Dodaj do ulubionych

ja Wam coś powiem, ale nie patrzcie, wstydzę się

09.01.03, 09:54
Ja to się trochę krępuję tak o anomaliach, przy obcych... Wy to tutaj jakieś
ekshibicjonisty jesteście. No jak to tak. Ja jak na ten przykład mam jakąś
anomalię, se upoluję albo sama przyjdzie czy cuś, to ja się wstydzę wtedy
strasznie (i po raz kolejny występuję pod nowym nickiem, pod którym i tak
mnie wszyscy rozpoznają, a ja mam anomalię - się przyznam - i ciągle mi się
wydaje, że się skutecznie maskuję). A Wy tak tutaj wogle przy ludziach... Ja
nie wiem. Ja nie rozumiem Was.

Bo tak na przykład Wam powiem, no nie, że dzisiaj mam anomalię taką jedną,
muszę iść do sklepu po cukier i jakoś źle się z tym czuję. No wiecie, że nie
chce mi się wychodzić, że właściwie to po co mi cukier, takie mam te, no,
epistemologiczne dylematy... Serce mi bije, ręce mi się pocą, siku mi się
chce normalnie cały czas. I nie idę, a tak chciałabym iść. Po ten cukier.
Mówię Wam o tym, bo przecież i tak nikt mnie nie rozpozna. Ale normalnie
jakbym miała powiedzieć, to normalnie chyba bym nie wykrztusiła tego. Ja nie
wiem. Dla mnie taka anomalia to jest intymna. A ja jestem wstydliwa i nie
mogę tak publicznie o tym.

Chociaż w sumie to już Wam aż dwie anomalie powiedziałam. To ja bym może się
jednak potrafiła przełamać i zacząć komuś wreszcie opowiadać o tych
anomaliach swoich, co? To może by się moje życie odmieniło? No wiecie.
Przecież człowiek musi komuś powiedzieć. Wyrzucić to z siebie. Rozpłakać się
do kogoś, no nie? A ja na przykład to nie mam innych powodów do płaczu niż
anomalie. Ja nie wiem. Wy to wyglądacie, jakby one Was rozśmieszały. Wy jacyś
nieludzcy jesteście.

Mi na przykład takie anomalie zmieniają całe życie. Czasem jestem z nimi taka
samotna. Wydaje mi się, że nikt mnie nie zrozumie. Bo przecież nikt nie ma
takich anomalii jak ja, no nie? W serialach jest na przykład inaczej. Tam na
przykład wogle nie ma anomalii. A jak na przykład są, bo na przykład w jednym
serialu jest dziecko z downem, to wcale nie są smutne. W serialach jest wogle
na odwrót niż w życiu. Tamte dziecko z downem to w serialu jest fajne i ma
zajebiście. A ja na przykład nawet po cukier jeszcze nie poszłam i już się z
tym czuję bardzo źle. Ja nie wiem. A Wy to jesteście okrutni i pewnie wogle
nie rozumiecie takiego dziecka albo cukru.

Też bym tak mogła jak Wy. Nie myślcie sobie. Że ja nie umiem śmiesznie
opowiedzieć o anomalii. Tak to każdy głupi potrafi. Tylko się nabijać ze
wszystkiego, tak? I potem są rozwody, dziura ozonowa i wrzody, tak? No
właśnie. Wy to się zastanówcie. Zamiast się śmiać, to byście może ze sobą
porozmawiali. Bo ludzie wogle ze sobą nie rozmawiają w dzisiejszych czasach.
Telewizor i telewizor, i za pieniądzem gonią wszyscy. A to też jest anomalia,
ja myślę. Bo przecież człowiek coś innego powinien robić. Ja na przykład mam
swoją godność ludzką i nie umiem tak jak wszyscy. Ja nie wiem. Co w tym
śmiesznego.

Ja myślę, że Wam i tak zamkną te forum. Wcześniej czy później, doigracie się
jeszcze. Na każdego przyjdzie, mój znajomy na przykład to niedawno się śmiał
ze mnie, a teraz pracę stracił. Sprawiedliwość to jest sprawiedliwość, i tu
nie ma mocnych na to. Takie forum to wiecie co, to sobie możecie w ukryciu
gdzieś, ale nie tak, żeby wszyscy mogli patrzeć. Jest jeszcze w tym kraju
jakieś prawo, i Wy pożałujecie. No kto to widział. O anomaliach. Ja nie wiem.
Łobuzy. Zamiast coś zrobić pożytecznego. Popamiętacie jeszcze.

Wiecie co, ja przez swoje anomalie mam bardzo ciężkie życie. Nikt mnie nie
lubi. Nie mam żadnego przyjaciela. Wy się też pewnie nie będziecie chcieli ze
mną zaprzyjaźnić. Tylko będziecie się śmiać ze mnie. Już nigdy nie będę
szczęśliwa. Niczego nie osiągnę. A Was to nawet nie wzruszy, tak? No pewnie.
Biednym dzieciom z Kambodży też nikt nie pomaga, to i mi nie pomożecie. A ja
tylko chciałam porozmawiać i wymienić poglądy. Bo ja jestem wrażliwa, a
najbardziej na czyjąś krzywdę. Ale mam też poczucie humoru i mam różne
zainteresowania. Słucham muzyki i chodzę czasem na miasto coś porobić. Jestem
sympatyczna i wykształcona. Chciałabym się do Was przytulić.

***********
Sorry, jestem w kiepskiej formie piśmienniczej i tylko taką anomalię byłam w
stanie Wam wysmażyć na powitanie (poza tym naprawdę muszę iść po cukier! i
pracować mi się nie chce!!!). A w ogóle to się to Wasze forum fajnie
zapowiada, trzeba by coś ruszyć, przecież głupków leśnych, polnych i
industrialnych są całe stada, niech oni tu przyjdą, trzeba coś wykombinować!
Takie tam parę świrów na krzyż - marnacja w czystej postaci, przeca Wy macie
talent komiczny jak stąd do Pułtuska, chwalcie się! :-)))
Pozdrawiam!
XX (że niby się trzymam wersji "nierozpoznawalnej")

Obserwuj wątek
    • glupek_lesny Re: ja Wam coś powiem, ale nie patrzcie, wstydzę 10.01.03, 08:06
      Kiedy my naprawde nie wiemy co z tymi ano maliami naszymi zrobic :(( Walesa sie toto po domu, coraz wiecej, czasem niechcacy sie taka przydepnie to piszczy w nieboglosy i ucieka na lampe. A sciaganie anomalii z zlampy to naprawde ciezka robota.
      Z wytesknieniem czekamy az ktos nas od nich uwolni.
      Musze juz isc, bo mi anomalia duzy palec u nogi ssie i musze sie nia zajac - chyba glodna?

      P.S.
      Cukier lamac jest calkiem prosto, trzeba tylko kupic ten w kostkach, bo ten sie latwiej lamie. Tylko prosze, nie rob mu krzywdy i nie zalamuj go tak do konca...
      • hermina Re: ja Wam coś powiem, ale nie patrzcie, wstydzę 27.01.03, 07:01
        Ja bym może mogła wypożyczyć od Was. Tylko nie wiem, na jaki procent. I czy jak
        będziecie chcieli procent, to tę nadwyżkę będzieta chcieli w moich anomaliach,
        czy może te Wasze będę musiała podtuczyć albo nie daj boże hodowlę zarodową
        zaprowadzić? Jak to u Was jest w kwestii lichwy?
    • manya Re: ja Wam coś powiem, ale nie patrzcie, wstydzę 10.01.03, 22:43
      hermina napisała:

      Ja jak na ten przykład mam jakąś
      > anomalię, se upoluję albo sama przyjdzie czy cuś, to ja się wstydzę wtedy
      > strasznie (i po raz kolejny występuję pod nowym nickiem, pod którym i tak
      > mnie wszyscy rozpoznają, a ja mam anomalię - się przyznam - i ciągle mi się
      > wydaje, że się skutecznie maskuję).

      Kurcze, Hermina, bo juz sie boje, ze moze jestes jednym z moich nickow!:)

      Manya-czka (rowniez "nierozpoznawalna")
      • hermina Re: ja Wam coś powiem, ale nie patrzcie, wstydzę 27.01.03, 07:01
        Cię w mordę, bez takich zagadek! Bo ja na ten przykład to nie wiem, kto Ty
        jesteś. A Ty wiesz, kto ja jestem? (odpowiedź może mnie na jakiś trop
        naprowadzi?)
    • ta_ oni nie rozumią co to annomarie 10.01.03, 23:29
      O jakże droga współsiostro w odczuwaniu , hermino.

      Rozumiem Twoje żale , bo nie ma co zakładać forumu ,żeby się z ludzkich
      nieszczęść wyśmiewać, tylko trzeba pomagać, a nie jak oni śmichu chichu i żeby
      sobie tylko natrząsnąć dla własnej przyjemności.

      Dla nich to normalne wyjść po cukier, ot tak czapka na głowe i chodu, a tu
      człowiek tyle się naboi i to siku, że może i od tego te anomalie ma w sobie.
      I one są i duszą człowieka za gardło i za szyję, ale co im tam nieszczęścia
      takie,kiedy cukru naskładali, spiżarnie pełne aż pod okienko.

      Ja ci powiem, nic tu po nas, bo i co.Zrozumie to tu ktoś? Ja ci mówię, że
      nic. Znam ich wszystkich prześmiewców. Nigdy na poważne tematy ludziom poradzić
      nie chcieli, miała koleżanka kłopot z chłopakiem, co mu głowa w pracy się
      pomroczyła i na piersi panienki spadała ,to nikt nie rozumiał i jak pojechała
      na wczasy i przebierała się w łazience , to też wcale nie.

      Oni to ci powiem nawet nie rozumią co to annomarie są i bedą się wykręcać a ty
      sie męcz.
      No to cię pozdrawiam i napisz

      Ta_
      • hermina Re: oni nie rozumią co to annomarie 27.01.03, 07:05
        No widzę ja tutej, że trochę jakby jarzysz, o co mnie się rozchodzi kunkretnie.
        Że syty głodnego, cukrzyk zgorzkniałego nie zrozumi... Ale co się dziwić
        ludziom. W tych czasach. Przyjdzie jaki Wietnamczyk, zabierze im ten ich cukier
        i kurde, psy będzie słodził. Albo przyjdzie milicja skarbowa i będzie im
        mierzyć poziom cukru w cukrze i krany wąchać od instalacji. Ja dziękuję. Więc
        ja się tej znieczulicy nie dziwię. Sama zresztą, kurde, jak już mam ten cukier,
        to też schowam i nikomu nie dam. Chyba że Tobie troszkę, ale tak troszkę,
        rozumiesz. Nie zaraz szklankę. Bo mimo wszystko pomocna jesteś taka i
        współczująca. Będę Cię naśladować.
    • trzcina Może Ci to pomoze 11.01.03, 11:44
      No różne masz Ty objawy z tym cukrem, a ja nie lekarz.
      Moze Ci pomoże, co ja miałam i mi pomogło na moją anomalię.
      To Ci opiszę, tak naokoło, bo co się bedę obnażać.
      No więc ja miałam takie łygotki, nie przy cukrze, ale przy innych sprawunkach i
      sprawach.
      Nic mi się nie pociło, nic nie biło, tylko mi dygało, najczęściej łydki.
      No i sobie wymyśliłam, że one, te łydki, moje są przecież i ja tu rządzę.
      I jak sie tylko zaczynało, to ja te łygotki przeganiałam gdzie indziej, tam
      gdzie mi nie wadziły, przemieszczenie takie robiłam, czarymary.
      Mozna je na ten przykład pozamieniać na kolangotki albo palcgotki, tylko że
      rzadko sie udaje.
      Próbowałam poupychać je w komórkach, ale nie uradziłam, raz tylko wyszło, ale
      ledwie mnie odratowali, cała sie trzęsłam. Powiedzieli, ze dygotki na poziomie
      atomu grożą jego rozbiciem. Też mi specjaliści. Znaczy łydki może mi rozbić?
      I dlatego mówię Ci, najlepsze są uszy, jak sie ma długie włosy nic nie widać, a
      co znowu napracujesz uszami, mogą sobie dygać do woli.
      Nos też moze być, jak nikt nie patrzy, ale w nos trudno je zapędzić, nie lubią,
      nie wiadomo czemu.
      I niech się tu nikt nie śmieje, pomysł sprawdzony i skuteczny jest, ma
      dziewczyna problem, niech próbuje.

      pozdrawiam i cała sie trzęsę, żeby Ci wyszło
      t.))
      • ta_ Re: Może Ci to pomoze 11.01.03, 13:49
        Ja nie wiem wcale, czy ty jej dobrze radzisz, ale co porada to porada i za to
        ci się należy podziękowanie bo nie prześmiewasz sie tylko bierzesz do serca.

        Możesz od tego radzenia dygotu dostać co się fybrylacja nazywa, czy jakoś tak.
        Niektórzy tak mają i im to zostaje. Muszą potem brać małe różowe pigułki 2 x po
        2 przed popiciem. Nie życzę.

        A tak wogóle to ty nie masz wszystkich elementów na miejscu i dlatego taki masz
        dygot. Trzeba brać takie małe elementy w pastylkach i uzupełnić.
        Jak masz ochotę ściany lizać to dopiero.
        I nie pocieraj się magnezem bo ci się przesunie wszystko w jedną stronę i
        przeważy. Jak mnie jeden taki mongolski lekarz potarł to mi sie wszystko
        pokręciło i ciagnie mnie na północ. Potem ci napiszę.
        Fajnie sie z wami gada. To na razie

        Ta_
        • trzcina Byle nie zaszkodziło 11.01.03, 15:01
          To Ty mi napisz, moja droga, co z tą północą, koniecznie,że Cię ciągnie, bo ja
          bym wolała na południe.

          Za poradę dziekuję z serca, to ja widzisz, źle myślałam, ze ja mam za dużo o te
          dygotki w sobie, a tu na odwrót.

          To napisz mi jeszcze absolutnie, jak się te elementy nazywają w pastylkach, co
          ja je mam brać i mi ich brakuje.
          Nie mówiłam, ale mam jeszcze taką malię, ze nie włożę do ust niczego, co nie
          wiem, jak się nazywa.
          I żeby to nie były liposomy w tych pastylkach, bo kiedyś, jak mnie trzęsło, nie
          trafiłam z kremem i troche ich zjadłam. CO się działo, trudno opowiedzieć.
          Język mam teraz gładki, fakt, ale jeść nie mogę, bo mi też wygładziło wszystkie
          narządy w środku. Marszczą mi z powrotem juz trzeci rok ten mój środek, w
          takiej klinice specjalnej, oporny on strasznie.

          dobrze przyjazne dusze spotkać, co i poradzą i wytłumaczą
          to z pagórka dziękuje, bo do gór to od nas kawałek

          t))






          • ta_ Re: Byle nie zaszkodziło 12.01.03, 15:19
            Przyłożył mi widać ten magnez nie z tego końca, co na instrukcji, rozczytać nie
            mógł, czy jakie licho. Przez to zwraca mnie na północ i juz mchem obrastam z
            tej strony.Zamiast kompasu robię u zuchów.

            Z liposomami ostożna bądź , wlizie gdzie bądź i kłuje albo co, klei się i
            paprze, to lepiej płukankę z mydła z jeleniem zrobić i środek sobie płukać za
            dnia.

            Jak drgasz dalej to idź do apteki i poproś o element na drganie, oni tam lepiej
            rozumią niż te konowały.

            Aleś ty mądra z tymi ustami, żeby nie wkładać byle co. Posłucham się ale już
            napewno zapytam jak toto się nazywa przedtem. Ostrożność nie zawadzi.

            Moja droga, nigdy nie spotkałam kogoś tak życzliwego. Z wdzięczności też będe
            ci radzić , co wiem. No to napisz.

            Ta_
            • trzcina Porada o ścianach 12.01.03, 22:40
              No to piszę.Na samym początku dziękuję za życzliwość i za pamiętanie. Od razu
              Ci mówię, że poszłam do apteki, jak radziłaś i tam jedna magister dała mi dla
              moich dygotków magnez w pastylkach z witaminą, taką z abecadła.
              I od razu się pytam, czy to może być ten sam magnez, co zrobił z Ciebie kompas?
              Mój jest biały i całkiem nieduży.Bo jak ten sam, no to ja nie wiem, czy chcę. W
              mieście sobie radzę, tak żeby do pracy i na zakupy to trafię,a tyle mchu na
              grzbiecie, to nie wiem, czy bym udźwigła. A igłę to ty też masz? Ciekawa jestem.
              O a ściany to się nie martw. Całe życie lizałam i żyję. Ściany po staremu
              bielimy i te ściany dwa razy tańsze, sąsiadka ksiegowa, porzadna kobieta, mi
              wyliczyła. Że ktoś lepi je w kulki i za cieżkie pieniądze sprzedaje, to mi
              pieniedzy żal. Sobie pomyśl, czy się nie opłaca.
              Pees
              Mydło z jeleniem mam, spróbuję.
              No to jeszcze raz dziękuję i czekam na odpis, o igłę mi głównie idzie.
              I chciałabym jeszcze wiedzieć, czy takie dygotki mogą być od takiego żywego
              jogurtu, co go raz zjadłam, bo skąd by się żywe w środku wzięło, jak nikt nie
              wpuszczał?

              t.

              • ta_ Re: Porada o ścianach 13.01.03, 00:41
                No wiesz, ty to jesteś fajna że piszesz do mnie i rozmawiasz.

                Magnez w pastylce mówisz? Może i prawda a może i niebezpieczne, bo jeszcze ci
                odwróci flaki do góry nogami albo co, poprzekręca nerkę z wątrobą i zapętli,
                skończyć się może różnie ale najbardziej to anomalią jakąś i potem to już nie
                wiem.
                Najlepiej to ty daj kotu ten swój magnez i nie ryzykuj i wtedy zobaczysz czy
                już nim skręca, można ptaszkom pokruszyć i popatrzeć gdzie juchy lecą.

                Igły mnie nie potrzeba mieć , druhy pomacają po mchu i od razu wiedzą.

                Ta twoja sąsiadka to mądra kobitka i liczyć umie. Kazek , ty go nie znasz, ale
                jest fajny, to mówi to samo, po co przepłacać jak z bielenia zostaje a ukulać
                se każdy głupi potrafi. Nakulaj na zapas i wysusz na gazecie w kupkach, Kazek
                jeszcze białkiem z jajka pomaluje i jest a potem śmieje się w nos takim
                magisterkom z apteki przemądrzałym jak nie wiem.Literka się z gazety zawsze
                jakaś przylepi, to potem masz do wyboru a w aptece to przepłaciłaś za pastylki
                tylko z jedną literką.

                O jogurt się mnie pytasz, to mówię co wiem. Żywego tam nic nie ma, nawet przez
                szmatkę przepuściłam, żeby ci prawdę napisać chyba że mucha wpadnie, jak długo
                stoi to widziałam i mrówka.Tak to kłamią więc lepiej sie pytać i dobrze, żeśmy
                się znalazły.

                Niezłe to forum, pogadać można o rzeczach ważnych
                No to pisz
                Ta_
                • trzcina Strasznie ważne!!! 14.01.03, 20:48
                  W porę do mnie napisałaś.
                  To jest tak.
                  Gołębie pofruneły na Hutę, na wschód znaczy. Sąsiadów kot,bo mój nie tyka
                  białego, poleciał z dachu po skosie, na południe jakby. Sąsiadka bardziej w
                  lewo. To ja już nie będę tego do ust brać, bo nie wiem, gdzie polecę.
                  W dodatku sobie popatrzyłam, ze to z magnezem, to b, z dużej litery i skąd ja
                  mam wiedzieć, czy mi a nie każą potem powiedzieć. Wiesz, co gadają, nie? To
                  jak mi radzisz?
                  To moze wolę z tą gazetą spróbować, co się doklei, tak będzie.
                  Sąsiad mi pomoże ze ścianami, też fajny, bo nie wiadomo, kiedy sąsiadka wróci.
                  To ja mu co ugotuję, a on pokula.
                  A na razie to spać ide, bo mówię Ci, ze tak mnie głowa boli, ze już i o własnym
                  zdrowiu i zadbaniu nie mogę myśleć.

                  Pees
                  Tu obok gadają o windowsach. Może Ty mi wytlumacz, co to jest, ale cicho, bo
                  głupio nie wiedzieć w towarzystwie. A te windowsy strasznie modne, to pewnie i
                  oczy z głowy, ale jakby co, to mam odłożone z tych ścian i pomyslę.
                  I jeszcze spaliłam patelnię, da się uratować,ale rączka poszła. A z miesem co
                  robić, ratuj, pokruszyłam i co dalej. A sąsiada chcę ugościć.

                  To czekam, boś mądra kobieta

                  • ta_ nie zdążyłam 17.01.03, 01:04
                    No i wiesz co!
                    Bardzo mnie zmartwiłaś tą głową i sąsiadem i mięsem i raczką.
                    Nie zdążyłam na czas z dobrą radą i teraz nie wiem.Pewnie teraz śpisz, to nie
                    będę cię budzić, potem mary nocne będziesz mieć albo inne coś.No to śpij a ja
                    pomyślę. Wyszło mi ,że poleciałabyś na północ, bo tylko ten kierunek został, no
                    to uważaj i do ust nie bierz.
                    Napiszę jeszcze
                    Ta_
                    • hermina Re: nie zdążyłam 27.01.03, 07:09
                      Ja nic, kurde, nie chcę mówić. Ale czy te dygotki, to one nie są zaraźliwe? Bo
                      mnie tak cuś jakoś zadrgała powieka i tera nie wiem, czy mam uciekać od
                      monitoru, bo jak mówicie, że to tak trudno potem się leczy... Kaszpirowskiego
                      nie wiem, czy jeszcze dają na telewizorze, a ja i tak nie mam telewizora,
                      znaczy mam, ale nie podłączony do telewizji, a w te tam antybiotyki to nic nie
                      wierzę. Chyba że to tymi tymi, no, windowsami się jakoś leczy? Kurde. Żeście mi
                      stracha napędziły. Tera siedzę i pluję za siebie, żeby odczynić. A wczoraj
                      sprzątane było, i jak to kurde wygląda, cała podłoga zapluta. Ratunku.
                      • glupka_lesna Re: nie zdążyłam 28.01.03, 09:58
                        hermina napisała:

                        > Ale czy te dygotki, to one nie są zaraźliwe?

                        a sa, sa, to ci juz mowie. anomaliami sie roznosza. jedna anomalia drugiej dygotka wcisnie, ta druga przemyci na swoj teren i masz babo dygotka.

                        > Tera siedzę i pluję za siebie, żeby odczynić. A wczoraj
                        > sprzątane było, i jak to kurde wygląda, cała podłoga zapluta.

                        chyba sie nie oplaca pluc, bo trudno trafic, anomalie potrafia byc niezwykle zwinne :(
                        ale lepiej zrobic tak, to psychologiczne podejscie: przejac i przechowac dygotka czas pewien, po czym przekazac innej anomalii. ta inna widzi, ze towar cenny i pelnowartosciowy, wiec migiem wezmie (moze i z domu wyniesie), coby innym sie pochwalic.

                        no to juz nie pluj.


                        glupka
                        • trzcina Do Herminy od cukru 28.01.03, 19:48
                          Się nie gniewaj, ze ja tak z tym cukrem. Tu wszyscy zmieniają nazwiska co po
                          chwile, to skąd ja mam wiedzieć ile tu Hermin, a od cukru to póki co jedna ty
                          się ujawniłaś.
                          Dygotki zaraźliwe są albo nie są, na swoich się znam, ale na cudzych to nic a
                          nic.
                          Z podłogi zaplutej to ty sie reakcji doczekasz w chałupie, no chyba że już byli
                          ci od fekowania. Jak jeszcze nie, masz jak w banku, czemu jak w banku mówią, to
                          ja nie wiem, w banku to na pewno nic pewnego, tyle to wiem.
                          JA swoje pieniądze pod podłogą trzymam, nie muszę latac po bankomatach, pod
                          ręką jak znalazł, tylko pluć nie mogę, bo mi papierowe zamokną. No i jak
                          chodzę, to mi sie chybocze troche od tego obrotu. Ruch w interesie jest, nie
                          narzekam, wpłat wiecej niz wypłat.
                          Jak nie masz kibitki, zeby te karły z podłogi zebrała, to ja czarno widzę.
                          Ale się nie martw. Coś wymyślisz. To sprawdź od razu jak tam z tą podłogą.

                          Cię pozdrawiam jak już wróciłaś to fajnie
                          t.))
    • ta_ Re: ja Wam coś powiem, ale nie patrzcie, wstydzę 18.01.03, 01:35
      No to ci powiem co wiem bo pytałam u sąsiadów o te łyndołsy.

      Nie ma co, mówię ci co ja się nabiedziłam, żeby wymówić te słowo bo ono
      napisane jest w języku dla domyślnych, wiesz takim co inaczej widzisz a inaczej
      mówisz ( co też to ludzie nie wymyślą ?). Napisałam sobie na kartce i poszłam
      do Kazka, tego fajnego, co już go znasz i on też nie wiedział ale miał płytkę i
      puściliśmy i dopasowaliśmy sobie co mówią do tego co pisze, jakoś wyszło.

      Potem Kazek ściskał mnie za twarz i zacisnął nos i przećwiczyliśmy te słowo -
      uważaj sobie i powtarzaj: łyndołs. Teraz już możesz o tym rozmawiać w
      towarzystwie bez obawy, że nie będziesz zrozumiana.
      Nie wiem jeszcze co to znaczy, kumple Kazka mają jutro się coś dowiedzieć to ci
      napiszę.

      Z tego co czytałam obok to zaraza chyba jakaś , bo oni piszą, że rozłazi się to
      po domu a nawet przez okna wyłazi czy jakieś tam takie. Szukają na to sposobu,
      żeby zamknąć.

      Oni się mnie o radę nie pytają to się nie bedę pchać, chociaż wiem, że
      najlepiej łapać po jednym i do butelki z denaturatem wpychać, to się potopi i
      zdechnie. Jak stonka z Ameryki przyszła to był sposob najlepszy a to pewnie też
      jakaś zaraza amerykańska, tfu! Wiecej nie wiem , bo radzę jak umiem.

      Spalone mięso, jak jeszcze masz, to najlepiej pokrusz na drobno, można potem
      zrobić z tego posypkę na picę, bardzo dobre.

      I się tak nie przejmuj, od tego masz bóle w głowie i dygotki. Ty sobie pośpij
      lepiej , albo kulturalnie zaczesz się, ubierz i idź na ciastko albo co innego ,
      co lubisz. Albo coś zrób.

      No to napisz
      Ta_
    • ta_ do Herminy 18.01.03, 01:45
      Ja jeszcze do herminy mam słowo, bo się martwię, że ona nie pisze tutaj i nie
      rozmawia z nami.

      Napisała, że jej nikt nie rozumie, to nieprawda jest bo przynajmniej ja jedna
      ją rozumiem a to już coś jest na początek.

      Ona chce się tulić do kogoś i to też rozumiem tylko nie wiem , czy mogę tak
      zaproponować żeby ona się ewentualnie przytuliła do mnie. Ja to zniosę z
      przyjemnością i to nie jest żadna anomalia tylko ludzki odruch do
      potrzebującego. Ale ona napisała i przepadła, to może już nie potrzebuje albo
      coś.

      No to napisz hermino względem tego przytulania co jest i co z cukrem.

      Ta_
      • hermina Re: do Herminy 27.01.03, 07:12
        Nie, no, zara, chwila, moment. Z tym przytulaniem to jednak chodźmy na Erotikę,
        tam przynajmniej są tacy, co się od patrzenia podniecą i będzie jakiś pożytek
        dla ludzkości. Aha, no i jak mnie przytulisz (a nie żeby jeno pustosłowie!), to
        tego cukru wydzielę jeszcze płaską łyżeczkę dla Ciebie. Tak myślę, chociaż nie
        jestem do końca pewna, bo jak mnie skąpstwo wrodzone w ostatniej chwili
        przycapi, to nic z tego nie będzie. Tak tylko uprzedzam. Żeby nie było potem,
        że nie mówiłam.
    • ta_ Biokomponenty 18.01.03, 20:52
      No to ja już nie wiem co się dzieje wszyscy gdzieś poszli i zostawili mnie samą
      a ja tak radzić umiem i lubię i serce mam i chętnie się podzielę a tu nie ma z
      kim.

      Wyjdzie na to że mam taka anomalię, że mówię do siebie i piszę co mówię i powód
      do śmiechu będziecie ze mnie mieli a potem palcem wytykali.
      Ja już tak mam że z sercem występuję i potem sama się błąkam i wołam na pustyni.

      Na to przytulenie też mam smaka a Hermina przepadła , gdzieś pognały ją te jej
      anomalie albo kolejka po cukier jest czy co, bo nie wiem.

      Może się z Trzciną skumały i z tym cukrem kombinują coś na boku. Trzcina kiedyś
      przepytywała na forum o produkcję cukru teraz przypominam sobie i na fali mody
      na te biokomponenty pewnie planują dosypywanie do płynu hamulcowego albo coś
      koło tego. A niech im tam będzie, trzeba czymś głowę zająć , dobrze dziewczyny
      kombinują.

      No to może ktoś jeszcze jakiejś mądrej rady potrzebuje, to piszcie

      Ta_
      • trzcina Re: Biokomponenty 18.01.03, 21:25
        Kochaniutka, też żem się o Herminę martwiła, bo poszła po ten cukier i nie
        wróciła, jakieś to podejrzane, nie? Najpierw to myślałam, ze musiała z tym
        siku, ale to już trochę długo, to nie wiem, co z nią.
        Ale ona ma jakieś inne malie, co się nie chciała przyznać, moze wychodzi i nie
        wraca, na ten przykład. Różne ludzie mają.
        A potem to się musiałam zacząć martwić o sąsiada, co Ci zaraz powiem, co i
        jak, a teraz to się martwię o Ciebie, że Ci tu smutno samej i końca nie ma z
        tymi zmartwieniami.
        A z sąsiadem jest tak.
        Obiad się udał bardzo. Całą noc mi z tym mięsem zeszło.
        Z picą spróbuję następną razą, tylko jak to zrobić bez straty w patelni?
        Dałam pulpety, pycha, mówię Ci. Schaba starłam na tarce, nawet poszło.
        Nawrzucałam a to ziół, a to jaj, zeby sie dobrze uklepało, na koniec dla
        zapachu, bo schab jakoś stracił, dołożyłam łyskasa, co mój kot uwielbia.
        Obtoczyłam w jaju i orzechach, dla urody na talerzu, mówię ci, sąsiad repetę
        brał za repetą.
        I miło bylo. Się gadało, gdzie moze byc sąsiadka i inne takie. A potem to on
        nagle fyrt prawie wybiegł i już dwa dni go nie ma. Nawet pukałam do drzwi
        jego, bo kulać nie skończył, no i sie boje, co z nim, ale na nic cale moje
        martwienia i pukania. Cicho tam u niego, ze strach. Myślisz, że się o co
        obraził? No bo ja juz nie wiem co.
        No to ja ciągle rady Twojej potrzebuję, a z tym cukrem, to ani mi w głowie
        kombinować, chyba żeby Hermina coś, w końcu ona ma z cukrem tutaj najwiecej.
        Za łyndołsy dzięki i nie wiem dalej, czy kupić. Jak one tak wychodzą, jak ta
        tutaj Hermina, to może lepiej nie.
        bardzo pozdrawiam
        do zobaczenia mówię, bo ja nie taka, zeby wyjść i koniec
        t.)

        pees

        a z przytuleniem to moze tego Kazka, coś pisała popróbuj


        • ta_ Płaski sąsiad? 19.01.03, 18:16
          Ładnie ci dziękuję, że mnie nie zostawiłaś i piszesz do mnie.

          Fakt, że Hermina ma coś z tymi maliami i pewnie te najważniejsze ze wstydu
          ukryła, może ona zapada na jakieś niemoty i bardzo chce, ale nie może. No to ją
          pozdrawiam póki co.

          Sąsiad dziwnie się zachował, że tak nagle i bez pożegnania za dobry obiad
          wybiegł i cicho siedzi. Może ty mu przez omyłkę wkruszyłaś w pulpet te pastylki
          z literką i on teraz przylgnął gdzieś do ściany i nie umie się odlepić. To
          będzie chyba na pewno to.
          Jak tak dłużej pobędzie to się spłaszczy a tego ci sąsiadka nie wybaczy. Leć i
          go ratuj póki co albo nie wiem. Tą rączką z patelni możesz sobie pomóc, żeby go
          odskrobać albo przynajmniej podważyć. Wcześniej sama połknij ze dwie, żeby
          sąsiada przyciągnąć. Chyba że pobiegł orzechy z zębów wydłubać, to go zostaw
          niech sobie czyści, to jest zajęcie na długie godziny i dlatego się nie odzywa.

          Łyndołsa, to myślałam, spółkę ci zaproponować, kupmy narazie jednego, ty
          popróbujesz, ja popróbuję i zobaczymy, jak będzie fajny dokupimy po parce żeby
          było, rozmnożą się to i uhandlujemy coś, bo widzisz ja mam smykałkę.

          Jakbyś tak wyszła i ani pocałuj mnie tobym dostała takiej malii,żebym już
          nikomu nie wierzyła i za nic więcej bym nikomu nie poradziła. Ty jesteś ludzki
          człowiek i rozumiesz mnie jaka to okropna malia nie chcieć nikomu radzić ani
          nic.I dlatego.

          No to pisz
          Ta_

    • ta_ Re: ja Wam coś powiem, ale nie patrzcie, wstydzę 19.01.03, 21:44
      Trzcino to ja.
      To ja ci jeszcze napiszę, zajrzyj na wątek o artyzmie, bo ty go masz, to im
      napisz, oni się pytają o to tam, taki kasting robią czy coś.

      Można się pochwalić , potem masz, jak znalazł. Może do telewizji albo gdzieś
      trafimy bo ja już się pochwaliłam. Teraz nowe czasy idą , musisz mieć swoje
      kukurykulum, i tam piszesz co i jak i wysyłasz gdzie bądź. Wtedy masz szansę.

      No to idź i się chwal.
      Ta_
      • trzcina Kurywitamkulom 19.01.03, 23:07
        ALe mam ci do powiedzenia.
        Będzie w punktach, bo już się gubie z tym wszystkim, co sie porobiło.

        Tam obok, to napisałam, co rękami robię, ale widzę, że musze kogo poprosić moze
        ze szkołami, nawet i zapłace, bo oni tam inaczej niż ja gadają, a to jakiś
        konkurs czy co, to niech mi napisza ładnie, żeby nie było.
        Dobra z ciebie koleżanka, ześ mi o tych kastingach powiedziała, moze co z tego
        bedzie.
        O sąsiadkę moją to ty się już nie martw, czy doleciała, bo wróciła.
        Ale było.
        Sąsiada szukałam komórką, dzwoniłam i ucho przykładałam po klatce, ale dopiero
        jak pranie poszłam na dach powywieszac, to go znalazłam. Też tak zrób, na dachu
        mniej kradną, to sobie trzepak z podwórza tam wyniosłam i suszę.
        On tam siedział z kotem i sie darł, jakby się marcował po tym łyskasie czy co.
        A że połknęłam te magnezy coś mi powiedziała, to się jakoś poturlało z nim na
        dół, bo zaraz go do mnie przyciągnęło.
        Tylko sąsiadka jak raz wróciła i ciężko jej szło wytłumaczyć, bo to i mi
        spódnicę po drodze zdarło i Józio, tak jest sąsiadowi, strasznie po tym
        dachowaniu podrapany.
        Ale pokazałam jej patelnie, niegłupia jest, migiem zrozumiała w czym rzecz.
        TO ci jeszcze powiem, ze ona na mieso ma dobry pomysł. Żeby go nie skrobać,
        tylko namoczyć, ale tak z tydzień, jak w occie, chyba że masz domestosa to
        szybciej i bez smażenia masz pieczeń na dziko. Jeszcze taniej wychodzi, bo
        łyskas drogi, ze nie wiem. A pieczeń to i wipom mozna bez wstydu zapodać.
        Chętnie z tobą te łyndołsy pohoduję, na dachu jeszcze miejsca a miejsca, tylko
        zeby mi po tych profesorach został pieniadz jaki, co to mi to kurywitamkulom
        napiszą. TO to samo co siwi, nie?, wiem, bo słyszałam, jak mówili.
        Za zatroszczenie o mnie ci dziekuję i sobie zapamiętam, to sie będę rewążować

        z poważaniem na zawsze pozostaję
        wdzieczna ku pamięci
        ładne, nie?
        moje
        t.

        • trzcina Re: Kurywitamkulom-bym zapomniała 20.01.03, 00:08
          Ze jak pada, to musisz nad pranie coś dać, bo ci umoczy zamiast wysuszyć.
          Wcześniej , to popowieszałam nad trzepakiem stare parasolki, a teraz to mam
          jeden taki duży, co go sobie z ogródka z pabu obok pożyczyłam na deszcz.
          A w ogóle to planuję tam folie zaciągnąć, to bedzie i na pranie i na pomidory i
          łyndołsy też mogą się tam pohodować.
          Dach się u mnie marnować nie bedzie.
          t.
    • ta_ Re: ja Wam coś powiem, ale nie patrzcie, wstydzę 21.01.03, 19:54
      Martwisz się pewnie co robię, że nie piszę więc ci mówię dzisiaj o tym.

      Ja też czasem radzę innym , bo życ z czegoś trzeba, dobrym sercem piekło
      wybrukowane, czy coś, to się najęłam , siedzę czasem po nocach , grosza trochę
      jest, pewnie, że mało ale kto dziś ma za dużo oprócz tych, co tak mają.

      Ludzie to pazerne takie, zaraz się ktoś zazdrosny odezwie,a ja nie powiem i
      już, chyba ze tobie na ucho, ty się ze mną kolegujesz i rozmawiasz to może
      nawet poznam cię z Kazkiem przez wdzięczność.

      Teraz już od tego radzenia na akord to mnie gęba boli , trzeba płukanką
      popłukać ale nie wiem, czy ty też tak robisz.

      Cieszę się, że się pochwaliłaś swoim artyzmem, zaraz poczytam.
      Rację masz, że tu nie można się dogadać z nikim, człowiek taki z sercem i
      życzliwy a nikt do ciebie nie zagada i ma racje Hermina,że tu nikogo nic nie
      obchodzi.
      Takie anomalie jakieś same tu są a nie normalni ludzie.

      U nas z Kazkiem jak się rozgadamy to każdy jeden się przyłączy , jest chętny i
      pomocny i radzimy sobie wszyscy jakoś. Nie żeby tak zawiścić i źle życzyć
      komuś. Ale widzisz sama, że oni mówią jakoś inaczej to może i myśleć nie
      potrafią i stąd. Ja tam wstydu od tego nie mam.

      Ja suszę w piwnicy, prawda - trochę zatęchłym zalatuje , ale za to pewne,że
      nikt nie zwędzi, piwnica na klucz. Na dachu to wyszykuj sobie park albo
      skwerek, a jak nie to choćby gazon. Najlepiej udaje się takie ziele , masz
      ładnie i zarobisz.

      Sąsiadka jak nie rozumie czemuś bez spódnicy po dachu latała z sąsiadem
      podrapanym to ty jej nie tłumacz, bo nie zrozumie. One tak mają, że czepiają
      się nie wiadomo czego, no chyba ze zgodna kobieta, to jej odpuść, a o sąsiada
      dbaj bo nie wiadomo.

      No to napisz
      Ta_
      • trzcina Porady różne 22.01.03, 22:42
        Ty to jesteś bardzo okej, ze do mnie napisałaś i poradziłaś.
        SIe dzieje i robi tak, ze juz nie wiem, kiedy sie wyśpię.
        Z tym siwi, to się pisze i artyzmy też sie piszą. Najęłam takiego mądrego, to
        siedzi i co chwila dzwoni, bo nie wie, co pisać, niby szkoły pokończył, mówi,
        ze mi da do autoryzacji, przecież ja nie mam samochodu, to jak.
        Patrz,ja mu na chleb daję, a on sie nabijać bedzie, głupi czy co, ale krótkie
        nogi tego nabijania, nie zapłacę i już. Sam pewnie ma kilka aut z tych
        kurikulumów, sie bedzie mądrzył.
        Trzepak mi zabrali, to nie piorę, jeszcze powiedzieli, ze sprawę bedę mieć.
        Też coś, ludzie są zawistniki, dobrze piszesz, przeciez kazali swój los brac w
        swoje ręce, to wzięłam trzepak, od czegoś trzeba zacząć, nie.
        I bądź z pomysłem na byznes. Co sobie polepszysz, to sprawę Ci zrobią.
        To ty też uważaj, żebys nie miała tak samo z tego radzenia, zaraz sie okaże, że
        nie masz licencji i klops. Lepiej napisz sobie taką licencje na porady, zapłać
        madrali jakiemus, byle nie taki prześmiewca jak mój, no chyba że masz auto,
        bedziesz miała jak znalazł jak przyjda.

        A tego jelenia to sobie w koszta wrzuć, to oszczędzisz więcej, ale jeszcze
        przed płukaniem, bo potem zapomnisz. I radzę ci etat na radzenie
        skombinować, bo na akord sie urobisz, nie zarobisz, wiem, jak jest. Gardło na
        darmo boli.
        Parasol schowałam do piwnicy, bo też by zabrali, ludzie są podli.
        Wyciągnę, jak przycichnie.
        I muszę bielić, bo mi się ściany konczą, szybko w tym roku, normalnie do wiosny
        starczało.

        to pozdrawiam i czekam
        t.))
      • glupek_lesny bo ja taki niesmialy... 22.01.03, 23:14
        ... i nie chce przerywac, jak madrze mowia. Bo jeszcze powiem co glupiego i dopiero bezie. podoba mi sie co tak mowicie ze soba, widac od razu, ze zycie znacie i wiecie jak sobie radzic.

        Postskriptum:
        Ale na sasiadke to sie nie gniewajcie. Pewnie dostala szoku jak zobaczyla sasiada in vitro. Poczeka dzien, dwa to jej przejdzie pewnie.
        to ja juz koncze.
        • glupka_lesna Potwierdzam 22.01.03, 23:24
          bo my to w koncu glupki jestesmy lesne, takie nieobyte
          przeciez.

          glupka
          • trzcina Re: Potwierdzam 22.01.03, 23:34
            Wy się nic a nic nie martwcie, bo tu porządne ludzie są.
            Ta pani Ta to Wam poradzi, jak i co, gdyby problem, ja może też coś wymyslę, a
            do gadania to zawsze mozecie sobie jakiegoś madrego nająć. Jakby kto wydziwiał.
            No to badzcie z nami i zdrowi też
            • trzcina Coś na śmiałość 22.01.03, 23:41
              NIeśmiałego to w każdy kąt upchną, to niech on lepiej od razu coś zażyje.
              Tylko nie zaraz do apteki, tam byle co dają, najpierw sie dobrze rozejrzeć, czy
              w przyrodzie samo nie występuje, bez płacenia albo w okolicy.
              Ta moze coś uszuka, ja tak w nocy to nie wiem co ośmiela, to pomyslę rano.


              • glupek_lesny Re: Coś na śmiałość 22.01.03, 23:46
                to my czekamy niecierpliwie, i na ta druga pania tez.
                • trzcina Re: Coś na śmiałość 23.01.03, 16:51
                  NO, wiele to ja nie umyśliłam z tą śmiałością, to na tą pania Ta musicie chyba
                  poczekać, ona mądra jest, że nie wiem.
                  Pierwsze to mi przyszło, ze dla kurażu to się pije procenty. Ale ile tych
                  procentów trzeba wlać dla takiego osmielenia, co to nie przejdzie na afterdej,
                  to ja juz nie wiem. Od razu mówię, ze jak nie macie pędzącego sąsiada, to sie
                  nic a nic nie opłaci.
                  A drugie to mi przyszło, że ja się zawsze ośmielam jak mam mur, taki że już
                  nic. To pod takim murem nieśmiałość jak ręką odejmuje, bo jak nie to szlus i
                  koniec i basta.
                  Mur całkiem nietrudno uszukać, no ale wy w lesie, to nie wiem czy tam mają
                  mury. Może grube drzewo też sie nada, jak się trafi. To próbujcie, co wam
                  szkodzi. Trzeba sie fest rozpedzić i potem zobaczycie.
                  A co u mnie słychać, napisze jeszcze drugi list, to jak was ciekawi, to sobie
                  poczytacie.

                  miło państwa poznać, a co dalej zobaczymy
                  • ta_ Re: Coś na śmiałość 23.01.03, 20:13
                    Pytacie mnie o radę co zrobić z nieśmiałością żeby przełamać ją na wpół czy coś
                    no to mówię, że ja to śmiała jestem, wszędzie się zakręcę i rozejrzę a wstydu
                    nie mam za grosz. Lubię tak między ludźmi mądrymi sobie pobyć, zawsze mam coś
                    ciekawego do powiedzenia albo pośpiewania i po co mam radzić nieśmiałym, żeby
                    mieć konkurencję?

                    Tylko dla was zrobię wyjątek, nie tak ,żebym chciała tylko mi się żal zrobiło
                    jak nie wiem co.

                    Siedzi pewnie w kącie takie chucherko zahukane i ani me ani be, niebożątko
                    leśne i się trzęsie i patrzy leśnymi oczkami niebieściutkimi...eeetam samo
                    życie, widziałam ja takie bidulki, niedożywki jedne, głosik cichutki, miałki,
                    sepleniący, gardło zaciśnięte i szyjka cieniuśka , rączuchny bialutkie
                    delikatne, pańskie, roboty nie widziały, w pasie giętkie, wąziuchne jakby
                    powrósłem przewiązane, nożynki patyczki ledwo szurające, ledwo dycha, ledwo
                    piska...świecie ty mój...

                    Bardzo się wzruszyłam, bo ja mam dusze wrażliwą i wyobraźliwą, poradzę wam
                    potem, para ze mnie uszła na takie widoki

                    No to poczekajcie
                    Ta_
                    • glupek_lesny Re: Coś na śmiałość 23.01.03, 21:30
                      A my bysmy chcieli (chlip) z tego kacika (chlip) wyjsc (chlip), bo nam tu (chlip) tak zle (chlip) i niesmialo (chlip chlip)

                      zaplakany nad swoja niedola
                      glupek l
                      • hermina Re: Coś na śmiałość 27.01.03, 07:24
                        Ale gdzie Wy wogle chcecie wychodzić, Wy głupki jedne? No właśnie. A siedzieć w
                        lesie i nie kombinować za dużo. Na śmiałość. Też se wymyślili. A siedzieć,
                        rączki w małdrzyk, buzie w ciup, mordy w kubeł, i pilnować gawry. Mało Wam się
                        anomalii panoszy? Sami też chcecie? To już wogle się w tym lesie nie da żyć!

                        A tak mi się przypomniało, znacie taki jeden kawał o lesie? To posłuchajcie.

                        Lew postanowił pewnego dnia sporządzić listę wszystkich zwierząt z lasu, które
                        zamierza zjeść. Jak postanowił, tak też zrobił. Pierwszego dnia obowiązywania
                        listy kroczy sobie dumnie o poranku, rozgląda się łakomie wokół... Aż tu zza
                        krzaka wyskakuje lis.
                        - Lew... - zagaja lis nieśmiało. - To z tą listą to prawda?
                        - Ano, prawda.
                        - A ja jestem na tej liście?
                        - Lis... lis... a, jesteś.
                        - O rany, lew, posłuchaj... to ja bym miał straszną prośbę do ciebie... czy ty
                        byś mnie może mógł zjeść nie dziś, tylko tak za dwa dni?... Bo widzisz, firmę
                        prowadzę, sklep mam, dwa magazyny, i muszę tam, cholera, jakiś porządek zrobić,
                        księgowość uporządkować, to mi ze dwa dni zejdzie... Dałoby się zrobić? Dwa
                        dni, dosłownie, bo inaczej to będzie katastrofa...
                        - No dobrze. - mówi lew niechętnie i idzie dalej.
                        Zza kolejnego krzaka wyłania się niedźwiedź.
                        - Lew... to z tą listą to prawda?
                        - Ano, prawda.
                        - A... a ja jestem na tej liście?
                        - N... niedźwiedź... a, jesteś.
                        - Ajajaj... Posłuchaj, lew... Bo ja to bym musiał mieć prośbę... Czy ty byś
                        mógł mnie zjeść jutro? nie dziś, tylko jutro?... No bo widzisz, znasz mnie
                        dobrze, wiesz, jaki jestem... ja swoją rodzinę strasznie kocham, żonę mam,
                        siedmioro małych misiów... ja bym się chciał jakoś z nimi pożegnać, zabrać
                        ostatni raz na spacer, porozmawiać, pokochać się... Rozumiesz, lew? Żeby nie
                        tak od razu dzisiaj, jeden dzień bym prosił... Byłbyś w stanie to dla mnie
                        zrobić?...
                        - No dobrze. - mamrocze lew.
                        Wyskakuje mu raptem zza winkla zając. Patrzy nieprzytomnie...
                        - Ty, lew! Czekaj, czekaj, co to ja chciałem... Aha! To z tą listą to prawda?
                        - Ano, prawda.
                        - A ja jestem na tej liście???
                        - Z... zając... zając... a, jesteś.
                        - A można się skreślić?
                        - Można.
                        • glupek_lesny Re: Coś na śmiałość 28.01.03, 08:02
                          Kiedy my zadnej listy i zadnego lwa nie mamy!

                          Ojojoj, w wybrakowanym lesie zyjemy, buuuu :(((
                          • xkropka Coś na lwa 28.01.03, 13:23
                            Zbiórkę funduszy na zakup urządzić trzeba. Pojawi się taki lew w lesie, to i
                            anomalie się uspokoją, windowsy będą wychodzić gdzie trzeba, a miny się
                            rozbroją.
                            • glupka_lesna Re: Coś na lwa 29.01.03, 00:08

                              obawiam sie ze anomalie nie uspokoja sie, lecz przeciwnie: moga sie nabawic nerwicy jakiej, a wlasciwie lewicy. i co robic ze zlewicowanymi anomaliami, he?

                            • glupek_lesny Re: Coś na lwa 29.01.03, 07:39
                              no nie wiem. mam watpliwosci takie jak glupka. Ale moze by oswojony lew salonowy sie nadal?
                              • xkropka Re: Coś na lwa 29.01.03, 10:14
                                Dobrze kobinujesz - lagodna perswazja chyba dobrze wplynie na zachowanie
                                anomalii, kultury sie naucza i moze przestana sie na lampach bujac, spod kanapy
                                wjda i nie beda gosciom kostek ogryzac.
                                • glupka_lesna Re: Coś na lwa 29.01.03, 10:46
                                  tak po prawdzie, to nie w ogryzaniu kostek, lecz w ich ocmoktywaniu problem, to drugie bowiem istotnie wstrzasa gosciowym jestestwem.
    • trzcina Różne takie 23.01.03, 21:15
      NAjpierw to mi kabel urwało albo w komputerze coś jak awaria, bo nie było neta
      i nie było całe dwie godziny, moze to i dobrze, bo sobie porobiłam w domu.
      Teraz widzę, ze z Tej para uszła i już się myślę zacząć martwić. TO cie
      pozdrawiam nawet i bez pary.
      No i co z tą Herminą, jeszcze znowu mnie roztrzęsie. Też ją pozdrawiam, ale
      najbardziej to się martwię.
      O dygotkach mi powiedzieli, ze to nerwy. Guzik nie prawda. A ten doktor to niby
      nerwów nie ma. A go nie trzęsie.
      Ważne, o łyndołsach. Myśmy to powinny razem pójść, bo tak to ja nie wiem, czy
      dobrze kupiłam.
      CHciałam wziąć Józia sąsiada, ale sąsiadka jakaś chytra czy podejrzliwa się
      zrobiła i nie pożyczyła go.
      TO poszłam sama do tej elektroniki i mówię, ze do hodowli zaszczepkę potrzebuje
      łyndołsową. A oni śmichy chichy sobie urządzili i pytają którą chcę. JAk to
      którą, najlepszą. A ci o rocznikach zaczynają, przecież nie o wino proszę, nie.
      TO im powiedziałam, ze świeża musi być, nie dam sie skantować.
      I słuchaj,nie uwierzysz oni mi dali mówią ikspe, takie srebne kółko płaskie,
      w eleganckim pudełku, że mówie ci. Tylko jak my to bedziemy mnożyć i sadzić to
      ja nie wiem. ALe jak kupisz to drugie, to bedziemy kombinować, co dwie głowy a
      jeszcze moze ten twój Kazek co wymyśli, na sprytnego mi on wygląda, co wie co i
      jak.
      I jeszcze musiałam sciany w pastylkach kupic, bo mi sie całkiem zlizały, a
      reszta na kulanie poszła, to podawałam w prezencie sąsiadce, zeby nie była taka.
      I te pastylki one bąbelkują w wodzie. A ściany ani nic. To moze jak bedę bielić
      to w igristoje umieszam, żeby miało bąbelki, jak myslisz? pomyśl i poradź,
      wiosna idzie, ściany nie poczekają, a drugi raz nie dam moich pieniędzy tym z
      apteki.
      A pranie to na klatce na poręczach popowieszałam i nie bój nic, wzięłam troche
      tych plastyków z marketu, co to pipkają, jak wynosisz, w drzwiach klatkowych
      przyczepiłam czujnik z kuchenki, bo w kuchence to on mi na nic i niech mi kto
      spróbuje kołdre wynieść albo prześcieradło.

      to czekam moze się troche prześpię jak radziłaś
      uczesałam sie jak kazałaś i na ciastko też poszłam fajnie było że nie wiem
      jeszcze kiedys tak zrobie niegłupio mi to powiedziałaś
      A o nieśmiałych to ty dobra jesteś że poradzisz, choc ci nie na rękę


      t.))


      • glupki_lesne Re: Różne takie nt 01.03.05, 18:24
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka