high_level
23.03.05, 11:54
Może ktoś coś słyszał na ten temat...
Siemiatycze słyną z wyjazdów do Belgii. Każdorazowo przebywa tam kilka
tysięcy osób z Powiatu Siemiatyckiego. Życie na obczyźnie nie jest łatwe. Na
pierwszy rzut oka wydawać się może, że Polska diaspora w Brukseli utrzymuje
ze sobą bardzo kordialne stosunki. Serdeczne uściski dłoni podczas
niedzielnych spotkań w kościele, wspieranie rodaków w trudnych chwilach to
tylko jedna strona medalu. Druga jest ciemniejsza. Twarde zasady czarnego,
wolnego rynku zmuszają do konkurowania o względy pracodawców. Jednym z
pewniejszych sposobów zdobycia pracy jest jej kupienie. Cena wynosi
równowartość jednej miesięcznej wypłaty. Zdarza się jednak i tak, że nawet
kiedy już znajdzie się praca nie rozwiązuje to wszystkich problemów.
Nieuczciwy patron może bowiem nie wypłacić należnego zarobku. Jeszcze gorzej
jest wtedy, gdy pośrednikiem w wypłacaniu pieniędzy są Polacy.
- Łatwiej jest się dogadać z Żydem, lub Flamakiem niż z Polakiem. – mówi Anna
Godun, której mąż wyjechał do Belgii. - Często jest tak, że Polak, któremu
Belg przekazał gotówkę na wypłaty twierdzi, że wcale jej nie dostał. Dlatego
nie wypłaca swoim rodakom.
Pracujący tam Polacy żyją często, choć nie zawsze, w nienajlepszych
warunkach. Oszczędzają na mieszkaniu, jedzeniu, rzadko fundują sobie
rozrywki. Wszystko po to, aby odłożyć pieniądze na utrzymanie rodziny, lub
planowane inwestycje.
- Mieszka się tam w kilka osób w mieszkaniu. Razem robi się zakupy, razem
gotuje, a potem razem się rozlicza. Wychodzi taniej niż w pojedynkę. I jest z
kim porozmawiać po polsku – powiedział nam Jan Gumieniak, który w Belgii
przepracował dwa lata.
Aby przetrwać w jak najlepszych warunkach, mieć większą siłę przebicia,
Polacy łączą się naturalnie w nieformalne grupy. Konkurują one ze sobą w
interesach, jak i na gruncie towarzyskim. Czasami dochodzi między nimi do
konfliktów. Ich finałem są zazwyczaj bójki w polskich dyskotekach w Brukseli,
lub podczas świąt, w siemiatyckim „Metrze”. Starcia te, kończą się zazwyczaj
połamanymi nosami i wybitymi zębami. Czasami sprawców zatrzymuje żandarmeria.
Kończy się to zazwyczaj na krótkim areszcie, lub deportacji, jeśli delikwent
za długo przebywa na terytorium Belgii.
Komendant Powiatowy Policji w Siemiatyczach Bogusław Toczko powiedział nam,
że „oficjalne sygnały o tych zajściach dochodzą do nas tylko za pośrednictwem
Interpolu, który zleca nam czasami określone czynności. Resztę informacji
posiadamy w formie nieoficjalnych wiadomości. Jeżeli są one prawdopodobne to
przekazujemy je do Komendy Wojewódzkiej, która ma bezpośrednią łączność z
Interpolem. Ale muszą to być bardzo konkretne sygnały z datami i nazwiskami.”
Jednak ostatnie ze starć Polaków mieszkających w Brukseli skończyło się dla
mieszkańca Siemiatycz tragicznie. Został tak dotkliwie pobity w jednym z
brukselskich klubów, że zmarł z powodu odniesionych obrażeń.
Ten młody mężczyzna pracował jako ochroniarz w polskim klubie. Tego feralnego
wieczoru stał na bramce i dokonywał selekcji wchodzących. Ludzie mówią, że
nie chciał jakiegoś Polaka wpuścić do środka. A, że wcześniej się znali i nie
przepadali za sobą, rozpętała się bójka. Ochroniarz został kilkakrotnie
uderzony ciężkim przedmiotem w głowę. Kiedy upadł na ziemię był bezlitośnie
kopany po całym ciele. Kiedy stracił przytomność sprawcy w końcu odpuścili.
Świadkowie twierdzą, że w karetce, i po raz drugi w szpitalu, jeszcze na
chwilę ją odzyskał. Przekazał wtedy będącym z nim rodakom nazwiska bijących
go ludzi. Zmarł w szpitalu z powodu ogólnych obrażeń wewnętrznych. Pozostawił
na tym świecie żonę i osierocił dwójkę dzieci. Ciało zostało już
przetransportowane do kraju. Pogrzeb się odbył.
–Jego twarz była nie do poznania – mówią świadkowie wydarzenia. Jednoznacznie
wskazują na głównego sprawcę śmiertelnego pobicia. Był to podobno człowiek o
przezwisku N. z miejscowości C. Podobno brukselska Policja znalazła na
miejscu zbrodni jego dowód osobisty. Jednak nie dotarły jeszcze do nas żadne
sygnały o ewentualnych aresztowaniach.
Jest też inna wersja. Zmarły tydzień wcześniej dał komuś ostro w pałę. Więc
mu oddali. Dostał kilka razy krzesłem w głowę. Z powodu odniesionych obrażeń,
zmarł. Jak było naprawdę? Ile osób, tyle wersji.
Siemiatycki Policja nie posiada żadnych oficjalnych sygnałów na temat tego
morderstwa. Aspirant Romuald Leoniuk, oficer prasowy mówi, że słyszał o całym
zajściu jedynie w formie plotek:
- Do Komendy Powiatowej Policji w Siemiatyczach nie dotarło jeszcze żadne
oficjalne zawiadomienie w tej sprawie. Policja brukselska, na której terenie
dokonano przestępstwa, najprawdopodobniej podjęła już czynności śledcze.
Dlatego siemiatycka Policja nie włączy się bezpośrednio w rozwiązywanie tej
sprawy. Współpraca z brukselską Policją i ewentualna pomoc w ujęciu sprawcy
może odbywać się jedynie za pośrednictwem Interpolu i Europolu.
To pobicie mocno poruszyło siemiatyckie środowisko żyjące w Brukseli. Panuje
opinia, że była to niepotrzebna śmierć. Wywołała też pragnienie zemsty na
domniemanych sprawcach. Niepokoi perspektywa nakręcającej się spirali
przemocy. Najsmutniejszy w tej sprawie jest fakt, że sprawcy są Polakami.
Prawdziwe jest widać krążące powiedzenie, że zagranicą największym wrogiem
Polakowi jest drugi Polak.