Tak sobie wczoraj gadałam z kolegą opisującym pewną sprawę ...Sprawa jest dość ciekawa poniekąd, bo jest jakby dwustronna. Otóż z jednej strony mamy człowieka, który drugiemu pożyczył kasę, a ten nie oddawał, a z drugiej - dłużnik oskarżył wierzyciela o ...stalking.
Chodzi o to, że niby ów wierzyciel wielokrotnie wydzwaniał i sms-ował do dłużnika stalkując go.
I teraz mamy taką sytuację: pełnomocnik wierzyciela podnosi, że jego klient chciał tylko odzyskać swoje pieniądze i DLATEGO pisał i wydzwaniał do dłużnika. Z kolei pełnomocnik dłużnika podnosi, ze skoro dzwoniący widział, że abonent nie oddzwania i nie odpowiada na sms-y, to znaczy, ze kontaktu nie chce.
Pomijając już calą otoczkę prawną sprawy - sąd w swoim uzasadnieniu stwierdził, że wierzyciel powinien wiedzieć, iż dłużnik kontaktu nie chce, bo ZWYCZAJOWO jest tak, że jeśli ktoś nie odpowiada na połączenia telefoniczne czy sms-y, to tak należy to interpretować....
I tak mi się przypomniało to forum, w związku z tą sprawa o watkami o odzwanianiu i nie. No właśnie - zwyczajowo tak jest, że jeśli ktoś dzwoni i się nie odbiera i nie oddzwania, to się nie chce kontaktu. Oczywiście - wiele zależy od tego dlaczego się go nie chce, pewnie też od częstotliwości prób kontaktu z drugiej strony itd., ale kluczowa jest tu owa zwyczajowość - coś na czym sady, wcale nie bez sensu, nierzadko opierają swe opinie na temat życiowych sytuacji, które są przedmiotem ich orzekania.
Czyli jednak wychodzi na to, że jeśli się nie oddzwania na próby kontaktu to jest równoznaczne z niechęcią do kontaktowania się - wbrew temu, co uważają tu niektórzy. Zatem owi niektórzy nie powinni się dziwić, że tak jest to odbierane przez podejmujących owe próby kontaktu, bo tak należy to poniekąd intetpretować