Dodaj do ulubionych

Przynaleznosc dyscyplinarna

31.10.08, 23:30
oto ow wazki watek na cisze, ktora tu zalegla...

na ile wazna jest dla was wasza przynaleznosc dyscyplinarna? na ile jestescie
fizykami, chemikami, socjologami, literaturoznawcami, a moze nawet i
lingwistami? w Polsce etykietka jest oczywiscie niezwykle wazna i sprawdza sie
na przyklad, czy recenzent doktoratu ma z odpowiedniej dyscypliny habilitacje.
tu, w UK, to raczej glownie bawi i recenzentami sa ludzie, ktorzy maja cos do
powiedzenia w sprawie napisanego dokotratu. ja recenzowalem doktoraty
departamentach oznaczonych przynajmniej 4 etykietkami.i zeby nie bylo: zaden z
nich nie odpowiadal na przyklad etykiecie, ktora sobie wybralem na moja
profesure (bo ja sobie moglem wybrac profesorem czego bede - wybor trudny, bo
przeciez bardzo polityczny).

no. i to by bylo na tyle, teraz bede patrzyl na wpisy, zakaldajac ze beda jakies.

Dala
Obserwuj wątek
    • babazgaga Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 08:56
      Dla mnie osobiście mało ważna, ale formalnie - okazuje się, że bardzo. Żeby się
      nie tłumaczyć, że dziedzina którą mi wpisali na dyplomie mgr i dr to nie całkiem
      dokładnie dziedzina, którą się zajmuję, zdarza mi się udawać że nie mam inż
      przed nazwiskiem. A co do recenzentów - to mój promotor, psycholog, promował i
      recenzował doktoraty bronione i z psychologii, i z zarządzania, i chyba z
      biologii też, ale pewności nie mam - czyli bardziej liczy się to, na czym się
      znasz, a nie co literalnie masz przed nazwiskiem.
      • dalatata Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 11:03
        to niezupelnie tak. bo ile promotorem na przyklad z psychologii moze byc dowolna
        osoba, to juz recenzentem musi byc 2 psychologow.i nawet jesli jest 14
        socjologow ktoryz sa megaekspertami w temacie doktoratu, to i tak recenzentami
        beda psychologowie. bo tak.
        • babazgaga Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 11:51
          Wiesz, akurat z psychologią to u nas jest dziwnie. Przepisy prawa mówią, że
          psychologiem jest ten, co ma magistra psychologii, czyli taki jeden moj znajomy,
          co z psychologii ma dopiero doktorat i habilitacje, oficjalnie psychologiem nie
          jest:) A prace psychologiczne recenzuje.
          Ale to jest inna kwestia - bo interdyscyplinarność czy właśnie "dziedziny z
          pogranicza" o których piszecie, może przecież skutkować różnymi dyplomami na
          różnych stopniach - i kim taka osoba wtedy jest?
    • tocqueville Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 09:02
      Musze przyznać, że mnie tzw. przynależność dyscyplinarna bardzo drażni. O ile
      dziedzinowo nie mam problemu (nauki humanistyczne), o tyle dyscyplinarnie nie
      potrafię się samookreślić - Mam na koncie publikacje, które można
      przyporządkować do różnych dyscyplin.
      • dalatata Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 11:12
        a na to to powiem tak: otoz kiedy przyjechalem tu, okazalo sie ze musze
        przeflancowac swoja dziedzine. bo humanisa z krwi i kosci nagle sie okazalo ze
        tu to ja jestem scoial sciences, ktore tu maja zakres mniej wiecej taki jak w
        Polsce nauki humanistyczne i spoleczne. tyle ze tu literaturoznawstwo i moze
        (podkreslam moze) wylaczone jest. bo ono jest wlasnie humanities. cala reszta, w
        tym lingwistyka to social sciences. i to byl jeden wypadek w ktorym etykietka
        miala dla mnie znaczenie. bo ja sie duzo lepiej czuje jako social scientist.
        • adept_ltd Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 11:21
          no to może wyspy się trzymają mocno... (ale chyba tylko instytucjonalnie, gdyż
          książki już tego nie potwierdzają), np. w USA to się wszystko wymięszało i coś
          takiego jak literaturoznawstwo nie istnieje (a mnie niedawno przyszedł pomysł na
          książkę, która w sumie będzie bardziej social zgodnie z tą nomenklaturą...).
          • dalatata Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 12:11
            nie mamzdania. ja mysle ze coraz bardziej idziemy w kierunku social sciences. a
            to dlatego, ze to ma cala mase implikacji krytycznosci, ukazania problemow w
            kontekscie spolecznym, politycznym. a bez tego analizy sa ubozsze wedle mnie.

            dla mnie takim klinicznycm przypadkiem jest onomastyka. fanstastycznie
            interesujaca dziedizna lingwityki gdy ja zobazcyc wlasnie spolecznie - jak
            ludzie uzywaja nazw, po co, jakich itd itd. gdy sie ograniczamy do ich cech
            morfologicznych, tracimy to co w nazwach jst najwazniejsze.
            • adept_ltd Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 12:14
              ależ oczywiście, że idziemy - po strukturalizmie, przecież wszystkie izmy są
              polityczne i etyczne (podobnie analiza dyskursu, zwłaszcza Foucaultowska),
              gender, dekonstrukcja (zwłaszcza późna), postkolonializm itd., można by
              wymieniać. I to jest kręcące, choć oczywiście i kłopotliwe, bo zanika wyrazistość...
    • adept_ltd Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 11:03
      tak jak piszesz, w ojczyźnie etykieta ważna, a jeśli ktoś zajmuje się
      interdyscyplinarnością (czy powoli już transdyscyplinarnością), to okazuje się,
      że jest bardzo odważny...
      moje doświadczenia jakoś zawsze były obok tego (w związku z tym mam nawet
      nieadekwatny dyplom magisterski, gdyż ówczesny MEN jeszcze nie przewidział mojej
      specjalizacji...). I zawsze ciekawiło mnie to, co przekracza etykietki. Mam
      jednak taką obserwację: w ojczyźnie ludzie interdyscyplinarni są albo świetni i
      mają wiele (więcej) do powiedzenia, albo są hochsztaplerami - ukrywają się na
      pograniczach, gdzie nikt ich nie może sprawdzić...
      • dalatata Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 11:07
        z mojego wlasnego doswiadczenia w ojczyznie - interdytscyplinarnosc (mnie sie
        zawsze wydaje ze jestem z tych hochsztaplerow) przynosila mi tylko szkody i
        stawala sie tzw. plusem negatywnym. a zatem wszyscy chwialili, ale jak
        przychodzilo do glsowoania, to wicie, rozumicie, ale to nie jest czysta
        dyscyplina i moze to co innego, a moze to jeszcze co innego. i tak nie pies ni
        wydra, niech kto inny to wezmie
        • adept_ltd Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 11:12
          no tak, u starców pozostał ten lęk i widziałem obrony doktoratów, gdzie
          neofilolodzy bądź filozofowie dowodzili, że komparatysta jest nieukiem, bo nie
          studiował u nich i było to żenujące...
          No, ja jednak mówiłem o innej hochsztaplerce (że tak powiem: rzetelnej, czyli na
          maksa..., a nie o dość zdrowym - w miarę - poczuciu...), znam brylujących między
          dyscyplinami tak, by nikt nie mógł ich rzetelnie zrecenzować...
        • joannah31 Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 11:15
          Przynależność dyscyplinarna w moim fachu jest jak piętno wypalone na
          czole, chociaż wydawało by się, że humaniści mogli by
          poeksperymentować. Zapomnij o interdyscyplinarnej pracy doktorskiej,
          recenzentem będą i tak historycy, wszelkie socjologiczne czy
          politologiczne wtręty są traktowane jak schizma, a teraz, uwaga,
          najlepsze: mój promotor (powodowany pragmatyzmem) odradził mi na
          obronie prezentację w ppp bo "oni nie są na to gotowi"...


          --
          Ja nie mam nadwagi, mam niedowzrost...
          Garfield
          • dalatata Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 11:20

            ale z historia to, slyszalem, roznie bywa i sa tacy jak mowisz i sa tacy ktorzy
            juz nie wierza, ze prawde opisuja. jednak to ze wlasnei slyszalem o politologii
            polskiej. bardzo trudno obronic cos interdyscyplinarnego.
            • dalatata Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 11:50
              ja z kolei czytalem niedawno artykul o bolesnych podzialasch w historiografii
              polskiej. z jednej strny domiunujacy trynd historykow odkrywajacych prawde i
              mowiacych o tym jak naprawde bylo, pilnujacych czystosci historycznych. a z
              drugiej stronyh ci drudzy, otwierajacy sie na inne nauki spoleczne.
              • tocqueville Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 12:14
                obie strony nie są bez winy - są osoby bardzo skostniałe ale także pewni siebie
                "postmoderniści", którzy wygłaszają radykalne poglądy, choć nigdy nie napisali
                typowo źródłowej pracy historycznej

                mnie się bardzo podoba podchodzenie do historii z perspektywy innych dyscyplin
                (np. to co robi Dymkowski - psychologia historyczna) - natomiast uważam, że
                akurat posthaydenwhite'owcy zabrnęli w ślepą uliczkę
                • adept_ltd Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 12:36
                  ale

                  1. dlaczego praca historyczna "typowo źródłowa" ma być wyznacznikiem wartości
                  historyka (bo tak było zawsze, nie?),
                  2. co to są typowe źródła??? (mam tu odpowiedź zdroworozsądkową - to, co jest za
                  takie uznane, no ale to już postmodernizm, i blisko do myślenia
                  konstruktywistyczno-wspólnotowo-interpretacyjnego)

                  dorzuciłbym jeszcze dwa pytania (choć niestety zaraz znikam),

                  a kto to są co postmoderniści... (bo to takie publicystyczne dezawuujące
                  określenie) i -
                  którzy posthaydenwhite'owcy? gdyż w samej narracyjnej historiografii jest sporo
                  odmian i oni mają różne wyjścia z różnych ślepych uliczek...

                  tyle

                  :-)
                  • tocqueville Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 13:10
                    > 1. dlaczego praca historyczna "typowo źródłowa" ma być wyznacznikiem wartości
                    > historyka (bo tak było zawsze, nie?),

                    zanim ktoś wyda sąd, że badanie historyczne jest niemożliwe wolałbym, aby
                    wcześniej jednak spróbował takich badań

                    > a kto to są co postmoderniści... (bo to takie publicystyczne dezawuujące
                    > określenie) i -

                    to nie ja wymyślił nazywanie ich postmodernistami - tak do nich przylgnęło, a
                    oni sami nie protestują

                    ja też musze już iść dlatego moje odpowiedzi są takie trochę na szybko
                    • adept_ltd Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 18:15
                      1. no tak, ale przecież nie ma tu rozróżnienia historyczne i niehistoryczne... i
                      nikt nie mówi, że historyczne jest niemożliwe, tylko inaczej to definiuje,
                      2. hm, no nie protestują (tak ogólnie, bo jednak wielu z tzw. postmodernistów
                      nie godzi się na to miano), bo trudno dyskutować na poziomie publicystyki, a)
                      postmodernizmów jest wiele, b) nie wszystko, co w świętym oburzeniu jest tak
                      kwalifikowane, jest postmodernizmem,
                      3. przede wszystkim jednak trudno dyskutować ze stereotypem i na takim poziomie
                      ogólności (to chyba sprzeczne z ideą źródłowości???),

                      ale jednak nie odpowiedziałeś na to, co napisałem... ;-)
                • dalatata Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 12:42
                  ja o akceptuje, jednak odmawianie im - postmodernistom - prawa bytu jest
                  nieporozumieniem. ogolnie, dazenie do 'czystosci' nauk jest nieporozumieniem.

                  mnie sie tez to podoba, choc mam trudnosci z Dymkowskim (nie zebym dobrze znal
                  co napisal) i aplikowaniem psychologii do historii. ale jako idea jest to
                  ciekawe. jednak on chyba habiliacje robil z psychologii osobowosci, a te
                  histirczyne rzeczy to pozniejsza sprawa, kiedy juz byl samodzielny.
                  • babazgaga Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 14:22
                    Maciek Dymkowski jest dla mnie właśnie przykładem takiej osoby o różnych
                    dyplomach, bo mgr i dr ma z socjologii, a habilitację i profesurę z psychologii
                    (dokładnie na pograniczu osobowości i społecznej). Ale jest zdecydowanie
                    psychologiem, a nie historykiem, nigdy nie słyszałam, żeby deklarował co innego.
                    • dalatata Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 14:58
                      ale ja nie twierdze ze on deklarowal co innego, nie mam zdania na ten temat
                      zreszta. ja tylko mowie ze habilitacje i chyba ksiazke profesorska ma osobowosci
                      - dobrze przetartego szlaku w psychologii. Interdyscyplinarnosc zostawil sobie
                      na pozniej, co jest ciekawe samo w sobie, choc moze byc przypadkiem, rzecz
                      jasna. przy okazji zapytam go :-).

                      mnie bardzo ciekawi co to znaczy byc zdecdyowanie psychologiem, w przeciwenstwie
                      na przyklad do tak po prsotu psychologiem. potrzebna nam etykieta, nie?
                      • babazgaga Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 15:51
                        E, nie, jakoś chyba się nie zrozumieliśmy, a ja użyłam nadmiernego skrótu
                        myślowego:) Zdecydowanie było do jest, a nie do psychologa:)
                        A etykiety... no cóż, jakby nie patrzyć, mocno ułatwiają życie. Bo nie trzeba
                        się zastanawiać, co i jak. Jasne, że to pułapka w pewnym stopniu jest, ale
                        ludzie jako gatunek lubią uproszczenia:)
                        Ja mogę powiedzieć w swoim imieniu - stoję na pograniczu dwóch dziedzin, z
                        dyplomami z jednej, ale poglądami, metodologią i dyplomem w toku z drugiej.
                        Poczucie przynależności do tej drugiej dyscypliny naprawdę mam silnie, ale dla
                        mnie to jest właściwie przynależność do grupy mądrych i sympatycznych ludzi,
                        którzy zajmują się tą samą problematyką, co ja. Niestety, zgodnie z polskimi
                        przepisami, nie mam prawa uważać siebie za przedstawicielkę tejże dyscypliny,
                        nawet jak zrobię habilitację i zostanę potem profesorem. Co z tego, że będę
                        mogła recenzować granty i doktoraty, jak nie będę mogła oficjalnie używać
                        standaryzowanych narzędzi badawczych?...
                        • dalatata Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 17:35
                          aaa no tak. zawsze mnie to bawi i cieszy. mgr psychologii moze skorzystac z
                          dowolnego testu i orbic badania az padnie trupem, a ja musze korzystac z dyplomu
                          mojego asystenta czy asystentki zeby zakupic takie testy.

                          przyznam jednak ze z mojego punktu widzenia wystandaryzowane narzedzia nie sa
                          wielkim problemem i niespecjlanie wiem po co mialbym je uzywac. ale to temat na
                          zupelnnie inna dyskusje.
                        • charioteer Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 18:39
                          A to juz jest idiotyzm do kwadratu. To tylko w Polsce mozliwe. "Narzedzie" to ja
                          sobie moge w Stanach kupic i jeszcze mi do domu przysla bez pytania o
                          jakiekolwiek papiery.

                          Ciekawie sie bedzie dzialo jak przedstawiciel nieuprawnionej dyscypliny
                          wyprodukuje takie standaryzowane narzedzie badawcze w jezyku polskim. Pewnie
                          zakaza uzywania pod grozba uniewaznienia wynikow?

                          --
                          Xena: Warrior Princess
                          webhome.idirect.com/~nuzhathl/charioteer.jpg
                          • babazgaga Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 19:22
                            Eee, nic się nie będzie działo, tyle tylko, ze jakby się chciało odsprzedać je
                            Pracowni Testów Psychologicznych do dalszej dystrybucji (czyli właśnie tej
                            instytucji, która w Polsce sprzedaje narzędzia), to nie wezmą.
                            A w ogóle to oprócz tych rozprowadzanych przez PTP są miliony
                            nierozprowadzanych, o które można się zwrócić do autorów, i problemu nie ma. A
                            co do łatwości w USA, to też nie jest tak pięknie, też są testy których bez
                            uprawnień, licencji i szkoleń nie dostaniesz. I w ogóle to w Stanach też mają
                            bombę na specjalności, jak chciałam jechać na postdoka to mnie nikt nie chciał
                            przyjąc, bo nie miałam ani MA ani PhD z psychologii. I nie liczyly się
                            referencje, publikacje ani to, czym się zajmuję, tylko dyscyplinomania.
                            • dalatata Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 22:28
                              ale w rzeczywistosci problem jest. bo sa narzedzia dominujace i chcac sie wpisac
                              w literatrue nie bedziemy stosowac skali depresji jana slimaka, tylko skale
                              depresji becka (moja ulubiona zreszta) itd itd.

                              ale jak mowie, od tego sa asystenci, zeby wyslali dyplom do pracowni i kupili
                              dla mnie (nie za swoje pieniadze, rzecz jasna), jesli tylko taka potrzeba
                              zaistnieje.
                      • adept_ltd Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 18:21
                        podział na dyscypliny jest stygmatem nowoczesności i dążenia do twardego
                        scjentyzmu, swoją drogą popatrzcie - kategoria interdyscyplinarności, którą się
                        tu podniecamy w istocie pozostaje przy podziale na dyscypliny i wprowadza
                        jedynie warunki możliwego przekraczania granic... współczesne myślenie wprowadza
                        kategorię transdyscyplinarności, choć przecież i tu nie da się nie korzystać z
                        narzędzi dyscyplin, więc pewnie (już?) inaczej się nie da...
    • skrzydelkowiec Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 11:42
      Właśnie doświadczam problemów z przynależnością dyscyplinarną. Jako ze mój promotor nie jest z mojej dyscypliny, recenzenci musza być z dyscypliny. No i tu zaczyna się problem, bo w Polsce nie ma takich, którzy choć po części zajmują się tym, czym ja w doktoracie. W związku z tym, promotor i dziekan poszukują otwartych na nowość i inność profesorów, a ja, lekko przerażona, próbuje „udyscyplinarnić” swoją rozprawę.
      • dalatata Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 11:48
        to jest bardzo ciekawe nie? udyscyplinarnienie pracy, na wszelki wypadek, jakby
        recenzent uznal ze nie pasuje do dyscypliny. to bardzo smutny post. ale az tak
        bardzo nie martwilbym sie, mysle ze udyscyplinarnienie bedzie dostrzezone i
        docenione
            • dworzec Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 12:13
              temat przynaleznosci dyscyplinarnej jest niezwykle frustrujacy, z powodow opisanych powyzej, ale zwrocilbym uwage na jego scisly zwiazek z calym pomyslem na nauke w PL - regulowanie wszystkiego, minima, paki itd.

              bo w PL nie mozna zrobic doktoratu z "marketingu" (na swiecie sporo sie takich broni, nawet z wezszych dzialek - "reklama", "PR"), mozena jedynie zrobic dr nauk ekonomicznych w zakresie nauk o zarzadzaniu lub dr nauk humanistycznych w zakresie nauk o zarzadzaniu... gdyby ktos spytal jaka jest roznica, powiem tyle, ze nie merytoryczna ale instytucjonalna - te z "nauk ekonomicznych w zakresie nauk o zarzadzaniu" broni sie na wiekszosci uczelni, a te z "nauk humanistycznych w zakresie nauk o zarzadzaniu" na UJ...

              konsekwencji dla kariery delikwenta, ktory przez przypadek zrobi "dr z nauk humanistycznych w zakresie nauk o zarzadzaniu" w ISP na UJ, wole sobie nie wyobrazac... pomyslcie jak taka osoba bedzie potem chciala zrobic habilitacje na wydziale ekonomicznym
              • dalatata Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 01.11.08, 12:37
                mysle ze diagnoza regulowania wszystkiego nie jest zla. regulacja z kolei ma byc
                gate keepingiem. jednak zanim potepimy wszystko, przy etosie pracy, jaki widze w
                Polsce, liczenie na samoograniczenie sie i jedynie rynek moze byc zludne.
                • olcha11 Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 02.11.08, 09:44
                  A za chwilkę podział dyscyplinarno - dziedzionowy okaże się jeszcze
                  ważniejszy. Pewnie dlatego CK pracuje nad tym (z marnym skutkiem) od
                  kilku miesięcy. Jeśli zniesiona zostanie ministerialna lista
                  kierunków studiów i obecne standardy kształcenia a uczelnia sama
                  określać będzie nazwę swego pola (kierunku?) nauczania, to pojawi
                  się problem związania z czymś minimum kadrowego. I, o ile wiem ze
                  skąpych przecieków, ma to być właśnie związane z dziedzinami czy
                  dyscyplinami.
                  • dalatata Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 02.11.08, 12:52
                    no a bez minimum kadrowego sie nie da. choc musze powiedziec, ze u mnie poglady
                    na temat minimum kadrowego ewoluuja i juz dzisiaj nie potepiam go jak kiedys,
                    choc nie mam waptliwosci ze w takiej postaci minimum kadrowe robi wiecej szkod
                    niz pozytku.
    • charioteer Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 02.11.08, 00:42
      A ja sie opisze troche inaczej, wedle wlasnego uwazania, a nie wedlug ministerialnego podzialu. Specjalnosci mam dwie podstawowe i trzecia niejako sila rozpedu.

      Specjalnosc pierwsza wyodrebnila sie z dyscypliny podstawowej jakies 40 lat temu i wlasciwie od tamtej pory toczy sie spor, czy powinna stworzyc wlasna metodologie, czy powinna byc interdyscyplinarna. Ostatnio zwolennikow interdyscyplinarnosci jakby przybywa. Wiecej, specjalnosc zaczyna od jakiegos czasu wchodzic w spor z dyscyplina podstawowa, ktora wazniejsza.

      Specjalnosc druga. Interdyscyplinarna w bardzo szerokim zakresie. Od mniej wiecej 20 lat mowi sie, ze powinna stac sie oddzielna dyscyplina, ale na razie znam jeden uniwersytet na swiecie, ktory w oglosza, ze zatrudnia w tej wlasnie specjalnosci.

      Specjalnosc trzecia. Dokladnie na pograniczu dwoch dyscyplin.

      --
      "Bring me my Bow of burning gold; Bring me my Arrows of desire:
      Bring me my Spear: O clouds unfold: Bring me my Chariot of fire!" -William Blake
      • dalatata Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 02.11.08, 12:49
        a propos ministerialnego i innych podzialow.

        kiedys slyszalem referat, w kotrym opisywano 'pewna poddyscypline (PP)' i
        zrobiono badania, w ktorych zapytano studenotw co to jest PP. wyniki byly takie
        ze, powiedzmy, tylko 20 procent sutdentow poprawnei zdefiniowalo PP. po
        referacie zapytalem, kto decyduje o tym, co to jest PP i czy to komiska, komitet
        czy t.p. autorzy/rki obrazili/y sie na mnie.
        • charioteer Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 02.11.08, 13:08
          A ja nie wiem, kto decyduje ;-) Podaje mniej wiecej tak, jak w bazie
          nauka-polska, to chyba wylacznie moja decyzja ;-)

          Jezeli na swiecie cyklicznie organizuje sie kilka konferencji, ktore wlasnie TO
          maja w nazwie, to chyba jest to specjalnosc. Jezeli na uczelni prowadze kurs
          (jeden obowiazkowy, jeden obligatoryjny), ktory TO ma w nazwie, to chyba tez
          jest to specjalnosc. A tak bardziej serio, to moj opis specjalnosci w poscie
          wyzej byl na podstawie tego, co sie na ten temat pisze w literaturze.
          Specjalnosci miewaja problemy z tozsamoscia i bywa to wazne dla samych badaczy.
          Do tego stopnia, ze po moim referacie na ten wlasnie temat (granice dyscyplin)
          na jakiejs tam konferencji, pewien profesor z UK sugerowal, zeby czegos tam nie
          pisac, bo bedzie niepolitycznie ;-) Coz...

          --
          DARK MOOR - THE CHARIOT
          vids.myspace.com/index.cfm?fuseaction=vids.individual&videoid=5860343
          • dalatata Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 02.11.08, 13:41
            maja maja i to z roznych powodow, niekoniecznie instytucjonalnych. niedawno
            bylem na konferencji na kotrej bylo troche lingwistow mowiacych o przetwarzaniu
            jezyka. na konferencji byl tez profesor od neuroczegos tam. i widac bylo
            problem. bo dla kolegow lingwistow referaty lingwistyczne byly akceptowalne,
            natomiast profesor od neuro ciagle sie czepial i kosil (konsturktywnie) na
            poziomie tego neuro wlasnie. to zrszta jest taki przyklad rowniez na
            niebezpieczentwo interdyscyplinarnosci.
            • charioteer Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 02.11.08, 14:35
              No ze tez mnie tam nie bylo ;-)

              Rozmawialismy o recepcji Chomskiego w innym watku. To sie troche wiaze. Wchodza zupelnie inne metodologie i wyodrebniaja sie zupelnie inne dyscypliny, ktorych granice sa plynne. Obecna sytuacja kojarzy mi sie z wojna koreanska. Niby dzialan wojennych nie ma, ale pokojem tez tego nazwac nie mozna. Na razie obie strony udaja, ze tej drugiej nie widza. A jak juz na jakiejs konferencji spotkaja sie przedstawiciele obu porzadkow, to iskrzy i to calkiem powaznie.

              --
              Chariotowe sygnaturki na wakacjach. MUZA!
              profile.myspace.com/index.cfm?fuseaction=user.viewprofile&friendid=60486894
              • dalatata Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 02.11.08, 16:19
                no wygladalem cie, ale jakos nie widzilem plakietki dr chario.

                tak, akceptuje to. nie tylko sie to zreszta odnosi do neuro spraw. kiedys bylem
                na referacie na temat jezyka psychoterapii, tyle ze wyglaszanego do
                psychoterapeutow i psychiatrow - niestety refrat zostal rozszarpany w strzepy.
                psychomadrzy nie uznali zatosowac taryfy ulgowej wobec tego co powiedziane,
                tylko dlatego ze to lingwistyka.
                • charioteer Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 02.11.08, 19:45
                  Pewnie dlatego, ze mnie tam mialo nie byc...

                  Pionierzy nigdy nie maja latwo, a do tego zwykle dochodza roznice
                  terminologiczne, roznice w definiowaniu podstawowych pojec itp. To troche
                  wychodzi w naszej dyskusji o relatywizmie na FN. Dla jezykoznawcow to jest od 40
                  lat hi, hi, ha, ha. Dla psycho i neuro tu w ogole nie ma nad czym dyskutowac, bo
                  z danymi sie nie dyskutuje, a dane nie pozostawiaja wiele watpliwosci. Dla
                  psycho i neuro odpowiedz na pytanie czy? jest jednoznaczna, psycho i neuro
                  szukaja odpowiedzi na pytanie - na jakim poziomie przetwarzania i dlaczego tak.

                  --
                  Chariotowe sygnaturki na wakacjach. MUZA!
                  profile.myspace.com/index.cfm?fuseaction=user.viewprofile&friendid=60486894
                  • dalatata Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 02.11.08, 20:04
                    no ale to jest ogolnie problem pozytywistycznej nauuki, szczegolnie w naukach
                    spolecznych. sztywne trzymanie sie danych z reguly prowadzi to zamkneicia sie na
                    krytyki, szceoglnie krytyki spoleczne.

                    choc to troceh inny przyklad, najlepiej to widac na przykladzie krytyk
                    psychiatrii - od antypsychiatrii w latach 60tych psychiatria nie radzi sobie z
                    krytyka coraz bardziej zamykajac sie w biologizmie i uciekajac teraz glwonie w
                    genetyke.
                    • charioteer Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 02.11.08, 20:10
                      O psychiatrii wiem niewiele. Z mojego doswiadczenia to nie tyle idzie o sztywne
                      trzymanie sie danych. Pod tym wzgledem najlepsze sa zle zaprojektowane
                      eksperymenty ;-) Wtedy zabawa, zeby takie wyniki potwierdzic, albo podwazyc
                      czasami trwa kilka dziesiecioleci. O wiele gorsze sa sztywne paradygmaty
                      teoretyczne, ktore z definicji wykluczaja wszelkie dane, ktore moglyby dana
                      teorie obalic.


                      --
                      "Bring me my Bow of burning gold; Bring me my Arrows of desire:
                      Bring me my Spear: O clouds unfold: Bring me my Chariot of fire!" -William Blake
                      • dalatata Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 02.11.08, 20:25
                        no ale to jest dokladnie kwestia dzisiejszej psychologii eksperymetnalnej. jesli
                        zakladamy - a sa to tylko zalozenia - ze owe slynne narzedzia standaryzowane
                        daja nam wglad w psychike, odobowosc, emocje, poznanie, pamiec i nie wiem co
                        jeszcze, to oczywiscie mamy glownie problem. 1. wszystko co nie jest badane w
                        ten sposob - czesto mowi sie empirycznie (jakby badania ilosciowe nie byly
                        empiria) nie stanowi badania naukowego (tak na przyklad badaniach jakosciowcyh
                        pisze Brzezinski w swych podrecznikach do metodologii), 2. z tego wynika, ze
                        krytyka moze byc tylko z wewnatrz paradygmatu, a co z tego wynika paradygmat
                        musi zostac utrzymany.

                        i w tym momencie dyscyplina jest utrzymywana rowniez przez ideologicznosc metody
                        naukowej, co zreszta jest niezwykle ciekawe. wydawaloby sie bowiem ze metody
                        naukowe nie moga miec wartosciowania etycznego, a w rzeczywistosci maja.
                        • adept_ltd Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 02.11.08, 20:44
                          oczywiście, że mają charakter ideologiczny i wszystko jest ok, dopóki nie
                          udajemy, że jest inaczej... zresztą pojęcia paradygmatu już to zakłada, no i
                          krytyka niejako odgórnie jest dopuszczalna w obrębie paradygmatu, w przeciwnym
                          razie mamy do czynienia z rewolucją - choć ja bym raczej przyjmował, że żyjemy w
                          czasach postparadygmatycznych, co niestety jest powszechnie ignorowane w
                          ojczyźnie i może też stąd te kłopoty z dyscyplinami???
                        • charioteer Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 02.11.08, 20:52
                          No wlasnie cale jezykoznawstwo generatywne jest takim przykladem
                          zideologizowania nauki: nie ma relatywizmu jezykowego, bo mozg jest modularny,
                          wiec nie ma mozliwosci, zeby jeden modul wplywal na drugi. Koniec tematu,
                          wszyscy widza to samo i tak samo, a snieg dla Eskimosa jest tym samym co dla
                          Afrykanczyka i zasady perspektywy sa takie same na calym swiecie, a kolor jest
                          zdeterminowany przez wlasnosci spektrum swiatla. Nikomu relatywizm tak naprawde
                          nie przeszkadzal, dopoki nie pojawila sie teoria Chomskiego.

                          Brzezinskiego az tak dobrze nie znam, ale przeciez powszechnie uznaje sie, ze
                          badanie jakosciowe jest wartosciowe o tyle, ze moze dostarczyc hipotez do
                          dalszej weryfikacji w badaniu ilosciowym. Nie mowiac juz o tym, ze sa rzeczy,
                          ktorych ilosciowo nie da sie zbadac, bo nie da sie - bo nie ma mozliwosci
                          przeskoczenia ograniczen zwiazanych z czasem potrzebnym na zebranie dostatecznej
                          ilosci danych, dostepnoscia badanych itp.

                          --
                          "The charioteer of the human soul drives a pair of steeds, and one of the horses
                          is beautiful, good, and formed of such elements, whereas the makeup of the other
                          one is quite the opposite." -Phaedrus
                          • dalatata Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 02.11.08, 21:11
                            celowo uzylem przyklad podrecznikow Brzezinskiego bo to jest do dzisiaj standard
                            w psychologii. i, jak powiedzialem, slowo 'empiryczny' zarezewowane jest dla
                            badan ilosciowych.

                            to ze na calym swiecie badania jakosciowe sa uznawane za naukowe i nikt nie ma
                            problemow z tym, nie znaczy ze tak musi byc w Polsce. tak nawiasem mowiac
                            niedawno widzialem dane wskazujace ze w psychologii swiatowej publikuje sie ok
                            0.5 proc tekstow jakosciowych, reszta jest 'empiryczna'. i choc dzisiaj pol
                            psychologii brytjskiej jest jakosciowa, do Polski bedzie ta 'zaraza' szla
                            jesszcze pare lat.
                            • charioteer Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 03.11.08, 00:45
                              A zmieniajac temat troche, skoro juz jestesmy przy ideologizowaniu nauki, to mam
                              wrazenie, ze Ameryka jest o wiele bardziej dogmatyczna pod tym wzgledem niz
                              Europa, choc to moze byc moje subiektywnie "dyscyplinarne" wrazenie. Wrazenie
                              mam wlasnie takie, ze w Ameryce czesto szlifuje sie metodologie wrecz az do
                              zabicia tematu. Z konferencji (duzy miedzynarodowy kongres) przypominam sobie
                              taki referat: mowca malo znany (ale z USA), ale z porzadnymi publikacjami, waski
                              temat, dosc duza widownia, z przewaga Amerykanow, metodologia tj. sam
                              eksperyment o skomplikowanej, wrecz pietrowej architekturze. Dyskusja po
                              referacie - nikogo nie obchodzily same wyniki, wszyscy chcieli rozmawiac o
                              metodologii i to nie koniecznie krytycznie, najbardziej interesowaly ich
                              szczegoly eksperymentu. Troche to mnie smieszy, bo z innej konferencji
                              (kameralna, bardzo interdyscyplinarny dobor przynajmniej wykladow plenarnych)
                              pamietam dwa bardzo duze nazwiska (tez z USA), usmieszki pelne niedowierzania na
                              widowni, kiedy prezentowana byla metodologia badan i bardzo kurtuazyjnie wrecz
                              zadawane pytania kwestionujace owa nieszczesna metodologie. Fetysz, dogmat,
                              hipokryzja? Chyba wszystkiego po troche.

                              --
                              Chariotowe sygnaturki na wakacjach. MUZA!
                              profile.myspace.com/index.cfm?fuseaction=user.viewprofile&friendid=60486894
                              • dalatata Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 03.11.08, 13:07
                                ja mam jednak wrazenie ze to kwestia dyscyplinarna a nie krajowa. i psychologia
                                w tym dominuje, choc nie jestem pewien dlaczego.

                                choc zawsze mnie fascynuja konfernecje w US - sa nieporownywalnie bardziej
                                formalne niz europejskie,szczeoglnie brytyjskie. tu rzadko ktos wystepuje w
                                krawacie, w usa to normalne.
                                • charioteer Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 03.11.08, 22:25
                                  dalatata napisał:

                                  > ja mam jednak wrazenie ze to kwestia dyscyplinarna a nie krajowa. i psychologia
                                  > w tym dominuje, choc nie jestem pewien dlaczego.

                                  100 lat tradycji w budowaniu metodologii?

                                  Mysle, ze jednak sa pewne roznice miedzy Europa a Ameryka poza krawatami. Znowu
                                  subiektywnie wydaje mi sie, ze Amerykanie czesciej publikuja w mocnych
                                  czasopismach. Czesciej natomiast spotyka sie bardzo ciekawe, nowatorskie prace z
                                  Europy w bardzo egzotycznych zurnalach. To jest taka garsc uogolnien byc moze na
                                  podstawie calkiem przypadkowych obserwacji, ale zawsze mnie to fascynuje, kiedy
                                  trafiam na rewelacyjne prace w malo znanych czasopismach.
                                  --
                                  "The charioteer of the human soul drives a pair of steeds, and one of the horses
                                  is beautiful, good, and formed of such elements, whereas the makeup of the other
                                  one is quite the opposite." -Phaedrus
                                  • dalatata Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 04.11.08, 14:55
                                    ja pod tym drugim uogolnieniem nie podpisalbym sie.

                                    co do pierwszego to tak - w US duzo bardziej niz w Europie powaznie traktuje sie
                                    wszystkie impact factory i wszystkie inne wspolczynniki cytowan. my w UK juz
                                    dzielnie kroczymy ta droga, nie rozumiejac ze 1. LF jest wymyslona przez
                                    amerykanow dla amerykanow, 2. nie wszystko da sie wyliczyc i policzyc, bo nauka
                                    jest rowniez polityczna.
                          • mac_rys Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 03.11.08, 03:05
                            charioteer napisał:
                            > No wlasnie cale jezykoznawstwo generatywne jest takim przykladem
                            > zideologizowania nauki: nie ma relatywizmu jezykowego, bo mozg jest modularny,
                            > wiec nie ma mozliwosci, zeby jeden modul wplywal na drugi. Koniec tematu,
                            > wszyscy widza to samo i tak samo, a snieg dla Eskimosa jest tym samym co dla
                            > Afrykanczyka i zasady perspektywy sa takie same na calym swiecie, a kolor jest
                            > zdeterminowany przez wlasnosci spektrum swiatla. Nikomu relatywizm tak naprawde
                            > nie przeszkadzal, dopoki nie pojawila sie teoria Chomskiego.

                            Hmm, po prostu nikomu nie przeszkadzal dopoki nie pojawilo sie nowoczesne jezykoznawstwo. Trudno uznac brak zainteresowania wspolczesnych jezykoznawcow teoria S-W za przyklad zideologizowania nauki. Nikomu nie przeszkadzalo, ze slonce krazy wokol ziemi dopoki nie pojawil sie Kopernik, itd.
                            • charioteer Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 03.11.08, 11:02
                              mac_rys napisał:

                              > Hmm, po prostu nikomu nie przeszkadzal dopoki nie pojawilo sie nowoczesne jezyk
                              > oznawstwo. Trudno uznac brak zainteresowania wspolczesnych jezykoznawcow teoria
                              > S-W za przyklad zideologizowania nauki.

                              To jest bardzo ideologiczne stwierdzenie. Nowoczesne jezykoznawstwo ma 53 lata.

                              Relatywizmem jezykowym w ciagu ostatnich kilku-kilkunastu lat zajmuja sie
                              glownie niereformowalni psychologowie. Jezykoznawcy za to zajmuja sie liczeniem
                              eskimoskich slow na snieg, zeby pokazac, ze tym sie zajmowac nie warto. Czy cos
                              istotnego w tym opisie sytuacji pomijam?

                              --
                              "The charioteer of the human soul drives a pair of steeds, and one of the horses
                              is beautiful, good, and formed of such elements, whereas the makeup of the other
                              one is quite the opposite." -Phaedrus
                              • mac_rys Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 04.11.08, 06:52
                                > Relatywizmem jezykowym w ciagu ostatnich kilku-kilkunastu lat zajmuja sie
                                > glownie niereformowalni psychologowie. Jezykoznawcy za to zajmuja sie liczeniem
                                > eskimoskich slow na snieg, zeby pokazac, ze tym sie zajmowac nie warto. Czy cos
                                > istotnego w tym opisie sytuacji pomijam?
                                Jezykoznawcy juz od dawna sie tym w ogole nie zajmuja (nie licza juz dawno eskimoskich slow), bo uwazaja ze nie warto. Owszem, zajmuja sie tym jeszcze psychologowie, choc akurat jeden z najbardziej elokwentnych krytykow tej teori i zajmowania sie nia, Pinker, to wlasnie psycholog.
                                • charioteer Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 04.11.08, 14:21
                                  Coz, w rzeczywistosci caly ten spor o "nowoczesnosc" jest sporem o Chomskiego widzenie swiata i jest to jak najbardziej spor ideologiczny. Wartosciowanie a priori, ze czyms w nauce warto lub nie warto sie zajmowac, jest rowniez przejawem ideologizowania nauki.

                                  To jest rowniez pytanie o to, czym sa nauki kognitywne i laczy sie to wszystko z dyscyplinarnoscia, ktora jest tematem watku. Pomijajac unikalnie polski, sztywny podzial na dyscypliny naukowe, w wielu dziedzinach psychologii dawno juz o Chomskim zapomniano. Zwiazkami miedzy jezykiem a kognicja zajmuja sie psychologowie ze spolecznym zacieciem, jak John Lucy - tu faktycznie mozna doszukiwac sie zwiazkow miedzy jezykoznawstwem a antropologia, jak w czasach Sapira i Boasa. Z drugiej strony, zwiazkami miedzy kognicja a kultura zajmuje sie psychologia eksperymentalna i neuronauki - jezeli na tym poziomie chcemy ten spor kontynuowac, to bedzie to spor miedzy racjonalizmem a empiryzmem.


                                  --
                                  "Bring me my Bow of burning gold; Bring me my Arrows of desire:
                                  Bring me my Spear: O clouds unfold: Bring me my Chariot of fire!" -William Blake
                        • babazgaga Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 02.11.08, 21:13
                          Nie chce mi się przerzucać podręczników do metodologii, ale mogę z głowy
                          powiedzieć to, co usłyszałam z ust Brzezińskiego parę miesięcy temu. Że nie ma
                          podziału na psychologię ilościową i jakościową (lepszą i gorszą), jest tylko
                          zupełnie niezależny od tych kryteriów podział na psychologię uprawianą zgodnie z
                          zasadami i metodologią badan naukowych, i uprawianą niezgodnie. I w ilościówce,
                          i w jakościówce są zasady, jak porządnie prowadzić badanie i analizę, a krytyka
                          jakościówki wynika najczęściej z faktu, że wiele osób uprawia ją "swojakiem",
                          bez zupełnej świadomości tego, co to teoria ugruntowana, analiza narracji i
                          takie tam różne. To tak jak byśmy w ilościówce na oko porównywali słupki i
                          mówili czy się różnią. Ten sam zresztą problem jest w ilościówce, bo wiele osób
                          bezrefleksyjnie używa narzędzi i wyciąga kategoryczne, nie wiedząc co to błąd
                          standaryzowany, nie umiejąc posłużyć się wiedzą o rzetelności i trafności.
                          Ale to jest problem nadmiernej specjalizacji - bo na poczatku wiemy coraz wiecej
                          o coraz mniejszej ilości rzeczy, a na końcu - wiemy wszystko o niczym. Ja tam
                          wolę być interdyscyplinarna, nawet jak mnie będą krytykowac obie dyscypliny:D
                          • dalatata Re: Przynaleznosc dyscyplinarna 02.11.08, 21:19
                            to Brzezinski zmienil zdanie. i to dobrze o nim swiadczy.

                            co do krytyki jakosciowcow, to przed wakacjami bylem na konferencji, gdzie bylo
                            duzo psychologii i psychiatrii jakosciowej. i to byla najgorsza konferencja, na
                            jakiej bylem. po raz pierwszy zobaczylem, skad jakosciowcy maja taka fatalna
                            opinie. to, co slyszlaem mnie glownie zalamywalo, a analiza jakosciowa opierala
                            sie glownie na opisie wrazen z danych, a na podstawie tych wrazen ddokonywane
                            dzikich uogolnien. choc nie stronie od agresywnej dyskusji, wreszcz przecwnie -
                            bardzo ja lubie - czesto siedzialem cicho tam, bo wlasciwie nie bylo od czego
                            zaczac. mozna bylo poweidziec tylko: to najgorszy referat na swiecie i wyjsc. a
                            to troche malo konstruktywne, nawet jak dla mnie :-)
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka