skiela1
17.05.06, 20:25
Poprawność polityczna przybrała formę systemu .
Wystrzegamy się używania pewnych określeń uważając je za obraźliwe. Ale czy
staliśmy się przez to lepsi i bardziej wyrozumiali? Socjologowie twierdzą, że
za gładkimi słowami kryje się brutalna rzeczywistość.
I tak dziś nikomu nie przyjdzie do głowy, aby o pomocy domowej powiedzieć
„służąca”, a człowieka w podeszłym wieku nazwać „starcem”. A może należycie do
grona osób, które o Afrykańczykach nadal mówią „Murzyni”? Jeśli tak, niedobrze
– oznacza to, że jesteście rasistami! Zastanówmy się jednak, czy przez to, że
użyjemy łagodniejszego określenia, automatycznie staniemy się mniejszymi
ksenofobami.
„Na świecie pojawiła się nowa recepta na uniwersalną uprzejmość. To język
poprawny politycznie, podporządkowany obsesyjnej obawie, aby nikogo nie
urazić. W ten sposób maskujemy jedynie uprzedzenia zamiast je wykorzenić. Dziś
wolno zabijać, ale trzeba pięknie o tym mówić. Można dyskryminować, ale bez
użycia przymiotników. Przecież wyrugowanie z naszego języka pewnych słów nie
oznacza wcale, że zmieni się opisywana przez nie rzeczywistość”.
Dziś zanim ktoś opowie dowcip o homoseksualistach, nerwowo rozgląda się
dookoła, czy w pobliżu nie ma nikogo nieznajomego.
wiadomosci.onet.pl/1335752,2679,kioskart.html~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wlasnie....ta obawa,zeby nikogo nie urazic..
kiedy wolno zazartowac a kiedy nie....i jeszcze jakich slow uzyc....
...meczace to jest...