Dodaj do ulubionych

SAHARA ZACHODNIA

16.01.10, 10:12
www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,7402646,Chce_wrocic_na_Sahare__Zywa_lub_martwa.html?
utm_source=HP&utm_medium=AutopromoHP&utm_content=&utm_campaign=a_wyso
kieoEAHP0110

1 grudnia 1955 r. Rosa Parks z Montgomery w stanie Alabama odmówiła
ustąpienia miejsca w autobusie białemu pasażerowi. 13 listopada 2009
r. Aminatu Haidar odmówiła wpisania w formularzu przylotowym, że
miejscem jej zamieszkania jest Maroko. Od tego porównania zaczyna
się list, który napisali w jej obronie Ken Loach i Paul
Laverty. 'Być może to naiwność sądzić, że formularz lotniskowy
Aminatu Haidar może przynieść takie same konsekwencje jak gest Rosy
Parks, ale jesteśmy pełni nadziei i ślemy wyrazy solidarności tej
niezwykłej kobiecie' - pisali.

Aminatu, Aminetu, Aminatou - światowa prasa nie zdążyła jeszcze
ustalić jednolitej pisowni jej imienia, bo gości na jej łamach
ledwie od miesiąca. Spowita w kolorową melfę, tradycyjny strój
kobiet z Sahary, patrzy zza przyciemnionych okularów zmęczonym,
pozbawionym blasku wzrokiem. Kiedy po raz enty tłumaczyła przed
kamerami swoje racje, przez jej twarz przemykał pobłażliwy, jakby
trochę nieobecny uśmiech. Mówiła: 'Jestem gotowa umrzeć, bo tylko
tak ochronię swoją godność'. 18 grudnia, po 32 dniach strajku
głodowego na lotnisku w Lanzarote, Aminatu Haidar wróciła do domu.

Było tak: W październiku 2009 r. Aminatu Haidar, obrończyni praw
człowieka z Sahary Zachodniej, leci do Nowego Jorku odebrać nagrodę
przyznaną jej przez Train Foundation w uznaniu za cywilną odwagę.
Nie jest to jej pierwsze międzynarodowe odznaczenie - kilka lat
wcześniej uhonorowała ją Fundacja Roberta F. Kennedy'ego, otrzymała
też w Parlamencie Europejskim nagrodę Silver Rose. 'Nie wiem, co
mnie czeka po powrocie' - mówi, odbierając wyróżnienie.

13 listopada wraca do rodzinnego Al-Ujun po krótkim przystanku w
Hiszpanii, gdzie od kilku lat leczy się z chorób, których się
nabawiła podczas kilkuletniego pobytu w marokańskim więzieniu.
Towarzyszą jej dwaj hiszpańscy dziennikarze, którzy przygotowują
film dokumentalny na jej temat. Wypełniając na lotnisku formularz
przylotowy, zwyczajem zwolenników niepodległości jako kraj
zamieszkania wpisuje Saharę Zachodnią. Nie kończy się jak zwykle na
ostrej wymianie zdań. Tym razem marokański celnik rekwiruje jej
paszport pod zarzutem 'zrzeczenia się obywatelstwa' i odsyła ją z
powrotem do Hiszpanii.

Po wylądowaniu w Lanzarote (Wyspy Kanaryjskie) odmawia wyjścia z
samolotu, ale hiszpańscy policjanci przekonują ją, że chodzi tylko o
złożenie wyjaśnień. Kiedy później próbuje wsiąść na pokład samolotu
lecącego do Al-Ujun, dowiaduje się, że bez paszportu nie jest to
możliwe. W akcie protestu odmawia wyjścia poza teren lotniska. 14
listopada dzwoni do swojego partnera, byłego więźnia politycznego
Baszira Mazana, z którym mieli się pobrać po powrocie: 'Jem właśnie
ostatnią kolację. O północy zaczynam strajk głodowy'.

Kim jest Aminatu? Kogo reprezentuje? O co chodzi w konflikcie na
Saharze? Pojawienie się na lotnisku w Lanzarote szczupłej,
przygarbionej postaci w kolorowej chuście zmusiło dziennikarzy do
przetrząśnięcia archiwów i zasobów Google.

43-letnia Aminatu Haidar nie była bowiem dotąd szerzej znana mediom,
podobnie jak kraj, o którego wolność walczy. 'Nigdy nie mówimy o
żądaniach tych, którzy nie podkładają bomb' - napisał na Facebooku
jeden z 13 tys. fanów strony 'Pomóż Aminatu'. O zamieszkiwanej przez
lud Sahrawi Saharze Zachodniej mówi się, że jest ostatnią kolonią w
Afryce. W 1975 r., po prawie stuletniej obecności, opuścili ją
Hiszpanie, oddając - co do dziś wypominają im z goryczą
Saharyjczycy - w ręce Maroka i Mauretanii. Takiemu rozwiązaniu
sprzeciwił się jednak Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości i ONZ
uznający jej prawo do samostanowienia.

W odpowiedzi król Maroka Hassan II posunął się do szantażu. W
listopadzie 1975 r. 350 tys. marokańskich 'ochotników' ruszyło w
kierunku Sahary Zachodniej, by 'odzyskać ją dla ojczyzny'. Akcja,
która przeszła do historii pod nazwą Zielonego Marszu, doprowadziła
do wybuchu wojny między Marokiem a saharyjskimi partyzantami
skupionymi w ruchu oporu Polisario, zakończonej dopiero w 1991 r. W
ciągu 16 lat z terenu Sahary Zachodniej uciekło ponad 160 tys.
ludzi, którzy do dziś wegetują w obozach dla uchodźców na terenie
Algierii i Mauretanii. Pokojowy plan ONZ dla Sahary Zachodniej
przewiduje referendum w sprawie jej przyszłości, którego nie udało
się jednak zwołać przez ostatnich 18 lat. 'Nieszczęściem' Sahary są
bogate złoża fosforytów, potencjalne złoża ropy i strefy połowów, z
których czerpią zyski generałowie marokańskiej armii. ONZ nie ukrywa
swojej bezradności. Jeden z jego specjalnych wysłanników James Baker
podał się kilka lat temu do dymisji w proteście przeciw obojętności
światowych potęg wobec saharyjskiego problemu. 'Sahara to nie
Kuwejt' - skwitował ironicznie.

'Byłam rozpieszczoną dziewczynką. Mój dziadek należał do armii
marokańskiej, mieszkaliśmy w dzielnicy wojskowej. Ale już wtedy
rozumiałam, że dzieje się coś złego. Widziałam pełne krwi ciężarówki
i pytałam szofera, o co chodzi' - opowiadała Aminatu barcelońskiemu
dziennikowi 'El Periódico'. Wyrastając w rodzinie mającej związki z
Rabatem - brat jej ojca był nawet urzędnikiem w ministerstwie spraw
wewnętrznych - Aminatu nawiązała pierwsze rewolucyjne kontakty
dopiero po maturze. Wzięła wtedy udział w pokojowej demonstracji z
okazji wizyty przedstawicieli ONZ, którzy w roku 1987 przyjechali do
Al-Ujun, by pracować nad planem pokojowym dla Sahary Zachodniej.
Młodzi uczestnicy manifestacji rozdawali niepodległościowe flagi i
skandowali krytyczne hasła. Kilkanaście godzin później, w środku
nocy, do domu Aminatu zapukali policjanci.

'Gdy miałam 20 lat, zaczęła się moja droga na koniec piekła' - pisze
w zeznaniu-świadectwie umieszczonym na stronie niepodległościowego
stowarzyszenia ARSO. Młodziutka Aminatu przez cztery lata była
uznana za zaginioną, a jej krewni byli przekonani, że nie żyje.
Przez cały ten czas więziono ją w centrum Al-Ujun razem z 70 innymi
Saharyjczykami, w tym 16 kobietami. 'Wiem, czym są tortury' - mówi
dziś Aminatu. Spędziła cztery lata z zawiązanymi oczami,
przesłuchiwano ją nago, wpychając do gardła szmaty nasycone środkami
chemicznymi. Grożono gwałtem, szczuto psami, poddawano
elektrowstrząsom, przetrzymywano w mikroskopijnej celi. Wyszła na
wolność 19 czerwca 1991 r. 'Pierwszy dzień lata, trwa festiwal
muzyczny - wspomina. - Jestem wolna, ale jestem cieniem człowieka.
Duch, żyjący trup, młoda dziewczyna uwolniona z niewyobrażalnego
piekła'.

Choć więzienie wykończyło ją fizycznie, jej walka dopiero się
rozpoczęła. Wraz z innymi byłymi więźniami i ich krewnymi założyła
stowarzyszenie CODESA ujawniające przypadki łamania praw człowieka w
Saharze Zachodniej. Wyszła za mąż za ekswspółwięźnia (z którym
rozwiodła się dwa lata później) i urodziła dwoje dzieci. Mimo to
jeszcze w roku 2002 pisała: 'Żyję na marginesie społeczeństwa'.
Świat usłyszał o niej dopiero w 2005 r. Podczas pokojowej
manifestacji ku czci zabitego działacza marokański policjant rozbił
jej pałką głowę. Świadomi demaskatorskiej siły nowych mediów
towarzysze Aminatu zrobili jej zdjęcie, które trafiło do organizacji
praw człowieka za granicą. Na przejmującej fotografii widać zalaną
krwią twarz i żółtą melfę, która, nasiąkłszy krwią, zmienia kolor na
pomarańczowy. Prosto ze szpitala, gdzie była opatrywana, Aminatu
trafiła ponownie do kryminału o przydomku 'Czarne Więzienie'.
Spędziła tam siedem miesięcy. Domagając się poprawy straszliwych
warunków, rozpoczęła swoją pierwszą głodówkę. Wytrwała 47 dni. Jej
uwolnienia domagały się Amnesty InternationAL...
Obserwuj wątek
    • aisza5 Krwawa pacyfikacja... 09.11.10, 16:44

      Maroko: krwawa pacyfikacja niepodległościowych protestów
      wiadomosci.onet.pl/swiat/maroko-krwawa-pacyfikacja-niepodleglosciowych-prot,1,3782371,wiadomosc.html
      Według Frontu Polisario w wyniku wczorajszego szturmu marokańskich sił bezpieczeństwa na obóz na Saharze Zachodniej zginęło 11 protestujących, a rannych zostało ponad 700 osób. Władze podają, że zginęło sześć osób, w tym 5 członków sił bezpieczeństwa.

      Front Polisario oskarżył władze we wtorek o użycie ostrej amunicji wobec protestujących. Podał, że zaginionych jest nadal ok. 160 osób. Najnowszy bilans dotyczy osób, które poniosły śmierć nie tylko w trakcie szturmu, ale również podczas późniejszych protestów w mieście Al-Ujun.

      Jak pisze hiszpański dziennik "El Pais", we wtorek rano w Al-Ujun było spokojnie
      W obozowisku, znajdującym się 15 km od miasta Al-Ujun, od 19 października demonstranci, których było według różnych źródeł od 12 tys. do 26 tys., żądali od marokańskich władz stworzenia nowych miejsc pracy i budowy mieszkań. Był to największy od lat protest antyrządowy na tym spornym obszarze Maroka.

      W poniedziałek rano siły bezpieczeństwa weszły do obozu, a do rozproszenia demonstrantów użyły armatek wodnych, gazu łzawiącego i pałek. Według wtorkowego komunikatu Frontu Polisario, użyto także ostrej amunicji.

      O Saharę Zachodnią, gdzie występuje m.in. wykorzystywany do produkcji nawozów fosforan, toczy się najdłuższy w Afryce spór terytorialny.

      Sahara Zachodnia jest byłą kolonią hiszpańską, zaanektowaną przez Maroko. Wspierany przez Algierię Front Polisario od lat żąda niepodległości tego terenu oraz przeprowadzenia referendum na ten temat. Spór trwa od 1975 roku.

      Pod egidą ONZ w poniedziałek ma rozpocząć się w Nowym Jorku kolejna już runda negocjacji między Marokiem a Frontem Polisario. W rozmowach wezmą udział także przedstawiciele Mauretanii i Algieriii

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka