Dylemat znany czesci z Was - zabierac na wyjazd czy nie? Jade na swieta do Polski, samochodem, razem z moim facetem, od 24.12 do 2-3 stycznia mniej wiecej, i zastanawiam sie czy brac koty czy nie.
Argumenty za: koty beda samotne, Geralcinski jest dopiero od niedawna w domu (nawet nie miesiac) i nie wiem, jak by sie to dzialo beze mnie, Izisek sika czasem na lozko

, Geralcinski ze swoim pyszczkiem musi brac lekarstwa (wet chce, zeby mu dawac codziennie tabletki) i w ogole musze za nim chodzic, zeby cos zjadl, bo chudziutki jeszcze jest, a jesc za bardzo nie je, bo pyszczek go boli, no i Orfik, ktory zamiauczy caly dom na smierc jak zostana same, poza tym zdarza jej sie wymiotowac (z powodu klaczkow) i nie chce kogos zobowiazywac do sprzatania tego watpliwie urokliwego czegos. Orfik i Izisek zostaly na 6 dni same podczas wakacji, przychodzila kolezanka do nich, ale i tak przez caly pobyt myslalam, jak tam moje biedne koteczki. Acha, skoro zima, to bede musiala zostawic odpowiednio podkrecone ogrzewanie.
Argumenty przeciw: dluga jazda (10h) i pobyt w innym domu to stres dla kotow (sikajacy Izisek

), plus koszty: trzeba by zaczipowac Geralta (60-80 euro), plus zaszczepic cala trojke na wscieklizne i wyrobic paszporty, a to tez za darmo nie jest, a jak wiadomo, za duzo kasy nie mam, wisi nade mna poprzednia faktura za Geralta, a teraz musze je zaprowadzic na powtorke szczepien G., na zastrzyk na egzeme Orfika plus lekarstwo na robaki u Isis, bo znowu chyba ma

(cale szczescie, ze jednak dostane to stypendium, bo inaczej bylaby totalna katastrofa). Kotami zajelaby sie sasiadka z naprzeciwka, ale troche nie mam sumiena, bo przy trojce to troche roboty jest (kuwety, jedzonko mokre i chrupki, posprzatac, pilnowac, czy swieze). Za zaoszczedzona kase moglabym kupic kotom nowy drapak.
A Waszym zdaniem?