10.09.14, 19:12
O 19.00 zaczęłam przygotowywać kolację, bo o 20.00 chciałam coś obejrzeć w tv (raz na święty czas). Koty spały, jak zabite. Wyjęłam chleb, wstawiłam wodę na herbatę. I nagle słyszę krzyk chłopa, że z Bliźniaczką coś się dzieje, dusi się i kaszle. Lecę i co widzę? Nie dusi się, tylko rzyga. Nażarła się trawy, krowa jedna, i sobie ulżyła na dywanie. Dywan mam czarno – biały. Wybrała białe. Dziesięć minut trwało, zanim znowu zrobiłam białe.

Umyłam łapki i dalej, za kolację. Jednak kątem ucha wychwyciłam jakiś dźwięk. Z kuwety. Moja chata to otwarta przestrzeń, więc żeby nie mieć zanieczyszczonej atmosfery podczas posiłku pognałam z łopatką. Lisica właśnie kończyła pierwszy numer i, jak z procy wypruła wprost do drugiej kuwety na dłuższe posiedzenie. Sprzątnęłam na kolanach kuwetę nr 1, do której natychmiast wlazł Szanelek i poczłapałam pod drugą. Nie byłam pierwsza w kolejce. Bliźniaczka mnie ubiegła, ale zaczekała, aż posprzątam. I tak jeszcze dwa razy obróciłam. Kiedy już wszystkie koty załatwiły wszystkie potrzeby mogłam kończyć przygotowania.

Wtedy spojrzałam na parapet, a tam z drugiej strony Migotka siedzi. Migotka to u nas taka święta krowa (co ja mam z tymi krowami?), bo lękliwa, delikatna, nie można jej stresować, bo tydzień z człowiekiem nie gada. No więc wpuszczam, daję jeść, muszę ją prosić, żeby zjadła i zapewnić spokój, by nic i nikt (patrz Szanelek) nie zakłócało jej posiłku.

Wreszcie udało mi się, wołam na rodzinkę: kolacja – i … przybiegły wszystkie koty. A ponieważ u nas panuje prawo farmy – najpierw zwierzęta, potem ludzie, więc obsłużyłam towarzystwo.
Nie musze dodawać, że niczego już nie obejrzałam, nie pamiętam nawet, co to miało być.
I tak co wieczór.

Kończę, idę robić kolację.
Obserwuj wątek
    • lampka_nocna5 Re: Kolacja 10.09.14, 19:57
      normalne. Rano wstaję i nawet za przeproszeniem siku nie zrobię, dopóki nie będzie śniadania; potem drugiego śniadania, i trzeciego. Oczywistym, że do pracy wychodzę tylko na kawie, bo się gdzieś tam sama w międzyczasie robi. Potem wstaje mąż, daje czwarte śniadanie, piąte, podkurek, podwieczorek, lunch i brunch, a potem ja wracam z pracy i jest kolacja i przegryzka do poduszki. A my nie mamy czasu zjeść. Samo robienie sobie jedzenia jest wyzwaniem, bo inaczej pazur w plecach, tak samo jedzenie - ręka w górze, a drugą się odpędzam. Takie życie sługi.
    • hek_sa Re: Kolacja 10.09.14, 21:42
      Właśnie usiadłam przed komputrem, żeby się odstresować po całym dniu, wzięłam miseczkę z lodami (uwielbiam) i w tym momencie Heksa zmaterializowała sie na sąsiednim krześle i włączyła "miałk żebraczy". No przecież lodów czekoladowych jej nie dam, ale kocica siedzi i jęczy. Lody zaczynają mi stawać w gargle i nagle czuję ....siarkowodór. Paskuda puściła takiego bąka że mi się lodów odechciało. Widziałam wyraźnie satysfakcję na jej pyszczydle. wink
    • gadziulinka Re: Kolacja 12.09.14, 09:29
      Od początku jak Furia nas zaadoptowała, zanim usiedliśmy do jedzeia, dosatwała swoją michę i było super - żadnego żebrania, miałczenia, drapania, włażenia na kolana po nic, cisza i sielanka. Kluczem jest tu słowo "było". Bo jak było, tak się skończyło. W końcu nie koty wina, ze wszystko co czlowieki jedzą jest lepsze niż to co ona dostaje - nawet suchy chleb jest w stanie zjeść (chłop ostatnio jej dał, żeby pokazać, że naprawdę nie mamy nic, co by jej mogło smakować. Owoce i warzywa też bardzo lubi. Po prostu czlowieki widać wiedzą co jest lepsze. Jak już sie człowkeki swoim ponajadają, to wtedy można wrócić do miski na animondę i suchego Royala, bo w końcu to co w misce nie może się zmarnowąć, szczególnie że te człowieki strasznie chytre są i nie chcą dawać swojego jedzenia kocie, a przecież ona tak łądnie patrzy, miałczy ipcah się na kolana, czasem nawet na stół próbuje sę pchać, chociaż to przecież zakazane jest smile
      A co do bąków to puszcza w najmniej oczekiwanych momentach... a smrodek dwukrotnie większy niż od spod psiego ogona smile
      • mitta Re: Kolacja 13.09.14, 10:44
        Moje akurat ludzkie jedzenie mają gdzieś. Wyjątkiem jest Lisiczka, która podczas naszych posiłków wskakuje na stół i życzy sobie być czymś poczęstowana. Jeśli to jest wędlina powyżej 20 zł/kg to ewentualnie się skusi. Jeśli jej damy np. chleb, to obrażona idzie sobie i trzeba widzieć tę jej niezadowoloną minę.
        Tyle, że pisząc o tych nieszczęsnych kolacjach maiłam jeszcze coś innego na myśli - przez cały boży dzień potrafią spać, jak zabite, ale gdy tylko zacznę przygotowywać nasz posiłek natychmiast zrobią wszystko, aby mnie od tego odciągnąć. Dziesięć minut wcześniej nie chce im się ani jeść, ani sikać, ani rzygać, czkać i zanieczyszczać powietrze, ale gdy tylko zasiądziemy do stołu - wtedy się zaczyna. Zwyczajna ludzka, pardon, kocia, złośliwość wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka