Forum Sport Tenis
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Podsumowanie Sezonu 2012

    IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:10
    w tym roku oglądałem inaczej niż do tej pory jedynie zwycięzców, zgodnie z hierarchią oficjalnych rozgrywek, a więc same finały ATP, i WTA oraz Grand Slamy od fazy ćwierćfinałów ale tylko w wykonaniu panów, panie tylko finały no i turniej mistrzyń. w ocenie uwzględniałem nie tylko poziom meczów, ale też transmisji i całości obrazu jaki docierał za pomocą telewizora. wielu meczów nie obejrzałem, bo oglądałem je tylko z odtworzenia, a okazało się że mimo dużego zapasu czasu (nagranie dłuższe średnio 2krotnie od zaplanowanej transmisji) część nagrała się tylko w części albo nie nagrała się w ogóle. to też pokazuje ile czasu musiałby stracić widz, żeby oglądać tenis. jeśli przy samych finałach które nie mają prawa się opóźniać, okazuje się że około połowa nie jest transmitowana o zapowiedzianej porze, a zdarza się że jest to wcześniej nawet, nie tylko później, to co dopiero mówić o oglądaniu rozgrywek w tygodniu? nagranie zaplanowane na godzinę x, a okazuje się że zaczyna się 2 godziny wcześniej, 2 godziny później, a czasami w ogóle się nic nie nagrywa! żeby czas tracić na dopilnowanie trnsmisji live, z zaliczeniem wszystkich reklam których nie można przewinąć i innych przerw, i dłużyzn, poziom tenisa musiałby być chyba niebotyczny. taki jaki grał Rios, no i jeszcze Gonzalez. czy warto robić to dla dzisiejszych "herosów"? z tego co się udało nagrać, absolutnie nie! poniżej ocena meczów które nagrałem tylko w 100%, widziałem jeszcze z 50 innych w częściach, ale raczej nie ma czego żałować!
    Obserwuj wątek
        • Gość: tenisista 1) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:13
          ROLAND GARROS 1/4 Nadal - Almagro 7:6, 6:2, 6:3 mamy już prawie pół roku sezonu, i po pierwsze trzeba stwierdzić że nieśmiało wysuwam kandydaturę tego meczu jako najlepszy do tego okresu z tych które widziałem. ale zaczynając od początku trzeba powiedzieć o minusach. mecz zapewne był świetny od strony Almagro, tak jak podobnie długimi fragmentami był mecz z innego ćwierćfinału tego turnieju w wykonaniu Tsongi. zarazem kadr tego kortu mimo że ok, proporcjonalny i wszystko, do świetnych nie należy. o ile kort Suzanne Lenglen ma kadr bardzo dobry, w sam raz do oglądania, o tyle kort centralny wpływa na jakość oglądania. gra wydaje się na nim wolniejsza, kadr po prostu jest za odległy. uciekają też pewne niuanse, tor lotu piłki jest mniejszy na ekranie. to są minusy. dlaczego na RG nie zawieszono kamery niżej, choćby jak w przypadku Suzanne Lenglen? tajemnica turnieju. drugie ogólne spostrzeżenie, to takie, że warunki do gry na RG były bliskie w tym roku optimum. co prawda może nie ideału, wyśnionego, tak jak to było w roku 2009, ale wersji w sam raz. prawie bezwietrznie, piłki średnie w porządku, mające dobre właściwości odskoku, mogłyby być tylko trochę mniejsze, i lżejsze, ale ok. dobre. no i lekko wilgotne powietrze które nie pozwalało piłce na zbyt daleki i wysoki odskok. takie warunki powodują że piłka odbija się niżej ziemi, a to zmniejsza atuty baloniarzy grających pod górę maksymalnym topspinem, jak i zawodników wysokich, uwielbiających taki odskok piłki. zmniejsza to też szanse zawodników kontrujących którzy na suchej nawierzchni świetnie biegają i się ślizgają, i dają radę kontrować sobie podobnie jak na hardzie. wilgotna lekko mączka, nakazuje grać zagrania własną siłą, i wejść na piłkę atakiem, a nie czekać pasywnie parować, blokować zagrania rywali. dzięki temu widzieliśmy mecze na RG, w których ci sami zawodnicy którzy na co dzień kontrują, tym razem wchodzą na piłkę, robią duże zamachy, i atakują. do tego piłki całkiem nieźle kontrolują! magia pełnego zamachu, polega na tym że piłka jest kontrolowana i uderzana czysto, zawsze jest to uderzenie aktywne, które trudno nazwać czystą obroną. nawet jak gra je baloniarz pod górę, gra je od początku do końca, a nie nadstawiając rakietkę i biegając z lewej do prawej. to największy urok kortów ziemnych. teraz przejdźmy do meczu. kiedyś w 2010 pamiętam jak oglądałem te mdłe mecze, i jednym z nielicznych które zwróciły moją uwagę był mecz Almagro z Nadalem jak i później Melzera z Nadalem. bardzo ofensywnie nastawiony Almagro walił z całej siły w te wielkie toporne piłki, i nic nie mógł zdziałać, mimo że mecz z Nadalem grał zacięty. był to jeden z lepszych meczów na tamtym Roland Garros. tym razem sytuacja była inna. kort na pewno nie szybszy, ale piłki inne, no i inny, chyba grający swój najlepszy tenis Almagro. z tym tenisistą mam od pewnego czasu kłopot. czasami gra mecze podobne do tego, jaki zaprezentował na RG przeciw Nadalowi, czasami gra słabsze. Almagro plasuje się gdzieś w kategorii pretendujących do grona tych zawodników widowiskowych, ciekawych, barwnych, efektownych, nawet najlepszych, chociaż niekoniecznie najskuteczniejszych, ale odbiega klasą i jakością od nich. podobny plasing można by zastosować wobec Tipsarevica, Wawrinki, Kohlschreibera, Fogniniego, kiedyś , Starace, Youzhnego itp. różnica jest taka dzisiaj, że Tipsarevic i Almagro mają dość dobre wyniki więc siłą rzeczy krytyka wobec nich idzie większa. dzisiejszy mecz Almagro chyba był czymś największym na co go stać. z jednej strony to średnia jaką pokazywali swojego czasu na przykład taki Gonzalez, czy Blake, a nawet może ciut poniżej. z drugiej strony, jaki zawodnik średniego pokolenia w tenisie dziś tak gra? Gasquet, Tsonga. Almagro nie gra aż tak dobrego tenisa, ale zbliża się jakoś do tego poziomu momentami. przy pewnych niedostatkach i niedoskonałościach, potrafi grać bardzo odważne, ostre, efektowne piłki z głębi kortu, zarówno z forhendu, jak i przede wszystkim z jednoręcznego bekhendu. nastawiony na mecz z Nadalem bardzo agresywnie Almagro pokazał klasykę ataku na kortach ziemnych. mocne ostre, precyzyjne, szybkie, artyleryjskie zagrania z głębi kortu uderzane raczej stosunkowo płaskim liftem, nie dające Nadalowi dojść do głosu. pełen atak z róznorodnym plasingiem i bogactwem gry kątowej, i wieloma zagraniami po linii. Nadal podobnie jak Djokovic w przypadku Tsongi, raczej był tłem, chociaż chyba więcej akcji pokazał, jednak o jakości meczu zdecydował Almagro. niestety chociaż Almagro mógł wygrać ten mecz, po raz kolejny okazuje się że zawodnik który gra bezpieczniej i bardziej regularnie, i który się broni, ma większe szanse na wygraną, niż ten który prowadzi grę, atakuje, ale też wybiera trudniejszy więc nieco bardziej ryzykowny tenis. średnia trudności zagrań Almagro, była przynajmniej o połowę większa, niż Nadala, który przecież jest mistrzem mączki. niestety im jest więcej odbić tym trudniej nie popełniać błędów w takiej grze. Almagro właściwie stosował podobną taktykę do Gonzaleza, niestety do klasy Mistrza jeszcze wiele brakuje. bekhend Almagro świetny, ale jednak Gonzalez umiał zagrać bardziej nokautującą piłkę, chociaż średnio częściej rozprowadzał bekhendem niż ostro atakował. forhend Almagro dobry, ale kilku procent mu brakuje żeby zrobić z niego broń kończącą, przypomina to trochę jakość forhendu Haasa. postawa i wymiany jednak na piątkę. innym tematem jest psychika tego tenisisty, tak jak i Ferrera wśród "najlepszych" z Hiszpanów. Almagro nie zagrał najlepiej w najważniejszych momentach, no a Ferrer to zawsze boi się wygranej. tak czy inaczej Almagro wniósł wiele świeżości w turniej, i zagrał na podobnym poziomie 3 sety, jak Tsonga dzień wcześniej. Nadal grał nieco lepiej niż Djokovic, natomiast minusem jest 3setowy wynik. niby kilka piłek zaważyło na korzyść Nadala, ale jednak trochę minusów Almagro trzeba zapisać. za dużo błędów przy siatce - prostych. dla tenisisty którego się chwali za różnorodność, i technikę to duży minus. no i kilka piłek źle zagranych w ważnych momentach. mimo to mecz w wykonaniu Almagro bardzo dobry. możliwe że Nadal dużo więcej nie pokazał, bo przy takiej formie rywala, na dzień dzisiejszy nie jest już w stanie. 5=
        • Gość: tenisista 2) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:14
          WIMBLEDON Federer - Murray 4:6, 7:5, 6:3, 6:4 można powiedzieć, że Murray zrobił w tym finale to, czego nie zrobiła Radwańska. pozornie wynik wydaje się porównywalny. wygrał po walce przeciwnik, ale walka była. jednak na tym finale zarysowała się może najwyraźniej różnica między Murrayem i jego poziomem, a Radwańską. same finały były dość mocno analogiczne. dwie wielkie legendy tenisa z tego samego pokolenia, które dominowały nad większością stawki przez około 10 lat, zwłaszcza na Wimbledonie i kortach USA, jako już weterani próbujący na koniec kariery udowodnić swoją klasę na tle również innej pokoleniowo czołówki, kontra dzisiejsze numery egzekwo 3-4 w rankingu, pretendujące do pierwszego tytułu wielkoszlemowego, i awansu w rankingu. zarówno Murray jak i Radwańska mieli przeciwników grających kompletny tenis, takich którzy mogą uchodzić za najlepszych w historii w swojej dyscyplinie, biorąc pod uwagę i wyniki, ale też i skalę gry. mówiło się też o Radwańskiej i o Murrayu podobnie, że grają podobnie, mają podobne atuty. w Polsce porównanie do Murraya chyba miało być komplementem dla Radwańskiej. wiadomo że zawodnika się nie zmieni. i Radwańska i Murray grają stylem nieefektownym, mało ładnym, niestylowym. wolą myśleć o opłacalności niż o wykonaniu. mają dobrą rękę, nadgarstek, czucie, które ma wychodzić niby przy ich miękkich zagraniach. preferują styl gry defensywny, z głębi kortu, oparty na długich wymianach, przerzucie, i kontrze. pytanie jest jednak takie. na jaki tenis ich w ogóle stać, poza tym jaki preferują? okazuje się że Murraya na Wimbledonie stać na więcej niż na co dzień pokazuje. pokazał to pierwszy raz w meczu z Gasquetem kiedy jeszcze nie był w ścisłej czołówce, kilka lat temu, pokazał to np w meczu z Tsongą w półfinale, i pokazał w tym finale z Federerem. wcześniej też nieco pokazał na RG w meczu z Ferrerem - pierwsza odsłona. Murray stylu gry nie zmieni, ale można zmienić podejście i pewną dominującą filozofię. w tym finale od początku wyszedł nastawiony agresywnie, i jak na siebie to bardzo ofensywnie. grał z rozmachem, dał z siebie tyle ile potrafi. cały czas atakował piłkę, kreował grę, utrzymywał wysokie tempo, grał bardzo intensywnie. próbował rozstrzygać wymiany, nie czekał, nie przebijał. w odróznieniu do innych finałów z Federerem. posyłał wiele bardzo dobrych piłek ofensywnych, dokładnych, nie tylko z kontry i mijając przy siatce. grał intensywnie. grał w miarę wyrównane wymiany z ofensywnie nastawionym Federerem, zagrał wiele dobrych akcji przy siatce. oczywiście Murray nie będzie grał tenisa Federera, co dopiero mówić o Gasquetcie, czy Gonzalezie. ale zmienił nastawienie, taktykę, atakował, kończył piłki. grał na pewnym ryzyku. był cały czas w natarciu. nie kalkulował. Radwańska? niestety nigdy tego nie potrafiła, i nie potrafi, i nie będzie potrafić. dlatego jej porównania z Murrayem, przynajmniej na dzień dzisiejszy są obraźliwe dla tego w sumie przecież nie jakiegoś wielkiego a jedynie mającego pewną skalę i zazwyczaj nudnego tenisisty. Radwańska to Simon, a nie Murray. o ile Radwańska wygrała seta z Sereną tylko dzięki słabej grze rywalki, Murray sobie wszystko sam wywalczył. a Federer to już nie ten Federer co kiedyś, ale jak na obecne czasy zagrał dobry mecz. styl Federera znamy, to był ten średnio-ofensywny stylowy Federer, nie ten ciułający i nie ten na siłę ryzykowny i kończący piłki. za dobry dla Murraya, a do tego chyba taki, któremu właśnie bardziej atakujący Murray bardziej odpowiadał. zresztą mimo że mecz jak na standard tego turnieju był lekko dynamiczny, i tak najbardziej opłacało się korzystać z siły przeciwnika niż atakować. bardzo trudno na tej nawierzchni atakiem wygrać punkt. cóż można o tym finale powiedzieć. Murray zagrał chyba mecz który mi się w jego wykonaniu najbardziej podobał. mecz miał temperaturę, pewną dramaturgię, był zacięty, i grany na jakimś uniesieniu, z polotem. Federer wygrał go tylko niewielką, punktową przewagą. mimo swojej jak na ten rok dobrej gry, nie wytworzył wyraźnej przewagi nad ofensywnie usposobionym Murrayem. nie wiem jak często tak będzie podchodził do tenisa Murray, ale mimo że Tsongą czy nawet i Federerem nie będzie wolę go takiego oglądać i taki budzi większy szacunek. na "magiczne" piłki w stylu Federera go oczywiście jednak nie stać. ocena 5=
        • Gość: tenisista 3) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:15
          US OPEN 1/4 Ferrer - Tipsarevic 6:3, 6:7, 2:6, 6:3, 7:6 o kadrze i piłkach już mówiłem, w sumie na US Open w tym roku panują warunki uniwersalne i jak na ostatnie lata optymalne. piłki się słuchają, nawierzchnia pozwala rozwinąć prędkość, aczkolwiek sama specjalnie nie przyspiesza gry, a piłki duże są nadal. jednak i tak jak na ostatnie kilka lat spowalniania nawierzchni można rzec że takie piłki i taki kort to optimum. faworyzowana jest agresywna, ofensywna gra, ale sama przyspieszać gry piłka czy nawierzchnia nie pomaga. kort jest zbyt wysoko kadrowany, ale proporcje są ok, tylko po co taki odległy kadr. ostatnimi laty brakuje mi trochę takich meczów, rozgrywanych przez zawodników mających do 180 cm wzrostu. Tipsarevic i Ferrer zaprezentowali bardzo dobry poziom i udział w tym chyba miały właśnie piłki z nawierzchnią. ten sam Ferrer na kortach wolnych gra jak Monaco, a na kortach szybszych potrafi grać agresywnie i ofensywnie, chociaż oczywiście kończących uderzeń to on nie ma. pierwszy set trochę nerwowy ze strony Tipsara, natomiast później gra szła na serio bardzo dobra. zawodnicy nie szukający specjalnie winnerów i akcji na jeden strzał, co wynika poniekąd z warunków fizycznych, jeśli obaj mają poniżej 180 cm, szukają próby wygrania punktu ale nie tylko bezpośrednio. ale wygrania, a nie przebijania i czekania na błędy. taki tenis ma więcej wariantów, i wymiany są ciekawsze. oczywiście Tipsarevic i Ferrer to nie Coria i nie Rios, ani nie Arazi, ale mecz przypominał mi grę na wysokim poziomie w najlepszej formie takich tenisistów jak Clement, T. Johansson, Kiefer, Ferrero, Grosjean, Robredo itp. czyli zawodników którzy grali urozmaicony tenis bazujący na szukających rozstrzygnięcia w ofensywie z głębi kortu starannie rozgrywanych wymianach. różnica polega może na tym że Ferrer i Tipsarevic uderzać próbowali w piłkę mocniej, niż większość z wyżej wymienionych. wyżsi tenisiści najczęściej mają przewagę nad takimi i zazwyczaj wygrywają, jeśli są na podobnym poziomie, niemniej jednak fajnie się mecze ogląda kiedy rozgrywają pojedynki między sobą. Tipsarevic miał szansę jaka się nieczęsto ostatnio zdarza. wylosował w ćwierćfinale zawodnika jakim jest Ferrer, a z "big 8" to chyba najwygodniejszy obiekt do ogrywania własną bronią. do "big 8" ostatnio zalicza się Federer, Nadal, Djok, Murray, oraz Tsonga - najmniej regularny ale najbardziej utalentowany, Del Potro - powraca do formy, a w niej najgroźniejszy na dziś, oraz Berdych - najsłabszy ale mający bonus wzrostowy, i Ferrer - najrzetelniejszy i najregularniejszy, dziś - najlepiej biegający po Murrayu. Ferrer to bardzo solidne i postawione na wysokim poziomie profesjonalizmu rzemiosło, i dobry forhend. bardzo pewna gra, bazująca na kilku dobrze opanowanych ale stosunkowo nietrudnych środkach. żelazna defensywa, świetne bieganie, niezmordowana kondycja. Tipsarevic to zawodnik który kilka lat temu zanosił się na takiego 10-20 gracza, ale przez lata nic nie osiągał. teraz kiedy czołówka jest słabsza idzie w ślady Wawrinki, Stepanka, Youzhnego, Melzera itp i prezentuje tą półkę zawodniczą mniej więcej co oni. kiedy bywało ciężej tacy tenisiści orbitowali wokół 12 pozycji, jest trochę lżej mają szansę zbliżać się do 8. na pewno bardziej zasługuje na top 10, niż nudny Monaco. na tle Ferrera Tisparevic błyszczał różnymi ciekawszymi akcjami, pomysłami, zaskoczeniami, zmianami kierunków, ale i Ferrer się postarał i zagrał dobry mecz. jak mówiłem na wstępie recenzji zasługa pewnie była w dobrych warunkach stworzonych przez organizatorów nawierzchni i piłek. agresywna ale do pewnego stopnia umiarkowana gra, oparta na szanowaniu piłki w konstruowanych wymianach. Tipsarevic grał efektowniej, co nie dziwi. zapamiętamy przede wszystkimi bekhend po linii grany z pełnym wejściem tułowia, czego ostatnio tenisiści nie prezentują. wygrał jednak forhend Ferrera który bazuje większość meczu na tym uderzeniu, chociaż nie można go równać z jakimś forhendem Gonzaleza, Nadala, Federera itp. mimo to forhend jest i tak skutecznym i wiodącym uderzeniem upartego Hiszpana. Tipsarevic i Ferrer najlepiej grali w momentach zagrożenia i tak zwanych najważniejszych piłkach stąd i mecz stał na wysokim poziomie. początkowo stawiałem na Ferrera, ale Janko zaskoczył mnie odnowieniem w 2 i najlepszym 3 atrakcyjnym secie. jakoś 4 set grał bez takiej weny, co mnie zdziwiło, a Ferrer w 5 wrócił, jak to on. czemu Tipsarevic w 4 secie odpoczywał to tego nie wiem. innym tematem są kontuzje zawodników na hardzie. jakoś na mączce rzadko ogląda się zawodników którzy mają jakieś ochraniacze na nogach. na hardzie takie obrazki widać codziennie. ja bym w takim czymś nie grał. tak więc przyszłościową nawierzchnią wydaje się twarda szybsza mączka i małe szybkie piłki, dające szansę ofensorom, ale z racji właściwości nawierzchni dające szansę też i obrońcom. naprawdę dobry mecz, biorąc pod uwagę format tenisistów i oczekiwania jakie można było mieć przed meczem - lepiej chyba po prostu w ich wykonaniu być nie mogło. z racji że sezon mało ciekawy to na tle innych spotkań 5=
        • Gość: tenisista 4) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:16
          AUSTRALIAN OPEN 1/4 Nadal - Berdych 6:7, 7:6, 6:4, 6:3 kadr kortu mamy opanowany, transmisja na dobrym poziomie. mecz pierwszy w tym roku który bym ocenił minimum na dobry, czyli taki który nie szkoda zobaczyć. poziom co prawda samego Nadala, czy samego Berdycha nie taki jak technika Federera, ale dużo lepszy od poprzedniego ćwierćfinału. Nadal zagrał dobry mecz, chociaż widać że kondycji takiej jak kiedyś nie ma. Berdych zagrał najlepszy mecz jaki widziałem w jego wykonaniu do tej pory. w sumie to ten sam Berdych, ale nawet jakieś mikro dodatki bym zauważył, na jego korzyść. cały mecz był o tyle interesujący że jeden tenisista i drugi wierzył w zwycięstwo i czuł że ma wystarczającą formę na rywala, w przeciwieństwie do przejścia obok meczu Del Potro. tym samym każdy jak na ówczesne możliwości zagrał tyle ile umiał. na uwagę zasługiwały przede wszystkim 2 pierwsze sety których poziom momentami nawet sięgał 5. Berdych grał z dużą mocą i większą konsekwencją niż kiedyś. ale i Nadal od początku próbował grać ofensywnie. agresywnie uderzał każdą piłkę i co najważniejsze z dużą mocą, co jak wiemy w tenisie jest najważniejsze. zamiast siepać balona pod górę, zagrania były ostre, choć ukośne, i zdecydowanie twardo uderzały piłkę tak że nie szybowała, tylko się słuchała. pociskowość zagrań zwłaszcza było widać na początku meczu. ten fragment oceniam najwyżej mimo że Nadal go przegrał. potem zaczął zmieniać rakiety, chyba wymieniając na inne pod względem dociążenia, bądź lżej naciągnięte i z czasem po 2 setach piłki zaczęły lecieć miękko i bardziej pod górę, ale Berdych stwarzał z kolei więcej okazji do ataku. pochwalam jak wiadomo dociążania rakiet na główkę, dlatego że dzięki temu można wyprowadzać bardziej agresywne, mocne, siłowe i precyzyjniejsze zagrania, i większość znawców gry technicznej tak robi, albo od razu kupuje techniczną rakietę. przy Babolacie aerodynamicznym takie dociążenie jest konieczne żeby gra była ofensywna. dlatego gra Nadala z dociążeniem główki oczywiście zyskała. mniej balona więcej ostrego kąta i silniejszy leci pocisk. jeśli chodzi o całe spotkanie Berdych cały czas grał na równi z Nadalem, albo był w zasięgu, i naciskał dlatego mecz był ciekawy. jeden grał na swoim najwyższym poziomie czyli Czech, Nadal z kolei dawał z swojej średniej dyspozycji 100% bo wierzył że jeszcze Berdycha jest w stanie pokonać. panowie się mocno okładali i to mi się podobało, aczkolwiek hardcor to to nie był. niestety Berdych zaczął słabnąć w 3 secie, ale i tak mecz był do końca w miarę równy. gdyby taki był standard ćwirćfinału to ujdzie. ocena 4+.
        • Gość: tenisista 5) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:16
          MEMPHIS Melzer - Raonic 7:5, 7:6 drugi finał z Raonicem w tym roku, i jak dla mnie do tego czasu najfajniejszy mecz do oglądania od początku sezonu, jaki włączyłem. przypominam że oglądam finały wszystkich turniejów które mam w tv, i wielkie szlemy od fazy ćwierćfinału, jeśli pamiętam je nagrać na nagrywarkę. na uwagę zasługuje poza niezłym kadrem kortu, i miłym granatowym kolorem amerykańskiej nawierzchni, szybkość gry w Memphis. przypomina to tempo gry z lat 90tych, i to z tych szybszych nawierzchni. lekko halowe warunki gry, i dość szybka nawierzchnia wymuszają na zawodnikach krótkie i ofensywne akcje. gra zupełnie się zmienia, a jedyne czego można by sobie życzyć, to drobniejsze piłki które pozwalałyby na bardziej zniuansowaną technicznie grę, a tak mamy tenis pod znakiem bombardowania. krótki i szybki mecz, i mało dłuższych wymian, mimo to w zamian konkret zamiast przebijactwa. jeden z lepszych meczów Melzera jakie widziałem, i Raonic znany już jest z niezłego poziomu. Melzer na stare lata gra lepiej niż z 5 lat temu, i gdyby zawsze tak grał to bym go zaliczał do kategorii zawodników preferowanych, chociaż do Gonzaleza, Blakea, czy Gonzaleza jeszcze mu trochę brakuje, taki bardziej przysiatkowy Verdasco z płaskim bekhendem. szybkie tempo meczu, ale mimo to Melzer ciekawie rozwiązywał piłki w wymianach. po raz kolejny mający jeden z najlepszych serwisów i bardzo dobry forhend Raonic, wypada ubogo na tle starszych i wszechstronniejszych graczy. wydaje mi się że poziom tego zawodnika na razie się na plus nie zmienia. dużo drewna jeszcze i mało wybrnięć z sytuacyjnych piłek. Melzer za to w pełni ofensywnie, ale z kątami, techniką, ofensywnym bekhendem, precyzją, siłą i dynamiką, a także zagraniami przy siatce miał i coś z Riosa, i coś z Verdasco. gdyby Raonic był w stanie poza serwowaniem i paroma bardzo mocnymi forhendami dotrzymać kroku, mecz byłby na prawdę bardzo dobry. mimo że grał nieco słabiej i tak był to najlepszy finał w tym roku jak do tej pory z tych które widziałem, i co do jakości ogólnej mecz praktycznie równorzędny z ćwierćfinałem Nadal - Berdych na US Open. bardzo szybka ale za to konkretna gra, i za sprawą Melzera, wcale nie tylko serwis. okazuje się już nie po raz pierwszy, że w takich warunkach wcale ci najwyżsi i najmocniej serwujący, nie są jedynymi faworytami, a rosną znacznie szanse zawodników starszych, a nawet mniejszych. można by o tym pomyśleć, w momencie kiedy Gonzalez kończy karierę i teraz nawierzchnie przyspieszyć a nie promować Murraya, Simona i Nadala w tenisie. 4+
        • Gość: tenisista 6) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:17
          US OPEN 1/4 Djokovic - Del Potro 6:2, 7:6, 6:4 w zasadzie to mecz stał na bardzo wysokim poziomie, ale jakoś mnie bardziej znużył i znudził niż mecz Ferrera z Tipsarevicem. chyba z tych 4 graczy Djokovic zaprezentował się najlepiej, ale też nie wiem czy Del Potro nie najsłabiej, przy stosunkowo zbliżonym poziomie obu ćwierćfinałów i czterech ćwierćfinalistów. po raz kolejny fajny dobry mecz, i po raz kolejny nie można oprzeć się wrażeniu, że zawdzięczamy to dobremu dobraniu piłek i nawierzchni, a być może po części i nawet kadru kortu. kadr jest co prawda zbyt wysoki, i pod kątem, ale za to bardziej prostokątny a nie kwadratowy. to jest lepszy kadr, od tych zbytnio rozszerzonych. naturalniej oddaje kąty i długość piłek. piłki nie są przecież na tym turnieju specjalnie mniejsze, odbijają się też dosyć wysoko. i okazuje się że można na hardzie dać piłkę taką z którą zawodnicy mogą zrobić dużo więcej, niż w przypadku większości grubych miękkich piłek dawanych na turnieje. i gra nie jest za szybka a mimo to piłka się słucha. czytaj - zawodnik ma nad nią większą kontrolę, może z niej zdecydowanie lepiej przyspieszyć, wycelować dokładniej i precyzyjniej i gra jest z zasady tylko dynamiczna. co nie znaczy że zabójczo szybka! zresztą każdy zawodnik Ci powie że prawdziwa przyjemność jest grać jak najszybszymi piłkami. jestem pewien że od czasu Roland Garros 2009, US Open 2012 to turniej w którym najlepiej zbilansowano właściwości piłek z nawierzchnią. i dzięki temu mamy dobre mecze, w których warunki dają szanse rozwinąć skrzydła zawodnikom i pokazać im więcej z tego co potrafią. mecz - Djokovic zagrał perfekcyjnie pierwszego seta. styl mniej więcej znamy, ale jak to i w innych meczach okazuje się że można na tym US Open zagrać to co się zwykle gra ofensywnie, a nie defensywnie. tak jak u Ferrera. przypomnieć sobie mecze jakie chłopaki rozegrali na Australian Open w tym roku na spowolnionej strasznej nawierzchni i porównać do tych, to jak porównać tenis Agassiego z Hewittem. a może i jeszcze gorzej. Djokovic zaczął tak perfekcyjnie i dokładnie precyzyjnie pierwszą partię, że w zasadzie od razu było wiadomo kto ten mecz wygra. opuścił loty nieco chociaż i tak zawiesił wysoko poprzeczkę w dwóch następnych, dzięki czemu Del Potro załapał się na mniej więcej równą grę. Del Potro ma nieco groźniejszy serwis, wydaje się, i forhend. mocne płaskie uderzenia z głębi kortu i ten serwis to główny atut Argentyńczyka. Djokovic mimo że jest ciągle rzemieślnikiem, chociaż profesjonalnym, ma jak by większy zakres w ramach jednego odbicia. przede wszystkim mimo że w tym US Open agresywnie, gra ciągle wyżej nad siatką i dodaje piłkom rotacji, przez co ma większy zapas na popełnianie błędów. Del Potro uderza bardzo płasko i tuż nad siatką, i z bekhendu i forhendu, a nawet podobnie płaski ma serwis. zresztą dzięki tej płaskiej i głębokiej a zarazem kontrolowanej grze polubiłem Argentyńczyka już w jakimś 2007 roku. zresztą wtedy jego tenis mi się bardziej podobał. z 2 metrów to się opłaca, ale można mimo wszystko czasem popełnić błąd. Djokovic więc jest faworytem długich wymian, no a poza tym lepiej się broni i porusza. Djok opanował tak defensywę, jak Murray i Nadal. w zasadzie prawie nie idzie go skończyć. drugi atut Djokovica to poza pewnością gry i kontrolą piłki, bardzo timingowy return. nie tylko przewiduje zagrania serwisowe rywala, ale w tempo odpowiada tak szybko że czasami rywal nawet nie zdąży ustawić się do odbioru. coś jak Agassi. no i ten dwuręczny bekhend po linii. to nie taki bekhend jak fajniejszy u Tipsarevica, z pełnym wejściem tułowiem i skrętem, ale mimo że z boku dostawiany bardzo dokładnie i bezbłędnie umieszczany po przeciwnej stronie. mimo wszystko myślę że zasługa fajnej gry w dużym stopniu leży po stronie piłek i nawierzchni. inaczej mówiąc, to na co dzień piłki i nawierzchnie ograniczają możliwości tenisistów, a taki jeden turniej nie odwróci zawsze proporcji i nie przywróci równowagi w tenisie, między regularnościową skutecznością a wszechstronną techniczną pomysłowością graczy. i Del Potro i Djokovic mają jakby zawsze coś w zapasie. umieją nagle wejść na wyższy poziom. szczególnie gra jak pokerzysta Del Potro. większość meczów grana jest w leniwym tempie z nagłymi przebudzeniami i strzałami Argentyńczyka. Djokovic ma zapas, i nieraz to już pokazał. niestety obaj panowie też lubią przeciągać akcje serwisowe, i długo chodzić między punktami, ekonomicznie rozkładać siły w meczu, co powoduje właśnie że często mecz się dłuży. emocji wielkich jak dla mnie nie było, ale gra Djokovica na bardzo wysokim poziomie, Del Potro tak przez połowę czasu dorównywał, kilka wymian jak z starego US Open między Agassim a Samprasem, czy dawno temu Federerem a Agassim, czy chciażby Federerem a Djokovicem. 4+
        • Gość: tenisista 7) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:18
          ROLAND GARROS 1/2 Djokovic - Federer 6:4, 7:5, 6:3 tym razem nie za bardzo chyba się zgodzę z ocenami tego spotkania. nie za często przychodzi mi do obrony Federera, którego uważam za tenisistę być może grającego z największym rozmachem + repertuarem, ale który zawsze grał za zachowawczo w stosunku do swoich możliwości TAKTYCZNIE. czyli za mało linii, ryzyka, ekstremalnych uderzeń itp. w ogóle to zacznę od tego że tenis Federera pasuje do różnych nawierzchni ale mi się zawsze na RG podobał. raczej problemem Federera było nie to że grał gorzej na RG niż na innych nawierzchniach, ale to że za jego czasów najgroźniejsi rywale czy najlepiej wyspecjalizowani, najlepiej grali na ziemi. natomiast nie byli specjalistami od hardu, czy trawy, i tych specjalistów od ziemi było po kilku na sezon, a potem oczywiście najskuteczniejszy rywal Nadal. teraz tak. akcje Federera porównywalne jak w meczu z Del Potro, w zasadzie mecz prawie taki sam. natomiast rywal inny, to znaczy nie stanął w 3 secie, i lepiej biegał do piłek, przez całe spotkanie stanowił trudniejszą ścianę. Federer przegrywał dwa zero z Del Potro, i tu było tak samo. nie było jednak pomocy ze strony Djokovica. jednak jak dla mnie sam poziom zagrań Federera był taki sam mniej więcej jak za najlepszych czasów, czyli jak z roku 2009, 2008, czy 2007. można nawet powiedzieć, że Federer był nastawiony bardziej ofensywnie. bardziej szarpał grę, przyspieszał, więcej ryzykował, grał szybszym tempem. w ogóle tempo tego meczu tak jak tempo meczu z Del Potro, było bardzo wysokie. i taką grę prowadził Federer. zazwyczaj w lepszych czasach Federer przyspieszał od czasu do czasu, ale nie narzucał cały czas dużego tempa w meczu. w tym roku mu się spieszy. ciekawe, że na najwolniejszej nawierzchni jak się mówi, mamy największe tempo wymian. zawodnicy grają z całej mocy, a piłki latają nad siatką najszybciej. jest w nich najwięcej energii. na nawierzchniach "szybkich" typu hard, piłki lecą wolno i delikatnie w powietrzu a większość uderzeń jest granych na pół mocy maksimum. ale to inna bajka. tempo wymian to chyba największy atut takich meczów na RG w tym roku jak Djoko-Fed, Fed-DelPo, czy Ferrer-Murray. a wymiany z otwartą grą ofensywną i szybkim tempem należą oczywiście do najlepszych. skoro Federer pomysły na grę miał takie jak zawsze, repertuar też taki jak zawsze, tylko trochę tych błędów mu się za wiele pojawiło, no cóż - wiek - to wypada zapytać, czemu niektórzy fani Federera potrafią odróżnić taki mecz od "lepszego Federera" i sklasyfikować jako słabszy? moim zdaniem dlatego że jako kibole tego tenisisty przestają być pewni jego uderzeń i gry, która kiedyś była bezbłędna. ale w zasadzie podobna, a może i jeszcze bardziej zachowawcza, mniej ofensywna. jeśli mówimy o Federerze po 2006 roku oczywiście. widocznie byli fanami wyników i pewności gry, które dziś ma Djokovic, a nie pomysłu i stylu dla samych akcji. Federer zagrał na prawdę dobry mecz, tak jak w finale RG 2008, z tym że przeciwnik nie dawał mu się poczuć pewnie i świetnie odpowiadał. oczywiście Djokovic na tle Federera wygląda jak Federer na tle Gonzaleza, czyli 1/10 ryzyka i fantazji i pomysłowości, ale wszystko trafiał w kort, zachowywał tempo, grał podobnie mocno, podobnie szybko, nie przeciągał wymian. grał po prostu pewniej, i mniej ryzykownie. jednak to zdecydowanie ciekawszy mecz Djokovica niż ten z Tsongą, no i zdecydowanie lepsza dyspozycja niż Del Potro od 3 seta w ćwierćfinale. Federer nie grał źle, Djokovic nie popełniał za wielu błędów, i bardzo niewygodnie odpowiadał, robił to szybko, precyzyjnie, zwłaszcza w przypadku returnów. Federer popełnił więcej błedów i jako atrakcyjniejszy przegrał w 3 setach głównie tym. tak samo było w przypadku meczów Gonzaleza z Federerem, chociaż Gonzalez na ogół przegrywał kilkoma błędami więcej, a nie kilkudziesięcioma. Djokovic zagrał wiele dobrych precyzyjnych piłek, i wychodził stosunkowo ofensywnie chociaż to Federer przejmował inicjatywę, tak jak Tsonga w poprzedniej rundzie. o jakości meczu na ziemi decydować może czasem ilość przełamań. w tym meczu panowie wielokrotnie się przełamywali, a żaden nie grał i nie serwował fatalnie, w ani 1 gemie. jeśli na mączce ktoś potrafi przełamywać w męskim tenisie przeciwnika oznacza to że gra dobry mecz. tu tych przełamań było sporo, a punktów zdobytych przez odbierającego jeszcze więcej. panowie postawili sobie trudne warunki, ale Djokovic grał równiej, i pewniej. wiele błędów jakie się pojawiały miało 2 przyczyny. dużo trudnych zagrań rywala, a także lekki wiatr, tak więc nie były to czyste zagrania niewymuszone. do tego jak się te pojawiały, pojawiały się wtedy kiedy przeciwnik na prawdę planował coś zrobić a nie tylko przebić piłkę. ocena 4+
        • Gość: tenisista 8) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:19
          ROLAND GARROS 1/4 Djokovic - Tsonga 6:1, 5:7, 5:7, 7:6, 6:1 to pierwszy mecz na RG jaki w tym roku na poważnie obejrzałem. do tego zrobiłem to na żywo, a nie na nagrywarce. więc ogólnie wrażenia z kortu są takie że kadr jest zbyt odległy i za wysoki, jak na taki turniej, chociaż proporcje są zachowane. piłki typowe dla turnieju, nie te największe z 2010, ale też nie takie jak w roku 2011, twarde szybkie, czy w 2009 miejsze idealne najlepsze. dość uniwersalna niezbyt twarda typowa piłka, neutralna można powiedzieć. Tsonga zaczyna wyglądać jak małpa, i na tle powiedzmy sobie szczerze, że nie najpiękniejszego Djokovica prezentuje się mniej inteligentnie. mecz dziwny, zaczął się beznadziejnie od samych błędów Tsongi. potem Jo wszedł w rytm i zaczął grać ofensywny power tenis, taki trochę jak nie na RG, a na hard i trawę. wydawało się że na taki dzień - pochmurny i z lekkim okapem, to w sumie dobra taktyka. mniejsze ryzyko popełnienia błędu, niż w przypadku gry na dzisiejszym hardzie gdzie piłki nie lubią mocy. od 2 do 5 seta wiele świetnych uderzeń, i pojedynczych akcji Tsongi, Djokovic jak by grał sobie w tle, niewiele pokazując, chociaż bardzo dobrze grał w momentach zagrożenia. właściwie okazji do wygrania Jo miał niemało, i od niego wszystko w tym meczu zależało. Tsonga to zdecydowanie jedyny rodzynek z dzisiejszej ścisłej czołówki, czyli takiej pierwszej 7, wliczając w to Berdycha i Ferrera, który mi odpowiada. gra on pozbawiony kompromisów i zdecydowanie nie asekuracyjny tenis ofensywny. forhend nieco jak u Samprasa, bekhend jak rozpędzony Agassi. celność też bywa niezła, ale problemem Tsongi jest niechlujstwo i brak pewnej elegancji uderzeń. jak wszyscy wiedzą cenię też i to podejście w grze, ale pozostawia to pewien niedosyt na tle takich brylantowych techników jak Gonzalez, Blake, czy Rios, czy chociażby Gasquet. grających często na wariackich papierach, lubiących ryzyko i brawurę, ale jednak dbających ściśle o wykończenie. poza tym Jo nie ma trenera co jest bardzo pozytywnym podejściem do uprawiania dyscypliny. gra jak chce, a nie pod zaplanowaną przez innych taktykę. po 5 secie sądząc, panowie byli zwyczajnie zmęczeni dlatego grali jak grali. Djokovic praktycznie nie miał konkretnego planu, dzięki czemu nawet przyłożył kilka razy w ważniejszych punktach meczu. przetrzyłam spotkanie lepiej na 5 set. to tenisista dziś grający najekonomiczniej. Tsonga chyba wiedział że przy zmęczeniu jedyną taktyką jest ofensywa i będzie grać dopóki mu starczy paliwa. niestety wystarczyło na 4 seta. zdecydowanie ciekawie wypadały bekhendy Tsongi grane w dużej ofensywie, ale w 5 secie Jo przestał się starać. Djok grał mniej ciekawe piłki, poza obroną piłek meczowych, moim zdaniem nie miał planu, grał normę ale nie tak asekuracyjnie jak zazwyczaj. Tsonga miał wiele świetnych zagrań, zwłaszcza w tych setach w których miał najlepszy wynik. jeśli oceniać jakość zagrań Tsongi to dużo było bardzo dobrych akcji, ale też 1 i 5 set wykonany słabo. Djokovic pokazuje umiejętności w wyjątkowych momentach, ale raczej jednak gra swoje zachowawczo nawet tak podrażniony jak w tym dniu. mecz na 4+, ale dzięki Tsondze no i całkiem sporej dramaturgii, 3 sety mogłyby oscylować wokół oceny 5. 4+
        • Gość: tenisista 9) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:20
          ROTTERDAM Federer - Del Potro 6:1, 6:4 kadr kortu. ok, ale dlaczego nie było większego zbliżenia? dobrze że w Rotterdamie mają większe wybiegi na korcie centralnym, co charakteryzować powinno istotne turnieje, bo jak to grać nie mając przestrzeni do biegania i porządnego zamachu? no ale nie trzeba pokazywać trybun w czasie wymiany. następnie - piłki. trudno mi je oceniać. wyglądały na miękkie i niemałe, ale teraz to gdzie dają małe piłki? chyba w d...ie. natomiast wydawały się wygodne i posłuszne. jednak pluszowe. nawierzchnia niezbyt szybka, tak więc mieliśmy do czynienia z miękką grą na halowym obiekcie. mecz do epokowych to nie należał, ale sympatycznie się go oglądało. Federer w przypominającej dawną dyspozycji, i całkiem widowiskowe zagrania. Del Potro na tle Federera wygląda jak drewniak, ale też zagrać czasem i umie. dużo dobrych akcji, aczkolwiek brak większej dramaturgii także nieźle ale też nie rewelacyjnie. 4+
        • Gość: tenisista 10) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:20
          ROLAND GARROS 1/2 Nadal - Ferrer 6:2, 6:2, 6:1 mecz w zasadzie do przewidzenia. Ferrer nie jest tak trudnym przeciwnikiem jak Almagro dla Nadala który jest dysponowany. gra mniej mocno, mniej długą i precyzyjną piłką, jego uderzenia nie są tak trudne do obrony, Nadal ma lepsze uderzenia, i mocniejsze, chociaż gra zazwyczaj wolniejszą piłką. na hardzie kiedy Ferrer może skracać grę, a Nadal nie może tak biegać i się ślizgać w defensywie, szanse się wyrównują, chociaż pojedynczy cios Nadala zawsze jest groźniejszy od pojedynczego ciosu Ferrera. na ziemi, Ferrer gra zbyt mało radykalnie żeby dobrze dysponowanemu Nadalowi wytrącić argumenty z ręki. wygląda to w praktyce tak że Ferrer musi zabijać piłkę wiele razy, żeby wygrać jeden punkt, albo tak że kiedy nie zabije, to Nadal w końcu może wyprowadzić groźniejszą kontrę z której Ferrer nie odpowie tak radykalnie jak Nadal. w przypadku meczu z kimś takim jak Almagro, Nadal nie ma pewności wygranej, jeśli chodzi o same argumenty w grze. jest ostrzeliwany, nie może przejąć inicjatywy, wymiany nie trwają długo, jest niszczony każdą kolejną piłką, nie umie narzucić swojego tempa gry. pozostaje liczyć na to że przeciwnik zagra zbyt ryzykownie, albo przejąć wycinek pola w wymianach. w przypadku gry z kimś takim jak Almagro Nadal się raczej broni. w przypadku gry z kimś takim jak Ferrer, raczej atakuje. ma wygodniejszą piłkę za to Ferrer ze swoją techniką odbijania nie ma czym odpowiedzieć na wysoką rotację jaką narzuca atakujący i grający z pełną mocą piłkę Nadal. ten mecz Nadala był już na jego bardzo dobrym poziomie, prawie zero błędów, gra bazowa można powiedzieć, ale w wydaniu ofensywnym jak na tego zawodnika z kortów ziemnych. Ferrer kilka razy próbował ale nie dał rady. ale coś tam grał jak na siebie przyzwoicie, więc akcje się nieźle toczyły, tylko wynik szedł w jedną stronę. cóż, Ferrer jest niskim tenisistą. taki mógłby wygrać z Nadalem ale mając lepszą technikę, albo konkretniejszy styl gry. np dużo bardziej ofensywny, albo taki jak u Corii magiczno defensywny. średni długotrwały niekończący się wymęczany atak Ferrera w zasadzie świetnie zagrzewa do walki Nadala. 4+
        • Gość: tenisista 11) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:21
          ROLAND GARROS 1/4 Federer - Del Potro 3:6, 6:7, 6:2, 6:0, 6:3 w sumie to ćwierćfinały na RG w zasadzie w stosunku do tegorocznych meczów w głównych turniejach i ich rozstrzygających fazach mnie nie rozczarowały, właściwie w każdym rozczarowanie było dodatnie. najwyżej oceniam ćwierćfinał Almagro-Nadal, bowiem chłopak zagrał najlepiej i najrówniej mecz, a przeciwnik był lepszy niż np Djokovic dla Tsongi. ale mecz takiego Del Potro z Federerem też zależy jak oceniać. jeśli chodzi o poziom pojedynczych piłek i akcji, to mecz był na poziomie najwyższym. najprawdopodobniej korzyść wynikała po prostu z kadru kortu. obiektywnie rzecz biorąc Tsonga i Almagro zagrali na pewno nie mniej efektownie niż Del Potro i Federer. natomiast kadr z Suzannne Lenglen, przedstawiał ten obraz inaczej. co by nie powiedzieć, Federer pokazuje z tegorocznych ćwierćfinalistów najszerzy wachlarz wariantów. zalicza się do pokolenia stylistów, z których jedyny grał skutecznie na wynik. trudno też mu zarzucić dziś brak agresji, aczkolwiek też można brak kontroli, nawet przy teoretycznie mniej ryzykownych piłkach niż zagrywają np Gasquet czy Tsonga. wiek robi swoje. Del Potro grał wyśmienite piłki zwłaszcza z forhendu. no i tempo, ostrość, szybkość gry i wymian. nikt nie uderza tak mocno i może tak szybko forhendu dzisiaj jak Del Potro. a na pewno nikt nie uderza tak mocno tak szybko, a do tego tak precyzyjnie z zawodników zaliczanych do wieżowców. głównym mankamentem wieżowców, jest to, że zmiękczają swój tenis, bojąc się że jak przyłożą mocy, to zabraknie im precyzji. tak nieśmiało grają więc i Berdych, i Soderlng, i Querrey, i Isner, i Cilic. Del Potro jako jedyny uderza piłki z pełną mocą, z pełnym zamachem i gra je z pełną siłą, do tego zachowując precyzję. reszta energię piłek zawdzięcza tylko warunkom fizycznym. nie własnej inwencji. wiele było błędów Federera w początkowej fazie meczu, ale dużo dobrych pomysłów a intencje są najważniejsze. co tam że piłka wyszła 2 cm na aut. ale dobrze chciał. było dużo intensywnych ostrych wymian, granych na dużych obszernych zamachach i pełnej sile. dominował Del Potro, chociaż wypadał dość drewnianie na tle Szwajcara. 3 set, i pojawił się jakiś syndrom Del Potro, polegający na tym że od jakiegoś czasu wygląda to tak, jak by odpuszczał mecze Federerowi. facet prowadzi 2:0 w setach, może go coś tam boli, ale nagle odpuszcza praktycznie 2 sety, Federer oczywiście gra dobrze, ale Del Potro po prostu nie gra. w 5, zaczyna znowu grać, kilka wymian świetnych ale gra tak jak by kontrolować własną przegraną :). jedynie kontuzja może wyjaśniać taką postawę, bowiem zwykłe zmęczenie niczego tu nie tłumaczy. tak czy inaczej pierwsze 2 sety bardzo dobre patrząc na pojedyncze akcje. potem 5 set mieszany, ale też trochę gry bardzo dobrej było. ze względu na stosunkowy brak dramaturgii, od 3 seta bo wieżowiec stanął ocena 4+.
        • Gość: tenisista 12) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:22
          WIMBLEDON 1/2 Murray - Tsonga 6:3, 6:4, 3:6, 7:5 po raz kolejny uśmiałem się bo po meczu z zasłoniętym dachem, specjalnie dla Murraya dach odsłonięto. nie dość że nawierzchnia ultra - wolna, to do tego wszystkiego specjalnie pod swojego zawodnika, żeby wypaczyć wyniki meczu odsłonięto dach żeby jeszcze ją wyhamować na maxa. mecz Federera z Djokovicem nie był specjalnie szybszy niż wczorajsze, a mimo to uznano że Murray musi mieć nawierzchnię suchą i sypką niczym wiór. Tsonga nie zagrał złego meczu. nie zagrał słabiej niż w ćwierćfinale. po prostu na tej nawierzchni nic nie da atak, bo bardziej się liczy obrona. Tsonga który nie jest zawodnikiem defensywnym, zdecydowanie więcej wygrywał minięć, niż ataków przy siatce, w których się specjalizuje. na czym? na trawie! nic dziwnego że Murray tylko czekał na atak Tsongi żeby go skontrować z głębi kortu, albo minąć passingshotem. tak jak w przypadku poprzednich obserwacji, gra z każdym uderzeniem statystycznie się skraca bliżej siatki, niż odsuwa w głąb kortu za linię końcową. atak nic nie daje, nie ma żadnych przyspieszeń, ani piłka nie wyrywa rakiety z ręki przeciwnikowi. tak jak w poprzednich sytuacjach meczowych najskuteczniejsze woleje to te, które są grane skrótowo, jedyne co chwyta ta nawierzchnia to skróty, i slajsy ale bez ciągu w głąb kortu. Tsonga to jedyny zawodnik prawdziwie trawiasty z tych którzy doszli do ćwierćfinałów. mimo to ta nawierzchnia jest przeciwko niemu. jedyny gra stylem przypominającym Samprasa, bez mega rotacji, z najpewniejszym atakiem przy siatce i głębokimi mocnymi płaskimi zagraniami w głąb kortu. na miejscu tego typu tenisistów zbojkotował bym taki turniej, z jego całą legendą. to nie jest Wimbledon w sensie tenisowym. jest tylko legenda i historia pompowana przez media. to miejsce robione pod preferencje aktualnego reprezentanta Anglii, dostosowane do przeciwstawnego stylu gry, niż ten jaki określało się "wimbledońskim", czy jakim grali Anglicy. rzeczywiście Rusedski i Henman, który był przereklamowany tak samo jak Murray, prezentowali pewną klasykę tenisową, typową dla kortów trawiastych. wtedy oczywiście trawa była trawą, i gra była cokolwiek szybka. w tym roku trawa jest żywą nawierzchnią spowolnioną do maksimum, na której gra jest mniej dynamiczna niż na hardzie czy na mączce. Murray zagrał dobry mecz, zapewne bardzo wiele ćwiczył na tej trawie, będzie na niej rozgrywał też igrzyska olimpijskie. niestety tak dopasowano nawierzchnię że filozofia gry Murraya jest na niej skuteczniejsza niż filozofia gry Tsongi, czy każdego ofensywnego zawodnika. ciekawe co by na taką trawę powiedział Sampras, mając na niej grać. mecz mógł się podobać, bo zawodnicy grali dobrze, tylko piłki nie niosły. była też śmieszna sytuacja kiedy Murray ustrzelił Tsongę w jaja, także i Szkot ma poczucie humoru. to najlepsza akcja Murraya w tym turnieju. 4
        • Gość: tenisista 13) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:23
          ROLAND GARROS Nadal - Djokovic 6:4, 6:3, 2:6, 7:5 w zasadzie to nie powinienem tego meczu uwzględniać, bo mam zasadę że oceniam tylko mecze które w całości obejrzałem a ten obejrzałem bez 5 gemów rozpoczynających drugi dzień tego widowiska. no ale finał RG, 5 gemów na 4 sety to niedużo, i ogólnie poziom można ocenić. można by powiedzieć że ten finał to definicja dobrej wersji klasyki tenisa uprawianego przez tych panów. dla Znawców Dyscypliny nie ma się czym chwalić, ale dużo lepiej grać nie potrafią. niewiele się to różni od ich innych meczów, ale zdecydowanie wolę wersję na ziemi, niż na hardzie gdzie Djokovic a i nawet Nadal wkładają mniej siły własnej w uderzenie i zdejmują piłki przeciwnika wykorzystując jego energię. co należy do minusów tego meczu. rozkład na 2 dni, no i warunki gry. w sumie mała wilgoć w powietrzu którą pochłania mączka dobrze robi rozgrywkom w ciepły dzień. piłka odbija się niżej, i przy dzisiejszym sprzęcie i piłkach dobrze robi na wysoki kozioł odbicia. piłki są zagrywane z niższego pułapu, i trzeba do nich czasem dojść wprzód, a nie tylko się cofać i bronić przed nadlatującą rotacją. trzeba dojść do piłki i wykonać konkretny ruch rakietą a nie czekać aż piłka sama przyleci. tym razem jednak opad był nieustanny i cały dzień mżyło. kort złapał wilgoci za dużo, w powietrzu był chłód, a piłki były ciężkie. to powodowało że gra była wolna i ciężka, w porównaniu do tego co mogło się stać na słonecznym Roland Garros. miało to jednak przede wszystkim wpływ na szybkość gry, a nie na ogólną dyspozycję graczy. trzeba było mocniej przyłożyć i o to przecież w tenisie chodzi. nie był to zły mecz obu panów, grali to co grają najlepiej i najpewniej. argumenty się mniej więcej równoważyły, jeśli jeden grał słabiej to w tym samym momencie drugi grał bardzo dobrze. dużo dobrych solidnych wymian, i akcji w tempie typowym dla kortów ziemnych, ale przy założeniu że w wykonaniu zawodników z kortów ziemnych. czyli to co kiedyś grał Puerta, Canas, może Nalbandian itp. raczej ciężkie uderzenia z bezpieczną rotacją, gra z głębi kortu, na długie wymiany. jak mówię ciekawiej, barwniej i taktyczniej to wypada niż w przypadku meczów na hardzie. momentami Nadal grał swój optymalny tenis, Djokovic też miał takie momenty. kiedy grali słabiej to o oczko, a więc mecz dobry. problem w tym, że poza dobrym okładaniem się z linii końcowej, i mocnymi wymianami w korcie, nie ma tu za wiele urozmaicenia. panowie prezentują solidne wymiany z głębi kortu, różniące się tym od tych na hardzie, że wchodzi w to większa siła fizyczna, i lepsza jakość uderzeń, z większą pracą własną, większym planowaniem kątowym, ale w sumie to wszystko. są w tej chwili zawodnikami umiejącymi najlepiej wytrzymywać długie mocne solidne, czasem nawet szybkie wymiany, i z takich wymian złożone spotkania. najlepiej blokują atak przeciwnika i kontratakują w wymianach, trudno więc przejmuje się grając przeciwko nim inicjatywę prowadzącą do wygrania punktu. geniuszu, finezji, artyzmu, jakichś radykalnych zagrań, no może poza pojedynczymi piłkami Nadala z linii końcowej, trudno oczekiwać. z racji przerw i dyskomfortu w oglądaniu, i jednak dość ciężkiej gry ocena 4.
        • Gość: tenisista 14) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:23
          WIMBLEDON 1/4 Tsonga - Kohlschreiber 7:6, 4:6, 7:6, 6:2 biorąc pod uwagę to w jakich warunkach w tym roku toczy się Wimbledon to można by obu panom dać piątkę za ten występ. niemniej jednak ocenie podlega nie tylko dyspozycja tenisistów ale jakość całego meczu, w rozumieniu efektu ostatecznego jaki uzyskujemy do konsumpcji. w efekcie, mecz Tsongi z Kohlschreiberem wyglądał dokładnie tak, jak mógłby wyglądać w normalnym Wimbledonie, sprzed kilku lat. w tegorocznym, wydaje się taka gra niemożliwa dlatego trzeba bić brawo zawodnikom że udało im się przezwyciężyć piłki i nawierzchnię i zagrać w sposób jakiego można by się spodziewać w normalnych, czytaj dużo lepszych warunkach. obaj panowie wyszli bardzo dobrze dysponowani i zagrali na swoje 90%. ponieważ grali bardzo soczyście i witalnie, wkładając dużo energii i mocy w zagrania, dopóki był impet i próbowali maksymalnie kontrolować swoje mocne i agresywne uderzenia, mecz był dobry. kiedy trochę zaczynali grać poniżej maksymalnego poziomu nic nie wychodziło. oczywiście w takich warunkach jak w tym roku, trzeba było założyć trochę niewymuszonych błędów, ale nie była to jakaś wielka liczba. panowie zagrali tenis w zasadzie typowo wimbledoński. wiele klasycznych akcji, dużo precyzyjnych konkretnych piłek, ładna gra dla oka, trochę akcji pod siatką. przebieg meczu też taki jakiego można było się spodziewać. dopóki Kohlschreiber utrzymywał wysoki poziom gry grał na równi z Tsongą. jednak jako potencjalnie słabszy stracił animusz w 4 secie, a i po drodze wydawało się że momentami nie daje rady. Tsonga głównie przegrywał przez małe rozregulowanie które już jest dla niego typowe. zadecydował 4 set i spadek formy Filipa. mecz złożony z samych dobrych akcji, nie było średniactwa i przebijanki. zagrania były mierzone precyzyjnie, grane soczyście, mocno, środkiem rakiety, bez oszczędzania siły i energii. najprawdopodobniej Tsonga to dziś zawodnik najlepiej się czujący na trawie z czołówki, a Kohlschreiber ma duże doświadczenie na tej nawierzchni, stąd mimo że to trawa inna niż to czego mogliby oczekiwać, umieli zagrać na niezłym poziomie. jak na te warunki mecz bardzo udany, tenis jaki lubimy, w dobrym efektownym wykonaniu. Filip pierwszy raz się pokazał od dłuższczego czasu w jakimś bardziej znanym turnieju. kiedyś grał bardziej miękkością Robredo, od czasu kiedy gra nieco ofensywniej liczyłem na lepsze wyniki. mecz na 4.
        • Gość: tenisista 15) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:24
          ROLAND GARROS 1/4 Ferrer - Murray 6:4, 6:7, 6:3, 6:2 to stosunkowo najsłabszy mecz z ćwierćfinałów RG ale też zaskakujący na plus. gdyby ci faceci grali na AO, to byśmy byli świadkami kontrujących przepychanek z linii końcowej granych na ćwierć mocy, w zwalnianym tempie. ponieważ w tym roku na RG mączka była wilgotna, i kontrować się w obronie skutecznie nie dało, obaj panowie przeszli do ofensywy i uderzali piłki wkładając w nie własną energię. mecz należy podzielić na 2 częśći. pierwsza zaskakująco dobra, druga taka jak się można było spodziewać. pierwsza trwała do przerwy spowodowanej deszczem. druga to po przerwie. pierwsze 2 sety (podobnie jak w przypadku meczu między Del Potro a Federerem), były bardzo żywotne. zawodnicy grali jak na siebie bardzo agresywnie, biegali do każdej piłki, prezentowali bardzo intensywne wymiany z głębi kortu przez 2 i pół godziny. generalnie to Ferrer jest takim zawodnikiem który stosuje tylko bezpieczne i dość proste środki w swoich wariantach gry. nie ma w tym artyzmu, nie ma w tym finezji, nie ma w tym też jakiejś wielkiej filozofii, nie ma wielkiej techniki. są świetnie wytrenowane podstawowe zagrania, i generalnie można by powiedzieć niemal bardzo dobry forhend, gdyby nie to że dzisiaj prawie nie ma zawodnika z średnim przeciętnym czy słabym forhendem. Ferrer gra wymiany średnio-dynamicznie. nie gra ich pasywnie, nie zwalnia gry. raczej rozkręca tempo wymian, ale są to wymiany na wyniszczenie, raczej pozbawione uderzeń kończących, nadzwyczajnych skrajnych piłek, Ferrer kończy piłki przynajmniej na 2, na ogół na 3, a często i na 4 razy. jeśli idzie do siatki to gra dobry, czasem precyzyjny ale stosunkowo bazowy wolej. nie gra żadnej sztuki. mimo to dobry rzemieślnik jak jest w formie, potrafi grać całkiem precyzyjnie, dyktować ostre tempo, uderzać piłki soczyście, kontrolować wszystkie uderzenia, grać z lekka agresywnie, ofensywnie i przytomnie. to nic że magii w tym nie będzie, niczym pewnie nie zaskoczy, i kończyć będzie na 2 razy. generalnie jednak napiera, ostrzeliwuje i przesuwa się do przodu. nawet i przy siatce czasem zagra. Murray na tle Ferrera, to zawodnik grający bez sensu, ale mający na pewno dużo lepszą rękę, i większy techniczny repertuar. można by powiedzieć że ich atuty się równoważą w ocenie zawodnika. jeśli agresywniej gra Ferrer preferujemy Ferrera. jeśli zaczyna atakować Murray, pokazując odrobinę nonszalancji, to możemy woleć Murraya. tak grali panowie pierwsze 2 sety. Murray niektóre piłki posyłał bardzo szybkie, atakował pełnym zamachem jak nie Murray, uderzał je czyściutko śweetspotem. piłki były efektowniejsze niż pojedyncze strzały Ferrera. Ferrer za to grał pewniej, konsekwentniej, bardziej u podstaw konstruował punkty. odkąd Murray pracuje z Lendlem jak by tej ofensywy jest więcej. na RG w każdym razie chciał atakować Ferrera. znowu jednak mamy numer z Murrayem. po wyrównaniu na 1:1 w setach zdarzyła się przerwa. potem Murray grał zupełnie nierówno wyrzucając mnóstwo piłek na auty, i grając tak jak by mu nie zależało. parę jeszcze efektownych akcji było, ale się skończyło. Ferrer też grał dużo słabiej po przerwie. dużo więcej błędów, no i strach przed wygraną kiedy miał już przewagę. jak tak pomyślę że taki Ferrer jest średnio 6-8, i uzmysłowię sobie że do tego ma słabą psychikę, a taki Murray który w ważnych meczach dziwacznie podchodzi do spotkań (albo pyka dając się rozstrzelać, albo gra nierówno bez staranności i beznadziejnie w końcówkach), i ma słabą psychikę jest 4, to aż strach pomyśleć gdzie by byli ci panowie, gdyby ważne piłki grali tak jak Djokovic, czy Nadal, przy grze jaką prezentują. tym razem jednak nie było tak źle. mecz przypominał mi nieco spotkanie z tamtego roku Monfils - Ferrer, w końcu Murray jak gra agresywnie nie gra dużo inaczej niż Monfils kiedy też jest nastawiony agresywnie. tamten mecz był jeszcze dynamiczniejszy i jeszcze lepszy chyba też równiejszy, no ale to podobne spotkanie. ocena za pierwsze 2 godziny 4.
        • Gość: tenisista 16) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:25
          MONTE CARLO Nadal - Djokovic 6:3, 6:1 mam problem z oceną tego meczu. sam kadr kortu dobry, dobrze się oglądało. mimo że jakość meczu nie za wielka, bo forma zawodników nie najwyższa, i mecz niezbyt zacięty, dramaturgii nie było, to stawiam go na 2 miejscu jak na ten rok z tych co do tej pory oglądałem. oficjalne rozpoczęcie sezonu na kortach ziemnych w tym roku w Monte Carlo. kort lekko wilgotny, wilgoć w powietrzu, i chłodniejsza temperatura, lekki wiatr trzymający piłkę przy ziemi. mimo to piłka szybsza niż w poprzednich edycjach Monte Carlo, może odpowiednio zmniejszona. jednak kort ziemny, i mniejsza nieco piłka, bo zmiana jest minimalna w Monte Carlo, niższy odskok piłki niż na hardzie z dużymi pneumatycznymi piłkami, leciutki wiaterek dodający lekkiej nieprzewidywalności, powodują że tenis przestaje być nudną przebijanką a staje się tenisem. każda piłka w takich warunkach musi być grana inaczej. nie można się przyzwyczaić do jednego kozła, jednakowej rotacji, i czekać nadstawiając rakietkę w kontrze. nie tylko Djokovic, ale też i Nadal, miał problemy wynikające z tego że piłka nie dała się zagrać z krótkiego odprowadzenia zamachu z kontry! na kortach ziemnych trzeba cały czas grać AKTYWNIE!!!! nie można sobie siedzieć pasywnie za linią końcową, biegać i przebijać miarowo piłeczki bo nie da się do końca grać tylko siłą przeciwnika i energią piłek nadlatujących, oraz przewidzieć rotacji, kąta odbicia, wysokości odbicia, dynamiki nadlatującej piłki dlatego każde zagranie żeby było opłacalne musi być kreatywne. oczywiście zawodnik może grać z głębi kortu i grać nawet za linią końcową kilka metrów, ale kiedy dobiegnie, nie może po prostu przelotem wejść na piłkę i zagrać prostej kontry!!! i to jest plus kortów ziemnych największy. nawet Nadalowi brakło siły w niektórych uderzeniach. wreszcie piłki nie lądują jeśli już jest błąd za linią końcową, ale lądują w siatce! co wynika z tego a nie z czego innego, że piłka odbija się niżej, i że energia piłki nadlatującej jest za mała, ażeby ją wgrać bezpiecznie nie wykończonym kontrującym uderzeniem. ponieważ każda piłka ma inne właściwości, każde odegranie musi być inne. na kortach twardych, można się przyzwyczaić do kąta odbicia i wszystkich właściwości wymian w ciągu kilku pierwszych kwadransów. gra jest przewidywalna, w związku z czym można nastawić się na kontrę co robi większość zawodników. w przypadku kortu ziemnego różnorodność siły odbić, wysokości odbić, dynamiki zagrań, długości kozła, kątów jest tak urozmaicona, że każde odegranie jak i zagranie pierwotne jest inne a brak możliwości łatwego skończenia wymiany przebitką z kontry, wymusza szukanie różnorodnych rozwiązań. ponieważ wymiany nie trwają krótko, mecz staje się bardziej złożony, zagrania różnorodne, i co najważniejsze dochodzi do konstrukcji punktu. punkt jest konstruowany w czasie wymiany, inaczej niż w oparciu o schemat kontrującego gracza. zwykła przebitka piłki nie daje wielu szans, więc nawet jeśli zwycięzcą meczu jest maratończyk, szybkobiegacz, i zawodnik nie podchodzący pod siatkę, jest to zawodnik który zawsze musi kreować różnorodne sytuacje na korcie, i konstruować punkt w oparciu o złożone rozegranie, a w przypadku zawodników najskuteczniejszych, mający różnorodną technikę i precyzyjną grę, włącznie z szukaniem nietypowych płaszczyzn, kątów, i linii. dlatego gra staje się ciekawa, nawet jak zwycięzca czasem jest łatwy do wytypowania, ponieważ większość akcji składa się z różnych rozwiązań, i różnych typów uderzeń. korty ziemne sprzyjają grze aktywnej, a nie pasywnej, i defensywnej z prostej kontry, w zasadzie nie sprzyjają żadnej kontrze w ogóle, i wykorzystywaniu właściwości zagrań przeciwnika. dzieje się tak zwłaszcza wtedy, kiedy kort i piłki nie powodują zbyt twardego, wysokiego odskoku, i są bardziej miękkie i mniejsze. nawet taki Djokovic i Nadal, w każdą piłkę muszą włożyć coś od siebie, zagrać jakiś ciekawszy spin, ruszyć mocniej nadgarstkiem, poszukać ciekawego trudniejszego kąta, zagrać precyzyjniej bliżej linii. niemało dobrych i trochę bardzo dobrych zagrań, wreszcie jakieś konstrukcje punktów w tym roku. mamy połowę kwietnia, do tej pory jeden dobry finał w Memphis jeśli chodzi o grę ofensywną, i jeden dobry finał w Monte Carlo jeśli chodzi o grę z głębi kortu i wymiany. z racji jednostronnego przebiegu i dość dużej liczby niewymuszonych błędów w stosunku do akcji wygrywających ale obraz gry ok. ocena 4
        • Gość: tenisista 17) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:26
          AUSTRALIAN OPEN FINAL Djokovic - Nadal 5:7, 6:4, 6:2, 6:7, 7:5 cóż, niestety można by powiedzieć że tak wygląda dzisiejszy tenis, i że to jest na dzisiejsze czasy dobry mecz. w zasadzie nic więcej można by nie pisać, bo poza zaciętością i długością finału, niczym wielkim się ten mecz nie wyróżniał. średni Novak, chcący wygrać, z nieustępliwym Nadalem ale nawet gorzej niż średnim, to w sumie średni mecz. co najbardziej się rzuciło w oczy. Nadal nie miał dobrze dopasowanego naciągu do rakiety, i nie był w stanie wyważyć zagrań. kiedyś Nadal grał niezwykle katapultowym naciągiem Babolata naciągniętym na 22 kg, co było średnią z jaką ja sam naciągałem dużo sztywniejszego Wilsona z główką 95, a nie 100 jak ma Nadal i naciągami Wilsona a nie tymi giętkimi którymi gra Nadal. osobiście naciągałem zawsze w rozpiętości 20-24 kg. z doświadczenia wiem że można mieć większą kontrolę piłki przy cięższym naciągnięciu ale tylko wtedy kiedy rodzaj naciągu jest dopasowany do główki, i gra się odpowiednio lekkimi a także miękkimi piłkami. przy założeniu że Nadal zaczął grać sztywniejszym naciągiem jego uderzenia nie mogą mieć takiego pneumatycznego efektu jak to miało miejsce kiedyś. w skrócie - nie może być taki topspin, i taka rotacja. było widać że z dociążoną rakietą i najprawdopodobniej dużo sztywniejszym naciągiem, Nadal próbuje przestawić się na grę ofensywną. jednak działa to dopóki prowadzi grę i ma miejsce. to tak samo jak z każdym ofensorem. w momencie kiedy chce używać starego 3metrowego topspina, i gra sztywną siatką, piłki lądują krótsze, są niższe i nie robią krzywdy, a obrona tak łatwo nie wychodzi. Nadal w meczu z Berdychem jakoś wypadał, ale w meczu z Djokovicem ślącym mu pozbawione większej energii kontry pod nogi nie był w stanie tak kontrować jak kiedyś. mieliśmy w efekcie Nadala w najgorszym wydaniu - nie potrafiącego grać głębokich swobodnie rotowanych piłek wyżądzających szkody swoimi świdrami, ale także nie za bardzo umiejącego jeszcze zaatakować, robiącego dużo niewymuszonych błędów, mnóstwo piłek granych na karo serwisowe, w taśmę a nawet środek siatki. do tego Nadal nie biegał do piłek tak jak robił to jeszcze w roku 2009, kiedy zaliczał pierwszy poważny spadek formy. można więc powiedzieć że Nadal grał nie w pełni dysponowany. Djokovic grał gorzej niż w tamtym roku, ale lepiej niż w 2 poprzednich meczach. i to druga oczywistość jaką da się wyciągnąć z tego meczu. Djokovic odnalazł patent na grę Nadala, która najwyraźniej mu bardzo pasuje. tak jak zawodnicy grający stylem Gonzaleza, Federera, czy Haasa, Gasqueta nigdy nie lubili grać z Nadalem ze względu na tą defensywę i rotacje, chociaż trzeba pamiętać że oni głównie rywalizowali z Nadalem w lepszej formie z innych lat, tak zawodnicy lubiący kontrować siłą przeciwnika i mający wzmacniające uderzenie tysiąckrotnie dziecinne rakietki jak Murray czy Djokovic radzą sobie z nim bardzo dobrze. rotacje średnie Nadala, tylko napędzają grę Djokovica. Djokovic dokłada rakietkę i returnuje, kontruje wszystko tak że Nadal tylko biega. Nadal stęka z całej siły ale cały wysiłek idzie na marne, bo Nadal tylko biega i stęka a Djokovic tylko go kontruje wyglądającymi całkiem ofensywnie długimi zagraniami. przy takim zestawie gra Djokovica zyskuje, ponieważ dynamikę w tą grę wkłada Nadal. Djokovic nie mogąc wytrzymać kondycyjnie gry nawet z niepełnosprawnym Nadalem szuka ekonomicznych rozwiązań więc próbuje rozrzucać go po korcie i przyspieszać, aczkolwiek nie wkładając siły w uderzenie. bezpieczna rotacja nadawana przez Djokovica w zagraniach jest zminimalizowana ponieważ odgrywa bardzo intensywną już rotację jaką generuje Nadal. dosłownie więc Djokovic gra tylko siłą przeciwnika. Nadal zagrał gorzej zdecydowanie niż na RG 2009, ale AO czy USO nigdy nie były jego ulubionymi turniejami w sezonie, tak więc można powiedzieć że wrócił do swojej formy jaką prezentował w tych turniejach w latach 2004-2008, z tą różnicą że biega 2 razy gorzej, i popełnia 10 razy więcej niewymuszonych błędów a i energia piłek nie ta. Djokovic grał jak mówiłem cały czas jak Djokovic sprzed 2011 roku, więc jakiejś wielkiej gry tu nie było. solidna średnia gra bez fajerwerków, ocena całości 4.
        • Gość: tenisista 18) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:26
          US OPEN 1/4 Berdych - Federer 7:6, 6:4, 3:6, 6:3 hehe, mimo że mamy do czynienia z nagrywarkami nagrywającymi live 24 h / doba turniej na głównym kanale Eurosportu, okazuje się że tak są zrealizowane transmisje, że nie da rady zobaczyć ćwierćfinałów w całości choćby z odtworzenia. tym samym nie obejrzałem w ogóle ćwierćfinału Murray-Cilic ponieważ był on nadawany również w powtórkach jedynie od środka. zapewne nie ma czego żałować. tak więc mecz Federera z Berdychem był pierwszym meczem oglądanym w tym roku na US Open, nagrał się na szczęście w całości. co do samego kadru. ja nie rozumiem, czemu na wielkim szlemie nie można zrobić kamery która by przybliżała kadr z bliska, i nadawałaby z niższej perpsektywy. kort przekrzywiony, kamera nie na centrum wektorowym. długość i kąty mogą być ok, ale w sumie obrazek średni zamiast duży. jeśli chodzi o nawierzchnię i piłki jest ok. to znaczy tak się grało z 5-10 lat temu na US Open. mimo że nawierzchnia zdecydowanie najbardziej sprzyjająca Federerowi, w tym wieku bodaj najbardziej, nawet i tego meczu nie wygrał. cóż, według kiboli Radwańskiej i innych laików najprawdopodobniej Berdych jest lepszym tenisistą niż Federer bo wygrał mecz a to jakim repertuarem i w jakim stylu się nie liczy. jak dla mnie miło się ogląda Federera w ostatnich latach chociaż niestety jak już wcześniej pisałem nie widać w jego grze żadnego awaryjnego planu b. gra tak jak grał zawsze, jak jakiś element nie wychodzi to przegrywa, jak przypomina trochę dawną formę to zazwyczaj wygrywa. taktycznie nic nie zmienia przez całą karierę od kilku lat. oczywiście Federer to chyba największa wszechstronność i przegląd wariantów, z różnych dziedzin tenisa, niemniej jednak nie jest tak pomysłowy jak Gonzalez czy Rios. a pomysłowość to nie to samo co skuteczność, czy opłacalność pomysłu. pomysłowość to ciekawość, nieszablonowość, zaskoczenie, niespotykaność, i ryzykowność pomysłu, nazywana czasem zbiorczo fantazją. czasami fantazję nazywa się też magicznym myśleniem, albo niepoprawnym optymizmem, czy też życiem na haju. przegląd zagrywek duży, ale taktyka podobna. najkorzystniej gra Federera wygląda na tle takich wysokich zawodników jak Berdych. jak technik na tle drwala. wynika to z tego że zawodnicy wyżsi rzeczywiście grają na ogół dość jednostronnie i mają drewnianą rękę, a jednocześnie siłą gry napędzają akcje Federerowi który żeby ich skończyć gra w szybszym tempie. Federer w szybszym tempie jest lepszy niż Federer przerzucający z linii końcowej. mecz w sumie zły nie był, ale głównie za sprawą Federera. a Berdych? jak to Radwańska. kiedyś Wilander określił Radwańską mianem "cichego zwycięzcy" co jak dla mnie równa się z największą naganą jaką może sobie wyobrazić zawodnik. inaczej mówiąc nie widać czym wygrywa, to znaczy że żadna jego akcja nie stoi na jakimś wysoce wysublimowanym, zwracającym uwagę poziomie. inaczej, nie tyle wygrywa w tenisa w sposób jednoznaczny i nie budzący wątpliwości ale "ma na wszystko odpowiedź". odpowiedź wystarczająco skuteczną i to wystarczy. mimo że Berdych ma warunki do gry siłowej, żadne jego zagranie nie jest spektakularne. żadnego tam szukania linii, popisów technicznych, żadnych ekstrawagancji, majstersztyków, bo ich po prostu nie ma. miarowa równa gra z tym że akurat w tym przypadku bardzo mocna, i często dość szybka. tyle ile wystarczy, ale żadnego silenia się na wielkie akcje. tak samo jak Radwańska. przyczai się, gra swoją normę i liczy że zazwyczaj do pewnego poziomu rywalki i jej formy dnia wygra. Berdychowi zawsze brakowało charatkeru, i nie jest to ciekawy tenisista. ten mecz też mógł wygrać w 3 setach, ale wtedy Rogerowi pomógł. Roger jednak się zrewanożował w czwartym i Tomek wykorzystał. jak dla mnie Berdych to tenisista nijaki, gładki, chociaż na poziomie ledwie dobrym coś tam potrafi. zdobywa punkty głównie siłą głębokich długich zagrań, które robią krzywdę większości rywali. nie ma w nich jednak jak rzekłem żadnej awangardy, co nie znaczy że kilku piłek nie można zobaczyć. mecz niezły, ale tylko całkiem dobry. nawierzchnia i piłki, tempo gry lepsze, nie jest to autostrada, ale droga na której można rozwinąć prędkość. 4
        • Gość: tenisista 19) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:27
          BASTAD Ferrer - Almagro 6:2, 6:2 ile ja razy będę jeszcze oglądał tego Ferrera. z tym meczem jest tak. kadr kortu można powiedzieć - złoty środek. tak powinny być nadawane transmisje, żeby pogodzić wszystkie wymagania widza. do tego mączka dobrze pokolorowana. tak więc każde zagranie ogląda się z przyjemnością. z drugiej strony Almagro kontuzjowana i mecz formalność żeby ludzie nie zapłacili za walkower. miło się oglądało, ale nie było co praktycznie oglądać. wolę oglądać słaby mecz w dobrym kadrze, niż dobry mecz w słabym kadrze. 4-
        • Gość: tenisista 20) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:28
          SAO PAULO Almagro - Volandri 6:3, 4:6, 6:4 mecz który mi się podobał ale miał też mankamenty. zacznijmy od tych ostatnich. mało kontrastowy kadr i kolor mączki, przez co piłka za dobrze nie była widoczna, tzn mogła by być lepiej. kwestia oświetlenia bądź dobrej synchronizacji z kamerą. kadr niezły, ale mógłby być też nieco lepszy, ale nie taki zły. jeśli chodzi o mecz, to średni występ Almagro, jak to zwykle jak widdzę w tym roku w finałach, no i trochę za dużo błędów. poza tym same pozytywy, dlatego ocena jest stosunkowo surowa, głównie z racji nieco słabego do oglądania kadru, no i zbyt wielu błędów jak na mecz na najwyższym poziomie. wrażenia. po pierwsze początek. rozpoczęcie jak na jakiejś uroczystości, czy święcie u króla Anglii. turniej zorganizowany na okrągłej arenie, niczym w Coloseum, rozmiarami przypominającej turnieje serii Masters. świetny wybieg, publiczności przynajmniej tyle co w Rzymie. do tego piłki dość szybkie, jak to pasuje do stosunkowo niepośpiesznej mączki. Volandri mógł się czuć jak u siebie, a publiczność doceniała dobry tenis. patrząc na mecz, mimo nienajlepszej wizji z nostalgią wspominałem dawne lata, kiedy to tenisiści grali techniczne wymiany nie na moc czy bombardierowe rotacje, tylko na rozgrywanie akcji technicznym plasingiem i rozrzutem rywala po korcie. Volandri nigdy nie był ani jakimś moim ulubionym nadzwyczaj tenisistą, chociaż go lubiłem, prawie tak jak Fogniniego, i nigdy nie był tenisistą najefektowniejszym w swojej generacji. nigdy też chyba nie był notowany powyżej 20 pozycji, z tego co pamiętam. mimo to zawsze prezentował stylowy tenis, którego dzisiaj już nikt nie gra, a grało jeszcze wielu tenisistów którzy grali średnio 10 lat temu, i trochę dłużej. precyzja technicznych zagrań i dokładny plasing uderzanych, ale niezbyt mocno odbić. jednoręczny bekhend, niby dużo słabiej uderzany niż u Almagro, ale nie mniej groźny w ofensywie, dzięki technice i precyzji. niby żadnej mega rotacji, czy mega bomb, a uderzenia różnorodne, techniczne, sprawiające równie wiele kłopotów, dzięki różnorodności i dokładności zagrań. było sporo akcji dzięki którym wiemy że nie bez przypadku Włoch pokonał kiedyś Federera w Rzymie i to w czasie kiedy Federer prawie z nikim nie przegrywał. dziś już trochę nie ta świeżość i nie ta siła, no ale umiejętności zostały. Almagro popisał się w tym roku meczem z Nadalem podczas RG, w tym finale jak większości poza niektórymi strzałami i serwisem za bardzo nie błyskał, co nie znaczy że nic nie zagrał. Volandri jednak zdecydowanie ciekawiej rozgrywającym tenisistą wymiany z głebi kortu jest, ale mocy już nie ma. wiadomo że z racji wieku tacy tenisiści dziś nie będą dochodzić codziennie do finałów imprez, ale warto popatrzeć na wymierający gatunek tenisa, póki jeszcze grają. chociaż Volandri to głównie mączkowy tenisista, bliższy formule gry Ferrero, analogia nasuwa się z Llodrą. obaj kiedyś średnio plasowani około 40 miejsca, dziś stanowią ostatnie żywe przykłady tenisa którego się już nie gra, i za kilka lat grać nikt nie będzie. a grało go właściwie jedno pokolenie. tenisistów którzy się liczyli średnio między 1995 a 2005 rokiem. warto popatrzeć. 4-
        • Gość: tenisista 21) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:28
          HERTOGENBOSH Ferrer - Petzschner 6:3:, 6:4 w tym roku Wimbledon zamienił się na role z turniejem w Holandii. trawa holenderska szybsza i bardziej śliska niż zwykle, gra w szybszym tempie. za to Wimbledon to sucha jak wiór stepowa zwalniająca grę nawierzchnia szczotka. jeden z bardziej ofensywnych i dynamicznych turniejów w tym roku, może trochę ze zbyt pneumatycznymi piłkami nadającymi się do katapultującego stylu gry. finał to dynamiczna gra bez czasu na statyczne wymiany. Ferrer w ataku oczywiście bardziej się podoba niż na wolnym jak żółw Australian Open. umie grać precyzyjnie, atakować zdecydowanie, mieścić piłki z kontry bardzo przytomnie w minięciach. to zawodnik mający dzisiaj jeden z najlepszych refleksów, i najwięcej energii i uwagi na korcie. Petzschner to taki letni zawodnik, typowy współczesny Niemiec, który nie chce się na korcie przemęczać. niezły klasyczny styl nieco uwspółcześniony, i kilka ładnych akcji, ale brak walki na wynik i jakiejś ambicji czy śladu że mu zależy. ale gra mogła się podobać. poziom dobry, tylko zacięty to mecz nie był. 4-
        • Gość: tenisista 22) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:29
          AUSTRALIAN OPEN 1/4 Federer - Del Potro 6:4, 6:3, 6:2 transmisja AO na korcie centralnym pokazuje niezły kadr, aczkolwiek jest skrzywienie boczne. pierwszy ćwierćfinał AO rozczarował. gdyby Federer grał tak w tenisa jak pierwsze kilka gemów, to by można było rzeczywiście uznać jego talent. niestety po kilku gemach coraz mniej zdecydowania i konsekwencji w zagraniach Szwajcara, Del Potro tylko drwalskim tłem. poza kilkoma zagraniami z głębi kortu Del Potro nic nie pokazał, daleko od formy sprzed kontuzji. Federer zawsze ma jakiś repertuar, ale mecz wytracił tempo w pierwszym secie. jeden tenisista w niezłej formie zagraniowej - Federer, i przeciętnym nastawieniu do meczu, i średniej kondycji. drugi w zasadzie grał żeby dograć, a nie wygrać. zawodnicy nieźli więc i poziom wielu wymian dobry, ale nic wielkiego, mecz w przebiegu bez emocji i jednostronny. ocena 4-.
        • Gość: tenisista 23) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:30
          AUSTRALIAN OPEN 1/2 Nadal - Federer 6:7, 6:2, 7:6, 6:4 pierwszy półfinał jak to zwykle w przypadku spotkań między Federerem a Nadalem całkowicie przereklamowany. od zawsze wiadomo że argumenty tych tenisistów się nawzajem znoszą, i że obaj wypadają na swoim tle dość słabo. poza tym że nie było do końca wiadomo kto wygra, a forma i fizyczna i tenisowa wskazywała raczej od początku na Federera, więc i odrobinę dramaturgii w tym było, zdecydowanie lepiej było oglądać chociażby Nadala z Berdychem, czy Federera z Del Potro, obaj tam grali lepiej. co prawda wiele akcji dobrych, wiele zaczątków akcji ciekawych, niestety mnóstwo błędów i niedoróbek, z czasem też i nerwów. dopóki Federer kontrolował zagrania było ciekawie, ale wynik był uzależniony od ilości błędów Szwajcara, a tych było zdecydowanie za dużo. trudno powiedzieć że jakikolwiek mecz Federera czy Nadala, zwłaszcza jak się spotkają obaj, z racji tego że to dwójka jednych z najlepszych tenisistów ostatnich 10 lat, jest kiepski, ale ten był jednym z słabszych. w stosunku do i tak przereklamowanych finału Wimbledonu 2008, czy finału AO 2009 ten mecz był po prostu kiepski. można by powiedzieć że to ledwie dobry mecz, gdyby rozgrywał się między Gasquetem a Verdasco. od przereklamowanych tenisistów opiewanych za najlepszych w całej historii dyscypliny oczekuje się więcej. Nadala 50%, Federer zaczął bardzo dobrze, ale po kilku gemach grał swoją gorszą wersję z ostatnich lat, starego Federera też więc 50%. gdyby tu stał Nadal z 2008 roku z Roland Garros, wynik byłby jak w tamtym meczu. 4-
        • Gość: tenisista 24) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:30
          WIMBLEDON 1/4 Murray - Ferrer 6:7, 7:6, 6:4, 7:6 ten ćwierćfinał Wimbledonu oglądałem jako ostatni w kolejności, i znowu wybuchnąłem śmiechem, widząc że ta para tenisistów gra na Wimbledonie, identycznie tak samo jak na wszystkich innych nawierzchniach. najbardziej podobnie do tego zwolnionego tegorocznego Australian Open. miło popatrzeć jak na nawierzchni stworzonej do serve and volley tenisiści grają klasyczne wymiany z głębi kortu na wyniszczenie. widać że to właśnie tym tenisistom ze wszystkich ćwierćfinalistów najbardziej pasuje tegoroczna nawierzchnia. nawierzchnia jak szczotka, hamuje wszystkie piłki, piłki więc po kontakcie z nawierzchnią zamiast iść do przodu wyhamowują a nawet podbijają się lekko w górę. dlatego mówiłem o tych martwych piłkach które uwielbiają i grać i odgrywać Radwańska i Murray. komu służą najbardziej takie warunki gry? takim właśnie defensorom, bo komu służy nawierzchnia która zachowuje się jak szczotka, ewentualnie tenisistom grającym bardzo prostą i bezpieczną techniką ale bardzo mocno, no ale widać po wynikach że i im też mniej. mimo że na Wimbledonie widać trochę akcji przy siatce, ewidentnie lepiej z tych akcji wychodzą defensorzy. więcej jest piłek wygranych po dojściu do woleja niż po woleju, więcej po passingshotcie, niż po approachu, czy zagraniu znad taśmy. a jeśli woleje są skuteczne, to te przystawiane i przycinane a nie te penetrujące i atakujące! taki właśnie w tym roku mamy Wimbledon. jeśli już zawodnik huknie rakietą z całej siły, to i tak nie słychać w ogóle odbicia piłki od nawierzchni tak ją spulchnili żeby tłumiła każde, nawet najmocniejsze uderzenie. jedyna nadzieja dla tenisistów mniej defensywnych, że będą grali przy większej wilgotności i niższej temperaturze w pochmurnej aurze, to może trawa trochę przyspieszy i zacznie się zachowywać jak trawa. a mecz, jak mecz. panowie grali tak jak grają zawsze, niczym się ten mecz od ich tegorocznych spotkań poprzednich nie różnił, oprócz scenerii. nudniej i wolniej niż na Roland Garros, chociaż forma obu niezła. Ferrer proste środki, ale zachowywał przyzwoitą precyzję, siła gry z głębi kortu, uderzenia raczej mocniejsze, a nie te przepychane. Murray grał średnio ale miał więcej ciekawych piłek przy siatce, efektownych minięć, i winnerów z przyspieszonego i wzmocnionego bekhendu po krosie jak i wzdłuż linii. ten mecz omijał siatkę, a jeśli zagrania inne niż typowe dla hardu się liczyły to były to zagrania przycinane głównie w wykonaniu Murraya. zacięty mecz, niezłe wymiany, ale w sumie nic odmiennego od tego co grają na innych nawierzchniach. to że Murray ma większy potencjał od Ferrera, ale Ferrer gra agresywniejszą przeciętnie piłką, to wiemy. 4-
        • Gość: tenisista 25) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:31
          WASZYNGTON Dolgopolov - Haas 6:7, 6:4, 6:1 w zasadzie warunki do oglądania meczu zostały spełnione. faceci grający w tenisa dobrze, z tej górnej półki. nie to co Murray, czy Simon. kort dobry, bo szybki. kadr niczego sobie. w zasadzie to mogliby tą nawierzchnię zrobić troszkę bardziej lila, albo pociemnić dla wzmocnienia efektu. z jednej strony cieszy, że istnieją turnieje które preferują taki tenis, i od razu widać kto w finale. w Memphis, czy tu - zupełnie inna obsada kluczowych rund. z drugiej, panowie meczu nie zgrali na jakimś swoim najwyższym poziomie. jak na finał to mecz odbywał się w dziwnej scenerii. przy światłach o zmierzchu a potem po zmroku, w towarzystwie świerszczy cykających głośno. przerywany opadami, mimo dużej wilgotności powietrza to jeden z najszybszych turniejów w tym roku. inna sprawa, że Haas już nie ten, bo to zawodnik który zaczyna walczyć ze swoimi słabościami, już w tym wieku, a przynajmniej w takich fazach turniejów. Dolgopolov to przypadek utalentowanego zawodnika którego nie lubię. nie to że go bardzo nie lubię, ale za bardzo to go nie lubię. nie wzbudza sympatii za bardzo. co prawda najlepszy tenisista Wszechczasów, czyli Rios oczywiście, dostawał regularnie nagrodę kwaśnej cytryny ale prezentował się na korcie efektownie. Dolgopolov w ogóle nie dba o wygląd. ubiera się jak ten Murray, ruski wyraz twarzy. do tego ma jakąś opaskę na włosy jak dziewczyna zaopatrująca się w tanim lumpeksie. Haas to ładny styl, ale niestety moc już nie ta. męczy się ze sobą, jak Corretja pod koniec kariery. on już nie wróci. to nie to co Haas jeszcze 3 lata temu grający na poziomie najlepszego Federera w Rolnad Garros z najlepszymi piłkami - małymi, zwrotnymi, elastycznymi, technicznymi do gry finezyjnej - przy. tłum. no a Dolgopolov umie grać zaskakujące czy spektakularne zagrania, czym się wyróżnia na tle ładnie grającego przeciętniaka, ale ciągle czegoś mu brakuje. no i ten wygląd. oczywiście tym samym Dolgopolov nie zasługuje na kibicowanie, znawców dyscypliny jaką jest tenis, i stawiam go w jednym rzędzie obok tam takich Almagro czy Kohlschreiberów różnych. taki owaki, zagrać umi, ale jakoś do wyższej kategorii jak Tsonga, Gasquet nie pasuje. mecz wygrał Dologopolov bo Haas wraz z upływem spotkania nie był w stanie ustrzec się błędów. trochę ładnych akcji jednak było. na podsumowanie recenzji warto dobitnie podkreślić że warunki jakie panowały w Waszyngtonie są dobrym kierunkiem w jakim mogłaby zmierzać ewolucja tenisa tak zwana konwergentna. polega ona na tym, że mimo że mamy inny etap ewolucji dochodzi ona do tych samych rozwiązań. czyli przypomnieć sobie lata 90te, ale w latach 10tych. w ten sposób przyszłość wyprzedza teraźniejszość cofając się w przeszłość. 4-
        • Gość: tenisista 26) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:32
          WIMBLEDON 1/2 Federer - Djokovic 6:3, 3:6, 6:4, 6:3 w zasadzie mecz bez historii. można by powiedzieć, że taki ktoś jak ja powinien ten mecz postawić powyżej ćwierćfinału Murraya z Ferrerem. prawda. zawodnicy ciekawsi, ale też od zawodników oznaczanych jako "big three" oczekuje się wyjątkowej klasy gry. nie powiem że mecz był gorszy, ale brakowało w nim na pewno zaciętości i waleczności, tak jak by panowie przechodzili 89% czasu obok spotkania, grając swoje rutynowe dobre akcje. no i przede wszystkim brakowało w nim tego co na tegorocznym Wimbledonie brakuje jak tlenu do oddychania czyli tempa gry. proszę posłuchać, na trawie tego brakuje. gdzie ten dawny swing, kiedy piłkę ciągnęło się naciągiem a ona leciała przyspieszona top spinem dynamicznie szybko kończąc po kontakcie z nawierzchnią. nie dość że nawierzchnia toporna, to piłki do tego teraz takie, że waląc z całej siły cała para idzie w gwizdek. ktoś powie, że postulowałem w sumie taki typ nawierzchni nie dodający rotacji. owszem, zgadza się. nie może być to nawierzchnia gumowa, która podbija piłkę do góry i jeszcze do tego grubą i kauczukowo skaczącą piłkę, powodując sztuczny gumowy efekt. ale też nawierzchnia nie może być jak tarka. być może gdyby zastosować do tegororcznego Wimbledonu szybkie piłki na wzór tych z lat 90tych, o, to mogłoby być ciekawe. zastosowano martwe piłki, niedynamiczne, i do tego nawierzchnię szczotkę. nawet pod dachem wydawało się że nieco gra jest szybsza, ale jak jeden czy drugi nie grzmotnęli z całej siły i nie weszli do piłki w połowę kortu grając tuż po koźle to nie było żadnego efektu zagrania. każdy zawodnik pokazał kilka swoich najlepszych uderzeń, ale zazwyczaj jak jeden grał dobrze to drugi ustępował, wymian zaciętych dużo nie było, trochę pod koniec się ich zrobiło. Federer na pewno zagrał więcej piłek z półki wyższej, ale też nie grał ich non stop jak to Gonzalez, wiecie. Djokovic najlepiej jak Murray czy Nadal wypada kiedy kontruje ostrą piłkę z dobiegu, najlepiej dwuręcznym bekhendem. gra ofensywna szła i w tym meczu ciężko, trudno było komuś narzucić tempo. starego Federera z roku 2008 mieliśmy może w kilku wymianach, które cudem wygrał, a Djokovic od dawna nie prezentuje formy z tamtego roku, a do tego na Wimbledonie wygrał w tamtym roku dzięki wydatnej pomocy Tsongi w półfinale. jakiś taki "rzadki" ten mecz był, letni można powiedzieć. ocena 4-
        • Gość: tenisista 27) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:32
          AUSTRALIAN OPEN 1/4 Murray - Nishikori 6:3, 6:3, 6:1 kiedyś prognozowałem nr.1 Nishikoriemu, więc dla mnie pojawienie się w tej fazie turnieju Japończyka nie było żadnym zaskoczeniem. niestety biorąc pod uwagę nadzieje jakie rozbudził jakieś 3 lata wstecz, Nishikori jak dla mnie nic się nie rozwinął. do tego jego gra jakby zcentrowała, czyli jest więcej środka i bazy zamiast radykalnych zagrań. ćwierćfinał inny niż pozostałe, delikatne niesiłowe zagrania z obu stron, i próba prowadzenia gry ofensywnej techniką i precyzją a nie waleniem z zasięgu czy całej siły. niestety nawierzchnia na AO wolna i tępa, więc taki tenis jaki gra Nishikori, opłacałby się przy szybszych piłkach i szybszej nawierzchni, w czasach kiedy grał jeszcze Rios, Ferrero, czy Michael Chang. sam styl Nishikoriego to jakaś wypadkowa Changa i Ferrero z elementem Agassiego, żeby postawić go po stronie bardziej ofensywnych graczy. niestety warunki fizyczne słabe, i brak kondycji odczuwalny, dość nietrudny do odbioru serwis. wszystko pasuje na stare szybkie US Open, i lżejsze piłki ale większość sezonu jest wbrew Japończykowi. sam mecz składał się z wielu precyzyjnie plasowanych i dokładnych zagrań z gatunku lekkiej ofensywy, ale jak mówiłem warunki stępiały grę. Murray był dużo świeższy, i górował nad Japończykiem warunkami fizycznymi. Nishikori i Murray mają inne rakiety. Nishikori gra Wilsonem który nie katapultuje tak piłek jak Head Murraya. Murray gra śmiesznym Headem tak jak kiedyś Djokovic, który jest dla dzieci. wzmacnia stukrotnie zagranie na tle innych rakiet. tak więc wystarczy lekkie pociągnięcie a niedoświadczonemu widzowi wydaje się że ten przebrzydły defensor zagrał ofensywną piłkę. Murray grał trochę aktywniej, Nishikori że grać potrafi to wiemy, ale zagrał słabiej niż przeciętnie potrafi. mecz dzięki niektórym zagraniom Japończyka ostatecznie oceniam na 4=.
        • Gość: tenisista 28) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:33
          AUSTRALIAN OPEN 1/4 Djokovic - Ferrer 6:4, 7:6, 6:1 szczerze rzekłszy pamiętając formę sprzed roku tych tenisistów szykowałem się na najlepszy ćwierćfinał tego turnieju, mimo że zawsze zastrzegałem że nie za bardzo lubię i cenię grę tych tenisistów. niemniej jakość pojedynku buduje też oprócz rodzaju tenisa, i zawodników, ich forma. niestety zarówno Djokovic, jak i Ferrer zagrali tym razem bardzo średnie mecze nie tyle jak na tamten rok, ale jak na całą swoją karierę, a taki tenis nie mógł się podobać nikomu o zdrowych zmysłach. panowie zaproponowali nam tenis ala Karolina Woźniacka. głaskana piłeczka po filcu, zawsze podbita do góry i każde zagranie obłe, zaokrąglone. wszystko mało agresywnie i bezpiecznie banalnie technicznie i na środek. jedyne co pozostało z klasy tenisa, to sama regularność i nieustępliwość. nawet tempo tych banalnych i prostych jak prymityw piłek nie było zbyt ciekawe. panowie po prostu grali prosty banalny tenis najprostszy technicznie i taktycznie jak się da, na wyniszczenie. Djokovic tym się różni w stosunku do wzoru zaproponowanego przez Woźniacką że potrafi uderzyć mocniej i rozwiązać akcję jednym uderzeniem, na ogół po linii, i co ciekawe na ogół bekhendem. mimo to jest to pasywne i nie posiadające zbytniej energii bezpieczne nieryzykowne uderzenie. Ferrer gra czasami nieco bardziej agresywnie, ale ma gorsze warunki więc nie robi to na Djokovicu wrażenia. niestety tak wygląda dzisiejsza tenisowa średnia, czyli styl tych czasów. grać proste trudne do zepsucia piłki, liftując każdą bezpieczną rakietką która dodaje mocy zagrania z kontry. taką samą taktyką gra Woźniacka, Djokovic, i Ferrer. nawierzchnia jeszcze raz udowodniła że jest tępa, i spowalnia grę, czy łagodzi skutki zagrań. idealnie dostosowana do głaskanego tenisa Murraya, czy Djokovica, nie dziwi więc awans do ćwierćfinału też i tym razem Radwańskiej. po prostu trudno tu skutecznie atakować, chyba że robi się to z taką rotacją jak Federer czy Nadal. w tamtym roku wyzbyłem się uprzedzeń do tych tenisistów, poprzez formę jaką prezentowali. czasami grali agresywniej, czasami potrafili zagrać płasko, byli w najlepszej życiowej formie. niestety kiedy takiej nie ma, a tak było w tym roku na AO, ich gra przedstawia przygnębiającą pustkę. poza bieganiem i średnio agresywnym przebijaniem bezpiecznie i przede wszystkim bezbłędnie, nie ma nic. jeśli jakiś zawodnik się już zrywa do czegokolwiek wykonuje to w sposób budzący i tak wiele wątpliwości. w efekcie najgorszy ćwierćfinał tego turnieju, dlatego że panowie nie mając życiowej formy, postanowili przebijać do upadłego. tylko za zaciętość 4=.
        • Gość: tenisista 29) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:33
          WIMBLEDON 1/4 Federer - Youzhny 6:1, 6:2, 6:2 zastanawiałem się czy dać temu meczowi 3+ czy 4=, ale biorąc pod uwagę warunki w jakich dzisiaj rozgrywany jest Wimbledon, można dać im i 4=. po pierwsze mecz do jednej bramki, po drugie grę ogląda się jak tenis kobiecy czyli w wersji super light. czyli nie widać żadnej siły i agresji zagrań, tak wyhamowują piłki na tej nawierzchni w tym roku. generalnie to ja nie przepadam za lekkością gry Szwajcara, i tym bardziej nie kocham miękkności gry Youzhnego, któremu zawsze brakowało ostrego kończącego uderzenia. tenis miękki to głaskanie piłki, i brak ostrości precyzji, bezpieczeństwo gry, omijanie agresywnych i bezkompromisowych rozstrzygnięć. taki tenis gra i Federer, chociaż w ulepszonej wersji i Youzhny także. o ile Federera generalnie przyjemnie się ogląda jak nawierzchnia jest szybka, czy szybkie są piłki i ma ochotę przejść do ofensywy, o tyle Youzhnemu zawsze coś brakowało. tak jak przyrównywałem Kohlschreibera do Robredo, jeśli chodzi o miękkość gry, to w zasadzie powinienem był go przyrównać do Youzhnego. Kohlschreiber zrobił postępy i zmężniał, Youzhny nie. podobna jakość techniczna, brak konsekwencji w grze. kiedy nawierzchnie sprzyjają zawodnikom i jakby przyspieszają piłkę, dodają poślizgu, wzmacniają siłę odbicia, taki tenis da się oglądać. w tym roku na Wimbledonie, ładnie to nawet wyglądało, ale dynamika i moc z tej gry całkowicie wyparowała. wiele ładnych akcji ale tempo ich nie za ostre, i agresji ciągle brak. ta trawa wyhamowuje po prostu intencję zagrań, dlatego trzeba grać kilka razy bardziej zdecydowanie żeby osiągnąć efekt porównywalny do zamierzonego. Federer dodający dużo więcej rotacji piłce, i mający przyspieszenie z nadgarstka był oczywiście faworytem, poza tym grał lepiej. Youzhny nie miał zamiaru powalczyć o wynik, niestety akcji bardziej widowiskowych od Szwajcara też nie zagrał. mimo że odgłos naciągu trzaskał w powietrzu piłki odbijały się lekko i miękko, nie miały żadnej siły po kontakcie z trawą. w tym roku Wimbledon przeszkadza w grze, więc i tak nie było tak źle. ładny tenis dla oka, ale za delikatny jak na męskie realia. 4=
        • Gość: tenisista 30) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:34
          CHENNAI Raonic - Tipsarevic 6:7, 7:6, 7:6 zła jakość transmisji ale kadr kortu przyzwoity, mecz dużo lepszy niż ten w Doha. Tipsarevic grał jak na pierwszą 16 przystało, aczkolwiek do zawodnika nr.9 można by już mieć jakieś zastrzeżenia. dość typowe spotkanie dryblasa młokosa z doświadczonym wszechstronnym graczem średniego wzrostu. średni pokazuje dożo więcej, ale nie wygrywa prostych punktów zdobywanych serwisem czy atomowymi strzałami z forhendu. w ten sposób przynajmniej nieco lepszy, przegrywa z wyższym. Raonic to ciekawszy gracz niż Querrey, czy Cilic czy Karlovic, czy Berdych czy Soderling, ale jednak ciągle jednowymiarowy. mecz nie stworzył wielkiego widowiska, ale składał się z wielu dobrych akcji. ocena 4=
        • Gość: tenisista 31) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:35
          RZYM Nadal - Djokovic 7:5, 6:3 mimo że lubię mączkę mecz był dość słaby. Nadal i Djokovic stanowią taką parę finałową jak Szarapowa i Azarenka. są w większości finałów. mecze jednak przeciętnie średnie, a tym razem wręcz słaby. Nadalowi daleko do dawnej formy, to najsłabszy sezon na ziemi odkąd pamiętam. Djokovic gra dużo słabiej niż w tamtym roku, ten mecz kiepski. jeśli w takiej formie tenisiści przechodzą do finału turnieju, to znaczy że nie ma dziś specjalistów od mączki. gdyby któryś z nich w takim dniu trafił na dobry sezon Robredo albo jakiegoś Horny czy Calleriego sprzed lat, przegrałby w 2 setach. a w tamtych czasach zawsze byli jeszcze lepsi specjaliści od ziemi od wspomnianych. choćby Moya, Coria, Puerta, Ferrero, Kuerten itp. uwidacznia się na ziemi przyzwyczajenie już nawet takich weteranów mączki jak Nadal, do grania z kontry na hardzie. wszystkie uderzenia zawodnicy wykonują automatycznie, i schematycznie. przyzwyczajeni do ujednoliconych odbić na hardzie, oczekują takich samych schematów odbić piłki na ziemi. do tego, zapomnieli że na ziemi należy każdą piłkę nie tylko grać oddzielnie i inaczej, ale nawet trzeba każdą zagrać aktywnie własną energią. dokładanie rakietki i machnięcie nadgarstkiem nie wystarcza. trzeba wyprowadzić uderzenie, dojść, ustawić się, bądź bardziej popracować samą ręką. tymczasem każde trudniejsze zagranie to mniejsza kontrola, a każdy atak "ryzykowny" kończy się błędem. uderzenie własną siłą kończy się wyrzuceniem piłki czyli brakiem wyważenia mocy. to wszystko potwierdza, że dziś bardzo trudno jest grać w tenisa ofensywnie, dzisiejszymi piłkami i dzisiejszym sprzętem. łatwiej dostawić i kontrować i zbierać piłki zdejmując je prawie pozbawionymi wysiłku zagraniami. Nadal stracił zupełnie precyzję, i mimo że jego zagrania czasami wyglądają potężnie, nie mają w ogóle wyczucia. Djokovic też gra na orkągło. mecz bardzo przeciętny, ale że lubię mączkę i kilka zagrań się znalazło to jakoś się dało obejrzeć. ocena 3+
        • Gość: tenisista 32) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:35
          KITZBUHEL Haase - Kohlschreiber 6:7, 6:3, 6:2 w zasadzie to mecz przeciętny ale z tych które daje się oglądać. primo kadr bo jak wiadomo najważniejsze w tenisie jest to w jakich warunkach się go ogląda. kadr kortu przypominał mi nieco transmisje z lat 90tych, czyli kort bardziej długi niż krótki, ale zachowujący wrażenia kątowe, za to co jest ewidentnym plusem wszystkich transmisji, niżej zawieszona kamera czyli bliżej zdarzeń na korcie widz. po raz kolejny oglądam mecze z turniejów rozgrywanych na większych wysokościach i mam wrażenie że te turnieje nie są miarodajne. zawodnicy przyzwyczajeni są do pewnego rodzaju właściwości powietrza, odmierzają w ten sposób odległość od piłki, siłę i wysokość zagrań, rodzaj zamachów, wysokość odskoków piłek, mają swój margines błędów w typowych dla nich warunkach. rozrzedzone powietrze to wszystko zmienia, bo to trochę tak jak by grać pod balonem. wywołuje to nie tylko większą prędkość piłek, ale większą ilość błędów spowodowanych brakiem wyważenia mocy ofensywnych zagrań. z drugiej strony niewątpliwym plusem tych turniejów takich jak Madryt, Gstaad, czy Kitzbuhel, jest to że zawodnicy mączkowi grają tam bardziej agresywnie, a i inni mogą odnieść sukces. sam mecz składał się z dwóch zawodników jak to w singlu bywa. pierwszy to Haase, zwycięzca. wiele osób interesujących się tenisem wiązało z tym chłopakiem kilka lat temu nadzieje, jednak ich nie rozumiałem. nadal nie rozumiem. facet to taki grzeczny chłopczyk mający idealne warunki do tenisa, i dobry serwis. w zasadzie żadnym zagraniem ani akcją nie porywa. ten mecz leciał pod dyktando Kohlschreibera, który generalnie stał się od kilku lat zawodnikiem zasadniczo ofensywnym, ale starannie przygotowującym akcje. lubię takich zawodników, a zarazem mam wrażenie że taki wypośrodkowany tenis od kilku lat nie ma za bardzo szans w ściślejszej czołówce. zaliczyć do nich można kogoś takiego jak Kohlschreiber, Baghdatis, a niegdyś Robredo, czy Ferrero, Kiefer na przykład. zawodnicy ci przede wsystkim wszyscy mieli coś koło 180 cm. niby wystarczający wzrost na tenisistę, ale te 5-10 cm za mało na przewagę fizyczną nad całą resztą. czyli średni wzrost, średnie warunki fizyczne. cechuje takich graczy duża wszechstronność, bogactwo technicznych wariantów, równowaga umiejętności w ofensywie, i defensywie, dobre wyszkolenie techniczne. nie granie na jeden strzał, ale lubowanie się w starannie przygotowanych raczej ofensywnych akcjach, polegających na precyzyjnym rozprowadzeniu rywala, i przeplataniu różnych uderzeń. bogactwo plasingów, rotacji, płaszczyzn odbicia, długości piłek, gry kątowej. wydaje się że wszystko w tym tenisie jest. czasami jak by za mało agresji, jak to u Robredo, czasami za słabe nerwy i brak konsekwencji jak u Kiefera, czasami za mało regularności jak u Kohlschreibera. i wyniki nawet nie dają gwarancji bycia w pierwszej 20. finał tego turnieju to popis jednego zawodnika, i mimo że Haase nie gra tak jak Radwańska, defensywnie, poza serwisem niewiele od niego zależało. Szwab planował różne akcje, zagrał serie świetnych uderzeń, tym razem jak by więcej z forhendu. aktywne rozgrywanie z głębi kortu, dużo przygotowań ataków z dojściem do siatki, niemniej za mało dokładności. mimo wielu błędów, mecz mi się podobał, chociaż przez te błędy stał na średnim poziomie, zwłaszcza w końcówce, bo Filip złamał efektownie rakietę i od razu milej się oglądało. lubię taki otwarty wielowariantowy tenis z dużym optymizmem, i wieloma niewielkimi autami, ale za to ciekawie pomyślanymi akcjami czy pojedynczymi strzałami. nie wiem czy Kohlschreiber kiedykolwiek osiągnie półfinał wielkiego szlema albo wejdzie do 10, ale w sumie z tych mniej ściśle czołowych tenisistów z których lubię tylko Tsongę i jakoś trzeba docenić Federera, i baloniarza, to jeden z tenisistów których chętniej się ogląda, kiedy ma się niezły gust. lubię takie obszerne zamachy i uderzenia starannie przygotowywane, a nie machanie skróconym łokciem z kontry. ocena spotkania 3+
        • Gość: tenisista 33) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:36
          GSTAAD Bellucci - Tipsarevic 6:7, 6:4, 6:2 więc tak. kadr kortu bardzo dobry, chociaż nie tak dobry jak w Bastad, bo nieco wyżej zawyżona kamera, i trochę węższy. piłki bardzo dobre, bo nisko się odbijały, nie filcowe, i nie kauczukowe, małe suche piłeczki. warunki do oglądania więc bardzo dobre, niestety jednak zawodnicy nie dostosowani do takich warunków. znowu turniej na wysokościach mnoży liczbę błędów, a do tego był wiaterek. wiele piłek pakowali w siatkę co znaczy że piłki dobre. a nie takie co fruwają same, kozioł odbicia niski. natomiast poziom gry marny. Tipsarevic słaby serwisowo, wiele piłek w taśmę, słaba forma. Bellucci to taki zawodnik który nie robi wrażenia postępu. warunki gry ma jak Lopez, lewą rękę też ma. serwuje bardzo przyzwoicie. największym atutem Brazylijczyka jest odwrotny kros, z jednej i drugiej strony, grany jednak rzadko. poza tym dość mocne głębokie lekko tylko liftowane uderzenia z głębi na kortach ziemnych, czasem dołożony niezły wolej. niestety brakuje Bellucciemu elastyczności i ręki przez co ta gra wygląda nieco drewnianie. Tipsarevic miał słaby dzień. jeden z tych meczów które im dłużej trwają tym gorzej wyglądają. niby rozstrzygnięcia nie widać, ale poziom gry ani jakiejkolwiek dramaturgii nie rośnie. 3+
        • Gość: tenisista 34) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:37
          US OPEN 1/2 Murray - Berdych 5:7, 6:2, 6:1, 7:6 mecz który należy rozpatrywać w kategoriach jedynie ciekawostki, a więc dla tych którzy szukają urozmaicenia i znudzeni są normalnym tenisem. oczywiście jak wiemy nie od dziś, na tenis wpływają bardzo warunki gry. w tym spotkaniu mieliśmy do czynienia z urozmaiceniem w postaci szalejącego wiatru zwiastującego nadciągający huragan. to ciekawe, że w US Open zawsze co roku musi się w okolicach ćwierćfinałów czy półfinałów czy finałów zdarzyć jakiś huragan, który wpływa na wyniki w turnieju. kiedyś tak nie było, ale tak jest teraz już tradycyjnie od lat. nie wiem sam co mam o tym meczu myśleć. niewątpliwie zawodnicy w warunkach nie optymalnych, nie mogą zaprezentować swojej najlepszej gry. takie warunki panują na bezwietrznym Roland Garros z szybkimi piłkami, umiarkowanej hali, czy niespowolnionym Wimbledonie. w zasadzie panują też na US Open w tym roku, ale kiedy nie ma wiatru. tym razem mieliśmy fruwające torebki i przewracające się krzesła w roli głównej, i to był najtrudniejszy rywal z którym musieli się zmierzyć zawodnicy. jednak patrząc na to z innej strony, można uznać za ciekawostkę jak sobie czołowi gracze umieją radzić w takich warunkach i jakie pokazują wtedy zdolności. w przypadku gry z wiatrem istnieje zawsze pytanie czy wygra prosty ale pewny i mocno grany tenis, a taki prezentuje w jakimś stopniu Berdych, czy wygra tenis zniuansowany zawodnika mającego dobrą rękę, i umiejącego improwizować, w przypadku Murraya do tego w obronie i kontrze. raczej warunki gry mi podpowiadają zawsze tego pierwszego, ale często lepiej sobie radzą z nimi właśnie ci drudzy. jak na pogodę to obaj zagrali nawet nie tak źle. Berdych mieścił wiele piłek w korcie niezłymi mocnymi zagraniami, i kontrola jakaś w tym była. Murray popisał się kilkoma zacnymi akcjami nadgarstkowymi. do Berdycha nie mogę się przekonać. w zasadzie potencjał zagrań ma taki że mógłby być zawodnikiem minimum jak Safin. ale jest jakiś taki nudny, bezbarwny, normalny, i przede wszystkim spokojny. odkryłem że ja nie lubię zawodników normalnych, i spokojnych. spokój w grze to właśnie takie przebijanie. jakiś brak testosteronu czy co. w każdym razie wielkiej porywającej gry ten zawodnik nie prowadzi. brakuje charakteru. po wygraniu pierwszego seta, stawiałem na Berdycha, a Murray wyglądał na pogubionego. jednak od 2 do połowy 4 Berdych zaczął grać tak, jak by przestało mu się chcieć w takich warunkach, i czekał nie wiadomo na co. Murray trochę bardziej się postarał i dlatego wygrał. to że Murray bardziej mi się podoba w tym roku to wiadomo. ocena meczu tak wysoka chyba dlatego, że w sumie było kilka dobrych akcji, mimo warunków, a przede wszystkim jak piłki i nawierzchnia są ok, to nawet wiatr całkowicie jakości pojedynczych akcji i oglądu gry nie popsuje. 3+
        • Gość: tenisista 35) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:37
          CHALLENGER CORDENOS Lorenzi - Gimeno-Traver 7:6, 6:4 w sumie przeciętny mecz ale w stylu jaki lubi znawca tenisa. kort jest ziemny. kadr kortu niski, odpowiedni. widać wysokość odskoku piłki, naturalne kąty zachowane. przybliżenie kortu jest. piłki jak na dzisiejsze standardy są mniejsze, na ogólne można powiedzieć średnie w pozytywnym tego słowa znaczeniu, tretorny chyba. sprężyste, twardsze, dynamiczniejsze. kort twardy a nie wolna grząska mączka. zarzucić można by organizatorom jakiś szarawy kolor ceglanej mączki, mogliby pokolorować na pomarańczowo. przyjemnie patrzeć jak piłkę się sucho uderza a dźwięk rakiety to głuchy suchy trzask, a nie jakieś plastikowe cyknięcie. Lorenzi i Gimeno-Traver to tacy zawodnicy końca setki. Włoch raczej przeważa w turniejach challenger, Hiszpan bliżej pierwszych rund głównych turniejów. odpowiednio Włoch częściej poza 100, Hiszpan bliżej pozycji 50-100. no i co? fajny mączkowy tenis, nastawiony na ofensywne granie, nawet nie w za szybkim tempie. od dawna wiadomo że atutem Hiszpana jest jak na rzemieślnika bardzo dobry obszerny forhend, którym szachuje rywala. można nawet powiedzieć że to jeden z groźniejszych forhendów w hiszpańskim tenisie, kiedy wchodzi. bardzo lubię kiedy jest obszerny zamach. Hiszpan nie przebija, raczej rozprowadza ofensywnie zagrywanymi topspinami dużo ciekawszymi niż taki Ferrer. no i dobry serwis. generalnie zawodnik chyba już zmęczony karierą, ale wcale nie taki nudny jak Ferrer, nie wspominając o najgorszym Hiszpanie w historii, a więc Granollersie. Włoch z kolei ma ciekawą prezencję. uśmiecha się specyficznie jak Massu, no i wygląd w ogóle ma oryginalny. ma to duże znaczenie przy ocenie jakości zawodnika. tenis bardziej miękki, ale za to może i sprytniejszy. Hiszpan grał więcej piłek efektownych, ale w sumie grali podobnie dobrze. były skróty, chociaż gra z głębi kortu, szło to wszystko do przodu, a nie na wieczne przebijanie. co możemy powiedzieć o tym meczu. zawodnicy raczej przeciętni, ale grający w niezłym stylu, zaprezentowali przyzwoity mecz. rodzaj gry ok, jakość z danego gatunku dostateczna z plusem. jak to jest że taki challenger może zrobić przyzwoity kadr, a na innych turniejach wyższej rangi oglądamy boisko ze stratosfery? mecz obejrzałem sobie na Super Tennis HD. z przyjemnością można wysłuchać włoskiego komentarza, i aż uczy odpoczywają po tych polskich jękach. i milej, i weselej. Super Tennis HD to włoski program, mają tam powtórki finałów z tego roku, tak więc praktycznie można nie nagrywać i ma to ten atut, że nie będzie polskiego komentarza. prawdziwy fan tenisa ogląda mecze dla samej oceny jakości spotkania, a nie żeby zobaczyć kto wygra. tak więc nie trzeba oglądać w tym samym czasie co jest rozegrany turniej. ponieważ na kanale włoskojęzycznym są prezentowane występy Riosa, to musi być dobry kanał telewizyjny. warto zobaczyć dlaczego jeszcze 10 lat temu dużo lepiej grało się w tenisa. tam to pokazują. ocena meczu 3+
        • Gość: tenisista 36) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:38
          WIMBLEDON 1/4 Djokovic - Mayer 6:4, 6:1, 6:4 kiedy zobaczyłem że Radwańska idzie gładko przez turniej od razu wiedziałem czemu to zawdzięcza nie patrząc nawet na korty. niemniej jednak kiedy włączyłem pierwszy mecz nagrany z Wimbledonu wybuchnąłem gromkim śmiechem. od początku można było w ciemno zakładać, że załgani kibole angielscy firmujący "klasyce tenisa" i "pięknemu stylowi" zrobią piękny styl i klasykę ze wszystkiego, co będzie aktualnie sprzyjało Anglii i jej reprezentantom. teraz więc okazało się że pięknym stylem i klasyką angielską jest absolutnie "nowoczesny" siermiężny i nudny jak flaki z olejem tenis Murraya. i oczywiście pod niego dostosowane piłki i nawierzchnia. nie ma żadnego zaskoczenia że na tak wolnej nawierzchni i przy tak pozbawionych dynamiki piłkach, odpada w pierwszej rundzie Venus Williams i w środku turnieju dysponowana bardzo dobrze Szarapowa, czy lubiący mocną grę i siłę uderzeń Nadal, a do półfinału dochodzi Radwańska. z najszybszej nawierzchni na kortach otwartych w historii, udało się zrobić Angolom najwolniejszą i najleniwszą nawierzchnię w historii. to nielada wyczyn, ale czego się nie robi dla Murraya, a przy okazji defensywnej i równie żałosnej Radwańskiej. dlatego nie od dziś, śmieję się z dziennikarskiej etykietki przyklejanej Wimbledonowi. etykietki z której została nazwa, znaczek, marka, legenda, miejsce, kolor nawierzchni i dosłownie nic więcej. dla laików którzy nie znają się na tym sporcie, nie ma znaczenia nic poza tym że turniej ma nazwę Wimbledon albo Roland Garros. problem polega na tym że nie ważne jest miejsce, ale to w jakich warunkach rozgrywki się odbywają. o ile w przypadku Roland Garros można mówić o utrzymywaniu jako takiej ciągłości, o ile nie mówimy o piłkach z 2010 roku, o tyle w przypadku Wimbledonu piłki zmieniono już 10 lat temu na najwolniejsze w całych rozgrywkach, a od kilku lat próbuje się zmienić nawierzchnię z której został kolor i tworzywo, ale nie zachowały się właściwości. kiedy w 2008 roku, trąbiono że Wimbledon jest zwolniony i gra się na nim inaczej, nie mieliśmy do czynienia z tak lekko i bez siły odbijającymi się piłkami, a i nawierzchnia miała typowo Wimbledońską rotację. mimo że piłki odbijały się wyżej, i były nieco wolniejsze. teraz, piłki nie mają żadnej mocy, lecą wolno, i są lekkie, zaliczają się do najmniej dynamicznych. do tego jeszcze nawierzchnia w żaden sposób nie wzmacnia rotacji, piłki się nie ślizgają do przodu, ani nie slajsują na boki, wyhamowywane są na stojąco i odbijają się zamiast wprzód i na bok to do góry. jedynie wysokość samego kozła nie uległa radykalnej zmianie. komu to służy? no w efekcie służy oczywiście jedynie zawodnikom biegającym w defensywie, bo na takiej nawierzchni trawiastej można się z powodzeniem ślizgać, i zawodnikom uwielbiającym martwe piłki pozbawione energii, obawiającym się przede wszystkim agresywnych, ostrych, przyspieszonych, kończących ofensywnych siłowych zagrań. wiadomo że jak piłkę walnie się soczyście bezpiecznie z całej mocy i z rotacją to i na takiej nawierzchni można zdobyć punkt. jednak trudniejsze technicznie zagrania ofensywne, zupełnie nie mają efektu. nie ma dzięki temu ofensywnej gry płaskiej, nie ma też siły topspina. nie ma kąśliwego slajsa, nie ma atakującego woleja. nie ma nic. każda piłka odbija się od nawierzchni w zwolnionym tempie, szybująco pod górę, traci prędkość i energię, i trzeba do niej dojść żeby ją odebrać z kontrolą. wykonywanie pełnych zamachów i soczystych uderzeń się nie opłaca, tym bardziej że rotacje i odbicia piłek są nierówne i nieprzewidywalne. dziś zawodnicy w ogóle nie umiejący grać na trawie, tym bardziej nie będą umieli grać na takiej trawie. w efekcie kto może zwyciężyć? ci którzy wykonują najbardziej pewne zwykłe i podstawowe odbicia, i stosują najmniej ryzykowną taktykę. nic dziwnego że po raz pierwszy do ćwierćfinału Wimbledonu doszedł Dawid Ferrer! którego gra z techniką ofensora nie ma nic wspólnego. obraz gry tego ćwierćfinału zapewne był zbliżony do większości innych poprzedniorundowych meczów których na Wimbledonie nie widziałem i bardzo się z tego cieszę. ten mecz był staraniem się zawodników pokonania niesprzyjających dla nich warunków gry i walką z nawierzchnią bardziej niż z przeciwnikiem. nawet najbardziej precyzyjne i spektakularne zagrania Mayera nie odnosiły zamierzonego efektu, każda piłka była bez energii. grający na bardzo kręconej a zarazem bezpiecznej rotacji Djokovic uzyskiwał czasem lepszy efekt ale jego zagrania też gasły za każdym razem na tle tego jak by wyglądały na każdej innej nawierzchni. jeśli piłki nie da się zaatakować to kto wygrywa? oczywiście defensor. a kto jest bardziej defensywnym zawodnikiem z tych dwóch? oczywiście Djokovic. nawierzchnia wimbledońska to dzisiaj pluszowa nawierzchnia dywanowa, która gasi i amortyzuje każde bez wyjątku zagranie. nie da się na niej przyspieszyć piłki ani zagrać piłki zbyt mocnej dla przeciwnika. ponieważ piłki odbijają się wolno, to trudno jakąkolwiek akcję uznać za kończący atak. tak przynajmniej wygląda gra na korcie centralnym i na korcie nr.1. dlatego Wimbledon to w tym roku śmieszny turniej, który liczy się dla laików tylko i wyłącznie za sprawą samej marki, etykietki, nazwy. oczywiście czasami i wbrew przeciwnościom losu dobry zawodnik i przejdzie przez tą przeszkodę, ale i tak jego gra będzie tu wypadać setki razy gorzej niż na prawdę go stać. mecz Djokovica z Mayerem swoiście nudny. praktycznie brak żywych akcji ofensywnych, każda piłka gaśnie mimo że zawodnicy czasami próbują wykonać konkretne uderzenie. bardziej ciekawym zawodnikiem był Mayer, ale Djokovic jest bardzo pewny siebie. gra mniej podstawowa Mayera nie mogła odnieść skutku na takiej nawierzchni. szczerze powiedziawszy trudno zliczyć z 10 akcji które zwróciły by uwagę w tym meczu. kilka akcji Mayera najczęściej dochodzących do siatki. nawet przy zdecydowanym atatku wychodził jednak z tego szybujący w zwolnionym tempie tenis. idealne warunki gry dla Radwańskiej. mecz bardzo ograniczony przez nawierzchnię. ocena 3
        • Gość: tenisista 37) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:39
          IGRZYSKA OLIMPIJSKIE FINAŁ Murray - Federer 6:2, 6:1, 6:4 o samej Olimpiadzie nie będę wiele mówił. co do organizacji transmisji. oczywiście w polskojęzycznej telewizji nie udało się zobaczyć transmisji walki o brązowe medale, tylko o złote. stąd zasada że oglądamy tylko finały turniejów poza Wielkimi Szlemami została podtrzymana. następny absurd to to, że turniej męski odbywa się do dwóch wygranych setów, ale finał do trzech. albo w tą, albo w tamtą. o nawierzchni pisałem przy omówieniu finału pań. pozostawia wiele do życzenia. oczywiście kort wolny na tle klasycznej trawy tak jak przed miesiącem, przecież ten sam kort Wimbledonu. ale nawierzchnia jeszcze mniej równa. lekki ale nie wypaczający gry wiaterek też dało się zauważyć. kolor trawy szary. a sam mecz, niestety bardzo słaby. wiadomo że atmosfera na Igrzyskach, a zwłaszcza jak już gra gospodarz, jest daviscupowa. niestety wyglądało to na mecz bez zastanowienia, i w słabej formie jednego z graczy. Roger Federer najprawdopodobniej nie miał dobrego dnia, pokazał po raz kolejny że nie radzi sobie kiedy nie wytworzy przewagi wynikającej z gry bądź wyniku nad przeciwnikiem, wbrew zachwytom nad swoim teniskiem nie umie znaleźć na swoją grę taktycznego planu b, ale najprawdopodobniej był bardzo nieświeży po męczącym meczu z Del Potro w półfinale przede wszystkim. Murray zagrał inaczej nieco niż ten Murray z poprzednich lat, ale też nie jakoś super. inność polegała na tym, że Murray poszedł na żywioł, i grał w trakcie, na energii, a nie od punktu do punktu. mecz trochę na "hura", na takim uniesieniu nie jest do niego specjalnie podobny, chociaż w tą stronę zmierzał już w finale Wimbledonu miesiąc wcześniej. Federer jednak też grał bez zastanowienia, przez co mecz wyglądał na improwizację, żeby nie powiedzieć jakąś treningową wprawkę, bez planu taktycznego, bez wyraźnego początku, rozwinięcia i zakończenia. nie była to żadna świadoma kompozycja. inna sprawa że dla Murraya takie nastawienie mogło się opłacić. słaby fizycznie i zmęczony Federer, to taki Federer z którym można grać swoją kontrę, ale z dynamicznym agresywnym nastawieniem na jak najszybsze zakończenie i zamęczenie rywala wymianami, tylko tym razem w dużo szybszym tępie. Federer nie umiał przejąć inicjatywy, wyegzekwować punktu, ale tym razem mimo niezłej gry Murraya wynikało to ze słabej dyspozycji Szwajcara przede wszystkim. każdy wie że Murray nie dysponuje taką bronią w tenisie, żeby z dobrze grającym Rogerem wygrać w 3 szybkich setach na trawie. Murray gra lepiej niż rok temu, ale Federer się zbłaźnił. ocena całości 3
        • Gość: tenisista 38) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:39
          BARCELONA Nadal - Ferrer 7:6, 7:5 przede wszystkim bardzo zły kadr kortu. w czasach kiedy kadry kortu mogą być zbliżone do optimum, na wolnym powietrzu ustawianie kamery z tak dalekiej i wysokiej perspektywy wyklucza sensowne oglądanie. do tego mączka słabo odróżnia się od piłki w kolorze, więc i piłkę ledwo widać. kadr kortu powinien być z bliskiej i stosunkowo niskiej perspektywy, bez przewężenia i bez wydłużenia, i bez skrócenia. od lat królują kadry nieco wyższe od optymalnie niskich wiszących kilka metrów nad kortem, ale przynajmniej są zbliżone. tu było za daleko. sam mecz średni, Ferrer coś tam próbował ale robił co chwila błędy i nie wykorzystywał szans, poza tym wiemy że jego tenis jest prosty i nawet te najbardziej agresywne warianty są powtarzającym się schematem. Nadal mnóstwo błędów, i mecz stosunkowo słaby. może gdyby kadr był inny ocena byłaby wyższa, bo lubię tenis na mączce. 3
        • Gość: tenisista 39) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:40
          MIAMI Djokovic - Murray 6:1, 7:6 głównym atutem meczu może być dobra jakość transmisji i kadr kortu. po kilku gemach trzymałem kciuki już za Djokovica, nie dlatego że go bardziej lubię od Murraya, bo to tak jak bym bardziej lubił Woźniacką od Radwańskiej, no jest to prawda, ale żadnej przecież nie lubię, tylko dlatego że po prostu chciałem żeby się ten mecz jak najszybciej skończył. wymusiłem na sobie w tym roku oglądanie meczów tylko z finałów imprez innych niż wielkie szlemy, no i wielkie szlemy od fazy ćwierćfinału. podytkowane to jest oglądaniem "najważniejszych spotkań" według hierarchii, i zarazem jednoczesnym spadkiem zainteresowania tenisem odkąd widzę że co ciekawsi zawodnicy nie za bardzo liczą się w czołówce, co może albo skutkować nastawianiem meczów z challengerów i pierwszych rund albo właśnie ograniczeniem oglądania do najważniejszych meczów względem punktowej hierarchii ATP. oglądam już któryś mecz tych tenisistów, i wiem z góry że na nim nigdy już nic się ciekawego nie wydarzy. jest to para, której taktyka na mecz jest niemal identyczna, i których argumenty się wzajemnie znoszą. Djokovic to trawersując nieco realia męskiego tenisa na kobiece, coś między Azarenką a Woźniacką, a Murray to coś między Woźniacką a Radwańską. grają tenis w sumie defensywny, tylko Djokovic do pewnego stopnia aktywny i czasami pół-ofensywny. jednak głównym punktem programu tenisistów jest maksymalnie bezpieczna gra regularnych czystych wymian bez rozstrzygających piłek kończących. zero najwyższej techniki, zero urozmaicenia, zero ryzyka, zero zmian stylu gry. grania na 2/3 kortu, w przypadku Djokovica, unikanie linii, i unikanie precyzyjnych piłek - eliminacja zagrań mogących oznaczać jakiekolwiek ryzyko, gra troszkę głębsza niż Murraya. Murray - gra oparta na zagraniach w pół kortu, w obu przypadkach bliżej środka kortu niż linii, wysoko nad siatką większość piłek. zawodnicy nie próbują przeprowadzić żadnych zawirowań więc doskonale wiedzą czego się spodziewać, grają więc dość długie wymiany oparte na bardzo przewidywalnych zagraniach. kiedy jakiś zawodnik zagra piłkę nieco trudniejszą, najczęściej będącą następstwem kontry w wymianie bądź ostrzejszego serwisu drugi nie potrafi przebić celnie albo oddaje inicjatywę. jeśli któryś zawodnik podejmuje jakiekolwiek ryzyko - piłka w 90% leci na aut. tu widzimy właśnie różnicę między takimi chłystkami, a Gonzalezem. Gonzalez mógł większym ryzykiem nie zdobyć bezpośrednio punktu ale wchodziło mu w kort 95% takich zagrań, nawet jak taktycznie wcale się nie musiały opłacić. artyzm i jakość ponad przeciętność i standard. tutaj nie ma artyzmu i nie ma jakości, wszystko sprowadza się do przewidywalnej skuteczności. co ma Azarenka a czego nie ma Radwańska i raczej nie ma Woźniacka? i co ma Djokovic. potrafi zagrać bardzo podobnie piłki, tylko podkręcając tempo i przechodząc do ataku, wzmacniając uderzenie, czasem zagrywając też nieco precyzyjniej. Djokovic robi to wtedy kiedy jest podrażniony i kiedy przestaje w 100% kontrolować mecz. resztę gra na przebitkę. Murray próbuje cokolwiek zmieniać dopiero kiedy ewidentnie przegrywa. mecz wyjątkowo nudny, nawet jeśli przyznamy że te średnie uderzenia zawodnicy wykonują bardzo płynnie gładko i pewnie. co z tego kiedy to są stosunkowo banalne uderzenia? zawodników oceniamy nie po tym jak mogą regularnie przebijać średnie piłki, i grać na nierozstrzygnięte w nieskończoność wymiany, kontrując i odpowiadając na nieagresywne średnie piłki przeciwnika, ale po tym jak trudne piłki potrafią grać i jak często z ich wykorzystaniem wygrywać, najlepiej na jak najwyższym ryzyku. tu się nic nie dzieje. taki tenis jest jeszcze gorszy niż tenis Mantilli, Costy czy Corretji. oni przynajmniej w balonach więcej rzeźbili i robili ciekawsze wymiany chociaż dawali bardziej pod górę. tu nawet w rotacjach trudno się dopatrzeć urody i stylu. czyste dość sprawnie wykonywane rzemiosło, w leniwym jak na hard tempie. oglądać tych zawodników można jedynie wtedy, kiedy mają po drugiej stronie diametralnie odmiennie grających od siebie przeciwników. wtedy czasem zmuszeni do innej gry są w stanie wygenerować coś więcej. tak - nuda. niewątpliwie jednak Djokovic gra lepiej w kluczowych, rozstrzygających momentach, więc to raczej on wbrew pozorom ma od Murraya większy zapas, mimo że mówi się że Murray jest bardziej nieobliczalny i mimo że stosuje zaskoczenie bardzo rzadko, umie coś dorzucić oryginalnego. niestety ale to jest wymysł. Djokovic co prawda może nie zagra nagle zupełnie innych piłek niż przez cały mecz, ale umie w kluczowych momentach zagrać podobne piłki na prawdę 2, czy 3 x lepiej, a więc ostrzej, precyzyjniej, dokładniej i bardziej rozstrzygająco. ocena 3.
        • Gość: tenisista 40) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:41
          AUSTRALIAN OPEN 1/2 Djokovic - Murray 6:3, 3:6, 6:7, 6:1, 7:5 teraz wiem czemu nie oglądałem większości finałów i półfinałów w tamtym roku zarówno turniejów Masters, jak i turniejów Wielkoszlemowych. w tym roku obrałem inną taktykę, oglądania tylko finałów turniejów i Wielkich Szlemów od fazy ćwierćfinału. niestety tak jak przy meczach Radwańskiej, musiałem się zmuszać do oglądania tego fatalnego widowiska. nie chodzi nawet tak o pojedyncze akcje, bo dało się kilka wymian obejrzeć, ile o przebieg tego nużącego i 3 razy za długiego meczu. zawsze uważałem Murraya za przede wszystkim tenisistę nudnego taktycznie. w tym meczu zagrał jak do tej pory chyba jeden z lepszych pod tym względem meczów, nie tyle jeśli chodzi o taktykę na mecz, ile jeśli chodzi o styl gry w czasie wymian. niestety za to wyszedł z niego totalny dzieciak w kategorii dążenia do zwycięstwa i wykorzystywania okazji. ten mecz nie był beznadziejny dlatego że grali beznadziejni tenisiści. przede wszystkim był beznadziejny dlatego, że jeden mimo że był rozłożony na łopatki, go wygrał nieudolnością gry drugiego. mecz zaczął się całkiem średnio jak na tych panów a więc Djokovic zagrał więcej niż w meczu z Ferrerem, a Murray prowadził całkiem aktywnie jak na siebie grę. w meczu z Ferrerem Djokovic zagrał bardzo słabo jak na dawnego Djokovica, w meczu z Murrayem, zwłaszcza na początku i na końcu zagrał nieźle jak na dawnego Djokovica. jak na ubiegłorocznego słabo, ale nie żenująco jak w meczu z Ferrerem. można by powiedzieć że z Djokovica RG 2011, pozostał w meczu z Ferrerem tylko Djokovic 1/3, a w meczu z Murrayem był Djokovic 3/5 (inaczej 60%). jednak Djokovic ograniczał się w tym swoim 60% siebie do własnej gry podstawowej nieco konkretniejszej niż ten banalny przerzut w średnim tempie z ćwierćfinału. zagrań ciekawszych nie było, a jak tak to w 5 secie. Murray grał bardziej urozmaicony tenis, i był graczem bardziej ofensywnym, chociaż jak to Murray, ekstremalnej piłki to on nie zagra. ale w stosunku do dawnego Murraya, bardziej płaska piłka, szybsza, czasem mocniejsza, jakieś 15% konkretniejsze to niż kiedyś, chociaż to ciągle za mało żeby to polubić. no i Murray w zasadzie w całym meczu grał cokolwiek, Djokovic solidnie przerzucał młynek lewa prawa po linii, lewa prawa, po linii. pod koniec drugiego seta, Djokovic całkowicie siadł. fizycznie był zawodnikiem niezdolnym do gry. Murray to widział i zaczął wykorzystywać na początku 3 seta. Murray znany z świetnej kondycji, i świeżutki po zerowych obciążeniach w dotychczasowym turnieju, kreujący grę, widząc co się dzieje z Djokovicem, że ten nie dochodzi do piłek i popełnia błędy z braku ustawienia kiedy go Szkot przyciśnie, zaczął robić wszystko żeby oddać punkty Djokovicowi. początkowo myślałem że uznał że stan Serba jest tak zły, że robi to najzupełniej specjalnie, po to żeby ten nie poddał meczu i Murray mógł powiedzieć że pokonał nr.1 w walce a nie w wyniku kreczu. Djok po prostu po dłuższych wymianach nie dawał rady a Murray swobodnie grał lekko z każdej pozycji. kiedy wydawało się że mecz jest już rozstrzygnięty, Murray zaczął grać na Djokovica samemu biegając po kątach i odgrywając tak żeby Djokovic zawsze zdążył do piłki, albo pakował w siatę czy robił auty, albo po prostu nie biegał sam do trudniejszych piłek. zamiast skończyć wygranego seta w pół godziny grał go półtorej godziny. cały czas miałem wrażenie że to działanie w porozumieniu żeby wygrać mecz w 4 "zaciętych setach". w 4 Murray puścił całkowicie seta nie biegając w ogóle do piłek i robiąc serię błędów, w związku z czym Djokovic poprawił statystykę winnerów. znowu pomyślałem że widocznie ktoś dobrze obstawił na to że Murray wygra ale w 5 setach, i że oddał Djokovicowi seta w prezencie. w między czasie Djokovic wziął magiczną tabletkę, i zaczął grać tak jak by nie miał wcześniej większych problemów z poruszaniem po korcie. Murray za to zaczął grać tak jak by nie miał sił przez pół 5 seta. kiedy Djok zrobił przewagę, Murray zaczął grać znowu jak przez większość meczu kiedy prowadził grę i nie robił głupich błędów. mimo to Djok wygrał mecz, bo Murray znowu dał mu kilka taktycznych czy niedbalskich prezentów. takiego popisu frajerstwa jeszcze nie widziałem. cały mecz wyglądałby na wyreżyserowane przedstawienie gdyby nie to, że Murray po prostu go przegrał, mimo że cały czas wynik zależał od niego. jak można oglądać 5 godzin nie wykorzystanych szans, prostych chociaż intensywnych dosyć i długich wymian na wymęczenie punktu, i efekt - kontuzjowanego zawodnika który wygrywa mecz po magicznej tabletce? o ile w obrazie gry Murray tak tragicznie nawet nie wyglądał, trochę fajnych forhendów, trochę dobrych płaskich bekhendów, z 20 dobrych wymian, gorzej z pojedynczymi uderzeniami, o tyle taktycznie i strategicznie pała z minusem. oglądanie tego meczu od połowy 3 seta to była męczarnia. Murray tylko poprzez regularność może być porównywany z najlepszymi, tak jak Radwańska, która mimo wszystko nie ma nawet takich atutów jak beznadziejny Murray. ocena 3 głównie za niektóre liczone oddzielnie wymiany. 3
        • Gość: tenisista 41) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:42
          ACAPULCO Ferrer - Verdasco 6:1, 6:2 po pierwsze kadr kortu zbyt odległy chociaż dość naturalny. mecz będącego w bardzo dobrej formie Ferrera z słabo grającym Verdasco. za wolne tempo gry, podobne do Monte Carlo, piłki nie zmienione na mniejsze. Ferrer grał swoje jak na siebie bdb, Verdasco pokazał kilka efektownych piłek ale w zasadzie odpuścił. mecz bez historii, aczkolwiek i tak nie taki najgorszy. 3
        • Gość: tenisista 43) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:43
          WINSTON-SALEM Isner - Berdych 3:6, 6:4, 7:6 to ten turniej amerykański gorszej kategorii. wolniejszy hard, i od razu dochodzą wyżej wyżsi zawodnicy kiedy piłka odbija się okrągło i wysoko podskakując w górę. pojedynek dwóch mutantów. jeden wyhodowany na amerykańskich kurczakach kfc, drugi na czeskich knedliczkach. hormony podawane w obu potrawach pobudzają komórki do wzrostu, ale nie do wzrostów mózgu no i genitaliów. dlatego jeden i drugi gra bojaźliwie, głaszcząc piłkę ze strachu przed wyrzuceniem w aut. głaskają piłeczki i mecz grają nudny. nieco lepiej się zrobiło w końcówce, no ale poziom niebotyczny to nie był. nadchodzą niedobre czasy, kiedy to takie nijakie sztywne słupy będą serwowały a potem głaskały lifcik za linią końcową. to też niedobrze wróży względem Janowicza. mecz nudny i ocena 3-. poza tym dlaczego taki wysoki kadr? nie chcę oglądać trybun tylko piłkę z poziomu 2 metrów nad siatką. 3-
        • Gość: tenisista 44) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:44
          HAMBURG Monaco - Haas 7:5, 6:4 co się z tym turniejem w Hamburgu porobiło? niegdyś jeden z najbardziej prestiżowych turniejów pozawielkoszlemowych, i jeden z głównych turniejów na mączce, zawsze stanowiący zagadkę w kontekście rozgrywek na kotach ziemnych, bowiem grany w chłodniejszych warunkach, na generalnie suchszym, i szybszym korcie. jeden z najszybszych turniejów na kortach ziemnych, na którym niezłe wyniki robili zawodnicy niekoniecznie specjalizujący się w hiszpańskim rzemiośle. w tym roku, turniej ten wyglądał jak podrzędny turniej ATP grany w jakiejś Casablance (nota bene, akurat w tym roku finał w Casablance był jednym z fajniejszych finałów w oglądaniu, ale nie widzałem w całości a kadr bliski optimum. Andujar to taki drugi Bolelli, czyli zawodnik z z stylem na 20, i wynikami na challenger). po pierwsze odrzuca sam kadr kortu. malutki, z dalekiego planu. jak coś takiego w ogóle oceniać i sensownie oglądać? tylko na odbiorniki 60 cali w górę. przez sam kadr kortu przekaz traci na wartości. nie da się oceniać niuansów tenisa. po drugie gra bardzo wolna, przypominająca damski Stuttgart. wełniste, mięciutkie, pluszowe zabawkowe piłeczki i nie dziwne że w finale znalazł się taki ktoś jak Monaco, którego miękka i mało wyrazista gra idealnie pasuje do takich warunków. mecz nie wyróżnił się niczym wielkim, bo Monaco to jeden z najnudniejszych tenisów, bez wyrazistych akcji i zagrań. tenisista najbliższy w ostatnich latach do Ferrera, tylko grającego bardziej leniwą i miękką piłką. typowy wymianowy regularny styl z kortów ziemnych, klasyczny dla challengerowych Hiszpanów, czy Argentyńczyków, Brazylijczyków i innych Portugalczyków. miękkie rzeźbienie bez specjalnie dokładnego plasingu, i skrót + stop wolej. no i Haas bez formy, przynajmniej w tym meczu, jak na Haasa to bardzo średnie spotkanie. dzięki temu turniejowi Monaco awansował do pierwszej 10, co tylko potwierdza sprawę, że męski tenis od wielu lat przeżywa regres. Monaco to taki zawodnik na 2, 3 rundę, który cierpliwością może uszczknąć czasem coś więcej na ziemi. statystyka dla takich tenisistów to jakieś 20 miejsce max. takie jak kiedyś mieli np Hiszpan Clavet, czy Galo Blanco. zresztą technicznie i taktycznie lepsi i ciekawsi. okazuje się że w ostatnich latach do czołówki zapisują się tacy zawodnicy jak Simon, Monaco, albo Cilic, Isner, Soderling, Berdych. no cóż, taka jest teraz ta "czołówka". naszły takie czasy że człowiek zaczyna kibicować takim zawodnikom jak Almagro czy Tipsarevic. mecz bez historii, za kadr 2+
        • Gość: tenisista 45) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:44
          BUENOS AIRES Ferrer - Almagro 4:6, 6:3, 6:2 bardzo słaba widoczność na retransmisji jaką złapałem w Canal+. obraz nieco rozmyty, chociaż dało się jakoś ostatecznie zobaczyć. kadr kortu przeciętny, słabo się oglądało. wolna bardzo mączka, taka jak w dawnych zamierzchłych czasach i wolne duże antyaktywne piłki duże jak to lubią Hiszpanie. w przeciwieństwie do tego pozytywnego Almagro, Hiszpan ten zawodzący nadzieje fanów dobrego tenisa, mimo swojego talentu gra czasami takie mączkowe maratony. niby uderza te piłki ciekawiej niż taki Ferrer ale bez wyrazu. przypomina to nieco takiego uśpionego Verdasco który czasem na hardzie, nawet na trawie potrafił kiedyś zagrać ciekawy mecz, ale akurat na ziemi praktycznie wchodził w mączkowe wymiany upodabniając się do klasycznej gry swoich przodków ziemnych. w zasadzie to ja lubię nawet "klasykę" z kortów ziemnych ale jak to są jakieś takie argentyńskie historie jak Squillari, Puerta, Calleri, Zabaleta, czy taki Peruwiańczyk Horna, czy Hiszpanie jak Ferrero, Robredo kiedy mieli trochę więcej dynamiki w sobie, czy Muster niech będzie. ale na tym korcie piłka energii nie miała, grali sobie wymiany i Ferrer zagrał równiej dwa ostatnie sety. nie lubię takich meczów Hiszpanów, przeciętny mecz. 2+
        • Gość: tenisista 46) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:45
          MONTPELLIER Berdych - Monfils 6:2, 4:6, 6:3 po pierwsze beznadziejny obraz kortu w telewizorze i na tym można by zakończyć ocenę. cóż bowiem można powiedzieć, skoro piłki dobrze nie widać, na tle bladego niebieskojasnego koloru, a jakość transmisji jest kiepska. kadr kortu też wąski niedobry. a sam mecz, który oglądało się z niechęcią ze względu na obraz w telewizorze, do porywających nie należał. Monfils po raz drugi w finale i psuje mecz jakimiś problemami z kolanami. Berdych ma ostrzejszą piłkę, Monfils poza kilkoma przerywnikami przerzuca w dawnym stylu i nie rozumie że to nie nawierzchnia ziemna. mecz słaby po obu stronach, bez żadnych ciekawszych momentów. jak na finał turnieju nuda nieprzeciętna. ocena 2
        • Gość: tenisista 47) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:45
          HOUSTON Monaco - Isner 6:2, 3:6, 6:3 mecz może taki zły nie był ale do ładnych na pewno nie należał. natomiast kadr kortu i kolor mączki jak z jakiegoś ITFu. do tego bandy tuż przy liniach. Isner to taki proto-Janowicz i post-Roddick. ma serwis, wzrost i siłę, niestety jakiejś wielkiej filozofii w jego grze nie ma. Monaco to mączkowy rutyniarz który czasem zagra nieźle ale do artystów też nie należy. mecz mógł być może i na 3 z plusem, ale kadr kortu słaby i oglądanie na 2-
        • Gość: tenisista 48) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:46
          ATLANTA Roddick - Muller 1:6, 7:6, 6:2 jest to pierwszy mecz którego nie obejrzałem, z racji transmisji i jakości obrazu. po raz kolejny Sportklub retransmituje z kiepską jakością mecze z USA. obraz jest zamazany, niewyraźny chociaż wydaje się "gładki", kadr kortu odległy i na granatowym korcie, nie widać żółtej piłeczki, a piłeczki przecież małe teraz w turniejach nie są. nie ma sensu oglądać meczu podczas gdy nie widać jak leci piłka i gdzie upada. a po drugiej stronie siatki w tym turnieju nic praktycznie nie było widać. mecz nawet chyba był całkiem niezły dla oka, ale za brak widoczności ocena może być tylko jedna. 1!
          • Gość: tenisista ano widać od razu różnicę między Riosem i Corią IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 02.01.13, 14:41
            a Federerem i Nadalem

            ci grają sobie w jakichś przeciętnych warunkach a Rios i Coria grają w warunkach ekskluzywnych i spektakularnych. czy się wybiorę zależy od tego, czy dostanę zaproszenie. tak czy owak warto oglądać teraz mecze pokazowe Riosa bo już nie gra w zawodowych. mecze pokazowe mają wyraźną przewagę nad tymi zwykłymi. zawodnik nie gra na wynik i eksperymentuje dowolnie z formą gry, poza tym nie musi przestrzegać śmiesznego regulaminu. dziś na przykład regulamin nie przewiduje gry 1,5 km pod ziemią. Rios to awangarda a ATP to konserwatyzm.
        • Gość: tenisista 1) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:47
          US OPEN Williams Serena - Azarenka 6:2, 2:6, 7:5 pierwsze to jeszcze temat męskiej części turnieju, i nagrywarek oraz organizacji transmisji. to ja nagrywam kilka dni z rzędu całą dobę sobie US Open na prawie pustej nagrywarce, żeby już wszystko się po kolei nagrało. i co się okazuje? najpierw jeden ćwierćfinał nie nagrany, bo nie leciał w ogóle na głównej antenie. potem w dzień kiedy miał być finał kobiecy - finał ten odwołano bo wiatr był. ale co najciekawsze, w tym samym dniu kazano grać przy rzeczywiście kuriozalnej pogodzie Berdychowi z Murrayem, za to nie pozwolono grać Ferrerowi z Djokovicem. wszystko sobie nagrywałem, i zobaczyłem męskiego półfinału 7 gemów, i finału 0 gemów, bo w wyniku odwołania meczu półfinałowego nie rozegrano w ogóle finału następnego dnia. nie obejrzałem w ten sposób ani półfinału Djokovica z Ferrerem, i nie obejrzałem w ogóle finału. a wszystko wynikiem skandalicznej decyzji, za którą stało lobby Djokovica. zdziwiony byłem kiedy Mats Wilander przed meczem z Djokovicem powiedział że to powinny być 3 krótkie sety dla Serba. jak pisałem przy okazji omawiania meczu z Berdychem i Murrayem, preferowani są zawodnicy grający bardzo pewną piłką przy wietrze, albo tacy którzy mają bogaty intuicyjny techniczny tenis z dużą zdolnością improwizacji. Ferrer ze swoją podstawową bardzo prostą technicznie ale zarazem bezpieczną i pewną grą, nie był przegrany w wietrznych warunkach. zresztą wydawało się że wiatr wbrew zapowiedziom jest nieco słabszy niż w pierwszym półfinale. jak zobaczono że Djokovi nie idzie, chamsko przerwano mecz Ferrerowi żeby nie wygrał i rozwalono cały harmonogram rozgrywek. oglądając z odtworzenia oglądam na ogół z jakimś opóźnieniem a żeby nie znać rezultatu nie interesuję się wynikiem więc nie mogę przewidzieć, czy mecz jest przesunięty czy nie. dlatego nagrywam z dużym zapasem czasowym wszystkie mecze czyli o kilka godzin dłużej niż są zaplanowane! i mimo to, okazuje się że połowa z tych spotkań około nie mieści się wcale w zaplanowanym czasie! trzeba być kompletnym idiotą, żeby w czasach kiedy poziom rozgrywek spadł niemal na samo dno, oglądać to wszystko i pilnować na żywo, a nagrywanie 24 h na dobę nawet nie starcza do zmieszczenia meczów w ramówce! takie uroki ma dziś tenis, i US Open również. natomiast przechodząc do jakości finału tego turnieju w wykonaniu pań, to można powiedzieć że w-r-e-s-z-c-i-e amerykański tenis wrócił na korty US Open. tenis którego kiedyś znakiem firmowym była gra Samprasa i Agassiego, później Roddicka, Fisha, i Blakea, ale także gra Davenport i sióstr Williams. i wrócił oczywiście nie dzięki zawodnikom, ale dzięki nawierzchni i piłkom. to zdecydowanie najlepszy finał w tym roku, i wreszcie może pierwszy mecz, który można zaryzykować że "warto było oglądać". dwie tenisistki z 3 dzisiaj zdecydowanie lepszych od pozostałych, biorąc pod uwagę i możliwości, i formę, a więc Serena i Azarenka bez Szarapowej, zresztą grające amerykański tenis, zagrały wymiany których nie powstydziliby się mężczyźni. jakoś taka Azarenka potrafi grać agresywnie i ofensywnie, kiedy piłki odbijają się ciut niżej, lecą szybciej, i są dynamiczne. potrafi atakować, i grać uderzenia bezwzględne, dokładne, i precyzyjne, tak zwane ryzykowne. a jakoś w innych turniejach gra dużo bardziej miękką piłką. to Azarenka jest miękka, czy piłka? warto popatrzeć jak gra Serena, bo najprawdopodobniej to niedługie czasy kiedy jeszcze taki tenis zobaczymy. a potem pustka zanosi się na to, że przez wiele lat. to ostatnia tenisistka która została z czasów, kiedy tej klasy zawodniczek było z 10 w czołówce. dziś tylko Azarenka i Szarapowa na codzień mogą powalczyć z Sereną i kilka tenisistek w najwyższej formie, kiedy ta ma dzień. soczyste konkretne, szybkie wymiany, i niemal każda na wysokim poziomie. jeśli błędy, to błędy kilkucentymetrowe albo wymuszone dobrym zagraniem przeciwnika, albo związane z podjęciem decyzji o zagraniu trudnej ryzykownej piłki z wysokiej półki. zwykłych niewymuszonych bardzo mało. w pełni ofensywna gra od początku do końca. to nie tenis, kiedy jedno atakuje, a drugie się broni, albo oba przerzucają, i czekają które pierwsze zdecyduje się trochę nacisnąć. tylko tenis kiedy każdym zagraniem jedna zawodniczka próbuje odebrać inicjatywę drugiej, i tak przez cały czas zaciętego meczu. Azarenka tym meczem się nieco zrehabilitowała, bo to nie jest zbyt ciekawa liderka tak jak do tej pory. Serena może nie gra identycznie tak jak z 5 lat temu, w końcu wiek robi swoje, ale nie jest to specjalnie widoczne dla oka. wygrała zasłużenie, bo Azarenka serwując na mecz, pokazała nie pierwszy raz słaby charakter i drżącą rękę przy serwisie, i nie tylko. do tego czasu mecz po obu stronach stał na bardzo wysokim poziomie, jak na realia dzisiejszego kobiecego tenisa. potem Serena wywalczyła zwycięstwo bardziej zdecydowaną grą. wynik nie był pewny do końca. zawsze widywało się mecze jeszcze lepsze, ale dziś chyba takich już w tym składzie top 100 nie zobaczymy. 5-
        • Gość: tenisista 2) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:48
          ISTANBUL Williams Serena - Szarapowa 6:4, 6:3 w sumie słabszy mecz niż ten na US Open z Azarenką, ale i tak chyba 2 najlepszy finał w tym roku. w przeciwieństwie do zawodników których gry nie szanujemy czyli grających według filozofii "po co grać każdą piłkę jak by to miała być najlepsza piłka na świecie", czyli filozofii najnudniejszego trenera Brada Gilberta, który wychodował jednego z najnudniejszych zawodników Andyego Murraya, te panie grają każdą piłkę tak, żeby wahała się w przedziale dobra-najlepsza. ponoszą przy tym ryzyko związane z skalą trudności i dokładności planowanego zagrania. obie panie grały pod koniec roku jak by im przybyło energii, na czym oczywiście zyskuje w jakimś stopniu fizyczny tenis. Serena kontroluje z dużo większą łatwością i swobodą większość piłek, Szarapowa gra tenis bardziej na siłę, ale wiele dobrych punktów też posyła. w dzisiejszych czasach Serena jak ma dzień jest najlepsza, niestety. niestety mówię, bo kiedyś była dużo większa grupa zawodniczek, która mogła grać na równi z tą, i to wtedy kiedy była w jeszcze lepszej niż dzisiaj formie. teraz są tylko tenisistki co najwyżej młodsze, świeższe, i sprawniejsze. na pewno nie są lepsze. ostatni turniej w sezonie, i co na podsumowanie. w tym roku oglądałem tylko finały, i kilka meczów z Istanbula. transmisje nie są precyzyjnie nagrywane na nagrywarkach więc około 1/3 meczów się w całości na nagrywarce nie zmieścila. jeśli chodzi o poziom, od dawna jest on jaki jest. do niedawna, niektóre "dawne" zawodniczki trzymały jakieś minimum: Schiavone, Zvonareva, Pennetta, Henin, Clijsters, Kuzniecowa, nawet koza Dementieva, Venus Williams, Schnyder no i dalej niż 3 lata wstecz się nie cofam bo było dużo lepiej. teraz poziom trzyma tylko Szarapowa i Serena Williams. 4
        • Gość: tenisista 3) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:49
          ISTANBUL Szarapowa - Stosur 6:0, 6:3 bardzo dobry mecz Szarapowej w którym Stosur nie miała nic do powiedzenia. miło się ogląda Rosjankę atakującą każdą piłkę i grającą agresywny siłowy ofensywny tenis bez kompromisów. dobry plasing, presja za każdym uderzeniem, tenis na zabicie i po winnery. tak jak by Szarapowa się wzmocniła, gra mocniej ale przede wszystkim jakby miała więcej energii. żywsza, szybsza, dynamiczniejsza. fajny mecz, Szarapowa jak za dawnych lat. 4
        • Gość: tenisista 4) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:50
          LINZ Azarenka - Goerges 6:3, 6:4 wreszcie jakiś finał z jedną z tenisistek które lubię. Goerges po raz kolejny udowadnia że jest wyróżniającą się tenisistką, ale słabą zawodniczką. oznacza to że ktoś gra w tenisa w sposób ponadprzeciętny, często bardzo dobry a czasem nawet wyjątkowy ale słabo gra na punkty. w tym przypadku obciążyłbym psychikę przede wszystkim. pamiętam nie tak dawny mecz z Radwańską kiedy Goerges dała jakiś popis paniki. tutaj wiele akcji bardzo dobrych, niemniej brak kontroli gry w ważnych momentach. Azarenka w zasadzie zdała egzemin w meczu z Sereną na US Open. od tej pory wiemy że jest dobrą tenisistką, aczkolwiek woli grać bardziej regularnie niż spektakularnie. Goerges ma świetny serwis, i naturalny bardzo dobry precyzyjny forhend, do tego ofensywną grę przy siatce. w ogóle ona ma bardzo dobry repertuar ofensywny, reszty nie uruchamia. gdyby nie ta głowa, to mogłaby być tam gdzie Szarapowa czy dawno temu Ivanovic. niestety wiele spotkań rozgrywa dość nerwowo, a to nie daje zwycięstw. Azarenka bardziej regularna, aczkolwiek poziom meczu niezły za sprawą wielu akcji Julii z najwyższej ofensywnej półki. do dziś liderka rankingu nie nauczyła się egzekwować gemów meczowych. acha, piłki jakby lżejsze, nawierzchnia dobra, kadr odpowiedni. takie warunki gry mi pasują. 4-
        • Gość: tenisista 5) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:50
          ISTANBUL Szarapowa - Errani 6:3, 6:2 kiedy oglądało się mecz Roland Garros w tym duecie, miało się wrażenie że idealnie Rosjance podpasował kort i warunki i dzień z pogodą włącznie. pewnym niedopowiedzeniem było, czy aż tak w tym dniu pasowała jej gra rywalki. według schematu, teoretycznie zawodnikom grającym w stylu Szarapowej, niezbyt pasuje styl gry regularnych defensorek takich jak Errani właśnie. ten mecz pokazał jednak, że Errani to idealna tenisistka przy której Szarapowa może rozwinąć skrzydła i w pełni pokazać swój potencjał. po raz kolejny grając z Errani, Szarapowa gra jeden z najlepszych meczów w ostatnich latach, z jednej strony mogąc swobodnie wyprowadzać swoje ulubione uderzenia, z drugiej będąc zmuszona do starannego wykańczania bardziej złożonych niż przeciętnie akcji. no bo Errani nie da się zabić jednym uderzeniem. Errani nie jest w stanie zrobić krzywdy niczym Szarapowej, poza tym że przedłuża wymianę, Szarapowa nie obawiając się niczego złego ze strony Włoszki, spokojnie wyprowadza ofensywne zagrania z pełną kontrolą piłki i odpowiednią precyzją dokonując egzekucji na bezbronnej przeciwniczce. bardzo fajnie się ogląda takiego chłopca do bicia, zwłaszcza jak taka rola przypada oczywiście Radwańskiej. Errani to jedyna zawodniczka z tego grona którą uważam za słabszą od Radwańskiej, chociaż wcale nie tak bardzo. i nieliczna z pierwszej setki. Errani podobno za idola ma Davida Ferrera. jaki idol, taka fanka. Ferrer to tylko bardzo pracowity i dobrze wyuczony rzemieślnik nie umiejący się popisać niczym niezwykłym. waleczny, z latami coraz bardziej ofensywny. ale na tle najlepszych i najciekawszych zawodników to przeciętniak. czasami nadrabia intensywnością gry i z wiekiem rosnącą agresją. Errani na twardym korcie nieco zmieniła swoją grę pod górę na szybsze tempo, ale to podobny obrazek w kategoriach kobiecych rozgrywek. zawodniczka która niczym wielkim nie ukąsi, ale trzeba ją zniszczyć dokładnym atakiem, bądź mniej schematyczną grą i tylko tyle. to na razie taki Ferrer mający 25 lat. brak ofensywy, i tego zacięcia. mecz o tyle udany, że Szarapowa przeprowadziła wiele bardzo dobrych akcji, Errani za to praktycznie tylko przedłużała obronę. 4-
        • Gość: tenisista 6) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:51
          ISTANBUL Li - Kerber 6:4, 6:3 drugiego dnia rozgrywek grupowych nie oglądałem bo jakoś się nie nagrał. natomiast to trzeci dobry mecz jak na poziom tego co w tym roku widziałem w tym turnieju. Kerber nie była do końca sprawna fizycznie, ale przecież do piłek dochodziła jeśli nie były za dobre, za to z miejsca grała lepiej niż w meczu z Williams. Li zagrała bardzo dobry mecz. to taka zawodniczka która wiele spotkań gra w trybuny, ale jak się skoncentruje zmotywuje i przygotuje potrafi grać na poziomie typowym dla pierwszej piątki WTA, nawet w lepszych czasach. takie mecze gra stosunkowo rzadko, ale jak są, jest to światowa czołówka. dobry timing, precyzja i kontrola zagrań celnie i stosunkowo ryzykownie plasowanych, wiele ofensywnych i płaskich zagrań z głębi kortu, bez błędu na długość. jeśli Chinka kontroluje piłkę, fajnie się taki hardcourtowy tenis ogląda. natomiast Kerber, musiała oglądać Riosa, bo ma wiele zagrań całkiem podobnych. można kilka uderzeń też zobaczyć z przyjemnością 4-
        • Gość: tenisista 7) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:52
          ISTANBUL Serena Williams - Azarenka 6:4, 6:4 po tym co pokazały panie na US Open i po formie jaką niedawno prezentowała Azarenka, można było się spodziewać lepszego meczu. Serena zagrała swoje, trochę przestojów było, ale jak już grała to bardzo dobre piłki szły. Azarenka jednak zagrała bardzo przeciętnie, i była tłem dla Amerykanki pod każdym względem. wydaje się że Azarenka z racji specyfiki fazy grupowej postanowiła nie przemęczać się za bardzo przed meczem z Chinką, czując przewagę Sereny. mimo to dużo dobrych piłek Amerykanki. chociaż Azarenka nie grała lepiej niż poprzednia rywalka Williams. 4-
        • Gość: tenisista 8) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:53
          CHARLESTON Williams Serena - Safarova 6:0, 6:1 hm. w zasadzie mecz praktycznie nie istniejący jako pojedynek jakkolwiek wyrównany, ale po pierwsze. kadr jest może nie optymalny, ale najbliższy z tegorocznych. im jest niższy kadr, i bliższy grających tym jest lepszy. zawsze mógłby być niższy, ale takie się bardzo rzadko zdarzają. natomiast mógłby być troszkę szerszy żeby się lepiej oglądało, mimo to był proporcjonalny. druga sprawa, to wielkość piłek. piłeczki mniejsze, i gra od razu konkretniejsza. bliższy kadr, kort nieskrócony, i szybsze piłki - naturalny prawidłowy obraz gry i się lepiej ogląda. od razu na tym tle widać różnicę między tenisem dobrym a przeciętnym czy kiepskim. Safarova nic nie pokazało chociaż potrafi więcej. Serena zagrała zwykły dobry mecz, i chyba nikt kto ją wychwalał w tym meczu nie oglądał tenisa 3 lata temu i więcej. wtedy tak się grało. ponieważ kadr jest sprawiedliwy, każdemu tłukowi który uważa że takie tenisistki jak Safarova czy Williams grają siłowo trzeba zrobić lobotomię, ale zanim to nastąpi, należy polecić obejrzenie uważniej jak gra Serena. zero siły wkładanej w uderzenie. płynne czyste ruchy, krótkie zamachy, sto procent czysto trafione piłeczki i idealny timing. nie ma żadnych siłowych uderzeń. różnica jest tylko taka, że piłka jest dokładnie w stu procentach zagrana i uderzana rakietą, a nie grana sobie bez wykończenia amatorskim uderzeniem jak to robi na przykład Radwańska, niedogrywająca większości uderzeń, nie umiejąca uderzyć piłki. Safarova też gra lekko, nie ma żadnego huku. piłki się słuchają i szybko przesuwają. okazuje się że wystarczy czysto trafić tam gdzie się chce, i mieć kontrolę i jest winner za winnerem. niestety tak beznadziejny jest poziom damskiego tenisa, że tak grająca Williams, grająca dopiero tenis na dobrym wysokim poziomie, jaki powinien charakteryzować wszystkie zawodniczki pierwszej 30 co najmniej, jest bezkonkurencyjna. ładny widok uderzeń, chociaż Safarova podawała tylko piłki. ocena 4= za mecz, ale ładny kadr i szybkie piłki.
        • Gość: tenisista 9) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:53
          ISTANBUL Radwańska - Errani 6:7, 7:5, 6:4 wydaje się że panie zagrały taki mecz jaki mogły zagrać. nie jest to poziom za wysoki, ale i tak lepiej niż się można było spodziewać. cała prawda o możliwościach jednej i drugiej wyszła w pierwszym secie który stał nawet na w miarę wysokim poziomie. mało błędów, i żeby wygrać któraś musiała w końcu przejąć inicjatywę. całkiem sporo dokładnych piłek, taktycznych wymian, w których były jakieś zwroty akcji. nie tylko przebitki. niestety z czasem mecz uzależniony był nie od tego jak wiele najlepszych akcji zagra któraś z zawodniczek, i pokona drugą ich ilością, ale raczej od tego ile z poziomu na początku meczu będzie w stanie zaprezentować wraz z upływem czasu. tak więc drugi i trzeci set wyraźnie słabszy od pierwszego opatrzony coraz większą liczbą błędów i prostych akcji na regularność i wytrzymałość. Errani i Radwańskiej leży ich styl gry, i mogły grać swobodnie to co chciały. Errani próbowała trochę naśladować Schiavone stąd mecz mógł być do oglądania. do Schiavone wiele brakuje jeśli chodzi o konkretne akcje, odwagę i wykonanie zagrań, natomiast taktycznie się zbliżyła. czyli bardziej ofensywnie. natomiast Radwańska jak to zwykle, raczej woli kontrować niż kreować akcje, przez co być może grała godzinę albo półtorej dłużej niż mogła. przez to nie zdążył mi się nagrać ostatni mecz fazy grupowej. 4=
        • Gość: tenisista 10) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:54
          SYDNEY : Azarenka - Li 6:2, 1:6, 6:3 po pierwsze całiem fajny kadr kortu, tak jak na starym dobrym US Open dobrze idzie oglądać tempo gry. mecz zawierał wiele niewymuszonych błędów, ale będących konsekwencją staranności tenisistek do zagrywania trudnych ofensywnych i kończących piłek. nie był to mecz nadzwyczajny, ale nie pozbawiający złudzeń że grają jedne z najlepszych obecnie tenisistek WTA Tour, nie skupiających się na przebijaniu na środek kortu, tyle że nie mających nadzwyczajnej formy. mimo to co chwila widzieliśmy trudne kończące zagrania i szukanie precyzyjnego plasingu, więc mecz oceniam całkiem wysoko. zmieniając przyzwyczajenia z ostatnich lat, zostawiłem też mecz na komentarzu Karola Stopy. gdybym nie wiedział kto gra, miałbym wrażenie że Karol Stopa komentuje mecz Radwańskiej z Woźniacką a nie Li z Azarenką. jego zdaniem grająca ryzykowne piłki Li jest typową zawodniczką kontrującą, grającą defensywny tenis, a aktywną grę prowadzi Agnieszka Radwańska. dlatego zasadnym jest zapytanie publiczne Stopy, co on dostaje za gadanie takich bzdur? oczywiście w dzisiejszych tenisie, większość zawodników gra z kontry, ponieważ zmuszają ich do tego warunki gry. sprzęt pozwala wykorzystywać umiejętnie siłę piłki posłanej przez przeciwnika, więc dobrze się gra "z kontry", czyli nie ze stojącej piłki. trudno jednak zawodniczkę lubiącą przeprowadzać atak z wykorzystaniem siły nadlatującego uderzenia nazywać zawodniczką kontrującą i do tego defensywną! dobry urozmaicony tenis, a nie przebijanina na środek kortu chociaż za dużo słabszych momentów dlatego ocena 4=.
        • Gość: tenisista 11) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:55
          BRUKSELA Radwańska - Halep 7:5, 6:0 kort bardzo zbliżony właściwościami do RG, piłki akuratne można by powiedzieć, jak na standardy ostatniej dekady w tenisie, nie te wielkie, tylko dające się kontrolować, ale też mniejsza siła odbicia. jeśli chodzi o kadr kortu trochę daleki ale ok. oglądało się przyjemnie, warunki więc do uprawiania dyscypliny bardzo dobre. mecz Radwańskiej z Halep do obejrzenia. Radwańska odkąd dodała te kilka procent dodatkowych do swojej nudnej przebijanki da się czasem obejrzeć, aczkolwiek mecze z jej udziałem do pamiętliwych widowisk nie należą. Halep dziewczyna nie posiadająca rozstrzygającej piłki, trochę mniej różnorodna od Radwańskiej. Radwańska jednak jak zwylke na tle rywalki wypada mniej atakująco i mniej ma piłek uderzonych, wszystkie pykane lifcikiem. generalnie to trochę tam pomysłu w grze było, kilka ładnych piłek też. najprawdopodobniej grę którą mogłem obejrzeć zawdzięczam niezłym piłkom i dobrej nawierzchni a nie tenisistkom. widać że Radwańska próbuje grać z kontry, i nie lubi wykonywać pełnych uderzeń. mimo to trochę więcej precyzji i urozmaiceń w jej grze jak by dostrzegam niż kiedyś, chociaż zdecydowanie za dużo przerzucania na środek. nie jest to ten środek najgorszy i mdły, ale zdecydowanie za asekuratywnie i bezpiecznie. no ale prowadzenie gry po obu stronach było. najważniejsze że nawierzchnia taka jak mączka w Brukseli nie pomaga, piłki nie odbijają się daleko, i wysoko, przeciętnie piłka odbija się poniżej biodra, ale na pewno nie wyraźnie powyżej biodra, np pod pachą. to jest zasadnicza cecha dobrych kortów ziemnych, piłka odbijająca się nie za wysoko, i nie za mocny odskok piłki. wymusza to dojście do piłki, wykonanie pełnego zamachu, i uderzenie jej własną siłą, spłyca zaś efekt obrony granej zagraniami z kontry. żeby atak był skuteczny, wypada zagrać go zdecydowanie a nie pyknąć piłkę pociągnięciem nadgarstkiem i liczyć na to że nawierzchnia podbije piłeczkę przyspieszy i jeszcze dopomoże. ocena 4=
        • Gość: tenisista 12) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:56
          ROLAND GARROS Szarapowa - Errani 6:3, 6:2 primo. wielki dyshonor dla turnieju że taki ktoś jak Sara Errani dochodzi do finału tego turnieju. toż to gorzej niźliby w finale imprezy wystąpiła Radwańska. secundo - mecz ten można by porównać mniej więcej do meczu jaki się odbył w półfinale tej imprezy między Nadalem a Ferrerem, tylko podzielić to przez 10. zawodnik który nie ma argumentów względem lepszego, i który jest na jego tle wyrobnikiem, i ustępuje mu niemal w każdym elemencie musi zagrać ważny mecz w turnieju. z tym, że Ferrer nie jest aż tak pozbawiony argumentów, kiedy jest w formie, i dysproporcja między Ferrerem a Nadalem, nie jest aż tak wielka jak między Errani a Szarapową. a do tego forma Nadala a forma Szarapowej to zupełnie inna bajka. różnica między Ferrerem a Nadalem, to różnica między dobrym zawodnikiem aczkolwiek nienajlepszym na miarę swoich czasów, a jednym z najlepszych zawodników swoich czasów, a zarazem najskuteczniejszych. a różnica między Errani a Szarapową, to różnica między zawodniczką prymitywną, i bezbarwną z trzeciego rzędu, a wielką gwiazdą i jedną z najlepszych zawodniczek ostatnich 10 lat. na tle Radwańskiej nawet, Errani której filozofia gry jest całkiem podobna, gra tenis siermiężny, i bardziej wyrobniczy. na tle Szarapowej to jest kolosalna różnica. mimo że Radwańska gra tenis beznadziejny taktycznie, to przynajmniej umie coś atm ręką zagrać trochę bardziej niuansowo, Errani nawet tego nie potrafi. Szarapowej tenis dobrze wypada jak to tenis ofensywny na kortach ziemnych, ale przed kontuzją grała kiedyś lepiej. Maria zagrała dobry mecz, niedużo błędów, wiele bardzo precyzyjnych ofensywnych piłek. z 20 świetnych zagrań. Errani, może trochę podpatrzyła jak gra Schiavone, bo kilka akcji w podobnym stylu, chociaż słabszym wykonaniu, poza tym taka przeszkoda która odbija piłki w niezbyt ciekawym stylu, nie mająca żadnego wielkiego uderzenia i ciekawej akcji. jak wiemy w tenisie najważniejsze jest to jak zawodnik gra, i co potrafi i chce grać. a nie to czy wygrywa. niestety Errani może umie walczyć, ale robi to w sposób nie robiący najmniejszego wrażenia na Znawcach Dyscypliny Jaką Jest Tenis. najprawdopodobniej ta dziewczyna potrafi tylko tyle co pokazała w finale, a jest to zdecydowanie mniej niż to co potrafi Sandra Dulgheru. jak widać, dziś w finale GS może wystąpić każdy więc trzeba już uprzedzić kiboli Radwańskiej, że w razie gdyby kiedyś przypadkiem Radwańska doszła do tej fazy turnieju, to jest to nic takiego. każdy po prostu może być w finale wielkiego szlema, jeśli gra w rozgrywkach WTA, i każdy może być nr.1. żadna filozofia. Szarapowa zagrała na prawdę dobry mecz ale Errani nie była adekwatną rywalką, chociaż próbowała być nieustępliwa. kilka piłek zagrała nawet całkiem ładnych, z tym że to nie jej normalna gra, a szczyt możliwości. dla Szarapowej 5-, dla Errani 2+. średnia? 3+
        • Gość: tenisista 13) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:56
          ISTANBUL Serena Williams - Kerber 6:4, 6:1 kadr kortu już mamy omówiony, nie wiem po co taki odległy. mecz w dobrym wykonaniu od strony Sereny i w przeciętnym ze strony Kerber. pamiętam że kiedy pierwszy raz zobaczyłem Kerber uznałem że gra lepiej od Radwańskiej. było to wtedy kiedy Kerber była gdzieś na 40 pozycji. dziś Kerber jest tam gdzie wtedy Radwańska, i mimo że gra lepiej, trudno powiedzieć żeby to był mocny reprezentant pierwszej 10. w Kerber może podobać się jej styl gry przypominający tor lotu piłki przy niektórych zagraniach Riosa. wiele niezłych zagrywek, stosunkowo urozmaicona gra z głębi kortu. bez dużej siły za to nie defensywnie. jednak na tle Williams widać że jest to ciągle druga liga. Serena nie zagrała na 100%, ale miło patrzeć na pewną grę Amerykanki. 3+
        • Gość: tenisista 14) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:57
          QATAR : Azarenka - Stosur 6:1, 6:2 po pierwsze jeden z najbardziej optymalnych kadrów kortu. nie specjalnie spłaszczony, nie specjalnie skrócony, ale też nie wydłużony. szybkość piłki i kąty wyglądają naturalnie, kolor też przyjemnie odznacza się na tle żółtej piłeczki. do tego nawierzchnia jak by szybsza, chociaż sprawiedliwa, aczkolwiek w męskim turnieju takiego wrażenia nie miałem, może kadr był trochę inny albo pogoda zła. kolejny finał z Azarenką, i choć nie mogę powiedzieć żebym grą Białorusinki się oficjalnie zachwycał, jest to dobry tenis w miarę kompletny, i bezbłędny, przesunięty bardziej w stronę spokojnej kontrowej ofensywy, bez przebitek w wolnym tempie na drugą stronę. Stosur gra ogólnie taki męski tenis, więc fajnie się ją ogląda, kiedy ma dzień. tym razem wiatr boczny trochę przeszkadzał a Stosur miała średni dzień więc było dużo błędów. dlatego mecz jednostronny i stąd ocena 3+. kadr kortu prawie optymalny, niektóre wymiany bardzo dobre, ale bez emocji i jednostronnie, no i szybko, chociaż poziom całkiem dobry. 3+
        • Gość: tenisista 15) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:58
          DUBAI Radwańska - Goerges 7:5, 6:4 w sumie finał i nie taki straszny i nie taki jaki bym oczekiwał. kolejny mecz w którym można by powiedzieć że dziewczyny w finale prezentują zadatki dobrego czy ciekawego tenisa, ale ciągle nie można oceny wydać na 4. można powiedzieć że rozczarowała Niemka, która wykazała się jakąś dużą nerwowością na czas trwania meczu, która była niezależna od gry Polki. niestety jest prawdą że tenis kobiecy dzisiaj to tenis bardzo niepanujących nad grą dziewczynek które nie potrafią zagrać meczu w sposób opanowany, równy w jakości, z dużą pewnością gry. w momencie kiedy tak gra w tenisa większość tenisistek, nawet tych najbardziej uzdolnionych, nie dziwne że te które grają bezpieczniej, bardziej zachowawczo i kunktatorsko, ale równiej i przez to zdecydowanie pewniej, są przynajmniej w rankingu tam gdzie one. to powód dla którego Azarenka jest nr.1, była nim wcześniej Woźniacka, czy Jankovic, a teraz numerem 5 stała się, miejmy nadzieję tylko na moment Agnieszka Radwańska. kolejny mecz z cyklu "Radwańska nie wygrała, tylko Goerges przegrała", chociaż mimo wszystko nie powiedziałbym że to najbardziej beznadziejny mecz Polki w karierze. gdyby to był pierwszy mecz Radwańskiej jaki widziałem w życiu, powiedziałbym że grała całkiem nieźle. problem polega na tym, że ja widziałem już dziesiątki jej meczów, i że zmiany idą bardzo powoli. niby co roku jakiś elemencik dokłada, do tej swojej spokojnej równej podstawowej gry, ale ciągle są to promile w miejsce radykalnej zmiana jakości. na uwagę zasługuje duża pewność siebie, i większa kontrola zagrywanych piłek, które mimo że nie są lokowane specjalnie bardziej ryzykownie, niż kiedyś, ma się wrażenie że są czasami zagrywane a nie odgrywane. czyli jak by mniej tej czystej defensywy. kilka zagrań trochę ładniejszych od przeciętnych, więcej zdecydowania i przemyślenia w grze. zarejestrowałem też kilka bekhendów ala Rios mający 5,5 roku, a więc jak zwykle na środek i zachowawczo, ale miejmy nadzieję że to nieśmiałe próby z których kiedyś urosną bardziej konkretne zagrania. Goerges jest zawodniczką mająca większy potencjał, ale o jakiejś zupełnie niedojrzałej psychice. setki piłek wywalonych na aut, co nie jest problemem, wtedy kiedy efekt jest wkalkulowany i poniekąd zamierzony. niestety Goerges autenczynie nie kontrolowała wielu zagrań, dlatego że po prostu nie panowała nad nerwami. ale było wiele dobrych akcji, w pierwszym secie przede wszystkim. Radwańska gra piłki miękko, Goerges twardo uderza. forhend ma bardzo dobry, serwis też. całkiem też potrafi rozgrywać, wolniejszą piłką ale do takiej gry trzeba mieć uspokojone nerwy. miejmy nadzieję że Niemka szybko dojrzeje i zacznie grać na miarę swoich możliwości. Radwańska lepsza mentalnie i silniejsza psychicznie, to główne cechy dzięki którym wygrywa z rywalkami. gra ma jakieś ozdobniki ale są one wyciągane zdecydowanie za rzadko w stosunku do oczekiwań widza mającego minimum wymagań. ocena meczu za niektóre akcje 3+.
        • Gość: tenisista 16) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:58
          PARIS Kerber - Bartoli 7:6, 5:7, 6:3 przede wszystkim dziwny kadr kortu. kort niby proporcje ma całkiem dobre, ale jak by z boku i z góry zamiast zza zawodniczek, co psuło trochę jakość oglądania. po drugie, niby Eurosport transmituje turniej, ale retransmituje finał z którego pokazuje fragmenty. trudno oceniać mecz którego się widziało fragmenty. to co można na ich podstawie powiedzieć, to to że nie był taki zły, biorąc pod uwagę poziom dzisiejszego tenisa pań. po pierwsze Kerber gra całkiem dobrze technicznie, Bartoli z kolei potrafi zaatakować i zagrać winnera powershotem. wydaje się że pierwsze dwa sety mogły stać na dobrym poziomie, natomiast trzeci grany w 3 godzinie gry nie mógł być już tak udany. ten nam jednak Eurosport zaprezentował w największym fragmencie. Kerber gra trochę tak jak Schnyder, co zapewne zawdzięcza lewej ręce. zero siłowych rozwiązań, ale tenis w sumie chociaż lekki, nie taki nieaktywny. dużo gry kątowej otwieranej leworęcznym forhendem, i po linii wykończeń z bekhendu i forhendu. do tego całkiem niezłe akcje koło siatki. jako gra podsatwowa to całkiem nieźle. niestety brakuje jakichś większych błysków i ryzykownych akcji, niemniej jednak wiele precyzji jest w piłkach tej tenisistki. zapewne znajdą się idioci tenisowi, próbujący porównać prymitywnie styl Radwańskiej beznadziejnej do Kerber, opierając to porównanie jedynie na podstawie lekkości zagrywanych piłek, z której to kibole tej prymitywnej tenisistki, wyciągają dalej idące wnioski o technice, sprycie, czuciu w ręce i innych pierdołach. podstawowa różnica między tenisistkami wyższymi a niższymi polega na tym, że te wyższe otwierają kąty a te niższe je zamykają. Radwańska, i Simon przede wszystkim, tak jak kiedyś Hingis zamyka grę kątową grając do środka, obojętne czy skieruje piłkę nieco bliżej linii środkowej pola serwisowego, czy np linii bocznej. jest to ze wszech miar żałosny i katastrofalny tenis. Kerber otwiera kąty i gra kątowo zarówno w ofensywie jak i defensywie grając np minięcie. grając wzdłuż linii gra przy linii i do narożnika a nie bezpiecznie zbliżając piłkę do środka i na półkortu. to jest zasadnicza różnica. poza tym, Kerber ma lekko naciągniętą rakietę, i fajnie ciągnie uderzenia po rakiecie co typowe jest dla wyższych tenisistów, takich jak Schnyder, czy Rios, a czego nie mają pompujący siłowo np Nadal, czy Verdasco. Bartoli czasami zagrała jak Seles, no i mecz mógł być. w przypadku Kerber należy też zwrócić uwagę na akcje które mają plan taktyczny a nie są przebijanką czekającą na błędy, jak i też doprowadzanie ich do końca. np taka Radwańska nie umie skończyć piłki tylko wiecznie przebija. chociaż Kerber gra lekko, i mało w sumie ryzykownie jej pomysły są dużo bardziej atrakcyjne dla oka. z racji kadru kortu i pociętych transmisji ocena 3+
        • Gość: tenisista 17) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 14:59
          NEW HAVEN Kvitova - Kirilenko 7:6, 7:5 w sumie typowy mecz tych dwóch tenisistek czyli nie wspięły się na swoje szczyty i wyżyny. jak tenisistka z dzisiejszego WTA gra swój typowy mecz, zwłaszcza z młodszego pokolenia to znaczy że nie ma się czym zachwycać. nawet jeśli to jest Kirilenko która wydaje się jaśniejszą gwiazdką na tle jej rówieśniczek. kadr kortu za wysoki, chociaż mieścił się od biedy w normie. dobra geometria, za duża wysokość. wyrazistość szczegółów ok. jeśli chodzi o grę to kiedy Kirilenko gra swój normalny mecz, gra trochę za mało takich radykalnych ryzykownych akcji i jej gra trochę jak Radwańskiej zależy od siły gry rywalek. w tym przypadku mówimy raczej o sile dosłownie, a więc sile fizycznej. niestety Kvitova to bardzo silna fizycznie tenisistka, więc dopóki nie daje szansy Kirilenko za wiele nie umie przeciwstawić. kiedy dostaje szansę jednak, w przeciwieństwie do Radwańskiej, atakuje i wywalczy swoje ofensywnymi chociaż nie tak mocno granymi siłą akcjami. żeby grać ofensywnie w ogóle nie trzeba grać siłowo, ważne żeby atakować a nie przebijać czy się bronić. następny temat to kondycja Kirilenko i pań w ogóle. jeśli dzisiaj zawodniczki zagrają dobry fragment gry, a tu takie były - głównie druga połowa pierwszego seta, to potem tracą na koncentracji i jednak kondycji a więc i precyzji. a jak się gra odważniej to łatwiej wywalić na aut, bo się nie gra bezpiecznymi półśrodkami, jak to Radwańska - ciułaczka punktów. Kvitova to taka namiastka Davenport z tym że gra lewą ręką. ma duży potencjał, brakuje jej jednak tej naturalności i płynności, lekkości, czyli też timingu i ręki Davenport. styl natomiast niemal ten sam. jeśli chodzi o Kirilenko chciałbym ją porównać do Kurnikowej bo obie Rosjanki ale tu odległość widzę większą. Kurnikowa trafiała wszystko z ogromną swobodą i lekkością, strzelając ofensywne płaskie piłki po liniach, miała naturalne czucie w ręce, była bardzo precyzyjna, i techniczno-ofensywna. grała ryzykownie, ale nie widać było wysiłku w jej zagraniach. Kirilenko nie ma tak dobrej ręki, gra jednak mniej ryzykowne i mniej dokładnie uplasowane akcje, nie ma też tego przyspieszenia co Kurnikowa. mimo to jest taką zawodniczką która prezentuje ładny "akuratny" tenis ze wszystkim w jednym, i przywiązywaniem wagi do ładnych punktów. w dobrych czasach dla kobiecego tenisa Kirilenko powinna zajmować jakieś 10-15 miejsce. ale dzisiaj? mogłaby spokojnie być w 10. grając ofensywnie trochę brakuje siły i dynamiki gry, z kolei defensywa i gra z kontry nie jest domeną Rosjanki co w sumie ok bo po co jej? taką grę można uskuteczniać jedynie przy okazji. kiedy gra się ostrzej i mocniej usztywnia się trochę rękę, chyba że zawodnik ma tyle siły w ręku co Serena Williams. kiedy się usztywnia i chce trzasnąć precyzyjnie i ryzykownie techniczno-ofensywne zagranie margines błędu się zmniejsza. na tym polu widzę największe problemy Marrii, której rodzina miała powiązania jak wiemy z KGB. no ale za rodzinę się nie odpowiada. zresztą kto w Rosji mógł mieć forsę w latach 90tych? tylko mafia i biznesmeni - oficerowie wywodzący się z dawnych - obecnych służb Sowieckiej Rosji. chyba że takie nazwiska jak Kirilenko, Sharapov, Medvedev to nazwiska wyjątkowo w Rosji popularne. jak ktoś chce, niech w to wierzy :). Radwańscy też nie wiadomo skąd się wywodzą, bo np wielu Żydów miało arystokratyczne, rodowe nazwiska. szczególnie chętnie takie nazwiska przybierali Żydzi rosyjskiego pochodzenia. potem mieliśmy różnych Czartoryskich, Potockich i innych. ja tam wolę usztywnioną rękę, ale szukanie ataku do kończenia piłek, niż miękką i celowanie bezpieczne w środek kortu. ocena meczu 3+
        • Gość: tenisista 18) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 15:00
          STUTTGART Szarapowa - Azarenka 6:1, 6:4 kolejne jednostronne w sumie widowisko tylko tym razem w odwrotną stronę. spotykają się panie po raz następny, tym razem pierwszy raz na ziemnej nawierzchni. kto by pomyślał kilka lat temu że Szarapowa będzie miała najlepsze wyniki na kortach ziemnych. okazuje się że od kilku lat nawierzchnia mączkowa, sprzyja tenisowi ofensywnemu, w przeciwieństwie do tej twardej, która sprzyja bardziej regularnym tenisistkom grającym nijakie piłki z kontry. średniawe piłki grane z kontry zyskują trochę efektu na nawierzchniach twardszych, szybszych, wzmacniających właściwości zagrania. korty ziemne wymagają zagrania piłki konkretniej żeby efekt był widoczny, a nie nadstawienia ledwie rakietki. stąd wyraziści zawodnicy coraz częściej skuteczniej wyprowadzają atak na ziemi. słaby mecz Azarenki jak na ten rok, ale lepszy niż dotychczas w finałach Szarapowej. Maria zapowiada niezłe wyniki na mączkę, chociaż porusza się na niej nie lepiej niż na hardzie. kiedyś myślano że ćwierćfinał to szczyt jej możliwości na cegle. tak się obniżył poziom tenisa że teraz może tu być liderką. po raz kolejny mecz składający się z dobrych zagrań Szarapowej, tym razem precyzyjnych piłek było więcej, ale Azarenka słabiej odpowiadała. ocena 3+
        • Gość: tenisista 19) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 15:01
          INDIAN WELLS Azarenka - Szarapova 6:2, 6:3 kolejne spotkanie tych zawodniczek w tym roku i w zasadzie mecz o identycznym przebiegu. poszczególne zagrania Szarapovej 'smaczniejsze', ale wyniku nie ma. Szarapova gra tenis bardziej kanciasty, więcej w nim wyrazistości, i dokładności, omija środek placu gry, gra nisko nad taśmą. jeśli zagranie wyjdzie jest to zagranie często wysokiej klasy. niezły bekhend z głębi kortu, ale przede wszystkim fajny forhend. Azarenka gra tenis uniwersalny w ani dobrym, ani złym tego słowa znaczeniu, czyli średnim. umie zagrać bardziej obłe piłki w stylu nieco podobnym do Szarapowej, i zagrać piłki bardziej konkretne w stylu Woźniackiej. można powiedzieć że to taka prosta wersja Jankovic. więcej mocniejszych zagrań, ale za to mniej techniki i precyzji, a generalnie tenis bazujący na nogach sprawności i regularności. kiedy Szarapowa piłki atakuje, wykonując pełne zamachy, i angażując w to dużo energii, Azarenka przede wszystkim pracuje ciałem i kontruje piłki grane w dużym stopniu z półwoleja, albo krótkich zamachów w półprzysiadzie. umie wygenerować z tego jakąś dawkę mocy, ale raczej ciągle odgrywa a nie atakuje. z tym że jest to dość dokładna i agresywna kontra. mecz w którym jak coraz częściej się dzieje w zawodowym tenisie, ciekawsza tenisistka jest mniej regularna, a mniej ciekawa regularnością i brakiem błędów wygrywa. ocena meczu 3.
        • Gość: tenisista 20) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 15:02
          AUSTRALIAN OPEN Azarenka - Sharapova 6:3, 6:0 jak wiadomo w tym roku zmuszam się do oglądania tenisa tak, jak tego wcześniej nie robiłem więc też włączony został znowu polski komentarz. do tej pory w konkursie na najgorszego komentatora, wygrywał bezapelacyjnie Karol Stopa. ale po tym co usłyszałem palmę pierwszeństwa dzierży człowiek który chyba nie ma najmniejszego pojęcia o tenisie, Sylwester Sikora. wcześniej już wykazał się maksymalnym dyletanctwem, kiedy to podczas Australian Open 2010, wyrażał zdumienie jakością gry Gonzaleza, wszyscy pamiętamy cytat "czy państwo sobie przypominacie, kiedy on tak grał"? Pan Sikora, widocznie jest aż takim dyletantem, że nie obejrzał nawet połowy występów Gonzaleza w ATP Tour, skoro normalną grę Gonzaleza, uznał za grę której wcześniej nie widział. to co on widział? każdy szanujący się komentator powinien znać wszystkie mecze Gonzaleza, i Riosa oczywiście. ale od tej pory datuje się mniej więcej, kiedy zaprzestałem oglądać tenis z polskim komentarzem, poza nielicznymi wyjątkami. więc nie wiem co on jeszcze za głupot przez te 2 lata nagadał. tym czasem, w finale AO postawiono tego dyletanta do komentowania. człowiek który nie ma pojęcia o tym na czym polega najwyższy tenis, próbował kilkakrotnie zawodową tenisistkę indagować, "czy ci się taki tenis podoba" licząc zapewne na zaprzeczenie. mimo pytania z podtekstem oczekiwanej odpowiedzi wprost nie uzyskał, więc sto razy jeszcze dopytywał. w założeniu tych dyletanckich pytań, stało wylansowanie tezy, że tenis jaki grają dzisiejsze tenisistki czołówki czyli Szarapowa, próbująca wcielać w życie wytyczne najwyższego tenisa, i dużo bardziej obła w zagraniach Azarenka, jednak przechylająca się na szalę ofensorek, grają tenis gorszy niż "oczekiwany" tenis Radwańskiej, która za to gra tenis "finezyjny i wszechstronny". od kilku miesięcy na antenie Eurosportu mimo że meczów pań praktycznie nie oglądam słyszę nachalnie wpychaną tezę, że Radwańska gra jakiś unikalny tenis który do tego lubią kibice. ile Pan Sikora, i Pan Stopa biorą za gadanie takich bzdur? kibolstwo przebrzydłe. dyletanctwo na maksa. mecz oczywiście do najlepszych nie należał, bowiem Szarapowa grała jak na siebie słabo, a Azarenka nie lepiej niż przeciętnie. niemniej jednak jak zawsze mogliśmy w wykonaniu Marii zobaczyć dobre chęci, co się liczy najbardziej. chciała po pierwsze grać jak na najwyższy tenis przystało, każdą piłkę precyzyjnie, tam gdzie celowała, w punkt a nie w dowolny fragment kortu z zachowaniem kierunku, jak to czyni Radwańska, czy Woźniacka, po drugie grała nisko nad siatką, i po trzecie mocno, a więc ryzykownie. do tego w ogóle nie próbowała się bronić i grać defensywnie co jest jednym z najważniejszych założeń tenisa najwyższego, który powinien być pozbawiony obrony a opierać się wyłącznie na ataku i braku gry z kontry. Azarenka grała bardziej przeciętnie, czyli podnosiła piłkę, wykorzystywała siłę zagrań Szarapowej, mało ryzykowała, ale i tak nie trudno zauwazyć że jej tenis od zeszłego sezonu przesunął się w stronę ofensywy, a nie jak drzewiej bywało, mocniej uderzanej kontry i regularnej defensywy, w stylu Woźniackiej grającej głębszą piłką. Azarenka to coś między Szarapową, Safiną a Woźniacką i niestety trudno ją wysoko cenić na tle Szarapowej. Szarapowa grała wyższy tenis, ale Azarenka była sprawniejsza i regularniejsza. ocena meczu 3.
        • Gość: tenisista 21) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 15:03
          ISTANBUL Errani - Stosur 6:3, 2:6, 6:0 od jakiegoś czasu nie specjalnie lubię oglądać mecze z Samantą. wszyscy wiedzą że kiedyś mówiłem że to jedna z najlepszych tenisistek, wskazując na zbyt odległe miejsce w rankingu. potencjał był zawsze, jednak stare wady zostały, mimo lepszych notowań. ta tenisistka nie specjalnie potrafi zagrać mecz w którym ma grę pod kontrolą. a jeśli ktoś nie potrafi kontrolować swoich zagrań, z powodu nerwów, czy jak to nazwać to mimo wielu dobrych piłek ciężko się ogląda lawinę błędów, i nieuzasadnione porażki. przecież ten mecz powinna wygrać Stosur. wygrała Errani, która mimo że gra trochę lepiej niż rok temu i wcześniej, głównie broni się i przebija. mecz nawet nie był jakiś bezbarwny, było trochę smacznych piłek Stosur i niezłych wymian dłuższych niemniej jednak nic nadzwyczajnego. 3
        • Gość: tenisista 22) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 15:04
          MOSKWA Woźniacka - Stosur 6:2, 4:6, 7:5 słaby mecz o którym nie warto wspominać. Stosur to tenisistka która ma potencjał ale niestety nie kontroluje zagrań na korcie, co jest związane po pierwsze z brakiem wyważenia siły zagrań i nienajlepszym czuciem w ręce, po drugie z bardzo dużą nerwowością i brakiem kontroli emocji w czasie gry na punkty. Woźniacka ma ten niezły bekhend, i nic specjalnie więcej nie pokazuje od lat, miała lepsze mecze. lawina błędów Stosur z powodu nerwów, i taka sobie gra Woźniackiej. 3-
        • Gość: tenisista 23) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 15:04
          ISTANBUL Szarapowa - Azarenka 6:4, 6:2 niby wygrała Szarapowa ale to nie był ładny i specjalnie dobry mecz. Szarapowa jest naenergetyzowana w tym turnieju, i widać po niej dużą dynamikę. gra swoje nieco bardziej świeżo niż przeciętnie, ale w tym meczu jakiegoś super tenisa też nie zaprezentowała. Azarenka tłem, i do tego lekko kontuzjowana. niezły mecz, ale bez zachwytów. 3-
        • Gość: tenisista 24) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 15:05
          IGRZYSKA OLIMPIJSKIE FINAŁ Serena Williams - Szarapowa 6:0, 6:1 co do samej istoty igrzysk nie będę się wypowiadał zbyt długo. uważam że to nie jest ani Wielki Szlem, ani nie jest to podrzędny czy przeciętny turniej. istnieją 4 ważne imprezy tenisowe, i jeszcze kilka specjalnie prestiżowych jak np turniej 250 w Queens, czy Doha, do tego pojedyncze turnieje ważne dla określonych graczy, np dla graczy z Południowej Ameryki taki powiedzmy turniej w Acapulco. ale najważniejsze imprezy to: Wielki Szlem, Masters/Premier1000, Turniej Mistrzów, i Olimpiada. wartościowanie tych turniejów jest niestety relatywne. jeden taki tytuł czy finał, czy medal, czy występ w turnieju mistrzów, jest istotny, ale też nie jest wszystkim. z kolei 3 medale na 3 kolejnych Olimpiadach, mogą być równoważne z 3 finałami Wielkich Szlemów, czy na przykład jednym szczęśliwie wygranym Wielkim Szlemem, i jednym finałem w Wielkim Szlemie. na pewno medal na Igrzyskach jest równy Mastersowi. z kolei Turniej Mistrzów to jeszcze większy prestiż i specjalny turniej. ale z drugiej strony to prawda że część zawodników odpuszcza Olimpiadę, część Mastersy, część na koniec roku odpoczywa i nie angażuje się w Turniej Mistrzów. ale też część omija z daleka ostatnio Wimbledon, czy Roland Garros, a kiedyś Australię. tak więc nie do końca jest tak, że obiektywnie z zasady jakieś imprezy są ważniejsze, ale są ważniejsze dla określonych sportowców. dla Henmana, czy Murraya z oczywistych względów najważniejszy jest Wimbledon. dla Samprasa, Beckera, Edberga ale i Federera czy Roddicka też. z kolei dla Nadala czy Corii czy Ferrero RG, a dla Agassiego mogły być najważniejsze rekordy w Mastersach na hardzie i US Open. np gdybym ja był zawodowym tenisistą, najprawdopodobniej najbardziej ceniłbym sobie Turniej Mistrzów bo to weryfikacja rankingu. jak wiemy wielu zawodników zdobywa go z przeciętnej średniej, a nie nadzwyczajnych argumentów wytaczanych w najtrudniejszych meczach. Olimpiada jest odpowiednikiem specjalnego testu na poziomie Mastersa, odbywającego się w szerszym sportowym kontekście, w trudniejszych i bardziej złożonych okolicznościach. warunki gry mogą być inne, inna presja, inny klimat, inna otoczka, inne znaczenie zwycięstwa. wydaje się że Olimpiada może bardziej motywować do gry niektórych tenisistów, może też unosić na fali tych którzy angażują w grę spore emocje, przede wszystkim te wynikające z dopingu i gry przed dużą publicznością. tu upatruję powodzenia wśrod takich tenisistów na poprzednich igrzyskach jak u Blakea, Gonzaleza, i Nadala, typowo medialnych graczy. i tak jak konkretne Mastersy, konkretne Szlemy, konkretne Olimpiady mają dla każdego inne znaczenie. liczyć się może miejsce, i nawierzchnia, a także atmosfera danych Igrzysk, związki z reprezentacją, nawet takie detale jak dotychcasowe przygody w Pucharze Davisa, czy Fed Cupie. każda Olimpiada jest oczywistą presją na wynik dla sportowców którzy uważani są powszechnie za najskuteczniejszych w ostatnich latach w swojej dyscyplinie. stąd można się spodziewać że poziom turnieju będzie odpowiadał jakości Grand Slama. jeśli chodzi o te Igrzyska, to zapewne Europa, była podniesieniem rangi dla narodów cywilizowanych. Anglia jako kolebka tenisa dla tenisistów też. jako jedyny być może turniej olimpijski na trawie, dla wszystkich lubiących klasyczną i w ogóle grę na trawie. z racji konkretnie miejsca - Wimbledonu, jeden z najważniejszych celów dla takich zawodników jak Federer, siostry Williams, Clijsters, Szarapowa, Tsonga, Roddick, ale też Radwańska, Murray i nie tylko. a co do finału. po pierwsze powiem o jakości nawierzchni. ta nawierzchnia była gorsza niż na tegorocznym Wimbledonie. bardziej starta, nieładna, nierówna. po drugie to pogoda. pogoda była tak wietrzna że wiatr decydował o tym gdzie i jak odbija się piłka. no a trzecie wrażenie, to takie że Serena Williams potratkowała ten turniej badzo serio i poważnie. widać że jak chce stać ją na przygotowanie formy pod konkretny turniej. przeciętny sportowiec tego nie umie, gra zawsze równo i liczy na szczęście i słabsze występy innych graczy, jak oczywiście Radwańska. mecz z racji warunków - przede wszystkim wiatru stał na słabym poziomie jeśli chodzi o wymiany, bo ich po prostu z racji gry Rosjanki nie było. Szarapowa nijak nie umiała odnaleźć się w takich warunkach. natomiast sama Serena, zagrała mimo wiatru na swoim dobrym poziomie, zdecydowanie lepiej niż w finale Wimbledonu. niestety w tym meczu grała tylko Serena. jeśli dodamy jakość gry Sereny 5-, i Szarapowej 1-, to ocena spotkania wyjdzie nam 3=.
        • Gość: tenisista 25) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 15:06
          WIMBLEDON Serena Williams - Radwańska 6:1, 5:7, 6:2 w zasadzie to szkoda gadać. po raz kolejny odkąd w ogóle Radwańska występuje na kortach zobaczyliśmy taki sam, w sumie nudny i bezproduktywny mecz. o nawierzchni już się wypowiadałem w odniesieniu do turnieju męskiego. jest to nawierzchnia szczotka hamująca piłki, odbierająca wszelką dynamikę i moc zagraniom. nie da się na niej przyspieszyć, nie da się skończyć sensownie piłki, chyba że się uderza dość prosto i bardzo mocno, a w każdym razie bardzo mocno. Radwańska zrobiła jakieś postępy w ostatnim roku, mimo że filozofii generalnej gry w tenisa nie zmieniła, a to za to jej nie tolerujemy. niestety nawet w tym finale żadnych zmian in plus w stosunku do Radwańskiej sprzed lat nie można było zaobserwować. Wimbledon, cóż, wielka mlaskająca pompa dziennikarska, a za nazwą? - nic się nie kryje. nudny zielonkawy kort, wolna nawierzchnia, odbijająca piłki tak samo jak kiedyś krzywo, tylko że bez żadnego wzdłuż ślizgu niestety. Williams zagrała mecz na 1/4 swoich możliwości. mecz smutny, i nudny. Radwańska nic nie umiała dokolorować spotkania, ale cóż zrobić, skoro ona nie ma czym? jak zawsze brak Radwańskiej wyrazistości. zagrania są grane zawsze tak, żeby zagrać je maksymalnie asekuracyjnie, bez kończącego efektu, a nie tak żeby przeciwnika skończyć jedną piłką, i żeby przeciwnik nie odebrał. brak do każdego zagrania zdecydowania, precyzji, zamknięcia, postawienia kropki nad i. wydaje się że w dzisiejszym tenisie, nawet męskim (patrz Simon i po części Murray) do pewnego stopnia taka taktyka służy. grać nic nie rozstrzygające wymiany, i wraz z upływem czasu liczyć na błędy rywalek, zaskoczyć od czasu do czasu jakąś nieco konkretniejszą ale nigdy nie radykalną piłką. każde zagranie nie do końca precyzyjne, nie do końca ryzykowne, a praktycznie w ogóle nie ryzykowne, każde wykalkulowane, celem wymiany jest przede wszystkim przebić, i nie popełnić błędu. nie wybiera się precyzyjnego plasingu, lokalizacji miejsc, gdzie upadnie piłka, nie zwraca się uwagi na efektowność zagrań, celuje się tylko w ogólnikowe mniej więcej obliczone w głowie pola gry, ogólne ale nie kończone precyzyjnym zagraniem kierunki. piłki się gra lżej, mocniej, albo wyżej, niżej, ale nigdy nie operując na jakichś dużych intensywnościach czy skrajnościach. i tak się gra cały mecz, cały tenis, całe życie. no i jak się wszystko przebija to dopóki rywalki są mniej regularne czy za słabe, można wyciułać tu i tam jakiś wynik, mimo że nie podejmuje się trudu zagrywania tych trudnych piłek. ale jak zawodniczka umie grać trudniejsze i kończące uderzenia i narzucać tempo gry, i styl meczu wszystko wówczas zależy od niej. tak oczywiście było i w tym meczu. Serena zagrała na prawdę słabo, ale jak zaczęła serwować zaserwowała w jednym gemie 4 asy pod rząd. można domniemywać, że jak by była to Serena w najlepszym wydaniu tak by wyglądał ten mecz. kiedy pojawiały się błędy rodziła się szansa dla Radwańskiej, która jednak w wymianach nawet tylko popychała i pykała piłeczki z reguły nie pokazując nic ponadprzeciętnego. cóż tu się znęcać, wszystko wiemy od lat. niestety Radwańska czasami może gra o jakieś 10% lepiej, niż kilka lat temu, ale jest to symboliczna poprawa. kiedy nie gra wygląda to tak jak w tym finale Wimbledonu, nieciekawie. dziewczyny niestety są słabe psychicznie i wystarczy opanowanie i chłodna analiza sytuacji na korcie, żeby wiele z nich pokonać. trudno. taki dziś jest kobiecy tenis. zawsze opierający się na 8-16 zawodniczkach i zapleczu, dziś nie mający praktycznie czołówki nawet w postaci ponad 5 zawodniczek takich jak kiedyś choćby Touziat, Pierce, Hingis, Martinez, Sanchez-Vicario. a Serena wiadomo. dużo siły w zanadrzu, ale przede wszystkim czyste klarowne zagrania, precyzja, i kierunki, dążenie do wygrania punktu. problemy z ustawieniem mnożą błędy, ale z Radwańską można grać bezpiecznie i na 1/3 normalnej mocy. niestety tenis nie może być tylko sytuacyjny żeby budził zainteresowanie wyrobionej publiczności. nie wystarczy tylko orientować się na korcie, i przewidywać kierunki zagrań, odpowiadać w tą ćwiartkę kortu i w takim kierunku jak rywalowi nie pasuje. trzeba jeszcze każde zagranie zagrać w jakimś stylu, i na jakiejś precyzji, zaryzykować w trudnym momencie. niestety bez wydatnej pomocy nawierzchni która sama przyspiesza każdą piłkę Radwańska tego nie potrafi. głównym problemem Radwańskiej jest to, że ona gra niewyraźny tenis. tenis który ucieka od konkretu, precyzji, i wyrazistości, nazwijmy to ostrości obrazu. tak się gra, jeśli się nie patrzy na jakość zagrań, a jedynie na ich skuteczność, dodajmy "średnią skuteczność" a więc nie na najlepszych, i tylko do pewnego stopnia słabości rywali/rywalek. można być przeciwnikiem danego stylu gry, ale czasami kogoś ratuje to, że jest on wybitnym przedstawicielem tego stylu gry. niestety Radwańska wybitna nie jest. unikanie olśniewających akcji w jakimkolwiek stylu jest uciekaniem od potencjalnego "ryzyka" o którym wiele piszę. niemniej jednak, dla wybitnych zawodników nie jest tak ryzykowne to, co jest ryzykowne dla przeciętnych. chociaż oczywiście mimo że wykonalne, zawsze będzie nieco bardziej ryzykowne. jeśli ktoś nie umie użyć ponadzwyczajnych środków w grze, to znaczy że ich nie ma. więc jest przeciętnym czy słabym tenisistą. moim zdaniem i w damskim i męskim tenisie, to najgorszy Wimbledon, a w zasadzie anty-wimbledon jaki w życiu widziałem. obiektywna ocena finału 2+
        • Gość: tenisista 26) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 15:07
          ISTANBUL Williams Serena - Radwańska 6:2, 6:1 najsłabszy mecz turnieju mistrzyń który tylko tyle można powiedzieć, że się odbył. Radwańska nie walczyła, Serena się specjalnie nie wysilała. dość szybko doszło bo w godzinkę do wygrania meczu przez Williams. nie ma co komentować, trochę fajnych piłek Amerykanki. to co staje się pewną normą, to że Amerykanka gra zdecydowanie lżej i spokojniej żeby nie powiedzieć lekceważąco, i relaksacyjnie z Polką, niż z większością innych przeciwniczek. zagrywa leciutko te swoje uderzenia i niespiesznie, jak by jej nie wypadało epatować agresją na tle stylu Radwańskiej. starcza. ten mecz to była formalność 2+
        • Gość: tenisista 27) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 15:08
          ISTANBUL Radwańska - Kvitova 6:3, 6:2 bardzo podobny mecz do tego który grały kilka dni wcześniej Woźniacka ze Stosur. mnóstwo niewymuszonych błędów lepszej tenisistki, i regularność słabszej owocują wynikiem na korzyść tej drugiej. to pierwszy mecz turnieju "mistrzyń" WTA Tour, więc można omówić warunki. przede wszystkim kadr kortu. po co taki krótki? górny kadr utrudnia rzeczowe ocenianie wymian. piłka mimo kontrastu kolorów wcale nie jest jakaś maksymalnie wyraźna. kort w sumie miękki, pasujący najbardziej takim zawodniczkom jak Errani, czy Radwańska. swoją drogą co to za turniej "mistrzyń" jak w nim występują takie tuzy jak Radwańska, czy Errani? jak nie było Radwańskiej to żadnej Errani nie przyszło by do głowy występować w turnieju mistrzów. ocena meczu 2+
        • Gość: tenisista 28) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 15:08
          CARLSBAD Cibulkova - Bartoli 6:1, 7:5 sam kadr kortu taki sobie, nie za bliski, niezbyt panoramiczny, taki trochę górny i dość długi, chociaż mieścił się w proporcjach. gra? mnóstwo niewymuszonych błędów Bartoli decydowało o wyniku, brak myśli taktycznej, mecz grany od niechcenia przez obie tenisistki. zapamiętamy bardzo dobry forhend Cibulkovej przypominający nieco słabszą wersję forhendu jakim operowała przed laty Kurnikowa. precyzyjny lekko grany techniczny, za to praktycznie kończący i błyskawiczny grany jak by od niechcenia. Cibulkova zmieniła taktykę na ofensywną i od tej pory gra dużo lepiej niż 3 lata temu, kiedy była antyreklamą tenisa. niemniej jednak poza uderzeniami z głębi kortu, w sumie jej tenis ciągle nie porywa. Bartoli to siłowe granie tym razem na pałę, bo wymęczone. ta tenissitka jest nieświeża od wielu lat, i gra głównie siłą woli. ogólnie poza forhendami Cibulkovej mecz nieciekawy. nic dziwnego że przy tak chojnych rywalkach ktoś taki jak Woźniacka czy Radwańska znajduje się w pierwszej dziesiątce. 2+
        • Gość: tenisista 29) IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 15:09
          MONTREAL Kvitova - Li 7:5, 2:6, 6:3 primo bardzo słaby kadr kortu. gdzie to taki duży turniej, a taki mały kort. kwadracik na 1/3 ekranu i skrócona piłka. panie grały mecz typowy dla dzisiejszego WTA a więc taki jak by treningowy mecz, bez większej dramaturgii, czyli napięcia. gra się jakoś nie klei, chociaż każda potrafi grać na bardzo wysokim poziomie. z 10 akcji świetnych jednej, z 10 świetnych drugiej, i z 10 kiedy razem grały świetnie. uzbiera się z 6 gemów, czyli od biedy jeden szybki set, albo pół zaciętego. reszta gry opatrzona w błędy, i średnie wymiany. na pewno i Li i Kvitova potrafią grać na wyższym poziomie niż na przykład taka Radwańska, ale niestety robią to bardzo nieregularnie. zbyt często alternatywą dla tego wysokiego poziomu jest ucinanie akcji niedobrze wykonanym zagraniem. wygląda to w przypadku takich tenisistek tak, jak by po prostu wynik był dla nich niezbyt istotny. mają kasę, jeżdżą na turnieje, wiedzą że są sobie mniej więcej równe. jedna gra dobrze fragment, potem druga, ostatecznie czasami robi się wyrównana i ciekawsza końcówka. przyłożenie następuje do niektórych piłek. Kvitova ma trochę zagrywek ala Rios, a Li ala Agassi. mecz sumarycznie przeciętny, mimo kilku mocnych akcji, a za kadr ocena 2+.
      • Gość: tenisista epilog IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 31.12.12, 15:12
        PODSUMOWUJĄCA OCENA: tenis tego roku oglądając go metodą przez siebie obraną, nie wniósł nic ciekawego do rozgrywek na tle poprzednich lat. ani nie widać żadnych specjalncyh zmian w czołówce, ani w rankingach, ani w składzie finałów. nie podnosi się ogólna jakość rozgrywek, poziomu gry. jest raczej odwrotnie. zawodniczki grają w finałach tragicznie, i praktycznie nie ma meczu z 2 dobrze dysponowanymi tenisistkami. tak jak zawsze powtarzałem - finały są relatywnie nasjłabsze jeśli chodzi o jakość. co prawda grają tam zawodnicy skuteczni, i grają tam zawodnicy na tle pierwszej 100, przynajmniej średni albo i raczej lepsi. jednak bardzo często grają tam zawodnicy bardziej regularni, niż nadzwyczajni, schematyczni, niż artystyczni, i do tego zmęczeni turniejem, których główną ambicją jest dojść do finału, niż wygrać turniej. turniej pada ofiarą lepiej dysponowanego który ma bardziej zawodowe podejście do skalpu. zamiast być uwieńczeniem, finał turnieju raczej jest formalnością którą trzeba odrobić. tenis pań ratowany jest przez 2 nazwiska : Williams, i Szarapowa. kreowany przez jeszcze jedno - dobra, ale nic więcej Azarenka. reszta składa się z zawodniczek równiejszych jak Radwańska i Errani, a mniej ciekawych, i lepszych ale mniej równych - stąd ich pozycje są wędrujące. tenis panów kreuje głównie forma Murraya i Djokovica, oraz jakość Federera i Nadala, z dodatkiem niezrozumiałej wręcz kondycji Ferrera, równości Berdycha, i serwisu Isnera. poza tym tylko jednego prawdziwego talentu Tsongi, i dużo mniejszego talentu Tipsarevica, i Almagro z zawodników przy których można odetchnąć, a nawet się napić. no i praktycznie nieobecnego w głównych imprezach, ale robiącego zakusy oczywiście genialnego Gasqueta, którego jednak nie widać. Del Potro wypada średnio, czeka na swój rok, może to będzie ten następny. wydaje się że tenis męski i damski wszedł w marazm, z którego nie wyrwie go żaden wielki i skuteczny zawodnik ani tym bardziej nowa żądna krwi, fala młodych bardziej bądź mniej drapieżników. jeśli nawet, przekonamy się o tym zapewne nie za prędko. w tenisie pań brakuje chyba najbardziej realnej woli walki, bo jeśli już jakaś lafirynda umie grać, to grać jej się nie chce. rozpatrując tenis od strony męskiej, jest podobnie, z tym że tu chociaż konkurencja większa i czai się poważniejsza. tak więc podsumowując cały poziom rozgrywek - po zwycięzcach imprez sądząc, jest bardzo, ale to bardzo źle. nic wielkiego się nie dzieje. panowie i panie źle grają, i do tego się nie starają.
      • Gość: Luka Re: Podsumowanie Sezonu 2012 IP: *.dynamic.chello.pl 02.01.13, 15:23
        No i proszę, nawet tenisista potrafi zaskoczyć. Przyznam robi wrażenie super ciężka waga dawki komentarzy do wybranych meczów z 2012r uszeregowanych wg oceny autora, zaaplikowana jednorazowo w noworocznym prezencie. Dania nie da się przynajmniej dla mnie skonsumować i ocenić w ramach jednego posiłku, ale na raty czemu nie, więc do wiosny może wyrobię. Póki co, parę uwag na gorąco. Może trochę szkoda, że komentarze nie ukazywały się na bieżąco. Czasem też jest dobrze mieć wzgląd na czytających, dlatego może lepiej byłoby uporządkować blokując mecze w konkretnych turniejach i w porządku chronologicznym, byłaby to absolutnie ekstra robota, warta wielkiego żarcia, czasu i zaparcia. Niemniej autorskie ego ma swoje prawa i priorytety, wybrzydzać nie uchodzi, bo pomysł i robota grzechu warte, więc kiedyś doczytam w zaparte.
        Pierwszy z brzegu mecz, Rafy z Almagro na RG, był dla Rafy chyba najtrudniejszy w tym szlemie, bo młodszy Hiszpan potrafił zmusić go swoimi bezkompromisowymi zagraniami do większego wysiłku niż się spodziewał. Nie sądzę by jednak Nicolas miał szanse go wygrać, nawet mi to w żadnym momencie przez myśl nie przeszło, chociaż zagrał znakomity mecz. Co do ogólnej oceny Almagro, to ją podzielam, cenię sposób gry i duży potencjał tego gracza, chociaż z jakichś powodów wyjątkowo go nie lubię. W żadnym wypadku nie zaliczyłbym tego meczu do najlepszych w sezonie. Ponieważ autor nie podał skali ocen, czy od zera i do ilu, więc trudno się do podanych ocen odnieść i to jest istotny mankament tego dzieła. Ale miło będzie do niektórych meczy wrócić pamięcią w wolnym czasie i to już jest coś.
        Tak patrząc z lotu ptaka i czytając urywki, oceniając w skali od zera do dziesięciu, pomysł i wykonanie łącznie oceniam na osiem i pół.
        • Gość: tenisista Re: Podsumowanie Sezonu 2012 IP: *.dynamic.chello.pl 31.01.13, 20:15
          mam nadzieję że gruntownie przestudiowałeś moją ekspertyzę i mnie nie nabierasz. widocznie wynikło to z tego, że nie za bardzo znajduję w dzisiejszym tenisie kobiecym adekwatna analogię do Patty, bo jak Ci zapewne wiadomo, nikt dziś nie gra tak jak Schnyder, i Rios, a także Kurnikowa, i Gonzalez. nie wiem czy słyszałeś wykład Anny, że każdą dzisiaj by ograła. no i to nie ulega wątpliwości. szczycę się tym że w tym roku do tej pory obejrzałem tylko 1 mecz WTA. i oczywiście, nie grała w nim Radwańska!

          • travelinka Re: Podsumowanie Sezonu 2012 31.01.13, 22:06

            > szczycę się tym że w tym roku do tej pory obejrzałem tylko 1 mecz WTA. i oczywiśc
            > ie, nie grała w nim Radwańska!

            No to rzeczywiście masz powód, żeby się szczycić.
            Niektórzy chyba nie zdają sobie sprawy, jak się ośmieszają.
    Inne wątki na temat:

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka