Dodaj do ulubionych

Kotka sie nie doczekała

25.06.06, 13:19
jest mi trudno o tym pisać, ale chcę się dowiedzieć co będzie dalej....

Pisałam, że zamówiłam siatkę na balkon - ma przyjśc we wtorek.
Dziś rano mój mąż zachowal sie nieodpowiedzialnie, otworzył balkon i kotka
wypadła sad((( 9 pietro.
Ma połamane wielokrotnie kości udowe, staw pewnie do niczego.... kotka miala
robione rtg bez uśpienia, więc nie do końca oddaje stan rzeczy. Kregosłup
cały, chyba nie ma krwotoków wewnętrznych, minęło z 5 godzin od wypadku, teraz
sobie śpi unieruchomiona. Jutro chirurg oceni czy się nadaje do operacji -
wstawiania implantów. Dziś weterynarz dawał małe szanse, ale zostawił ocenę
chirurgowi.
Proszę, powiedzcie... kotka bez tylnich łapek naprawdę trzeba uspić? On nie
może żyć bez łapek?
Nie umiem wyrazić jak jestem przerażona sad((((((
Obserwuj wątek
    • tygrysio_misio Re: Kotka sie nie doczekała 25.06.06, 13:25
      hej..jak ma miec implanty to moze poskładaja go..nie martw sie przedwczesnie

      poczekaj do jutra...
      • pierozek_monika Re: Kotka sie nie doczekała 25.06.06, 13:27
        no wlasnie wet powiedział, że wg niego nie ma nawet jak wstawić implanty, bo
        polamane kości nie po środku, tylko na całej gługości i rozwalony staw.
        Boże umrę do jutra sad(((
        • tygrysio_misio Re: Kotka sie nie doczekała 25.06.06, 13:31
          poczekaj na chirurga..on lepiej sie zna na swojej robocie

          kiedys bylam swiadkiem "rozpoznania" prze pana od USG torbieli na
          jajnikach..niby gosc sie znal bo duzo robil takich zabiegow...dziewczyna w
          wieku 15 lat nie miala okresu...nie bylo widac 1 jajnika..i ten pan tez dal
          tragiczna diagonze....dziewczyna musiala poczekac na ginekologa 1
          dzien...ginekolog powiedziala,ze pewnie dostanie niedlugo okes bo przed 1
          jajniki nabieraja plynow czy czegos innego i lekko puchna...

          wiec widzisz...i Ty poczekaj do diagnozy kogos kto sie na wstawianiu implantow
          zna
        • misia007 Re: Kotka sie nie doczekała 25.06.06, 13:36
          Moniko to straszne, brak mi słow, zeby Cie pocieszyć.Moze da sie cos zrobic,cuda
          w końcu sie zdarzają.trzymam kciuki i pomodłe sie do Franciszka ale jeśli
          amputacja bedzie konieczna to niech raczej kot odejdzie za TM bez bólu i cierpienia.
          Jestem z Tobą myslami, oby wszystko dobrze sieskończyło.
          • barba50 Re: Kotka sie nie doczekała 25.06.06, 14:32
            Strasznesad((
            Ale spróbuj poczekać na diagnozę specjalisty...
            Napiszę tylko, że w moim dzieciństwie też mieliśmy wypadek naszego kota -
            wypadł polując na gołębie z 5 piętra na betonowe podwórko. Te piąte piętro to
            było bardzo wysoko, mieszkanie miało wysokość 4.30 m. Nie pamiętam - byłam
            dzieckiem, było to przeszło czterdzieści lat temu czy byliśmy u weterynarza.
            Inne czasy były. A kot miał połamane wszystkie łapy, pewnie coś jeszcze, leżał
            kilka tygodni na środku kuchni i wylizał się. Po urazie nie zostało śladu.
            Oczywiście każdy przypadek jest inny, piszę to żeby Cię natchnąć otuchą.
            Trzymaj się! Myślę o Was cieplutko
            Baśka z dwoma grzecznymi kocicami i znów pogryzionym Pepkiem... Ehhh...
            • magdaksp Re: Kotka sie nie doczekała 25.06.06, 14:54
              strasznie mi przykor,naprawde,ale mam ndzieje ze kocinka wydobrzeje.pisz jak
              cos bedziesz wiedziec.
    • katikot Re: Kotka sie nie doczekała 25.06.06, 15:11
      biedna kicia, mam nadzieję, że jednak wszystko będzie dobrze!
      • pixie65 Re: Kotka sie nie doczekała 25.06.06, 16:08
        Kurcze...Moniko, strasznie Ci współczuję...Najgorsze jest takie czekanie, kiedy
        nie można nic zrobić...Mam nadzieję, że może jednak Kociejce się uda, będę z
        całych sił trzymać kciuki. Mówcie do niej i głaszczcie ją, niech wie, że musi
        walczyć i ma dla kogo zdrowieć...
    • cleo_1 Re: Kotka sie nie doczekała 25.06.06, 16:58
      Boze drogi, az sie splakalamsad((
      Nie umiem wyrazic, jak Ci wspolczuje i jak mi strasznie Twojego kotka zalsad((((
      Trzymam kciuki aby wzystko bylo dobrze. Kotki sa niesamowite i nawet upadek z
      tak wysokaz potrafia przzyc i sie z niego wykraskac. Badz dobrej mysli, mam
      nadzieje, z potrafisz, ja bym chyba w jednak noc osiwiala jak golabek... Ale
      wierzylabym, ze wszystko bedzie dobrze.
      Napisz koniecznie, jaki jest stan kotka.

      pierozek_monika napisała:

      > jest mi trudno o tym pisać, ale chcę się dowiedzieć co będzie dalej....
      >
      > Pisałam, że zamówiłam siatkę na balkon - ma przyjśc we wtorek.
      > Dziś rano mój mąż zachowal sie nieodpowiedzialnie, otworzył balkon i kotka
      > wypadła sad((( 9 pietro.
      > Ma połamane wielokrotnie kości udowe, staw pewnie do niczego.... kotka miala
      > robione rtg bez uśpienia, więc nie do końca oddaje stan rzeczy. Kregosłup
      > cały, chyba nie ma krwotoków wewnętrznych, minęło z 5 godzin od wypadku, teraz
      > sobie śpi unieruchomiona. Jutro chirurg oceni czy się nadaje do operacji -
      > wstawiania implantów. Dziś weterynarz dawał małe szanse, ale zostawił ocenę
      > chirurgowi.
      > Proszę, powiedzcie... kotka bez tylnich łapek naprawdę trzeba uspić? On nie
      > może żyć bez łapek?
      > Nie umiem wyrazić jak jestem przerażona sad((((((
      • 1966f Re: Kotka sie nie doczekała 25.06.06, 17:11
        Moja kotka w zeszłym roku wypadła z okna i wybiła sobie zęby więc wiem co
        czujesz .Mąż obarczał mnie winą więc czułam sie jeszcze gorzej.Trzymaj się.
        • pierozek_monika Re: Kotka sie nie doczekała 25.06.06, 17:47
          nie musiałam czekać - doktor Molicki przyjechal do kliniki i ocenił. Potem
          pojechałam jeszcze ze zdjęciami do Kliniki Małych Zwierząt na Brynów -
          usłyszałam to samo sad(((
          90% że się nie poskłada tych odłamków, a jak sie poskłada, to i tak ma
          uszkodzone nerwy. Powiedzieli, że za miesiąc dwa przyjdzie i tak nam podjąć
          decyzję o eutanazji a jeśli nawet się zrośnie kość, to jakość jej życia będzie
          fatalna. Cewnikowanie, niemożność wysiusiania się, podrapania żwirku..... sad(((((
          Mała biedulka sad((((
          • beali Re: Kotka sie nie doczekała 25.06.06, 18:01
            Opowiadałam mężowi o Waszym nieszczęściu,a Ty
            w międzyczasie napisałaś.Nie wiem co powiedzieć,
            no zupełnie nie wiem;-(
            Mocno przytulam
          • kotbehemot6 Re: Kotka sie nie doczekała 25.06.06, 18:47
            to naprawdę tragedia, i dla Ciebie i dla koteczki...nie wiem co napisać strasznie Wam współczuję, całym sercem jestem z Wami
          • adrzewoj Ogromnie przykro 26.06.06, 08:36
            Jesteś w sytuacji, w której nie ma właściwie możliwości podjęcia dobrej decyzji.

            Współczuję...
        • beali Re: Kotka sie nie doczekała 25.06.06, 17:54
          Mój Boże,Monika,współczuję tego co się stało;-(
          Nie możesz jednak zrobić nic innego,jak zaczekać na opinię
          chirurga.Wszyscy tu czekamy razem z Tobą.Trzymam kciuki za
          kocinkę bardzo mocno i za Ciebie,bo po ostatnim wypadku mojej koty,
          wiem co czujesz.
          Zwierzęta czasem potrafią wylizać się z najgorszych przejść,są silne,
          mają wolę życia i tego trzymaj się.
          Ściskam
    • cerveja Re: Kotka sie nie doczekała 25.06.06, 17:59
      tak bardzo Ci wspolczuje tego co sie stalo. Biedna malutka kotka,
      najwazniejsze, zeby nie cierpiala. Badz silna i nie zalamuj sie!
      • pixie65 Re: Kotka sie nie doczekała 25.06.06, 19:13
        Monika, wiem że to strasznie trudne i czasem trzeba TĘ decyzję podjąc,
        ale....może jednak dać jej szansę, spróbować...???? Usiądź spokojnie i posłuchaj
        samej siebie i swojej Koty...Niech obcy ludzie, nawet najlepsi fachowcy nie
        podejmują zbyt szybko decyzji. I tak to Ty będziesz za nią odpowiedzialna, więc
        pozwól sobie pomyśleć. Trzymam kciuki, przesyłam pozytywną energię. Aaaa...może
        homeopatia...?
        • misia007 Re: Kotka sie nie doczekała 25.06.06, 20:05
          Moniko strasznie mi przykro,myślę o Waszej tragedii i łzy same mi płyna.Moze
          jest jeszcze jakaś szansa dla kici, moze cud sie zdarzy.Jesli nie musisz byc
          dzielna.
          najgorsze to patrzec na cierpienie ukochanego zwierzaka.Bardzo Ci współczuję.
      • bellisea Re: Kotka sie nie doczekała 25.06.06, 21:24
        Trzymaj sie dzielnie. Moze uda sie kicie poskladac.
    • aankaa Re: Kotka sie nie doczekała 25.06.06, 19:08
      Trzymaj się dzielnie ale nie zapominaj, że dalsze życie kotecka też jest ważne.

      Miałam do wyboru: uśpić / skazać na miesiące "dyskomfortu" (że tak to napiszę)
      i leczenia za wszelką cenę

      Max (świnka morska, 7 lat, zachorował "znienacka" i, niestety, nieodwracalnie)
      nie żyje od 3 lat. Zasnął na moich (i dziecka) rękach. Pamiętamy lata z Maxem
      biegającym po plaży, ganiającym się po łąkach i szukanie wśród krzaczorów na
      Mazurach (globtroter był z niego, wszystkie nasze wakacje zaliczył).

      Nie namawiam, nie zachęcam, nie zmuszam ...
    • zolwik Re: Kotka sie nie doczekała 25.06.06, 21:13
      Trzymam kciuki zeby diagnoza chirurga byla optymistyczna.
      I za spokojna noc.
      • szuwary4 Re: Kotka sie nie doczekała 25.06.06, 21:36
        W schronisku "Ocalenie" prowadzonym przez Komitet Pomocy dla Zwierząt jest kotka
        Buffinka, która wskutek wypadku doznała urazu tylnych nóg i tylnej części
        kręgosłupa. Lekarze zdołali uratować jej życie ale tylnym nóżkom nie można było
        przywrócić sprawności. Kotka ta jednak żyje radośnie bo jest mobilna gdyż
        znależli kogoś, kto zmajstrował jej bardzo zmyslny wózeczek na kółkach
        zastępujacych bezwładne nózki. Jak to wygląda i historię Buffinki można poznać,
        wchodząc przez google na stronę : Komitet Pomocy dla Zwierzat - Tychy i
        zaglądając do archiwum: grudzień 2004 i potem luty 2005. Pozdrawiam Ciebie a
        kotkowi zyczę powrotu do zdrowia.
    • kot00 Re: Kotka sie nie doczekała 25.06.06, 22:27
      Bardzo bardzo Ci wspolczuje i kotkowi. Wiem co przezywasz bo dwa lata temu moja
      kotka spadla mi z 6 pietra. Miala zlamana miednice w jednym miejscu. Zadnego
      krwotoku wewnetrznego. Przez ponad tydzien jezdzilismy z kotka do lekarza na
      zastrzyki. Nie miala robionej zadnej operacji ale tez zlamala sobie te
      miednice "dosc fortunnie" (jezeli w ogole mozna tak powiedziec) i dlatego
      lekarz uznal, ze powinna sie zrosnac sama. I tak bylo. Kotka sama doszla do
      siebie. Byla bardzo dzielna. Jednak pierwsza noc byla straszna. Kota byla w
      szoku, ze nie moze chodzic. Ciagnela za soba "odwlok" w postaci bezwladnych
      tylnich lap. Usilnie starala sie przmieszczac. Dopiero za jakis czas
      zrozumiala, ze jest chora i musi po prostu spokojnie lezec. Na samym poczatku
      siedzialam przy niej i czuwalam. Bardzo sie o nia martwilam. Udalo sie.
      Poczekaj na diagnoze chirurga i podejmij sluszna decyzje. Wydaje mi sie, ze
      koty to twarde zwierzeta.
      Kiedys ogladalam film o kalekich zwierzatkach: pieskach, kotkach. Wynikalo z
      niego, ze te zwierzeta po prostu przyzwyczaiaja sie do nowej sytuacji i uwazaja
      ja za zupelnie normalna.
      Jestem sercem z Toba i kotkiem. Trzymam kciuki i czekam na wiesci.
      • cleo_1 Re: Kotka sie nie doczekała 25.06.06, 23:02
        Masz racje. Koty to twardziele. Oby teraz tez tak bylo. Pomodle sie do Sw.
        Franciszka aby dal tej biedulce zdrowie.


        > Bardzo bardzo Ci wspolczuje i kotkowi. Wiem co przezywasz bo dwa lata temu
        moja
        >
        > kotka spadla mi z 6 pietra. Miala zlamana miednice w jednym miejscu. Zadnego
        > krwotoku wewnetrznego. Przez ponad tydzien jezdzilismy z kotka do lekarza na
        > zastrzyki. Nie miala robionej zadnej operacji ale tez zlamala sobie te
        > miednice "dosc fortunnie" (jezeli w ogole mozna tak powiedziec) i dlatego
        > lekarz uznal, ze powinna sie zrosnac sama. I tak bylo. Kotka sama doszla do
        > siebie. Byla bardzo dzielna. Jednak pierwsza noc byla straszna. Kota byla w
        > szoku, ze nie moze chodzic. Ciagnela za soba "odwlok" w postaci bezwladnych
        > tylnich lap. Usilnie starala sie przmieszczac. Dopiero za jakis czas
        > zrozumiala, ze jest chora i musi po prostu spokojnie lezec. Na samym poczatku
        > siedzialam przy niej i czuwalam. Bardzo sie o nia martwilam. Udalo sie.
        > Poczekaj na diagnoze chirurga i podejmij sluszna decyzje. Wydaje mi sie, ze
        > koty to twarde zwierzeta.
        > Kiedys ogladalam film o kalekich zwierzatkach: pieskach, kotkach. Wynikalo z
        > niego, ze te zwierzeta po prostu przyzwyczaiaja sie do nowej sytuacji i
        uwazaja
        >
        > ja za zupelnie normalna.
        > Jestem sercem z Toba i kotkiem. Trzymam kciuki i czekam na wiesci.
        • trawa11 Re: Kotka sie nie doczekała 26.06.06, 01:47
          strasznie to przykre,ale nie zamartwiaj sie na zapas.Wiara czyni cuda.Ja
          wzielam kotka ze schroniska,jest po amputacji prawej gornej lapki.Wiem,ze to
          nie to samo,sama zauwazam jak wielka role w przypadku ,akurat mojego kota
          odgrywaja wlasnie tylne lapki,ktore powoduja to ,ze kot swobodnnie porusza sie
          na tej jednej przedniej ,ale odbijajac sie tylnymi.Ale tak naprawde to tego nie
          widac.Wspaniale sobie radzi.slyszalam odd znajomego ,ale nie widzialam
          tego ,jego sasiadka ma tez kotka ,u ktorego podczas upadku zostal przerwany
          rdzen kregowy.Kotek ciagnie za soba druga polowe ciala,i na cale szczescie nie
          zanosi sie na to ,aby go uspic.Jest otoczony wspaniala miloscia i dzieki temu
          na swoj sposob probuje w miare swoich mozliwosci zyc z tym ,tak jakby tego nie
          bylo.
          mocno trzymam kciuki!Myslami jestem z toba.
          • mirmunn Re: Kotka sie nie doczekała 26.06.06, 08:57
            Bardzo Wam - Tobie i kocikowi wspólczuję.
            Spróbuj się nie załamywać. Może poczekaj z OSTATECZNĄ decyzją. Może kotka
            przystosuje się tak, jak inne opisane przez dziewczyny zwierzaki. A jeśli nie,
            jeśli egzystencja bedzie tylko bólem - cierpienie mozna przerwać zawsze. Daj
            jej szansę. A z optymistycznych historii kalekich zwierzaków - widziałam w
            Parku Białoprądnickim (Kraków) dość sporego psa (duza waga)- kundelka, który
            miał tylną część ciała na wózku. Wózek wyglądał dość profesjonalnie - metalowy -
            chyba aluminiowy, wysciełany. Albo specjalistyczny, albo robiony przez kogoś
            zdolnego na zamówienie. Psu towarzyszył drugi, mniejszy, bawiły się ładnie.
            Mniejszy biegał koło inwalidy i pozwalał się łapać- "zaczepiały
            się".Właściciele - starsi ludzie. Psu wózek chyba wcale nie przeszkadzał.
            Szkoda, ze do nich nie podeszłam wtedy i nie wypytałam , co i jak.
            Trzymaj się i nie trac nadziei. Koty majją wolę zycia, jeśli są kochane. Nie
            bez racji mówi się o 9 żywotachsmile
    • kirke18 Re: Kotka sie nie doczekała 26.06.06, 08:58
      Moniu, dołączam się do wyszystkich gorących życzeń... trzymam kciuki i modlę
      się za Was. Też o mało nie dostałam zawału- czekam na wymianę okien, więc nie
      zakładałam siatek na "stare" i parę dni temu mój syn (... głupi itd) poszedł
      się kąpać i zostawił szeroko otwarte okno. Oczywiście Katia siedziałą na
      zewnętrznym parapecie w nadalszym rogu. Kiedy weszłam do pokoju- spojrzała
      przez szybę, miałknęła, odwróciła się(!!!!!) i spokojnie wróciła do pokoju. LOL
      Wiem, że to tylko III piętro, ale na dole jest tylko kawałek ziemi i chodnik,
      poza tym daszek od wejścia... no wszystko się mogło zdarzyć, na szczęście nie
      zdarzyło. Miejmy nadzieję, Moniko, że znajdzie się dobre rozwiązanie...
      • marta.kunc Re: Kotka sie nie doczekała 26.06.06, 10:23
        moniko bardzo ci wspolczuje.pamietaj ze to dobro kota jest najwazniejsze.sama
        to musisz ocenic - co bedzie najlepsze.bez egoizmu...
        trzymam kciuki za was...
        • annb Re: Kotka sie nie doczekała 26.06.06, 10:27
          marta.kunc dobrze ze to napisałas
          ja mam do siebie żal ze nie pozwoliłam uspić naszego pierwszego psa, tylko w
          imię miłości przedłużałam jego cierpienia.
          sad(((
          • wiesia.and.company Re: Moniko,okropne co się stało...ja bym poczekała 26.06.06, 10:45
            Mówi się, że koty mają 9 żyć - a to dlatego, że ludzie lub inne zwierzęta już
            dawno by zginęły, koty są "twarde" i przeżywają nawet trudno wyobrażalne
            przypadki. Dodatkowo w momencie bólu wydziela się adrenalina w takiej ilości,
            że powoduje znieczulenie (to jakoś tam udowodniono). Daj jej szansę (może
            właśnie to 10%), że się polepszy, jeśli lekarze doradzą masowanie, to masuj.
            Widywałam sąsiadkę z wyższego piętra, która zwoziła windą kota z bezwładnymi
            tylnymi łapami na podwórko - robiła jej w ten sposób przyjemność, bo kot był
            przyzwyczajony do rzadkich spacerów.
            Właściwie to kupkę i siusiu kot robi trzy razy dziennie (czasem częściej),
            wtedy będzie potrzebna pomoc. Moje i tak załatwiają się na ogół na dzień dobry
            i kiedy tylko przestawię nogi przez próg, wracając z pracy, więc najczęściej
            wtedy gdy jestem.
            Zobacz, jak postępuje rehabilitacja. Ja bym potem spróbowała wizyty u p. dr
            Rudnickiej-Brzezny z kliniki "4 Łapy" na Olbrachta. Bioenergoterapia może
            zdziałać cuda. Na pewno musisz się przyglądać, za szybko też nie jest czasem
            dobrze, bo potem można sobie okropnie pluć w brodę, że się nie wykorzystało tej
            jednej jedynej szansy.
            Trzymam bardzo mocno kciuki i pozdrawiam. Pogłaszcz ode mnie łepeczek.
            Wiesia + 7
            • pixie65 Re: Moniko,okropne co się stało...ja bym poczekał 26.06.06, 12:43
              Moniko, odezwij się...jak będziesz miała wolną chwilkę. Kciuki cały czas
              trzymam.
              • barba50 Wszyscy trzymamy... nt 26.06.06, 13:09
              • pierozek_monika Re: Moniko,okropne co się stało...ja bym poczekał 26.06.06, 13:29
                Dziękuję Wam wszystkim za ciepłe słowa,
                widząc jak kotka znosi niewolę transporterka i myśląc o tym co mówią chirurdzy i
                o tym jaka nasza kotka jest, skróciliśmy męki, odeszła przytulona do mnie.
                Teraz jest też źle, bo człowiek myśli, że a może jednak udało by się, może to,
                może tamto.....Źle, bo nie ma jej przy mnie, a było jej w domu "pełno". Kochała
                mojego psa...... drugiej takiej nie spotkam.
                Została Milusia.... pewnie przez swoją gapowatość nawet nie zauważyła, że nie ma
                Pelasi.
                W domu ciężko, bo parę niepotrzebnych słów padło.... mąż czuje się winny, o mało
                wieczorem kota nie przywiózł nowego. Potem wymyślił, że kotek się odrodzi... a
                na końcu zwiał do kolegi.

                Błagam Was - nie piszcie już, że mozna było spróbować, czy słusznie zrobiłam,
                czy nie sad( bo i tak już nic się nie cofnie, a mimo wczorajszego całkowitego
                przekonania o słuszności wyboru, i tak teraz myślę, że można było próbować i
                chyba do końca życia to poczucie winy pozostanie.
                • zolwik Re: Moniko,okropne co się stało...ja bym poczekał 26.06.06, 13:39
                  Badz dzielna. Ukochaj drugiego kota.
                  Jestem zwolenniczka eutanazji, lepiej tak niz miala by sie meczyc. Pelasia juz
                  nie czuje bolu, jest szczesliwa i biega za TM.
                  • misia007 Re: Moniko,okropne co się stało...ja bym poczekał 26.06.06, 15:06
                    Moniko tak ciężko podjąc taką decyzje ale czasem po prostu trzeba.Liczy sie nie
                    długość a jakość życia.Dwa razy bylam w podobnej sytuacji i wiem jak to boli i
                    te wątpliwości, czy nie mozna bylo inaczej.Wiadomo, ze nie ale cierpimy bo
                    kochaliśmy nasze zwierzaki i nie wyobrażamy sobie jak bedzie bez nich.Minie
                    sporo czasu zanim będziesz mogla myslec o Niej bez bólu ale tak kiedys
                    będzie.Trzymaj się
                • kotbehemot6 Re: Moniko,okropne co się stało...ja bym poczekał 26.06.06, 17:48
                  monisu,wypadki się zdarzają niezależnie od naszego najlepszegoa starania,Twoja kicia biega teraz z moim Filipem, i moim Ryśkiem,są w nnaszych sercach i zawsze tam będą, na pewno kicia wiedziała że ją kochasz.....płaczę razem z Tobą,
                • m_orsetti Re: Moniko,okropne co się stało...ja bym poczekał 26.06.06, 18:03
                  Droga Moniko

                  Nie odzywałam się wcześniej-żeby uchronić się przed ostracyzmem myślących
                  przeciwnie niż ja.... Powiem teraz: człowiek, który otacza opieką i miłością
                  zwierzę, który jest za nie odpowiedzialny- ma obowiązek przeprowadzić je za
                  tęczowy most- jeśli zwierzę cierpi. Na nic spekulacje, że może nie cierpi, że
                  może nie boli, może się uda. To zbyt wielki szok dla człowieka- a co dopiero dla
                  ałego zwierzaczka zależnegood człowieka... Nie mamy się co łudzić: zwierzę
                  cierpiało. A gdyby był sens kota ratować- żaden wet nie sugerowałby eutanazji.

                  Podjęłaś słuszną decyzję. Co się stało- nie odstanie się.

                  A teraz- pomóż innemu kotu. Pełno kocich nieszczęść dokoła- a Twoja Kotka na
                  pewno- gdyby była człowiekiem- powiedziałaby Ci to samo.

                  Być może moje słowa zabrzmiały surowo. Jestem z Tobą, współczuję Ci strasznie.
                  Jednak- powtarzam: podjęłaś najlepszą decyzję.

                  Gdy smutek ucichnie załóż siatki na okna i przygarnij bidę jakąś. Duch Twojej
                  kotki na pewno się w bidzie odezwie- bo zwierzęta mają jedną wielką wspólną duszę.

                  Bardzo, bardzo mi przykro, że doświadczasz takich cierpień. Jestem z Tobą.

                  Monika
                  --

                  alkaida.com.pl
                  • pierozek_monika Re: Moniko,okropne co się stało...ja bym poczekał 26.06.06, 22:09
                    w moim domu jest miejsce dla drugiego kota. Będzie. Wezmę dorosłego, ja nie
                    muszę mieć maleńkiego kotka z dużymi oczkami. Tylko jeszcze trochę sad
                    Kotka Milusia, ta od siedzenia w szafie, chodzi po mieszkaniu, kręci się, jednak
                    jej brakuje przyjaciółki sad
                    Dziękuję.
                    • m_orsetti Re: Moniko,okropne co się stało...ja bym poczekał 27.06.06, 00:07
                      Moniko kochana...

                      Moja zagłodzona- odkarmiona Bura kotka dziś pchała mi się na kolana. Jest
                      malutka, zaprzyjaźniona z kotami i psami - i cudna po prostu. Uwodzi wszystkich
                      po kolei- włącznie z moim psem, który jest przy niej wielkijak godzilla. A ona
                      się do niego wdzięczy....wink

                      Wali mnie z nóg jej wdzięk- i... nikt jej nie chce. Jest bura, zwykła na oko---
                      i kompletnie zaczarowana jeśli chodzi o rozumienie. Rozumie, kiedy ją chcę
                      zawołać- cicho miauczę i ona wybiega spod któregoś auta... Wie, kiedy mam
                      jedzonko, a kiedy wychodzę do niej tak po prostu. Wie, jak obłaskawiać mojego
                      psa. Sama wszystko rozumie. Pokazuje mi gdzie mam sie zatrzymać (żeby była
                      bezpieczna od psa). Pokazuje mi wszystko. Ale- niestety- jest tylko bura.

                      Myślę, że to dobry kot na taką ranę jak Twoja. Jak tylko zrobi Ci się w sercu
                      miejsce- mogę Ci malutką przywieźć.

                      Ale- jeśli nie czas---pomyśl o niej kiedyś. Tak dziś rano pomyślałam, że ona
                      jest dla Ciebie. Nie wiem czemu.

                      Nie czekaj długo. Nie opłakuj. Daj miłość następnemu kotu. To lepsze niż żałoba.

                      Bardzo jestem z Tobą.

                      Monika
                      --

                      alkaida.com.pl
                      • pierozek_monika Re: Moniko,okropne co się stało...ja bym poczekał 27.06.06, 08:12
                        dla mnie bury kolor to najpiękniejszy na świecie, Bo widzisz ja się pożegnałam z
                        dwoma, a nawet trzema kotkami (trzeci był tylko 3 dni - odszedł na panleukopenię
                        dawno temu). Bura koteczka odeszła od nas 3.5 roku temu za sprawą błędnej
                        interwencji chirurgicznej.Ta kotka była ulubienicą mojego męża i nianią mojej
                        córki. Była taka opiekuńcza.
                        Ale kotki wziąć (chyba) nie mogę, już piszę dlaczego. Lena_zet (moja kochana
                        przyjaciółka) ma sporą gromadkę, 2 swoje koty, 2 psy i udzieliła teraz
                        schronienia dwóm kotom. Jednemu w kwietniu - nikt go nie chce. Ma małe
                        mieszkanie i naprawdę bardzo się razem męczą. Wczoraj pomyślałam, że może wezmę
                        czarnego do siebie, tylko zamontuję siatkę na balkonie i prochę mi przejdzie.
                        Niestety, ostatnio nie mam szczęścia. Czarny wczoraj wyszedł na spacer i nie
                        wrócił. Lena go szukała całą noc, nie ma go. Ja mam nadzieję, że się znajdzie.
                        Jeśli go ktoś przygarnął - to dobrze, będzie miejsce dla burej koteczki. Jeśli
                        wróci, nie będę już zwlekać, wezmę go.
                        W każdym razie jeśli tylko będę miała jakieś wieści, dam znać.
                        Pozdrawiam


                        Monika
                        • m_orsetti Re: Moniko,okropne co się stało...ja bym poczekał 27.06.06, 09:20
                          Monisiu- oby się kot czarny znalazł. Kochamy wszystkie koty.

                          Jednak- gdybyś Malutką zechciała- będzie miała najlepszy dom na świecie- i na
                          pewno da Wam szczęście- bo się w niej zakochacie- tak jak ja.

                          Zastanów się spokojnie- a gdy juz przemyślisz sprawę- daj znać.

                          Bardzo Cię ściskam.

                          Monika
                          --
                          www.alkaida.com.pl
                          • pierozek_monika Re: Moniko,okropne co się stało...ja bym poczekał 29.06.06, 21:27
                            Moniko, czarny kotek wrócił przed chwilą, więc przyjeżdża dziś do mnie.
                            Trzymam kciuki aby kejt (albo jakiś inny dobry człowiek) wziął małą do swojego
                            domu na zawsze - na dobre i na złe. Moja córka jak zobaczyła zdjęcia małej, to
                            zamarła z wrażenia, jest piękna.

                            Swoją drogą strasznie się cieszę, że Leoś (od dziś Leoś - córka go tak nazwała)
                            będzie z nami. Trzeba nam było takiego zwariowanego wszędobylskiego łobuza jakim
                            jest on, a była Pelasieńka.
                            Pozdrawiam Cię i trzymam kciuki


                            Monika
                        • m_orsetti Re: Moniko,okropne co się stało...ja bym poczekał 27.06.06, 09:47
                          Jakby co- wkleiłam nowe zdjęcia Malutkiej:

                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=664&w=43968021&a=44256653
                          Ściskam

                          Monika
                          --

                          www.alkaida.com.pl
                • joisana Re: Moniko,okropne co się stało...ja bym poczekał 26.06.06, 20:03
                  Moniczko to straszne co sie stało i żadne słowa nic tu nie zmienią, ale nie
                  możesz czuć się winna, przeczytaj mój dawny post, może Ci choć troszeczkę
                  pomoże.
                  • mirmunn na pewno decyzja była trudna, ale podjęłaś 26.06.06, 20:15
                    ją w imię dobra kici. Ty najlepiej znałas kotkę, sytuację i rokowania.
                    Wspominaj Ją taką, jaka była szcześliwa. Mogę się tylko domyślać, ile Cie to
                    kosztowało - sama płaczę przed monitorem teraz.
                • kejt35 Re: Moniko,okropne co się stało...ja bym poczekał 26.06.06, 21:18
                  Moniko trzymaj się, dobrze zrobiłaś, że nie pozwoliłaś koci dalej cierpieć.
                  Współczuję Ci bardzo, uwierz mi,że wiem jak się teraz czujesz.W niedzielę rano
                  przeżyłam śmierć kotki, którą kochałam.
                  • pierozek_monika Re: Moniko,okropne co się stało...ja bym poczekał 26.06.06, 22:11
                    przeczytałam co się stało. Przykro mi bardzo sad
                    Ale nie wiń się. Bo rodziców jeszcze będzie bolało Twoje poczucie winy
                    (niesłuszne).
                    Pozdrawiam, trzymaj się cieplutko.
                • adrzewoj Trudno:((( 27.06.06, 08:28
                  Ważne, ze byłaś z Nią do końca.

                  Pozdrawiam
    • aankaa Re: Kotka sie nie doczekała 26.06.06, 22:01
      Moniko, załóż siatkę ... dla drugiego wcielenia Twojej Kici
      • pierozek_monika Re: Kotka sie nie doczekała 26.06.06, 22:03
        tak, dziś przyszła siatka. Dlaczego nie w piątek sad
        Zaraz dopiszę do wątku o siatce.
        • ameli133 Smutno 27.06.06, 00:47
          mysle, ze podjełaś słuszną decyzje by kotce ulżyć w cierpieniach - kotka by sie
          meczyla, mogly by sie pojawic obrzezki wewnetrzne i kto wie co jeszcze - zasneła
          przy Tobie, nie cierpiała długo... zrobiła miejsce innemu kotkowi - zobaczysz
          pewnie u nastepnego kotka/ kotki sporo Jej cech...
          trzymaj sie
          wspolczuje bardzoooo;-(((
          • wiesia.and.company Re: Moniko, wiem, że na pewno wybadałaś 27.06.06, 10:18
            jakie są rokowania i wybrałaś to, co najlepsze w tej sytuacji. To okropnie
            smutne, to co się stało, zwłaszcza, że dla swoich koteczek (i generalnie
            zwierząt) robisz to, co dla nich najlepsze i bardzo dbasz o ich bezpieczeństwo.
            Stało się...to są rzeczy nieprzewidywalne.
            Naprawdę bardzo Ci współczuję, bardzo. Dzisiaj powstrzymam się z informacjami
            na temat adaptacji malutkiej Frygi - to jako mój osobisty dzień ciszy i hołd
            dla Pelasi i szacunku dla Ciebie.
            Ja odczekałam tylko dwa tygodnie i podjęłam decyzję. Każdy kot odchodzący
            przyprowadza niebawem następnego - zrządzenie losu, jakiś zrzut z kociego
            nieba... Co będzie to będzie - już się zapewne coś tam pisze...
            Pozdrawiam. Wiesia + 7
    • umfana Re: Kotka sie nie doczekała 30.06.06, 16:57
      Moniko ogromnie Ci współczuję sad((
      • ashkas Re: Kotka sie nie doczekała 30.06.06, 17:08
        o rany... dopiero teraz przeczytałam ten wątek...
        straszne
        strasznie Ci współczuję, rozumiem twoją decyzję, postąpiłabym podobnie sad(((
        • lamarta Re: Kotka sie nie doczekała 02.07.06, 18:54
          sad((
          To była dobra decyzja... Trzymaj się!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka