Internet w pracy...

10.05.04, 10:39
Często zdarza ci się wykorzystywać w pracy Internet do swoich własnych
potrzeb? Czatować z nieznajomymi, ściągać filmy, wysyłać internetowe kartki
czy e-maile do znajomych, zamawiać zakupy przez Internet albo robić przelewy
w internetowym banku? Uważaj, już wkrótce może cię dosięgnąć karząca ręka
inwigilacji. To będzie walka z cyber slackingiem, na jaką zdecyduje się twój
pracodawca.

Cyber slacking - tak zostało na Zachodzie określone zjawisko, które
rozpanoszyło się w firmach, wraz ze zwiększoną dostępnością Internetu. Polega
ono na tym, że pracownik wykorzystuje Internet do swoich własnych celów, a
nie pracodawcy, na dodatek w godzinach pracy i na służbowym sprzęcie.
Przyzwyczailiśmy się już, że nie należy nadużywać firmowego telefonu do
prywatnych rozmów, nie tylko dlatego, że na koniec miesiąca pracodawca może
kazać się nam rozliczyć z połączeń prywatnych, ale także dlatego, że
każdorazowo przy takiej rozmowie słychać, kiedy przestajemy pracować nad
powiększaniem PKB.

Co innego Internet - korzystamy z niego po cichu, dyskretnie i nigdy nie
wiadomo tak naprawdę, czy to, co akurat piszemy, to oferta dla klienta, czy
też liścik do naszej drugiej połowy. Łatwiej zamaskować wykorzystanie
Internetu do swoich potrzeb, ale nieodzowny jest tu refleks w używaniu
kombinacji klawiszy Alt + Tab, zawsze, gdy wiemy, że za naszymi plecami
zamierza stanąć szef i, niby mimochodem, rzucić okiem na monitor.

Internetowa prokrastynacja, jak bywa często inaczej nazywane to zjawisko,
osiągnęła na tyle dużą skalę, że zaczęto ją badać, mierzyć i sprawdzać, jaki
ma wpływ na realizację celów firmy. Firma Jupiter Media Metrix Inc. z Nowego
Jorku szacuje, że strony dla dorosłych są odwiedzane 4 razy częściej przez
osoby znajdujące się w pracy. Inne badania, przeprowadzone przez Flying
Crocodile Inc., Seattle, dowodzą, że 70% odwiedzin na stronach porno pojawia
się w godzinach między 9 a 17. W Australii podjęto się podliczenia strat
przedsiębiorstw spowodowanych cyber slackingiem.

kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITEM=1162445&KAT=243
    • smia Re: Internet w pracy... 10.05.04, 17:22
      Jezusicku!
      moj szef nie zalozy zadnego blockera, nieee...
      nie zrobi nam tego!
      (sam co 30 sekund potrafi sprawdzac aukcje na e-bayu)
    • anahella Re: Internet w pracy... 11.05.04, 00:13
      U mnie w pracy rozwiazano ten problem: na wielu stanowiskach nie ma dostepu do
      www. Jest tylko mejl.

      A ci, ktorzy maja dostep do www sa monitorowani. Nie oszukujmy sie: w
      wiekszosci duzych firm nasze polaczenia z www sa logowane.
      • ashek Re: Internet w pracy... 11.05.04, 10:50
        pozdrawiam z pracy
        tom(ashek)
    • nauma Re: Internet w pracy... 11.05.04, 11:37
      U mnie jest monitoring... Ostatnio dostałem mały ochrzan...
      • altu troche długie, ale linka nie mam 29.05.04, 13:12
        Oto co grozi za siedzenie na forum w pracysmile


        Na tropie "Wkurzonego"

        Marcin Kowalski, Waldemar Lewandowski 23-05-2004, ostatnia aktualizacja
        24-05-2004 20:44

        Wirtualna cenzura w Bydgoszczy. Pracownik bydgoskiego ratusza krytykował
        prezydenta w internecie. Namierzył go ratuszowy informatyk - i urzędnik stracił
        posadę.

        - Ale nie za samą krytykę, tylko za to, że surfował po sieci w godzinach pracy -
        zastrzega Jan Stranz, sekretarz Urzędu Miasta.

        Internauci nie mają wątpliwości, że jest inaczej. "Wystarczy wejść do sieci koło
        południa, by zobaczyć, ilu urzędników siedzi na forum i na czatach" - pisze ktoś
        przedstawiający się jako "Python 11". - "A wylali akurat tego, który czepił się
        Pana Prezydenta".

        Cenzor na etacie informatyka

        Czesław Wiszniewski, kiedyś szef bydgoskiej młodzieżówki AWS, a teraz działacz
        PiS, pracował w bydgoskim magistracie od marca. W czasie pracy godzinami
        surfował po internecie. Najczęściej pod swym ulubionym adresem
        www.gazeta.pl/forum dyskutował o lokalnej polityce. Używając zamiennie nicków
        (sieciowych pseudonimów) "Wkurzony", "Kaktus", "Pipek", "Informacja Publiczna"
        lżył liderów swojej partii - szefa kujawsko-pomorskiego PiS nazwał "miernotą" i
        "bałwanem".

        Drugim ulubionym przez Wiszniewskiego obiektem krytyki był jego pracodawca -
        prezydent Konstanty Dombrowicz (PO). Młody pracownik zarzucał swemu szefowi
        nepotyzm i obrzucał go obelgami.

        Antyprezydenckie komentarze przez całą wiosnę kontrował internauta posługujący
        się nickiem "Ivica". Zamieścił na forum "Gazety" kilka tysięcy komentarzy.
        Znakomita część była obroną władz Bydgoszczy przed różnymi zarzutami internautów
        - w tym Wiszniewskiego.

        Jak ustaliliśmy, "Ivica" ma powody, by bronić ratusza - jest zatrudniony na
        etacie jako informatyk.

        Sekretarz zlecił, "Ivica" złapał ptaszka

        Według naszych informacji to właśnie "ivica" zauważył, że krytyczne wobec
        prezydenta wpisy w sieci opatrzone są numerem indentyfikacyjnym jednego z
        ratuszowych komputerów.

        - Informatyk przyszedł do mnie. Okłamał, że mam wirusa w komputerze i wziął
        twardy dysk. A następnego dnia zostałem wyrzucony - piekli się Wiszniewski.

        Jan Stranz, sekretarz Urzędu, potwierdza: - Doniesiono mi, że na publicznym
        forum pojawiają się kontrowersyjne opinie wysyłane z komputera należącego do
        ratusza. Zleciłem ustalenie, kto i kiedy te opinie publikuje, bo nie mogłem
        pozwolić, by urzędnicy w czasie pracy czymś takim się zajmowali. Ponieważ nie da
        się tego w stu procentach udowodnić komuś nie złapanemu za rękę, najlepszym
        dowodem jest sprawdzenie zapisów na dysku. To też zrobiliśmy.

        "Ivica" napiętnowany w sieci

        Władze Bydgoszczy poinformowały o namierzeniu Wiszniewskiego krytykowanych
        przezeń w sieci liderów kujawsko-pomorskiego PiS. Ci już zapowiedzieli usunięcie
        z partii nielojalnego członka. Afera stała się znana internautom. Przez sobotę,
        niedzielę i poniedziałek publikujący na forum "Gazety" oraz "Onet.pl" setkami
        wyrażali oburzenie postępowaniem "Ivicy". "Żadna praca nie hańbi, ale są różne
        zawody, np: złodziej, prostytutka czy szpieg biurowy-denuncjator - i my nie
        musimy ich lubić" - napisał internauta.

        "Skoro urzędnik został zwolniony, bo dyskutował na forum, to również jego
        adwersarz, czyli informatyk powinien zostać zwolniony, bo przecież musiał
        poświęcać tyle samo czasu co urzędnik na czytanie wypowiedzi urzędnika i
        odpowiadanie na jego zarzuty. Chyba że chodzi o moralność Kalego" - dopisał
        dyskutant o pseudonimie "Hans".
        • jackussi Re: troche długie, ale linka nie mam 30.05.04, 14:27
          jak juz wchodze na www to albo rano przed 8:00 albo po 17:00>wiem,że dla
          administratorów to żaden problem sprawdzić ile kto korzysta i na jakie strony
          wchodzi.Było nawet ostrzeżenie HR-ów o monitorowaniu sieci.No, ale jeśli w
          firmie jest ok 600 kompów to sprawdzenie też nie jest aż takie proste (chyba)
Pełna wersja