kawka74
01.09.05, 16:30
wczoraj przyszedł sąsiad z góry i mówi "przepraszam panią bardzo, zajrzałem
do pani, bo zauwazyłem, że rudy kot chodzi po barierce na balkonie". Mówię,
że przed chwilką widziałam Bambuchę w dolnej szufladzie, jak się plątała pod
nogami. Że żaden z moich kotów nigdy po barierce nie łaził. Pożegnałam
sąsiada, idę na balkon, a ta oślica siedzi sobie na barierce - 10 piętro!!!! -
i się cieszy. Mąż na nią huknął, zeskoczyła i pobiegła do mieszkania.
Dzisiaj otworzyłam balkon. Upał, duszno. Ruda chodzi sobie po balkonie, ja
stoję obok, odwróciłam się na chwilkę - a Bambucha siedzi na barierce. Fukam
na nią, błagam, grożę itd - Bambucha podniosła tyłek i ruszyła wdzięcznie
balansując po balustradzie. Boże, jak ja się bałam, że szarpnie się, gdy będę
próbowała ją chwycić, ale udało mi się małpę capnąć, wyrzucić z balkonu i
zamknąć drzwi.
Jutro zamawiam fachowca od siatkowania balkonu. Na razie wolę się udusić w
duchocie, niż ryzykować.
I już nigdy nie powiem, że moje koty na pewno czegoś nie robią. Moją pewność
ruda mogła przypłacić życiem.