Dodaj do ulubionych

druga żona na uroczystościach rodzinnych

30.08.05, 20:22
Czy dzieci męża z pierwszego małżeństwa powinny zapraszać mnie na
uroczystości rodzinne takie jak chrzty, śluby. Na uroczystościach tych na
pewno pojawi się pierwsza żona. Czy dzieci męża mają rację nie zapraszając
mnie.
Obserwuj wątek
    • quba Re: druga żona na uroczystościach rodzinnych 31.08.05, 10:09
      Nie mają racji nie zapraszając Ciebie, wiecej - jest to gruby nietakt
      jeżeli Cie nie zapraszają to znaczy ze zapraszając ojca zaznaczają, ze ma
      przyjśc sam
      jeżeli tak robi twój mąż to i on popełnia wielką gafę
      nie powinien w ogóle przyjąć takiego zaproszenia
      pozdrawiam
    • curam1 Re: druga żona na uroczystościach rodzinnych 31.08.05, 15:23
      Dziękuję za szybką odpowiedz. Pozdrawiam również
    • kol.3 Re: druga żona na uroczystościach rodzinnych 02.09.05, 19:52
      Powiedziałabym, że sprawa nie jest jednak prosta. Wiele zależy od okoliczności
      w jakich Twój mąż rozstał się ze swoją pierwszą żoną, w jakich jesteś
      stosunkach z jego dziećmi itp.
      • utalia Re: druga żona na uroczystościach rodzinnych 07.09.05, 00:30
        Popieram, wszystko zalezy od okolicznosci. Jezeli dzieci Twojego meza uwazaja
        ze byc moze rozbilas malzensto ich ojca to nic dziwnego, ze Cie nie zapraszaja.
        To delikatna sprawa. I jak bym na Twoim miejscu uszanowala to. Natomisat ojcic
        powinien pojsc w tej sytuacji sam. W koncu to jego dzieci. Decydujac sie na
        slub z mezczyzna po rozwodzie i dzieciatym trzeba sie liczyc z takimi
        sytuacjami. Utalia
        • curam1 Re: druga żona na uroczystościach rodzinnych 09.09.05, 20:26
          Muszę dodać, że kiedy poznałam męża był 5 lat po rozwodzie, a jego dzieci
          cieszyły się, że ojciec nie będzie dłużej samotny.
        • corradocatani Re: druga żona na uroczystościach rodzinnych 16.11.05, 15:33
          Uważam że jednak mąż powinien sie w takiej sytuacji dokłanie porozumieć z
          dziećmi i drugą żona. To sprawa szacunku dla małżonki a także podkreślenia
          przeświadczenia o słusznośći swojej decyzji jaka było to małżeństwo. Mąż który
          zostawiłby z tego powodu żonę w domu pokazałby brak stanowczości i wyraziłby
          poparcie dla przekonań dzieci względem macochy. Nie wybaczyłbym zonie gdyby
          poszła beze mnie bez wyjaśnienia sytuacji, tylko dlatego że jej dzieci s
          pierwszego małżeństwa niekoniecznie mnie lubią.
    • kol.3 Re: druga żona na uroczystościach rodzinnych 10.09.05, 23:23
      Można by ewentualnie porozmawiać na ten temat z małżonkiem, może jednak wchodzą
      w grę inne czynniki, o których nie wiesz. Ale tak naprawdę na siłę nic się nie
      da przeforsować. Humoru taka sytuacja z pewnością nie poprawia. A czy w ogóle
      bywasz u dzieci swojego męża? Czy chodzi im o to byś nie spotykała pierwszej
      żony?
    • brunosch Pytanie brzmi: czy powinny? 14.09.05, 12:11
      Oczywiście, że powinny. Z szacunku dla ojca (czyli Twojego męża), którego
      stawiają w ohydnej sytuacji.
      Z drugiego wpisu wynika, że nie rozbiłaś szczęśliwej rodziny i że wszyscy (w tym
      Twoi pasierbowie), są dorośli. Obecność pierwszej żony nie jest powodem do
      afrontów wobec Ciebie.
    • zliliana Re: druga żona na uroczystościach rodzinnych 16.11.05, 15:40
      Ja jestem tą druga i oboje rozwiedliśmy się aby byyć razem.Dzieci jakoś to
      zaakcetowały.I wiedzą że mój mąż nie pójdzie na żadną rodzinną imprezę sam
      bezemnie. Twierdzi że jeśli ktos nie potrafi uszanować jego wyboru to ma
      problem a on nie pozwoli abym była w jakis sposób dyskryminowanna.Narazie nie
      miałam przyjemności spotkać byłej żony na żadnej imprezie.I szczerze mówić nie
      wim jak to będzie kiedy do tego dojdzie.Jednak napewno nie zamierzam uciekac i
      sie chować.A mój mąz jest ze mna a ja znim i jeśli ktos tego nie akceptuje to
      trudno.A my zrobiliśmy wszystko aby dzieci zrozumiały i zaakceptowały.I chyba
      sie to udało choc jeszcze czasami sa małe problemy.A dzici są już pełnoletnie
      oprócz jednego.
      • kora3 no cóz ....ładny tupet ... 18.11.05, 15:02
        ziliana napisala:
        >>>Ja jestem tą druga i oboje rozwiedliśmy się aby byyć razem.Dzieci jakoś to
        zaakcetowały.I wiedzą że mój mąż nie pójdzie na żadną rodzinną imprezę sam
        bezemnie. Twierdzi że jeśli ktos nie potrafi uszanować jego wyboru to ma
        problem a on nie pozwoli abym była w jakis sposób dyskryminowanna.Narazie nie
        miałam przyjemności spotkać byłej żony na żadnej imprezie.I szczerze mówić nie
        wim jak to będzie kiedy do tego dojdzie.Jednak napewno nie zamierzam uciekac i
        sie chować.A mój mąz jest ze mna a ja znim i jeśli ktos tego nie akceptuje to
        trudno.A my zrobiliśmy wszystko aby dzieci zrozumiały i zaakceptowały.I chyba
        sie to udało choc jeszcze czasami sa małe problemy.A dzici są już pełnoletnie
        oprócz jednego.

        Nie gniewaj się Zliliano, ale jesteś źle wychowaną tupeciarą, a Twój maz
        nieodpowiedzialnym kolesiem ..
        Wątkodawczyni jest w innej niz Ty sytuacji i w pełni rozumiem, ze czuje sie
        dziwnie kiedy w zasadzie bez powodu jest pomijana.
        Z olei trudno sie dziwic dzieciom Jej męza, które może nie chcą stawiac w
        niezrecznej sytuacji swojej matki, nawet jesli owa neizrecznośc jest założmy
        tylko w tym przypadku wydumana...
        W Twoim przypadku nie jest wydumana. Trudno, aby dzieci Twojego meza z
        pierwszego malzeństwa (ktore wspólnie rozbliliście) darzyly Cie jakąs szzceglną
        symatia i traktowaly z wielkimi honorami. Nie zrozum mnie źle, nie oceniam Was w
        żaden sposób, co do Waszych życiowych decyzji. Tak uwazaliście, tak zrobiliście,
        Wasza sparwa, bo Wasze życie. Ale wypadalo by liczyc sie troche z uczuciami
        innych Zliliano. Ok, jesteś żona, jesteś ważna, ale Ty chyba chcesz być
        wazniejsza od dzieci ? Pomyslałaś moze jak czyulaby sie Ich matka wizdąc obecną
        żonę (a bylą kochanke zapewne, bez urazy), czyli Ciebie na weselu ktoregoś z
        nich? Rodzi sie pytanie: dlaczego TY koniecznie chciałabyś być z męzem na takiej
        uroczystości? Bo jesteś żoną ?? Pokazanie , ze jesteś najwazniejsza sprawi Ci
        satysfakcję? Chyba nie zcujesz sie jednak zbyt pewnie na swej pozycji drugiej
        żony smile Tak to wyglada, skoro chcesz takiej oscentacji. W tej sytuacji zrobicie
        wielką gafe z meżem . Albo szdieci z antypatii do Ciebie i solidarności z matką
        nie zaproszą Twopjego meza na swoje sluby, wesela i chrzciny wnuków, albo
        zaproszą a on odmówi i an zawsze pozostanie to w apmięci jego dzieci.
        Jeśli tak chcesz, to Twoja sparwa...
        Pamiętaj jednak, że drugą żone, zawsze można zmienić na trzecia (zwłaszcza jak
        sie juz ma takie inklinacje) a jeśli macie wpólne zdieci to moze też tatusia
        zaproszą a potencjalną aktualna "przyjaciółką"??smileZapewne bylabyś zachwycona ...
        Bez urazy Zliliano, ale przerazasz ...
        Do Watkodawczyni ...smile
        Nie przejmuj się tym. Moze porozmawiaj z nimi szczerze o tym, jeśli Wasze
        stosunki sa na tyle blskie, albo popros męża, by pogadał z latoroslami, czemu
        cię pomijają. Konkretnego powodu nie ma z tego co piszesz.
        • p-iotr Chyba zartujesz, Kora.. 21.11.05, 08:51
          Wprost nie wierze moim oczom, bez urazy, ale jak mozna pisac takie brednie?

          Po pierwsze nie znasz sytuacji Ziliany, i prawde mowiac wara Ci od jej zycia, a
          po drugie ludzie podejmuja zazwyczaj decyzje o rozstaniu wspolnie, bo sa
          DOROSLI. I jako dorosli maja prawo i obowiazek ponosic konsekwencje swoich
          decyzji. Jezeli sa ze soba to sa ze soba WSZEDZIE - nawet, a moze przede
          wszystkim, na rodzinnych obiadkach. A jesli ktos nie moze sie do tego
          dostosowac, to ma problem.

          pzdr
          • kora3 Wcale nie ... 21.11.05, 09:05
            p-iotr napisał:

            > Wprost nie wierze moim oczom, bez urazy, ale jak mozna pisac takie brednie?

            Chyba mam prawo do swojego zdania Piotrze ?smile

            >
            > Po pierwsze nie znasz sytuacji Ziliany, i prawde mowiac wara Ci od jej zycia,

            Ależ mnie wcale nie interesuje Jej życie Piotrze ... Serio - kompletnie!
            Zlilianna soę WYPOWIEDZIAŁA sama podając szczegóły! Mam właśnie takie zdanie,
            jak przedstawiłam i czesć ..

            a
            >
            > po drugie ludzie podejmuja zazwyczaj decyzje o rozstaniu wspolnie, bo sa
            > DOROSLI. I jako dorosli maja prawo i obowiazek ponosic konsekwencje swoich
            > decyzji.

            Nie do końca tak jest w praktyce Piotrze , może to wiesz, a moze nie smile
            Zlilianna sama napisała , ze oboje rozwiedli sie by być ze sobą. Skąd wiesz, ze
            byłą żona Jej meza i ich dzieci sa tym zachwyceni? Ja sądzę,z e moga nie byc .
            Niestety, konsekwencje naszych działąń nie zawsze ponosimy tylko my sami i tak
            jest w takim przypadku ...


            Jezeli sa ze soba to sa ze soba WSZEDZIE - nawet, a moze przede
            > wszystkim, na rodzinnych obiadkach. A jesli ktos nie moze sie do tego
            > dostosowac, to ma problem.
            >
            Dziwię Ci sie Piotrze, ze masz takie podejście, ale Ok , masz prawo. Trudno
            wuymagać od dzieci tego faceta, by zapraszały drugą zonę ojca, zwłaszcza, ze
            byłą powodem rozbicia małzeńśtwa z matką. Pomyslałeś, że to mogłobyć trudne dla
            ich mamy, dla nich samych ?
            Nie uważam, ze małzeństwo MUSI być WSZEDZIE razem .. ale to mój pogląd ..
            I nie mylś Piotrze, ze piszę tak, bo jestem jakas bardziej papieska niz papież
            smile Sama jestem rozwiedzionasmile I nie z powodu pojawiebnia sie kogoś innego w
            moim, czy mojego eks meza w życiu. Jestem jednak z kimś zwiazana, bardzo
            poważnie, całkiem niewykluczone, ze będę znów żoną . Jednak, gdyby np. zdarzyła
            sie jakas uroczystość w rodzinie mojego eks meża (np. nie daj Bóg pogrzeb)na
            której wypadałoby mi być to nie wlekłabym tam mojego partnera (takze wtedy, gdy
            bedzie moim mężem). Po prostu uważam, ze nie byłoby to miłe i komfortowe dla
            mojego eks, a to w końcu Jego rodzinna sprawa. Oczywiscie , nie unikałabym
            pójścia z moim facetem np. na ślub, czy wesele kogoś ze znajomych, bo moze tam
            być mój eks. W takiej sytuacji, zapewne też nie najzrecxzniejszej - trudno.
            Wszyscy zgadzamy sie co do tego, ze dobre wychowanie ma sprawiac, żeby nam i
            innym było z nami dobrze i wygodnie. W tym przyp[adku wydaje mi się, ze Zliliana
            nie powinna nalegac, by uczestniczyć w takich uroczystościach, oboje p[owinni
            starać sie zrozumieć innych. Tyle mego zdania smile
            • p-iotr Re: Wcale nie ... 23.11.05, 14:54
              Co tu duzo gadac - nie zgadzamy sie ze soba w tym temacie. wink

              pzdr
              • kora3 Re: Wcale nie ... 24.11.05, 10:39
                p-iotr napisał:

                > Co tu duzo gadac - nie zgadzamy sie ze soba w tym temacie. wink
                >
                > pzdr

                Trudno smile
                Pozdrawiam niemniej serdecznie
              • baba67 Re: Wcale nie ... 24.11.05, 10:44
                Po co ta dyskusja ?
                Jesli chodzi o bohaterke tego watku, to przykre, ze dzieci jej nie zapraszaja,
                ale moze ich matka nie jest delikatnie mowiac osoba na takim poziomie, zeby
                zniesc obecnosc drugiej zony ?
                Z jakis powodow przeciez ten rozwod mial miejsce, a sympatia dzieci w stosunku
                do nowej zony ojca wskazuje ze mopze niekoniecznie z jego winy ten rozwod nastapil.
                Jednak matka to matka.Dzieci chca ja widziec niekoniecznie narazajac druga zone
                ojca na rozne nieprzyjemne sytuacje.
                Ja bym sie pogodzila-najwazniejsze przeciez ze akceptuja na codzien.
                A co do Ziliany i jej zycia to nie do nas nalezy osad jej moralnosci, bo to
                forum nie o tym.
                Choc oczywiscie rozbijanie dwoch malzenstw, zeby byc z facetem zawsze bedzie
                budzic silne reakcje.
                • kora3 Ojej .. ludzie 24.11.05, 11:13
                  Czemu trzeba kazdemu z osobna tłumaczyć, że nie oceniam Zliliany moralnie, a jej
                  życie nie budzi we mnie silnych emocji smile
                  Uważam jedynie,z e dobrze wychowana osoba nie oczekiwałaby na jej miejscu
                  zachwytu nad tą sytuacja ze strony dzieci męża i niekoniecznie chciałaby sie
                  eksponowac na typowo rodzinnych imprach organizowanych przez dzieci męza. To
                  wszystko. Nie mnei oceniac kogoś moralniesmile A życie obcych całkiem ludzi to nie
                  budzi we mnie aż takich emocji smile
                  • baba67 Re: Ojej .. ludzie 24.11.05, 20:56
                    No moze i tak.Ale savoir vivre od moralnosci trudno czasem oddzielic.
                    Ona sie nie czuje winna, ze rozbila dwie rodziny i dlatego sie eksponuje, bo
                    uwaza, ze jej sie to jako zonie nalezy.
                    Osobiscie gdybym byla na miejscu dzieci meza nie zapraszalabym ani tatusia,ani
                    jego nowej pani.I nie wyrazalabym sie o niej inaczej niz %&$#@
                    Na szczescie nie mam takich osobistych doswiadczen.
                    • kora3 Re: Ojej .. ludzie 24.11.05, 23:51
                      baba67 napisał:

                      > No moze i tak.Ale savoir vivre od moralnosci trudno czasem oddzielic.

                      Moze i racja...ale czasem wystarczy po prostu poczucie empatii, umiejętnośc
                      postawienia się w czyjeś sytuacji ...

                      > Ona sie nie czuje winna, ze rozbila dwie rodziny i dlatego sie eksponuje, bo
                      > uwaza, ze jej sie to jako zonie nalezy.

                      Żonie, jak najbardziej, niezaleznie od tgo, czy jest pierwsza, druga, czy siódma
                      nalezy się szacunek i lojalnośc ... Moim zdaniem jednak nienaleganie na
                      uczestnictwo kolejnej zony w rodzinnych imprezach dzeici z pierwszego
                      małżeństwa, w takiej jak Zliliany sytuacja, nie jest przejawem braku lojalności.
                      Wydaje mi się, ze chyba nawet sporo kobiet ( i facetów też) w takiej sytuacji
                      nie chcialoby w nich uczestniczyć, bo i po co?
                      Po cholerę iśc tam, gdzie się nie jest mile widzianym? Po kija tam, gdzie wiemy,
                      ze inym nasza obecnośc sprawi pzrykrość? Dla rozrywki - niesmile Bo nienajlepsza
                      atmosfrera wokół własnej osoby chyba nikomu przyjemnosci nie sprawia. Zabawi,c
                      naprawde można się w innym gronie. Myślę, ze tu chodzi o jakas oscentację w
                      stylu "Albo akceptujecie te panią, albo nie chce Was znać .."
                      Ok ... Takie podejscie mozna miec ... I całkiem jest uzasadnione, gdy
                      nieakceptujacy nie maja realnego i uzasadnionego zalu do niezaakceptowanej żony,
                      czy meża. Tu chodzi o najblizsza mozliwą rodzinę - wlasne dzieci.
                      Ciekawe, czy do rodziców swoich też mąż Zlilianny nie chodziby wcale bez niej,
                      gdyby jej nie zaakceptowali?
                      Taka postawa wyglada mi po prostu na skrajny egoizm - zero empatii.

                      > Osobiscie gdybym byla na miejscu dzieci meza nie zapraszalabym ani tatusia,ani
                      > jego nowej pani.I nie wyrazalabym sie o niej inaczej niz %&$#@

                      To już zależy od czlowieka ... W przypadku rozstania małżeństwa, czy pary z
                      powodu jak wyżej , osoba, ktora rodzine opuszcza powinna dołozyć wszelkich
                      starań, by dzieci nie odczuły tego, jako porzucenie. Takze dorosłe zdieci.
                      Ojciec stawiając ultimatum: albo z żoną (nową) albo wcale stawia swoje nawet
                      dorosłe dzieci w bardzo trudnej sytuacji. To nie tylko sparwa SV smile Ale i czesto
                      emocji... ja to widzę tak: dziecko ma ślub i wesele. W takim dniu chciaoby, by
                      najblizsi ojciec i matka byli przy nim. Nie chciałoby nikogo ranic, a na pewno
                      nie chciałoby by na jego uroczystości najblizsza rodzina : ojciec, czy matka
                      czuli sie nieswojo, albo wrecz okropnie. Nawet jeśli dziecko akceptuje nowy
                      zwiazek ojca to z całą pewnoscią nie chce sprawic nieprzyjemności matce. W tej
                      sytuacji najrozsądniej jest, gdy ojciec nie nalega na przyjscie z nową zona.
                      I tu pole do popisu dla ojca ... Moim zsdaniem pamiętać nalezy, ze ma on
                      obowiazki nie tylko wobec nowej zony, ale przede wszystkim wobec własnych
                      zdieci, bez wzgledu na to, czy nadal jest męzem ich matki, czy nie.
                      Przepraszam, ale moim zdaniem normalny i zdrowy emocjonalnie czlowiek chce
                      uczestniczyć w takich uroczystościach swoich zdieci. Normalny i zdrowy
                      emocjonalnie czowiek nie chce swoim dzieciom psuc jakiejs wspaniałes chwili w
                      życiu jakimis kwaasami, czy nawet ich prawdopodobieństwem ...Normalny i zdrowy
                      emocjonalnie człowiwek stara sie zrozumiec innych, zwłazscza jak sa jego
                      zdiecmi. Normalni ludzie unikają ludzi i miejsc, gdzie ich obecnosc sparwia
                      przykrosc i są niemile widziane. Pokazywanie na silę kto tu zrądzi i kto
                      wazniejszy dla meza jest dla mnie objawem egoizmu i braku dojrzałości.

                      > Na szczescie nie mam takich osobistych doswiadczen.

                      I dzięki Bogu ...
                      • p-iotr Re: Ojej .. ludzie 25.11.05, 08:46
                        Kora, albo wyrazasz sie krocej, albo przestaje czytac Twoje posty. Toc ekranu
                        mi brakuje!!
                        smile

                        pzdr
                        • kora3 Re: Ojej .. ludzie 25.11.05, 08:58
                          smile Wszak ja Cię do czytania nie przymusze smile Doooobra psotaram sie, ale widzę,
                          ze jak sie napisze krótko to nie zawsze sie jest w pełni dobrze rozumianym ...
                    • p-iotr Re: Ojej .. ludzie 25.11.05, 08:45
                      > Osobiscie gdybym byla na miejscu dzieci meza nie zapraszalabym ani tatusia,ani
                      > jego nowej pani.I nie wyrazalabym sie o niej inaczej niz %&$#@

                      Uwazaj, uwazaj, bo nie wiesz co Ci jeszcze zycie szykuje..
                      pzdr
                      • kora3 Re: Ojej .. ludzie 25.11.05, 08:59
                        Ta uwaga Piotrze tyczy się chyba WSZYSTKICH ... Łącznie z tymi, którzy teraz
                        uwazają sie za takich, co wygrali los na loterii i moga spokojnie pchac sietam
                        gdzie komuś z ich powodu jest przykro .. A może sie mylę ??
                        • p-iotr Re: Ojej .. ludzie 25.11.05, 16:02
                          Łomatko, widze, ze drazysz temat uparcie. No wiec moje zdanie jest takie:

                          1. Rozklad (rozpad?) malzenstwa nie nastepuje zwykle z dnia na dzien.
                          2. Mysle, że nawet po rozwodzie mozna sie normalnie (czytaj: kulturalnie)
                          zachowywac wobec siebie.
                          3. Dzieciom też mozna wiele wytlumaczyc pod warunkiem ze sie z nimi rozmawia.
                          4. Trudno miec pretensje do partnera/ki, ze ułożyl/a sobie życie po rozwodzie.

                          pzdr
                          • kora3 hmm Piotrze.. 25.11.05, 22:30
                            p-iotr napisał:

                            > Łomatko, widze, ze drazysz temat uparcie. No wiec moje zdanie jest takie:
                            >
                            > 1. Rozklad (rozpad?) malzenstwa nie nastepuje zwykle z dnia na dzien.
                            > 2. Mysle, że nawet po rozwodzie mozna sie normalnie (czytaj: kulturalnie)
                            > zachowywac wobec siebie.
                            > 3. Dzieciom też mozna wiele wytlumaczyc pod warunkiem ze sie z nimi rozmawia.
                            > 4. Trudno miec pretensje do partnera/ki, ze ułożyl/a sobie życie po rozwodzie.
                            >
                            W ogólności Piotrze to sie zgadzam smile Tyle tylko, ze właśnie za kulturalne i
                            zdrowe uważam niewpychanie sie na silę tam, gdzie nasza obecnośc budzi negatywne
                            emocje, oczywiscie bez przesady. Wiele zxalezy od tego, jak wiele czasu
                            upłynęło od momentu kiedy doszło do rozstania rodziców, od stanu emocjonalnego
                            porzuconego malżonka, od atmosfery w jakiej odbyło sie rozstanie, od obecnej
                            sytuacji obojga. Co do tego, ze rozpad nie następuje z dnia na dzień nie moge
                            sie do końca zgodzić .. Znam byla pare małzonków, która sie dogadywała spoko i
                            byóo fajniesmile Do momentu, az babka zabrałą walizki i w ciagu jednego dnia sie
                            wyniosła. W życiu bywa roznie. Popatrz na to troche bardziej empatycznie, a nie
                            do końca na zasadzie "kulturalnie - niekulturalnie". Jeśli mąż/żona jest przez
                            jakiś czas oszukiwan/y i zdrazdany, a potem następuje całkowity i formalny
                            rozpad zwiazku, to trudno pzrewidywać ,z e bęzdie zachwycona. Na ogół czuje sie
                            oszukany/a przez wspołmałżonke?a i skrzywdzony/a nowego partnera eks też
                            symaptia nie daży - to chyba oczywiste. Obecność byłej żony/ meża jeszzce
                            zniesie - dla dzieci, żeby matka/ ojciec uczestniczyli w ich ważnych w życiu
                            chwilach, ale obecności tego/tej kolejnej juz nie. Cza, zycie lecza te rany (u
                            jednych szybciej u innych wolniej) i bywa, ze takei "rozpadniete" pary sa czasem
                            w dobrej komitywie później, zcasem nie chcą sie widzieć do końca życia. Trza to
                            uszanować ...
                            takie małe pytanko mam na niby nie wtemacie.. Gdyby ktos Cie tu zapytał
                            (przykładowo), czy należy swoją byłą dziewczynę, którą sie zostawiło nawet bez
                            dziecka) dla innej odwiedzac z aktualną? Np. jeśliby bya koniecznośc
                            odwiedzenia. Co odpowiedziałbyś i dlaczego ?
                      • baba67 Re: Ojej .. ludzie 25.11.05, 11:16
                        No nie wiem,,ale powyzsza sytuacja w moim przypadku jest malo prawdopodobna-moj
                        Tata jest juz emerytem, mieszka z dala od wiekszego towarzystwa z moja Mama,
                        wiec raczej nie...
                        Jesli moja rodzina bylaby w miare normalna-no troche kwasow,jak wszedzie, ale
                        dzici maja normalne srodowisko, przyszla taka pani i zabrala mi ojca i poczucie
                        bezpieczenstwa, to wybaczylabym im dopiero na ich pogrzebie, na ktory bym poszla
                        z wielka ochota.
                        Natomiast jesli rodzice by i tak zyli jak pies z kotem, a pani bylaby po prostu
                        predzej czy pozniej, to o zabieraniu mi czegokolwiek nie byloby mowy, zatem i
                        pania traktowalabym chlodno, ale normalnie.
                        Ziliana wyglada mi na kobiete, ktora idzie po trupach.
                        • kora3 Re: Ojej .. ludzie 25.11.05, 22:33
                          baba67 napisał:
                          > Ziliana wyglada mi na kobiete, ktora idzie po trupach.

                          Qrde Babo smile O to mi własnie biegało .. nie rozumiem tylko PO CO Jej te "trupy"?
                          Postapiła jak chciała, osiagnęłą cel i ok, nie oceniam tego, ale po kij Jej
                          jeszcze więcej ?
                          • baba67 Re: Ojej .. ludzie 26.11.05, 20:57

                            Bo jak ktos nie ma wstydu to sie wszedzie chce wepchnac.
                            A tak ogole to zgadzam sie z Toba w calej rozciaglosci smile
                            • kora3 A juz myslałam, że 28.11.05, 00:27
                              tylko ja jestem taka niekulturalna smile
                              tak naprawdę tupeciarstwo i "potrupochodzenie" budzi we mnie niemiłe uczucia w
                              każdej sytuacji. Ciekawe, że ogólnie od dawien dawna przyjęło się, zeby na małe
                              przyjecia nie zapraszać wspólnie luzdi skłóconych, czy takich, o których wiemy,
                              ze się nie lubią, a na wielkich o ile juz tak wypadnie, że są nim , nie sadzac
                              ich obok siebie i nade wszystko nie próbowac na silę "godzić". To zasady stare
                              jak świat. Z obecnoscią rodziców, nawet skłóconych, jest trochę inaczej, ale
                              nadal uwazam, ze to druga żona i ojciec objawiliby brak kultury (poza wszelkim
                              juz brakiem empatii, bo to forum nie o tym wszak) nalegając na wspólne
                              uczestnictwo w takiej imprezie. Pamiątajmy wszak, ze ojciec nie idzie tam li
                              tylko dla rozrywki, ale niejako z ojcowskiego obowiązku i doprawdy nie poełnia
                              gafy wobec żony (kolejnej) nie idąc z nią. Rzekłabym nawet, ze to ona popelnia
                              gafe nalegajac na to. Powiem wprost: nie sadzę bym była w takiej sytuacji jak
                              Zlilianna(z pewnych, ze tak powiem "wewnętrznych" względów), ale gdyby i gdyby
                              zaproszono partnera ze mna, bardzo uprzejmie , acz stanowczo odmówilabym. Za nic
                              w swiecie nie chciałabym innym popsuc dobrego samopoczucia w ważnym dniu,
                              zmusząc ojca do wybierania pomiedzy mną , a swoimi dziecmi, sprawiac komuś i
                              zapewne sobie (ze względu na atmosfere) przykrości. Zapewne inaczej jest wobec
                              znajomych, którzy nie akceptuja nowego zwiazku - zawsze mozna powiedzieć, ze sie
                              po prostu nie przyjdzie, skoro prosza samego meza, czy żonę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka