maria421
11.08.15, 11:57
Porozmawiajmy troche o biedzie.
Przypuszczam ze wiekszosc forumowiczow (poza "malolatem" Stafanem czy Astra o ktorej nic nie wiadomo), jest mniej wiecej z pokolenia lat 50-60 tych, czyli z czasow w ktorych w PRLu wszyscy mieli rowno. Rowno malo.
Moje wspomnienia z dziecinstwa sa takie: najpierw pracowal tylko ojciec, mama zaczela pracowac jak ja mialam 8 lat. Ojciec przynosil wyplate, klad ja na stol, mama zaczynala odliczac: tyle na komorne, swiatlo, gaz i inne rachunki, reszta na jedzenie, odziez itp. Zawsze starczalo do konca miesiaca, nigdy mama pieniedzy nie musiala pozyczac, a jeszcze zawsze maial cos odlozone "na czarna godzine".
Mielismy dzialke i czerpalismy z niej dobra takie jak ogorki, pomidory, porzeczki itp,. z ktorych czesc byla przetwarzana na zime.
Kazdej jesíeni rodzice chodzili na targ i zamawiali ziemniaki na zime, ktore potem chlop furmanka do domu dostarczal. Dostarczal tez kapuste ktora byla kiszona i stanowila, obok ziemniakow glowna czesc zapasow na zime.
Mama potrafila robic na drutach i ciagle cos dziergala, prula i znow dziergala. Codziennie w domu byl cieply obiad, choc byly to czasem tylko placki kartoflane (moj ojciec smazyl najlepsze na swiecie) , albo kapusniak czy pierogi.
Niedzielny obiad byl zawsze lepszy, dwudaniowy, z miesem i z kompotem na deser.
Mielismy pare zabawek, mielismy ksiazki, wyjazd na wakacje nie byl koniecznoscia, przeciez byla dzialka. Czasem tez mielismy luksusy takie jak lody czy ciastko z kremem z cukierni.
I zawsze mielismy prezenty pod choinka.
Czy bylismy biedni? Chyba tak. Ale nigdy nie bylismy glodni , nigdy nie niedojadalismy.