Dodaj do ulubionych

Zdecydowane PLUM!

    • aard Popołudniowe JEB! 10.01.05, 15:30
      Bez zmian.
    • b.rh.plus rzadkie SRUUU 10.01.05, 17:10
    • aard Jużniewiemjakie NIEWIEMCO 11.01.05, 16:56
      Bo w końcu czy to nie wszystko jedno? :-)
      • szprota dobrzewiedzące JACHCEMSERKA! 12.01.05, 01:01
        i wtej materii nie jest mi wszystko jedno :D
        • aard Bezzmianowe BEZZMIAN 12.01.05, 17:35
          Zaczynam mieć dość.
          • maginiak Zatroskane OJOJOJOJOJOJOJOJOJOJOJOJOJOJOJ 13.01.05, 09:48
            A czegóż to Aardziku tak masz dość, że aż w oczy kole?
            • aard Niemającesięczymprzejmować NIEMASIĘCZYMPRZEJMOWAĆ 13.01.05, 14:48
              Chodzi o pracę. Dużo jej, to muszę se ponarzekać, nie? :-)
              • neochuan zasmuconeŚCIANANIEZAJĄC 13.01.05, 15:02
                i jeszcze by pewnie dzień postała bez aarda, a w każdym razie nie zawaliła.
                jednym słowem
                • szprota pocieszająceHuasia ALEJABĘDĘ 13.01.05, 15:30
                  wiem, że to nie to samo, wiem :)
                • aard Sorkowe SORKI 13.01.05, 16:45
                  Jak się dziś wieczorem spotkamy, to postaram się Ci wyjaśnić, dlaczego ściana
                  jednak zając...
                  :/
                  • neochuan stwierdzająceNIEWYJAŚNIŁEŚ 14.01.05, 01:21
                    no i co?
                    • aard Wyjaśniające BOZADUŻOOGÓRABYŁOIZAGŁOŚNO 14.01.05, 17:42
                      wyjasnienie jest proste: trening odbywam trzy razy w tygodniu. Byłem w
                      poniedziałek, miałem iść w środę, ale siedziałem w pracy do po 19 i byłem
                      wykończony, więc przełożyłem na czwartek, bo ani w piątek ani w sobotę nie mogę
                      z przyczyn niezależnych ode mnie. A trzeci raz wypada i tak bardzo późno, bo w
                      niedzielę.
                      Gwoli jeszcze jednego objaśnienia: w tym roku trening ma absolutny priorytet.
                      Wybacz.
                  • lolik2 pytające NOIJAKSIĘWCHODZIPOZAJĄCU??? 14.01.05, 07:55
                    przecież on ucieka!
                    ale wiem - nie o to chodzi, by wleźć na ścianę, ale by gonić ją
                    • aard Śmiejące się LOL(IK) 14.01.05, 17:43
                      Dobre :-)
    • aard Konkretne ZIEEW... 16.01.05, 17:47
      Chciałbym ogłosić, że wieczór był wczoraj rewelacyjny (niech ci, co wcześnie
      wyszli żałują! Joubert, Chułanie, Xięciu, dzięki!), ale wstawanie dziś o 10:00
      nie należało do łatwych.

      Dzierżbór występuje w miastach, państwach, rzekach, stanach, górach i na
      wyspach!!
      • neochuan POTWIERDZAJĄCEchujowo 16.01.05, 17:51
        dziś się wstawało ;-)
        --
        dzieżrą konie, tam pasikonik!
      • szprota serdeczne DZIĘKI 16.01.05, 21:32
        że się nijak do tego nie przyczyniłam :)
        [o piątej wstawało się równie chujowo]
        • aard No PRZYKROMI 16.01.05, 21:45
          tak aqrat wyszło, że na najfajniejszy pomysł wpadlismy z Chułłanem po Waszym
          wyjściu. Ale fucktem jest (co muszę uczciwie przyznać), że później bardzo
          żałowaliśmy, że musieliście iść, bo naszym zdaniem zabawa by wam bardzo do
          gustu przypadła :)

          Więc chyba nie masz powodu fochać :)
          • szprota no NICNIESZKODZI 16.01.05, 21:51
            nie tyle focham, co poczułam się pominięta, ale czy to inaczej niż ostatnio?
            niemniej też żałujemy :)
      • kotred skromne AALESZAARDZIE 16.01.05, 22:45
        aard napisał:

        > Chciałbym ogłosić, że wieczór był wczoraj rewelacyjny (niech ci, co wcześnie
        > wyszli żałują! Joubert, Chułanie, Xięciu, dzięki!), ale wstawanie dziś o
        10:00
        > nie należało do łatwych.

        Cała przyjemność po naszej stronie :)))

        > Dzierżbór występuje w miastach, państwach, rzekach, stanach, górach i na
        > wyspach!!

        A w dużych ilościach w Ajronhorsach ;p
        • neochuan ruWNIEskromne ALERZH8KOTY 16.01.05, 22:49
          kotred napisała:

          > aard napisał:
          >
          > > chciałbym ogłosić, że wieczór był wczoraj rewelacyjny (niech ci, co wcześ
          > nie
          > > wyszli żałują! Joubert, Chułanie, Xięciu, dzięki!), ale wstawanie dziś o
          > 10:00
          > > nie należało do łatwych.
          >
          > Cała przyjemność po naszej stronie :)))
          >
          > > Dzierżbór występuje w miastach, państwach, rzekach, stanach, górach i na
          > > wyspach!!
          >
          > A w dużych ilościach w Ajronhorsach ;p
          >
    • szprota zdecydowane ASOBIEUSTRZELĘ 16.01.05, 23:48
      tak jeszcze przed snem (z łuku oczywiście)
    • szprota dodającozachęcające JABYMNIELEKCEWAŻYŁA 16.01.05, 23:49
      możliwości szprotkania się z Ajmakiem
      • aard Zaciekawione AGDZIESIĘTAKOWARYSUJE? /ni! 17.01.05, 15:16

        • aard Jużwiedzące SORRYZAZAMIESZANIE 17.01.05, 15:35

    • szprota uspokojone CHYBAUSTRZELIŁAM 16.01.05, 23:51
      A jak nie, to trudno, idę spać :)
    • lolik2 wkurwione BOLĄMNIEKOLANA!!! 17.01.05, 15:50
      stanowczo w pracy powinny być ćwiczenia!!!!!!!!!!!!!!!
    • h8red ewidentne BU 17.01.05, 16:56
      bu
      bu
      bu
      • aard Domyślne WYJECHAŁA...? 18.01.05, 08:11
        to chała :p
        • h8red Rezolutne NOSHIT!!! 18.01.05, 08:39
          aard napisał:

          > to chała :p

          Straszna chała.
          • szprota zaskoczone MNIETEŻNOSHI 19.01.05, 00:36
            alewychybanieotym
            • aard Anichybi MYOTYM 19.01.05, 11:48
              Jak zwykle zresztą :p
              • szprota uspokojone TOCHYBADOBRZE 20.01.05, 02:11
                a w sumie, co złego w byciu nimfomanką?
                • aard Odpowiadające BYĆMOŻE 20.01.05, 16:27
                  Wieczne zmęczenie
                  • szprota ignoranckie NIEWIEM 20.01.05, 16:37
                    rzadko doświadczam
    • latajacy_rosomak Zdecydowane SMARK! 20.01.05, 10:38
      aleśta napłodzili tych postów. smark!
    • aard Odrodzicowskie KURWA! 22.01.05, 14:50
      Człowiek zaczyna żałować, że przyszedł, jakieś 5 sekund po otwarciu drzwi...
      • kotbert Zdecydowane RRRROTFL!! 22.01.05, 15:10
        powiem mamie :-)
        • neochuan przypominajeoGRANDMAMERZE 22.01.05, 16:04
          kotbert napisała:

          > powiem mamie :-)

          dziś Dzień Dziabka.
        • aard Uprzedzjące MAMAJUŻWIE 22.01.05, 17:31
          Naskarżył jej tata...
    • szprotaard Zdecydowane PARANO 23.01.05, 00:14
      Dzierżbór filmy, których nigdy nie obejrzeliśmy!
      • neochuan Zdecydowane PIJANO 23.01.05, 00:16
        dzierżflash filmy nigdy nie urwane!
      • aard Zmęczone PRZERWANO 23.01.05, 03:26
        Póki co. Czeba odpocząć :p
    • aspazja.z.miletu przygladającesiędacie JUŻNIEDŁUGO 23.01.05, 19:06
      drugie urodziny tego wątku
    • aard Jakieśtakiepracingoworozlazłe FORUMUJĘ 24.01.05, 11:45
      Bo się do pracy zabrać nie nogę...
    • szprota butne ŻENIBYJANIEUSTRZELĘ?! 24.01.05, 19:48
      no pewnie że ustrzelę. a co!
    • szprota odgrzewająceteklaka NOSAMIPOCZYTAJCIE 24.01.05, 19:51
      We łzach go czekam i trwodze, wylała Jaruga, monstrów pełne bory i smok złocony
      na drodze. Chędożony na dodatek

      Priwiet druz'ja

      Telewizja tfu... Publiczna SA

      nie bez udziału

      Heritage Films prezentują, nieustannie proudly

      Wiedźmin

      Odcinek 4

      Smok

      Toż to szok. Do raportu siadam zdruzgotany, bo odcinek dzisiejszy spotęgował
      moje zdumienie. Oraz zamęt grubymi nićmi szyty. Po ubiegłotygodniowym Harlekinie
      spodziewałem się dalszego ciągu gmyrania przy rozporku Geralta, a tu kupa.
      Znaczy gmyranie było, a jakże z tym, że jednakowoż nie takie, jak myślałem. No
      ale my tu gadu gadu a tam icq czeka. Robota znaczy. Lecimy tedy z koksem, bo
      odcinek był rzadkiej urody.

      Dzisiejszy odcinek sponsorują literki: k jak kobieta czarowna i czarująca oraz
      krasnoludy kwadratowe, w jak w balii seks, s jak smok i seks w balii oraz o jak
      obłędny rycerz.

      Od razu słowo dla tych, którzy nie oglądali - żałujcie ludzie, żałujcie bo
      działo się co niemiara. Odcinek dzisiejszy otwiera scena oczekiwania w
      niepewności. Miejscowe lobby rzeźnicze wraz z przedstawicielem obieralnej władzy
      terenowej czai się w dziurze. Lobby jest ubrane w gustowną przepaskę na oko i
      skórzany fartuch, żeby było widać, że rzeźnicze (pół lobby) oraz w skórzane buty
      polskich ułanów (drugie pół lobby). Władza ma sprytną narzutkę na ramiona oraz
      wyrzuty sumienia. Wyrzuty spowodowane są nieodpowiedzialną postawą lobby, które
      nie bacząc na podpisaną umowę o dzieło, chce złamać jej warunki, ograbić
      zleceniobiorcę i dać w długą. Powodem jest przekroczenie nieprzekraczalnego
      terminu co spowodowało obciążenie lobby odsetkami za zwłokę przez innych
      kontrahentów oraz naliczenie kar umownych za niewywiązanie się z kontraktów.
      Strzelę kielicha i zaraz wracam, bo się zamotałem.

      Powodem, dla którego lobby pragnie się oddalić jest fakt, że Geralt (tak, tak,
      zgadliście moi kochani - naszym tajemniczym zleceniobiorcą jest nasz bohater
      ulubiony) stosuje niekonfesjonalne metody rozwiązywania problemów, zapomniał
      lustra i nie ma go już z godzinkę albo dwie. A jak powszechnie wiadomo duże
      lustro z kutą ramą jest najlepszą bronią przeciwko bazyliszkom. Trzeba tylko
      wiedzieć, w które miejsce na łbie bazyliszka trzeba tym lustrem przypieprzyć ile
      sił w rękach. Z tym, że kmiotkowie żyjący in the middle of nowhere nie znają
      najnowszych osiągnięć cywilizacyjnych i bladego pojęcia nie mają, że Geralt,
      zamiast prymitywnej siły, stosuje technikę wzmocnionej inwersji mentalnej[1],
      bazyliszek już dawno glebę gryzie (metaforycznie, rzecz jasna) a trwa to tyle
      dlatego, że Geralt podpiwszy sobie dnia poprzedniego tęgo, drogę w podziemiach
      zmylił, znaki mu się popieprzyły i błąka się w kółko. Ale już widzi światło w
      tunelu o czym lobby przekona się za chwilę boleśnie. Dochodzi bowiem do drobnych
      niesnasek przy podziale łupu a konkretnie lobby chce dopieprzyć wójtowi, który
      ma wyrzuty sumienia, przez co lobby w krytycznym momencie jest przy jukach,
      miast w domu.

      Zupełnie jak na boisku, dochodzi do drobnej przepychanki i już, już ma się polać
      krew gdy nagle... znienacka... znikąd... tajemniczo... i zupełnie bez efektów
      specjalnych, zjawia się Enigmatyczny Rycerz 'Kochasiu'. Który jest wielkim
      czarownikiem na dodatek, bo jego broń chodzi za nim. Co w prosty sposób
      implikuje fakt występowania w uniwersum wiedźmińskim, tajemniczych istot
      rodzących żywe miecze, szable, rapiery, szpady i innego typu ostre żelastwo.
      Spróbowałem sobie wyobrazić zwyczaje godowe, zaloty, grę wstępną, metody rozrodu
      a wreszcie drogi rodne tej istoty i niemalże zemdlałem. Baniak whisky pozwolił
      mi jednak dojść do siebie, dzięki czemu nie przegapiłem następnej sceny, w
      której okazało się, że mój eksperyment myślowy był bez sensu. Nie ma tajemniczej
      istoty. Nie ma żywej broni. Są za to dwie rosłe dziewoje, omotane żółtawymi
      tunikami i skórami z chronionego lamparta. I z bronią w ręku. Więc Rycerz
      'Kochasiu' wyraził się nieprecyzyjnie. Jego broń nie chodzi za nim. Chodzą za
      nim dwie szemrane kobiety, które tą broń noszą. O ile łatwiejsze byłyby kontakty
      międzyludzkie, gdyby każdy wyrażał się mniej metaforycznie a bardziej logicznie.
      No ale nic to - panie są z Zerrikanii, mają duże szable, tygrysie skóry i
      permanentny makijaż na twarzy. Szczególnie dokoła oczu. Mają również świetnie
      rozwinięte te mięśnie na klatce piersiowej, co to wiecie, a także pośladki, o
      czym później.

      Ten właśnie moment wybiera sobie wiedźmin na wychynięcie z lochu znienacka.
      Taszczy ze sobą jakiś plastikowy fragment postmodernistyczno-symbolistycz nej
      instalacji wystawianej czas jakiś temu w Zamku Ujazdowskim pod wielce znamiennym
      tytułem 'Nieuchronność przemijania'. Jest to mianowicie bazyliszek ubity bez
      użycia zwierciadła. Fakt pojawienia się żywego Geralta konfunduje lobby
      rzeźnicze do tego stopnia, że rzuca się ono do ucieczki. W trakcie tej dobrze
      zorganizowanej rejterady, pół lobby trafia szyją w szable zerrikańską i to tak
      nieszczęśliwie, że przecina sobie tętnicę i umiera, czego nie omieszkał
      skomplementować Geralt. Rycerz 'Kochasiu', który okazuje się być Borchem 'Trzy
      Kawki Kochasiu I Do Tego Wuzetkę Z Kremem' zaprasza Geralta do karczmy. Geralt
      pamiętając jak w ubiegłym tygodniu zakończyła się jego wizyta w przybytku
      masowego skarmiania ludności, oponuje z lekka, ale tylko z lekka, i ruszają
      wspólnie do oberży Pod Zadbanym Smokiem. W której to oberży obyczajnie
      wieczerzają, poruszając wielce interesujące tematy. Na ten przykład możemy
      dowiedzieć się, że Geralt nie rżnie wszystkiego co się rusza (w obu znaczeniach
      tego sformułowania) a wybredny jest. W poprzednim odcinku nie rżn... hm...
      tego... wszyscy pamiętamy czego nie, a w tym mówi, że nie rżnie smoków. I że nie
      na każde zlecenie. I nie przy pełni (to pewnie chodzi o te wąpierze naczelne -
      antycypacja Emiela Regisa). No ogólnie określa granicę swoich możliwości i broni
      ludzi. No i ma zasady, że demoluje agresywne stworzenia. W międzyczasie Vea
      (albo Tea) się szczerzy ale, dalibóg, nie wiem jaki jest powód pokazywania
      uzębienia.

      A potem Geralt stwierdza, że lubi smoki bo zieją ogniem. Co okazuje się całkiem
      niezłym sposobem na wyrwanie dziewcząt, bo Zerrikanki waleczne zaczynają nagle
      na wiedźmina lecieć. Borch, wyraźnie zazdrosny, zagaja tekstem rubasznym, że
      dziołchy są niestrudzone także w boju miłosnym, po czym udaje się do kibla.

      A teraz młodzieży czas by zwlec się sprzed monitora, kopnąć się do łazienki i
      zęby przeszorować bo będzie mało obyczajnie. I wylezie na wierzch moja homofobia
      i homoparanoja. Otóż następna scena wyjaśnia dlaczego Geralt nie zaatakował
      międzynoża Renfri. Oraz Morenn. Po nieudanej próbie sekszenia z Adelą (odc. 2),
      zakończoną opierdolem ze strony nieusatysfakcjonowanej kobiety, Geralt
      stwierdził widocznie, że własna płeć jest, per saldo, bezpieczniejsza. I że o
      hydraulikę wszak tutaj tylko chodzi. I przez te kilka lat włóczenia się po
      gościńcach wszelakich (chyba zapomniałem wspomnieć o tym, że akcja tego odcinka
      dzieje się po latach kilku), Geralt widocznie przekonał się do mężczyzn, bo
      zastajemy go śpiącego... w balii... nago... z Borchem. Zwymiotowałem. Wiem już
      dlaczego Borch ma przydomek 'Kochasiu'. A potem widzimy na ekranie piersi (sztuk
      4), bobry (sztuk 2) i ogólnie jest golizna, ruja, poróbstwo, bo zupełnie gołe
      Zerrikanki wskakują do balii, niszcząc ten intymny, męski moment. Panie
      Szczerbic - pewnych rzeczy się nie robi. Po skończonych miłosnych zapasach, nasi
      bohaterowie się ubierają i gdzieś jadą. I jadą. I jadą aż spotykają dziesiętnika
      Paździocha, który blokuje gościniec. A także Jaskra, którego do tej chwili
      znaliśmy tylko ze słynnej ballady o zimorodku, a teraz go wreszcie możemy
      zobaczyć na własne oczy. Pogłoski jakoby mistrz lutni, o przydomku
      'Niezrównany', przypominał elfa, są grubo przesadzone.

      Onże Jaskier opowiada (nie deklamuje) historię o smoku, którego miejscowi
      kmotrowie-okrutnicy struli baranem faszerowanym trutką, co upewnia mnie w
      przekonani
      • szprota upsające NIEZMIEŚCIŁO SIĘ :) 24.01.05, 19:55
        że Sapkowski Andrzej jest wstrętnym plagiatorem i zżyna bez dania racji (i
        płacenia tantiem) skąd tylko może. I na dodatek zmienia zakończenia, bo smok z
        naszej historii nie zdycha od wody rzecznej a jedynie zapada w letarg i walczy z
        trucizną. Co oczywiście nie przeszkadza mu w rozszarpywaniu ewentualnych
        domokrążców, akwizytorów, szpiegów i świadków Melitele z archiwalnymi numerami
        'Kasztelu'. No i nagle cała kraina rusza na smoka. Bo smok ma skarb. I cała
        kraina chce tego smoka wykończyć. Niezbyt, co prawda, ludną zdaje się być
        kraina, z której zebrać dało się 20 chętnych na smoczy skarb ale znamy problem
        skromnych budżetów i się nie czepiamy. Jest król Niedamir ze świtą, są Rębacze,
        krasnoludy z Yarpenem Zigrinem, obłędny rycerz Eyck z Denesle bez skazy i zmazy
        nocnej, który siecze monstra za darmo, jest ciżmopsuj Kozojed. Aha, i wszyscy
        czekają na czarodzieja, który przyjedzie. I nie o Dorregaraya tutaj chodzi,
        drodzy czytelnicy. Jaskier zaczyna wrabiać wiedźmina w wykończenie smoka, Borch
        w ochronienie smoka a Geralt się wyluzowuje i widzi Yennefer.

        Nikt nie wie (kto nie czytał) kto to Yennefer, skąd ją Geralt zna i co ich łączy
        ale nasz Scenarzysta i na to znalazł sposób. Metoda ta, przed którą muszę
        klęknąć (podobnie jak klękałem przed metodami ukazania rzezi gastarbaiterów z
        odc. 1 oraz pojedynku z Levecquem w odc. 3), jest metodą nowatorską i wartą
        upowszechnienia. Otóż w pierwszej scenie, Geralt leży w mocno zadymionym
        pomieszczeniu, klatę masywną spowija mu brudna ściera, na czole pot, zarost nie
        konweniujący barwowo z zaczeską, zaś Yennefer poi go czymś. Po czym deklamuje:
        mów do mnie Yennefer, jestem czarodziejką. Wszystko to ma miejsce w jednej z sal
        zamku w Skórczu. Albo w Kórniku - pamiętam tylko, że chodziło w nazwie o wyjątek
        od ortograficznej reguły. W następnej scenie Yennefer ściąga Geraltowi odważnik
        z szyi, rozpuszcza sobie włosy... młodzi - czytacie to jeszcze? To może idźcie
        nastawić wodę na kawę, bo kawałek filmu jeszcze przed nami a nie chcę, żebyście
        się przy lekturze pospali, nie? Na czym to, nomen omen, stanęliśmy? A, już wiem.
        Następnie znowu widzimy piersi damskie szt. 2, grę wstępną na brzuchu Geralta
        oraz rzut kobietą o łoże, z równoczesnym przejściem do oralnych... prawda,
        tego... Wyszło mi na to, że Geralt puknął Yennefer w podziękowaniu za opatrzenie
        ran a cała historia łowów na suma i afery z dzbankiem z dżinnem to łeż i sielna
        bajęda. No nieważne, zakochani są chyba w sobie trochę, wszystko na to wskazuje.

        Wróćmy do przeprawy blokowanej przez wojsko (szt. 4 plus kierownik) - negocjacje
        z dziesiętnikiem Paździochem przechodzą płynnie z fazy 'po dobroci' do fazy
        'jestem wiedźmakiem sukinsynu i lepiej mnie przepuść', co owocuje rozkazem
        'Zaporę precz' i nasi bohaterowie, pokonawszy kolejną przeszkodę, ruszają dalej,
        ku Górze, pod którą siedzi na skarbie smok Smaug. Wróć, znowu mi się historie
        popieprzyły od nadmiaru alkoholu. Na skarbie siedzi smok bez imienia.

        Po drodze spotykają całe mnóstwo fajnych osobników. Mianowicie tych, których
        wymienił wcześniej Jaskier. Rębacze są duzi i przeklinają, krasnoludy to plugawe
        i bezbożne karzełki - kompanija zacna i przez moment poczułem dalekie echa prozy
        ASa[2]. Chłopaki siedzą przy ogniu, gawędzą wesoło, dzielą skórę na smoku, który
        jeszcze pod górą siedzi, Jaskier brzdąka na lutni, wszyscy sączą gorzałkę ze
        skorpionów pędzoną i jest tak, że gdyby cały serial zrobiono w ten sposób, to
        tych recenzji by nie było.

        W następnej scenie, bardziej romantycznej, bo na brzegu jeziora i przy świetle
        księżyca, scenarzysta rzuca nieco więcej światła (metaforycznie rzecz jasna, bo
        to przecież noc ciemna i głęboka) na stosunki między Geraltem a Yennefer. 'Nie
        Geralt, nie byliśmy dla siebie stworzeni. Ja nie mogłam w to brnąć, wiązać się z
        kimś, kto wychodzi nocą i nie wiadomo czy wróci z jakiegoś lochu'. Tylko skąd
        niby otumaniony do imentu widz ma wiedzieć o co chodzi? Chwila czaszkowania...
        aha, to oni kiedyś razem mieszkali. Fajnie. I Yennefer chce być matką. Jeszcze
        fajniej. Ale oglądając ten odcinek nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że telewizja
        emituje je nie po kolei albo, że przynajmniej jeden gdzieś się zawieruszył. Nic
        to, bywa. Dobrze, że wcześniej czytałem opowiadania.

        A potem zemdliło króla. Nie, nie zeżarł świstaka, czyli szczura ani innego złego
        żarcia. On jest dusza wzniosła i delikatna i mdli go od gadania innych o nowych
        teoriach druidzkich i o zachowaniu gatunków. Wyjaśnia też powody, dla których
        ruszył na smoka. Otóż chce się skubany bogato ochajtać ale próchna bogdanki
        stają okoniem, przytaczają starożytnymi runami ryte przepowiednie i cytują stare
        kodeksy, kornik je trącał, w których stoi, że przyszły pan młody musi smoka
        położyć. No i Niedamir idzie kłaść chociaż na myśl o zabobonach nerw mu skacze
        okrutnie. A że durny nie jest, to z tego właśnie powodu wlecze ze sobą całą
        grupę przydupasów, cynglów i kling do wynajęcia.

        Następnie Borch rzuca pieniążek ale tak sprytnie, że pół karawany szlag trafia a
        Yennefer wisi na krawędzi, zaraz obok Sylwestra Stallone. Szczęściem Geralt,
        with a little help of Eyck, wyciąga ją na górę po czym zastrasza Boholta,
        zręcznym ruchem nadgarstka goli Yarpena i idzie się napić. A potem Eyck
        deklamuje. I to tak fajnie, że mało się nie pofajdałem ze śmiechu. Boholt obraża
        króla, Geralt dziękuje Eyckowi, atmosfera robi się gęsta, suspens, wszyscy
        czekają na podroby... I ten moment wybiera sobie Komputerowo Zanimowany Smok na
        swoje uroczyste entree. No szlag by go trafił - wyczucie ma jak bojownik
        Hezbollachu sikający na Ścianę Płaczu. I przy okazji jest złoty, piękny i mówi
        przez metalowy megafon. Jaskier to się do tego stopnia zauroczył, że zaczyna
        siać ferment, smok lata, Boholt cytuje Shreka (on gada!?!), Eyck deklamuje: cny
        smoku, gnębicielu, za mną prawość, za mną wiara, za mną łzy dziewic, któreś
        bestio od dziewictwa uwolnił i jest ogólnie zabawnie, głównie na udeptanej
        ziemii. Nie jestem znawcą broni białej, teoretykiem typów pancerzy i badaczem
        taktyki szarży konnej ale jak Eyck rusza na smoka, to zacząłem się śmiać. Smoki
        zieją ogniem, nie? No to żeby ruszyć na smoka, warto by było się jakoś
        opancerzyć. A Eyck co? Ano gówno. Konia okrywa derką wzorzystą, żadnych płyt
        pancernych nie stosując. Sam ubiera się w połowę zbroi, bo ja wiem, załóżmy że
        płytowej (no na żaden półpancerz mi to nie wygląda), dołem pozostawszy jeno w
        brązowych spodniach dresowych. Na głowę szłom pełny (no dobrze, że chociaż
        gładkie lico sobie dokładnie osłonił), tarczę zostawia w namiocie (nie pomoże w
        przypadku walnięcia smoczym ogonem ale od ognia siarkowego ochronić może, nie?),
        bierze krótką tyczkę do groszku zielonego i dawaj w kurcgalop. No szarża taka,
        że ziemia drży. Smok pokazuje mu język, staje na zadnich łapach, płoszy konia,
        wali woja ogonem w pysk i 'mężnego Eycka z Denesle można zabrać z pola, jest
        niezdolny do dalszej walki. O, kurwa - powiedział Yarpen'. Szczera prawda. 'Ten
        smok jest niewiarygodnie szybki, za szybki żeby mógł z nim walczyć człowiek'
        mówi Yennefer. I kusząc Geralta obietnicą powrotu do dawnego układu (ja gotuję,
        piorę, sprzątam, opatruję i pocieszam po walce a ty rżniesz potwory i,
        ostatecznie, czasami Triss Merigold) prosi go o ubicie niewiarygodnie szybkiego
        smoka. Tylko kurde ja tam nie widziałem żadnego szybkiego smoka, chyba mi z tej
        szybkości z kadru uciekł. Bo ten złocony Komputerowo Zanimowany Smok ruszał się
        tak, jak ja, gdy w akademiku pełzałem z imprezy do pokoju. A Geralt aż się
        zjeżył, że ktoś go chce kupić. Po czym idzie się odkuć na królu i taką mu mowę
        wstawia, że ten zawija się na pięcie (właściwie końskim kopycie) i w mocno
        przerzedzonym składzie wraca na hacjendę poobracać miejscowe seniority, łyknąć
        nieco tej zamorskiej nalewki na roślinie z kolcami i ukoić skołatane nerwy. I
        taki jest koniec królewskiej roszady.

        Na placu boju zostają sami twardziele, yo. Twardziele przeganiają Kozojeda,
        drat
        • szprota ikończące NAJSMAKOWITSZENAKONIEC 24.01.05, 19:58
          Na placu boju zostają sami twardziele, yo. Twardziele przeganiają Kozojeda,
          dratwa jego mać, yo. Spali nas, yo ale chędożył to pies, yo. I poszli z pikami
          (drewnianymi) na łuski żelazne, yo man. A Geralt coś wie. Ale nie powie, bo zna
          historię o Sfinksie, co to mało gadał i jako, że bardzo mu się spodobała, mało
          gada. A w tym czasie twardziele, yo, zaczynają od tego stresu ganiać za
          pasikonikami. No, tak to wygląda - duzi faceci biegają po trawie i coś depczą.
          Potem zdawało mi się, że zlokalizowali Bugsa w drodze do Albuquerque, bo coś
          szurało w trawie i ziemia się jakby podnosiła. Ale to nie był Królik. To było
          małe dziecko. Faktem jest, że ludziom w tamtej okolicy nie żyło się dostatnio,
          antykoncepcja stała na fatalnym poziomie w związku z czym przypadki porzucania
          małych dzieci na łące miały miejsce, o czym przekonują nas statystyki
          udostępnione nam przez miejscowe biuro wójta. Zdarzało się również, że podczas
          żniw, kmiecie prosto zapominali zabrać jedno czy dwójkę dzieci z pola. Znając te
          fakty, nie byłem zdziwiony, że w trawie pacholę się poniewiera do momentu, gdy
          zobaczyłem to dziecko. Ono było mocno niezdrowe. Cera jakaś taka ziemista, oczy
          wyłupiaste - coś jakby po Graves-Basedowie. A potem stwierdziłem, że oglądanie
          filmu z przeciwległego kąta pokoju, bez okularów, pozwala zachować zdrowie
          psychiczne ale odbija się znacząco na percepcji dzieła. Bo to nie dziecko było.
          To tylko Yennefer tak krzyczała (już wspominałem wcześniej o konstruowaniu
          logicznych wypowiedzi w kontekście chodzącej broni - tutaj mamy podobny passus)
          ale nie chodziło jej o małe dziecko ludzkie a o małe dziecko smocze. No i
          złapała je w podołek, zaczęła tulić i głaskać, co nie spodobało się Rębaczom i
          Yarpenowym chłopakom. Był to ostatni błąd w ich życiu, które zresztą nie trwało
          po tym zajściu nawet na tyle długo, żeby mogli sobie to uzmysłowić. Geralt
          standardowo zawirował w niewidocznym dla oka piruecie, ciął jednego, drugiego,
          trzeciego, czwartego... obudziłem się, dalej ciął - ciekawym kiedy zacznie pchać
          w końcu tym mieczem, bo na razie to tylko pcha co innego w co inne. Smok
          wybuchł, z wybuchu wyjechał Borch 'Kochasiu' i dwie szable. No i tego było za
          dużo dla Yarpena i reszty załogi. Dali w długą regularnie i bez szemrania.

          A potem Geralt próbował zrozumieć symbolizm sceny: no popacz pani ile się stało,
          zostaliśmy we dwoje, dziecko smoka i poeta - to pewnie coś znaczy ale nie wiem
          co. Jaskier ukrył twarz w dłoniach. Następnie zobaczyliśmy słońce nad chmurami -
          ładny landszafcik. A na końcu znowu mamy motyw ogniska - wszyscy siedzą, gapią
          się w płomienie i zastanawiają się: czy przeczytanie scenariusza przed wzięciem
          roli było faktycznie ponad moje siły? I jeszcze Borch bawi się w złotą rybkę i
          chce spełnić życzenie Geralta. Normalny facet zażyczyłby sobie niekłopotliwej
          kobiety, grubego konta w banku Vivaldiego, miłej chatki w dalekim księstwie i
          świętego spokoju. No ale Geralt jest nietuzinkowy i wymyśla życzenie awykonalne.
          A że bawią się przy okazji w czytanie w myślach, to widz zostaje zdurniały, bo
          nijak nie wymyśli czego to sobie zażyczył nasz wiedźmin? Czyżby rozumnych rządów
          nad Wisłą? Sam nie wiem[3]. A potem znowu gdzieś odjeżdżają. Wyciemnienie. No i
          oczywiście nie możemy zapomnieć o Jaskrze, który podczas listy dialogowej
          wyśpiewał nam.... ha, ha, ha - nabrałem was. Dzisiaj Jaskier nie śpiewał
          czwartej zwrotki ballady o zimorodku, co się nieźle urządził w wychodku. Dzisiaj
          było o księżniczce Vandzie, co się utopiła w Duppie bo nikt jej nie chciał.
          Dobranoc, dzisiaj bez kielicha, bo jutro do pracy.

          Teksty odcinka:
          To jest taka teoria ruchu, wymuszonych zleceń i walki. Ot, i cała tajemnica.
          (Geralt)
          Bo muszą - smok to nie mysz. Dużo je. (Geralt)
          Ja jestem jak okruch lodu - nie ugasisz nim pragnienia ale oparzyć się możesz.
          (Yennefer)
          Meo huana bunke de ni (Vea. Albo Tea)
          Ten smok prosi o pokój, on coś bardzo ważnego nam przekazuje (Geralt)
          To pewnie coś znaczy ale nie wiem co. (Geralt)

          Radek MWZ

          PS. Tytułem komentarza - nad dzisiejszym odcinkiem nie udało mi się pastwić tak
          zwyrodniale, jak nad poprzednimi trzema. Z prostej przyczyny - w końcu zamiast
          durnowatych patentów scenarzysty dostaliśmy więcej Sapkowskiego[4], czyli
          'Granicę możliwości'. Duch opowiadania został z grubsza oddany i zachowany
          (mocno uproszczony ale musieli to wtłoczyć w 45 minut stąd brak Dorregaraya,
          brak sporej części historii no ale to mogę wybaczyć od biedy), dobra Wolszczak,
          dobry Żebrowski, bardzo dobrzy Zamachowski i Chyra, w końcu przyzwoity drugi
          plan: Rębacze, Yarpen i kwadratowe chłopaki, król, kanclerz, Zerrikanki (nawet
          sobie je podobnie wyobrażałem, może trochę za mało tatuażu na twarzy miały).
          Opowieść Jaskra o truciu smoka i o cieszącym oko kurhaniku mocno zbliżona do
          pierwowzoru literackiego a przez to ciesząca ucho i oko (Zamachowski będzie
          chyba ratował ten film). I nawet było momentami śmiesznie nie z powodu
          nieporadności scenariusza a tego, co widać na ekranie. Jak do tej pory najlepszy
          odcinek. Ale nie mam złudzeń - to pewnie wypadek przy pracy.

          [1] To coś na pewno znaczy i bardzo ładnie brzmi. Powiedzcie to sobie na głos.
          Dobre? A nie mówiłem?

          [2] Boholt mówi jeden z moich ulubionych tekstów: u nas, w Crinfrid, trzyma się
          takich w obórce, na łańcuchu, i daje kawałek węgla, wtedy oni na ścianach
          cudności malują.

          [3] No dobra - wiem o co mógł poprosić Geralt ale wcześniej czytałem 'Ostatnie
          życzenie' więc mi łatwiej.

          [4] Jako, że nikt nie jest doskonały, w odcinku nie znalazło się heroldowanie
          Yarpena Zigrina. A że bardzo je lubię, to przytoczę:

          Hej, ty tam! Smoku chędożony! Słuchaj, co ci rzeknie herold! Znaczy się ja! Jako
          pierwszy honorowo weźmie się za ciebie obłędny rycerz Eyck z Denesle! I wrazi ci
          kopię w kałdun, wedle świętego zwyczaju, na pohybel tobie, a na radość biednym
          dziewicom i królowi Niedamirowi! Walka ma być honorowa i wedle prawa, ziać
          ogniem nie lza, a jeno konfesjonalnie łupić jeden drugiego, dopokąd ten drugi
          ducha nie wyzionie albo nie zemrze! Czego ci życzymy z duszy, serca!
    • szprota znużone AGGZNOWUJEBŁONAPYSK 24.01.05, 20:09
      nie to, żebym się spodziewała dziś gości...
      • h8red ździwione GGNAPYSK 24.01.05, 20:20
        A w życiu. Gra i bucy.
        • szprota zmartwione MINICNIEBUCY 24.01.05, 20:30
          mam słonecko na cerwono, bubu...
    • szprota zamyślone WIETRZĘHUANA 24.01.05, 20:10
      tylko czemu na fofmie, a nie tu?
      • h8red co najmniej ZASZOKOWANE 24.01.05, 20:22
        Ta co pisze tylko tutaj ;p
        • szprota szprotestujące ALEŻHEJTREDZIE 24.01.05, 20:27
          jednak ja mam baardziej ustalone pRUrytety :P
        • neochuan pozostawiająceŚLADY 24.01.05, 20:28
          czuję się prześladowany. wczoraj przez bluekota, dziś przez redkota ;)
          • kotbert wyjaśniające ALEŻ 24.01.05, 20:38
            ja tylko chciałam być miła :-)))
            • neochuan uspokojoneACHA 25.01.05, 00:26
              no i politycznie poprawne :)
          • zamek pytające A KTO PAMIĘTA? 26.01.05, 09:37
            (Tata, a Neochuan napisał:

            > czuję się prześladowany. wczoraj przez bluekota)
            w której bajce występował Bl(u)ekota?
            • maginiak Oczywiścioweże JAPAMIĘTAM:) 26.01.05, 10:08
              To był Blekota i Mlekota. I oni mieli różki. I był też Peter i Arabella i
              Ksenia. No i naturalnie pan Meyer i jego jamnik, w którego tenże się zmieniał
              ab und zu, a może tylko raz jeden ale za to jaki. Nie zapominajmy też o pani
              Meyerowej, i o królu i królowej i o jednej złej czarownicy która się zamieniała
              w kruka a której imienia nie pomnę. No i przede wszystkim, nie zapominajmy o
              Rumburaku!
              Ech, to było coś. Swego czasu miałam nagrane wszystkie odcinki.
              • zamek Machające POZDRAWIAMYMAGINIACZKA! 26.01.05, 10:31
                Ja też pamiętam. Kochałem się w Kseni, bo była zdecydowanie ładniejsza od
                Arabelli. I ktoś sobie tam zdejmował głowę. A pan Meyer w którymś odcinku kogoś
                połknął, podawał potem mu telefon do żołądka, a potem śpiewali na dwa głosy w
                jednej bajce.
                A pan Tau to się w ogóle do Arabelli nie umywa i o!
                • lolik2 wzdychajęce ŚREDNIOLUBIŁAMTĘBAJĘ 26.01.05, 10:37
                  pamiętam tylko jedną scenę - jak Arabella kręciła pierścionkiem (pewnie w każdym odcinku to było, więc mi zapadło w pamięć), a tak poza tym to jakoś niechętnie
                  myślę, że teraz podobałaby mi się stokroć bardziej
                • maginiak Nowłaśniowe KOGOPOŁKNĄŁPANMEYER? 26.01.05, 11:25
                  Nie pamiętam, kurde. Czy to przypadkiem ktoś nie połknął Pana Meyera? A potem
                  Pan Meyer musiał czytać bajkę dla dzieci na dobranockę, w ceskiej televizi, i
                  Rumburak zamieniony w Pana Meyera w tej telewizji był a Pan Meyer we własnej
                  choć rumburakowej osobie czytał z tego brzucha, swojego acz rumburakowskiego,
                  nie pamiętam, kurde.
                  A ja Kseni nie lubiłam, bo była wredna. A czy ładniejsza od Arabelli, no sama
                  nie wiem, na pewno bardziej księżniczkowa w każdym razie ona była, ta Ksenia.

                  Łał, i jeszcze był Pan Vigo! Miał takie wąsy odjechane w kosmos:)
            • aard Zasadnicze POWINIENEMTOUSUNĄĆ 26.01.05, 10:58
              Zamcze, popraw się :-)

              A o baji dodam, że w pierwszej chwili myslałem, że chodzi o "Przyjaciela
              wesołego Diabła" - wersja krótsza tytułu "Al-Ki"
    • szprota wspominkowe ALEIMPREZĘUMOOSTANKA 24.01.05, 20:16
      to moglibyśmy powtórzyć, w tym samym składzie :D
      • neochuan entuzjastyczniePOTWIERDZAJĄCE 24.01.05, 20:29
        czuję się nieobecny...
        • szprota pocieszajce HUANIE 24.01.05, 20:33
          no byle do wiochy! [na wąt z tym!]
      • aard Zgadzającesię JEDNAKOWÓŻ 25.01.05, 10:07
        Skład bym rozszerzył. O co najmniej dwie osoby.
        • moostank uskrzydlone JAKNAJBARDZIEJ 26.01.05, 01:38
          ...że powtórzyć by należało jeno niepewność o pewną kwestię logistyczną
          entuzjazm mój mąci, nie turbował bym się tym zbytnio JEDNAKOWÓŻ acanowie moi...
          zali czas cyrkumstancyje przynieść nowe może i koncepcyje wszytkie na nice
          wywrócić...
        • szprota zaciekawione AKIMJESTTADRUGA? 27.01.05, 12:29
          bo jedną osobę znam :) [oczywiście Huana mam na myśli]
          • neochuan szprotestująceTONIEZOSTAŁOW100% POWIEDZIANE! 27.01.05, 13:28
            że o huana. może o adrenalinę na przykład i co?? ;p
            • szprota klepiącesięwczoło A!NIAGARA! 27.01.05, 13:41
              czyli drugą osobą byłaby ktosia umownie nazywana adrenaliną [wyjątkowo nie
              jestem złośliwa, bo pokochałam ją za okazanie traumy po prababci]
              spałam sześć godzin i mam kaca po fajkach. wypaczcie.
              • neochuan niewiedząceATEGOTOJANIEWIEM 27.01.05, 14:06
                szprota (mimochodem??) wspomniała:
                [wyjątkowo nie jestem złośliwa, bo pokochałam ją za okazanie traumy po prababci]

                ?? :(((

                szprota napisała:

                czyli drugą osobą byłaby ktosia umownie nazywana adrenaliną

                niewiedząceATEGOTOJANIEWIEM kto by miau być. to tylko hipoteza ;-)
          • aard Odpowiadające HUAN /manihuana 28.01.05, 17:07

            • neochuan ahająceAHONEN 28.01.05, 17:10
              Ja?neeee...
              • aard ajające AJONEN 31.01.05, 09:02
                Jiszpański.
    • szprota blogowe JEDNAKOWÓŻCZUJĘSIĘZMĘCZONA 24.01.05, 20:20
      ale może to przez ten test z angielskiego i nowe taryfy jak nazwy podpasek...
    • szprota radosne MAMPATENT 24.01.05, 20:23
      na to, by ewentualnie uniknąć wtopy pomieszania wątków. po prostu na fofmie
      pisze posty tak, jakbym pisała na plum.
    • h8red zdezorientowane COJESTKURWA 26.01.05, 08:47
      Jak to się stało, że mi herbata tak szybko ostygła???
      • aard Odpowiadające ZIMAPANIE /NI! 26.01.05, 10:52

        • aard Kurwowe GDZIEWYPIERDOLIŁOSUBWĄTEKOKURSO RZE??!! 26.01.05, 10:59
          By Lolik2 and mła? Nawet ja tych postów nie widzę, jako usuniętych!!
          • aard Zakręcone ALEJESTEMZAKRĘCONY! 26.01.05, 11:11
            To nie ten wąt wszak :-)
            • lolik2 potakujące WINNYMWINNYM 26.01.05, 11:12
              też mi się czasem myli...
              • aard Towarzyskie HEHE :-) /NI! 26.01.05, 12:48

    • h8red olewcze NIECHCEMISIE 26.01.05, 20:58
      ijusz
    • szprota maleńkie GADUGADU 27.01.05, 12:43
      dzierżbór występuje w czekoladzie w kawiarni Maleńka [konsumowanej wraz z Joanną]
      jesteśmy pięknymi młodymi kobietami i po co nam faceci i o.
    • szprota pocytrynowe ORAZ 27.01.05, 12:48
      dodam, że dzierżbór występuje jeszcze w następujących wypadkach:
      -podczas medytacji na szesnastego Karmapę w kinie
      -po otrzymaniu esemesa o treści "jegdzieś mieście" by pijany Zeus
      -w trakcie surfowania poprzez pięć pór roku wraz z filmem
      -w poemacie heroicznym, aczkolwiek tylko od strony formy (treść jest chińska i
      propagandowa)
      powyższe refleksje narodziły się wczoraj w trakcie nocy buddyjskiej w cytrynie :D
      • zamek rozumiejące ROZUMIEM 27.01.05, 13:26
        teraz, dlaczego nie mogliśmy poggadać, chociaż miałem wczoraj wielką potrzebę.
        Ale to nic, zasypałem sobie doła sam.
        • szprota negodzącesięnapoczuciewiny MOGŁEŚWSZAKNAPISAĆ 27.01.05, 13:38
          ale nie, lepiej później wypoomnieć, że pozwoliłam sobie na własne sprawy, tak?
          niefajnie, Zamku. Bardzo mi się to nie podoba.
          • neochuan uspokajająceOJOJOJ 27.01.05, 14:08
            przecież Zamek walczył wczoraj z wiatrakami na FŁ w zacnym groniu kompanionów:
            n.kota i n.chuana, czyż nie??
          • zamek pojednawcze NIEPOWINNAŚMIEĆ POCZUCIAWINY 27.01.05, 16:28
            Bo ja tylko napisałem, że rozumiem, czemu Cię w necie nie było, a nie, że jestem
            zły, bo nie mogłem z Tobą poggadać, tak? Szprotko zacna, nie nadinterpretowuj,
            proszę :) Jeśli tak to zrozumiałaś, to za rąbek sukni chwytam, do nóg padam i o
            wybaczenie skomlę...
        • moostank losowe PODDAJEMYSIĘŁEEEEE... 27.01.05, 15:40
          nie za wilgotno pod tym piaseczkiem...? nie za ciemno...? zastanawia mnie tylko
          jak się to udało samemu, bo o bilokację nie podejrzewam...
          • aard Tylkopozorniewtykającenos ALEZCIEBIEZŁOŚLIWIEC! 28.01.05, 15:06
            :p
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka