dziakisa
14.09.17, 18:40
We wtorek wróciłam z kilkudniowej delegacji z Wrocławia. Wyjechałam z kolegą z pracy w ubiegły czwartek. Ze względu na charakter projektu pracowaliśmy także w weekend, ale krócej. Wieczory i przedpołudnia mieliśmy wolne. Zakwaterowani byliśmy w tym samym hotelu, całkiem niezłym, w pokojach jednoosobowych. Nasz dzień rutynowo wyglądał tak, że o 11:00 wychodziliśmy z hotelu i szliśmy do lokalnego biura, gdzie zostawialiśmy do 18-19 (w weekendy do 17). Później wracaliśmy do hotelu i kolejnego dnia znowu to samo. W hotelu mieliśmy zapewnione śniadania i obiadokolacje. Jadaliśmy je razem w hotelowej restauracji. Z tym kolegą znamy się od 2 lat z miejsca pracy, jesteśmy dalszymi znajomymi, ale mogę z całą pewnością powiedzieć, że łączyła nas taka codzienna życzliwość, jednak bez wchodzenia w relacje osobiste i pogłębiania znajomości. Oboje też jesteśmy w tym samym wieku (30+). Moje wątpliwości dotyczą jego zachowania. Po wspólnej obiadokolacji wychodził na miasto, nie proponując mi wspólnego wyjścia, zostawiał mnie samą. Drugiego dnia poznał w pracy znacznie młodszą stażystkę, z którą od tej pory się trzymał. Gdy kilka razy sama wyszłam na spacer na rynek, widywałam ich w knajpach czy barach. Nie ingeruję w jego życie prywatne, każdy z nas robi co chce, chodzi mi jedynie o jego postawę wobec mnie. Czy w opisanej sytuacji zachowywał się grzecznie, nie proponując mi wspólnego wyjścia na miasto czy gdziekolwiek razem? Czy samotne a później ze stażystką wyjścia były w porządku wobec trzeciego pracownika (w tym wypadku mnie)? Bo dla mnie wyglądało to trochę jak zachowanie typu: skończyliśmy dzień roboczy, zjedliśmy, dalej mnie nie obchodzisz, rób co chcesz. Było mi bardzo przykro. I nadal jest. Źle się czułam spacerując sama po mieście, zwłaszcza w weekend, gdy mnóstwo ludzi dookoła chodziło ze sobą i spędzało miło czas. Moja przyjaciółka uważa, że zachowanie kolegi było po prostu chamskie i nieodpowiedzialne, a nawet nieprofesjonalne. Czy faktycznie tak było?