Tak mi przyszło do głowy po dyskusji z very famous, bo nie była to pierwsza tego rodzaju dyskusja. Często spotykam się z argumentem "Można kochać Warszawę, bo to od zawsze Polskie miasto, a jak można kochac Wrocław, jak to jest miasto niemieckie"
Wiecie, z tym Wrocławskim patriotyzmem to jest tak, że dla nas Ww nie jest polski, niemiecki czy czeski, tylko on jest po prostu nasz.
A to na przykład, że był w większości zbudowany przez Niemców to akurat jest zaleta - gdyby po wojnie kontynuowano budowę miasta "z głową" to nie mielibysmy żadnych problemów komunikacyjnych do dziś - szerokie dwujezdniowe aleje z parkingami, wydzielonymi tramwajami i sciezkami rowerowymi są tego przykąłdem. Ta przestrzeń i zieleń jest tym, co lubię w mieście... Do tego inne standardy cywilizacyjne - na polnych drogach na peryferiach wrocławia jest taka kostka brukowa jaka przed wojną była w centrum warszawy. A w centrum - są jeszcze miejsca gdzie kostka jest równa jak stół, a między idealnie spasowane kamienie noża się nie włozy - my, Polacy tak nie potrafimy...
Ludzie - to fakt, że Wrocław był jednym z nielicznych miast, w którym prawie 100% ludnosci się wymieniło - ale dzięki temu coś w ludziach zostało takiego, że chętnie przyjmują "nowych" - moja koleżanka, która przeniosła się z Wrocka do Krakowa mowi "We Wrocławiu czułam się jak u siebie już po semestrze, a tu studiuję 3 lata i dalej daje mi się na każdym kroku odczuć, że nie jestem Krakuską"
We Wrocławiu żyje się jakoś spokojnie, powoli... Znam parę osób które własnie dlatego emigrowały z Wawy do W-wia... Mój ojciec, który nieomal 50 lat ma prawo jazdy jedyne służbowe podróze pociągiem odbywa do Warszawy - mówi "Takiego młynu i tyle chamstwa na drogach co tam to nigdzie nie ma". i to nie jest, ze on jest z prowincji i nie umie jeździć po mieście - po prostu jazda po Warszawie jest mniej przyjemna...
Kiedyś, kiedy miałem trochę wolnego czasu do załadunku w Warszawie zajechałem po kuzyna - warszawiaka i pojechaliśmy na pizzę. Rozmawialiśmy właśnie o kulturze kierowców i on mówi do mnie "No nie popisuj się już tak" - nie wiedziałem o co mu chodzi, ale chodzilo mu po prostu o to, że puszczałem pieszych na pasach, autobusy z zatoki itp...
Dla mnie Warszawa jest miastem bardzo odległym, neico abstrakcyjnym. Mam wielu przyjaciół w Poznaniu i w Krakowie, a moi przyjaciele- Warszawiacy meiszkają teraz we Wro. Za tymi zaś, co pojechali "robić karierę w stolicy" jakoś nie tęsknię i Wam nie zazdrosczę, że musicie teraz ich znosić
Nie cierpię we Wrocku na brak wielkomiejskich rozrywek i nie czuję się prowincjonalny - wręcz przeciwnie to w Wawie chyba można się natknąć na chamstwo i "wieśniactwo" przybyłe z prowincji - Ww dla takich jest chyba raczej nieinteresujący...
Tak naprawdę jednak większości Wrocławian Warszawa znana jest głównie ze stereotypów i z gościnnych występów Warszawiaków u nas. Ja też, pewnie jak wielu z moich ziomków nie czuję żadnej potrzeby jeżdżenia do Warszawy, więc nie licząć tak ze dwóch wycieczek i dwukrotnej wizyty u rodziny w dzieciństwie to byłem tam tylko kilka razy służbowo... Jeżeli mnie coś pociąga to jest to Praga czeska... Wrocławia z Warszawą tak naprawdę nic nie łączy - nawet porządnej drogi do Was nie mamy

Jak trzeba na lotnisko to się jedzie do Berlina, bo bliżej, taniej i droga lepsza. Jak po wizę - do Krakowa... Jak w Góry - w przeciwną stronę...
Jeżeli chodzi o moje spojrzenie na Warszawiaków i takie trochę "stereotypowanie" to wydaje mi się, że mają oni nosek nieco w chmurach - traktują z góry "nas, z prowincji". Coś w tym jest - widać to od zachowania kierowców począwszy do traktowania nas, z prowincji na forum skończywszy ("idę sobie Alejami..." tak jak by nie było alei w innych miastach). Pytanie o drogę w Warszawie nieodmiennie wiąże się z zaliczeniem spojrzenia w rodzaju "znowu bydło z prowincji przyjechało i marudzi" - i to obojętnie czy pytam jako turysta z plecakiem czy jako kierowca furgonetki...
I jeszcze jedno spojrzenie - z autostopu. Jeżdżę stopem od 10 lat i 3 (słownie: trzy) razy zabrany zostałem przez warszawiaka rodowitego. Tyle się mówi o tym, jak przyjezdni wam psują opinię, ale te nieliczne razy kiedy wziął mnie samochód na Warszawskich blachach to był albo służbowy, albo pożyczony ( to jest takie wydarzenie, że rozmowa zawsze schodzi na ten temat

). Podobnie jest z Poznaniakami, ale to podobno ta stereotypowa Poznańska nieufność do obcych. A skąd to się bierze u Warszawiaków?
U nas, jeżeli ktoś robi coś po chamsku (szczególnie jeżeli chodzi o cwaniakowanie na drodze czy wymuszanie pierwszeństwa) mówi się, że jest to "po warszawsku".
A z drugiej strony zawsze jak chce się polubić warszawiaka, to się dostaje po nosie, i ta chęć przechodzi... Podobno we wszystkich krajach "prowincja" nie lubi "stolicy"...
A jak wy to widzicie?
I jak wy, z waszej strony, widzicie takie miasto jak Wrocław?
Ciekaw jestem - brałem już udział w takich dyskusjach, ale przeważnie kończyły się na pyskówkach - myślę, że nasz S@lon stanie na wysokości zadania, i będzie to wreszcie poważna rozmowa, bo to naprawdę ciekawa kwestia (tak mi się wydaje)