Dodaj do ulubionych

unikanie rozmowy o pieniadzach

15.01.07, 17:54
Jak kulturalnie uniknac odpowiadania na pytanie o zarobki, o cene za m2
kupionego mieszkania, o wydatki na nowe ciuchy itp...?
Bardzo czesto stykam sie z tego rodzaju pytaniami i w sumie jakos sobie z
nimi radze (nie kazdemu chce odpowiadac...), ale moze macie jakies wlasne
propozycje/sugestie? Takie pytania sa szczegolnie niewygodne jesli padaja
przy wiekszej grupie osob.
Obserwuj wątek
    • buba011 należy zdecydowanie uciąć, bez tłumaczeń. 15.01.07, 19:22
      Dziękuję, nie chcę o tym mówić.
      Dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach i kobietach, po prostu je ... .
      Pytający nie wie, jak się zachować lub popełnia, świadomy nietakt. Rozmowa
      towarzyska, to nie przesłuchanie, lecz dobrowolna wymiana zdań. Informacja, za
      informację.
      Wprawny rozmówca podpuszczając, dużo potrafi wyłuskać.
      • a.nancy Re: należy zdecydowanie uciąć, bez tłumaczeń. 15.01.07, 20:33
        buba011 napisał:

        > Dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach i kobietach, po prostu je ... .

        po prostu je co, Bubo?
        • uu1 Re: należy zdecydowanie uciąć, bez tłumaczeń. 15.01.07, 20:39
          > po prostu je co, Bubo?
          Z całą pewnością lubi. A może chodziło o słowo <posiada>, które można zastąpić <ma>.
        • p-iotr Re: należy zdecydowanie uciąć, bez tłumaczeń. 15.01.07, 20:48
          a.nancy napisała:

          > po prostu je co, Bubo?

          Szanują oczywiście.
          wink

          Pzdr
    • kora3 Pytania o zarobki należą do 15.01.07, 19:22
      pytań szczególnie niewygodnych, a takze do uznawanych za szczególnie
      niekulturalne.
      takich pytań nie usprawiedliwia nawet sytuacja, w której pytajacy ma inny niz
      pusta ciekawosc powód do zapytania np. cena za m2 mieszkania go interesuje, bo
      sam chciałby zakupic mieszkanie, choć tutaj jak zwykle duzą role gra wzajemna
      relacja pytanego i pytajacego oarz wyczucie i takt.

      Naturalnie na takowe pytania mozesz odpowiedzieć "nie chce o tym rozmawiać" ,
      ale myslę,ze niesmiertelne "dlaczego Cie to interesuje?" jest dobrym sposobem
      na ludzi, którzy pytaja z pustej ciekawosci.

      Można także na pytania o zarobki odpowiedzieć "nie narzekam", o wydatki "radzę
      sobie" o warunki finansowe w nowej pracy "zmiana się opłaciła" - co jest
      wyraźnym sygnałem, ze nie chcemy mówic o konkretnych kwotach.
      Bywa,z e taki ciekawski się mityguje i nie pyta juz wiecej, ale bywa,z e drązy
      temat ...wtedy mozna zartobliwie zapytać " a cóz to? chcesz sobie dorobić, jako
      mój księgowy? czy Cie do wywiadu w urzedzie skarbowym przyjeli?" ...

      raz pracowałam z tak bezczelnym facetem, że znajac mnie moze z tydzień w firmie
      zapytał "ile zarabia Twój maz, bo moja ZONA TYLE A TYLE?" Mysle, ze chciał się
      też trochę pochwalić bo w jego pojeciu jego zona zarabiala krociesmile
      odpoiwdeizłąm mu spokojnie.," a do czego ta informacja miałaby Ci służyć?" -
      nie dostałam żadnej odpowiedzi smile

      Zupełnie inne podejscie mam do pytań od przyjaciół smile o zarobki nigdy nikt z
      nich mnie nie zapytał, ale o cene czegos co kupiłam np. - zdarzało się.
      nie odczuwałam tego jako przykre, bo też nie było w tym krzty zawiscismile po
      prostu te osoby interesowała informacja ile cosik tam kosztujesmile i były mi (a
      nawet są) bardzo bliskie...
      • buba011 przepraszam, Korcia ;-) 15.01.07, 19:26
        • kora3 A za co? Bubciu:) 15.01.07, 23:42

          • buba011 nie przepuściłem Cię, przy "wejściu" w tej samej 16.01.07, 08:44
            minucie w drzewko wink
            • kora3 drobiazg, zwłaszcza, ze nie 16.01.07, 09:18
              miałeś na to wpływu smile
    • uu1 Re: unikanie rozmowy o pieniadzach 15.01.07, 20:46
      Tak naprawdę pytanie tego typu są niedopuszczalne. Ale stwarzają równocześnie
      pole do niezłej zabawy. Np. na pytanie o cenę nowej kanapy i foteli odpowiadam -
      okazja, wyjątkowa okazja, 36 000 zł. Na pytanie o cenę zegarka (kosztował 2 800
      zł) mówię - wiesz, chyba przepłaciłem, 150 zł, jak sądzisz. Większość nie
      ponawia pytań. smile
      • uyu Re: unikanie rozmowy o pieniadzach 16.01.07, 04:21
        We Francji nikt nie osmielilby sie zadac tego rodzaju pytania. W Polsce na grad
        tego rodzaju pytan nieodmiennie odpowiadam, ze tak bardzo sfrancuzialam, ze
        przyjelam francuskie kanony i "o polityce, pieniadzach i nieobecnych" w
        eleganckim towarzystwie nie rozmawiam. W wiekszosci przypadkow dziala.
        Najgorsi sia "wielcy ludzie do malych interesow". Tym odpowiadam, ze tylko ci
        ktorzy pieniedzy nie maja rozmawiaja na ich temat. Bardzo skuteczne!
    • sigmasigma Re: unikanie rozmowy o pieniadzach 17.01.07, 01:56
      Moze Wam sie to wyda glupie, ale rodzice tak mi wbili do glowy te zasade, ze
      nigdy nawet ich o to nie zapytalam.
      Kiedys maz mojej siostry dostal nowa prace i na urodzinach babci kuzynka
      zapytala ile zarabia. On odpowiedzial, ze zarabia ok., ona na to " a ile
      konkretnie?", wszystkie oczy zwrocily sie na biednego chlopaka, ktory sie ugial
      i zdradzil tajemnice co spowodowala dyskusje, ze chyba jednak na duzo jak na
      polskie warunki, ze czemu ta firma taka bogata itd. Tragedia!
      Moi rodzice nauczyli mnie nie pytac o kase, ale niestety nie nauczyli mnie
      odpowiadac na takie pytania. Poki co nie pracuje, ale jak zaczne, to pewnie
      mnie rodzina bedzie dreczyc. Szczegolnie tesciowie, ktorzy wyznaja zasade, ze
      jestem swoja i nie maja przede mna zadnych tajemnic. Beda oczekiwali takiej
      samej otwartosci ode mnie, a tymczasem na tego typu pytania ja mam alergie.
      Kiedys mnie zapytano takze na urodzinach babci ile kosztowala moja skorzana
      kanapa. Jedyne co mi przyszlo do glowy to "nie pamietam", ponowiono pytanie a
      ja na to "musialabym sprawdzic". Wymowka to raczej kiepska.
      • p-iotr Re: unikanie rozmowy o pieniadzach 17.01.07, 08:39
        > Jedyne co mi przyszlo do glowy to "nie pamietam", ponowiono pytanie a
        > ja na to "musialabym sprawdzic". Wymowka to raczej kiepska.

        O, wcale nie jest to kiepska wymówka, tylko trwaj przy swoim i powtarzaj te
        same odpowiedzi (metoda "zdartej płyty").

        A jeśli chodzi o zarobki to w kontrakcie najczęściej jest zapisane, że jest to
        sprawa poufna, więc na to się możesz powołać (i trzymać, trzymać, trzymać tego
        argumentu). Pewnie się na Ciebie ktoś z ciekawskiej Rodziny obrazi, no ale
        inaczej życie byłoby nudne..

        A chłopak niestety lekka fajtłapa, skoro tak łatwo "się ugiął". To moje zdanie.

        pzdr
        • sigmasigma Re: unikanie rozmowy o pieniadzach 17.01.07, 14:11
          > O, wcale nie jest to kiepska wymówka, tylko trwaj przy swoim i powtarzaj te
          > same odpowiedzi (metoda "zdartej płyty").

          Dziekujesmile Chodzi mi o to, ze wszyscy wiedzieli, ze ja krece, bo padlo jeszcze
          pytanie jakiego rzedu byl to wydatek, a ja swoje "nie pamietam". Tego sie nie
          da nie pamietacsmile Idealna wymowka to dla mnie taka, ktora przekonuje
          wscibskich, ze nie odpowiadam, poniewaz nie jestem w stanie. W moim przypadku
          wszyscy wiedzieli, ze sie wymiguje.

          > A chłopak niestety lekka fajtłapa, skoro tak łatwo "się ugiął". To moje
          zdanie.

          No niestety, ale musisze wiedziec jaka presja panuje w tej rodzinie. Wszyscy sa
          bardzo mili, czesto sie spotykaja, jezdza razem na wakacje, wychodza razem do
          teatru (takie wyjscie do teatru cala rodzina jest jak wycieczka klasowasmile.
          Wszyscy zachowuja sie jakby beczke soli razem zjedli i jesli ktos chce cos
          zachowac tylko dla siebie, to nie pozwalaja. Poki co nie pracuje, ale tez mam
          swoje stresy. Jesli tylko kupie sobie cos nowego, to musi to zostac obmacane,
          pochwalone przez wszytkich (panie namawiaja panow na chwalenie np. mojej nowej
          sukienki) no i oczywiscie wiazanka pytan: za ile, kiedy, jaki sklep itd. Ja
          tego nienawidze!!! Chociaz mam pewna metode. Pojawiam sie u rodziny tylko w
          znanych im ciuchach, no i zawsze zanizam cene. A wracajac do pana X, to uwierz,
          ze bylo mu ciezko. Kiedy padlo to pytanie wszyscy zawiesili na moment jedzenie,
          zastygli z filizankami, widelcami i lyzkami w powietrzu, zamilkli (pewnie
          niektorzy wstrzymali oddechsmile. Ach, beznadzieja i tyle.
          • p-iotr Re: unikanie rozmowy o pieniadzach 17.01.07, 15:07
            > No niestety, ale musisze wiedziec jaka presja panuje w tej rodzinie.

            Ha - albo jestes fighterem, albo nie - taka prawda panocku. Postaraj się żeby
            Cie firma wysłała na trening asertywności.

            > A wracajac do pana X, to uwierz, ze bylo mu ciezko. Kiedy padlo to pytanie
            > wszyscy zawiesili na moment jedzenie, zastygli z filizankami, widelcami i
            > lyzkami w powietrzu, zamilkli (pewnie niektorzy wstrzymali oddechsmile

            A ja bym wtedy zamknął oczy, zrobił natchnioną minę.. i zaśpiewał: "Love me
            tender...."

            pzdr
            • sigmasigma Re: unikanie rozmowy o pieniadzach 19.01.07, 00:30
              To by bylo boskie!!!
              Wyobrazilam sobie Ciebie spiewajacego Love me tender i spadlam ze smiechu z
              krzeslasmile

              PS Nie wiem czemu mi sie wydaje, ze wiem jak wygladasz i nie wiem czemu
              spiewasz glosem Elvisasmile
              • p-iotr Re: unikanie rozmowy o pieniadzach 19.01.07, 13:03
                Powiem Ci w sekrecie: Elvis żyje!
                Ale o tym sza!
    • oxin Re: unikanie rozmowy o pieniadzach 17.01.07, 21:46
      Uśmiechnąc się i powiedzieć, że takie tematy Cie krępują.
      Dość często muszę tak robić...

      To chyba relikt z czasów komuny, kiedy wszystkie pensje były jawne i
      pytanie "ile" nie było zbyt intymne, tylko świadczyło o tym, ze ktoś nie
      orientuje się w danej branży.

      Nigdy nie zapomnę jak moja "teściowa" w okresie zaręczyn i przy rodzinnej
      kolacji zaczęła wnikliwie dopytywać się ile zarabiam. A zarabiałam wtedy
      mało... Okropne upokorzenie.
      Teraz moja sytuacja zmieniła się nn odwrotną ale pytanie o zarobki zawsze
      postrzegam jako chęć oceny mojego życia.
      • uu1 Re: unikanie rozmowy o pieniadzach 18.01.07, 10:54
        oxin napisała:
        > To chyba relikt z czasów komuny, kiedy wszystkie pensje były jawne i
        > pytanie "ile" nie było zbyt intymne, tylko świadczyło o tym, ze ktoś nie
        > orientuje się w danej branży.
        Masz rację. Komuna również nauczyła niektórych wycierać nos rękawem.



        ---------------
        • baba67 Re: unikanie rozmowy o pieniadzach 19.01.07, 10:49
          a ja jestem fighterem-polecam-cudowne uczucie i nie lubie zadnego nacisku.
          Nie mam dyskomfortu jesli ktos nie uzna mnie za mila osobe, bo interesuja mnie
          tylko opinie moich bliskich.
          jesli ktos pyta o jakies sumy to opowiadam, jesli nie mam nic przeciwko(o
          kiecke-czemu nie, juz nie przegginajmy), albo mowie-za malo(zarabiam)albo za
          duzo (kosztowalo) + zmiana tematu.
          • sigmasigma Re: unikanie rozmowy o pieniadzach 19.01.07, 16:36
            > Nie mam dyskomfortu jesli ktos nie uzna mnie za mila osobe, bo interesuja mnie
            > tylko opinie moich bliskich.

            Rzecz w tym, ze te osoby, ktore mnie wypytuja, sa mi bardzo bliskie, a jednak
            ja nie chce sie z nimi dzielic takimi informacjami.
            • kora3 Re: unikanie rozmowy o pieniadzach 19.01.07, 17:15
              sigmasigma napisała:

              > > Nie mam dyskomfortu jesli ktos nie uzna mnie za mila osobe, bo interesuja
              > mnie
              > > tylko opinie moich bliskich.
              >
              > Rzecz w tym, ze te osoby, ktore mnie wypytuja, sa mi bardzo bliskie, a jednak
              > ja nie chce sie z nimi dzielic takimi informacjami.

              Sigmosigmo ...
              Rozumiem Cie, choc pewnie zaraz poleca gromy i niewykluczone, ze zatoczymy koło,
              wracajac do tematu rzeka, zcyli asertywnosci.

              No niestety jest tak, ze bezwzglednie asertywme odpowiedzi moga nas narazić na
              niecheć otoczenia, ktore mozde niekoniecznie grzeszy taktem smile, ale na którym
              nam z jakiś tam przyczyn zależy, chocby w zakresie dobrych, czy poprawnych
              układów. Jednoczesnie SV narzuca nam pewne zasady i nawet jeśli druga strona ich
              nie przestrzega mozemy mieć chec, albo wewnetrzne pzrekonanie, o tym, ze my sami
              powinniśmy ich przestrzegac.
              Dlatego stosujemy pewne wybiegi, aluzje, uniki, żeby nie walnac czegos wprost,
              co moze i zakończy dyskusje, ale nie przysporzy nam dobrej antosfery
              przykladowo. Takich sytuacji bywa wiele - wykladowca, szef, tesciowie,
              współpracownicy stawiają nas czasem w takiej sytuacji , ze pasowałoby im
              wygarnac prosto z mostu, że nie chcemu czegos zdradzać, komentować itepe, ale
              nijak to zrobic bez zważenia atmosfery, co byłoby dla ns niekorzystne.

              Tym bardziuej, ze niektórzy ludzie nie sa wcale nam nieżyczliwi i nie zadaja
              pewnych idiotycznych pytań z ezłosliwosci, ani nawet wscibstwa, tylko dlatego,
              że wg nich to do przyjęcia, albo nawet normalne.
              Nie jestem za tym,, by sie na to godzić Sigmosmile
              Należy wysyłac sygnały o tym, że jakkolwiek nie chcesz zepsuć relacji, o czyms
              tam nie chcesz mówić ...
              jesli nie pomoze mozna pokusic się o "nie chce o tym rozmawiac' , ale warto
              spróbowac najpierw nieci finezyjniej.
              Doczytalam chyba w Twojej wypowiedzi wlasnie, ze w rodzinie tesciów gadka o tym
              ile kto zarabia to norma - wykorzystaj to. Jesli ktos z tamtej rodziny poczuje
              potrzebe i "zwierzy" sie przy Tobie ileż to zarabia powiedz np. " Ale po co mi
              to wiedzieć? Nie pytam ludzi o takie rzeczy, wg mnie to osobiste sprawy" , albo
              " Nie lubię rozmów o zarobkach, to czyjaś sprawa ile zarabia, a takie rozmowy
              wygladają na rozliczanie kogoś z jego pieniędzy" . Dasz bardzo wyrazny sygnal,
              ale nie bedziesz osoba aktualnie poddawaną "badaniu finansowemu" - moze
              tesciowie zrozumieją, ze Tobie takie rozmowy nie leża ...
              jesli nie pomaga - stosuj metode zdartej płyty, jak radził chyba Piotr smile
              "wystarczajaco, wysstraczajaco, wystarczajaco" albo "jak wszyscy , za mało" z
              usmiechem i konsekwentnie smile Na dopytywanie "Ale ile konkretnie" powiedz "A
              konkretnie to nawet nie wiadomo ile, tyle podatku fiskus sciąga" smile albo "A
              nawet nie wiem, bo zawsze wyciagam kse z bankomatu bez wydrukum, zeby nie psuć
              sobie humoru przed zakupami" albo co chcesz smile
              • sigmasigma Re: unikanie rozmowy o pieniadzach 22.01.07, 02:02
                > Doczytalam chyba w Twojej wypowiedzi wlasnie, ze w rodzinie tesciów gadka o
                tym
                > ile kto zarabia to norma - wykorzystaj to. Jesli ktos z tamtej rodziny poczuje
                > potrzebe i "zwierzy" sie przy Tobie ileż to zarabia powiedz np. " Ale po co mi
                > to wiedzieć? Nie pytam ludzi o takie rzeczy, wg mnie to osobiste sprawy" ,

                Wszystko rozumiem i nie chce byc zlosliwa, ale te rozmowy czesto odbywaja sie w
                takiej atomosferze: spotkanie 3 mlodych malzenstw; kuzynka zaczyna sie
                zwierzac, ze malo zarabiaja i nie moga jeszcze miec dziecka. Wyobrazasz sobie,
                ze w takim momencie odpowiem:" Ale po co mi
                > to wiedzieć? Nie pytam ludzi o takie rzeczy, wg mnie to osobiste sprawy".
                Przyklad podany przeze mnie jest oczywiscie skrajny (chociaz taka sytuacja sie
                zdarzyla). To sie zawsze jakos tak dzieje, ze sprawilabym komus wieksza
                pryzkrosc niz sobie, a te osoby naprawde sa mi bliskie. Moze sie to komus wydac
                dziwne, ze mam kilkanascie bliskich osob, ale tak jest. Niestety czasem grzesza
                one brakiem dobrego wychowania.
                A asertywna nie jestem i pewnie nigdy nie bede. Widac dobrze mi tak jak jest, a
                meczarnie jakie znosze bedac odpytywana, najwyrazniej sa za to cena.
                • p-iotr Re: unikanie rozmowy o pieniadzach 22.01.07, 09:41
                  OK - widze ze rozmowa powoli zaczyna zmierzać w kierunku użalania się nad sobą.
                  Myślę że już podano Ci tyle sposobów na obejście tematu, że naprawde bezcelowe
                  jest kontynuowanie wątku.

                  Pzdr.
                • kora3 Re: unikanie rozmowy o pieniadzach 22.01.07, 10:45
                  sigmasigma napisała:
                  > ,
                  >
                  > Wszystko rozumiem i nie chce byc zlosliwa, ale te rozmowy czesto odbywaja sie
                  w
                  >
                  > takiej atomosferze: spotkanie 3 mlodych malzenstw; kuzynka zaczyna sie
                  > zwierzac, ze malo zarabiaja i nie moga jeszcze miec dziecka. Wyobrazasz
                  sobie,
                  > ze w takim momencie odpowiem:" Ale po co mi
                  > > to wiedzieć? Nie pytam ludzi o takie rzeczy, wg mnie to osobiste sprawy".
                  > Przyklad podany przeze mnie jest oczywiscie skrajny (chociaz taka sytuacja
                  sie
                  > zdarzyla).

                  oj sigmo, to był przyklad smile
                  też nie chce być złośliwa, ale jakoś nie wierzę, ze nie da się wypowiedzieć
                  innego zdania o podobnym wydźwięku smile

                  przede wszystkim nie zdradzasz zainteresowania, a jeśli ktoś wyraźnie zcekla co
                  powiesz na ten temat mówisz np. " oj rozmowy o pieniązdach to dla mnie takie
                  krepujace, moze zmieńmy temat .."


                  > A asertywna nie jestem i pewnie nigdy nie bede. Widac dobrze mi tak jak jest,
                  a
                  >
                  > meczarnie jakie znosze bedac odpytywana, najwyrazniej sa za to cena.

                  sigmo, nie gniewaj się, ale tak po prostu sama tego chyba chcesz ...
                • baba67 Re: unikanie rozmowy o pieniadzach 22.01.07, 11:13
                  Ja cie rozumiem, Korcia pewnie tez.
                  Pewnie ze jest to krepujace, jesli sie ktos zali na malo kasy. Nie musisz
                  jednak tych zwierzen odwzajemniac, a tylko okazac wspolczucie.
                  ja mysle(moze zle mysle), ze zawsze ma sie poczucie przewage jesli naciskanym
                  bedac strasznie, poda sie sume jaka nam pasuje, oczywiscie w granicach
                  prawdopodobienstwa, najlepiej nizsza oczywiscie plus napomkniecie o kredytach.
                  Nie musze byc fair wobec kogos, kto nie jest fair wobec mnie.
                  • sigmasigma do Korci i Baby67 22.01.07, 14:33
                    > Ja cie rozumiem, Korcia pewnie tez.

                    Dziekuje bardzosmile

                    > ja mysle(moze zle mysle), ze zawsze ma sie poczucie przewage jesli naciskanym
                    > bedac strasznie, poda sie sume jaka nam pasuje, oczywiscie w granicach
                    > prawdopodobienstwa,

                    Ja tak zawsze robie z ubraniami. Wiem, ze to ile wydaje na ubrania dla nich
                    byloby nie do przjecia, wiec klamie jak z nut. Nie chodzi mi o to, zeby grac
                    skromna i wartosiowa osobe (chociaz tak sie takze dzieje, bo wszyscy sobie
                    wyobrazaja, ze ja tylko mysle o nauce), ale o to, ze nie jestem w stanie
                    wyglosic tej kwoty, jezeli wiem, ze stanowi ona pewien procent tego, za co inne
                    osoby musza przezyc caly miesiac.

                    Korciu, ja sie wcale nie gniewam. Doskonale wiem, ze nie jestem asertywna, bo
                    tego nie chce. Gdybym chciala, to bym byla, moze z bolem, ale dazylabym do
                    tego. Mnie jest tak po prostu dobrze i nie chce tego zmieniac, a jesli sie
                    czasem troche pomecze, no to po prostu mam co chcialamsmile
                    • beata19735 ja w podobnej sprawie 24.01.07, 16:50
                      moja kolezanka przychodzi do mnie tylko wtedy,kiedy moze sie pochwalic nowym
                      zakupem.Denerwuje mnie to strasznie,bo nie lubie zlota,wiec nie interesuja mnie
                      jej nowe kolczyki.Opowiada w dodatku w ten sposob,jak by chciala wymusic we
                      mnie zazdrosc.Ciuchy,pierdolki za ile, gdzie,jaki kolor itd.
                      Wkurzaja mnie te wizyty,bo nie potrafie juz tego spokojnie wysluchiwac wiedzac
                      rowniez,ze w ten sposob chce wywrzec na mnie wrazenie. Jak wyjsc z takiej
                      sytuacji??
                      • uu1 Re: ja w podobnej sprawie 24.01.07, 19:19
                        > Wkurzaja mnie te wizyty,bo nie potrafie juz tego spokojnie wysluchiwac wiedzac
                        > rowniez,ze w ten sposob chce wywrzec na mnie wrazenie. Jak wyjsc z takiej
                        > sytuacji??
                        Opowiedz jej o upojnej nocy jaką spędziłaś z Twoim nowym chłopakiem (którego ona
                        nie zna). Po dwóch seansach jej przejdzie chyba, że jest równie inteligentna jak
                        Rzecznik Praw Dziecka.
                      • sigmasigma Re: ja w podobnej sprawie 25.01.07, 01:58
                        Popatrz Beato, jaka to jest. Gdyby Twoja kolazanka miala taka rodzine jak ja,
                        bylaby w swoim zywiole.
                        Wiem jak to jest gdy ktos kieruje rozmowa w ten sposob, ze trudno powiedziec
                        cos innego niz on sobie zyczy. Sprobuj spokojnie, z usmiechem jakos sobie z nia
                        poradzic. Nie pozwalaj jej prowadzic rozmowy, po prostu w odpowienim momencie,
                        spokojnie przerwij zdawkowym "tak, tak" i po prostu zacznij rozmowe na inny
                        temat.
                      • kora3 Re: ja w podobnej sprawie 25.01.07, 12:00
                        beata19735 napisała:

                        > moja kolezanka przychodzi do mnie tylko wtedy,kiedy moze sie pochwalic nowym
                        > zakupem.Denerwuje mnie to strasznie,bo nie lubie zlota,wiec nie interesuja
                        mnie
                        >
                        > jej nowe kolczyki.Opowiada w dodatku w ten sposob,jak by chciala wymusic we
                        > mnie zazdrosc.Ciuchy,pierdolki za ile, gdzie,jaki kolor itd.
                        > Wkurzaja mnie te wizyty,bo nie potrafie juz tego spokojnie wysluchiwac
                        wiedzac
                        > rowniez,ze w ten sposob chce wywrzec na mnie wrazenie. Jak wyjsc z takiej
                        > sytuacji??

                        hmmmm .. zachowanie koleżanki moze byc pewnie wqrzajace, ale chyba nie aż tak
                        jak ty się wqrzasz, skoro ci to mówiąć kolokwielnie - zwisa smile

                        Przede wszystkim smile nie okazuj zniecierpliwienia, ani entuzjazmu smile
                        Zniecierpliwieniem pokazesz, ze się wqrzassz, entuzjazmem - zachecisz do
                        dalszych wizyt i prezentacji.
                        jak sie kobietka chwali np. nowymi kolczykami powiedz normalnym tonem smile" Hmmmm
                        na pewno mogą sie podobac, jeśli ktoś lubi złoto, ja nie przepadam, toteż
                        trudno mi ocenic"...moze wzmianka o tym,z e nie jesteś szczegolnie
                        zainteresowana powstrzyma kumpele od wygłaszania ceny, miejsca zakupu,
                        okolicznosci tegoż. O ile nie - zastosuj jej metode - zanudzaj ją bezustannie
                        opowiesciami o tym co jej kompletnie nie interesuje smile
                    • kora3 sigmo :) 25.01.07, 11:47
                      sigmasigma napisała:

                      > > Ja cie rozumiem, Korcia pewnie tez.
                      >
                      > Dziekuje bardzosmile

                      a prosze, proszę smile


                      > Ja tak zawsze robie z ubraniami. Wiem, ze to ile wydaje na ubrania dla nich
                      > byloby nie do przjecia, wiec klamie jak z nut. Nie chodzi mi o to, zeby grac
                      > skromna i wartosiowa osobe (chociaz tak sie takze dzieje, bo wszyscy sobie
                      > wyobrazaja, ze ja tylko mysle o nauce), ale o to, ze nie jestem w stanie
                      > wyglosic tej kwoty, jezeli wiem, ze stanowi ona pewien procent tego, za co
                      inne
                      >
                      > osoby musza przezyc caly miesiac.

                      Sigmo smile
                      To ile wydajesz na ubranie nie swiadczy ani o Twojej wartosci, ani skromnosci ,
                      mało tego jest Twoja osobista i całkowicie prywatna sprawa.

                      Nie do stolerowania jest ktos, kto zwłaszzca w towarzystwie osób, które mają
                      skromniejsze mozliwosci finansowe chwali się cenami swoich rzeczy (dowolnych).
                      Świadczy to o kołtuństwie.
                      Natomiast niekulkturalne jest także ZADAWANIE pytań na taki temat, naprawdę
                      komukolwiek. Stawia to pytanego w sytuacji, jak Twoja, a pytani reagują na te
                      sytuacje róznie, także tak jak Ty.

                      Szczerze mówiąc Sigmo to juz się pogubiłam ...smile
                      Piszesz jednoczesnie, ze pytające Cię o te szczegóły osoby są bardzo Ci bliskie
                      i ze nie umiesz powiedziec "to dla mnie krepujące" oraz boisz się i wstydzisz
                      odpowiedzieć na pytanie o cene jakiegoś ciucha.
                      Nie bardzo rozumiem - albo ktos ci jest bliski, albo nie. Mam raczej wrazenie,
                      ze rodzina meza nie tyle jest Ci bliska, co po prostu, czemu sie nie dziwie,
                      chcesz zachowac z nią poprawne stosunki i tyle.

                      Powiem ci wprost: zachowanie poprawnych stosunków nie polega na uleganiu komuś
                      bez końca i postepowaniu wbrew sobie. i to bez wzgledu na to, czy otoczenie
                      wymusza uległosc złośliwie, czy nieświadomie.
                      Jednocześnie NIE MA niczego złego w normalnym spokojnym i łagodnym powiedzeniu
                      komuś,ze nie chcesz, nie lubisz, klrepujesz się o czymś mówic - naprawdę...

                      Sama piszesz, ze kłamiesz w kwestii cen swoich rzeczy, że unikasz zakładania
                      czegos nowego na wizyty u tej rodziny, ze jest ci z tym źle ...

                      Wg mnie zapytana o takie coś po raz wtóry bo jak sama piszesz to sie powtarza
                      powinnas powiedzieć normalnie. "cieszę sie, ze moja nowa bluzka (sukienka,
                      kanapa, futro, kutrtka, zastawa stołowa, komoda - słowem cokolwiek) Ci się
                      podoba. Cena, jak cena, zawsze nam sie wydaje za wysoka." jesli natret nie
                      odpuszcza powiedz po prostu " Wybacz, ale rozmowy o wydatkach m,nie zwyczajnie
                      krepują" i nie mów mi, ze to niewykonalne smile


                      > Korciu, ja sie wcale nie gniewam. Doskonale wiem, ze nie jestem asertywna, bo
                      > tego nie chce. Gdybym chciala, to bym byla, moze z bolem, ale dazylabym do
                      > tego. Mnie jest tak po prostu dobrze i nie chce tego zmieniac, a jesli sie
                      > czasem troche pomecze, no to po prostu mam co chcialamsmile

                      Sigmo, gdyby było ci z tym dobrze, nie zadawałabys na tym forum pytania, jak z
                      tego wybrnąc smile
                      przynajmniej próbuj dziewczyno .. powodzenia
                      • sigmasigma do Korci? 25.01.07, 13:39
                        Dziekuje Ci bardzo za zaangazowanie w moje problemysmile
                        Dolaczylam do tej dyskucji, zeby troche pomarudzic, jednak to nie ja jestem
                        zalozycielka watku i nie pamietam, zebym pytala jak z tego wybrnac. Moze gdzies
                        mi sie takie pytanie przyplatalo, a moze ton moich wypowiedzi jest taki, ze
                        wskazuje na to, ze chce sie zmienic.
                        Presja rodziny jest bardzo duza. Oni za wszelka cene daza do tego, zeby wszyscy
                        sie bezgranicznie lubili i spedzali ze soba jak najwiecej czasu (no i im to
                        odpowiada). Wszyscy sa mili, przyjacielscy itd. Ja i tak uchodze za odmienca,
                        bo jako jedyna nie obchodze swoich urodzin, jako jedyna zawsze wlamuje sie ze
                        wspolnych wycieczek, jako jedyna czasem sama wyjezdzam np na 3 miesiace, kiedy
                        nie ma jakiegos szczegolnego powodu do wyjazdu.
                        Nie napialam, ze cala rodzina meza jest mi bliska, ale jego siostry, kuzynka,
                        jego brat, maz innej kuzynki i tesiowie to ludzie szczegolnie dla mnie wazni
                        (20 osob wtedy gdy doda sie jeszcze innych ludzi).
                        Widzisz te problemy wynikaja stad, ze oni w tej gromadzie w ktorej zyja
                        zacieraja pewne granice, ale wobec innych umieja je utrzymac. Kiedy np. pojawia
                        sie ktos nowy (na urodziny babci pryzjezdza jej syn, ktory miesza daleko i nie
                        mamy z nim kontaktu), wszyscy zachowuja sie stosownie. Nie rozmawiaja o
                        pieniadzach, nie sa wscibscy ani natretni, ale kiedy jestesmy w naszym gronie,
                        oni chca sie czuc jak w malej komunie. Korciu, czy wiesz o co mi chodzi? Ja juz
                        nie umiem tego opisac, a chcialabym Ci sprawe przedstawic. Mysle ze to wynika
                        stad, ze wszyscy pochodza od jednej babci. Babcia wszystkich tak wychowala, a
                        te wplywy byly na tyle silne, ze rozcignely sie takze na partnerow dzieci babci
                        i na jej wnuczeta.
                        A tak swoja droga ja doceniam te rodzine, to jak sie razem trzymaja, to, ze
                        zawsze mozna liczyc na ich pomoc (kazda: wysluchaja,w szpitalu odwiedza,
                        pozycza co tylko chcesz, doradza jak moga najlepiej itd). Ta sa dobrzy i
                        wartosiowi ludzie, ktorzy po prostu maja granice w innym miejscu niz ja.
                        • kora3 :) sigmo podwójna .... 26.01.07, 12:12
                          sigmasigma napisała:
                          > mi sie takie pytanie przyplatalo, a moze ton moich wypowiedzi jest taki, ze
                          > wskazuje na to, ze chce sie zmienic.

                          no wiesz, generalnie jeśli na coś narzekamy to wyglada na to, ze nam to
                          nieodpowiada ...

                          > Presja rodziny jest bardzo duza. Oni za wszelka cene daza do tego, zeby
                          wszyscy
                          >
                          > sie bezgranicznie lubili i spedzali ze soba jak najwiecej czasu (no i im to
                          > odpowiada). Wszyscy sa mili, przyjacielscy itd.

                          to miło, ze tak podtrzymują rodzinne wiezy , ale nic na siłę, nie ? IM moze
                          odpowiadać, a TOBIE moze nie odpowiadać - proste ...


                          > Nie napialam, ze cala rodzina meza jest mi bliska, ale jego siostry, kuzynka,
                          > jego brat, maz innej kuzynki i tesiowie to ludzie szczegolnie dla mnie wazni
                          > (20 osob wtedy gdy doda sie jeszcze innych ludzi).

                          dziwne dalabym sobie uciąc końcówki włosów, że użyłas słów "te osoby są mi
                          bardzo bliskie" - rozumiem ,z e miałas na myśli ze są blsiko skoligacone?

                          > Widzisz te problemy wynikaja stad, ze oni w tej gromadzie w ktorej zyja
                          > zacieraja pewne granice, ale wobec innych umieja je utrzymac.

                          smile bo mają świadomosc, ze temu kolesiowi to nie pasuje smile jestem pewna ..


                          > oni chca sie czuc jak w malej komunie.

                          ale niech sobie chcą smile TY nie musisz ...

                          Mysle ze to wynika
                          > stad, ze wszyscy pochodza od jednej babci. Babcia wszystkich tak wychowala, a
                          > te wplywy byly na tyle silne, ze rozcignely sie takze na partnerow dzieci
                          babci
                          >
                          > i na jej wnuczeta.

                          Możliwe, ale jak sądze na tyle, na ile wszyscy sobie na to z chęci, albo dla
                          sweitego spokoju pozwolili...

                          > A tak swoja droga ja doceniam te rodzine, to jak sie razem trzymaja, to, ze
                          > zawsze mozna liczyc na ich pomoc (kazda: wysluchaja,w szpitalu odwiedza,
                          > pozycza co tylko chcesz, doradza jak moga najlepiej itd). Ta sa dobrzy i
                          > wartosiowi ludzie, ktorzy po prostu maja granice w innym miejscu niz ja.

                          no to należy im to normalnie dać do zrozumienia - bez złosci, normalnie i po
                          przyjacielsku smile
                          • koala1212 Korciu:) 26.01.07, 14:28
                            > no wiesz, generalnie jeśli na coś narzekamy to wyglada na to, ze nam to
                            > nieodpowiada ...

                            Tak zwykle jest, wiec wiem dlateczego tak zostalam zrozumiana.

                            > > Nie napialam, ze cala rodzina meza jest mi bliska, ale jego siostry, kuzy
                            > nka,
                            > > jego brat, maz innej kuzynki i tesiowie to ludzie szczegolnie dla mnie wa
                            > zni
                            > > (20 osob wtedy gdy doda sie jeszcze innych ludzi).
                            >
                            > dziwne dalabym sobie uciąc końcówki włosów, że użyłas słów "te osoby są mi
                            > bardzo bliskie" - rozumiem ,ze miałas na myśli ze są blsiko skoligacone?
                            Korciu, nie to mialam na mysli. Moze uzylam jakiegos skrotu, bo nie sadzilam,
                            ze ktos na to zwroci uwage. Te wymienione osoby, zacytowane wyzej przeze mnie
                            sa dla mnie wazne, sa bliskie mojemu sercu. Lubie spedzac z nimi czas i robie
                            to zawsze, gdy tylko moge. Bez tesciow moje zycie byloby smutniejsze, bo to b
                            ciekawi, weseli i madrzy ludzie. Pozostala czesc gromady to ludzie blisko
                            skoligaceni, jednak za ich towarzystwem takze teskie, jesli ktores z rodzinnych
                            spotkan z jakiegos powodu sie nie odbedzie.
                            > Możliwe, ale jak sądze na tyle, na ile wszyscy sobie na to z chęci, albo dla
                            > sweitego spokoju pozwolili...
                            Mysle, ze dzieci babci zostaly tak wychowane, po prostu przejely wzorce
                            zachowac swoich rodzicow, reszcie to odpowiada (niekotrzy moze po latach
                            zapomnieli, ze zgodzili sie dla spokoju). Mnie idea odpowiada takze i bardzo mi
                            sie podoba, jednak z wyjatkiem wypytywania o kase i chwalenia ubran.

                            Dziekuje Ci jeszcze raz za pomocsmile
                            Pozdrawiam!
                            • sigmasigma Re: Korciu:) 26.01.07, 15:05
                              to bylam ja pod innym nickiemsmile Nie zauwazylam wczesniej
    • mimarika Re: unikanie rozmowy o pieniadzach 25.01.07, 09:57
      witaj,
      jeśli mnie ktoś pyta, ile kosztowała dana rzecz, odpowiadam,że nie nie jest na
      sprzedaż.Skutkuje zawsze. A gdy pytają, ile zarabiam - mówię,że na jedzenie
      wystarczy...
      Ech, też nie cierpię takich pytań.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka