Dodaj do ulubionych

depresja u kocorka

12.04.13, 15:09
Moja psiapsolka jest kocia mama. Ma juz dwie przesliczne kotki, a tu przywloczyl sie mlody kocorek. Zostal nakarmiony i dopieszczony, ale problem polegal na tym ze byl zbyt aktywny seksualnie. Nic tylko " to " mial w glowie i wdawal sie w okrutne boje z innymi kocorkami. Psiapsiolka zatem dala go wykastrowac. I tu zaczal sie dramat. Kocorek wpadl w depresje-nie bawi sie, wychodzi tylko na chwilke i bezczynnie lezy w swoim legowisku. Jak widzi swoja nowa " mame", to sie odwraca do niej tylem. Psiapsiolka bardzo to przezywa. Jest nawet gotowa klasc sie kolo niego na noc (kot spi w malej drewutni kolo domu). Mnie sie wydaje, ze to normalna reakcja na spadek testosteronu i zwierzatko stopniowo przyzwyczai sie i "obudzi". Trwa to juz 2 tygodnie. Czy to normalne i jak pomoc kocorkowi w depresji-pomozcie, prosze.
Obserwuj wątek
    • pochmurna Re: depresja u kocorka 12.04.13, 20:37
      Przede wszystkim nawet taki niby to niewielki zabieg jak kastracja zostawia na ciele ranę, która dopóki sie nie zagoi, powinna być trzymana w czystości. Drewutnia to może nie być odpowiednie miejsce dla zwierzaka po operacji (zwłaszcza przy takiej temperaturze na zewnątrz). Po pierwsze dlatego, że zwierzę po zabiegu było w szoku i takiemu zwierzakowi trzeba zapewnic spokój, ciepło, wygodę: jego odporność może na pewien czas opaść, i to są idealne warunki, żeby w nawet niewielką rankę pozabiegową wdało sie zakażenie. Przede wszystkim zabierzcie kocurka do lekarza (skoro minęło dwa tygodnie od zabiegu, to jest to najwyższy czas), bo jeśli zwierzakowi zmienia się zachowanie i ta zmiana się utrzymuje (albo pogłębia), to najpierw trzeba zwierzaczka zbadać, żeby sprawdzić, czy nie jest chory (np. pasożyty albo powszechnie spotykane choroby zakaźne). Powodzenia
      • 184l Re: depresja u kocorka 13.04.13, 10:22
        Dzikuje za podpowiedz. Wczoraj kocurk przespal caly niemal dzien i dopiero wieczorem mial ochote na wyjscie z legowiska( jest w domu!). Moze rzeczywiscie zlapal jakas infekcje, bo przez kilka dni lalo mu sie z oczek. Psiapsiolka mu je zakraplala regularnie przez 6 dni i z oczkami juz dobrze. Pozostalo to dziwne zachowanie. Namowie ja na wizyte u weterynarza, bo tlumaczenie tego zachowania depresja, to chyba nie to.
        • deszcz.ryb Re: depresja u kocorka 13.04.13, 14:56
          No nie wiem, co to za "miłośniczka kotów", która je trzyma w komórce [?] i przez 2 tygodnie nie zainteresuje się tym, że kot jest ospały PO OPERACJI i nie ma ochoty się ruszać. Taka osoba W OGÓLE nie powinna mieć kotów, być może ten kot cierpi, może coś go boli. uncertain Czy ona czeka, aż ten kot zdechnie?

          Weź jej dopilnuj na JAK NAJSZYBSZĄ wizytę u weterynarza.
          • 184l Re: depresja u kocorka 13.04.13, 16:08
            deszcz-ryb, nie oceniaj tak ostro mojej psiapsiolki. Ona naprawde kocha koty, a ten kocurek to przybleda, ktory mieszkal kilka domow dalej, ale sie wyprowadzil, a byli wlasciciele wcale jego losem sie nie interesuja. Obecny stan kocurka zbiegl sie z kastracja, czym jego nowa mama tlumaczyla obecne zachowanie. Teraz, poniewaz jego stan sie przedluza, napewno pojdzie do weterynarza.
      • 184l Re: depresja u kocorka 13.04.13, 23:40
        No i jest problem. Napisalam e-mail do psiapsiolki wyjasniajac ze koniecznie musi isc z kocurkiem do weterynarza. Nawet zaproponowalam partycypacje w kosztach. Na to moja kocia mama stwierdzila ze on nie jest chory, tylko zestresowany bo operacja, potem zakraplanie oczu, a teraz boi sie dwoch kocic od dawna zadomowionych. I ona lepiej wie niz weterynarz bo go badala i nos ma zimny i wilgotny, wiec nie ma goraczki. Dzisiaj podobno byl troche zywszy.
        Moze mial infekcje wirusowa ( te cieknace oczy) i czas zrobil swoje, jak u nas ludzi w czasie grypy?
        • deszcz.ryb Re: depresja u kocorka 14.04.13, 11:22
          Nie moższ napisac normalnie "przyjaciółka" albo "koleżanka"? Po ile wy macie lat?

          No i sama widzisz, że ona nie jest dobrą włascicielką, bo normalny właściciel reaguje OD RAZU na złe samopoczucie kota, i nie pozwala mu cierpieć przez DWA TYGODNIE. Uświadom jej to, a najlepiej pokaż ten wątek, przemówimy jej do rozumu.

          Weterynarz KONIECZNY!
          • 184l Re: depresja u kocorka 14.04.13, 15:01
            A niby dlaczego nie moge zartobliwie nazywac mojej S. "pasiapsiolka"? he? I co tu wiek ma do rzeczy?
            A watku nie moge jej pokazac bo sie obrazi, ze pisze o jej zyciu osobistym. Juz do rozsadku jej przemawialam, ale decyzja nalezy do niej. Najwazniejsze ze kocurek ma sie nieco lepiej
            • deszcz.ryb Re: depresja u kocorka 14.04.13, 22:13
              Bo to brzmi głupio i infantylnie - jakbyście miały po 13 lat. Raz możesz tak sobie ją nazwać, czemu nie, ale powtarzasz to w każdym poście po 3 razy, to bardzo męczy przy czytaniu.

              > A watku nie moge jej pokazac bo sie obrazi, ze pisze o jej zyciu osobistym. Juz
              > do rozsadku jej przemawialam, ale decyzja nalezy do niej. Najwazniejsze ze koc
              > urek ma sie nieco lepiej

              No to po co ten wątek w ogóle był? Ani nie możesz sama kota zabrać do weta, ani ona go nie zabierze... Przygnębiające to wszystko. sad I szkoda kota.
        • asfo Re: depresja u kocorka 14.04.13, 22:41
          Cieknące oczy często są objawem kociego kataru. W wielu przypadkach skutkiem jest ślepota i śmierć kota,. Część kotów jest wystarczająco silna żeby zwalczyć chorobę bez leczenia, ale w wielu przypadkach to się źle kończy.

          Miałam kotkę która przeszła przez koci katar i miała nieodwracalnie uszkodzone, mętne oczy.
          • 184l Re: depresja u kocorka 14.04.13, 23:28
            asfo:dziekuje za wazna informacje
            deszczu-ryb: watek zalozylam po to zeby sie dowiedziec czy mozliwa jest u kocura reakcja depresyjna po kastracji. Odpowiedz otrzymalam; do widzenia
            • lonely.stoner Re: depresja u kocorka 15.04.13, 11:04
              zwierzak nie powie gdy cos go boli- koty nie maja depresji po kastracji )one nie odczuwaja tego jako jakiejs straty tak jak ludzie). skoro ten kotek nie chce sie bawic, ani wychodzic to moim zdaniem cos go boli- moze ma stan zapalny i rana zle sie goi?
              A swoja droga trzymanie zwierzaka po operacji w jakiejs drewutni to zakrawa na okrucienstwo. Nie wiem jakie tam sa warunki, ale kot po operacji sie mocno wychladza - nawet lekarz powienien jej powiedziec ze kotu potrzebne jest cieplo, bo sam sie nie ogrzeje (moze dlatego mu cieknie z oczu bo sie wyziebil?). Nie wiem czy to bezmyslnosc czy co, ale ten kotek powinien moim zdaniem isc na obserwacje do weta- mzoe trzeba podac antybiotyk zeby zlikwidowac stan zapalny. Mozna gdybac i rozne wystawiac diagnozy. Ale po operacji o zwierzaka trzeba dbac wyjatkowo - i skoro juz tak jej przeszkadza zeby gdzies lezal w cieplym kacie w domu to moze ty go wez na te pare dni do siebie?
              • 184l Re: depresja u kocorka 15.04.13, 16:01
                Kocurek jest juz w drodze do weterynarza......dzisiaj bylo zle, on unika dwoch kocic z domu i wcale nie chce sie bawic . Po dyskusji telefonicznej z przychodnia dla zwierzakow polecono jak najszybsze zbadanie. To tez jego mama przerazila sie ( dotychczas tlumaczyla sobie jego zachowanie psychologia) i wybiera sie do lekarza. Chory kocurek nie mieszka w drewutni-jest w domu, ma swoj koszyk z kocykiem, wiec zimno napewno mu nie jest. W drewutni byl tylko na poczatku kiedy znalazl sobie nowy dom.
                • 184l Re: depresja u kocorka 16.04.13, 09:16
                  Okazalo sie ze sprawa jest powazna. Kocurek ma ropien w miejscu po kastracji. Dostaje antybiotyk, ale nie wiadomo czy nie bedzie potrzebne drenowanie ropniaka.Teraz jest dodatkowo problem z jego nowa mama, bo ona wpadla w depresje. Obwinia sie ze " zepsula" mlodego zdrowego kociaka poddajac go kastracji. Bardzo o niego dba, nosi prawie caly czas na rekach i placze. Powiecie, ze jej wina, bo poowinna byla wczesniej pojsc z kocurkiem do weterynarza. Ja tez tak mysle, ale bron Boze nie chce jej dolowac . Powiedzcie prosze czy kociak ma duze szanse wyjsc z tego calo?
                  • mitta Re: depresja u kocorka 16.04.13, 10:14
                    Nikt nie jest jasnowidzem, powiem tak: na dwoje babka wróżyła. Mieliśmy w swoim zyciu dwa takie przypadki. Nasza kotka (młodziutka, przygarnięta, mama naszych kocich córeczek) dostała zakażenia i mimo operacji, antybiotyków nie przeżyła. Dorosły kocur przeżył, dostawał abtybiotyki, a na wzmocnienie surową wołowinę - tak zalecił wet i kot bardzo szybko wydobrzał.
                    I jeszcze jedno - kastracja u kocura to zwykły, całkiem bezpieczny zabieg i podejście twojej koleżanki, że: " zepsula" mlodego zdrowego kociaka poddajac go kastracji" jest skrajną, nieodpowiedzialną głupotą. To nie sam zabieg, ale brak należytej opieki po nim i szukanie przyczyn złego samopoczucia w depresji przyczynił sie do tego stanu.
                    Uważam, że jednak powinnaś koleżance dać do zrozumienia, w którym momencie popełniła błąd, bo zdaje się, że uważa się za znawczynie kotów, a niewiele o nich wie. Koty i kotki się kastruje i jest to przejaw odpowiedzialności za te zwierzęta. Ja osobiście nie spotkałam się, żeby kotu po tym zabiegu coś złego sie przytrafiło, no, ale wszyscy znani mi kociarze obserwują swoje zwierzęta i nie czekają dwa tygodnie z wizytą u lekarza.
                  • deszcz.ryb Re: depresja u kocorka 16.04.13, 10:24
                    > ia sie ze " zepsula" mlodego zdrowego kociaka poddajac go kastracji. Bardzo o n
                    > iego dba, nosi prawie caly czas na rekach i placze.

                    Owszem, ona "zepsuła" kota - TRZYMAJĄC GO DWA TYGODNIE CIERPIĄCEGO W DOMU I NIE KONTAKTUJĄC SIĘ Z WETERYNARZEM! To jej MUSISZ uświadomić, ja bym ją opieprzyła porządnie. Co za głupia baba, jaki NORMALNY właściciel przez dwa tygodnie nie idzie do weterynarza, kiedy jego kot zachowuje się, jakby cierpiał??? Ona w ogóle nie powinna mieć kotów. I właśnie należy ją zdołować, niech się zastanowi, co robi. Skoro tak kocha koty, to czemu pozwoliła, żeby jeden przez DWA TYGODNIE cierpiał?

                    Kastracja to prosty zabieg, i bardzo dobrze, że został przeprowadzony - natomiast to ona zawaliła opiekę po zabiegu.
                  • lonely.stoner Re: depresja u kocorka 16.04.13, 21:26
                    No to o kota musi teraz dbac- nie nosic na rekach!!!! tylko dac mu swiety spokoj, niech lezy i odpoczywa zeby mu sie rana goila w spokoju. Poza tym powinien byc jakos odseparowany od tych 2 kotek.
                    a ta kolezanka powinna postepowac zgodnie z zaleceniami weta i przestac traktowac koty jak ludzkie dzieci - koty maja inne zupelnie potrzeby! Nie miewaja depresji, jak sa chore to traca apetyt i werwe do zycia - i to znak ze naprawde sie cos dzieje zlego. Kotu noszenie na rekach nie pomaga - moze tylko jatrzyc rane i powodowac bol. Niech sobie kociak lezy w jakims cichym cieplym kaciku, ma dostep do wody, kuwety i swieza karme.
                    • 184l Re: depresja u kocorka 16.04.13, 23:21
                      Ja mysle, ze ta moja kocia mama ma niespelniony silny instynky macierzynski. To jest bardzo fajny czlowiek, niezwykle dzielna, radzi sobie w zyciu sama, boryka sie z rozmaitymi trudnosciami, a potrzebe kochania przerzucila na koty. Jej chyba potrzebna by byla dobra psychoanaliza-niech koty ma, ale jak slusznie pisze lonley.stoner, to nie dzieci. Maja inne potrzeby i inna psychike.
                      Z kocurkiem jest coraz lepiej, antybiotyk najwyrazniej zadzialal, bo zaczyna chodzic, goraczke jeszcze ma, ale znacznie nizsza. Wsadzilam jej do glowy, ze ma nauczke i ze lezacy , niechcacy sie bawic, osowialy kot NIE MA DEPRESJI, tylko jest chory. Wbilam tez jej do glowy ze weta trzeba sluchac do ostatniej litery, bo ona nie chciala dac kocurkowi srodka przeciwzapalnego, bo to niby chemia i zaszkodzi. Tak sie poukladalo, ze ja zostalam ciocia, ale mama jest ta moja kolezanka i ona ostatecznie decyduje. Staram sie radzic, radzac sie Was- doswiadczonych no i szczesliwe efekty juz sa. Dziekuje w imieniu Gacusia.
                      • lonely.stoner Re: depresja u kocorka 17.04.13, 14:23
                        trzymam kciuki! a kot po sterylizacji juz zostanie mam nadzieje na stale? na wolnosci wysterelizowane kocury nie maja szans na zaakceptowanie w kociej spolecznosci- zylby sam i musialby sobie sam radzic.
                        • ajaksiowa Re: depresja u kocorka 17.04.13, 16:43
                          Możesz powiedzieć coś więcej na temat że na wolności kastraty/szczególniesamce/są przeganiane przez resztę pobratymców?Pytam dlatego że kiedyś słyszałam już tą opinię a zaraz potem zupełnie przeciwne zdanie.Czy kotka niewysterylizowana znaczy teren/poza ruią oczywiście/?Jeżeli to co mówisz jest prawdą to robimy niesamowitą krzywdę samczykom -kastrując je,i szczerze mówiąc mam nadzieję że to jest mitsad
                          • deszcz.ryb Re: depresja u kocorka 18.04.13, 08:28
                            > Możesz powiedzieć coś więcej na temat że na wolności kastraty/szczególniesamce/
                            > są przeganiane przez resztę pobratymców?

                            Oczywiście, że to jest mit. Widziałaś kiedyś wykastrowanego i niewykastrowango kocura? Ten niewykastrowany jest poharatany, ma blizny, czasem nie ma ucha albo oka - bo hormony zmuszają go do walki z innymi kocurami o samice czy o terytorium. Natomiast kastratowi nie zależy na walce - jest czysty, gładziutki i bez ran, bo schodzi innym kocurom z drogi.

                            I idiotyzm z tym przeganianiem, powiedziałaby ci o tym każda osoba, która dokarmia dzikie koty. Owszem, koty się "przeganiają", ale raczej chodzi tu o osobiste antypatie, a nie o to, czy kot jest kastrowany, czy nie.

                            Nie ulegaj głupim przesądom.

                            >Czy kotka niewysterylizowana z
                            > naczy teren/poza ruią oczywiście/?

                            Jak najbardziej może się tak zdarzyć. Nie każda kotka będzie znaczyć, ale trafiają się takie egzemplarze.
                        • 184l Re: depresja u kocorka 17.04.13, 17:38
                          Kolezanka miala zamiar znalezc jakas godna rodzine dla Gacusia. Jej samej trudno bedzie utrzymac 3 koty ( ma bardzo ciezka sytuacje materialna), ale wychodzi na to ze choroba tak ja przyblizyla do Gacka, ze juz nie potrafilaby sie z nim rozstac. Ano zobaczymy. Oby jej zaczelo sie wiesc lepiej (jest artystka)to i kociaki beda mialy lepiej.
                          • kordula22 Re: depresja u kocorka 15.05.13, 10:59
                            No i nowy klopot! Okazuje sie, ze kolezanaka, owa mama teraz trzech kotow, ma powazne zaburzenia psychiczne. Chyba stad jej ocena chorego kociaka jako cierpiacego na depresje. Jej ocena swiata i zjawisk wokol niej jest patologiczna, co z pewnoscia odbija sie na zwierzetach. Co zrobic by ratowac kociaki przed psychicznie chora osoba?
                            Osobiscie juz nie mam na nia wplywu, gdyz obrazila na tyle mnie i moich najblizszych, ze nikt nie chce z nia utrzymywac kontaktu.
                            Czy istnieja jakies organizacje, ktore zajmuja sie opieka nad zwierzetami w niebezpiecznej sytuacji ( jak n.p. sad ktory odbiera prawa macierzynskie psychicznie chorej mamie zagrazajacej zdrowiu dziecka?).
                            Nie moge tez pojachac do niej i zabrac kocieta do siebie, gdyz czesto wyjezdzamy i nie mamy wokol nikogo odpowiedzialnego, kto moglby zajac sie zwierzetami podczas naszej nieobecnosci.
                              • kordula22 Re: depresja u kocorka 15.05.13, 17:11
                                Jak sie okazuje, leczy sie u psychiatry, wiec cos bylo rozpoznane. Ostatnio wykazywala natrectwa i manie przesladowcza. W poprzednich wypowiedziach opisalam jak ocenila chorobe kota-jako depresje ( rodzaj przerzucenia wlasnej dolegliwosci psychicznej na najblize ooczenie, jakim w jej przypadku sa koty), zamiast leczyc istniejaca chorobe. Na szczescie udalo mi sie wypchac ja do weterynarza, ktory dal lekarstwo w injekcji i zapisal inne, ale ona nie podala, gdyz cierpi na chorobliwa nieufnosc. Poniewaz w ostatnich dwoch tygodniach jej stan bardzo sie pogorszyl, zaczynam powaznie niepokoic sie o los kotow. Z pewnoscia fizycznej krzywdy im nie zrobi, ale moralne napewno przez nieufnosc do lekarzy i zaniedbania w imie wiary we wlasna wiedze.
                                Jednak skoro zwierzat na sile nie da sie odebrac (chyba ze pod jej nieobecnosc, a pozostawia koty same b. czesto), to pozostaje nadzieja, ze zwierzeta same sobie poradza. I chyba tak bedzie musialo sie stac gdyz w kraju w ktorym to sie dzieje choroby psychiczne podlegaja przymusowemu leczeniu-wystarczy zaalarmowac odpowiednie sluzby ze osoba jest niebezpieczna dla siebie lub otoczenia i zostanie doprowadzona do szpitala na leczenie. A koty zostana same. Czy to bedzie dla nich bezpieczne?
                                • ajaksiowa Re: depresja u kocorka 16.05.13, 13:14
                                  Koty nie mogą zostać przez dłuższy czas same-wtedy będą zabrane do schroniska-a przynajmniej powinny.Z tego co wiem to muszą być naprawdę poważne przesłanki żeby osobę umieścić w szpitalu psych.Szkoda że nie ma osoby która by się zaprzyjażniła z tą panią ,to by było zbawienne i dla niej i dla kotów IMHO.A Ty nie zrobisz drugiego podejścia ?smile
                                  • kordula22 Re: depresja u kocorka 16.05.13, 23:57
                                    Problem polega na tym ze ona ma zaburzenia osobowosciowe. Ma wiele cech pozytywnych, ale gdy sie jej podaje reke ( jak w przypadku chorego kocorka) lapczywie sie chwyta, a potem odtraca.
                                    Ostatnio obrazila mnie i mojego meza po dokonaniu dla niej naprawde wiele, zarzucajac nam te pomoc. Mysle, ze w ten sposob zrazila kilka osob i w efekcie jest sama. Sama gdyz na napisany przez nia list droga e-mailowa w sprawie finansowego wsparcia chorego kocorka, odpowiedzialam i zareagowalam tylko ja.W sumie sytuacja jest trudna bo mi zal i czlowieka i zwierzat, ale ile mozna?
                                    • ajaksiowa Re: depresja u kocorka 17.05.13, 11:15
                                      Cieszę się że nie przekreśliłaś tak zupełnie waszej znajomości.Ja wiem że najłatwiej jest komuś radzić w momencie gdy samemu się nie musi wybierać,ale wiesz wydaje mi się że gdybyś Ty próbowała patrzeć na niąjak na człowieka chorego i z jego punktu widzenia, to może ta sytuacja nie okazała by się taka wcale najgorsza.Jedno jest pewne że nie wypada zostawić ją samą z problemami-zwyczajnie nie po ludzku-ale trzeba mieć przy tym duży dystans do sprawy -po to żeby samemu nie popaśc w jakąś depresję.Przemyśl to wszystko czy dalej chcesz się angażować w jej życie czy poprostu nie czujesz się na siłach.Może warto dać Jej jeszcze jedną szansę???smileMamnadzieję że napiszesz co postanowiłaś -choć wiem że to nie będzie tak od razu.smile
      • kordula22 Re: depresja u kocorka 23.05.13, 15:15
        Kocorek (przybleda) wybral sobie to miejsce na mieszkanie. Kolezanka go wykastrowala i jak sie pochorowal wziela go do domu. Pozniej okazalo sie ze ona jest osoba niezrownowazona psychicznie i pomimo milosci do kotow robi conajmniej glupstwa; ale to juz oddzielna historia.
          • kordula22 Re: depresja u kocorka 23.06.13, 15:58
            No coz, sprawa staje sie coraz trudniejsza. Zachowanie kolezanki, "opiekunki" kotow wbec nas stalo sie takie, ze nie pozostaje nam nic innego jak tylko unikanie jej. Co do opieki nad kociatkami... to tragedia. Ona wyjezdza poza dom na tygodniowe pobyty, a opieke powierza znajomej, tez "kociej mamie". Ale owa znajoma jest podejrzewana o spowodowanie smierci kotka, ktoey zaplatal sie do ogrodu kolezanki i wobec tego nie chce przychodzic. W efekcie koty tygodniami pozostaja same; potem ta kolezanka pojawia sie, wiec nie mozna zawiadomic Stowarzyszenia Opieki Nad Zwierzetami bo niby ta opieka jest, ale jaka??? Co mozna uczynic dla kotow w tej sytuacji???
            Sama ich wziac nie moge, zbyt czesto wyjezdzam.
            • ajaksiowa Re: depresja u kocorka 24.06.13, 15:31
              A wiesz w jakiej kondycji są koty?widziałaś je?W tej sytuacji wydaje mi się że jedynym wyjściem jest telefon do najbliższego oddziału TOZ -u,zreferowanie stanu i sama jestem ciekawa co odpowiedząuncertain
      • kordula22 Re: depresja u kocorka 06.07.13, 23:42
        Wiesz, trzeba Ci powiedziec " trafila kosa na kamien". Akurat jestem z branzy i wierz mi, rozpoznanie zaburzenia psychicznego, zwlaszcza gdy jest sie z kims blisko/ lubi sie go, wcale nie jest latwe. Bylam po jej urokiem, wydawalo mi sie ze moje przyjacielskie uczucia sa odwzajemniane, a potem okazalo sie ze zachodzi proba wyludzenia lub, by nie oskarzac, a wytlumaczyc, zaburzenie psychiczne; na tym cala sprawa sie zakonczyla . Owa psiapsiolka niezaleznie od proby wyludzenia oboje nas, mnie i meza, ludzi ktorzy przychodzili jej z duza pomoca, ciezko obrazila.Ale to wszystko rozegralo sie w dosc dlugim odstepie czasowym. Nazywam ja psychiczna, bo to lzejsze niz oskarzenie o probe wyludzenia, co jest li tylko jeszcze jednym dowodem mojej dobrej woli w jej strone.
        Teraz to przeszlosc, zapomnialysmy obie o sobie i tak juz zostanie. Niezaleznie od tago jaka jeszcze krzywde wyrzadzi kotom, bo tego dotyczy forum.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka