Dodaj do ulubionych

Pech czy trepologia??

22.03.05, 13:19
Czy zastanawialiście się kiedyś co powoduje, że jedni odnoszą sukces ,a inni
żeby nie wiem co robili zawsze coś schrzanią??? Kiedyś myślałam ze to fatum,
pech czy inne kosmiczne wpływy, bo nie chciało mi się wierzyć, że ludzie
zachowują się jak trepy z własnej nieprzymuszonej woli. Dzisiaj, gdy mam
pewien dystans do życia, uważam że każdy człowiek działa w ramach własnego
charakteru i klęski są spowodowane jego działaniem - czyli inaczej są
konsekwencją wyborów i podjętych działań...
Jakie jest wasze zdanie na ten temat?
Obserwuj wątek
    • carrramba Re: Pech czy trepologia?? 22.03.05, 13:35
      agamagda napisała:

      > Czy zastanawialiście się kiedyś co powoduje, że jedni odnoszą sukces ,a inni
      > żeby nie wiem co robili zawsze coś schrzanią??? Kiedyś myślałam ze to fatum,
      > pech czy inne kosmiczne wpływy, bo nie chciało mi się wierzyć, że ludzie
      > zachowują się jak trepy z własnej nieprzymuszonej woli. Dzisiaj, gdy mam
      > pewien dystans do życia, uważam że każdy człowiek działa w ramach własnego
      > charakteru i klęski są spowodowane jego działaniem - czyli inaczej są
      > konsekwencją wyborów i podjętych działań...
      > Jakie jest wasze zdanie na ten temat?

      a ja uważam, że to naczynie połączone. na kleskę składa się i fatum i własne
      nieprzemyślane / czy też błędne działanie/.
    • kmsanczia Re: Pech czy trepologia?? 22.03.05, 13:40
      agamagda napisała:
      > klęski są spowodowane jego działaniem - czyli inaczej są
      > konsekwencją wyborów i podjętych działań...

      Agamagda, nie do końca człowiek ma wpływ na swoje życie, charakter, odruchy i
      zachowania. Oczywiście można nad sobą pracować, ale trudno się pozbyć przeżyć i
      doświadczeń, które nas ukształtowały.
      Sukces też jest po części wynikiem szczęścia. Jak np. wytłumaczyć to, że jedni
      osiągają coś łatwo, na ich drodze stają w odpowiednim momencie właściwi ludzie,
      czy chociażby każdy daje im wolną rękę i popiera każdy nawet najbardziej
      niedorzeczny pomysł, podczas gdy inni wciąż muszą wyciągać kłody spod nóg?

      Nie twierdzę, że sukces nie wymaga pracy. Ale czy np. wrodzone (nie nauczone)
      zdolności i predyspozycje nie są już jakimś rodzajem fartu? A uroda, która
      pomaga praktycznie we wszystkim? Nie każdy to ma, a bez tego już droga do
      sukcesu się wydłuża.

      No i jeszcze pytanie, co dla kogo jest sukcesem. Ktoś może ci zadrościć, że
      jesteś np. prawnikiem, masz własną dobrze prosperującą kancelarię, pieniądze
      itp. A ty jesteś nieszczęśliwa, bo to nie był twój wybór, tylko presja rodziny,a
      ty wolałabyś np. mieszkać na wsi i malować pisanki. wink
      • agamagda Re: Pech czy trepologia?? 22.03.05, 14:09
        > Agamagda, nie do końca człowiek ma wpływ na swoje życie, charakter, odruchy i
        > zachowania. Oczywiście można nad sobą pracować, ale trudno się pozbyć przeżyć
        i
        > doświadczeń, które nas ukształtowały.
        Nie chodzi mi o ekstremalne przypadki. Tu oczywiście, zgadzam się, że
        człowiek, który urodził się z deficytem intelektualnym (lub inne skrajne
        zrządzenie losu), nie do końca ma wybór, nie w tym rzecz. Chodzi mi o głupotę
        (tak jak niżej pisze alras) przed którą nie bronie ani inteligencja ani suma
        doświadczeń.
        Sukces też jest po części wynikiem szczęścia. Jak np. wytłumaczyć to, że jedni
        > osiągają coś łatwo, na ich drodze stają w odpowiednim momencie właściwi
        ludzie,
        > czy chociażby każdy daje im wolną rękę i popiera każdy nawet najbardziej
        > niedorzeczny pomysł, podczas gdy inni wciąż muszą wyciągać kłody spod nóg
        A mi się wydaje że szczęście nosi się w sobie. Po prostu, jest to wynik zespołu
        cech które dają pewną lekkość w działaniu.
        A uroda, która
        > pomaga praktycznie we wszystkim? Nie każdy to ma, a bez tego już droga do
        > sukcesu się wydłuża.
        Tu się nie zgodzę, uroda moze być przeszkodą w perspektywie długofalowej
        szczególnie u kobiety, która chce być doceniania za profesjonalizm a nie ładne
        nóżki.

        Co do oceny sukcesu podpisuję się rękami i nogami, pod twoją wypowiedzią. Ocena
        sukcesu jest bardzo relatywną sprawą dla każdego
    • alras Re: Pech czy trepologia?? 22.03.05, 13:47
      Nic tak nie boli jak własna głupota. Wiem,że moje klęski to moje wybory ale
      dlaczego inni wybieraja inaczej? Przed głupotą życiową nie broni ani
      inteligencja ani suma doświadczeń.
      • sloggi Re: Pech czy trepologia?? 22.03.05, 13:53
        Jeszcze bardziej boli brak możliwości naprawienia swoich błędów.
        Ale to już inna bajka.
        • agamagda Re: Pech czy trepologia?? 22.03.05, 14:02
          Nie chodzi mi o ekstremalne przypadki. Tu oczywiście, zgadzam się, że
          człowiek, który urodził się z deficytem intelektualnym (lub inne skrajne
          zrządzenie losu), nie do końca ma wybór, nie w tym rzecz. Chodzi mi o głupotę
          (tak jak wyżej pisze alras) przed którą nie bronie ani inteligencja ani suma
          doświadczeń.
          • kmsanczia Re: Pech czy trepologia?? 22.03.05, 14:50
            agamagda napisała:
            > człowiek, który urodził się z deficytem intelektualnym (lub inne skrajne
            > zrządzenie losu), nie do końca ma wybór, nie w tym rzecz. Chodzi mi o głupotę
            > (tak jak wyżej pisze alras) przed którą nie bronie ani inteligencja ani suma
            > doświadczeń.

            Mi też nie chodziło o zapóźnionych w rozwoju. wink
            Ale są w ludziach czasem takie zadry, które nie pozwalają rozwinąć skrzydeł.
            Jeśli od urodzenia i to w dodatku od najbliższych ludzi słyszysz, że nic nie
            osiągniesz, nic ci się nie należy i w ogóle nie jesteś nic warta, to
            najprawdopodobniej zadziała coś, co w psychologii marketingu nazywa się
            "syndromem oczekiwanej porażki". I wtedy nawet wybujała inteligencja nie pomoże
            się podźwignąć.
            • skiela1 Re: Pech czy trepologia?? 22.03.05, 15:10

              Trzeba zaczac doceniac wlasne mozliwosci.Tu jest wlasnie problem-po co cos
              zaczynac jak i tak sie nie uda,nie nadaje sie itd...
              • agamagda Re: Pech czy trepologia?? 22.03.05, 15:41
                A mi się wydaje, że nie jest to kwestia zadr życiowych (jeszcze raz podkreślam,
                że nie mówię o jakiś katastrofach typu holokaust czy ojciec sadysta), tylko
                potrzeby działania???
                Np. Widzę wokół mnie różne reakcje na przeciwności losu. Jedni dają się ponieść
                fali i nic nie robią, czekają co przyszłość przyniesie, zgodnie z zasadą ze
                jakoś to bedzie. Inni się awanturują i chcą żeby było jak dawniej, jeszcze inni
                działają i robią coś zupełnie niekonwencjonalnego i… im to wychodzi. Dla mnie
                osobiście nie istnieje coś takiego jak "syndromem oczekiwanej porażki". Dla
                mnie jest to bierność życiowa i ale nie tylko…no właśnie ale co jeszcze????
                Pech ? fatum czy lenistwo umysłowo-wygodnickie???
                • kmsanczia Re: Pech czy trepologia?? 22.03.05, 16:03
                  Agamagda, myślisz, że w pięcioletnią depresję można się wpędzić z lenistwa? wink
                  Żadne patologie nie wchodzą tu w grę, raczej terror psychiczny wywierany przez
                  ludzi, wobec których jesteśmy bezbronni. Czasem wola działania nie może przebić
                  się przez skorupę bezsilności.
                  Jeżeli dla ciebie syndrom porażki nie istnieje, to tylko się cieszyć. I byc może
                  w tym akurat przypadku wynika to z pewnego wygodnictwa. Ale dopuść możliwość, że
                  każdy inaczej odbiera świat. Dla jednych niewinny żart jest powodem do śmiechu,
                  innych (przykład Kasi00003) obraża i zniechęca do dalszych starań.
                  • agamagda Re: Pech czy trepologia?? 22.03.05, 16:27
                    > Agamagda, myślisz, że w pięcioletnią depresję można się wpędzić z lenistwa? wink
                    Nie wiem, na prawdę nie wiem. Nie wyobrażam sobię że mogłabym być w 5-letniej
                    depresji. Może dlatego, że mam nadmiar jakiś hormonówwink)).

                    > Żadne patologie nie wchodzą tu w grę, raczej terror psychiczny wywierany przez
                    > ludzi, wobec których jesteśmy bezbronni. Czasem wola działania nie może
                    przebić
                    > się przez skorupę bezsilności.

                    Ale człowiek dorasta, i wyrasta z terroru, rodziców, otoczenia (albo w każdym
                    razie powinien)

                    > Jeżeli dla ciebie syndrom porażki nie istnieje, to tylko się cieszyć. I byc
                    może w tym akurat przypadku wynika to z pewnego wygodnictwa.
                    Mówię o syndromie oczekiwanej porażki. Porazki były w moim życiu, nawet uważam,
                    że bardzo poważne. Chyba nie ma na wiecie osoby, która nie miałaby na swoim
                    koncie jakiejś porażki, a jeśli ktoś tak mówi - albo kłamie, albo miał nudne
                    życie. Kwestią jest jak reagujemy na porażkę, jak ją zwalczamy i czy nauczyła
                    ona nas czegoś?
                    Dopuszczam możliwość, że każdy inaczej odbiera świat, zresztą z tego pośrednio
                    wynika moja refleksja zawarta w tym wątku.


                    Ale dopuść możliwość, ż
                    > e
                    > każdy inaczej odbiera świat. Dla jednych niewinny żart jest powodem do
                    śmiechu,
                    > innych (przykład Kasi00003) obraża i zniechęca do dalszych starań.
    • skiela1 Re: Pech czy trepologia?? 22.03.05, 14:38
      Droga do sukcesu to ciezka praca,postawienie sobie jakiejs poprzeczki w zyciu i
      dazenie za wszelka cene do jej przeskoczenia.Jezeli po drodze ulegniemy jakims
      pokusom,przeciwnosciom z ktorymi nie chcemy sobie poradzic no to klapa.Znam
      ludzi ktorzy osiagneli ogromny sukces w zyciu,szli na calego ale tez bardzo duzo
      stracili,widac ze w przyrodzie zawsze musi byc jakas rownowaga.Znam ludzi ktorzy
      nie osiagneli nic a mieli marzenia,tylko dlatego ze od poczatku wiedzieli ze i
      tak im sie nie uda.Ogladalam jakis czas temu program o chlopczyku bez
      nog,ktorego marzeniem bylo jezdzic na nartach.Ktos moze powidziec jak?oczywiscie
      ze dopial swego, a droga nie byla latwa.
      • barwa1 Re: Pech czy trepologia?? 22.03.05, 14:57
        Temat ciekawy. Bardzo mnie dotyczy. Chyba nawet dotyka... Mam w związku z tym
        wiele przemyśleń. Narazie nieuporządkowanych. Z jednej strony rozum mówi:
        wszystko zależy od ciebie, z drugiej: sfera nieświadomości, jakichś bagaży
        życiowych, może ducha, mocy tajemnych. Diabli wiedzą gdzie ten pies jest
        pogrzebany! Pewnie wszystkiego trzeba mieć po trochu... ale ciekawe dlaczego
        nie wszyscy mamy...
        • kmsanczia Re: Pech czy trepologia?? 22.03.05, 15:06
          O to to, barwa smile)
          Tez się zastanawiam, czemu mnie to omija... ;0
          • barwa1 Re: Pech czy trepologia?? 22.03.05, 15:39
            Ciebie też jakiś czort ściąga w dół??!! sad
    • vitalia Re: Pech czy trepologia?? 22.03.05, 15:55
      Ja myślę,że to raczej nie pech.To nasza podświadomość ,kieruje w dużej części
      naszymi poczynaniami.Polacy ogólnie rzecz biorąc są mało mobilni , boją się
      nowych wyzwań,pielęgnują stare nawyki i przyzwyczajają się do miejsc. to może
      mieć wpływ na brak sukcesów w różnych dziedzinach życia w tym zawodowego..
    • alras Re: Pech czy trepologia?? 22.03.05, 17:48
      Mam trochę nowych przemyśleń. Po pierwsze - pewien rodzaj wrazliwości powoduje
      niemożnośc osiągnięcia sukcesu w ogólnie przyjętych standartach. Czsami trzeba
      być "świniowatym" aby osiągnąc sukces. Czasami wibitnie utalentowanym udaje się
      bez bez działania wbrew sobie. Zwykli ludzie, którz pozostana wierni swoim
      ideom nie maja szans. Po drugie i co mnie też dotyczy to zwykłe lenistwo. Ilu z
      nas czas "przelewa sie przez ręce". Wolimy poczytać, pooglądac, poserfować,
      posłuchac czy wreszcie pomarzyc o sukcesie czy wygranej w lotka niż szukać
      okazji do sukcesu. Lata lecą a naszym największym sukcesem są dzieci /co
      niewątpliwie jest sukcesem!/ albo podrzędny samochód czy tez państwowa posadka.
      A domyślam ,ze w wielu z nas jest potencjał za pomocą ktorego można góry
      przenosić. Pozdrawiam wszystkich w niedoli braków wybitnych sukcesów.
      • agamagda Re: Pech czy trepologia?? 22.03.05, 19:09
        Pesymistyczny, ale ciekawy punkt widzenia. Jesteśmy leniwi, więc nie osiągamy
        wyżyn, o tym nie pomyślałam, ale coś w tym jest...
    • zettrzy Re: Pech czy trepologia?? 22.03.05, 20:18
      agamagda napisała:

      > Czy zastanawialiście się kiedyś co powoduje, że jedni odnoszą sukces ,a inni
      > żeby nie wiem co robili zawsze coś schrzanią???

      co poniektorzy sa tak zaprogramowani, nie wiem czy to genetyka czy wychowanie,
      ale fakt sa tacy co to dwie lewe rece czy to do gotowania, czy w interesach...
      moj slubny eks tutaj stanowi modelowy przyklad - nawet przy takiej prostej
      czynnosci jak jazda samochodem zawsze potrafil wjechac w supek przydrozny lub
      zaparkowac ostro na budynku, o bardziej skomplikowanych zadaniach nawet nie
      chce mowic...

      Kiedyś myślałam ze to fatum,
      > pech czy inne kosmiczne wpływy, bo nie chciało mi się wierzyć, że ludzie
      > zachowują się jak trepy z własnej nieprzymuszonej woli. Dzisiaj, gdy mam
      > pewien dystans do życia, uważam że każdy człowiek działa w ramach własnego
      > charakteru i klęski są spowodowane jego działaniem - czyli inaczej są
      > konsekwencją wyborów i podjętych działań...

      do pewnego stopnia tak - pamietaj jednak ze:
      1) wybor na ogol mozna zmienic, jesli wyglada on nieco marnie
      2) dzialania tez mozna modyfikowac
      3) charakter - no coz, ci bardziej agresywni, wytrwali, silniejsi zawsze
      osiagaja wiecej niz "bluszcze"
      4) mozna miec charakter zdobywcy, dokonac swietnego wyboru, dzialac dokladnie
      tak jak trzeba, a i tak cos sie porobi, bo nie mamy calego swiata pod wlasna
      kontrola
      ci ludzie, ktorzy osiagneli niewiarygodny sukces bez pomocy np. ukladow
      rodzinnych lub urody, za to poprzez twarda prace, zawsze czemus twierdza ze
      mieli duzo szczescia
      • barwa1 Re: Pech czy trepologia?? 23.03.05, 12:12
        Zastanawiam się jeszcze nad wpływem "czynnika ludzkiego". Tego, z którym
        stykamy się, kiedy działamy, by osiągnąć sukces(? - może cel życiowy brzmiałoby
        lepiej). Napewno duży wpływ na nasze osiągnięcia czy poczucie szczęścia ma
        miejsce i sposób wychowania w rodzinie. To, jak nas traktowano ma potem
        bezpośrednie konsekwencje i trudno z tym walczyć (na szczęście jest możliwe
        zwycięstwo). Ale są też inni ludzie, aktorzy wydarzeń, które kreujemy
        podejmując decyzje o sposobie realizacji celu. I tu co? Osoba o dużej energii,
        wie co i jak robić, aktywna, nie leniwa, otwarta - do wykonania "dzieła" nie
        może nikogo znaleźć, a jak znajduje, to okazuje się, że wkładają całą swoją
        energię w zniszczenie celu.... Tzn. niechętnie podchodzą do działania,
        niechętnie uczą się, nie są ciekawi, krytykują, choć sami nie maja nic do
        zaproponowania w zamian...
        Czy to jakieś przyciąganie niewłaściwych osób?!
        W zasadzie mogę przyjąć, że nie potrafię znaleźć odpowiednich osób, albo jestem
        do niczego i wszystko, co zaplanowałam było do d....Mogę też założyć, że nie
        zasługuję... Tylko dalej nie rozwiązuje to problemu, dlaczego mam porażkę? Co?
        Sprzysięgło się wszystko? No to może jednak pech albo fatum?...
    • lekia Re: właściwy moment?? 22.03.05, 20:23
      punkt zwrotny,który sprawi,ze karta sie odwróci i będzie szła ,bez potrzeby
      chwytania deski czy brzytwy
      może to naiwne ,ale wierzę że nadejdzie..
      • skiela1 Re: właściwy moment?? 22.03.05, 21:59
        Ja mam taka zlota taktyke ktora bardzo czesto sie przydaje
        Bez wzgledu na to,jak gleboka wiedze posiadasz,tak na prawde musisz polegac na
        wlasnej intuicji,a jesli o to chodzi,to nigdy nie bedziesz wiedziec co sie
        wydarzy,dopoki tego nie uczynisz.Nic dodac nic ujac.
    • agamagda Re: Pech czy trepologia?? 23.03.05, 11:27
      Ja wierzę w coś takiego jak szczęście czy pech, (jakkolwiekby to nie
      nazwać "intuicja kobieca" czy "fatum"). Pozostaje dla mnie bezdyskusyjne, że
      ktoś kto wygra np. w totolotka ma SZCZĘŚCIE - bo jak to inaczej to nazwać
      wiedząc że szansa trafienia 6-stki jest jeden do 14.000.000, lub ktoś ma PECHA
      bo jadąc sobie spokojnie pustą drogą napotyka pijanego idiotę, który się
      spieszy.
      Wydaje mi się jednak, że rola szczęścia czy pech w życiu jest dużo mniejsza niż
      ogólnie ludzie sądzą. Przy osiągnięciu sukcesu chyba chodzi o coś innego, o ten
      zespół cech który powoduje że dana osoba wychodzi zwycięsko nawet w
      niesprzyjających okolicznościach.
    • pam_pa_ram_pam To już było... 23.03.05, 11:40
      Już o tym na tym Forum dyskutowano.
      Pomijając ewidentne przypadki skrajne ("6" w Totka w potrójnej kumulacji lub
      złośliwy nowotwór niemożliwy do leczenia w młodym wieku) - liczba pozytywnych i
      negatywnych zdarzeń w zyciu każdego osobnika jest mniej-więcej stała w
      określonej grupie społecznej i określonych warunkach.
      Problemem pozostaje sposób działania i podejmowania decyzji - człowiek porządny
      zawsze zastanowi się, czy komuś nie robi krzywdy, czy jego działania
      są "moralne" i czy "wypada". Taki człowiek od razu skazany jest na klęskę w
      starciu z bezwzględnym japiszonem, produktem III RP, dla którego na drodze do
      SUKCESU nie ma przeszkód i nie ma złych dróg. Kopie w dół i liże w górę - i
      pnie się w górę od sukcesu do sukcesu. On nie musi przeczytać co najmniej
      jednek książki w miesiącu, on nie chodzi do teatru (chyba że na "firmowe"
      spotkania integracyjne połączone z "odchamianiem") itd itp.
      Kulturalny człowiek zawsze przegrywa z chamem. Pozostaje tylko pytanie, czy
      warto być chamem...?
      • agamagda Re: To już było... 23.03.05, 12:04
        Acha, chciałabym wytłumaczyć w jaki sposób pojawiła się ta refleksja.
        Mąż mojej najlepszej przyjaciółki jest tzw. Pechowcem. Wszystkie inwestycje czy
        projekty które rozpoczyna psuje, rozwala, bankrutuje. Niedawno w rozmowie
        wyrwało mi się bardzo niedelikatne stwierdzenie "no wiesz, on zawsze był
        pechowcem", co bardzo obraziło moją przyjaciółkę. Mój mąż zwrócił mi uwagę, że
        mąż mojej przyjaciółki nie jest pechowcem wg niego, tylko on robi zawsze to na
        co ma ochotę w danej chwili bez brania pod uwagę konsekwencji (przewidywalnych)
        swojego działania, a do tego jest nieodpowiedzialny. Informacja ta trafiła do
        mojej mózgowej bazy danych, przeanalizowałam działania faceta mojej psiapsiuły
        nie pod kontem pechowca, ale tego co powiedział mój mąż i doszłam do wniosku,
        że PECH da się tym wytłumaczyć.
        Stąd ten wątek.
        • zettrzy Re: To już było... 23.03.05, 13:39
          agamagda napisała:

          > Acha, chciałabym wytłumaczyć w jaki sposób pojawiła się ta refleksja.
          > Mąż mojej najlepszej przyjaciółki jest tzw. Pechowcem. Wszystkie inwestycje czy
          >
          > projekty które rozpoczyna psuje, rozwala, bankrutuje.

          on nie jest pechowcem, tylko posluguje sie "kobieca intuicja" = irracjonalny
          sposob dzialania
          • agamagda Re: To już było... 23.03.05, 13:43
            Gdyby to było tylko to....;-((((
      • agamagda Re: To już było... 23.03.05, 12:19
        Absolutnie nie zgadzam się z tym co napisałaś (eś). Uważam, że pospolity cham i
        lizus nigdy nie dostanie się na wyżyny sukcesu. Nigdy nie widziałam, żeby jakiś
        nieuk, bez obycia dostał się na poważne stanowisko, tylko dlatego że wazelinuje
        tam gdzie trzeba, i umie kopnąć kiedy trzeba. To jest za mało, trzeba ze sobą
        reprezentować wiedzę i poziom, poniżej którego inni ludzie Cię nie zaakceptuję
        w swoim środowisku. Nie piszę o stanowisku "kerownika" w dawnym pegeerze,
        czy "naczelnika na pocznie" (nie ubliżając oczywiście porządnym ludziom na
        tych stanowiskach), Nawet jeśli jest synem jakiegoś capi di tutti capi, w
        pewnym momencie cię wywalą jeśli nie zdajesz egzaminu na co dzień.
        Ja uważam ze to właśnie człowiek porządny, biorący pod uwagę konsekwencję
        własnych czynów umiejący stworzyć odpowiednie relacje międzyludzkie, odniesie
        sukces, a nie wijąca się glizda. Ale to moje zdanie.
        • groha Re: To już było... 23.03.05, 12:44
          agamagda napisała:

          > Absolutnie nie zgadzam się z tym co napisałaś (eś). Uważam, że pospolity cham
          i lizus nigdy nie dostanie się na wyżyny sukcesu. Nigdy nie widziałam, żeby
          jakiś nieuk, bez obycia dostał się na poważne stanowisko, tylko dlatego że
          wazelinuje tam gdzie trzeba, i umie kopnąć kiedy trzeba. To jest za mało,
          trzeba ze sobą reprezentować wiedzę i poziom, poniżej którego inni ludzie Cię
          nie zaakceptuję
          > w swoim środowisku. Nie piszę o stanowisku "kerownika" w dawnym pegeerze,
          > czy "naczelnika na pocznie" (nie ubliżając oczywiście porządnym ludziom na
          > tych stanowiskach), Nawet jeśli jest synem jakiegoś capi di tutti capi, w
          > pewnym momencie cię wywalą jeśli nie zdajesz egzaminu na co dzień.
          > Ja uważam ze to właśnie człowiek porządny, biorący pod uwagę konsekwencję
          > własnych czynów umiejący stworzyć odpowiednie relacje międzyludzkie, odniesie
          > sukces, a nie wijąca się glizda. Ale to moje zdanie.

          Nigdy nie spotkałaś tzw. byznesmena zachłyśniętego swoją wielkością? To masz
          szczęście, czyli nie masz pechasmile
          • barwa1 Do groha 23.03.05, 12:57
            Jakaś (jakiś) Ty szczęśliwy! Pewnie nie masz telewizora (to kolejne
            szczęście!). Nie oglądasz informacji o posłach, członkach rządu i innych
            aferzystach. Kariery większości z nich pochodzą z kolesiostwa, lizusostwa itp..
            Nie spotykasz się z brakiem kompetencji u różnej maści urzędników ? Gdzie ich
            wykształcenie, kultura bycia ? Kto ich obdarzył stanowiskiem kierowniczym?
            Jakiś konkurs wygrali?
            • groha Re: Że co proszę? 23.03.05, 13:09
              Ej, Barwa, to nie ja jestem taka szczęściara, to Agamagda! smile
              • agamagda Re: Że co proszę? 23.03.05, 13:30
                "Problemem pozostaje sposób działania i podejmowania decyzji - człowiek
                porządny
                zawsze zastanowi się, czy komuś nie robi krzywdy, czy jego działania
                są "moralne" i czy "wypada". Taki człowiek od razu skazany jest na klęskę w
                starciu z bezwzględnym japiszonem, produktem III RP, dla którego na drodze do
                SUKCESU nie ma przeszkód i nie ma złych dróg. Kopie w dół i liże w górę - i
                pnie się w górę od sukcesu do sukcesu. On nie musi przeczytać co najmniej
                jednek książki w miesiącu, on nie chodzi do teatru (chyba że na "firmowe"
                spotkania integracyjne połączone z "odchamianiem") itd itp.
                Kulturalny człowiek zawsze przegrywa z chamem. Pozostaje tylko pytanie, czy
                warto być chamem...?

                Moja wypowiedz odnosi się do tego fragnemtu. Jasne, że jest grupa ludzi jaką
                opisujecie,
                Może źle się wyraziłam nie mówiłam że nie znam takich przypadków, ale nie
                zgadam się z tym że Ci co odnoszą sukces to równoznacznik chamstwa.
                Czyli uważacie, że ludzie nie odnoszący sukcesu to tacy, którzy udają się na
                emigracje wewnętrzną, bo nie chcą być chamami??? Nie zgadzam się z tym, dla
                mnie brzmi to jak szukanie wymówki przez nieudaczników.
                • barwa1 Re: Że co proszę? 23.03.05, 13:57
                  agamagda napisała:


                  Masz rację, że odnoszenie sukcesu to nie jest równoznacznik chamstwa.
                  Ale oczywiście nie uważam, że
                  > ludzie nie odnoszący sukcesu to tacy, którzy udają się na
                  > emigracje wewnętrzną, bo nie chcą być chamami???
                  Zastanawiam się też nad definicją "nieudacznika". Ostatnio poniosłam wręcz
                  klęskę, ale mimo to nie czuję się nieudacznikiem. Znam wiele osób, o których
                  pewnie tak myślę. Ale teraz zastanawiam się czy można tak o innych w ogóle
                  mówić? Wyszydzam ich? Poprawiam sobie samopoczucie? O co chodzi?
                  Jak myślicie?
                  • agamagda Re: Że co proszę? 23.03.05, 14:07
                    Napewno duży wpływ na nasze osiągnięcia czy poczucie szczęścia ma miejsce i
                    sposób wychowania w rodzinie. To, jak nas traktowano ma potem bezpośrednie
                    konsekwencje i trudno z tym walczyć (na szczęście jest możliwe zwycięstwo). Ale
                    są też inni ludzie, aktorzy wydarzeń, które kreujemy podejmując decyzje o
                    sposobie realizacji celu
                    Barwa, dopiero teraz doczytałam twój komentarz dotyczący wpływu czynnika
                    ludzkiego. Uważam że jest to bardzo trafne i głębokie. nawet zastanawiam się
                    czy nie decydujące?? bo to jak odbieramy świat zaczyna się kształtować bardzo
                    wcześnie, zdolności, środowisko, też są ważne ale chyba pewność siebie,
                    zyczliwość i sposób podchodzenia do rozwiazywania pb kształtuje się w rodzinie.
                  • agamagda Re: Że co proszę? 23.03.05, 14:29
                    Dla mnie nieudacznik to ktoś komu ciągle i we wszystkich dziedzinach coś nie
                    wychodzi, ktoś kto wpędza się w kłopoty swoim działaniem. Pechowiec to ktoś
                    komu okoliczności niezależne od niego nie pozwalają realizować zamierzonego
                    celu. Po jednej klęsce na pewno osoba nie jest nieudacnikiem, tylko zdobywa
                    życiowe doświadczeniawink))
                    • skiela1 Re: Że co proszę? 23.03.05, 14:55
                      To ze jemu nie wychodzi to naprawde nie jego wina,czy on chce zeby mu cos nie
                      wyszlo?,jakby wiedzial to by nie robil i wtedy bylby zyciowym
                      nieudacznikiem,ktory wychodzi z zalozenia ze po co zaczynac i tak sie nie uda.
                      • agamagda Re: Że co proszę? 23.03.05, 15:24
                        Nie napisałam, że to jego wina, że jest nieudacznikiem, co nie zmienia faktu,
                        że jest nim. Zresztą, tak jak ktoś, który czegoś nie zaczyna "bo i tak mu nie
                        wyjdzie" to jest nieudacznikiem, z uwagi na brak rezultatów.
                        Tak ogólnie to nie jest problem winy, tylko umiejętności załatwiania spraw.
                        • barwa1 Re: Że co proszę? 23.03.05, 15:58
                          No właśnie. Nieudacznik popełnia błędy, podejmuje niewłaściwe decyzje... Czy tu
                          znowu nie mamy do czynienia z bagażem doświadczeń wyniesionych z domu, szkoły
                          itd.? Ktoś, kto dostał wiele dobrego do swego bagażu, łatwiej poradzi sobie w
                          życiu. Nieudacznik ma w tym bagażu prawdopodobnie nie to, co potrzebne, by
                          podjąć właściwą decyzję...
                          Pewne jest, że na każdym z nas spoczywa obowiązek samokształcenia
                          (samokształtowania?), odpowiedzialność za samych siebie...
                          Nieudacznik "powinien", "mógłby" itd.. Ale coś go trzyma, coś mu nie pozwala
                          zrobić ruch lub zrobić ruch prawidłowy...
                          Oj! To chyba nie jest takie proste...
                          A.
                          • kmsanczia Re: Że co proszę? 23.03.05, 16:53
                            Barwa, chyba mamy podobne podejście do życia. smile) To, co piszesz równie dobrze
                            ja mogłabym napisać, prawie co do joty. smile
                            Myślę, że Agamagda po prostu jest typem osobowości z przeciwnego (nam) bieguna.
                            Stąd zupełne inne spojrzenie na pewne sprawy. I dobrze, przynajmniej nie jest
                            nudno. smile
              • barwa1 Re: Że co proszę? 23.03.05, 13:48
                groha napisała:

                > Ej, Barwa, to nie ja jestem taka szczęściara, to Agamagda! smile

                Sorry! Coś mi się poprzestawiało!
                Ale życzę Ci szczęścia!A.
      • zettrzy Re: To już było... 23.03.05, 13:50
        pam_pa_ram_pam napisał:

        > Problemem pozostaje sposób działania i podejmowania decyzji - człowiek porządny
        >
        > zawsze zastanowi się, czy komuś nie robi krzywdy, czy jego działania
        > są "moralne" i czy "wypada". Taki człowiek od razu skazany jest na klęskę w
        > starciu z bezwzględnym japiszonem, produktem III RP, dla którego na drodze do
        > SUKCESU nie ma przeszkód i nie ma złych dróg. Kopie w dół i liże w górę - i
        > pnie się w górę od sukcesu do sukcesu. On nie musi przeczytać co najmniej
        > jednek książki w miesiącu, on nie chodzi do teatru (chyba że na "firmowe"
        > spotkania integracyjne połączone z "odchamianiem") itd itp.
        > Kulturalny człowiek zawsze przegrywa z chamem. Pozostaje tylko pytanie, czy
        > warto być chamem...?

        czytanie okreslonej ilosci ksiazek w miesiacu i chodzenie do teatru nie bardzo
        ma sie do sukcesu, chyba ze mowimy np. o zawodzie krytyka literackiego - ale czy
        juz powiedzmy dentysta bedzie zaraz "chamem", bo woli ogladac kreskowki niz
        chodzic do teatru? Chyba mowimy o dwu roznych sprawach. Mozna byc idealnie
        uczciwym czlowiekiem sukcesu a nie czytac zadnych ksiazek oprocz literatury
        zawodowej, prawda?
        Mozna byc rowniez wyjatkowo kulturalna swinia, ktora, oczytujac sie bez przerwy
        i czesto chodzac do teatru, w zyciu zawodowym kopie w dol i lize w gore.
    • skiela1 Re: Pech czy trepologia?? 23.03.05, 15:37
      A moze ludzie sami nie wiedza czego chca od zycia i dlatego im nie wychodzi?
    • wadera3 Re: Pech czy trepologia?? 23.03.05, 15:46
      zastanawiałam się-mam pecha,ewidentnie....i życie stara się mi udowodnić,że nie
      mam na nie wpływu....a ja uparcie staram się robić swoje-ale pech jest-ewidentnie...
    • skiela1 Re: Pech czy trepologia?? 23.03.05, 17:29
      Moim zdaniem mylisz sie jezeli uwazasz ze kleska jest konsekwencja wyborow i
      podjetych dzialan.To jest tak jakbys zapytala dlaczego jeden jest zdrowy a drugi
      chory, bo ....bez szalika chodzil?W tym jest cos wiecej czego moze jeszcze nie
      rozumiemy a moze nawet nie powinnismy zrozumiec.Po to sa przeszkody zeby je
      pokonywac,ktos albo cos celowo nam te przeszkody pod nogi podstawia,bardzo
      czesto w nieoczekiwanym momencie,tylko po to zeby otrzepac piorka i dalej do
      przodu,nie znaczy to ze w tym samym kierunku.Na temat sukcesu czy porazki nie
      jeden juz napisal prace magisterska,polki w ksiegarniach uginaja sie od tej
      tematyki i nadal tak na prawde nie znamy odpowiedzi,sa to tylko nasze
      rozwazania.Dazenie do wybranego celu to czesc naszej egzystencji na ziemi.
      Ja nie wierze w przypadki,w pecha czy szczescie ,ja wierze w to ze nami cos
      kieruje na co nie mamy zadnego wplywu.Jestesmy tylko odbiornikami,ktore wykonuja
      swoja role.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka