Chyba moje koty ogarnęła takowa, bo siedzą od rana na oknie, zapatrzone w
dal, wsłuchane w jesienny poszum liści i jakieś takie melancholijne... Po
całym mieszkaniu porozrzucały kasztany i żołędzie, które przywieźliśmy im
dzisiaj z lasu, a teraz siedzą zgodnie, ogon, w ogon, i razem wystawiają
mordki do słońca. Rzadki widok. Nie szczypią się po tyłkach, nie syczą, nie
spychają z parapetu... Jesienna zaduma, nic innego