Dodaj do ulubionych

Hanan Aszrawi

25.04.04, 21:09
Hanan Aszrawi

Monika Słowakiewicz gazeta.pl - obcasy, 31-05-2002

Zawsze gdy na Bliskim Wschodzie jest gorąco, jej twarz pojawia się na
ekranach. Hanan Aszrawi, chrześcijanka z Zachodniego Brzegu, jest najbardziej
przekonującym rzecznikiem Palestyńczyków

W 1988 roku telewizja amerykańska ABC zaprosiła na trzygodzinną "Nocną linię"
czterech Izraelczyków i czterech Palestyńczyków. Przygotowania kosztowały
wiele zachodu. To były czasy, kiedy z Palestyńczykami nie rozmawiano.
Organizacja Wyzwolenia Palestyny Jasera Arafata była zaliczana do ugrupowań
terrorystycznych. Wśród gości palestyńskich wystąpiła po raz pierwszy
kobieta - anglistka Hanan Aszrawi z uniwersytetu w Bir Zeit na Zachodnim
Brzegu Jordanu.

Arafat pojawiał się publicznie w mundurze i z pistoletem za paskiem. Hanan
Aszrawi była elegancką kobietą z doktoratem amerykańskiego uniwersytetu,
która błyskotliwie zapędzała rozmówców w kozi róg. Takiej Palestyny na
Zachodzie nie znano.

- Tylko dwóm osobom udaje się przekonać Amerykanów do racji arabskich: Hanan
i przywódcy irackiej opozycji Ahmedowi Szalabiemu - mówi pisarz palestyński
Said Aburish. - To niezwykłe, bo Hanan jest kobietą i chrześcijanką.

Lawendowa mama, jaśminowy ojciec

Urodziła się w zamożnej rodzinie palestyńskiej w 1946 roku, na dwa lata przed
powstaniem Izraela, który Palestyńczycy nazywają An-Nakba, Katastrofa. Jej
ojciec Daud Michail był wziętym lekarzem. Jego pasją było pisarstwo.

- Ojciec nigdy nie odmówił pacjentowi wizyty. Od ubogich często nie brał
pieniędzy. Miał w sobie wiele z palestyńskiego wieśniaka, choć był
wykształcony - mówi Hanan w jednym z wywiadów. Matka Wadi'a skończyła szkołę
misjonarzy anglikańskich dla pielęgniarek, znała angielski i łacinę. Poznali
się, gdy Wadi'a zatrudniła się w klinice ojca. Była starsza od męża i całe
życie ukrywała prawdziwą datę urodzenia. - Była pod wieloma względami
produktem wiktoriańskiej Anglii - mówi Hanan.

Zgodnie z obyczajem angielskim matka przyjmowała gości na popołudniowej
herbacie. Ojciec - zgodnie z obyczajem arabskim - prowadził dom otwarty o
każdej porze dnia i nocy: nikt go nie opuścił, nie zostawszy ugoszczonym. Po
powrocie ze szkoły Hanan zastawała salon pełen gości. Niekończące się
dyskusje toczyły się w gabinecie ojca. W wielkiej kuchni stale przygotowywano
posiłki. Nigdy nie było wiadomo, ile osób przyjdzie na kolację, ile zostanie
na noc.

Ojciec zawieszał na bramie zasuszony jaśmin, symbol domu palestyńskiego.
Matka zapełniała dom angielską lawendą. - Rodzice przekazali mi dwa
dziedzictwa: matka lawendowe, ojciec jaśminowe - mówi Hanan.

Oboje byli chrześcijanami i - jak cała ta zamożna i wykształcona palestyńska
mniejszość - wielkimi zwolennikami nacjonalizmu arabskiego. Ojciec,
socjalista i laik z przekonania, bywał w kościele rzadko, głównie z okazji
ślubów i chrzcin. Matka, z arystokratycznej rodziny libańskiej, nie opuściła
ani jednej mszy.

Ojciec Hanan był zachwycony posiadaniem pięciu córek. - Cieszę się, że nie
jest chłopcem. Jakbyśmy go traktowali po czterech córkach? Czy potrafilibyśmy
ich nie dyskryminować? W naszej kulturze chłopiec jest traktowany lepiej i to
byłoby nie w porządku wobec jego sióstr - powiedział żonie po urodzeniu
najmłodszej Hanan.

"Kobiety mają prawo być traktowane jak równe. Równość nie jest prezentem,
który mężczyźni mają łaskawie im wręczyć" - pisał już w 1920 roku. W domu
pełnym książek i rozmów o książkach ojciec od najmłodszych lat namawiał Hanan
do pisania. Wierzył w jej talent. - Nie miałam nawet dziesięciu lat, ale
ojciec zawsze znajdował czas między pacjentami, żeby porozmawiać ze mną o
stylu, języku i o życiu - opowiada Hanan.

An-Nakba, Katastrofa

Gdy miała dwa lata, Palestyna, dawna prowincja osmańska umieszczona po
pierwszej wojnie światowej pod mandatem brytyjskim, przestała istnieć: po
wojnie izraelsko-arabskiej blisko 80 proc. historycznej Palestyny stało się
Izraelem, a ostatnie dwie prowincje - Zachodni Brzeg Jordanu i Strefa Gazy -
przeszły pod panowanie Jordanii i Egiptu. Ponad 700 tys. Arabów
palestyńskich, muzułmanów i chrześcijan, opuściło swoje domy, poszło na
wygnanie, które trwa do dziś. To była An-Nakba, Katastrofa.

Rodzina doktora Michaila, który jako lekarz armii brytyjskiej stacjonował w
Tyberiadzie, znalazła się na krótko na wygnaniu, potem wróciła do domu
rodzinnego w Ramallah na Zachodnim Brzegu.

Gdy w 1956 roku król Jordanii Husajn zalegalizował partie polityczne, mała
Hanan odkryła "bezmiar sekretów, jakie dorośli ukrywali". Palestyńczycy
wyszli nagle na wiece i demonstracje. Nad wejściem do domu zawisł szyld
palestyńskiej partii socjalistycznej, której ojciec był działaczem.

Idylla nie trwała długo. W 1957 roku żołnierze jordańscy podziurawili szyld
kulami i aresztowali ojca. W pojęciu jego małej córki więzienie było dla
przestępców. "Poszłyśmy do szkoły pełne wstydu i gniewu - napisała w swoich
pamiętnikach. - Nauczycielka kazała mi stanąć przed klasą i powiedziała: )W
naszym niesprawiedliwym świecie tylko dobrzy i dzielni idą do więzienia za
politykę. Noś głowę wysoko, Hanan, bo więzienie to honor, który przypada w
udziale tylko najlepszym(. Zaczęła bić brawo i cała klasa się przyłączyła.
Wróciłam na miejsce i się rozpłakałam".

Arafat zwyczajny

Na początku lat sześćdziesiątych wśród studentów na emigracji powstał Fatah,
partia nacjonalistyczna i laicka. Na jego czele stanął Jaser Arafat, niski
mężczyzna w czarnych okularach i chuście w kształcie Palestyny na głowie. W
1964 roku w Jerozolimie Liga Arabska powołała do życia Organizację Wyzwolenia
Palestyny. Jednym z założycieli był ojciec Hanan.

W 1967 roku, gdy sprowokowawszy Izrael do wojny Arabowie ponieśli miażdżącą
klęskę, Hanan była na studiach na Uniwersytecie Amerykańskim w Bejrucie. W
latach sześćdziesiątych do Bejrutu ściągali intelektualiści i wykładowcy
wyrzuceni z krajów rządzonych przez coraz bardziej bezwzględnych dyktatorów
arabskich. Wojna sześciodniowa była szokiem. Studenci palestyńscy przez kilka
dni nie wiedzieli, że Zachodni Brzeg, Jerozolima wschodnia i Strefa Gazy
wpadły w ręce Izraelczyków. Hanan bała się, że jej dom rodzinny został
zniszczony.

Do Palestyńczyków, którzy stracili domy w 1948 roku, dołączyli następni
uciekinierzy. Na ziemiach skonfiskowanych palestyńskim wieśniakom osadnicy
żydowscy zbudowali swoje osiedla. Dwa miliony Palestyńczyków na Zachodnim
Brzegu i milion w Strefie Gazy znalazło się pod administracją armii Izraela -
bez prawa do działalności politycznej, do paszportu, do własnej tożsamości i
historii swojego narodu. Codziennie narażeni byli na szykany obecnych
wszędzie żołnierzy izraelskich.

"Po wojnie 1967 roku kwestia palestyńska stała się moją własną sprawą. To już
nie była abstrakcja polityczna albo dziedzictwo rodziców. To było moje" -
napisała Hanan.

- Była prawdziwą Palestynką, fanatycznie lewicową i wściekle atrakcyjną.
Żaden protest na uniwersytecie nie obył się bez niej - mówi o niej jeden z
jej znajomych.

W 1969 roku w Ammanie wyróżniająca się studentka z króciutkimi włosami i w
spódniczce mini spotkała po raz pierwszy Jasera Arafata na konferencji
studentów palestyńskich. "Uderzyło mnie, jak zwyczajna i pragmatyczna jest ta
legendarna postać" - napisała w pamiętniku. Wyjechała do USA, gdzie na
uniwersytecie w Wirginii zrobiła doktorat z literatury średniowiecznej i
zaznajomiła się z feministkami.

Emil pakuje jej walizki

W 1973 roku była z powrotem w domu rodzinnym w Ramallah. Kiedyś, na
koncercie, zauważyła Emila Aszrawi, długowłosego muzyka i członka
eksperymentalnej trupy teatralnej. Kilka miesięcy później postanowili się
pobrać. - Jesteś od niego starsza, lepiej wykształcona i z innego środowiska.
To nie będzie łatwe - ostrzegał ojciec.

- Sam nam mówiłeś, żebyśmy nie liczyły na życie na koszt męża. Teraz masz
pięć nie
Obserwuj wątek
    • beduinka Re: Hanan Aszrawi 25.04.04, 21:10
      - Sam nam mówiłeś, żebyśmy nie liczyły na życie na koszt męża. Teraz masz pięć
      niezależnych córek i nie narzekaj - odparowała.

      Hanan i Emil stworzyli przeciwieństwo tradycyjnego małżeństwa arabskiego. Ona -
      dominująca, obeznana z połową świata, rozmawiająca jak równy z równym z
      największymi osobistościami polityki. On - czuły ojciec dwóch córek Amal i
      Zeiny, dbający o dom, drętwiejący na widok kamery i mikrofonu. Poparł
      działalność polityczną żony, nie wtrącając się w nią. Pakował walizki, gdy
      nagle musiała wyjechać. Robił kawę, gdy z powodu wielkiej polityki o piątej
      rano urywał się telefon. Jego praca fotografa w ONZ nigdy nie miała
      pierwszeństwa przed pracą Hanan. Gdy wracała z delegacji zagranicznych, czekał
      na nią bezpieczny dom i ogród, w którym Emil odtworzył krzewy z jej
      dzieciństwa. - Mąż i córki dali mi w życiu perspektywę - powiedziała w jedynym
      filmie o sobie bejruckiej reżyser May Masri.

      Rewolta kamieni

      Po powrocie do Ramallah uruchomiła studia anglistyczne na uniwersytecie
      palestyńskim w Bir Zeit. - Hanan jest świetną nauczycielką - mówi lewicowy
      dziennikarz izraelski Danny Rubinstein. Nie uciekła jednak od polityki.

      Armia izraelska regularnie zamykała uczelnię i aresztowała studentów. Partie
      polityczne były zakazane, ale Hanan założyła na uniwersytecie Komitet Pomocy
      Prawnej i Praw Człowieka. Komitet walczył o studentów i wykłócał się z
      dowództwem armii. Negocjacje najczęściej prowadziła Hanan. Kiedyś podczas
      przesłuchania Hanan do komisariatu policji wtargnął ekstremista żydowski,
      grożąc karabinem maszynowym. - Wszyscy się przestraszyliśmy. Hanan była
      zupełnie spokojna - opowiada izraelska adwokat Tamar Peleg, która towarzyszyła
      Hanan tego dnia w zastępstwie jej wieloletniej izraelskiej przyjaciółki i
      obrończyni Lei Tsemel.

      Hanan wierzy w solidarność kobiet. Przyjaźni się z działaczkami lewicy
      izraelskiej, takimi jak Jael Dajan, deputowana izraelska i córka słynnego
      generała Mosze Dajana. Po 1967 roku wielu Izraelczyków, którzy sprzeciwiali się
      okupacji Zachodniego Brzegu i Strefy Gazy, nawiązało kontakty z umiarkowanymi
      działaczami palestyńskimi.

      W grudniu 1987 roku wybuchła intifada, rewolta kamieni. Dla uniwersytetu w Bir
      Zeit to był czarny okres. Codziennie dochodziło do starć młodych Palestyńczyków
      uzbrojonych w kamienie z żołnierzami izraelskimi. Studenci i pracownicy
      uniwersytetu gromadzili opatrunki, organizowali punkty pierwszej pomocy
      medycznej.

      Kilka miesięcy po wybuchu intifady armia zamknęła uniwersytet. Wykładowcy
      organizowali zajęcia w kościołach, meczetach i prywatnych domach. Hanan brała
      udział w manifestacjach pokojowych, które armia rozpędzała równie brutalnie,
      jak grupy chłopaków rzucających kamienie. Nie była sama. Działała wśród
      wykształconych i niezależnych Palestynek o silnych przekonaniach
      nacjonalistycznych. Dom Hanan i Emila naprzeciwko więzienia izraelskiego w
      Ramallah był jak w czasach doktora Michaila pełen debat i potajemnych spotkań
      politycznych.

      Osiemnaście spotkań Bakera

      Po sukcesie wystąpienia w telewizji ABC Hanan weszła do komitetu politycznego
      intifady, który uznał zwierzchnictwo Arafata, palestyńskiego przywódcy na
      wygnaniu. Łączność z kwaterą OWP w Tunisie utrzymywano potajemnie - przez
      pośredników na Cyprze i w USA.

      W 1990 roku Arafat popełnił monstrualną gafę: na przekór całemu światu poparł
      okupację Kuwejtu przez irackiego awanturnika Saddama Husajna. W swojej książce
      Aszrawi opowiada o beznadziejnej próbie przekonania Arafata, że Palestyńczycy
      jako pierwsi powinni potępić okupację. Że bratanie się z Saddamem zniweczy
      dorobek trzech lat intifady, który przysporzyła Palestyńczykom sympatii na
      świecie.

      Jednym ruchem Arafat zdyskwalifikował się jako rozmówca Amerykanów. Hanan i jej
      koledzy z komitetu politycznego nabrali znaczenia. 12 marca 1991 roku
      jedenaścioro Palestyńczyków z Terytoriów Okupowanych udało się do konsulatu USA
      w Jerozolimie na pierwsze spotkanie z sekretarzem stanu USA Jamesem Bakerem. Na
      drugiej rozmowie było ich już tylko pięcioro. Na trzeciej troje. Na następnych
      najczęściej już tylko dwoje: Hanan i Fajsal Huseini. To było 18 słynnych
      spotkań Bakera, które przeszły do historii dyplomacji. Amerykanie udawali, że
      ich rozmówcy nie są z wyklętej od czci i wiary OWP, a ekipa palestyńska
      dyskretnie konsultowała swoje poczynania z Arafatem.

      Hanan od dawna wiedziała, że Palestyńczycy są zbyt słabi, by siłą narzucić
      Izraelowi rozwiązanie konfliktu. Wierzyła w negocjacje.

      Gorący Tunis, zimny Paryż

      Córki Hanan musiały się przyzwyczaić do nieobecności matki. Emil pakował
      walizkę, nie wiedząc, co będzie żonie potrzebne: czy zostanie kilka dni w
      zimnym Paryżu, czy może przy pomocy agentów zachodnioeuropejskich służb
      bezpieczeństwa zostanie przeszmuglowana do gorącego Tunisu na potajemne narady.
      Gdy Hanan konferowała z Arafatem, w jej hotelu w Paryżu palestyńscy przyjaciele
      wygniatali łóżko, używali telefonu i zamawiali śniadania, by zmylić izraelskie
      służby bezpieczeństwa i dziennikarzy.

      Hanan i inni członkowie kryptodelegacji OWP pozostali lojalni wobec Arafata.
      Intelektualistka pracowała dla starego spryciarza, bo wierzyła, że bez jego
      symbolicznej postaci Palestyńczycy nie dadzą rady wynegocjować dobrego układu.
      Arafat szanował jej siłę przebicia w mediach i inteligencję. Gdy doradcy nie
      potrafili mu wytłumaczyć jakiegoś zagadnienia, kazał sobie przywieźć Hanan.

      Arafat, który często wpada w furię wobec współpracowników, nigdy nie podniósł
      głosu na Hanan. Gdy się dowiedziała, że w rozmowach z bliskimi nazwał ją w
      złości "szarmuta", dziwka, zażądała przeprosin i otrzymała je. W książce
      opowiada, że Arafat bronił ją, gdy ku oburzeniu wielu działaczy przychodziła na
      zebrania w spodniach, paliła papierosy i zakładała nogę na nogę.

      W 1992 roku helikopter Arafata rozbił się na pustyni w Libii. Przez kilka dni
      nie było wiadomo, czy żyje. Nie czekając na potwierdzenie wiadomości, Hanan
      oświadczyła, że konieczne będą wybory w OWP. - Po powrocie do świata żywych
      Arafat był wściekły - mówi dziennikarz Danny Rubinstein.

      Po kilku miesiącach konsultacji z Bakerem Emil znów pakował walizkę Hanan.
      Delegacja palestyńska jechała do Madrytu po raz pierwszy na konferencję
      międzynarodową o Bliskim Wschodzie.

      Hanan odpowiadała na pytania każdej stacji telewizyjnej i radiowej. Na
      schodach, w drzwiach, w trakcie rozmów. Padała na nos ze zmęczenia, ale gdy
      włączała się kamera, była znowu czujna i precyzyjna. W parku pod swoim hotelem
      przechodziła od ekipy do ekipy, powtarzając te same deklaracje z niesłabnącą
      świeżością. Madryt był wielkim telewizyjnym triumfem Palestyńczyków.

      - Największym osiągnięciem Hanan jest to, że zmusiła Amerykanów, by zrozumieli
      prostą prawdę, którą Palestyńczycy powtarzali od lat, ale nikt ich nie słuchał:
      oni są w Palestynie na swojej ziemi i zamierzają na niej pozostać - mówi
      amerykańska korespondentka wojenna Marie Colvin. "Udało mi się nadać sprawie
      palestyńskiej ludzki wymiar" - napisała sama Hanan.

      - Aszrawi jest najlepszym rzecznikiem, jakiego Palestyńczycy mogli znaleźć.
      Jest błyskotliwa i bardzo wykształcona - mówi Danny Rubinstein. - Nie sądzę, by
      Izraelczycy jej nienawidzili. Raczej uważają ją za wyzwanie.

      Uścisk ręki przed Białym Domem

      W 1993 roku Arafat zawarł potajemnie umowę pokojową z Izraelem w Oslo. Blisko
      dwa lata negocjacji prowadzonych przez Hanan i jej kolegów poszło na
      śmietnik. "Byłam zszokowana - zapisała potem. - To oczywiste, że umowę zawarli
      ludzie, którzy nie żyją pod okupacją izraelską".

      Hanan miała pretensje do Arafata o odłożenie negocjacji nad najważniejszymi
      sprawami - granicami przyszłej Palestyny, prawem powrotu uchodźców i podziałem
      Jerozolimy - na później, zdanie się na dobrą wolę Izraela, ale zachowała je dla
      siebie. Do historycznego uścisku ręki z Izraelczykami na trawniku Białego Domu
      pracowa
      • beduinka Re: Hanan Aszrawi 25.04.04, 21:12
        Hanan miała pretensje do Arafata o odłożenie negocjacji nad najważniejszymi
        sprawami - granicami przyszłej Palestyny, prawem powrotu uchodźców i podziałem
        Jerozolimy - na później, zdanie się na dobrą wolę Izraela, ale zachowała je dla
        siebie. Do historycznego uścisku ręki z Izraelczykami na trawniku Białego Domu
        pracowała lojalnie dla OWP. Potem Arafat proponował jej stanowisko ambasadora w
        USA. Odmówiła.

        Założyła Niezależną Palestyńską Komisję Praw Człowieka. Jej współpracownicy
        zbierali dane o torturach w komisariatach palestyńskich, o samozwańczych
        bojówkach wymierzających karę kolaborantom z Izraelem.

        Nazwisko Aszrawi i charakterystyczny schrypiały od papierosów głos w słuchawce
        otwierał jej dostęp do szefów służb bezpieczeństwa, którym wykładała, co wolno
        i czego nie wolno.

        W pierwszych i jedynych wyborach do parlamentu palestyńskiego w 1996 roku
        została deputowaną z Jerozolimy wschodniej. Później przyjęła tekę ministra
        szkolnictwa wyższego ("Ktoś musiał zadbać o nasze uniwersytety" - tłumaczyła).
        Podała się do dymisji niecałe dwa lata później, skarżąc się na korupcję i
        nepotyzm we władzach palestyńskich.

        Najmocniejszą stroną Hanan pozostał kontakt z mediami, którym objaśniała "tę
        stronę" procesu pokojowego. Reżyserka May Masri sfilmowała Hanan podczas sesji
        fotograficznej z profesor Naomi Chazan, deputowaną lewicy izraelskiej i
        działaczką na rzecz pokoju. Dwie intelektualistki w średnim wieku: Naomi w
        prostych czarnych spodniach i marynarce, Hanan w rzucającym się w oczy
        kostiumie w szerokie czerwone pasy. To nie był seans kokieterii, ale zebranie
        polityczne. Między uśmiechami do aparatu obie panie ustaliły plan konferencji
        prasowej. Porozumiewały się hasłami. - Hanan złamała stereotyp słabej kobiety,
        która nie potrafi podejmować decyzji - mówi jedna z jej koleżanek.

        Klucz

        Palestyńczycy są z niej dumni, choć plotkują o jej upodobaniu do biżuterii, o
        luksusowym życiu w pięciogwiazdkowych hotelach, o córkach, które studiują za
        granicą zamiast dzielić biedę zwykłych Palestyńczyków. Mieszkańcy nędznych
        obozów dla uchodźców uważają, że Hanan o nich nie dba, że mimo sławy nic dla
        nich nie zrobiła. Fundamentaliści muzułmańscy nie ośmielają się jej otwarcie
        krytykować, choć dostawała już ulotki z groźbami śmierci.

        Hanan przyznaje, że polityka nie jest dla niej. - Uważam się za głos, za
        rzeczniczkę, która wyraża pełnię doświadczenia, historii, charakteru,
        cierpienia i aspiracji mojego narodu bez zakłamania polityka - tłumaczyła w
        wywiadzie kilka lat temu.

        Przed trzema laty założyła Miftah, organizację pozarządową na rzecz
        demokracji. "Miftah" po arabsku znaczy "klucz" - przypomnienie losu uchodźców
        palestyńskich, którzy zabrali ze sobą klucze, wierząc, że wkrótce wrócą do
        swoich domów.

        Jak wielu intelektualistów i zwolenników pokoju, wypadła z wąskiego kręgu
        bliskich Arafata. Dlaczego pozostała lojalna? - Bo jest lojalna wobec
        Palestyny - tłumaczy Chalil Dżaszan, członek rady nadzorczej Miftah.

        Gdy w lipcu 2000 roku Arafat poleciał na historyczne rozmowy pokojowe do Camp
        David, Hanan znowu pojawiła się na ekranach. Jej znajomi z lewicy izraelskiej
        sądzili, że tacy ludzie jak ona nakłonią Arafata do kompromisu. Mylili się.
        Hanan też uważała, że propozycja Izraela nie jest korzystna.

        Kilka miesięcy po fiasku rozmów i wybuchu drugiej intifady jesienią 2000 roku
        Hanan napisała list do prezydenta USA Billa Clintona. W typowym dla siebie
        stylu zapytała go: "Czy sądzi Pan, Panie Prezydencie, że nieustająca przemoc
        wojskowa okupanta zdoła zdławić wolę uciskanego narodu, który chce zrzucić
        jarzmo i wyrwać się ze zniewolenia?". Zwierzyła się znanemu brytyjskiemu
        korespondentowi Robertowi Fiskowi, że jest oburzona obsługą intifady przez
        prasę izraelską i amerykańską. - Odczłowieczają Palestyńczyków. Ignorują fakt,
        że jesteśmy pod okupacją. To czysty rasizm - piekliła się, zapalając kolejnego
        papierosa.

        Nie potępia wprost zamachów samobójczych. Mówi, że szkodzą Palestyńczykom. -
        Naszą siłą jest fakt, że jesteśmy pod okupacją - tłumaczy. Ale jakie miejsce
        może zająć wśród "męczenników" intifady, młodych i prostych mężczyzn,
        wykształcona kobieta, która zarabia na życie wykładami na zagranicznych
        uniwersytetach?

        Hanan Aszrawi prezydentem Palestyny? Politolodzy arabscy pękają ze śmiechu. Po
        pierwsze - kobieta, po drugie - chrześcijanka. W ubiegłym roku Liga Arabska
        mianowała ją swoją rzeczniczką. Mówiono o 1,1 mln dolarów budżetu na
        prezentację arabskiego punktu widzenia na intifadę. Po kilku miesiącach
        odeszła. Podobno zaproponowała zbyt ambitny program.

        Hanan wie, że ma wyjątkową pozycję. - Nie można oceniać sytuacji kobiet na moim
        przykładzie - mówiła w wywiadzie radiowym. - Od urodzenia byłam uprzywilejowana.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka