Dodaj do ulubionych

s.v. a "firmowa wigilia"

06.12.07, 09:33
Bardzo proszę o rady, jak zachować się taktownie i zgodnie z
zasadami s.v. przed i w trakcie tzw. "firmowej wigilii".

Pracuję w instytucji neutralnej światopoglądowo. Od niedawna mamy
nowego szefa. Otóż zarządził on, by na parę dni przed Bożym
Narodzeniem zorganizować firmowe spotkanie integracyjne dla
pracowników oddziału, co jest świetnym pomysłem. Niestety, szef
chce, żeby spotkanie miało charakter wigilijny tzn. żeby pracownicy
dzielili się opłatkiem.

Co mam zrobić? Nie mam ochoty na ten opłatek, chociaż na spotkanie
integracyjne mam. Powinnam pewnie porozmawiać z szefem, ale jaką
pozycję w dyskusji przyjąć? Osoby, która domaga się twardo swoich
praw zagwarantowanych w Konstytucji i Kodeksie Pracy? Wtedy szef
może się obrazić i zrezygnować z innych spotkań integracyjnych,
które być może planuje w przyszłości. Czy może poprosić grzecznie,
by zmienił dla mnie scenariusz tego spotkania, ale wtedy pewnie
zapyta dlaczego, czy jestem ateistką itd., a ja nie mam ochoty się
tłumaczyć, bo to szef postępuje niewłaściwie i to on raczej powinien
się wytłumaczyć, jakie są powody, że taką formę spotkania
integracyjnego narzuca pracownikom. Ale oczywiście nie będę żądać
takich wyjaśnień, bo nie chcę zadzierać z nowym szefem i ogólnie
chciałabym, żeby wszystko wyszło zgrabnie, taktownie i naturalnie.

Będę wdzięczna za pomysły.
Obserwuj wątek
    • nm.buba011 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 06.12.07, 13:15
      > i zgodnie z zasadami s.v. przed i w trakcie tzw. "firmowej
      > wigilii".

      - z kontekstu Twojej wypowiedzi, można wnioskować, że dobrze wiesz,
      że jedno(sv), rozmija się z drugim(tzw."firmowa wigilia").
      Integracji nie prowadzi się w oparciu o to co może podzielić.
      Mała jest szansa, że tak opisany szef, doceni Twoją niezależność.
      Ale,
      gdy jesteś opłacana niżej, niż Twoje umiejętności, nic Ci nie grozi,
      nawet w przypadku, nietaktownego wyrażenia swojego poglądu.

      Taktownym, będzie zapytanie szefa, jak masz się zachować w tej
      sytuacji, jako pozostająca w mniejszości(5% populacji). On będzie
      musiał odkryć swoje karty.
      • karolina_w_gazecie Re: s.v. a "firmowa wigilia" 06.12.07, 13:35
        nm.buba011 napisał:
        > Integracji nie prowadzi się w oparciu o to co może podzielić.

        Opłatek nie musi dzielić. Opłatkiem można się po prostu DZIELIĆ wink
        Wydaje mi się, że dzielenie się opłatkiem (jako "gest towarzyszący
        składaniu życzeń świątecznych") na tyle zakorzeniło się w naszej
        tradycji, że nawet w "neutralnej światopoglądowo" firmie nie jest
        zamachem na wolność jednostki.
        Oczywiście rozumiem, że składanie życzeń samo w sobie może być
        krępujące - w końcu do każdego trzeba podejść i przemówić do niego
        ludzkim głosem. I wbrew pozorom - nie ironizuję. "Firmowym
        spotkaniom wigilijnym" często towarzyszą takie właśnie mieszane
        uczucia. Skrępowanie, pewien dyskomfort. Ale kto powiedział,
        że "integracja" przychodzi łatwo wink
        • nm.buba011 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 06.12.07, 13:51
          > "Firmowym spotkaniom wigilijnym" często towarzyszą takie właśnie
          > mieszane uczucia. Skrępowanie, pewien dyskomfort. Ale kto
          > powiedział, że "integracja" przychodzi łatwo wink

          - do opłatka proponuję, hambury zamiast rybek, oczywiście, że
          ironizuję.
          - czy powieszenie w sejmie krzyża, wpłynęło na integrację?
          • aggy80 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 06.12.07, 14:19
            kiedyś na klasowym spotkaniu świątecznym kilka lat po maturze też był opłatek i jedna koleżanka zaproponowała że może podzielimy się tak ogólnie opłatkiem, czyli każdy przełamie się tym co ma i zje smile to był świetny pomysł, nie było zamieszania i niezręcznych sytuacji.
            • nm.buba011 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 06.12.07, 14:42
              > każdy przełamie się tym co ma i zje smile to był świetny pomysł, nie
              > było zamieszania i niezręcznych sytuacji.

              - zgoda, ale w kategorii, umiknięcia tej bardziej ... niezrecznej.
              Opłatek jest symbolem, podobnie jak: sztandar, różaniec, toga.
              Czy podarowany Tobie kwiatek, jest takim samym pojęciem,
              dla sprzedawcy kwiatów?

              Czy jest coś niepoprawnego w stwierdzeniu:
              Nic tak nie dzieli,
              jak religia i wspólna przeszłość.
          • pavvka Re: s.v. a "firmowa wigilia" 06.12.07, 14:31
            nm.buba011 napisał:

            > - czy powieszenie w sejmie krzyża, wpłynęło na integrację?

            Nie. Ale krzyż jest bardziej jednoznacznie symbolem religijnym niż
            opłatek. Dzielenie się tym ostatnim jest raczej tradycją narodową
            niż religijną (poza Polską chyba nigdzie nie występuje). My w naszej
            niereligijnej rodzinie dzielimy się opłatkiem i nikt nie protestuje.
            Boże Narodzenie jest związane z pewną tradycją, która nabrała już
            pozareligijnego znaczenia.
            • nm.buba011 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 06.12.07, 14:59
              > Ale krzyż jest bardziej jednoznacznie symbolem religijnym niż
              > opłatek.

              - sv bierze pod uwagę odczucia drugich.

              > Dzielenie się tym ostatnim jest raczej tradycją narodową
              > niż religijną (poza Polską chyba nigdzie nie występuje).

              - a ciągle powtarzamy, że jesteśmy(już-?) europejczykami.
              • pavvka Re: s.v. a "firmowa wigilia" 06.12.07, 15:29
                nm.buba011 napisał:

                > > Dzielenie się tym ostatnim jest raczej tradycją narodową
                > > niż religijną (poza Polską chyba nigdzie nie występuje).
                >
                > - a ciągle powtarzamy, że jesteśmy(już-?) europejczykami.

                A co to ma do rzeczy? Europejczykom nie wolno mieć narodowych
                tradycji?
                • nm.buba011 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 06.12.07, 16:15
                  > A co to ma do rzeczy? Europejczykom nie wolno mieć narodowych
                  > tradycji?

                  - wolno, ale do nas też przyjeżdżają pracować. Demonstracja
                  narodowych tradycji, choć zacna i godna najwyższej pochwały, nie
                  będzie sprzyjać integracji i sztuce życia.

                  Czy koreański właściciel, wprowadzi polskim pracownikom swoje
                  zwyczaje? Czy zezwoli na opłatek?
                  • pavvka Re: s.v. a "firmowa wigilia" 07.12.07, 14:47
                    nm.buba011 napisał:

                    > Czy koreański właściciel, wprowadzi polskim pracownikom swoje
                    > zwyczaje? Czy zezwoli na opłatek?

                    To pytanie raczej z technik zarządzania niż z SV. IMO nie powinien
                    walczyć z tradycjami lokalnymi i byłoby mile widziane gdyby się na
                    takiej imprezie pojawił (ale zapewne, i poniekąd słusznie, będzie
                    przeciwny organizowaniu jej w godzinach pracy). Na podobnej zasadzie
                    byłoby wskazane aby koreański szef firmy w Bawarii poszedł z
                    pracownikami wieczorem na piwo w czasie Oktoberfestu.
                    • nm.buba011 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 08.12.07, 22:02
                      > poszedł z pracownikami wieczorem na piwo

                      - nieprawdą jest, że nie lubię przyznawć racji innym, podałeś
                      świetny pomysł na integrację.
            • zagubiona11 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 07.12.07, 09:13
              > My w naszej niereligijnej rodzinie dzielimy się opłatkiem i nikt
              nie protestuje.

              A skąd niereligijne rodziny biorą opłatek? Opłatka przecież nie
              można kupić ani w supermarkecie, ani w ekskluzywnych delikatesach
              spożywczych. Opłatek kupuje sie w kościele. Więc ktoś z tej
              niereligijnej rodziny musiał pójść do kościoła i
              powiedzieć "Pochwalony", "Bóg zapłać" itp. kupując opłatek od
              siostry/księdza. Czyli tak całkiem ta rodzina niereligijna nie
              jest...
              • pavvka Re: s.v. a "firmowa wigilia" 07.12.07, 09:25
                Hm, po pierwsze opłatek jest w sprzedaży obnośnej, nie trzeba się
                osobiście fatygować do kościoła. A po drugie, myślisz, że gdybyś
                powiedziała "Dzień dobry" zamiast "Pochwalony", to by Ci opłatka nie
                sprzedali?
                • zagubiona11 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 07.12.07, 10:12
                  > Hm, po pierwsze opłatek jest w sprzedaży obnośnej, nie trzeba się
                  osobiście fatygować do kościoła

                  No, być może, ale kto go "obnosi"? Chyba jacyś ministranci/siosty
                  zakonne/aktyw parafialny? Opłatka chyba nie kupuje się od jakiś
                  akwizytorów niewiadomego pochodzenia, co to po domach chodzą i
                  sprzedają encyklopedie, noże, mydło, powidło i opłatek?

                  > myślisz, że gdybyś powiedziała "Dzień dobry" zamiast "Pochwalony",
                  to by Ci opłatka nie sprzedali?

                  Nie wiem, nigdy nie próbowałam, jak wchodzę do kościoła, to
                  mówię "Pochwalony", a jak wchodzę do świeckiej instytucji, to
                  mówię "Dzień dobry".

                  Swoją droga, ciekawe, co ma do powiedzenia s.v. na temat ateistów,
                  którzy wchodzą do kościoła: czy mają mówić "Pochwalony", czy "Dzień
                  dobry"?

                  (Byłam raz w meczecie - latałam na bosaka, chociaż mahometanką nie
                  jestem)

                  • pavvka Re: s.v. a "firmowa wigilia" 07.12.07, 10:37
                    zagubiona11 napisała:

                    > No, być może, ale kto go "obnosi"? Chyba jacyś ministranci/siosty
                    > zakonne/aktyw parafialny?

                    Oczywiście, i co z tego? Czy niewierzący nie mogą np. kupować leków
                    ziołowych, które produkuje się w klasztorach (wiele zakonów zajmuje
                    się takimi rzeczami)?

                    > Nie wiem, nigdy nie próbowałam, jak wchodzę do kościoła, to
                    > mówię "Pochwalony", a jak wchodzę do świeckiej instytucji, to
                    > mówię "Dzień dobry".
                    >
                    > Swoją droga, ciekawe, co ma do powiedzenia s.v. na temat ateistów,
                    > którzy wchodzą do kościoła: czy mają mówić "Pochwalony",
                    czy "Dzień
                    > dobry"?
                    >
                    > (Byłam raz w meczecie - latałam na bosaka, chociaż mahometanką nie
                    > jestem)

                    Mieszasz tu sprawy b. różne. Zdejmowanie butów w meczecie w ogóle
                    nie jest przepisem religijnym, tylko tradycją, i wynika ze wględów
                    praktycznych - w meczetach są dywany, które trzeba by codziennie
                    prać, gdyby ludzie wchodzili w butach. Jakąś analogią w katolicyzmie
                    byłoby zdejmowanie nakrycia głowy w kościele - i owszem, niewierzący
                    wchodzący do kościoła powinni się dostosować.

                    Natomiast "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus" to pozdrowienie,
                    ale też wyraz przekonań, dlatego nie można wymagać takiej deklaracji
                    od niewierzących.
                    • zagubiona11 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 07.12.07, 12:02
                      > Czy niewierzący nie mogą np. kupować leków ziołowych, które
                      produkuje się w klasztorach (wiele zakonów zajmuje się takimi
                      rzeczami)?

                      Owszem, mogą. Ale kupując lek, płaci się za jego praktyczną stronę -
                      sensem istnienia leku jest łagodzenie bólu, zakupu sera u trapistów
                      jest zaspokojenie głodu - i nie przypisuje się im jakichś "wartości
                      dodanych".

                      Sensem istnienia opłatka jest "bycie opłatkiem" - nie zaspokaja
                      glodu, nie dekoruje stołu itd. Jada się go w szczególnych
                      okolicznościach (nie zabiera sie na wycieczkę w góry, ani nie
                      pogryza przed telewizorem). Opłatek ma wyłącznie funkcję sakralną.

                      Dlatego dziwią mnie ludzie niewierzący, ktorzy dzielą się opłatkiem,
                      a jeszcze bardziej katolicy, którzy proponują opłatek jako jeszcze
                      jedną potrawę na imprezie integracyjnej (coś w rodzaju czekadełka
                      zanim wniosą gorące pierogi).

                      > Zdejmowanie butów w meczecie w ogóle nie jest przepisem
                      religijnym, tylko tradycją, i wynika ze wględów praktycznych - w
                      meczetach są dywany, które trzeba by codziennie prać, gdyby ludzie
                      wchodzili w butach.

                      Myślę, ze myli Pan skutek i przyczynę. Nakaz zdejmowania butów w
                      meczecie oznacza "Śmiertelniku, wchodzisz na teren święty, Allachowi
                      poświęcony. Zostaw proch ziemski przed wnijściem, a wnijdź czysty,
                      bo nie do obory włazisz!" Dywany sa konsekwencją takiego nakazu
                      religijnego i służą temu, żeby wierni nie marzli i nie pokaleczyli
                      stóp na kamieniach. Tak więc, wracając do mojego pobytu w meczecie,
                      zdejmująć buty, w jakiś tam sposób uznałam świętość tego miejsca.
                      (Stałam sie na chwilę muzułmanką?)

                      > Jakąś analogią w katolicyzmie byłoby zdejmowanie nakrycia głowy w
                      kościele - i owszem, niewierzący wchodzący do kościoła powinni się
                      dostosować.

                      Bardzo dobra analogia - wierni plci męskiej wchodząc do kościola
                      zdejmują nakrycie glowy, co oznacza ukorzenie przed majestatem i
                      klękają przed ołtarzem. Pana zdaniem ateiści powinni zdjąć kapelusz
                      lub beret, tzn. ukorzyć się, uznająć świętość miejsca (czy powinni
                      również uklęknąć?), ale pozdrowienia charakterystycznego dla
                      kościoła już używać nie powinni... Trochę niekonsekwentne...

                      • pavvka Re: s.v. a "firmowa wigilia" 07.12.07, 14:56
                        zagubiona11 napisała:

                        > Pana zdaniem ateiści powinni zdjąć kapelusz
                        > lub beret, tzn. ukorzyć się, uznająć świętość miejsca (czy powinni
                        > również uklęknąć?), ale pozdrowienia charakterystycznego dla
                        > kościoła już używać nie powinni... Trochę niekonsekwentne...

                        Nie, to nie jest niekonsekwentne. Zdjęcie kapelusza to jedynie
                        szacunek dla poglądów innych - niezdjęcie byłoby niepotrzebną
                        demonstracją i obrażałoby wyznawców. I nie jest to gest stricte
                        religijny, w końcu kapelusz zdejmuje się w wielu różnych sytuacjach.
                        Natomiast przyklękanie i robienie znaku krzyża to już inna kategoria
                        symboli - to są gesty zdecydowanie wyrażające religijność i nie
                        można ich wymagać od innowierców.
                      • pavvka Re: s.v. a "firmowa wigilia" 07.12.07, 15:13
                        zagubiona11 napisała:

                        > > Zdejmowanie butów w meczecie w ogóle nie jest przepisem
                        > religijnym, tylko tradycją, i wynika ze wględów praktycznych - w
                        > meczetach są dywany, które trzeba by codziennie prać, gdyby ludzie
                        > wchodzili w butach.
                        >
                        > Myślę, ze myli Pan skutek i przyczynę. Nakaz zdejmowania butów w
                        > meczecie oznacza "Śmiertelniku, wchodzisz na teren święty,
                        Allachowi
                        > poświęcony. Zostaw proch ziemski przed wnijściem, a wnijdź czysty,
                        > bo nie do obory włazisz!" Dywany sa konsekwencją takiego nakazu
                        > religijnego i służą temu, żeby wierni nie marzli i nie pokaleczyli
                        > stóp na kamieniach.

                        Otóż nie jest do końca tak. Odwiedziłem w życiu sporo meczetów i
                        wiem, że muzułmanie często wchodząc do nich wkładają kapcie/ klapki.
                        • pavvka Re: s.v. a "firmowa wigilia" 07.12.07, 15:16
                          A tu wykładnia doktrynalna: www.islam-qa.com/index.php?
                          ref=69793&ln=eng
                          • pavvka Re: s.v. a "firmowa wigilia" 07.12.07, 15:16
                            Jeszcze raz:
                            www.islam-qa.com/index.php?ref=69793&ln=eng
                            • zagubiona11 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 07.12.07, 16:10
                              No cóż, widać zostałam źle poinformowana, bo z tego linku wynika, że
                              rzeczywiście w kwestii dywanów meczetowych muzułmanie kierują się
                              nie poczuciem sacrum tylko zwykłymi zasadami zarządzania
                              powierzchniami płaskimi w instytucjach użyteczności publicznej.

                              Teraz, jak się będę wybierać do meczetu, to wejdę w butach - skoro
                              zapłaciłam za wstęp, to opłaciłam również pracę ekipy sprzątającej,
                              więc niech po mnie sprzątają. A poza tym odpadnie lęk, czy
                              przypadkiem depcząc tak bosą stopą po mikrobach obcych ludzi nie
                              złapalam jakiejś grzybicy...
                              • pavvka Re: s.v. a "firmowa wigilia" 07.12.07, 16:56
                                Pobieranie opłat za wstęp do meczetu to chyba rzadkie zjawisko.
                                Spotkałem się z nim do tej pory tylko raz.
                              • a_weasley Re: s.v. a "firmowa wigilia" 11.12.07, 10:20
                                zagubiona11 napisała:

                                > Teraz, jak się będę wybierać do meczetu, to wejdę w butach - skoro
                                > zapłaciłam za wstęp, to opłaciłam również pracę ekipy sprzątającej,
                                > więc niech po mnie sprzątają. A poza tym odpadnie lęk, czy
                                > przypadkiem depcząc tak bosą stopą po mikrobach obcych ludzi nie
                                > złapalam jakiejś grzybicy...

                                A wchodź sobie, tylko się tu potem nie przychodź wypłakiwać na nietolerancję.
                                • mozambique Re: s.v. a "firmowa wigilia" 11.12.07, 14:11
                                  zmartwie zagubionaa ale opłatki ( nawet poswiecone jak ktos chce )
                                  mozna kupic w kazdym sklepie Ars Christiana , przy najbardizje
                                  ruchliwej ulicy , przynjamnije we wrocławiu, za 2-5 zł.

                                  i sprzedaje je pani , która wyglądem jak i językiem rozwiewa
                                  wszlekie podejrzenia co do ewentulanego jej uczsestinctwa w zyciu
                                  religijno-duchowym, jakimkolwiek

                                  wiec bez pzresady z ta niedostepnoscią, opłatek to zwykły towar w
                                  sklepie ,z naklejoną metką z ceną.
                      • baba67 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 12.12.07, 19:52
                        Podobaja mi sie tacy ateisci jak Ty, no co ja zrobie-uczciwi az do bolu.
                        Denerwuje mnie to komercjalizowanie symboli i sakramentow.
                        Wolalabym z6yc w spopleczenstwie gdzie jest 20% gorliwych katolikow i 80%
                        takich jak Ty niz to co teraz mamy.
                        • a_weasley Re: s.v. a "firmowa wigilia" 13.12.07, 17:49
                          baba67 napisała:

                          > Denerwuje mnie to komercjalizowanie symboli i sakramentow.

                          Hm. A gdzie w konkretnej sprawie widzisz komercjalizowanie i gdzie widzisz
                          sakrament?
                          • baba67 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 13.12.07, 19:47
                            Nie tu. Napisalam off topic.
                            na temat poruszony moglabym dlugo, ale masz racje, to nie jest miejsce na
                            rozwijanie mej mysli.
                      • bene_gesserit Oplatek 27.12.07, 18:14
                        zagubiona11 napisała:


                        > Sensem istnienia opłatka jest "bycie opłatkiem" - nie zaspokaja
                        > glodu, nie dekoruje stołu itd. Jada się go w szczególnych
                        > okolicznościach (nie zabiera sie na wycieczkę w góry, ani nie
                        > pogryza przed telewizorem). Opłatek ma wyłącznie funkcję sakralną.

                        Skąd.
                        Oplatek, czyli niekwaszony chleb, czyli w zasadzie to samo, co maca,
                        czyli pieczywo chrupkie o starozytnym rodowodzie, to potrawa starsza
                        niz chrzescijanstwo. Zapewne jedna z najstarszych, jesli nie
                        najstarsza, potrawa swiata.

                        To znaczy dzielenie sie oplatkiem istotnie jest zwiazane z
                        Xianstwem, ale chleb (takze pieczony bez zakwasu i drozdzy, chrupki
                        plaski placek) i szacunek do niego to wspolna wielu kultur,
                        niekoniecznie zwiazana z sacrum czy religią. Tak samo, jak dzielenie
                        sie chlebem z bliskimi i obcymi.

                        W moim centrum handlowym oplatki sprzedawaly calkiem swieckie i
                        komercyjne anioly z plastikowymi skrzydlami i takimiz blond lokamy.
                        Co ciekawe, w tym roku zmyslne anioly mialy w ofercie rowniez
                        oplatki z neutralnymi widoczkami okoloswiatecznymi, bez swietej
                        rodziny itd.

                        > Dlatego dziwią mnie ludzie niewierzący, ktorzy dzielą się
                        opłatkiem,

                        Oplatkiem ja, zdeklarowana niechrzescijanka, podzielilam sie podczas
                        Wigilii z rodzina i bliskimi. Poniewaz jak zaznaczylam dzielenie sie
                        chlebem jest dosc uniwersalnym dzialaniem w wielu kulturach.
                        Stanowczo prostestuje przeciw przypisywaniu tej czynnosci jakis
                        rzekomych funkcji sakralnych czy monopolizowaniu tego symbolu przez
                        chrzescijanstwo.

                        > a jeszcze bardziej katolicy, którzy proponują opłatek jako jeszcze
                        > jedną potrawę na imprezie integracyjnej (coś w rodzaju czekadełka
                        > zanim wniosą gorące pierogi).

                        To zalezy, w jakiej konwencji te impreze urzadzamy i kim sa dla
                        siebie wzajemnie zaproszeni. Imo dzielenie sie oplatkiem z ludzmi,
                        ktorych sie nieznosi i ktorym trudno zapomniec kopanie dolkow pod
                        innymi jest wywroceniem tego zwyczaju do gory nogami i z dwojga
                        zlego wolalabym w takiej sytuacji potraktowac oplatek jako
                        czekadelko i unurzyc go w jakims dipie niz łamać z przymuszonej
                        grzecznosci i bo tak wypada.
                        • zagubiona11 Re: Oplatek 28.12.07, 12:41
                          > Oplatek, czyli niekwaszony chleb, czyli w zasadzie to samo, co
                          maca, czyli pieczywo chrupkie o starozytnym rodowodzie, to potrawa
                          starsza niz chrzescijanstwo. Zapewne jedna z najstarszych, jesli nie
                          najstarsza, potrawa swiata.

                          Maca to nie to samo co opłatek. Macą nie dzielimy się przy
                          wigilijnej wieczerzy (przynajmniej nie słyszałam o takim obyczaju).

                          > To znaczy dzielenie sie oplatkiem istotnie jest zwiazane z
                          Xianstwem, ale chleb (takze pieczony bez zakwasu i drozdzy, chrupki
                          plaski placek) i szacunek do niego to wspolna wielu kultur,
                          niekoniecznie zwiazana z sacrum czy religią.

                          Oczywiście, nie każdy wafelek upieczony z wody i mąki, bez dodatków,
                          jest opłatkiem.


                          > Tak samo, jak dzielenie sie chlebem z bliskimi i obcymi.
                          Gest dzielenia się pieczywem jest zarezerwowany na specjalną,
                          okazję. Zwykle nie wykonujemy tego gestu rozpoczynając obiad z
                          okazji imienin czy urodzin, tylko w wigilię.

                          > W moim centrum handlowym oplatki sprzedawaly calkiem swieckie i
                          komercyjne anioly z plastikowymi skrzydlami i takimiz blond lokamy.

                          Moim zdaniem anioły sprzedawały wafelki, nie opłatki. Opłatek kupuje
                          się w kościele.(Z ciekawości - po ile sprzedawały?)

                          > Poniewaz jak zaznaczylam dzielenie sie chlebem jest dosc
                          uniwersalnym dzialaniem w wielu kulturach. Stanowczo prostestuje
                          przeciw przypisywaniu tej czynnosci jakis rzekomych funkcji
                          sakralnych czy monopolizowaniu tego symbolu przez chrzescijanstwo.

                          Czy z okazji imienin, urodzin, na imprezie z przyjaciółmi też się
                          dzielisz pieczywem? Przed rozpoczęciem obiadu wszyscy stoicie, bułka
                          wrocławska na talerzyku, składacie solenizantowi życzenia i
                          przegryzacie życzenia tą bułką?



                          • nm.buba011 Re: Oplatek 28.12.07, 12:54
                            - jak wypadło omawiane spotkanie?
                            • zagubiona11 Re: Oplatek 28.12.07, 14:05
                              > - jak wypadło omawiane spotkanie?

                              O, dzięki za zainteresowanie!

                              W sumie zgrabnie. Była "poczekalnia" dla tych, co nie chcą się
                              dzielić. Okazało się, że mniej więcej 1/10 zaproszonych wolala
                              koktail od opłatka. Nawet długo nas w tej poczekalni nie trzymali,
                              po paru minutach kelner dał nam znak i wmieszaliśmy się w tłum w
                              sali głównej. Szef wygłosił mówkę w stylu, że z okazji końca roku,
                              że dziękuje za wkład pracy, że życzy miłego wypoczynku w te
                              świąteczne dni i szampańskiej zabawy w Sylwestra, bo w nowym roku
                              czekają na nas zadania itd.

                              A potem pojedliśmy, popiliśmy, pogadaliśmy i poszlismy do domu.
                              • nm.buba011 Re: Oplatek 28.12.07, 18:43
                                > W sumie zgrabnie(...)A potem pojedliśmy, popiliśmy, pogadaliśmy i
                                > poszlismy do domu.

                                - miło mi. Też uważam, że domagając się swojego, trzeba być do końca
                                dobrze nastawionym i ... obecnym. smile
              • aiczka Re: s.v. a "firmowa wigilia" 07.12.07, 13:32
                > A skąd niereligijne rodziny biorą opłatek? Opłatka przecież nie
                > można kupić ani w supermarkecie, ani w ekskluzywnych delikatesach
                > spożywczych
                Przed Swiętami opłatek jak najbardziej można kupić w supermarkecie lub pasażu
                handlowym - sprzedają go różne indywidua przebrane za aniołki zazwyczaj. Zapewne
                nie jest to poświęcony opłatek z kościoła, więc nie spełnia wymagań rodziny
                religijnej. Dla rodziny religijnej, dla której dzielenie się opłatkiem to sposób
                podkreślenia, że tworzy się wspólnotę (rodzina to wspólnota), symboliczna
                wymiana dobrych życzeń itp. zupełnie wystarcza opłatek "komercyjny".
          • karolina_w_gazecie Re: s.v. a "firmowa wigilia" 06.12.07, 14:45
            Nie porównywałabym wieszania krzyża w sejmie z "firmowym opłatkiem" -
            rozumianym jako składanie sobie świątecznych życzeń.
            Nie uważam także, że opłatek (jako coś, czym się łamiemy) wpływa na
            integrację. Sam w sobie nie powinien jej jednak przeszkadzać. Można
            przecież to łamanie traktować jako gest życzliwości po prostu, a nie
            deklarację katolicyzmu.

            • nm.buba011 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 06.12.07, 15:12
              > Można przecież to łamanie traktować jako gest życzliwości
              > po prostu, a nie deklarację katolicyzmu.

              - dlatego, złośliwie i irocznie zaproponowałem, żeby czynić to
              _kompromisowo_, pod ... hamburgera(nierybnego).
              Kompromis rozumie się jako pewne, z regóły mniej istotne ustępstwo,
              ale z obu stron.

              • nm.buba011 "u" do reguły 06.12.07, 15:15
            • remez2 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 07.12.07, 11:10
              Urządzanie 'wigilii' w pracy, z założenia jest konfliktogenne. Argument o
              integracji jest typowym dorabianiem ideologii do pomysłu, który nie broni się
              sam. A przeciez wystarczy zorganizować spotkanie noworoczne.
      • zagubiona11 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 07.12.07, 09:06
        > Taktownym, będzie zapytanie szefa, jak masz się zachować w tej
        sytuacji, jako pozostająca w mniejszości(5% populacji).

        Dziękuję za radę, pewnie z niej skorzystam, ale z góry przewiduję
        przegraną, bo człowiek, ktory nie zapytał pracowników przed
        organizacją imprezy, czy nam odpowiada jej forma, tym bardziej teraz
        nie przyzna się, że popełnił faux-pas. Więc prawdopodobnie odpowie,
        że albo będę postępować jak inni, albo mogę ze spotkania
        zrezygnować. Demokracja rulez!

        Co do tych uwag o zarobkach, to nie całkiem zrozumiałam. Czy jeśli
        zarabiam mniej w stosunku do średniej dla mojego stanowiska, to mam
        prawo do egzekwowania moich praw obywatelskich, a jeśli powyżej, to
        muszę z tego zrezygnować (jakimś obywatelem drugiej kategorii się
        człowiek staje po przekroczeniu średniej)?
        • nm.buba011 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 08.12.07, 21:55
          > ale z góry przewiduję przegraną, bo(...)prawdopodobnie odpowie, ...

          - sprawdź, z ciekawości(przynajmniej mojej) i napisz jak przebiegło.

          > Co do tych uwag o zarobkach...

          - napisałem tylko, co można zaobserwować(uogólniłem), bez opinni.
          Oburzenie Twoje rozumiem.
          • zagubiona11 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 11.12.07, 10:06
            > sprawdź, z ciekawości(przynajmniej mojej) i napisz jak przebiegło

            Proszę bardzo, zaspokajam ciekawość. Spotkanie jeszcze nie
            przebiegło, ale już przebiegła rozmowa z szefem. Wyczaiłam jeszcze
            jedną schizmatyczkę i, wspierając się nawzajem duchowo, poszłyśmy
            prowadzić rozmowy pokojowe. Szef był zaskoczony i niezadowolony, bo
            trzeba trochę przeorganizować itd. W efekcie ma być tak: po
            rozebraniu się w szatni goście będą zaproszeni na opłatek lub na
            koktail i będą mogli sobie wybrać pomieszczenie. Po jakimś czasie
            zasiądziemy za stołem i wjedzie barszcz, a potem reszta.

            Nie podoba mi się to, szefowi też nie, bo wyszła taka impreza
            integracyjna z elementami segregacyjnej, ale na razie nic innego
            zrobić nie możemy.

            Ciekawe, czy i ile osób przyłączy się do nas dwóch z koktailami?
            • nm.buba011 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 11.12.07, 21:50
              > trzeba trochę przeorganizować itd. W efekcie ma być tak:
              > Ciekawe, czy i ile osób przyłączy się do nas dwóch z koktailami?

              - widzę proste rozwiązanie:
              Integracja z barszczem, w pomieszczeniu głównym(większym) i(tzn. z
              możliwością) amfiladowe przejście do pokoju(mniejszego-rotacyjnego)
              z opłatkiem, na czas dzielenia się.
            • a_weasley Re: s.v. a "firmowa wigilia" 12.12.07, 19:36
              zagubiona11 napisała:

              > na razie nic innego zrobić nie możemy.

              Dlaczego nie? Możecie na przykład głośno zaprotestować, gdy tylko pojawi się
              jakaś kolęda. Albo jeszcze lepiej głośno zaśpiewać coś neutralnego
              światopoglądowo. ALbo przynieść magnetofon i puszczać rock-and-rolla, gdy tylko
              rozlegną się kolędy. A potem użalać się na nietolerancję.
              • etruska Re: s.v. a "firmowa wigilia" 18.12.07, 13:43
                a_weasley napisał:

                > Dlaczego nie? Możecie na przykład głośno zaprotestować, gdy tylko
                pojawi się
                > jakaś kolęda. Albo jeszcze lepiej głośno zaśpiewać coś neutralnego
                > światopoglądowo.

                Np.: "Jesli znali wy kak mnie daragi padmaskowskije wiecziera!"
                Dla niewtajemniczonych: To już było, w jednym z najlepszych filmów
                wszech czasów.
                • agulha Podmoskownyje wieczera 18.12.07, 21:03
                  Uwielbiam tę piosenkę i chętnie kupiłabym sobie płytę z nią. Tylko nie pamiętam,
                  jak nazywa się autor/wykonawca i czy tytuł to "Podmoskownyje wieczera" czy jakoś
                  inaczej? Może wiesz?
                  • nm.buba011 Re: Podmoskownyje wieczera 18.12.07, 21:42
                    > Uwielbiam tę piosenkę i chętnie kupiłabym...

                    pl.youtube.com/watch?v=eQhAkwzrpIs
                    oraz sposób na religijną integrację, jak wcześniej wspomniałem
                    morsową

                    wiadomosci.onet.pl/74903,21,1,pokaz.html
    • control Re: s.v. a "firmowa wigilia" 08.12.07, 22:59
      Ja nie widzę żadnego problemu z tym opłatkiem. Co stoi na
      przeszkodzie złozyć komuś w ten sposob życzenia? Przecież to nie
      jest jakiś ceremoniał stricte religijny, zeby osoba swiecka mogła
      mieć z tym problemy. Po prostu trzeba to potraktować jako formę
      uroczystego złożenia życzeń pomyslności. Trzeba uszanowywać obyczaje
      innych. Zwiedzając Synagogę trzeba założyć nakrycie glowy, wchodząc
      do Meczetu zdjąc buty itp. Robi sie to dla uszanowania tradycji i
      obyczaju innych. Podziel się opłatkiem. Nie musisz sie przy tym
      modlić czy traktować tego jako elemnt Bozego Narodzenia. Życz
      wszystkim szczęścia w nowym roku, okaż im wyrazy sympatii. Albo w
      ogole nie przychodź na Wigilię. Bo jeżeli ma być Wigilia, a ty
      chcesz z tego zrobić nie-Wigilię, to przecież to kompletnie nie ma
      sensu.
      • nm.buba011 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 08.12.07, 23:59
        > Ja nie widzę żadnego problemu z tym opłatkiem.

        Tak, jeżeli nie będzie, dwa w jednym. "Firmowa wigilia"(dla
        katolików i sympatyków) jednocześnie spotkaniem integracyjnym(co
        jest wysoce nielogiczne), a to właśnie autorka wątku porusza.
        Szanujemy prawa mniejszości, jeżeli ich przedstawiciele się o nie
        nie upominają.
        • agulha Re: s.v. a "firmowa wigilia" 09.12.07, 01:50
          Mimo wszystko wydaje mi się, że autorka wątku jest wojującą "anty". Nie
          pamiętam, czy to ona opisywała kiedyś, jak ją smuci, że jej bliscy znajomi,
          wiedzący o tym, że ona chrześcijanką nie jest, składają jej bardzo religijne w
          treści życzenia świąteczne. Tamto to co innego - chodzi o osoby, które się
          znają. Tutaj jednak jest inaczej. Brzydzi mnie bezpłciowa poprawność polityczna
          (jej oznakę - obrzydliwe biało-fioletowe kartki ogólnokorporacyjne z
          ogólnorozwojowymi życzeniami sama nie wiem czego, chyba pokoju - z pogardą
          oddałam na recepcję, kupię za swoje). Ma ona sens w społeczeństwach
          wielokulturowych - może. U nas jednak naprawdę przygniatająca część
          społeczeństwa albo obchodzi katolickie święta, albo je toleruje, albo (mała
          część) otwarcie deklaruje się jako protestanci lub prawosławni. Jak się jest
          odmieńcem i jeszcze się z tym ukrywa, to wybaczcie, ale nic dziwnego, że się
          można poczuć urażonym. Czy jeżeli szef poda nowemu pracownikowi rękę, to jest w
          porządku? W porządku, powiecie, taak? A słyszeliście, że ostatnio muzułmańska
          absolwentka akademii policyjnej w Wielkiej Brytanii poprosiła o zwolnienie z
          obowiązku podania ręki zwierzchnikowi, bo islam zabrania kontaktu cielesnego
          mężczyzny i kobiety. A czy przed poprawnym politycznie spotkaniem noworocznym
          zadbalibyście o to, żeby było jedzenie koszerne, jedzenie halal, jedzenie bez
          wieprzowiny, bez wołowiny (hinduizm!), wegetariańskie, i żeby przy każdym
          talerzu były stosowne objaśnienia? A poza tym skąd wniosek, że formuła
          noworoczna nikogo nie urazi - jak się trafi wojujący żyd, to Wam wyjaśni, że oni
          obchodzą Nowy Rok we wrześniu mniej więcej. I tak dalej, i tak dalej. Nie mamy
          obowiązku znać zasad wszystkich religii na świecie i zgadywać, które zasady*
          których religii są ważne dla naszych kolegów, jeżeli nam tego nie zechcą ujawnić
          (*sama religia to nie wszystko - porównajcie stroje muzułmanek w Serbii -
          normalne, w Egipcie - chustka na głowie, w wielu krajach - chusta plus luźny
          strój, w Arabii Saudyjskiej - zostawiona tylko szparka na oczy, ciuch czarny, i
          w Afganistanie - niebieska burka z kratką nad oczami).
          • wojtek33 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 09.12.07, 10:23
            agulha napisała:

            co napisała i co gorsza jest to dla niej oczywiście oczywiste. A mnie ciarki
            przechodzą gdy to czytam, czuję się jak po zawiązaniu poprzedniej koalicji.
            Widać tylko obrzydzenie i pogardę wobec innych, do tego zupełny brak empatii i
            choćby próby zrozumienia.
            A wracając do tematu - buba już chyba wszystko napisał - "firmowa wigilia" jest
            poza savoir-vivrowa.
            • agulha Re: s.v. a "firmowa wigilia" 10.12.07, 01:10
              Skąd wywnioskowałeś o obrzydzeniu i pogardzie? Akurat mam pewne doświadczenia w
              kontaktach z ludźmi innej wiary i tradycji i bardzo ich szanuję. Próba
              zrozumienia czego? Próby narzucenia innym swoich poglądów przez zmuszenie do
              rezygnacji z tradycji, która ma bardzo, bardzo wątły związek z religią. Dzisiaj
              byłam na spotkaniu wigilijnym pewnej korporacji (nie mojego miejsca pracy). Poza
              tym, że nazywało się "wigilijne", a nie "zimowe" (nazwa "noworoczne" byłaby
              politycznie niepoprawna - por. data początku roku w innych religiach) i że był
              opłatek, który trzymało się w garści życząc innym wszystkiego dobrego,
              pomyślności (nie słyszałam ani jednego odniesienia do świąt i religii).
              Korporacja jest globalna, oczywiście z centralą w USA.
              Proponuję, żeby autorka wątku zaproponowała rezygnację z bonów świątecznych, bo
              nazwa "świąteczne" obraża jej światopogląd, a poza tym skoro świąt nie uznaje,
              czyli nie wyprawia, to nie ma zwiększonych wydatków związanych z urządzeniem
              przyjęcia i prezentami.
          • zagubiona11 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 10.12.07, 13:07
            > Mimo wszystko wydaje mi się, że autorka wątku jest
            wojującą "anty". Nie pamiętam, czy to ona opisywała kiedyś, jak ją
            smuci, że jej bliscy znajomi, wiedzący o tym, że ona chrześcijanką
            nie jest, składają jej bardzo religijne w treści życzenia świąteczne

            Nie, to nie ja byłam.

            > Jak się jest odmieńcem i jeszcze się z tym ukrywa, to wybaczcie,
            ale nic dziwnego, że się można poczuć urażonym.

            Uprzejmie proszę o wyjaśnienie - kto jest odmieńcem i kto się ukrywa?

            > Nie mamy obowiązku znać zasad wszystkich religii na świecie i
            zgadywać, które zasady których religii są ważne dla naszych kolegów,
            jeżeli nam tego nie zechcą ujawnić

            No własnie, nie mamy takiego obowiązku, ani prawa pytać o to nie
            mamy, więc żeby nikogo nie urazić organizuje się neutralne imprezy
            integracyjne i wysyła się kartki bez dzieciątek, aniołów itp., co
            jest wielce praktyczne. Ale Pani nazywa je "bezpłciowo poprawnymi
            politycznie". Moim zdaniem nie sa bezpłciowe tylko właśnie -
            neutralne. Ja mam swoje rytuały/wierzenia/obyczaje, ty masz swoje,
            drogi bliźni, więc praktykujmy je sobie w domu. A w okolicznościach
            pozadomowych - bądźmy poprawni politycznie i integrujmy się
            neutralnie i nie mieszajmy do tego religii.
            • a_weasley Re: s.v. a "firmowa wigilia" 11.12.07, 10:11
              zagubiona11 napisała:

              > > Jak się jest odmieńcem i jeszcze się z tym ukrywa, to wybaczcie,
              > ale nic dziwnego, że się można poczuć urażonym.
              >
              > Uprzejmie proszę o wyjaśnienie - kto jest odmieńcem i
              > kto się ukrywa?

              Ty. Według Twoich własnych słów. Jesteś w mniejszości jako osoba nie tylko
              niewierząca, lecz w dodatku nie akcptująca bożonarodzeniowej imprezy, i życzysz
              sobie, żeby to uszanowano, przy czym równocześnie nie chcesz nikomu o tym mówić.
              Inaczej mówiąc, oczekujesz, że większość się do Ciebie dostosuje, nie wiedząc
              nawet, że tego oczekujesz - po prostu będziemy chodzili na paluszkach, bo MOŻE
              się trafi ktoś, komu przeszkadzamy.

              > bądźmy poprawni politycznie i integrujmy się
              > neutralnie i nie mieszajmy do tego religii.

              A bądźcie sobie, ktokolwiek to jesteście Wy, i nie mieszajcie, ale nie
              narzucajcie wszystkim dookoła swojego oglądu świata.
              • agulha Re: s.v. a "firmowa wigilia" 12.12.07, 00:30
                Jeszcze a propos naszej dyskusji, która wykracza już daleko poza ramy SV. Do
                pełnego wyprania życia publicznego z resztek niepoprawności politycznej
                niezbędne byłoby jeszcze zlikwidowanie świąt religijnych. Bo jak można zamykać
                sklepy i dawać wolne Świadkom Jehowy w Boże Narodzenie? Czy żydom w Idr-al Fitr
                [przepraszam, jeśli pomyliłam pisownię]? I NIE można kazać sobie każdemu wybrać,
                kiedy chce mieć wolne, bo zmuszamy go wtedy do ujawnienia religii. Po prostu
                zlikwidować. Aby Polska rosła w siłę, a PKB się zwiększało.
                A tak, jak jest, jest fe - kiedy np. mam wolne w Boże Ciało i wprawdzie nie chce
                mi się iść na procesję, ale mogę np. jechać na piknik albo spać do południa.
                • a_weasley Re: s.v. a "firmowa wigilia" 12.12.07, 19:40
                  agulha napisała:

                  > niezbędne byłoby jeszcze zlikwidowanie świąt
                  > religijnych.

                  I zmienić długość tygodnia. Tak, jak jest, to wszystkie niedziele są wolne, a na
                  przykład żadnego piątku (islam). A przecież może być jakaś inna religia, której
                  wyznawców nie można zmuszać.
                  Na przykład dekadowy - dwa dni pracy, osiem roboczych.
                  I święta narodowe też znieść, bo np. Świadkowie Jehowy nie uznają takiego
                  bałwochwalstwa.
      • zagubiona11 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 10.12.07, 12:51
        > Trzeba uszanowywać obyczaje innych. Zwiedzając Synagogę trzeba
        założyć nakrycie glowy, wchodząc do Meczetu zdjąc buty itp. Robi sie
        to dla uszanowania tradycji i obyczaju innych.

        Idąc do synagogii, w której jestem gościem i gdzie nikt mnie na siłę
        nie ciągnie, tylko robię to z własnej woli, oczywiście
        dostosowałabym się do obyczaju (czy żydówki też maja obowiązek
        nakrywać głowę?). Tutaj sytuacja jest zupełnie inna. Tu nie jestem
        gościem, jestem pracownikiem. Szef nie jest właścicielem firmy,
        ktory z wlasnej kieszeni funduje pracownikom elegancki poczęstunek,
        tylko jest zatrudniony przez właściela. Mogę oczywiście nie pojawić
        się na spotkaniu integracyjnym, ale mogłoby to być odczytane jako
        manifestacja niechęci do intergracji samej w sobie. Poza tym,
        pozbawiłabym się w ten sposób radości ze spożywania owoców mojej
        pracy (impreza jest finansowana z pieniedzy firmowych czyli
        wypracowanych także przeze mnie), a ja uwielbiam kolacje w
        eleganckich lokalach!
        • agulha Re: s.v. a "firmowa wigilia" 10.12.07, 23:01
          A propos nakrywania głowy przez kobiety w synagodze, to akurat wiem. Głowę w
          judaizmie powinna mieć nakrytą (lub w peruce) kobieta zamężna. W związku z tym
          do synagogi (w Izraelu) kobieta może wejść bez nakrycia głowy, bo nikt jej nie
          pyta, czy zamężna.
          Przy wejściu do cmentarza żydowskiego w Warszawie jest natomiast tabliczka, żeby
          nakrywać głowę - nie było sprecyzowane, że chodzi tylko o mężczyzn.
          Co do wysyłania neutralnych światopoglądowo kartek - przepraszam, a niby z
          jakiej okazji je w tym sezonie wysyłać, skoro, jak mówię, rok zaczyna się w
          różnym momencie w różnych religiach? A może autorka wątku myśli, że nowy rok
          nowym rokiem, a kalendarz na ścianie wisi wszędzie taki sam, od stycznia się
          zaczynający i z niedzielami na czerwono? Otóż nie. Wiem, bo kilkanaście lat temu
          sprezentowałam kalendarz w Izraelu. Kulą w płot to mało powiedziane. Ale
          trafiłam na ludzi z klasą, bo NIKT mi tego NIGDY nie wypomniał. Sama się
          zorientowałam, jak zobaczyłam, co na ścianie wisi.
          • pavvka Re: s.v. a "firmowa wigilia" 11.12.07, 09:36
            No i OK, składajmy życzenia, każdy z okazji swoich świąt, ale nie
            używajmy tego jako okazji do wciskania innym na siłę swojej religii.
            Na życzenia "zdrowia, szczęścia, pomyślności" nikt się nie ma prawa
            obrazić, niezależnie z jakiej okazji są składane. A napisanie "niech
            Was Dziecię Boże/ Prorok Muhammad błogosławi" to już trochę co
            innego. W tym punkcie jak najbardziej zgadzam się z Zagubioną.
            • etruska Re: s.v. a "firmowa wigilia" 18.12.07, 14:17
              Nie obraziłabym się, gdyby ktoś mi życzył błogosławieństwa proroka
              Muhammada/Mahometa, opieki Allaha czy obfitości łask Mzimu.
              Przeciwnie, odebrałabym to jako zaszczyt, że taka osoba powierza
              mnie - niewierną - opiece swojego Boga.
              • a_weasley Re: s.v. a "firmowa wigilia" 18.12.07, 16:42
                etruska napisała:

                > Nie obraziłabym się, gdyby ktoś mi życzył błogosławieństwa proroka
                > Muhammada/Mahometa, opieki Allaha czy obfitości łask Mzimu.
                > Przeciwnie, odebrałabym to jako zaszczyt, że taka osoba powierza
                > mnie - niewierną - opiece swojego Boga.

                Który zresztą poniekąd u wszystkich innych religii monoteistycznych jest ten
                sam, bo jedyny.
                Dlatego też żaden muzułmanin nie będzie Ci, mówiąc po polsku, życzył
                błogosławieństwa Allacha, tylko po prostu Boga.
                I poniekąd także dlatego kiedy ostatnio w Wisconsin była akcja na rzecz
                przywrócenia choince nazwy "Christmas Tree" zamiast "Season's Tree", popierali
                ją nie tylko chrześcijanie, lecz także żydzi i muzułmanie.
          • zagubiona11 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 11.12.07, 09:52
            Dzięki za informacje o nakrywaniu głowy przez kobiety w synagodze.

            Co do podarowanego przez Panią kalendarza, to pewnie im się jednak
            przydał taki z "naszym" podziałem czasu na lata, bo Żydzi, prowadząc
            interesy z całym światem, muszą też uwzględniać kalendarz
            uniwersalny. Jeśli w kontrakcie jest napisane, ze towar zostanie
            dostarczony w 10. tyg. 2008, to wiadomo, że będzie to 3/7.03. i nikt
            się nie zastanawia, według jakiego kalendarza.

            Kalendarz w ogóle jest dobrym prezentem dla partnerów biznesowych,
            zwłaszcza, jeśli ma ładną szatę graficzną. Po 31.12. można oderwać
            część kalendarzową i zostawić część artystyczną ku ozdobie
            pomieszczeń biurowych...
          • croyance Re: s.v. a "firmowa wigilia" 11.12.07, 21:29
            Roznie to bywa. Bylam na nabozenstwie w synagodze reformowanej, w
            ktorej zadna z kobiet nie miala nakrycia glowy. Co wiecej, synagoga
            ta organizuje spotkanie bozonarodzeniowe, z choinka i ciastkami.
        • a_weasley Re: s.v. a "firmowa wigilia" 11.12.07, 10:15
          zagubiona11 napisała:

          > Szef nie jest właścicielem firmy,
          > ktory z wlasnej kieszeni funduje pracownikom elegancki poczęstunek,
          > tylko jest zatrudniony przez właściela.

          To co Ciebie obchodzi, co robi z pieniędzmi właściciela? Twoje pieniądze?

          > Mogę oczywiście nie pojawić
          > się na spotkaniu integracyjnym, ale mogłoby to być odczytane jako
          > manifestacja niechęci do intergracji samej w sobie. Poza tym,
          > pozbawiłabym się w ten sposób radości ze spożywania owoców mojej
          > pracy (impreza jest finansowana z pieniedzy firmowych czyli
          > wypracowanych także przeze mnie), a ja uwielbiam kolacje w
          > eleganckich lokalach!

          Masz problem. Taki sam, jak każda osoba, której nie odpowiada z jakichkolwiek
          powodów forma imprezy integracyjnej i wolałaby inną. Takie już życie
          nietypowych. Do 36 roku życia byłem całkowitym abstynentem, więc doskonale znam
          ten ból. Ale ja byłem chyba o numer rozsądniejszy, bo nie miałem pretensji do
          trunkowego otoczenia. Wystarczało mi, że nie zmuszają mnie do picia.
    • a_weasley Re: s.v. a "firmowa wigilia" 09.12.07, 14:51
      zagubiona11 napisała:

      > Pracuję w instytucji neutralnej światopoglądowo. Od niedawna mamy
      > nowego szefa. Otóż zarządził on, by na parę dni przed Bożym
      > Narodzeniem zorganizować firmowe spotkanie integracyjne dla
      > pracowników oddziału, co jest świetnym pomysłem.

      Popularne.

      > Niestety, szef
      > chce, żeby spotkanie miało charakter wigilijny tzn. żeby pracownicy
      > dzielili się opłatkiem.

      Piękna polska tradycja (niewiele społeczeństw ją ma), znakomicie się nadaje do
      łączenia wierzących i niewierzących.

      > Co mam zrobić? Nie mam ochoty na ten opłatek, chociaż na spotkanie
      > integracyjne mam. Powinnam pewnie porozmawiać z szefem, ale jaką
      > pozycję w dyskusji przyjąć? Osoby, która domaga się twardo swoich
      > praw zagwarantowanych w Konstytucji i Kodeksie Pracy?

      Jeśli nic się nie zmieniło, Konstytucja i Kodeks Pracy nie nakazują robienia
      tylko rzeczy, które się wszystkim podobają. Komuś innemu w innej firmie nie
      podoba się i obraża jego uczucia religijne wyprana z treści politycznie poprawna
      Christmas Party (ja bym na przykład na taką nie poszedł).

      > które być może planuje w przyszłości. Czy może poprosić grzecznie,
      > by zmienił dla mnie scenariusz tego spotkania, ale wtedy pewnie
      > zapyta dlaczego, czy jestem ateistką itd.,

      Będzie ubaw, jak powiesz, że tak, a on odpowie, że on też jest ateistą, ale
      przywiązanym do jak tradycji.

      > a ja nie mam ochoty się tłumaczyć,

      Zdecydujże się. Albo jesteś przywiązana do swoich poglądów tak, że po to, by ich
      nie obrażano, chcesz narzucać swoją wolę szefowi i chrześcijańskiej większości -
      i wtedy nie powinno Cię krępować ich eksponowanie, albo cenisz sobie święty
      spokój - i wtedy trudno, uszy po sobie i idziemy za stadem.

      > bo to szef postępuje niewłaściwie i to on raczej
      > powinien się wytłumaczyć, jakie są powody, że taką formę spotkania
      > integracyjnego narzuca pracownikom.

      Z niczego się tłumaczyć nie musi. Primo dlatego, że to on jest szefem, a nie Ty,
      secundo, że chodzi o zwyczaj szeroko praktykowany w Polsce.

      > chciałabym, żeby wszystko wyszło zgrabnie, taktownie i naturalnie.

      Po prostu nie przyjść. Ewentualnie uprzedzić, że nie będziesz. Dlaczego? Nie
      zgadza się to z moimi poglądami. Może to oznaczać cokolwiek, równie dobrze
      możesz być ateistką, jak świadkiem Jehowy albo właśnie bardzo pobożną
      katoliczką, która uważa, że łamanie się opłatkiem to za poważna sprawa, żeby to
      uskuteczniać na dużym spotkaniu ludzi przeważnie znających się ledwo-ledwo.
    • a_weasley Dzielić się opłatniem czy dzielić opłatkiem 14.12.07, 10:53
      Odkąd zetknąłem się ze zjawiskiem niewiary, zdarzyło mi się łamać się opłatkiem
      z niewierzącymi jeśli nie setki, to grube dziesiątki razy. Kilka razy przy tej
      okazji zdarzyło się zamknąć idiotyczny konflikt, przebrzmiały lecz zamrażający
      stosunki.
      Składałem głębokie, przemyślane życzenia i takież otrzymywałem.
      Łączył ten opłatek wierzących, niedowierzających, wątpiących, poszukujących i
      niewierzących.
      Tutaj zaś widzę próbę dzielenia tym, co powinno łączyć. Próbę podjętą niestety
      przez Ciebie, droga Założycielko. Przy okazji stawiasz w niezręcznej sytuacji
      wiele innych osób. Zero - jeden. Mohery na prawo, bezbożniki na lewo. Zobaczmy,
      czy nas dużo, policzmy szable.
      To nie chrześcijańska większość, ani jej koalicja z przywiązanymi do tradycji
      pakuje Cię do getta. Sama to getto budujesz.
      • nm.buba011 Re: Dzielić się opłatniem czy dzielić opłatkiem 14.12.07, 11:38
        > Łączył ten opłatek wierzących, niedowierzających, wątpiących,
        > poszukujących i niewierzących.

        - nie ma ludzi niewierzących, wiara w Baga, to jedna obcji, w co
        można wierzyć.
        - ludzi łączy sex i interesy, dzieli - wspólna przeszłość i ...
        religia.
        - pogląd, że opłatek powinien łączyć wszystkich, jest godny
        uszanowania, ale to Twój pogląd, pozwól innym mieć odmienne.

        dygresja
        - wymiana myśli polega, na odpisywaniu na posty, a nie dopisywaniu
        następnych.
    • angazetka Re: s.v. a "firmowa wigilia" 14.12.07, 18:00
      Smutne, smutne. Nie wyobrażam sobie robienia problemu z łamania się
      z innymi opłatkiem. Pamiętam moją klasę licealną - katolicy,
      prawosławni, muzułmanka i niewierzący. Co roku była klasowa Wigilia
      i nikomu nie przeszkadzał opłatek, bo wszyscy sobie dobrze
      życzyliśmy, więc nie było problemu ze składaniem życzeń. Ty
      widocznie nie masz ochoty na składanie nikomu życzeń, skoro tak Ci
      przeszkadza ten opłatek (bo tak naprawdę tyle on znaczy dla
      niekatolików - symbol dobrych życzeń i pokoju).
      Pomysł z opłatkiem-albo-koktajlem najgłupszy z możliwych. Tatkowne i
      naturalne byłoby przełamanie się opłatkiem z innymi.
      • nm.buba011 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 14.12.07, 22:30
        > Tatkowne i naturalne byłoby przełamanie się opłatkiem z innymi.

        - na sąsiednim wątku:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10226&w=72020894&a=73324705
        piszesz:
        > zostałam zupelnie legalnym, naprawdę wykształconym magistrem

        - czy nie miałaś chociaż jednego semestru z następujących przdmiotów:
        socjologii, psychologii, podstaw zarządzania, lub choćby fakultetu
        z: religioznastwa, komunikacji interpersonalnej, etyki?
        • angazetka Re: s.v. a "firmowa wigilia" 15.12.07, 00:51
          Ależ miałam, w zasadzie wszystkie te przedmioty, poza podstawami
          zarządzania. smile Nie wiem tylko, co to wnosi do dyskusji. Łamanie się
          opłatkiem przez niekatolika jest, powtarzam, tylko znakiem
          życzliwości wobec innych i chęci złożenia im życzeń, a nie symbolem
          religijnym.
          Idźmy dalej. Czy katolik nie przyjdzie na pogrzeb znajomego
          muzułmanina? Przyjdzie, o ile jest normalny. Czy niewierzący nie
          przyjdzie na ślub kościelny kumpla? Przyjdzie, o ile - jak wyżej. A
          to są analogiczne sytuacje - uczestniczę w czymś, co nie jest zgodne
          z moim światopoglądem, ale co jest ważne dla bliskich mi ludzi.
          • nm.buba011 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 15.12.07, 10:55
            > Ależ miałam,

            - a nie pojmujesz, że komunikując się z drugą osobą, nie można
            patrzeć wyłącznie z własnej perspektywy. To powtarzający się motyw w
            każdym z omawianych przedmiotów.

            > Łamanie się opłatkiem(...)a nie symbolem religijnym.

            - z perspektywy egocentrycznego katolika(choć może tylko o
            powierzchownej wierze - bez uogólniania).

            > Przyjdzie, o ile jest normalny.

            - być obecnym, a uczesniczyć, to całkiem inne pojęcia.

            > uczestniczę w czymś, co nie jest zgodne z moim światopoglądem,

            - ale inni nie muszą, nie chcą, mimo szacunku dla odmieności.
            Jedni uczesnictwo traktują jako życzliwość, drudzy jako zdradę
            własnych ideałów.

            • angazetka Re: s.v. a "firmowa wigilia" 15.12.07, 12:20
              > > Łamanie się opłatkiem(...)a nie symbolem religijnym.
              >
              > - z perspektywy egocentrycznego katolika(choć może tylko o
              > powierzchownej wierze - bez uogólniania).

              A nie. Z perspektywy osoby, która wyrosła w wierze katolickiej, a
              obecnie wierzy w Boga, ale poza KK.
              • nm.buba011 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 15.12.07, 12:58
                > A nie. Z perspektywy osoby, która wyrosła w wierze katolickiej, a
                > obecnie wierzy w Boga, ale poza KK.

                - nie usiłuję domyślać się Twojej wiary, to Twoja sprawa,
                ale zdziwienie, że inny odmawia: opłatka, papierosa, drinka lub
                czegokolwiek, to zachowanie egocentryczne i pozbawione: tolerancji,
                empatii itp.
                • angazetka Re: s.v. a "firmowa wigilia" 15.12.07, 13:08
                  Jeśli porównujesz opłatek do papierosa, dalsza dyskusja wydaje się
                  bezprzedmiotowa. Symbolika i tradycja kulturowa w obu przypadkach
                  jest bowiem tak różna, że Twój tekst wydaje mi się śmieszny.
                  Powtórzę na koniec jeszcze raz - widziałam tylu niewierzących,
                  prawosławnych, protestantów, muzułmanów, którzy nie widzieli
                  najmniejszego problemu w łamaniu się opłatkiem, że trudno mi
                  uwierzyć, że dla kogoś jest to problem, bo taki "problem" trąci
                  fanatyzmem.
                  • nm.buba011 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 15.12.07, 13:21
                    > Powtórzę na koniec jeszcze raz - widziałam tylu niewierzących,

                    - typowe indukcyjne rozumowanie, widziałaś tyle, więć nie
                    przewidujesz miejsca dla odmiennego poglądu - Zagubionej.

                    > że trudno mi uwierzyć, że dla kogoś jest to problem,

                    - przydałoby, nad tym popracować, powodzenia

            • a_weasley Re: s.v. a "firmowa wigilia" 16.12.07, 16:13
              nm.buba011 napisał:

              > > Łamanie się opłatkiem(...)a nie symbolem religijnym.

              > - z perspektywy egocentrycznego katolika(choć może tylko o
              > powierzchownej wierze - bez uogólniania).

              Ani tu nie widzę egocentryzmu, ani powierzchownej wiary, a i katolicyzm nie ma
              wiele do roboty.

              > > uczestniczę w czymś, co nie jest zgodne z moim światopoglądem,

              > - ale inni nie muszą, nie chcą, mimo szacunku dla odmieności.

              Ależ oczywiście, ale jeśli coś mi nie odpowiada i spośród

              > Jedni uczesnictwo traktują jako życzliwość, drudzy jako zdradę
              > własnych ideałów.

              należę do drugiej grupy, to po prostu w tym nie uczestniczę. Jeżeli jest to coś
              powszechnie przyjętego w grupie, do której należę - czy to będzie katolicka
              rodzina, czy praktykująca pewien obyczaj kultura - jest to oczywiście źródłem
              pewnego dyskomfortu, ale nie upoważnia mnie to do narzucania wszystkim dookoła
              dostosowywania się do mnie.

              >
              • nm.buba011 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 16.12.07, 17:18
                > należę do drugiej grupy, to po prostu w tym nie uczestniczę.

                - mamy do czynienia w "dwa w jednym"(jeżeli nie znami to przeciw
                nam). Integracja(jedocześnie) na bazie Wigilii(święto katolickie).

                Można też zaproponować inne integracje:
                - morsów
                - spadochonową
                a osoby które podniosą sprzeciw(Zagubiona słusznie zauważyła, że
                środki są wypracowane przez ogół pracowników), uznać za dewiantów i
                odkrywczo zaproponować:

                > to po prostu w tym nie uczestniczę[(ą) - poprawka buby]

                _________________

                wyjaśnienie:

                egocentryzm jest ludzki, a nie katolicki, podobnie postępują wyznacy
                innych religii(np. ŚJ), nawet nie zauważając i dziwiąc się, że można
                mieć odmienny pogląd. Poza moją, jedyną słuszną "drogą", otaczają
                mnie "oni" - gorsi.

                • a_weasley Re: s.v. a "firmowa wigilia" 16.12.07, 17:28
                  Jedno z dwojga: albo nie widzisz różnicy między zwyczajem praktykowanym przez
                  90+ procent obywateli, związanym z najważniejszym świętem w polskiej kulturze, a
                  kąpielami morsów i skokami spadochronowymi, albo ją widzisz i ciągniesz dyskusję
                  na siłę.
                  W obu przypadkach nie mam Ci nic do powiedzenia, więc jeśli chodzi o Twoje
                  wypowiedzi w tej kwestii z mojej strony EOT.
                  • nm.buba011 Re: s.v. a "firmowa wigilia" 16.12.07, 18:09
                    > W obu przypadkach nie mam Ci nic do powiedzenia, więc jeśli chodzi
                    > o Twoje wypowiedzi w tej kwestii z mojej strony EOT.

                    EOT - End of Topic - Koniec wątku (lub dyskusji i niech nikt już
                    nie odpowiada na ten list)

                    - dziękuję.
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10226&w=73349464
                    poprzednio napisałeś:
                    > Ani tu nie widzę egocentryzmu, ani powierzchownej wiary, a i
                    katolicyzm nie ma wiele do roboty.

                    - zaproponowałem inną "integrację"

                    > albo nie widzisz różnicy między zwyczajem praktykowanym przez 90+
                    procent obywateli

                    - widzę procentowy, nominalnie nawet 95% - chyba.
                  • a.nancy Re: s.v. a "firmowa wigilia" 29.12.07, 11:09
                    > Jedno z dwojga: albo nie widzisz różnicy między zwyczajem praktykowanym przez
                    > 90+ procent obywateli

                    ekhem
                    prosze nie brac tego do siebie
                    ale jest takie popularne powiedzenie
                    konczace sie slowami
                    "...miliardy much nie moga sie mylic"

                    to, ze jakis procent cos praktykuje, nie zobowiazuje mnie do czynienia tego samego
                    z wielu powodow, a jeden z nich to taka refleksja:
                    moze 90+ procent praktykuje to czy tamto dlatego ze... mysli tak jak ty i nie
                    chce sie wylamywac?
                    sa ludzie, dla ktorych wazniejsze jest bycie w zgodzie z wiekszoscia
                    sa ludzie, dla ktorych wazniejsze jest bycie w zgodzie... ze soba
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka