Dodaj do ulubionych

dom tymczasowy - jak to jest?

20.06.08, 15:22
Chciałabym podzielić się z Wami doswiadczeniami z bycia domem tymczasowym dla kotów oraz przybliżyć ideę "tymczasowania"...

Może najpierw przybliżę temat niewtajemniczonymsmile
Dom tymczasowy to taki dom, który z bezdomnych (czasem dzikich) stworów robi nakolankowe miziaste kocie - marzenie każdego pragnącego posiadać zwierzaka w domusmile
To w bardzo wielkim skrócie i uproszczeniusmile

Czasem ten proces przebiega niezauważenie, a czasem wymaga ogromnych ilości cierpliwości, nerwów, poświęcenia...

W moim mniemaniu jednak, niezależnie od tego wszystkiego... daje baaardzo dużo satysfakcji i uczucie, że robi się coś pożytecznego i dobrego dla kogoś całkowicie bezbronnego wobec losu...

"Tymczasowanie" kociaków pozwala też na towarzyszenie tym pięknym istotom w fantastycznym procesie przekształcania sie z brzydkiego kaczątka w pięknego łabędzia!smile...oraz często przyglądanie się szalonym zabawom małych kociaków (uwielbiam ich pierdołkowate ruchy kiedy walczą z piłeczką na śmierć i życiesmile)), które swobodnie zastępuje wszelkie serwowane w TV programy rozrywkowesmile

Naprawdę gorąco polecam tymczasowaniesmile Nie ma nic cudowniejszego niż mała mrucząca kuleczka na kolanach dziękująca za uratowanie życia!smile

Może ktos z tu obecnych ma jakieś doświadczenia z bycia "tymczasem"?smile))



Najwięcej informacji o wadach i zaletach bycia DT znajdziecie tu:
forum.miau.pl/viewtopic.php?t=46018

Jak z brzydkich kaczątek wyrastaja piękne łabędziesmile - forum.miau.pl/viewtopic.php?t=31221

Znalazłam na stronie afn.pl/porady_kot.htm#kontakt5

Bardzo mi sie podoba, więc wklejamsmile

Dom tymczasowy dla kota- jak "nim" zostać i co nas czeka?

Najczęstszą obawą jest po prostu obawa o własne koty o ich zdrowie (to psychiczne też).
Dlatego pierwszą rzeczą, którą powinno się zrobić (jeśli jest taka możliwość przed zabraniem ich do domu) to wizyta kontrolna u weta i obowiązkowe testy (białaczka i FIV) a także odpchlenie i odrobaczenie. Jeśli nie ma takiej opcji to pomimo wszystkich szczepień u własnych kotów do czasu kiedy nie jest się pewnym, że kotek zdrowy należy je izolować, zachować ostrożność i szczególną higienę. Najważniejszy jest jednak punkt wyjściowy czyli zaszczepieni, wykastrowani, zdrowi rezydenci.

Jak przekonać rodziców, współmałżonka, rodzinę?

Zrobić im wykład o empatii, nauce odpowiedzialności za żywe stworzenie procentujące w
przyszłości większą odpowiedzialnością za siebie, za swoją rodzinę itp.

A oto kilka innych argumentów:
1. Kot zginie, jeżeli mu nie pomożemy
jeżeli kot jest zdrowy, można spróbować pokazać zdjęcia chorych na KK kotów z informacją, że kot bez opieki lada moment może zachorować
2. Izolacja - jeżeli już zdecydujemy się na wzięcie kota, musimy zapewnić rodzinę, że będzie bezpiecznie - czyli odizolujemy kota od innych zwierząt. Najlepsze są klatki wystawowe (często do pożyczenia w lecznicach), pudła (z otworkami!!!), odizolowane pomieszczenia.
3. Wiadomo, że zapewnienie, że to na trochę - niewiele daje. często rodzina myśli - na trochę- a potem zostanie na zawsze... Warto powiedzieć, że domek czasowy zajmuje się leczeniem a potem szukaniem nowego domku, tak aby kot miał zapewniony dobry byt
4. kolejnym argumentem będą na pewno pieniądze. I tu warto powiedzieć o wspomaganiu osób pomagających kotom - datki, karma, czy pomoc gminy i lecznic w leczeniu bezdomnych kotów...

Jeżeli te argumenty zdrowo-rozsądkowe nie zadziałają, warto spróbować pokazać zdjęcia kotów przed pomocą i po... To chyba ruszy najbardziej oporne serca...
Na początek najlepsza jest tzw. "łatwa adopcja". Niestety ale pewne koty znajdują dom szybciej niż inne. Najszybciej - zdrowe kocięta w "chodliwych" kolorach (rude, tri, srebrne).
Można przeprowadzić w domu poważną rozmowę i postawić duży akcent na to, że jest się domem TYMCZASOWYM. Wziąć takiego właśnie "łatwego" kociaka. Jeśli pierwszy kociak "zniknie" od nas w 2-3 tygodnie, dużo, dużo łatwiej będzie nam przynieść do domu kolejnego, a nawet kolejne.

Plusy bycia domem tymczasowym:

Największy to świadomość ratowania życia.
Potem przez dłuższy czas nie ma nic równie ważnego a na kolejnych miejscach można umieścić to, że rezydenci mają z kim się bawić, możemy się spełniać w odchowywaniu ślicznych kuleczek, które są jak tornado, nie musimy oglądać TV, mamy lepsze widoki na żywo w domu, nabywamy kolejne sprawności: łapacza domowego, obłaskawiacza dzikusów itp. Ile to radości i jaki powód do domu człowiek ma gdy taki dzikus wejdzie na kolana i rozmruczy się ze szczęścia.

Minusy bycia domem tymczasowy:

To musi być przemyślana decyzja gdyż:
Potrzebny jest czas i pieniądze, kotki jędzą, potrzebna jest dobra karma, wymagają leczenia, to wszystko kosztuje nawet w lecznicach, które są pozytywnie nastawione do "dzikich" kotów i dają rabaty.
Do lecznicy trzeba dojechać, odczekać w kolejce. Finansowa pomoc z zewnątrz na wszystko nie wystarczy.
Bardzo przydatna jest klatka - koszt ok.170zł albo chociaż kontenerek min. 20 - 25 zł.
Koszt odrobaczenia, odpchlenia i testów na białaczkę z FIV-em to ok. 100 zł.
Szczepienia podstawowe - ok. 40-45 zł
Dochodzi stres związany z tym, że kotki rosną, a domków nie widać, ogromny stres, kiedy koty chorują i nie można im pomóc, czasem trzeba podjąć decyzję o uśpieniu. Jeżeli nie mamy swoich kotów to należy zabezpieczyć okna, balkon, zorientować się, które z roślin u nas w domu są trujące i je również zabezpieczyć podobnie jak kable, które mogą stać się przyczyną nieszczęścia.
Obserwuj wątek
    • po.prostu.ona Re: dom tymczasowy - jak to jest? 20.06.08, 18:02
      "Tymczasowałam" trzy malutkie koteczki, które jakiś bandyta wyrzucił
      brutalnie pod nasz blok. Sprawa była gardłowa, kociny były
      samiuteńkie, a w koło samochody, psy, rozwydrzone dzieciaki z
      komunalnego bloku.
      Miałam już dwa koty i niepełnosprawnego psa. I zero warunków na
      odizolowanie maleństw. Ale wiedziałam, że tu chodzi o życie lub
      śmierć, moje koty zaszczepione - zaryzykowałam.
      W ostatnim momencie. Dwie spośród trójki wymagały leczenia, ale na
      szczęście nic poważnego. Nie miały też żadnego skórnego zakaźnego
      paskudztwa.
      Kocur im matkował, kocica - panikowała i zaczęła mi sikać po łóżkach.
      Dziewczynki były słodkie i kochane, cudem Boskim znalazłam im
      sensowne domy, z których - po roku, mam same dobre wieści.
      Szczerze przyznam, przybyło mi trochę siwych włosów, bo moje koty są
      dorosłe i takie trafiły do mego domu a przy trójce maleństw
      obsesyjnie pilnowałam okien, toalety, podłóg (nitki, śmieci).
      Martwiłam się też czy nie zostanę z piątką kotów (w pracy nadano mi
      ksywkę Villas) i czy znerwicowana kotka mi się nie pochoruje.
      Oczywiście odkarmienie i wyniańczenie maleństw dało mi olbrzymią
      satyfakcje. Ze śmiertelnie przerażonych, spanikowanych, zapchlonych
      i pokrytych kleszczami trzech kupek nieszczęścia stały się
      radosnymi, tłuściutkimi rozkosznymi kociątkami. Przyznam, że
      ostatnią z koteczek oddawałam ze łzami w oczach.
      Jednak moja rezydentka bardzo źle zniosła obecność tymczasów, długo
      po ich odejściu przejawiała neurotyczne zachowania i właściwie
      dopiero całkiem niedawno wróciła do normy psychicznej.
      • coronella Re: dom tymczasowy - jak to jest? 20.06.08, 21:02
        mam obecnie kocią rodzinkę na tymczasie (zdjęcie w sygnaturce), plus dwa swoje koty. Wszystkie zostały wyciagnięte ze schroniska. Róznica pomiedzy tym, co brałam, a tym, co mam teraz, jest szokująca. Najlepiej pokazuje, jak cierpią koty w schronisku.
        Chociaz czy ja wiem, czy w schronisku? Nie, to nie shronisko jest źródłem cierpień, to ludzie! a raczej ci, którzy śmią zwać sie ludźmi, ale do prawdziwego człowieka brakuje im wiele- sumienia i serca.
    • siliana1 Re: dom tymczasowy - jak to jest? 20.06.08, 21:38
      fajny watek. trzeba dodac, ze tymczasowanie grozi wiecznobyciemsmile
      i to jest piekne!
      • siliana1 orchidka, mam jeszcze pytanie 20.06.08, 21:40
        czy obecnosc bialaczki czy fiv daje szanse na szczesliwe zakonczenie?
        • orchidka77 Re: orchidka, mam jeszcze pytanie 25.06.08, 14:45
          Z białaczka bywa bardzo różnieuncertain www.vetserwis.pl/bialaczka.html

          Z tego co wiem to kot z FIV może normalnie żyć - www.vetserwis.pl/fiv.html.

          Jedynie FIP jest dla kota wyrokiem śmierci - natychmiastowym, przy formie wysiekowej i odroczonym przy formie bezwysiękowej - www.vetopedia.pl/article44-1-Zakazne_zapalenie_otrzewnej_kotow__-_FIP_.html.
      • barba50 Re: dom tymczasowy - jak to jest? 20.06.08, 22:29
        siliana1 napisała:

        > fajny watek. trzeba dodac, ze tymczasowanie grozi wiecznobyciemsmile
        > i to jest piekne!

        No więc nie całkiem.Nie może to być wiecznobycie, bo przestało by to być tymaczasem. Założenie musi być dokładnie takie: ratujemy, leczymy, oswajamy, wyprowadzamy na prostą i szukamy najlepszego domu pod słońcem. Nawet jeśli serce bardzo boli... Oddałam Rudego dla którego rzuciłam palenie /za 8 dni będzie pół rokusmile))/, do którego do tej pory oczy mi się śmieją. Ale nie byłoby w tej chwili w technicznym jednookiej Gałki, bo dom, finanse są jakoś tam niestety ograniczone.
        A sens tymczasowania jest ponad wszelką wątpliwość wspaniały!
    • ewa_anna2 Re: dom tymczasowy - jak to jest? 20.06.08, 22:39
      U mnie tymczasu okazały się "wieczyste". Ech, 18letnia Frytka też
      pewnie na stałe zostanie.
      Pyza ma 2 rok tymczasu, i już się jej raczej nie odda.
      Pirat też miał zostać do czasu wyleczenia oczka - oczka nie udało
      się ocalić...
      • po.prostu.ona Re: dom tymczasowy - jak to jest? 21.06.08, 17:40
        Ja gdy wzięłam do domu Benia - zabiedzonego dorosłego kocura z
        podwórka, to wiedziałam, że nie będę w stanie się z nim rozstać,
        choć oczywiście wersja dla rodziny brzmiała inaczej. smile
        Ale dla niego nawet nie szukałam innego domu.
        To był szczególny przypadek, to kot wybrał człowieka - czyli mnie -
        i pokochałam go od pierwszego wejrzenia. To była kocia magia,
        inaczej tego nie potrafię wytłumaczyć.
        Z maluszkami było inaczej, szukałam im domów wszędzie, poprzez
        sąsiadów, bliższych i dalszych znajomych, rozdawałam numer telefonu
        i cały czas wiedziałam, że MUSZĘ te domy im znaleźć. Oczywiście nie
        chciałam ich oddać byle komu, każda z osób, która wzięła ode mnie
        koteczkę, została dokładnie "przesłuchana" i gdyby cokolwiek mi nie
        pasowało (nawet intuicyjnie), to bym kota nie dała. Ale na szczęście
        wszyscy chętni okazali sie dobrymi ludźmi.
        Co do kotów z białaczką czy FIV - to na pewno mają szanse, choć
        wiadomo, że raczej powinny być jedynymi kotami w domu i przyszłego
        właściciela należy poinformować, że to koty specjalnej troski, w tym
        sensie, że należy je szczególnie chronić przed stresem i infekcjami
        oraz zapewnić możliwie najlepszą opiekę weterynaryjną.
        Moja znajoma miała kota z białaczką, który żył wiele lat, czasami
        choroba dawała znać o sobie, miał różne powikłania, ale zazwyczaj
        miewał się dobrze, nie gorzej od zdrowych kotów, którym przecież też
        czasem przydarzają się różne dolegliwości.
        • orchidka77 Re: dom tymczasowy - jak to jest? 21.06.08, 20:25
          Ja taką magię miałam z moim Smokiem...trafił do mnie na tymczas z bratem. Brat ma świetny dom. Smoka oddać po prostu nie byłam w stanie. Ten kot po prostu mnie wybrał i pokochał tak obłędnie i bezkompromisowo, że serce by mi pękło gdybym miała sie z nim rozstać.
          Jest moim najwierniejszym przyjacielem i fantastycznym rozśmieszaczemsmile
          • barba50 Re: dom tymczasowy - jak to jest? 21.06.08, 21:38
            Mój obecny tymczas to Gałeczka. Od tygodnia mam w domu 9 letnią koteczkę, która miesiąc temu przeszła operację usunięcia gałki ocznej /nie pytajcie CO jej się stało, zabrana od baby z Pragi, podobno taką gnijącą ranę miała od zawsze, przestała jeść, była bliska śmierci... ważyła zaledwie 1 kgsad/
            Powoli dochodzi do siebie, pięknie je, wycisza się i uspokaja, ale musi być cały czas zamknięta, niestety panicznie boi się innych zwierząt. Ma jednak dla siebie pomieszczenie techniczne i wszystko co do jakiego takiego życia potrzebne. Naszą troskę i kolana teżsmile
            Gałka po operacji
            img118.imageshack.us/img118/3185/galoperwr0.jpg
            Dzisiaj na moich kolanach
            img440.imageshack.us/img440/8504/gal2bp8.jpg
            img357.imageshack.us/img357/3941/gal7jq5.jpg
            • siliana1 barba 21.06.08, 23:14
              wzruszajaca historia z galeczka...
        • siliana1 pytanie jeszcze o FIV i bialaczke 22.06.08, 21:30
          czy kotka w kazdym wieku mozna na te choroby przebadac? mi sie
          trafil 2-tygodniowy osesek, nie badalam go wtedy na to, wet tylko
          obejrzal i bodajze odrobaczyl.

          te choroby przenosza sie w bezposrednim konktakcie, czy juz nawet
          pobyt w 1 mieszkaniu/pokoju stanowi zagrozenie dla innych kotow?
          • orchidka77 Re: pytanie jeszcze o FIV i bialaczke 25.06.08, 14:46
            Powyżej wkleiłam linki - tam jest o drogach zarażenia.
    • mbmm Re: dom tymczasowy - jak to jest? 21.06.08, 18:27
      My mamy drugiego kotka jako DT. Pierwszy - kocurek Pooluś znalazł dom po 3
      dniach. I już wtedy serce płakało, gdy go odwoziliśmy. Teraz mamy kocinkę Nusię,
      której leczymy oczki i nosek. Ma ok. 5 tygodni, jest żywiołowa cgętna do zabawy,
      pocieszna. PO wyleczeniu będziemy szukali domu.

      Mamy dwie kotki. Były nieco zadumione maleństwem biegającym za nimi, ale już
      przywykły, choć nie ma pomiędzy nimi a Nusią szczególnej czułości.

      Weterynarz straszył wszelkimi chorobami jaki mogą się rozprzestrzenić, ale nic
      się złego nie dzieje.

      Pewnie będzie nam trudno rozstać się z Nusią, ale warto było uratować jej życie
      (rodzeństwo zostało uśpione).

      Zapraszam na bloga - adres w sygnaturcesmile
    • bubcia75 Re: dom tymczasowy - jak to jest? 21.06.08, 18:32
      Ja byłam kilka razy domem tymczasowym, ostatnim razem jeszcze wiosną
      tego roku. To ogromna satysfakcja, jak się uda, ale i stresy
      oczywiście też.
      Narazie nie przyjmuję więcej tymczasów, bo właśnie planuję ciążę i
      potrzebuję wyciszenia i spokoju, planuję remont, w związku z tym
      wszystkim mój mąż się też nie zgadza na kolejne "dokocenie" na
      kolejne parę tygodni lub miesięcy. Poza tym dochodzą inne
      okoliczności, o których nie chcę pisać na forum publicznym.

      Jak na złość, dzisiaj moja znajoma zadzwoniła i powiedziała, że
      właśnie jakaś kobieta prosiła w lecznicy o dom dla 6 maluchów, bo
      jakaś kotka gdzieś-skądś je wyprowadziła. Wetka dała mojej znajomej
      telefon do tej pani, jako, że moja znajoma tak kocha zwierzęta i na
      pewno pomoże...Niestety moja znajoma nie ma siły i pieniędzy żeby
      zająć się tyloma kotami, zresztą nie wiem dokładnie w jakim one są
      wieku...
      Pomyślałam sobie, że może wśród Was przypadkiem jest ktoś, kto
      czułby się na siłach, aby dać tym kociętom szansę, dom tymczasowy,
      albo stały. Mogłabym zdobyć numer telefonu do tej pani. Kocięta są w
      Mińsku Mazowieckim pod Warszawą.
      I proszę, nie oceniajcie mnie, powinnam sama je zabrać. Ja w mojej
      sytuacji nie mogę naprawdę...
      • siliana1 bubcia 21.06.08, 23:18
        ja raz tak poszlam po karme, wrocilam z 2-tygodniowym kotem. innym
        razem po drodze zabralam ranna koteczke, wiadomo bylo, ze po ciezkim
        wypadku, a mimo to bylo z 5 chetnych...dalam ogloszenia na miau,
        allegro i elektronicznym wydaniu gazety wyborczej. za kazdym razem
        znalazlo sie kilku chetnych, bez wychodzenia z domu.trzeba tylko
        zdjecie kota,wiek.
        • bubcia75 Re: bubcia 22.06.08, 19:07
          Silianko, ja jestem od lat stałą forumowiczką na MIAU i
          tymczasowałam kilka razy koty. Nie jest do końca tak jak piszesz -
          teraz, na początku sezonu urlopowego jest straszny zastój w
          adopcjach. Owszem, są czasem telefony w sprawie kota, ale nie zawsze
          są to ludzie, którym oddałabym kota z czystym sumieniem, często po
          krótkiej rozmowie włosy stają dęba...

          I wreszcie: żeby dać ogłoszenia na allegro, miau i do gazety
          najpierw trzeba dać tym kotom dom tymczasowy, bo one jak narazie
          żyją sobie gdzieś tam w krzakach czy w piwnicy, nawet nie wiem
          gdzie, bo ta kobieta zgłosiła po prostu problem w lecznicy, jakby
          lecznica była instytucją charytatywną lub schroniskiem. Nie wiem co
          jest z tymi kotami i nie dzwoniłam tam, skoro nie mogę tych kociąt
          wziąć do siebie i znajome mi domy tymczasowe są zakocone na maxa.
          Już nieraz próbowałam ogłaszać bezdomne koty, bez wzięcia do domu
          tymcz., ale jest wtedy problem - ludzie się pytają czy kot jest
          zdrowy, zaszczepiony, itp. chcą się umówić na konkretną godzinę aby
          go obejrzeć, pytają jaki ma charakter, a skąd ja do cholery mam to
          wiedzieć, skoro wiem tylko tyle, że np. kot jest dorosły, bury i że
          bywa pod śmietnikiem....Dlatego zapytałam tu, może ktoś mógłby dać
          im tymczas, po dom tymczasowy do podstawa, ja ewentualnie mogłabym
          pomóc robić ogłoszenia.
          • siliana1 Re: bubcia 22.06.08, 21:28
            no masz racjesad
            dalas mi do myslenia, czy ja jestem taka naiwna, ale ludzie, ktorzy
            do mnie sie zglaszali, sprawiali wrazenie bardzo odpowiednich na
            opiekunow kotow po przejsciach.
            ja tez zakoconasad serce mi sie rwie do tymczasu, ale maz i metraz...
            w kazdym razie, jak wypadek jest nagly, to bierzemy.
    • annb Re: dom tymczasowy - jak to jest? 21.06.08, 21:54
      mnie dodalo skrzydel tymczasowanie mruczkowi
      to ze z kota ktory wlokl tylne lapy za sobą zrobil się kot ktory
      calkiem niezle sobie radzil

      no i to ze tacy wspaniali ludzie go wzieli smile
      • esimona Re: dom tymczasowy - jak to jest? 21.06.08, 23:13
        Tymczasowanie mojej kotki miało trwać jedną noc. Malutka koteczka
        podobno cały dzień siedziała w jednym miejscu i czekała. Nie
        doczekała się właściciela a sasiadki nie mogły jej wziąć na noc
        więc przyniosły ją do mnie.Koteczka była bardzo grzeczna i
        delikatna, widać było, że przebywała w domu. Następnego dnia
        objechałam przychodnie wet, okoliczne sklepy, szukałam ogłoszeń.
        Nikt koteczki nie szukał; sprawa stała się jasna - początek
        sierpnia, wyjazd na wakacje i wyrzucenie maleństwa. Kotka
        zadomowiła się szybko, jest bardzo płochliwa, nie skorzystała z
        możliwości zostania kotem wychodzącym, chociaż przebywa na
        balkonie, z którego można zejść i wejść z powrotem. Jej świat to
        mieszkanie a balustrada balkonu to granica, której nie przekracza.
        Woli obserwować świat ze swojego stanowiska, zwanego platformą. Nie
        toleruje innych kotów, te które wcześniej przychodziły zrezygnowały
        z odwiedzin.
        Tak jak nie wyobrażałam sobie kota w domu ze względu na tryb życia -
        tak teraz trudno mi wyobrazić dom bez kotki.
        Nie przypuszczałam, że tak się stanie, natomiast wiedziały to moje
        sąsiadki.
        • wladziac Re: dom tymczasowy - jak to jest? 22.06.08, 08:33
          moja ostatnia znajdka to czarny kocurek może 5-6 tygodniowy
          błąkający się w terenie mało zabudowanym przy bardzo ruchliwej
          ulicy,wracam z zakupów i z daleka widzę maleństwo biegające między
          samochodami,dosłownie zamarłam,na szczęście kocurek wylądował na
          chodniku i przyczepił się do pani idącej z psem i biegł za nią,pani
          mówi do mnie:ratunku co ja mam zrobić z tym kociakiem nie znam się
          na kotach i w domu same psy,no to ja cap kocurka i do torby z
          zakupami,oglądam go zapchlony,wygłodzony,oczka zaropiałe,nie mogę
          wziąć go do domu bo w domu zdrowe koty,idę do mieszkania syna i
          izoluję biedaka,karmię i za 2 godziny do weta,został
          odpchlony,odrobaczony zalecone leczenie,zmiksowałam gotowane
          mięsko,kupiłam gerberka,kocie mleczko,malec
          szczęśliwy,rozmruczany,zabawowy,cudny,po kilku dniach zabrałam go do
          domu żeby mieć z nim większy kontakt,w niedługim czasie domowy
          kocurek go zaakceptował,bawiły się cudnie ale pod kontrolą bo mogło
          być za ostro,uczenie załatwiania się do kuwetki było trochę
          trudne,posikiwał w różnych miejscach szczególnie w trakcie zabawy
          zapominał się ale w końcu się udało,w ciągu dnia kiedy nie było mnie
          w domu zabierałam go ze sobą bojąc się,że domowe zrobią mu krzywdę
          na szczęście miałam gdzie,wieczorami sypiał ze mną,no i przyszedł
          czas kotek wyleczony podchowany trzeba popytać o domek,okazało
          się,że znajomi syna chcieliby mieć kotka i cóż oddałam Milusia do
          dobrego domku są nim zachwyceni nie boi się nawet jezdzić z nimi
          samochodem jak go zabierają ze sobą,tęsknię za nim strasznie ale
          pewnie znów znajdę jakąś bidule
          • siliana1 Re: dom tymczasowy - jak to jest? 24.06.08, 23:47
            wladzia, piekna opowiesc!
            • wladziac Re: dom tymczasowy - jak to jest? 25.06.08, 08:26
              tak ale emocje były straszne,byłam dość daleko od kociaka w górnej
              części ulicy,a on biegał w dolnej gdzie na dodatek jest przejazd
              kolejowy ,do domu doszłam na miękkich nogach i cała się trzęsłam,syn
              myślał,że to mnie się coś stało,kociak właściwie sam się uratował
              kierując się na chodnik,pozdrawiam.
          • orchidka77 Re: dom tymczasowy - jak to jest? 25.06.08, 12:20
            Te kociaki najbardziej bidne, za zaropiałaymi oczami i wygłodzone - po kilku dniach pięknieją i zachwycająsmile
            Normalnie z żab w księżniczki się zamieniająsmile
            No i okazują swoją wdzięcznośc w totalnie rozbrajający sposóbsmile
            • wladziac Re: dom tymczasowy - jak to jest? 25.06.08, 12:41
              wydawałam już trochę kociaków do nowych domków,ale opisałam ten
              przypadek bo czuję się wrednie sama wobec siebie,bo miał zostać u
              mnie i tak naprawdę to tylko udawałam,że szukam dla niego domu ale
              cóż domek "sam" się znalazł.
              • orchidka77 Re: dom tymczasowy - jak to jest? 25.06.08, 14:49
                Ćóż, ja Smokowi tez tak własnie domu szukałam. Miałam nakaz od TŻta oddania kota. Jak TŻ nie słyszał to na telefony odpowiadałam, że nieaktualne. W końcu zrobiłam scenę rozpaczy... pt. "jak oddam tego kota to mi serce pęknie etc" Cóż, wiem, że to szantaż... ale poskutkowałsmile
                Smok został i jest moim najukochańszym kotemsmile
                • annb Re: dom tymczasowy - jak to jest? 25.06.08, 14:52
                  ja wydałam srebka
                  wrocił
                  nie przykładałam reki do jego powrotu
                  uznałam ze tak miało byc
                  • wladziac Re: dom tymczasowy - jak to jest? 25.06.08, 15:03
                    czytałam o tej akcji,wrócił bo nie mogło być inaczej,poprostu tak
                    kocha swoją Pańcie,że nie może bez Niej żyć,więz między ludzmi i
                    kotami jest niewytłumaczalna w ludzkim języku,może w kocim?
                    pozdrawiam.
                    • annb Re: dom tymczasowy - jak to jest? 25.06.08, 15:33
                      wiem ze zaden kolejny tymczas nie wytworzy juz takiej wiezi bo
                      srebek mu NIE POZWOLI
                      koniec kropka
                      niedasie bo sienieda
                      ale ze dzielnie pomagal przy rehabilitacji mruczka to jest mu
                      wybaczone
                      • wladziac Re: dom tymczasowy - jak to jest? 25.06.08, 15:55
                        moje dwie kotki są strasznie zazdrosne i to o co o
                        wyczesywanie,normalnie dwie hieny ,a nie koty jak dotknę jedną
                        szczotką druga dostaje smyrgla i wrzask:ja też,ja też,a jak tu
                        czesać dwie naraz muszę na zmianę,jest z nimi śmiechu,że hej.
    • asica74 Re: dom tymczasowy - jak to jest? 26.06.08, 01:13
      Mam troszeczke inna pespektywe na DT. U mnie z zalozenia DT mial byc
      rozwiazaniem tymczasowym, az do czasu, gdy, jak zakladalam, bede
      mogla miec wlasnego kota. Minelo kilka lat i obecnie w sumie nic nie
      stoi na przeszkodzie, by wlasnie owego kota miec, ale tak sie
      wciagnelam w tymczasowanie, ze .. to juz nalog chyba? Dostrzeglam
      tyle korzysci z tymaczosowania, ze trudno by mi bylo sie przestawic
      na "swojego kota". I w tym miejscu przyznaje, ze jestem tez kocia
      poligamistka, dla mnie wszytskie kociuchy sa sliczne i "moje". Ale
      czasami jak sobie mysle o jakims kocie, to jednak skrada mi sie
      mysl: "powinnam byla go zatrzymac...". Naliczylam juz conajmniej 7
      kotow, "ktore powinnam byla zatrzymac". I co bym z nimi zrobila? A
      tak kazdy z nich ma sliczny dom i slicznych ludzi, ktorzy sie nimi
      opiekujasmile)) Pozdrawjaju kociarzysmile
      • wladziac Re: dom tymczasowy - jak to jest? 26.06.08, 08:42
        nie mając swojego własnego kota w domu conieco łatwiej jest mieć dom
        tymczasowy,mniej kłopotów z rezydentami więc jak
        najbardziej ,przyjęte kociaki też się nie stresują,no i często
        tymczasy są chore to jest problem trzeba izolować,a tak jest napewno
        lepiej dla wszystkich,pozdrowienia
      • orchidka77 dom tymczasowy - bez rezydentów 26.06.08, 15:24
        Hmmm... u mnie to bardziej kot wybrał mnie, a nie ja jegosmile

        Powiem Ci, że dom tymczasowy bez rezydentów faktycznie ma sporo zaletsmile U mnie jednak przez najbliższe kilkanaście lat - zdecydowanie rezydenci będąsmile
        • wladziac Re: dom tymczasowy - bez rezydentów 26.06.08, 16:10
          u mnie też będą i nie wyobrażam sobie życia bez nich,ale ludzie są w
          różnej sytuacji ja mam jak izolować koty od siebie w przypadku
          choroby czy np agresji,a że koty wybierają to wiem,bo najgłówniejszy
          kocurek zjawił się u mnie sam,był to lipiec 2002r kilka dni po
          pogrzebie mojej Mamy kiedy była we mnie tylko rozpacz i nie mogłam
          sobie znaleźć miejsca,gorąco i duszno pootwierane drzwi na
          podwórko,wracam z zakupów a pod moimi drzwiami leży mała,szara
          zwinięta w kulkę kocia istota,zadałam sobie pytanie:dlaczego pod
          moimi drzwiami a nie pod innymi? no chyba miał czuja,że po dłuższej
          nieobecności kota w moim domu znajdzie się dla niego miejsce i żeby
          mi osłodzić najgorsze chwile po śmierci Mamy,tak to bywa,że kot
          wybiera i nie odpuści mądrala,pozdrawiam z kociejstwem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka