Dodaj do ulubionych

Jestem liberałem!

04.01.06, 21:34
Na gorąco, póki mi jeszcze nie wyparowały myśli po gorącej dyskusji na temat
Milla, wolności, liberalizmu, despotyzmu, itp. deklaruję, że jestem liberałem.
Przynajmniej na razie. Może wyjaśnię na wstępię, co ja rozumiem pod pojęciem
liberalizmu.
Otóż liberalizm to dla mnie przyznanie każdemu człowiekowi prawa do
zarządzania wlasną wolnością, czyli do decydowania, na jaką inną wartość ją
zamieni, bo zamieni ją na pewno prędzej lub później, w mniejszym lub w
większym stopniu. Oczywiście wolność nie może być nieograniczona, głównie
dlatego, że moim zdaniem taka wolność to utopia. Poza tym widzę, podobnie jak
Mill, konieczność ograniczenia horyzontów wolności. Granicą wolności jednego
człowieka powinna być krzywda drugiego. Oczywiście takie postawienie sprawy od
razu otwiera puszkę Pandory, bo trzeba zdefiniować, czym jest ta krzywda,
oraz, co jeszcze nią nie jest, a co już nią jest. Ale w to na razie nie chcę
się zagłębiać. Najważniejsze jest to, że widzę konieczność postawienia pewnej
granicy dla wolności.
Zgadzam się z Millem, że równie niebezpiecznym despotą co państwo lub po
prostu szeroko rozumiana władza, jest również obyczaj, konwencja, tradycja, a
raczej społeczeństwo, które stoi na ich straży. Muszę jednak przyznać, że
rozumiem, dlaczego Ci strażnicy są przeciwnikami wolności. Człowiek ma
psychologiczną potrzebę przynależności do określonej grupy, a żeby grupa taka
mogła funkcjonować niezbędne są pewne czynniki. Może to być wspólny wróg
(czynnik negatywnie konstytuujący grupę) lub wspólne wartości, cele, itp.
(czynnik pozytywnie konstytuujący grupę). Obyczaje, konwencje, tradycje, itp.
należą do do tej drugiej grupy czynników i ich strażnicy tak naprawdę stoją na
straży spójności grupy, bo cóż będzie jej spoiwem, jeśli je zanegujemy? Tak
myślą tzw. konserwatywni liberałowie. Uważają oni, że liberalizm można
zaprowadzić w sferze gospodarczej, ale nie ma on wstępu do innych dziedzin
życia człowieka, a szczególnie do sfery wartości. Ci konserwatywni liberałowie
albo mówiąc inaczej liberałowie gospodarczy naiwnie, moim zdaniem, zakładają,
że sferę działań gospodarczych człowieka można wykroić i traktować w oderwaniu
od innych sfer życia. Tak się nie da. Sfera wartości wpływa na sferę
gospodarczą i odwrotnie. Osobiście uważam, że liberał konserwatywny albo
gospodarczy to nie liberał, ale człowiek stojący okrakiem między tymi dwiema
ideami. Nie można być trochę w ciąży. Ale niech im będzie. Niech się nazywają
liberałami gospodarczymi. Nie bronię im tego. Zastanawiam się tylko, jakie
zdanie ma liberał gospodarczy na przykład w kwestii, czy należy zalegalizować
prostytucję, czy nie?. Ale to temat na osobny watek, który może założę.
Podsumowując dygresję o konserwatystach liberalnych napiszę jeszcze, że zawsze
wraz z rozwojem gospodarczym ulega pewnemu poluzowaniu sfera wartości, a z
drugiej strony konserwatyzm obyczajowy prowadzi z czasem do skostnienia
gospodarki, która nie jest innowacyjna, bo nie odważnych, do pójścia pod prąd
trendom, modom i zwyczajom. Do zaś w prostej linii prowadzić może do regresji,
a przynajmniej do spowolnienia rozwoju i nie zapobiegnie temu nawet liberalizm
w sferze gospodarki. Jakieś pół roku temu był w "Polityce" artykuł, w którym
tę zależność przestawiono powołując się na badania znanego amerykańskiego
socjologa. Ale o tym na razie dość. Wrócmy do głównego nurtu.
Zapytany podczas dyskusji w ramach Seminarium Filozofii Politycznej, czy
wolność uważam za wartość nadrzędną, w pierwszej chwili nie wiedziałem, co
odpowiedzieć. Po namyśle odpowiedziałem, że tak, ale zaraz sam sobie
zaprzeczyłem stwierdzając, że gotów jestem tę wolność ograniczyć na coś ją
zamieniając, np. na poczucie bezpieczeństwa. Czyli nie jest ona jednak dla
mnie najwyższą wartością. Po dłuższym namyśle doszedłem do stanowiska
kompromisowego. Wolność jest dla mnie wartością "wyróżnioną" spośród innych
wartości. Wartością uniwersalną, którą da się zamienić na inne wartości albo
na rózne formy zniewolenia. I my tę wolność bardzo szybko zwykle zamieniamy.
Wolność w sferze wartości jest jak pieniądz w obrocie gospodarczym. Pieniądz
też można wymienić na dowolne dobro materialne. Wtedy nie mamy pieniędzy, ale
mamy to dobro. Tak samo jest z wolnością. Albo ją mamy i nic poza nią albo się
jej po trochu pozbywamy w zamian za inne wartości. Oczywiście są tacy, którzy
tę wolność zachcą zachować, tak jak są tacy, którzy wolą mieć pieniądze niż je
wydawać. Ale najwazniejsze jest to, żebyśmy to my sami decydowali, na co
zamienimy naszą wolność. Co zakupimy na targowisku wartości. Ważne jest to,
żeby żaden system wartości nie był nam narzucony z góry, żeby żaden nie był
wyróżniony. Używając analogii do pieniędzy, żebyśmy zami decydowali, czy w
danej chwili chcemy kupić wrtoki, czy sanki, a nie żeby ktoś za nas dysponując
naszymi pieniędzmi, kupił nam rower, bo tym akurat handluje. I to jest, w moim
rozumieniu liberalizmu, jego kluczowa zasada. Przyznać ludziom prawo do
dysponowania swoją wolnościa w możliwie największym zakresie i w możliwie
wszystkich sferach jego życia. Oczywiście nie może to być wolność
bezgraniczna. Jednak jej granice należy zakreślić na tyle szeroko, na ile się
da. Politycy, dajcie nam prawo do dysponowania naszą wolnością, a my już sami,
bez waszej pomocy zamienimy ją na taką niewolę, jaka będzie nam najbliższa
albo będziemy się swoją wolnością upajać. Niech nie będzie tak, że to państwo
bierze nasz aksjologiczny pieniądz, czyli wolność i robi za nas zakupy w
jednej kadencji obdarowując nas popiersiami Lenina, a w drugiej krucyfiksami.
Jestem liberałem! Co nie wyklucza sytuacji, że podarowaną mi wolność zamienię
zaraz na niewolę jakiegoś systemu wartości. Ale będzie to mój świadomy wybór,
a nie decyzja podjęta za mnie przez polityków, których kaprys wyborców wyniósł
do władzy, a z poglądami których być może w ogóle się nie utożsamiam. Jeśli
zechcę być zdewociałym katolikiem, to będe nim szanując jednocześnie prawo
innych ludzi do bycia zdewociałymi byddystami, muzułmanami, czy ateistami, o
ile nie będą mi wciskać swoich systemów wartości, jako i ja tego robić nie
będę. Czy to jest recepta na świat, w którym będzie się żyło lżej? Nie wiem i
pewnie za mojego życia tego się nie dowiem. :-))
Obserwuj wątek
    • roman_j Uzupełnienie... 04.01.06, 21:49
      roman_j napisał:

      > Zgadzam się z Millem, że równie niebezpiecznym despotą co państwo lub po
      > prostu szeroko rozumiana władza, jest również obyczaj, konwencja, tradycja, a
      > raczej społeczeństwo, które stoi na ich straży. Muszę jednak przyznać, że
      > rozumiem, dlaczego Ci strażnicy są przeciwnikami wolności. Człowiek ma
      > psychologiczną potrzebę przynależności do określonej grupy, a żeby grupa taka
      > mogła funkcjonować niezbędne są pewne czynniki. Może to być wspólny wróg
      > (czynnik negatywnie konstytuujący grupę) lub wspólne wartości, cele, itp.
      > (czynnik pozytywnie konstytuujący grupę). Obyczaje, konwencje, tradycje, itp.
      > należą do do tej drugiej grupy czynników i ich strażnicy tak naprawdę stoją
      > na straży spójności grupy, bo cóż będzie jej spoiwem, jeśli je zanegujemy?

      Po tej części zabrakło jednej myśli. Otóż uważam, ze można przyjąć pewne
      konwencje, tradycję, cele i być im wiernym bez bycia w sprzeczności z duchem
      liberalizmu. Myślę, że jesto to możliwe, jeśli to nasze "więzienie tradycji"
      uczynimy zakładem otwartym, z którego w każdej chwili można odejść, w którym nie
      ma strażników, a do którego każdy należy na zasadzie dobrowolności i świadomego
      wyboru, a dokonawszy tego wyboru staje się sam dla siebie strażnikiem wybranych
      przez siebie wartości, tradycji, obyczajów. Ale ważne jest, żeby przyjęcie
      określonych tradycji, wartości i obyczajów za swoje nie oznaczało jednocześnie
      negacji innych i uznanania własnych za jedynie słuszne i dopuszczalne. Kluczowym
      słowem jest tu tolerancja. Wspomina o tym także Mill.
    • ernest_pinch Re: Jestem liberałem! 30.03.06, 20:17
      Szkoda, zeby ten ciekawy wpis schowal sie dalej. Dlatego podnosze go. Przyznaje
      ze czytalem kilka razy i sposob rozumowania Romana podoba mi sie.
      Powstaje jednak jeszcze pytanie: co w sferze gospodarczej? Czym sie kierowac?
      Czy Romanie upatrujesz jako wartosc nadrzedna interes jednostki czy ogolu?
      • roman_j Re: Jestem liberałem! 30.03.06, 23:53
        Na gorąco odpowiem (a potem być może się z tego wycofam po namyśle), ;-)) że w
        gospodarce, a może raczej na rynku, nie ma żadnego "ogółu". Sa tylko jednostki.
        Jeśli zaczynamy mówić o jakimś "ogóle", to odchodzimy od gospodarki i
        przechodzimy do polityki. Przyjmując ten punkt widzenia znika alternatywa i
        pytanie traci sens. Albo, ujmując to inaczej, odpowiedź nasuwa się sama. :-))
        • cat_s Re: Jestem liberałem! 31.03.06, 00:33
          Witam,
          Co prawda za późna już pora, bym w pamięci lub necie Szacownego Milla odgrzebywał... ale przynajmniej jeden, wyrywkowy aspekt powyższych rozważań skomentuję.

          roman_j napisał:

          > Jeśli zaczynamy mówić o jakimś "ogóle", to odchodzimy od gospodarki i
          > przechodzimy do polityki.

          No cóż, zapewne to kwestia zdefiniowania pojęcia ogółu i osadzenia go w określonym kontekscie...
          Idąc jednak po najmniejszej, przyznaję, linii oporu - 'ogół' to (wedle netowego Słownika Języka Polskiego):

          1. «zespół przedmiotów, zjawisk tworzących pewną całość, będących jednego rodzaju, typu; zespół osób mających jakąś wspólną cechę, np. zawód, narodowość, zainteresowania»
          Ogół interesów, norm, zjawisk.
          Ogół czytelników, mieszkańców;

          lub też:
          2. «wszyscy mieszkańcy danego kraju, okręgu, miasta itp.; społeczeństwo»

          Zatem, potocznie rzecz ujmując i upraszczając - 'ogół' to coś 'uśrednionego', czyż nie?
          Można z pewną ostrożnością mówić na przykład o uśrednionych preferencjach pokarmowych, 'zakupowych' czy inwestycyjnych 'ogółu' Polaków. Czyli - w pewnym sensie: gospodarczych.

          Posługując się zatem prostymi pojęciami takimi jak 'średnia', 'wartość modalna', 'wariancja' (lub bardziej sublimowanymi statystykami) - ów 'ogół' można jednak w jakimś stopniu zdefiniować; w niektórych zakresach i przypadkach zresztą dosyć precyzyjnie...

          Ale ponieważ nie mam pewności, czy dobrze się w Waszą dyskusję wstrzeliłem - z napięciem oczekuję dalszego ciągu. Jeśli oczywiście tematu nie uznacie za wyczerpany ;-)

          Pozdrawiam
          cat_s
          • roman_j Re: Jestem liberałem! 31.03.06, 08:24
            cat_s napisał:

            > Witam,
            > Co prawda za późna już pora, bym w pamięci lub necie Szacownego Milla
            > odgrzebywał... ale przynajmniej jeden, wyrywkowy aspekt powyższych rozważań
            > skomentuję.

            Akurat w tej dyskusji lepszą lektura byłby George Soros i jego "Kryzys
            światowego kapitalizmu". To z tej pozycji zaczerpnąłem bowiem koncepcję, wedle
            której na rynku każda jednostka jest sama i musi grać na siebie, jeśli nie chce
            wypaść z konkurencji. Rynek jest amoralnym żywiołem, gdzie nie można mówić o
            interesie "ogółu", jakkolwiek byśmy go nie zdefiniowali. :-))
        • ernest_pinch Re: Jestem liberałem! 31.03.06, 08:20
          Nie no to oczywiste co napisales. Ale moje pytanie tylko pozornie wyglada
          bezsensownie. Chcialem sie dowiedziec czy zakladajac ze bedziesz dzialal
          gospodarczo, to bedziesz mial wzglad na aspekt miasta/kraju czy po prostu
          bedziesz "kroil kase" bez wzglad na tego typu "hamulce".
          Przyklad: Pojawia sie okazja zarobienia lekko 300 tys euro. Ale jednym z
          warunkow jest to, ze musisz wykorzystujac znajomosci (legalnie) ujawnic
          partnerom zagranicznym pewne informacje. Jesli ich nie ujawnisz - zarobisz 300
          euro, jesli ujawnisz 300 tys. ale moze to spowodowac, ze partner zagraniczny
          nie zainwestuje w Płocku, tylko w Koszycach na Słowacji.
          Co robisz? :)
          • roman_j Re: Jestem liberałem! 31.03.06, 08:27
            Zarabiam 300 tys. euro. :-))
            Poprzednie pytanie było trudniejsze. ;-))
            • ernest_pinch Re: Jestem liberałem! 31.03.06, 08:33
              Czyli jednostka jest wartoscia nadrzedna. Wycina sie gospodarczo w pien innych,
              co powoduje pewien rodzaj konfliku miedzy jednostkami, ale globalnie powoduje
              wiekszy rozwoj.
              Ale jedno wyszlo na jaw: nawet Roman ma swoja cene ;-)))
              • roman_j Re: Jestem liberałem! 31.03.06, 13:22
                ernest_pinch napisał:

                > Czyli jednostka jest wartoscia nadrzedna. Wycina sie gospodarczo w pien
                > innych, co powoduje pewien rodzaj konfliku miedzy jednostkami, ale globalnie
                > powoduje wiekszy rozwoj.

                Zaraz, zaraz. Nie rozpędzaj się tak. :-))
                Wydawało mi się, że czytaliśmy ten sam tekst i że obaj go podobnie
                zrozumieliśmy. Potem była jeszcze dyskusja, a Ty mi tu teraz wyskakujesz z
                takimi pytaniami, jakby ani tego tekstu, ani dyskusji nad nim nie było. Nie wiem
                nawet jak Ci odpowiadać, bo musiałbym zacząć cytować wyjątki z tekstu, a to się
                chyba mija z celem, co? Napiszę tylko tak: na rynku są tylko jednostki.
                Jednostka nie może być ani "nadrzędną", ani "wartością". Nie może być
                "nadrzędną", jeśli nie ma form "podrzędnych". Nie może być "wartością", bo raz,
                że rozwinięty rynek kapitalistyczny jest amoralny, a dwa jest to pomylenie
                pojęć, bo byt nie może być "wartością", tak jak np. "siła" nie jest przedmiotem.
                :-))

                > Ale jedno wyszlo na jaw: nawet Roman ma swoja cene ;-)))

                Możesz rozwinąć tę opinię? Chyba czegoś nie zrozumiałem. Czuję przez skórę, że
                to zdanie jest błędne, ale trudno się polemizuje z własnymi domysłami na temat
                tego, co autor miał na myśli. :-))
                • ernest_pinch Re: Jestem liberałem! 31.03.06, 16:14
                  Twoj 1szy wpis dotyczyl bardziej "mentalnego" pojmowania liberalizmu, a mnie
                  zainteresowaly sprawy "gospodarcze" :) Chodzilo mi o to, ze dzialajac na rynku
                  kierujesz sie wizja wlasnego zysku. A dzialanie "pro publico bono" stoi sobie
                  gdzies w oddali :)
                  Czasami tylko ten sztandar utylitaryzmu wzgledem spolecznosci mozna wyciagnac i
                  zalamujac rece rzec: "a ja tyle dla was zrobilem..." ;-)
                  Rynek jest amoralny. Zgoda. Ale dlaczego? :) Ja mam wrazenie ze wiekszosc ludzi
                  jest moralna. A skoro tak to dlaczego wypadkowa dzialan na rynku jest amoralna?
                  A z cena mialem mysl, ze pewnie gdyby byl wybor 300 - 400 - wybralbys 300 ze
                  wzgledu na korzysci "spoleczne". Natomiast gdy zamiast 400 pojawia sie 300 tys,
                  ta sumka potrafi utulic dylemat.... ;-)))
                  • roman_j Re: Jestem liberałem! 31.03.06, 18:36
                    ernest_pinch napisał:

                    > Twoj 1szy wpis dotyczyl bardziej "mentalnego" pojmowania liberalizmu, a mnie
                    > zainteresowaly sprawy "gospodarcze" :) Chodzilo mi o to, ze dzialajac na
                    > rynku kierujesz sie wizja wlasnego zysku. A dzialanie "pro publico bono" stoi
                    > sobie gdzies w oddali :)

                    Na rynku nie ma działania pro publico bono. Co najwyżej można nadwyżkę tego, co
                    się zarobiło na rynku przeznaczyć na działalność filantropijną.

                    > Czasami tylko ten sztandar utylitaryzmu wzgledem spolecznosci mozna wyciagnac
                    > i zalamujac rece rzec: "a ja tyle dla was zrobilem..." ;-)
                    > Rynek jest amoralny. Zgoda. Ale dlaczego? :) Ja mam wrazenie ze wiekszosc
                    > ludzi jest moralna. A skoro tak to dlaczego wypadkowa dzialan na rynku jest
                    > amoralna?

                    Moralność jest wytworem wspólnoty. A może raczej warunkiem koniecznym
                    funkcjonowania wspólnoty. A ja już od kilku wpisów do znudzenia powtarzam, że na
                    rynku działają jednostki. Rynek jest dlatego amoralny, bo nie tworzy się na nim
                    wspólnota. Przynajmniej na dojrzałym rynku kapitalistycznym, gdzie jedynym celem
                    jest maksymalizacja zysków.

                    > A z cena mialem mysl, ze pewnie gdyby byl wybor 300 - 400 - wybralbys 300 ze
                    > wzgledu na korzysci "spoleczne". Natomiast gdy zamiast 400 pojawia sie 300
                    > tys, ta sumka potrafi utulic dylemat.... ;-)))

                    Gdyby był wybór między 300 a 400 euro to bym sobie w ogóle głowy nie zawracał i
                    poszedł na piwo. Ale gdyby był wybór między 300.000 a 400.000, to też wybrałbym
                    tę drugą opcję. Zgodnie z zasada maksymalizacji zysków. A potem, gdybym w
                    konsekwencji doszedł do majątku np. 3 mld euro, to mógłbym z 1/3 tej sumy zrobić
                    fundusz dla swojego miasta, z którego finansowałbym dwa cele:
                    - wykopsanie ze stołka niekompetentnych władz,
                    - rozwój miasta.
                    To oczywiście fantastyka, ale chciałem Ci pokazać, że mając do wybierając
                    zaborek w wysokości 300 euro mógłbym potem zaprosić na piwo i zakąski przyjaciół
                    z FR. Natomiast wybierając zarobek w wielkości 300.000 euro zrobiłbym kolejny
                    krok w kierunku wspomnianej fortuny, bo 300.000 euro jest sens dalej inwestować.
                    Wybór jest taki: mając możliwość zrobienia fortuny wolałbys pozostać "moralnym"
                    gołodupcem, czy "amoralnym" milionerem? Jeśli wybierzesz opcję "gołodupiec", to
                    nie martw się, ktoś inny zajmie Twoje miejsce w wyścigu do fortuny. Dodam
                    jeszcze, że określenia "moralny" i "amoralny" są tu umowne, bo dotycza tylko
                    sposobu funkcjonowania na rynku. :-))

                    I jeszcze jedna uwaga. To, co tu piszemy, ja traktuję jako rozważania
                    teoretyczne, więc i moje wybory są modelowe. Jak dotąd nie znalazłem się w
                    sytuacji, o jakiej piszesz, i nie jestem pewien, czy w ogólę mam ochotę się w
                    niej znaleźć. Nie czuje w sobie "ciągu na fortunę". Dotąd go w sobie nie
                    odkryłem, więc nie wiem, czy potrafiłbym funkcjonować w systemie stawiającym
                    ludzi przed takimi wyborami. Pewnie jest tak, że sukces na rynku mogą odnieść
                    tylko ludzie, którzy potrafią działać bez skrupułów. I napiszę, że dziś nieco
                    inaczej patrze na działania finansowych magnatów. To nie jest tak, że taki
                    Soros, Gates czy Kulczyć garnie wyłącznie dla siebie, a u nas jest susza. Na ich
                    działania summa summarum korzystamy wszyscy. Ale oni proporcjonalnie dużo, dużo
                    więcej i to nas, maluczkich, boli, bo człowiek to z natury zawistny jest.
                    Zwłaszcza, jak ma mało, a widzi, że ktoś inny ma kosmiczną fortunę. Te fortuny
                    pozwalają rozwijać godpodarkę, na czym w końcu korzystają także Ci na samym dole
                    finansowej hierarchii. Większa akumulacja kapitału przekłada się na większy
                    potencjał wzrostu. I dlatego, ta krzywa wzrostu, jak to powiedział wczoraj TZ,
                    od pewnego momentu "zap... w górę". Gdyby podzielić majątek światowy po równo
                    między wszystkich ludzi, to każdy pożyłby z tego może przez kilka miesięcy i ...
                    koniec. Nie rozkręciłbyś interesu mając nawet 1000 euro w kieszeni. Słowem,
                    gdyby wszyscy mieli równo, to by każdy z nas miał g... ;-))
                    • ernest_pinch Re: Jestem liberałem! 31.03.06, 23:12
                      Tak, to o czym napisales to sam moge sie z takimi pogladami utozsamiac :)
                      Wczoraj opadly mi klapki, i jakby to ujac wrzucilem inny bieg ;-)
                      Powstaje wrazenie jakbym ja mial za zle Kulczykowi czy innemu Sorosowi.. Alez
                      skad! Uwazam ze sa to osoby, ktore wyczuciem/sprytem/ intelektem/talentem
                      osiagnely wlasnie to, do czego kazdy dazy o ile ma odwage czy mozliwosci.
                      Chociaz znam osobiscie przyklad faceta ktory zbil majatek dlatego ze nie mial
                      wyobrazni - nie kalkulowal "a co sie stanie jak..." tylko prosto do celu ;)
                      Kurde, no troche za duzo watkow w tej dyskusji i trzeba skakac ... :)
                      • roman_j Re: Jestem liberałem! 01.04.06, 00:41
                        ernest_pinch napisał:

                        > Powstaje wrazenie jakbym ja mial za zle Kulczykowi czy innemu Sorosowi.. Alez
                        > skad!

                        Tego bynajmniej nie sugerowałem. Pisząć o niechęci do ww. miałem na myśli ogólne
                        tendencje, a nie konkretnie Twój stosunek. :-))
                  • roman_j Streszczenie 31.03.06, 18:43
                    A teraz w kilku zdaniach to, o czym się wcześniej nieco rozpisałem.
                    Mając w kieszeni 300 euro możesz np. przez 10 dni stawiać obiady 10 bezrobotnym.
                    Mając w kieszeni 300.000 euro możesz założyć firmę, w której możesz tych 10
                    bezrobotnych zatrudnić i sprawić, że będą własną pracą na siebie zarabiać i sami
                    finansować z tego swoje potrzeby. I Ty mnie pytasz, co bym wybrał i mówisz, że,
                    jak każdy, mam swoją cenę. :-)))
                    • ernest_pinch Re: Streszczenie 31.03.06, 23:13
                      Alez ja pytam czy Ty zatrudnisz tych bezrobotnych ;-)
                      • roman_j Re: Streszczenie 01.04.06, 00:34
                        No jasne. Przecież samemu bym w takiej firmie nie zasuwał. :-))
                        • podly.krzys Re: Streszczenie 05.04.06, 09:52
                          I tu przychodzi mi na myśl przysłowie:
                          "Przypływ unosi wszystkie statki"
                          Jeżeli ty się bogacisz wcale to nie zanczy, że inni zbiednieją.
                          Dlatego nie podzielam poglądu jakoby rynek był jakimś tortem, z którego każdy chce sobie wyskrobać kawałek.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka