aankaa
30.01.06, 19:47
w tym przypadku - Katowice, wcześniej NY, Madryt, Londyn
jak zawsze pierwszy odruch to solidarność z ofiarami, chęć pomocy (ci, co są
blisko często spieszą z "fizyczną" pomocą), wysyłane SMS-y, wpłaty na konto
podane na pasku. Gdy pierwsze emocje opadną wracamy do (naszej) codzienności
i powoli zapominamy. Jeszcze przez jakiś czas dzielimy się na tych, którzy
pamiętają i resztę (nie piszę o Rodzinach, przyjaciołach ofiar). Ale już w
tzw. międzyczasie pojawiają się obozy - jednym przeszkadza epatowanie
tragedią, pokazywanie jej na okrągło, rozmowy (fakt, niektóre przeprowadzone
z "dziennikarską dokładnością" typu: co pan myślał/czuł/...), dochodzi wręcz
do niechęci - bo program zmieniony, bo bal w przedszkolu odwołany (a cuż
takie maleństwa mogą wiedzieć...). Drudzy grzmią "jak można było Eurowizję".
A wystarczyło zmienić kanał. Kolejny obóz jest trochę wyciszony, zadumany.
Nie opowiada się za żadną ze stron
"nie boli mnie" fakt, że przez kilka dni posłucham spokojniejszej muzyki, nie
obejrzę zwariowanej komedii. Nawet z najprostszej anteny mogę wybrać program,
który mi odpowiada. Jeśli jestem skazana na 2-3 (programy) i czuję potrzebę
relaksu zostaje mi wypożyczalnia kaset, płyt, net (o książkach nie piszę, bo
to zupełnie inna bajka)