Dzień dobry,
Piszę bo potrzebuję rady w trudnej dla mnie sytuacji.
Jestem 35letnią mężatką. W poprzedniej pracy miałam koleżankę (znajomą) - układy były bardzo luźne (nigdy nie chciałam, żeby były inne) na zasadzie pogaduszki/wymiana uprzejmości z osobą z sąsiedniego biurka. Pracę zmieniłam już dwa razy
Koleżanka jest singielką i ewidentnie zabiega o podtrzymywanie kontaktu oraz dąży do jego zacieśniania w kierunku przyjaźni. Mnie to absolutnie nie interesuje, czuję się osaczona.
Jestem domatorką i introwertyczką, po pracy lubię wracać do domu i posiedzieć z mężem lub poczytać książkę. Utrzymuję też regularne kontakty z rodzicami swoimi oraz męża (raz w tygodniu) mamy dwie zaprzyjaźnione pary (spotkania w 6tkę raz w miesiącu) plus mam najlepszą przyjaciółkę z dzieciństwa, która wyprowadziła się daleko więc kontakt jest wyłącznie przez komunikator na FB (piszemy co wieczór). I mi to absolutnie wystarcza, zaspokaja moje NIEWIELKIE potrzeby kontaktu międzyludzkiego. Taką cichą samotniczką byłam zawsze.
Koleżanka ewidentnie szuka, ciągle proponuje spotkania na mieście na kawę (dla mnie to żadna przyjemność plus wieczór "w plecy" bo mam kiepski dojazd/powrót do domu), kino, wspólne robienie czegoś.
Ja nie chcę, ale nie umiem jej odmówić ponieważ:
1) Jak czytam artykuły dotyczące savoir vivre i odmawiania to najczęściej dotyczą odmowy JEDNORAZOWEJ ("nie przyjdę do Ciebie na przyjęcie bo muszę iść w tym terminie do dentysty") - mnie to nie urządza, bo znudzona singielka ma dużo wolnego czasu i duże potrzeby i ZAWSZE się chętnie do mnie dostosuje (niestety): jak nie dziś to jutro, albo pojutrze, albo za tydzień?
2) Ona jest w gruncie rzeczy miła i nie robi nic złego, to że ja czuję się osaczona wynika z tego że mamy inne potrzeby/temperamenty. Np. Tak jak pisałam wcześniej, ja mam przyjaciółkę z którą się nie widuję i nam to pasuje taki kontakt że w domu, przy wieczornym kakao

piszemy sobie jak nam minął dzień. Nie jestem typem osoby która chce gdzieś chodzić do kina, na siłownię itp. Zawsze traktuję to w kategorii obowiązku.
Podpowie mi ktoś jak się wyplątać z tego układu?
Acha, zapomniałam dopisać: z koleżanką byłam na kawie dwa razy (zapraszała mnie więc uznałam "co mi szkodzi") ale czuję się coraz bardziej osaczona. Ostatnio spotkałyśmy się miesiąc po (!) moich urodzinach i dostałam od niej prezent (!) co jest dla mnie niesamowicie krępujące, bo dla mnie urodziny świętują najbliżsi, gości się zaprasza itd. Nie czuję się komfortowo z jej prezentem bo nie chcę być z nią w takiej relacji.
Czuję się jak "zastępczy" mąż do przelewania niezaspokojonych uczuć. Żal mi jej ale nie widzę się w tej roli.