Wyszła dzis sobie na dwor, wrócila, potem znów, na dluzej i jak wrócila, to
polozyla sie na podlodze... Niby normalka, zawsze sie kladzie, ale nagle ja
tak jakos wygięło do przodu... Przerazilam sie, probowałam ja postawic, a ona
fajt i leży, jakas bezwladna i z niewidzącym spojrzeniem... W kazdym razie
kiedy dałam jej smietanke (wypila 3 miseczki) to normalnie odeszła od michy,
umyla sie i zaczęła domagac wypuszczenia na okno...

Dzwonilam do weta,
stwierdzil, ze to najprawdopodobniej niedotlenienie spowodowane upałem, mam ją
obserwowac i w razie czego galopem do gabinetu... Ehhh, mam nadzieje, ze z
Muchą wszystko w porządku, ale powiem Wam, strachu sie najadłam, jak cholera...