11.08.15, 11:57
Porozmawiajmy troche o biedzie.

Przypuszczam ze wiekszosc forumowiczow (poza "malolatem" Stafanem czy Astra o ktorej nic nie wiadomo), jest mniej wiecej z pokolenia lat 50-60 tych, czyli z czasow w ktorych w PRLu wszyscy mieli rowno. Rowno malo.

Moje wspomnienia z dziecinstwa sa takie: najpierw pracowal tylko ojciec, mama zaczela pracowac jak ja mialam 8 lat. Ojciec przynosil wyplate, klad ja na stol, mama zaczynala odliczac: tyle na komorne, swiatlo, gaz i inne rachunki, reszta na jedzenie, odziez itp. Zawsze starczalo do konca miesiaca, nigdy mama pieniedzy nie musiala pozyczac, a jeszcze zawsze maial cos odlozone "na czarna godzine".

Mielismy dzialke i czerpalismy z niej dobra takie jak ogorki, pomidory, porzeczki itp,. z ktorych czesc byla przetwarzana na zime.
Kazdej jesíeni rodzice chodzili na targ i zamawiali ziemniaki na zime, ktore potem chlop furmanka do domu dostarczal. Dostarczal tez kapuste ktora byla kiszona i stanowila, obok ziemniakow glowna czesc zapasow na zime.

Mama potrafila robic na drutach i ciagle cos dziergala, prula i znow dziergala. Codziennie w domu byl cieply obiad, choc byly to czasem tylko placki kartoflane (moj ojciec smazyl najlepsze na swiecie) , albo kapusniak czy pierogi.
Niedzielny obiad byl zawsze lepszy, dwudaniowy, z miesem i z kompotem na deser.

Mielismy pare zabawek, mielismy ksiazki, wyjazd na wakacje nie byl koniecznoscia, przeciez byla dzialka. Czasem tez mielismy luksusy takie jak lody czy ciastko z kremem z cukierni.

I zawsze mielismy prezenty pod choinka.

Czy bylismy biedni? Chyba tak. Ale nigdy nie bylismy glodni , nigdy nie niedojadalismy.
Obserwuj wątek
    • a000000 Re: Bieda 11.08.15, 23:37
      u mnie podobnie. Byliśmy rodziną biedną.. Co nie znaczy, że żyliśmy w nędzy. Głodni spać nie chodziliśmy, ale chleb z cebulą czy czosnkiem (co na zdrowie wychodziło) był częsty....
      Podejrzewam, że dziś poziom odczucia biedy jest inny niż kiedyś ,ale to chyba normalne, że ludziom się żyje coraz lepiej. I na tle poziomu ogółu - dzisiejsza bieda jest zupełnie inna od tej przeszłej.
      Wszystko jest względne, jak tego dowiódł pewien mądry Albert.
      • maria421 Re: Bieda 12.08.15, 08:36
        a000000 napisała:

        > u mnie podobnie. Byliśmy rodziną biedną.. Co nie znaczy, że żyliśmy w nędzy.
        > Głodni spać nie chodziliśmy, ale chleb z cebulą czy czosnkiem (co na zdrowie wy
        > chodziło) był częsty....
        > Podejrzewam, że dziś poziom odczucia biedy jest inny niż kiedyś ,ale to chyba n
        > ormalne, że ludziom się żyje coraz lepiej. I na tle poziomu ogółu - dzisiejsza
        > bieda jest zupełnie inna od tej przeszłej.
        > Wszystko jest względne, jak tego dowiódł pewien mądry Albert.

        Azerko, a pamietasz pajde chleba z cukrem i woda? To byl taki szybki podwieczorek dla dzieci.

        Oczywiscie ze pojecie biedy sie zmienilo, to co dzis uwaza sie za prog biedy, kiedys bylo standardem. W tym watku chodzi mi jednak o cos innego- o to ze poziom zycia zalezy tez od gospodarnosci.
    • alpepe Re: Bieda 12.08.15, 09:16
      Moja mama urodziła się w 1944. Kiedy miała 8 lat, umarł jej ojciec. Jej matka była po 40., akurat urodziła trzecie dziecko, wszyscy krewni, ach jak katoliccy, namawiali ją na aborcję, bo jej mąż był chory na serce i było wiadomo, że lada moment umrze. Były biedne jak myszy kościelne, mieszkały kątem u rodziny, babcia z bardzo dużą wadą wzroku i doświadczeniem czterech klas podstawówki musiała po raz pierwszy w życiu iść do pracy. Poszła do zakładów ceramicznych, w których pracowała na akord. Zarabiała bardzo mało, bo ze względu na wadę wzroku miała problemy z wpasowaniem kształtek porcelanowych (bezpieczniki itp.). Moja mama witała Gomułkę w szkole podstawowej, była najlepszą uczennicą w szkole, ale na występy taneczne, które odbywały się chyba na jego cześć, a może to były występy konkursowe, nie wiem, dokładnie, mojej mamie pożyczono MAJTKI, bo w tańcu było je dzieciom widać, a mojej mamy majtki nie nadawały się do pokazania. Moja mama miała jedną sukienkę na codzień, skrytą pod fartuszkiem i jedną do kościoła. Jej starszy brat został oddany krewnym na wychowanie, bo babci nie było stać. Kilka lat temu pod jakimś artykułem opisałam to zdarzenie z majtkami, to mi zarzucono kłamstwo. Moja mama i tak była wdzięczna tamtym czasom, bo po podstawówce poszła do technikum, najlepszego w Katowicach, które się nazywało Śląskie Techniczne Zakłady Naukowe, tam mieszkała w internacie, dostawała jakieś groszowe stypendium socjalne, za którego lwią część kupowała raz w miesiącu, uwaga luksus! pół kilograma jabłek.
      To była już bieda, oczekiwać z utęsknieniem, aż się kupi sobie jabłka.
      Potem mama poszła na studia, tam doszło stypendium za wyniki w nauce, było już lepiej, aczkolwiek mama była bardzo wdzięczna babci, która jednak nadal ją częściowo utrzymywała.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka