Sytuacja taka: pewna pani dość "na gwałt" musiała pojechać do swej rodziny w innym, dość odległym regionie. Pani samochodu nie ma, a publicznym transportem nie da się tam dojechać bez kilku przesiadek. Pani w ogóle wiele nie podróżuje, a jesli to w ramach zorganizowanych wyjazdów. Trochę ją zatem przerażała perspektywa samotnej dalekiej poroży z kilkoma przesiadkami.
Z całej tej sytuacji zwierzyła się sąsiadce, z którą utrzymuje dośc zażyłe relacje. Dość, bo panie spotykają sie w zasadzie tylko u siebie wzajemnie na jakichś kawach, tak raz na 2 tygodnie pogadać. Znają się od około 2 lat, od kiedy pani bohaterka tego wątku mieszka w swym obecnym mieszkaniu. Pani bohaterka jest singlowa, pani są sąsiadka - nieco od niej młodsza- mężatka, ale jej meża pani bohaterka zna z widzenia, bo pracuje on na stałe za granicą, a kiedy jest w domu to naturalnie żona stara się spędzać jak najwięcej czasu z nim, wiec sasiadki nie odwiedza w tym czasie, a i nasza pani wyjazdowa wtedy do niej nie wpada.
Nazajutrz po tym, jak pani zwierzyła sie sąsiadce z tą podróżą, ta przyszła z dobrą wiadomością: jej mąż za kilka dni będzie jechał z powrotem do pracy za granicą i proponują, by zabrała sie z nim do tych krewnych - to po trasie jego podróży, więc ...Pani naturalnie była zachwycona i bardzo wdzięczna oraz oczywiście zaproponowała partycypowanie w kosztach podróży. Sąsiadka zaoponowała - nie ma mowy, mąż i tak jedzie, a drogi nadkładać nie musi, by panią dowieźć. Rzec można bardzo fajny zbieg okoliczności i cenna dla pani przysługa. Pani sąsiadka przekazała, że mąż chciałby jechać tego i tego dnia o tej i o tej godzinie. Pasuje ? Tak, bardzo. O umówionej godzinie pani byłą gotowa, pan mąż sąsiadki przyszedł po nią i zniósł jej bagaz do samochodu. No i ruszyli, pani szczęśliwie i szybko zajechała na miejsce.
Następnie wróciła już i ...sytuacja jest dziwna. Bo oczywiście przyszła raz jeszcze podziękować sąsiadce (jej meza nie ma w domu) przyniosła upominki dla niej i dla jej meża. Ale w rozmowie "pozaliła się" sąsiadce, że jej mąż praktycznie z nią nie rozmawiał po trasie. Zagadywał tylko w sumie czy będzie jej przeszkadzało radio, czy nie za zimno/za ciepło, czy przeszkadzałoby jej, że zatrzymają sie by skorzystać z toalety i w sumie - tyle.
Pani powiedziała, że moze to dlatego, że mąz sąsiadki był jednak niezadowolony, że sie z nim zabrała - w końcu z propozycją przyszła sąsiadka, a nie on - kierowca. Sąsiadka zaprzeczyła- nie, sam zaproponował gdy mu powiedziała o sytuacji. Ona wiedziała, ze on jedzie, ale nie proponowałaby bez uzgodnienia z nim, a poza tym nie wiedziała, czy ktoś sie z nim nie zabiera. No to może jednak powinna jemu po podróży zaproponować dorzucenie sie do paliwa- nie, rozmawiali o tym, sam mówił, że nie ma opcji,.
Sąsiadka wyjaśniła, że jej mąż taki już jest - raczej małomówny, a już szczególnie wobec ludzi, których nie zna. Niby wszystko wyjaśnione, ale teraz pani od podróży zachowuje się jakby byłą nieco obrażona na sąsiadkę. To znaczy odzywają się, ale spotkawszy ją na klatce pani ogranicza sie do "dzień dobry", na propozycję "wpadnięcia" do sąsiadki na kawę odpowiada, ze przy okazji, u siebie kawy nie proponuje. Pani sąsiadka jest kompletnie zdezorientowana - wyświadczyli tamtej, co sama podkreślała, ogromną w jej oczach przysługę, nic złego się nie wydarzyło, a tamta pani zachowuje się, jakby się obraziła na sasiadkę. Nie, zeby to stanowiło dla niej jakiś ogromny problem, ale czuje sie z tym dyskomfortowo i rozważa zapytanie pani wprost co sie stało.
Jak myślicie - warto w ogóle i jak myślicie - co się stało?

W to, że pani tak bardzo doskwierał brak konwersacji z panem - kierowcą trudno uwierzyć. ale nawet gdyby to czy jego usposobienie to powód do obrazania sie?