuacja:
poszliśmy do centrum handlowego i zasiedliśmy w kawiarni. Kiedyśmy się mościli, od bliskiego stolika podniosło się dwóch mężczyzn i, zostawiając na krzesłach torby, a na stole otwartego laptopa, wyszli. Nie wrócili po paru minutach - my, zaniepokojeni, podeszliśmy do obsługi i powiedzieliśmy o tym. Baristka popatrzyła na nas niewidzącym wzrokiem i wyszemrała coś w rodzaju 'zaraz tam spojrzę' - nie spojrzała. Minęło kolejnych parę minut - manele zostawione, właścicieli brak. Przyznam, że było to dość długie 8 minut

Podeszłam znowu do obsługi i powiedziałam, tym razem bardziej treściwie, że się niepokoimy. Baristka z roztargnieniem pokiwała głową i zajęła się czym innym. Wzięliśmy zamówienie na wynos i udaliśmy się w kierunku wyjścia i jednocześnie kanciapy ochroniarzy, żeby im opowiedzieć, co się dzieje.
Po drodze - uff - dostrzegłam tych dwóch mężczyzn, wracających do kawiarni.
W pierwszym odruchu chciałam do nich podejść i powiedzieć, że w Polsce się tak po prostu nie robi - zostawienie cennych rzeczy bez opieki jest zachowaniem wyjątkowym, a w kontekście dzisiejszych czasów - bardzo niepokojącym (dwa tygodnie temu temu połowa mojego miasta została sparaliżowana, bo na dworcu odkryto paczkę bez opieki - zamknięto dworzec i sporą część ulic w centrum).
Ostatecznie chłop mnie powstrzymał, wróciliśmy do domu z poziomem adrenaliny wyższym niż zazwyczaj.
I pytanie s-v: czy byłoby na miejscu poinformować tych dwóch panów o niefrasobliwości ich zachowania? Nie pouczać, tylko spokojnie wyjaśnić, że ich zachowanie mogłoby być przyczyną sporego zamieszania?