Dodaj do ulubionych

Burek chory,Asia szaleje,ja już nie mogę... :(((((

23.07.05, 13:59
dziewczyny, ja już nie mogęęęęęęęęę......... mam ochotę siąść i ryczeć z bezsilności tak właściwie. Burek się pochorował, wszędzie mi sika, dzisiaj miały być wyniki badań, ale ich nie ma, będą w poniedziałek. Bez tych wyników nic z Burkiem nie można zrobić, bo nie wiadomo co i jak właściwie. Już nie mogę, zamknęłam go w łazience, bo już nie mam siły sprzątać. Jeszcze dobrze się nie dosprzątałam po przeprowadzce, a teraz wszystko mam zalane, wszystko mi ŚMIERDZI i znowu wszystko muszę prać, suszyć, Booooooożeeeeeeeeeee. Nie mam siły sad((((( do tego Asi włączył się jakiś destrukcyjny zapęd i jest POTWOREM po prostu. Kocham ją, strasznie ją kocham, ale nie mam siły już. Normlanie mam ochotę na nią nakrzyczeć, rety, nie wiem już co mam robić. Nie mam balkonu, nic mi nie schnie w domu, nie mam siły, nie mam nikogo do pomocy, nie mam z kim pogadać, nie mam kasy, 3 egzaminy nade mną wiszą do września, 29tego muszę zaliczyć angielski, a tylko cały czas sprzątam, użeram się z dzieckiem, latam po weterynarzach i ze wszystkimi wokół się kłócę sad nie mam czasu pójśc z Asią na szczepienie, nie mam czasu pójść i załatwić żłobka dla niej, jak teraz tego nie zrobię, to od września nikt mi jej potem nie przyjmie.
Boże, ja już nie mogę!
przerpaszam, że znowu jęczę. Wiem, że to forum o kotach, a nie porady pscyhologiczno-rodzinne, ale ja już nie mam siły sad(((((((((((((((((((((( i jeszcze ten kretyn, mój (jeszcze) mąż gada takie kretynizmy, że mi się po prostu śmiać chcę (na przemian - śmiać albo płakać, ale przez tego palanta płakać nie będę).
Ja już nie mogę crying chcę pójść spać i przespać cały ten koszmarny czas, no nie wiem, nie mogę już sad nie mogę trzymać Burka do poniedziałku w łązience, to dom wariatów - Burek drze się w łazience, a Kota przed łazienką. Ale jak tylko go wypuszczam to coś mi zalewa. Aaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!! poradźcie czym potraktować te śmierdzące miejsca? nie mogę już znieść tego smrodu. chodzę na kolanach po domu i wszystko wącham. w fobię jakąś wpadłam chyba sad
dziewczyny, help, bo zwariuję sad
Obserwuj wątek
    • annskr Re: Burek chory,Asia szaleje,ja już nie mogę... : 23.07.05, 14:20
      Podobno woda z octem zabija zapachy, a miękkie meble, poduszki, dywany spróbuj
      spryskać wodą z olejkiem jałowcowym - kupisz wszędzie (apteka, supermarket,
      drogerie) Właśnie spryskałam moją kanapę okresowo zalewaną przez Pusinię - nie
      jest chora, tylko nerwowa smile. Współczuję Ci bardzo, też okresowo pełzam po
      podłodze i wącham. A z byłym może nie rozmawiaj - chyba że o sprawach
      technicznych. I spróbuj spojrzec optymistycznie - oprócz Burka wszyscy zdrowi,
      mieszkanie jakieś znalazłaś, zaraz Ci wyślę mój telefon, wieczorkiem
      pogadamy smile) Uszy do góry !!
    • beali Re: Burek chory,Asia szaleje,ja już nie mogę... : 23.07.05, 16:35
      Ojoj,widzę,że nagromadziło Ci się sporo,ale to tylko
      czas Cię goni,Asia daje czadu,jak większość dzieci,kot choruje.
      Wiem,że to głupio brzmi,ale nie wiem,co mogłabym mądrego napisać.
      Ważne,że powoli,ale do przodu idziesz.W końcu zapanujesz nad wszystkim,
      kotu przejdzie,Asię także w końcu ustawisz.Teraz siuszkami się za bardzo
      nie stresuj-każdy,kto ma koty prędzej czy później przez te smrody
      przechodzi,ja czyściłam pewne miejsca baardzo długo,by w końcu
      z nosem przy nich nie czuć smrodku,a i tak nie jestem pewna,czy obcy
      ludzie nic nie czująwink
      Mamo007, a czy nie mogłabyś Niebieskookiej wysłać na wakacje do Rodziców,
      choćby na dwa tygodnie,ogarnęłabyś wszystko,uspokoiła się.
      Być może to niemożliwe,ale jeśli...
      Męża olej,bo i tak nie ma sensu się denerwować.
      Wyluzuj,w tym momencie nie ustawisz wszystkiego tak,jak chciałabyś,
      więc nie dręcz się,to nic nie daje,wiem po sobie.
      Sama mam takie momenty,że wydaje mi się,że nad niczym nie mogę zapanować,
      a wszelakie władze na ziemi i niebie sprzysięgły się przeciwko mnie.
      Jak większość ludziwink
      A czy masz mozliwość zamknąć koty tylko w jednym pomieszczeniu,ale razem?
      Nie darłyby pyszczków przynajmniej cały czas.W takim gdzie jest tylko goła podłoga.
      Trzymaj się,pozdrawiam serdecznie.
      • mama007 Re: Burek chory,Asia szaleje,ja już nie mogę... : 23.07.05, 17:06
        no właśnie nagromadziło się, są takie momenty, że już nie mogę i mam wrażenie, że eksploduję... sad
        Asi nie mogę na razie nigdzie wysłać, bo zostawiałam ją już 2 razy u rodziców. za każdym razem na ok. tydzień - zdawałam egzaminy, a jej pilnowali moi rodzice. Moja mama teraz nie weźmie tak szybko urlopu, a poza tym mam już dość gadania, że źle robię........... cały czas tylko słyszę, że powinnam wrócić "na razie" do nich, pomieszkać trochę w Chełmie (zadupie za przeproszeniem, na wschodzie Polski, zero perspektyw, wiem że jak tam pojadę to już potem zabraknie mi sił, żeby stamtąd wyjechać). A do teściów jej póki co nie wyślę - to porządni ludzie i mimo wszystko ich lubię, ale urwał nam się trochę kontakt z wiadomych powodów i nie wiem co o mnie naopowiadał im mój mąż. Najpierw musze z nimi osobiście porozmawiać, a potem ewentualnie pomyślę czy podrzucić im na trochę Asię. Ale przed sierpniem na pewno nie ma szans...
        Męża staram się olewać, ale muszę z nim rozmawiać w kwestiach formalnych. Wkurzają mnie stwierdzenia typu "zabrałaś mi dziecko" (wkurza mnie to niemiłosiernie, bo co mam niby zrobić, zostawić mu Asię?? i co , będzie z nią chodził do tej swojej choelrnej pracy czy zostawi ją w żłobku 20h na dobę??), nie bronię mu kontaktów, wręcz przeciwnie, uważam, że często powinien do niej przychodzić, ona tęskni, widzę to, szkoda mi jej, bo go uwielbia. A to taki palant sad i dobija mnie jak mówi, że da mi 300zł na dziecko miesięcznie, i że to i tak za dużo. no normalnie ręce opadają... nie chcę jego pieniędzy, jak dla mnie mógłby je zeżreć tylko po to, żeby mi nie dać. Ale chcę to, co należy się Asi. to jego psi obowiązek, a nie przywilej, żeby ją utrzymywać. Eh...
        Staram się wyluzować, naprawdę się staram, ale tak mnie to drażni, że (powiedzmy szczerze) momentami sobie po prostu nie radzę... Już dobił mnie zupełnie dzisiejszy spacer, bo niosłam Asię (14kg), a w drugiej ręce ten jej nowy rower (prawie 10kg!!). Tak koło kilometra.... A potem jak idę na ścianę wspinaczkową albo na basen to znajomi pytają gdzie chodzę na siłownię.... po co mi siłownia, MAM ASIĘ...
        koty mogę zamknąć tylko w łazience, bo u Asi w pokoju jest wykładzina, a duży pokój i kuchnia są połączone, eh. Teraz na chwilę wypuściłam Burka, śpi mi na kolanach. Dopóki mam go w zasięgu wzroku to niech łazi, ale jak zaczyna łazić i wąchać, i szukać.... łazienka zostaje sad
        ale dzięki, ja wiem, że to minie, ale, eh, prozaiczne, przyziemne życie...
        i do tego Asia nic nie je, wrrr... wiem, że to normalne, ale ile można żywić się pomidorami i Monte?
        Aga
        • beali Re: Burek chory,Asia szaleje,ja już nie mogę... : 23.07.05, 19:13
          Wiem jak to jest czasem w życiu,robi się kołomyja,a nas
          zaczynają przyprawiać o łzy najzwyklejsze drobiazgi,
          z którymi w innych okolicznościach bez problemu dałybyśmy
          sobie radę,noo może lekko narzekając.
          A nie za dużo bierzesz na siebie obowiązków czasem?
          Ja nauczyłam się już,że doba ma tylko 24h,ja mam tylko
          dwie ręce i jedną głowęwink
          Pogadaj z teściami,to dziadkowie Asi,na pewno pomogą.
          Tak to przyziemne,prozaiczne życie,ale ważne,bo Twoje!
          Tylko wiem,że czasem trzeba po prostu powiedzieć sobie,
          że no dobra mam dość,ale to przejdzie i będzie lepiej.
          Cóż,że potem przychodzą nowe problemiskawink Ponownie tak
          sobie powtarzam.
          Wiesz,co do Chełmu,czy to Chełm Lubelski?
          Jeśli tak,to mieszkał tam kiedyś wuj mojej mamy z żoną,
          był wojskowym zawodowym i ciekawym facetem.Pamiętam
          opowieści o nim,jego zwariowanej żonie i Chełmie L.
          Zawsze budzą we mnie miłe uczucia i miasteczko również,
          choć tam nigdy nie byłam.
          Tez pochodzę z małego miasta/ok.25tyśmieszkanców/,zawsze
          chciałam mieszkać w Kraku,no i mieszkałam jakieś 10 lat.
          Po 3,4 zaczęło mnie męczyć wielkomiejskie życie,brak trawy
          pod stopami,zbrzydły mi wszystkie krakowskie rozrywki
          i dzięki Bogu kupiliśmy domek pod Krakiem/mój ślubny
          to Krakus ze Śródmieścia/.Teraz mam trawę,biegające koty
          i rzut beretem do KrakowawinkAle ten czas w Krakowie dał
          mi wiele,między innymi doceniłam piękno mojego rodzinnego
          miasta,dziwne,ale gdy tam mieszkałam,to było dla mnie dziurą,
          przyroda wyjątkowo niesamowita normalką,a wszyscy znajomi
          zawsze powtarzali,że ja stamtąd wywieję.No i wywiałam,
          teraz jednak wróciłabym chętniewink
          Musisz sobie zainstalować suszarkę za oknem,potrzebne są
          kontowniki,zrobiłam już rekonesans w obejściu,ale nie mam.
          Mieszkałam w bloku bez balkonu i pierwsze,co zrobiłam to suszarkę.
          To tak a'propos tych mokrych rzeczy.
          Jeśli Niebieskooka jest zdrowa,to się nie martw,że nie je.
          Dziecię moich znajomych-1,5 roku zyje tylko na serkach,
          czasem jakas zupka,trochę wędliny i to własciwie wszystko,aa jeszcze paluszki.
          Robili badania,cudowali i w końcu wyszło,że mała tak ma i tyle,
          rozwija się dobrze,wygląda nieźle-jak dla mnie to jest mały
          pakerekwink -podobna do swego taty.Poza tym lato,Asia rośnie,zmienia się
          Jej,na pewno przejdzie.
          Pozdr.

          • mama007 do beali 25.07.05, 16:25
            hej smile
            tak, "mój" Chełm to Chełm lubelski. Nie chodzi o to, że go nie lubię. Chodzi o to, że to wschód Polski, tam nic nie ma - pracy, perspektyw, nie chcę, żeby Asia się tam wychwywała uncertain
            obowiązków mam na pewno za dużo, ale.. jakbym miała mniej to bym pewnie siedziała i się zamartwiała, a tak nie mam czasu myśleć za dużo smile
            za kątownikami już się rozglądałam, ale na razie brak kasy, eh. no nie wiem, coś wymyślę, może ktoś ze znajomych ma smile
            a Asi wiem, że minie, ale wiesz... zawsze to jakoś dziwnie jak widzę, że moje dziecko od tygodnia je tylko Monte, pomidory z cebulą i te cholerne (przepraszam) Mamby uncertain i ten bunt dwulatka, reeeeeeeetyyyyyyy, dobija mnie, naprawdę mnie dobija sad mam ochotę na nią czasem nawrzeszczeć albo, no nie wiem, oddać jej na przykład - jak tłumaczę, że nie wolno kopać, bo to boli, a ona podchodzi i mnie kopie patrząc mi w oczy, wrrrr... normalnie mam czasem wrażenie, że jej oddam sad wiem, że ona mnie tylko testuje, że to normalne, że minie. Tylko czy ja nie zwariuję do tego czasu? uncertain
            pozdrawiam i dzięki za wsparcie smile
            Aga
    • groha Re: Burek chory,Asia szaleje,ja już nie mogę... : 23.07.05, 19:40
      No, zbiegło Ci się wszystko na raz, współczuję. Jednyną pociechą może być to,
      że statystycznie biorąc, dołki życiowe przeplatają się z górkami i dlatego da
      się je jakoś przeżyć. Ale rozumiem, że masz dość. Życzę Ci, żeby wszystko złe
      szybko się przewaliło. A przede wszystkim, dbaj o swoje zdrowie, bo stres
      osłabia. Trzymam kciuki za Ciebie, Asię i Burka. Wszystko się powoli poukłada i
      za moment będzie lepiej, zobaczyszsmile
    • annskr Dzień dobry, mamo007 25.07.05, 09:12
      Mam nadzieję, że nastrój choć trochę Ci się poprawił smile) trzymam kciuki za
      unormowanie i poodzenie, oraz za zdrowie Buraska i docelowe imię Koty smile
      • mama007 annskr! 25.07.05, 11:18
        przepraszam, że się do Ciebie nie odezwałam wtedy, ale Asia szalała do północy, jak w końcu zasnęła to byłam tak padnięta, że zwaliłam się na łóżko i zasnęłam w ubraniu... a potem wyleciało mi z głowy. Naprawdę bardzo przepraszam!!!
        idę teraz załatwić sprawy na uczelni z ubezpieczeniem, mam nadzieję, że nie będzie problemów uncertain
        w wolnej chwili napiszę więcej co i jak
        Aga
        • annskr Re: annskr! 25.07.05, 11:42
          Naprawdę nie szkodzi, chciałam Cię trochę podtrzymać na duchu smile) Dobrze, że
          się wyspałaś i pewnie spojrzałaś trochę ptymistyczniej smile) Pozdrawiam i czekam
          na dobre wiadomości smile)
      • wiesia.and.company Re: Dzień dobry, mamo007 25.07.05, 12:10
        Hej! Dzisiaj pewnie juz lepiej? Dziewczyny Ci bardzo ładnie i mądrze napisały.
        Oczywiście niewiele w tej chwili mogę zrobić, bo wszystko Ci zasugerowały.
        Odpoczynek chwilowy od Asi - może jakaś koleżanka jedzie ze swoim dzieckiem do
        rodziców, a może rzeczywiście Teściom zrobiłaby wnusia przyjemność (choć na
        trzy dni, zawsze można wtedy ogarnąć sytuację). Dlaczego Burek tak siusia? Ma
        kłopot z pęcherzem? Kuchnia z pokojem - to tak jak u mnie. Może położysz folię
        malarską, taką cienką i przypniesz do wykładziny dwustronną taśmą klejącą?
        Trochę się przy zdejmowaniu wszystko podrze, ale to nic. Byle koty były razem,
        to przestaną dawać do wiwatu krzykami. Takie wrzaski o różnym nasileniu
        działają na mnie niezwykle stresująco i podbuzowują. Lepiej już niech nie
        krzyczą.
        Kiedy mi się coś złego (zwłaszcza) działo lub musiałam robić coś: kroplówki,
        zastrzyki lub sprzątanie w kuwecie przed podaniem kociego jedzenia, a za chwilę
        znów sprzątanie i znów.... powtarzałam sobie: spokojnie, za chwilę to mnie i
        będę mogła sama usiąśc i zjeść coś.... aha, jeszcze nie, ale za chwilę to
        minie... to minie.... i tak trzymało mnie na duchu, bo rzeczywiście szybciej
        lub wolniej, ale mijało.
        Pozdrawiam i napisz nam, jak dzisiaj. Trudno, nawet osoba tak energiczna jak
        Ty, może mieć doły... ale to minie.....
        Wiesia
        • mama007 no to Burek chory :(((((((((((((( 25.07.05, 16:28
          niby lepiej dzisiaj było, załatwiłam część(oczywiście mniejszą część...) spraw, jakoś to powoli szło, ale właśnie dzwoniłam do weta sad dr Orzeł powiedział, że to jakaś infekcja urologiczna, jest dość poważna i natychmiast trzeba włączyć leki i mam przyjeżdżać............. nic tylko siąść i się załamać. eh.
          dobrze, że mam prawdziwego przyjaciela w tym Krakowie, bo sama z Asią i Burym na drugi koniec Krakowa bym chyba nie dojechała w ogóle,eh.
          dziewczyny, odezwę się jak będę wiedziała co i jak dalej, jakie leki itd. no i ile to będzie kosztować sad((((((((((((((((
          bałam się wydatków na karmę dla kastratów, a teraz, eh, będzie dobrze, prawda? sad
          Aga
          • mama007 i jeszcze coś 25.07.05, 16:29
            jeśli będę musiała jeździć częściej do tego weta to może któraś z Was jest z Krakowa i mogłaby mnie czasem wspomóc transportem? sad bo ja się z kotem i Asią tłukę autobusami ...
            A.
            • wiesia.and.company Re: i jeszcze coś 26.07.05, 09:37
              Aj! No to trochę kłopotów Ci się nawarstwiło. Nie jestem niestety z Krakowa, a
              i nie mam samochodu. A nie masz tam gdzieś w pobliżu (wiem, że dopiero jesteś
              od niedawna) jakiejś samotnej pani rencistki? Może by chwilkę z Asią pobyła,
              kiedy będziesz z Burkiem u lekarza. Jak tam kontakty podwórkowe lub z windy?
              Może zaprocentują, choć nie w tym momencie?
              Wiadomo już (bo wyniki w poniedziałek), że problem jest natury urologicznej.
              Może to przeziębienie pęcherza spowodowane jakimiś niewygodami
              przeprowadzkowymi. Ludzie też tak mają, ale mija. Może więc to nie będzie
              jakaś zbyt długa sprawa i da się leczyć w domu?
              Napisz, jaka diagnoza.
              Przepraszam, że tak Cię wypytuję, choć wiem, że masz urwanie głowy. Takie
              sekundowanie na odległość nie jest jakąś wymierną pomocą. W każdym razie
              trzymam kciuki za pozytywny zwrot wydarzeń.
              Pozdrawiam. Wiesia
              • mama007 nie jest tragicznie, ale... 26.07.05, 10:12
                no, już wiem co i jak. wczoraj udało mi się dotoczyć w końcu przed 20 do weta. Burek ma jakąś infekcję urologiczną, dostał antybiotyk, w czwartek ma go dostać znów. I powinno być po tym dobrze. Ale........ tu się zaczynają schody. Bo Buras musi przejść na dietę. Wet powiedział, że on powinien dostawać TYLKO karmę dla kastratów. no i ciemno to widzę, z kilku powodów (ale może mi pomożecie, macie większe doświadczenie) - po pierwsze wątpię czy kocur zgodzi się bez szemrania na żarcie samej tylko suchej karmy (chociaż póki co ją lubi) i jak ja mam karmić teraz koty?? Burek ma dostawać michę suchego, a Kota objadać się mięchem na jego oczach? uncertain jak miałyście taki problem to napiszcie jak to zrobiłyście, żeby było ok. No i jeszcze czegoś na temat tej diety muszę się dokładnie dowiedzieć. Jak byłam wczoraj to nie przyjmował dr Orzeł tylko jakiś inny facet, w czwartek postaram się trafić na niego i jeszcze jego popytać dokładnie o tę dietę. Dziewczyny tak go chwalą, że widzę w nim trochę cudotwórcę, może mogę robić jakieś odstępstwa od tego suchego jedzenia?
                eh, no i już nie wspominam o kasie, bo jak zobaczyłam wczoraj ceny tej karmy u weta (tych większych opakowań...), wiem, że w większych dużo taniej wychodzi, ale kurde, teraz wyskrobię coś na tę paczkę, ale co będzie jak kiedyś po porstu nie będę miała za co jej kupić ? sad a to ostatnio bardzo prawdopodobna wizja sad(

                co do zostawiania Asi z kimś tutaj. No niby mam taką sąsiadkę-emerytkę, ale ona jest ciut schorowana, za tym moim diabłem to trzeba non stop ganiać, bałabym się zostawić z nią Asię. póki co nikogo raczej nie znam, nie siedzę przed blokiem, tylko wciąż gdzieś jeżdżę coś załatwiać. Zresztą nie znoszę siedzenia przed blokiem - mnóstwo babek, które siedzą, upchną dzieci w piaskownicy a same gadają i gadają (nie lubię plotkować...). Może trochę przesadzam, ale jakoś za tym nie przepadam.
                W sumie teoretycznie mam takiego kolegę (pisałam już chyba, że mi pomaga) i on nawet na chwilę zostałby z Asią bez problemów (jego siostra ma dzieci, więc umie się opiekować dzieciakami), ale... może to głupio zabrzmi, ale wolałabym nie. Asia i tak go lubi, on często bywa u nas, bo pomagał mi przy przeprowadzce itp (pożyczał wiertarkę, naprawiał coś jak ja zepsułam smile)), ale nie chcę, żeby w tej sytuacji za mocno się do kogoś przywiązała. Jej ojciec pracuje teraz gdzieś poza Krakowem i go często nie widuje. eh, no nie wiem czy mnie rozumiecie, to chyab trochę skomplikowane.
                Wiesia - nie przepraszaj smile dzięki, że się interesujesz. zawsze to lepiej człowiekowi smile
                • pixie65 Re: nie jest tragicznie, ale... 26.07.05, 10:33
                  Jeśli chodzi o karmę...no, pewnie dobrze byłoby karmić chociaż przez jakiś czas
                  taką zdrowotnościową, ALE...moj Miecio karmy dla kastratów do pysia nie weźmie
                  i jeszcze się obraża, a problemy urologiczno-nerkowe, niestety, posiada. Po
                  wielu próbach i wydaniu sporych pieniędzy na różne karmy, odpuściłam. Nie chce
                  żreć i już.Dostaje raz w miesiącu Lespewet przez 10 dni (środek moczopędny),
                  moczę mięso w wodzie, żeby było bardziej mokre bo w dodatku on mało pije.
                  Słyszałam, że za infekcje może być odpowiedzialny także pylący się żwirek z
                  kuwety...
                  • annskr Re: nie jest tragicznie, ale... 26.07.05, 10:44
                    Ja daję moim kotkom i kocurowi (wszystkie sterylizowane i puszyste) karmy
                    odchudzone light - Nutro, Purinę, są nawet trochę tańsze od tych pełnotłustych,
                    kosztyja 112-14zł/kg, oraz RC i Eukanubę też chudą - kupuję na wagę z wora w
                    równych ilościach i mieszam, wychodzi chyba nie więcej niż 2kg na miesiąc na
                    kota, finansowo można wytrzymać. Ponieważ biurę na raz np 4gk, to jeszcze
                    jakieś reklamówki czy piłeczki dostaję smile).Więcej kosztuje mnie leczenie - dwa
                    sa wychodzące, jeden ciągle coś łapie albo pobity i ropnie smile 6kg kota wątłego
                    zdrowia smile
                  • mama007 do pixie 26.07.05, 10:46
                    wiesz, moje koty są po przeprowadzce ostatnio, a do tego przez ok 2 tyg opiekowała się nimi znajoma, wiesz jak to jest.. nie wiem czy były odpowiednio dopilnowane sad żwiru niby nei zmieniałam, ale kto wie. a poza tym Buras jest po wypadku samochodowym, miał rozszarpany cały tył - wszystko miał zszywane. To może być dodatkowy powód powstawania jakichkolwiek problemów urologicznych - tak tez powiedział wet. Kot rośnie, wszystko się rozrasta, różnie może być. Niby był dobrze pozszywany itd,a le... (zszywali go weterynarze w lecznicy na swój własny koszt, itd, miał naprawdę bdb opiekę, do mnie trafił prosto z lecznicy właściwie).
                    no nic, popytam się jeszcze o tę dietę, mam nadzieję, że jakoś się ułoży. MUSI się jakoś ułożyć...
                    pozdrawiam
                    Aga
                    • pixie65 Re: do pixie 26.07.05, 12:30
                      Aaa, nie wiedziałam...Jestem tu od czasu do czasu (mam ograniczony dostęp do
                      kompa...). Ale swego czasu miły pan w sklepie przy lecznicy weterynaryjnej
                      powiedział mi , że np. karma Waltham (teraz to jest chyba Royal Canin, bo się
                      połączyli)Urinary (niby na sikanie właśnie)ma w składzie dużo soli i źle działa
                      na nerki (jeśli chore), więc chyba trzeba Kocieja dokładnie zdiagnozować, żeby
                      nie zaszkodzić...Zresztą ktoś inny polecił mi tę karmę, a ja jeszcze nie
                      wiedziałam, że problemy z sikaniem u mojego to własnie nerki.Powiem szczerze,
                      że miewam ograniczone zaufanie do różnych wynalazków, raczej jeśli chodzi o
                      leczenie radzę sobie homeopatycznie. Ale może z powodu, że jeszcze nie trafiłam
                      na weterynarza, do którego miałabym bezwzględne zaufanie ...Co do innych
                      spraw...BĘDZIE DOBRZE!!! Nie dlatego, że MUSI. Po prostu gorsze momenty tylko
                      się ZDARZAJĄ, a życie jest takie jak być powinno...Trzymam kciuki i pozdrawiam!
                      Uszy do góry!
                      • wiesia.and.company Re: Nie sądzę, żeby sucha była taka wspaniała 26.07.05, 14:31
                        Mama Niebieskookiej! Tu mam właściwie kilka wątków. Jako że forum kocie to
                        najpierw Burek:
                        antybiotyk w czwartek, to taki o przedłużonym działaniu. W sumie normalka w
                        kocim leczeniu. Gdyby to było coś super nadzwyczajnego, pewnie musiałby
                        dostawać codziennie intensywnie. Antybiotyk oczywiście powinien dostawać co
                        najmniej 3 razy (potem może dostać w tabletkach, które będziesz musiała podawać
                        sama). Pewnie jest to jakieś bakteryjne zapalenie pęcherza lub cewki moczowej.
                        To w sumie też nic takiego okropnie nadzwyczajnego co w efekcie miałoby go
                        skazać na dożywotnie jedzenie suchej karmy weterynaryjnej (tak naprawdę, to do
                        jakiej karmy R/D na nerki? ASD na kamienie?) chciał Cię ten lekarz przekonać?
                        Nie idź następnym razem do tego lekarza, napuszcza Cię. Idź do dr Orła (albo do
                        niego dzwoń, dzwoń, nie chodź z kotem, bo to dla niego stres i na razie tego
                        nie potrzebuje - dobry lekarz, nie chciwy, nie dąsa się na telefony, bo to jego
                        pacjent dzwoni. Jeśli będzie dobrze "obsłużony" to zostanie pacjentem doktora
                        na całe życie. Nie wizytuj zatem tego od "jedynie dobrej diagnozy i suchej
                        drogiej karmy". Napisz nam, co powiedział telefonicznie dr Orzeł, możesz
                        ostatecznie pojechać do niego sama. Ale nie dawaj się podpuścić na wyłącznie
                        suchą karmę. Nie ma takiej potrzeby jak na razie. Twój kotek ma prawo do
                        różnych fanaberii zdrowotnych, bo jest po ciężkiej, udanej operacji.
                        Zadzwoń, popytaj jaka jest naprawdę diagnoza lekarska. Potem wylecz Burka, a
                        potem zastanów się nad jego jedzeniem. W razie czego podam Ci, jak gotować samej
                        jedzenie dla kotów z ciężką niewydolnością nerek (która chyba nie dotyczy
                        Burka, skoro dostaje tylko antybiotyki, a nie jest dializowany - kroplówkowany.

                        Co do Asi, to oczywiście rozumiem, co masz na myśli z uczynnym kolegą. Jeśli na
                        razie nie tęsknisz do jego opieki (nad Asią), to nie. Sąsiadkę, nawet schorowaną
                        wykorzystaj na opiekę w domu, tak przez godzinę, półtorej. Jakoś się na ten
                        czas obie dogadają.
                        Na razie pozdrawiam i nie daj się opętać - spokojnie, raptu nie ma, masz czas,
                        nic złego się nie dzieje, ot tylko takie przypadłości.
                        Hej!
                      • wiesia.and.company Re: Aha, jeszcze coś - karma dla kastratów 26.07.05, 14:46
                        No właśnie, ja się nie zgadzam, że kot kastrowany musi od razu gorzej jadać.
                        Sama przeszłam operację kastracji, nikt z lekarzy ginekologów i onkologów nie
                        powiedział mi, że teraz to już koniec z czekoladą albo innymi smakołykami i
                        masełkiem. Więc dlaczego kotom tak się po świńsku robi? bo nie protestują?
                        Tu przytoczę słowa weterynaryjnej ekspertki z forum Weterynaria, która się
                        okropnie zapieniła (ja też) na hasło karma dla kastratów (23.03.2005) i pisała
                        tak: "Okropnie mnie denerwuje używanie wyrażenia "karma dla kastratów". Nie ma
                        czegoś takiego! Kastracja to nie jest jakaś choroba, która wymaga specjalnej
                        diety! Brak układu rozrodczego również nie jest CHOROBĄ wymagającą specjalnej
                        diety!"
                        Otóż to! Więc niech ten lekarz, co bierze pewnie swoje pieniądze za ilość
                        sprzedanej karmy suchej nie wciska kitu, z przeproszeniem...
                        Zdrówka!
                        • annskr Re: Aha, jeszcze coś - karma dla kastratów 26.07.05, 15:59
                          Wiesiu, nie chciałam Cię zirytować - daję kotom karmę light, bo są tłuściutkie,
                          a poza tym saszetki, mięsko, rybkę. Nie gotuję, bo sobie też nie gotuję i na
                          ogół mam w domu tylko kocie żarcie. Tą suchą mają w miseczce do woli, nie
                          ograniczam, długo nie ma mnie w domu, a one nie są przyzwyczajone jeść na
                          zapas smile)
                          • mama007 :) 26.07.05, 23:17
                            tak na szybko smile
                            dieta Burka to miała być dieta (chyba) szczawianowo - (??) wapniowa. od razu mówię, że pewna nie jestem, bo z moją pamięcią to , eh, niestety kiepsko bywa uncertain zwłaszcza ostatnio uncertain z gotowaniem (też zwłaszcza ostatnio) też różnie bywa - oby Asia miała co jeść (oprócz cholernego Monte i pomidorów...) , a reszta to różnie bywa, najczęściej "reszty" nie ma...
                            w każdym razi emnie pociesyłyście, i to mocno. W czwartek postaram się trafić tak, żeby był dr Orzeł w lecznicy to wypytam go o dietę dla Burka . póki co efekt dietowania jest taki, że Kota ściągnęła kawał szynki ze stołu, a w końcu koty i tak dostały obiad po Asi (królika w śmietanie...).
                            przeżyję jakoś, chyba, teraz padam...
                            dzięki dziewczyny!
                            Aga
    • daimona mama007, niech będzie lepiej! 26.07.05, 18:29
      Mam nadzieję, ze chociaż góra kuwety się przydała? czy doszła w ogóle? (wiem, że
      miałaś dużo na głowie)
      Życzę zdrowia Burasowi, i spokoju Asi. Asia teraz - choć mała - na pewno
      przeżywa przeprowadzkę i rozstanie z Tatą, być może dlatego jest nieznośna -
      zwraca tak na siebie uwagę.
      Dużo siły dla Ciebie, to chyba najbardziej Ci teraz potrzebne!

      PS. też chodze na ściankę smile
      • mama007 daimona 26.07.05, 23:05
        hej!
        wczoraj wieczorem odebrałam paczkę, naprawdę baaaaaaaaaaaardzo Ci dziękuję !! jestem naprawdę zabiegana i mam anadzieję, że nie gniewasz się, że dopiero teraz piszę... góra oczywiście ciut za duża do mojej kuwety, ale prawie się nadaje smile tzn póki co na szerokość jest ok, tylko trochę z adługa, jak tylko będę w większym sklepie to poszukam czegoś lepiej odpasowanego . w każdym razie kotom podpasowało od razu, a i kuchnia odetchnęła smile
        Asia przeżywać na pewno przżywa, a do tego dochodzi "bunt dwulatka". momentami po prostu nie mam siły... codziennie tylko "nie, nie, nie", wszystko sama itp. a jeszcze 2 mies temu była zupełnie innym dzieckiem uncertain póki co staram się zachować cierpliwość, maluję wciąż Kubusia Puchatka, oglądam Krecika (już mi się niedobrze robi na jego widok...), zjeżdżam na zjeżdżalniach na placach zabaw (wiem, że głupio pewnie wyglądam ,a le nic na to nie poradzę...) itp, itd... w "mądrych książkach" piszą, że to minie... oby mnie szlag nie trafił do tego czasu...
        pozdrawiam i jeszcze raz baaardzo dziękuję!! smile
        Aga
        • wiesia.and.company Re: do mama007 27.07.05, 13:58
          Dobrze napisała Ci daimona o Asi. Pewnie to właśnie to. No i jest lato, dzieci
          mają dobry czas na zabawę, długie dni i mama przy boku. Wcale się nie dziwię,
          że Asia korzysta do woli.
          Co do Burka, to może to zapalenie minie i nie trzeba karmy weterynaryjnej,
          specjalistycznej przedwcześnie "na zapas".
          Pozdrawiam!
          • sseter Re: do mama007 27.07.05, 14:32
            HejsmilePoczytałam i uuuch...masz kobieto zdrowie. Dzielna jesteś i w końcu MUSI Ci
            się wszystko poukładać. Co do buntu dwulatka, moja metoda była taka - zamiast
            pytania czy chcesz np. zjeść serek - wiadomo - odpowiedź "NIE" smile, pytałam:
            serek waniliowy czy truskawkowy? Najczęściej skutkowało, bo cieżko na takie
            pytanie rzucić od razu "NIE" smile Trzymam kciuki!
      • wiesia.and.company Re: do annskr! 27.07.05, 14:04
        O rany! Nie, nie, wcale się tak nie denerwowałam - tak to wyszło, kiedy
        przytoczyłam cytat z pani Anny Jóźwik z f.Weterynaria.
        Jeśli tak to wyszło, to naprawdę przepraszam.
        Hej! Wiesia + siódemka (większość z nas kastrowana, dwie czekają te operacje)
    • mama007 kur..., ile spraw może się jeszcze nie udać?? :(( 28.07.05, 16:34
      wiecie co, jak tylko człowiek trochę optymistyczniej popatrzy na świat, to dup, znowu dostaje po tyłku...
      jak ktoś ma dobry humor to radzę się przejść po urzędach i spróbować cokolwiek załatwić... po prostu bosko się moje sprawy mają.... z ubezpieczeniem Asi oczywiście nic nie wyszło, powinnam ją ubezpieczyć ja albo jej szanowny tatuś, a moja mama nie może. tatuś oczywiście wymyśli tysiąc powodów, dla których ta sprawa będzie dla niego za trudna do zrealizowania, a ja jak się zgłoszę do Urzędu Pracy to co miesiąc będę tam musiała jeździć (400km!!) podpisywać jakieś kretyńskie listy. tutaj w UP nie mogę się zapisać, bo oczywiście nie mam meldunku. Na meldunek sznas praktycznie tutaj nie mam sad
      do żłobka potrzeba mi zaświadczenie z Biura Meldunkowego, że mieszkam tutaj , studiuję itp. natomist Biuro Meldunkowe stwieredziło, że jak nie mam zameldowania to nie moga mi NICZEGO TAKIEGO WYPISAĆ, wrrr..... mogę jeszcze ewentualnie jechać do Chełma i dogadać się z nimi, że Asia pójdzie w Krakwoie do żłobka, a oni będą ją dofinansowywać ze swoich pieniędzy. tak, już to widzę jak skaczą z radości na taki pomysł......... Jak nie załatwię tego żłobka teraz (najlepiej do jutra....!) to moę się pożegnać z myślą, że Asia do września pójdzie do DOBREGO żłobka (gdziekolwiek jej nie oddam). A jak Asia nie pójdzie od żłobka to nie wiem co zrobię sad ani pracy nie znajdę (nie stać mnie na opiekunkę) , ze studiów mnie chyba wywalą, nie dam rady ciągnąć dwóch zupełnie różnych kierunków (na filologii polskiej i budownictwie raczej niewiele przedmiotów mi się pokryje...) jak będę dalej non-stop z Asią. na szanownego tatusia nie ma co liczyć, bo od października wypływa na co najmniej 10 miesięcy... no i po prostu jest bosko sad
      byłam dziś z Burkiem u dr Orła. kot rzeczywiście ma być na diecie, do poniedziałku jest na antybiotykach, w pon trzeba zrobić znów analizę moczu, a potem zobaczymy. Dieta czyli suche dla kastratów lub Urinary. mięso itp mogą dostawać, ale z pastą zakwaszającą, która kosztuje 40zł (tuba, która przy dwóch kotach wystarczy na naprawdę krótko.........). A tak w ogóle to Burek ma początek syndromu urologicznego (chyba dobrze zapamiętałam) i Orzeł powiedział, że jak koty (oba!) nie będą na diecie to drugi kot tez jest tym zagrożony. Na szczęście sprzedał mi 2 zastrzyki, które mam dać w sobotę i poniedziałek, bo mam cholernie daleko i na Złotej Jesieni do niego, i na Sanocką.

      a tak już dodatkowo to mnie dobił mąż dzisiaj rano. przyjechał po Asię (oczywiście spóźnił się prawie godzinę), wesolutki, niby mimochodem wspomniał coś o konsulu, o wizie... wiecie co, to jest niesprawiedliwe po prostu sad dlaczego innym wszystko wychodzi, a mi się (za przeproszeniem) pieprzy? sad mam taki jakiś straszny żal o to, że wszystkie sprawy związane na przykład z tym jego rejsem, w który teraz będzie płynął, załatwialiśmy razem - to ja wspierałam go na duchu, to ja mu pisałam te durne dokumenty po angielsku, to ja namawiałam, że mu się uda, to wszystko MNIE TEŻ KOSZTOWAŁO BARDOZ DUŻO. a profity z tego w tej chwili będzie zbierał tylko i wyłącznie on - będzie miał ogromne doświadczenie zawodowe za granicą, u dobrego armatora, będzie zarabiał naprawdę duże pieniądze, wszystko liczy mu się już do emerytury, po prostu zaczyna cholerną karierę (jest o rok ode mnie młodszy, ma 21 lat), a ja zostałam z dzieckiem, muszę teraz siedzieć na dupie i praktycznie na nic w tej chiwli nie mam szans. niewyobrażalnie kocham Asię, ale taki żal w człowieku siedzi, że póki co... nic nie mogę zrobić właściwie sad jak taka szara mysz sad buuuu, jest mi źle dzisiaj sad jest taki upał, że mogę tylko narzekać sad

      jeszcze raz dzięki dziewczyny za wysłuchanie mojego jojczenia ... idę zaraz na basen, muszę wypływać tę złość i tego doła. wieczorem wraca Asia, a jutro muszę policzyć i zdać jeszcze angielski. Odbiję się w końcu od tego dna, ja wiem, ale czasem, rety, tak mi ciężko sad i te śmierdzące, zatłoczone autobusy mnie jeszcze dobiły sad chyba zagryzę zęby i znowu kupię malucha. przynajmniej będzie środek transportu. na rower mnie nie stać sad a malucha kupię za 500zł, może się szybko nie rozleci (poprzedni pojeździć ze trzy miesiące zanim padł na amen).

      kochane, buźka, i dzięki kolejny raz za wszystko !
      Aga
      • annskr Re: kur..., ile spraw może się jeszcze nie udać?? 28.07.05, 18:29
        Kochana, nie płacz tak, gdybym byla z Krakowa natychmiast bym Cię u siebie
        zameldowała na czs ograniczony - można tak, bez żadnych konsekwencji.
        Wynajmujesz mieszkanie, porozmawiaj z właścicielem żeby Cię zameldował na rok -
        powiedz, że nie możesz załatwić żłobka, powinien zrozumieć. Trzymam kciuki i
        życzę Ci wybrnięcia z trudnych spraw i wyjścia na prostą smile)
        • wiesia.and.company Re: kur..., ile spraw może się jeszcze nie udać?? 29.07.05, 11:54
          Mama007, dobrze prawi annskr. A może masz jakąć koleżankę w Krakowie i mogłaby
          Cię tymczasowo zameldować u siebie? Adres zamieszkania może być inny przecież.
          Rzeczywiście Ci się nawaliło.
          Co do kotów, to coś mi się nie widzi, że poza Burkiem, to i drugi od razu
          będzie miał lub ma syndrom urologiczny. To są sprawy osobnicze organizmu
          (jeden może mieć kamienie szczawiowe, drugi fosforowe) bez badania drugiego kota
          ani rusz...na zapas nie dawaj drugiemu, tego co Burkowi. Karma normalna i pasta
          zakwaszająca (to Uro-pet?) W hurtowni jakoś chyba było taniej (czy nie 28 zł?)
          A może w googlach znaleźć producenta Uro-petu i potem kontakt w Polsce czyli
          hurtownia w Krakowie?
          A poza tym to chyba najbardziej zakwaszające jest mięso czerwone (woł.) więc
          może inny rodzaj mięsa będzie OK? Nie wolno także nabiału, ale sucha karma
          np. ASD Trovetu może być podawana nie jako jedyna. Ech, na syndromie
          urologicznym kotów mało się znam, choć chyba generalnie karma dla kastratów
          jest właśnie lekko zakwaszająca (a wybór tej karmy jest duży). Moje koty jakoś
          do tej pory nie miały (jedzą pełnotłuste, pełnobiałkowe, nie dla
          kastratów...tego im nie kupuję).
          Jakie odczyty w poniedziałek będzie miał Burek - podaj proszę. Na pewno
          forumowiczki się wypowiedzą. Ja z kolei znam recepturę domowego jedzenia dla
          kotów z niewydolnością nerek (to już nieuleczalne, więc gdyby coś...to takie
          jedzenie na pewno nie powinno zaszkodzić, ale musi być też jakaś receptura
          domowa dla syndromu urologicznego.
          W każdym razie podaj te wyniki Burkowe.
          Pozdrawiam....i w ogole to kiedyś się zmieni układ sił i wyjdziesz na prostą...
          czego Ci oczywiście wszyscy życzymy..my...
          Na razie!
          • wiesia.and.company Re: Mama007 zgłoś się - są tu hurtownie wet. 29.07.05, 14:07
            www.hurtownie.pl/szukaj.php?subgo2=1&coszukaj=&miasto=Krak%F3w&wojew=6&po_nazwa=1&po_opis=1&po_kluczach=1&po_adres=1&kategory=10116&qry_itm
            s=25
            Rety! Znalazłam coś takiego właśnie: www.hurtownie.pl potem w: małopolskie,
            potem Kraków i potem pod Z: zwierzęce i weterynaryjne. Może uda się w hurtowni
            taniej kupić, bo w karusku jest chyba 33 zł.
            Pozdrowionka.
    • alchemilla Re: Burek chory,Asia szaleje,ja już nie mogę... : 29.07.05, 19:08
      Witam, ostatnio podziwiałam Twoje koty i Niebieskooką, wszyscy piękni. Pechowo
      Ci się ułożyło. Jak mówią, co nas nie zabije to nas wzmocni. A znajomy dodaje
      optymistycznie, że codzienność codziennie podrzuca nam coś nowego, szkoda, że
      Tobie w takiej ilości. Asolutnie nie chcę się licytować, ale przeżyłam dzisiaj
      część koszmaru, nagle na ulicy okazało się, że nie mam torebki. A wraz z nią
      wszystkich dokumentów, notesu ze wszystkim, komórki, kart, kluczy do domu,
      recept, zwolnienia od lekarza, skierowania na badanie, książeczki ciąży ze
      zdjęciami usg i całej tej dokumentacji. Zerwał się wiatr, zaczęło padać, burza,
      upiornie parno, przystanek bez osłony i nie jadący autobus. Aż dziw, że kanary
      się nie pojawiły. Absolutna bezsilność. Już poblokowałam karty, konto w banku,
      komórkę, zwolnienie da się odzyskać, zamki trzeba powymieniać, przeboleć
      straty. No, ale problemy trzeba rozwiązywać, pewne rzeczy są ważniejsze: że
      Mała zdrowa, że jest mieszkanie, koty czekają i mruczą na powitanie a były
      stracił i kiedyś to do niego dotrze, zresztą może lepiej, że dodatkowo nie
      musisz znosić na codzień palanta. Dużo sił i zdrowia dla wszystkich.
    • mama007 bedzie meldunek!! :))))) 30.07.05, 10:02
      dziewczyny,
      nie chce zapeszac, ale chyba zaczyna byc powoli z gorki (ale ciiiicho, zeby nie zapeszyc!). wlasciciel powiedzial, ze bez problemu mnie zamelduje, nawet byl zdziwiony, ze mam watpliwosci smile)))))))) facet mnie zaskakuje z dnia na dzien smile))) tyle, ze dopiero w polowie sierpnia, bo teraz wyjezdza. mam nadzieje, ze dla kierowniczki zlobka to nie bedzie problem, ze teraz zaniose jej dokumenty, a meldunek bede miala dopiero po polowie sierpnia. no nic zobaczymy. ale i tak jest juz dobrze. ufff...
      a co do kociego zarcia - rozmawialam z dziewczyna, od ktorej dostalam Burka. jest z Lublina i niedawno zalozyla tam fundacje, bierze karme bezposrednio z hurtowni i powiedziala, ze wezmie mi po cenach hurtowych w Lublinie i poda busem do Krakowa. porownalam ceny, jest naprawde spora roznica (np ok 10zl na tej tubie do miecha). po poniedzialku, jak bede miala Burkowe wyniki dam jej znac jakie dokladnie karmy mnie interesuja.
      jestescie takie kochane!!! dziekuje naprawde za podtrzymywanie na duchu i w ogole! a teraz spadam czytac dalej "Ogniem i mieczem", porzadna powtorka byc musi, bo we wrzesniu egzamin z Historii literatury (4 z egz z komunikacji zepsula mi srednia na 4.6 sad ...)
      buzka kobietki! smile
      Aga

      aha, jeszcze a propos Burka - wszedzie sika dalej sad tzn wlasciwie nie sika, czyli leje normalnie zlosliwie, tylko tak posikuje. jakby nie mogl tego powstrzymac sad np jak zobaczylam, ze zaczyna sikac to podeszlam, a on zaczal uciekac, ale sikal dalej sad tzn nie sikal, tylko tak popuszczal, po troche... eh, co z tym to nie wiem, poki co ide dac mu antybiotyk. i chyba klamerke na nos sobie kupie. i olejek jalowcowy jade zaraz kupic smile
      A.
      • umfana Re: bedzie meldunek!! :))))) 30.07.05, 10:47
        Cieszę się, że idzie u Ciebie "na prostą" :o)
        Burek jest chory i bardzo cierpi, więc wybacz mu wszelkie posikiwanie sad
        Wiem że czasami trudno, ale on jest w gorszej sytuajci niż Ty sad((
        Moc zdrowia dla Burania :o)
      • czarnarebeka Re: bedzie meldunek!! :))))) 01.08.05, 00:33
        Gratuluję, juz chciałam się dowiadywac, jak moi znajomi złatawiali meldunki w
        Kraku.
        Nie wiem, czy najtańsza, ale tania karma jest na placu imbramowskim, na wagę i
        zawsze świeża. Jeśli masz blisko, moze warto na spacer? Przy okazji Maluch
        poogląda owocki i może zgłodnieje? Pozdrawiam.
        • wiesia.and.company Re: I dobrze, i dobrze.... 01.08.05, 10:42
          Coś się zaczyna dobrego dziać. Tfu, tfu... odczyniam uroki. Jak to dobrze, że
          taka zaradna jesteś, to możesz przezwyciężyć utrudnienia.
          Burek bidulek, musi się jeszcze pomęczyć, aż to leczenie antybiotykiem pomoże.
          Sama pamiętam, gdy miałam chwilowe (2 dni zapalenie pęcherza) i zjeżdżałam
          windą z III piętra (uprzednio odwiedziwszy łazienkę) a na parterze już leciałam
          oddać kropelkę, a nacisk na pęcherz był taki, że obawiałam się podróży
          autobusem do domu (na wszelki wypadek nosiłam podpaski). Jednym słowem też
          posikiwałam, jak Burek. Minęło.
          Co do postu alchemilli, to współczuję... Kiedyś mi w pracy torebkę ukradziono.
          Jechałam za pożyczone taksówką do domu z pustymi rękami, bałam się że już
          mieszkanie okradzione, koty zarżnięte... wyjść z domu nie mogłam dopóki nie
          zmieniłam chociaż dwóch zamków. No, to też jest straszne przeżycie, oby już
          nigdy więcej!
          Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka