dimanche
24.04.06, 16:01
dziś w tramwaju ( a miałam 40 minutową jazdę w jedną stronę) akcja pod
tytułem"znieczulica". Ustąpiłam jedej babci, dla drugiej zablokowałam fotel
przed paroma takimi młodymi. Ale za chwilę wsiada sobie babcia (około 85
lat),a tu siedzi obok paniusia koło 40, czytająca książkę, paru gówniarzy, ale
i ludzi w śednim wieku koło 30. Wszystko to siedzi, a ta kobiecina ledwie stoi
(z aparatem słuchowym i laską). Obejrzałam się: zero reakcji, pokręciłam
głową, a babcia to zauważyła i machnęła ręką. I mnie w tym momencie trafiło,
bo jednak zwykle sama ustępuję, ale się nie wtrącam. Zwróciłam zatem grzecznie
uwagę, żę starsza kobieta stnie ma miejsca jednej pani. Ustąpiła od razu, ale
tłumaczyła się, że nie widziała - nie widziała też wcześniej dziadka, któremu
ktoś tam inny ustąpił miejsca. Jak się nie chce, to się nie widzi. Przy okazji
nie mogłam sobie odmówić przyjemnosci i musiałam powiedzieć głosno, że wszyscy
są tacy zajęci i nic nie widzą. Nikt nawet głowy nie raczył podnieść, a
zadumana 40-stka dalej tkwiła nad swoją lekturą. Od dzisiaj postanowiłam, że
będę się wtrącać, bo najtrudniejszy jest pierwszy raz, ale zawyczajnie mam
dość tego zobojętnienia. Albo udają, że nie widzą, albo się rozwalą i mają to
gdzieś. Ta kobiecina miała w sobie więcej godności niż ktokolwiek. Nie trzeba
się specjalnie domyślać, że jak ktoś ledwo się rusza, to i ledwo stoi. Wszyscy
tylko patrzą po sobie, kto pierwszy dupę ruszy albo udają, ze czymś są zajęci
(książką chociażby). Zwykle ludzie boją się odezwać, a dość już tego
tchórzostwa, sama byłam nieraz tchórzem, zamierzam reagować głośno na takie
sytuacje, bo mnie to zwyczajnie oburza i nie wiem, czy to z ludźmi dzisiaj
jechałam, bo nikt w tym tramwaju nie zachował się jak człowiek. Ta kobieta nie
chciała nikomu się narzcucać, tyle w niej było godności, że chyba to mnie tak
trafiło...