Dodaj do ulubionych

Yupi, yupi, yupi - w środe Liverpool - AC Milan:)

22.05.07, 10:57
W środe oczekiwany od miesiecy wielki finał europejskich rozgrywek
piłkarskich - finał Ligi Mistrzów.

W Atenach na przeciw siebie staną dwie ututyłowane jedenastki: FC Licerpool i
AC Milan.

Historia zatoczyła koło - dwa lata temu te same zespoły dotarły do finału. Po
niezwykle dramatycznym meczu, godnym reki mistrza suspensu, zwycięzył
Liverpool, choc do przerwy piłkarze z miasta Beatlesów otrzymali nokaut -
przegrywali 0-3.


Jak będzie 23 maja w Atenach?

Tradycyjnie trzymam kciuki za Liverpool. Dzis wieczorem przypinam do ściny w
moim pokoiku wielgachną flagę zespołu z Angliismile


ps. Typuje wynik 3-1 dla Liverpoolusmilesmilesmile

Pozdro
Krzysztof
Obserwuj wątek
    • tjbazuka Re: Yupi, yupi, yupi - w środe Liverpool - AC Mil 22.05.07, 12:18
      Krzysztofie, mam nadzieje ze Reds pojdzie za ciosem za przykladem Barcelony!
      Obejrzyj to:
      www.youtube.com/watch?v=0U0J2FjYOY8
      Fantasticoooo Gollasooo!
      • tjbazuka AM-FCB 22.05.07, 12:22
        ps: sprawozdawca wymiata smile))))
        • kriss67 Re: AM-FCB 22.05.07, 12:27
          Cześc Tomaszsmile
          Kurde, nie działa mi. Na domowym kompie wieczorem odpalesmile
          • tjbazuka Re: AM-FCB 22.05.07, 12:31
            Krzychu, odpal. Warto. Jak masz glosniki to tez odpalaj je na maxa.
            Jeszcze bardziej warto wink
      • kriss67 Re: Yupi, yupi, yupi - w środe Liverpool - AC Mil 23.05.07, 11:33
        Ale odlotsmile
        Ciekawe Tomasz, jakby nasi kibice zareagowali, gdyby Szpakowski albo Borek po
        bramce wykrzyczeli:
        goooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooolsmile

        Oj, mają temperament południowcysmile
    • kriss67 T.Blair - "Niewiarygodne, niezwykłe, olsniewające" 22.05.07, 13:43
      Kapitalny tekst Rafała Steca - dla kibiców lektura obowiązkowasmile

      Seqel

      "Widzieliście kiedyś w pełni satysfakcjonujący sequel? O kontynuację nad
      oryginałem górującą celowo nie pytam, bo "Ojciec Chrzestny II" był wyjątkiem
      prawdopodobnie niepowtarzalnym. Zazwyczaj przeżywamy rozczarowanie, wszystkie
      te niekończące się sagi o Rockych nudzą tym przenikliwiej, im dłużej trwają, a
      skoro nawet nowe wcielenie "Misia" udało się średnio, to jakaś klątwa nad
      powtórkami szlagierów wisieć musi.


      Choć rekord już chyba padł - rankingowi sequeli najbardziej beznadziejnych w
      stosunku do pierwowzoru do dziś przewodzi pewnie trzecia część "Psychozy".
      Oglądałem lata temu, ale wciąż w głowie mi się nie mieści, że takiego gniota
      Anthony Perkins ośmielił się uszlachetnić tytułem wziętym z arcydzieła.

      Koszmarne wspomnienia powtórek dopadły mnie w samolocie do Aten, bo
      uświadomiłem sobie, jak wiele oczekuję od finału Ligi Mistrzów, który odbędzie
      się w środę na tamtejszym stadionie olimpijskim. Dwa lata temu oglądałem już
      przecież, w Stambule, Liverpool bijący się o to samo trofeum z Milanem. A potem
      pisałem w korespondencji, że tamten nieziemski mecz pokazał, dlaczego nikt nie
      kręci piłkarskich thrillerów. Bo w taką bujdę na ekranie zwyczajnie nikt by nie
      uwierzył. Bo sensacyjne kino z krańcowo porywającym futbolowym spektaklem nie
      ma szans.

      Rywal na deskach

      Wszyscy pamiętamy każdy detal, ale wspominać zawsze warto. Paolo Maldini w 52.
      sekundzie uderza pięknie z woleja i oglądamy najszybciej zdobytą bramkę w
      historii finałów. Do przerwy Milan dokłada jeszcze dwa gole, zanosi się na
      niespotykany na tym poziomie nokaut. W przerwie odpalam laptopa. Sprawdzam, czy
      pamięć mnie nie zawodzi, czy rekordowo wysoki finałowy triumf to rzeczywiście
      7:3 Realu Madryt nad Eintrachtem Frankfurt. W tej samej chwili, o czym dowiem
      się nazajutrz, przeszło setka kibiców na Wyspach obstawia u bukmacherów triumf
      Liverpoolu. Przy stanie 0:3! Po pierwszej połowie, w której defensywa Milanu
      zdawała się nienaruszalna!

      Wznowienie. Do siatki trafia Gerrard. Wznosi ręce, wzywa fanów, by
      zainspirowali następne natarcia. Drugiego gola strzela Czech Szmicer,
      trzeciego - po dobitce, jego rzut karny broni Dida! - Hiszpan Xabi Alonso. 360
      sekund, trzy gole. W siatce zespołu, który w tamtej edycji Ligi Mistrzów tracił
      je co trzy godziny. Depesza premiera Blaira do trenera Beniteza była
      lapidarna. "Niewiarygodne. Niezwykłe. Olśniewające".

      Dudek Dance

      Rzuty karne to osobna, niezapomniana zwłaszcza dla nas, historia. Głowa Jerzego
      Dudka zdaje się wystawać ponad poprzeczkę, a ręce - poza słupki. Nasz bohater
      już w dogrywce zdołał zablokować piłkę po strzale - oddanym z trzech metrów -
      Andrija Szewczenki, snajpera wówczas jeszcze bezlitosnego, uchodzącego za
      najwybitniejszego w świecie. Dopiero teraz jednak wszystkie jupitery kierują
      się na jego roztańczoną sylwetkę. A przecież kariera Dudka w bramce Liverpoolu
      dobiega końca, zbliża się nieuchronne zesłanie do rezerw, bo trener Rafael
      Benitez - rozmawiałem z nim kiedyś i zapewniam was, że to pozbawiony ludzkich
      cech robot - czeka na ulubieńca Reinę.

      I w kraju miał Dudek spory elektorat negatywny, ale jednego nikt mu nie
      odbierze - choć wśród rodaków byli piłkarze wybitniejsi, choć byli też
      popularniejsi, to on zapracował na najsłynniejszy, najpowszechniej
      rozpoznawalny w świecie indywidualny występ polskiego futbolisty. Dyskoteki
      podbił "Dudek Dance", w mediolańskim pubach należących do kibiców Interu wciąż
      wiszą szaliki w barwach tego klubu z jego nazwiskiem. Stał się legendą, a jego
      wygibasy w stambulskiej bramce - symbolem pokręconej psychiki bramkarza, który
      wygrywa tyleż dzięki sprawności i refleksowi, co rysowi szaleństwa.

      Wyspiarze kontra makaroniarze - walka mentalności

      Legendami i analizami obrósł zresztą cały finał. Piłkarzy Liverpoolu rozsadzała
      przesączona adrenaliną wściekłość, bo w przerwie ponoć słyszeli, jak rywale
      świętują w swojej szatni. Fachowcy znający obie piłkarskie kultury dowodzili,
      że tamten finał oddaje fundamentalną różnicę w mentalności dominującej w
      angielskim i włoskim futbolu. Dla tych pierwszych wynik 0:3 ma oznaczać, że
      mecz się właśnie zaczął, bo do ocalenia pozostała wartość najcenniejsza -
      honor. Dla Włochów przewaga trzech goli ma oznaczać, że mecz się skończył. Choć
      historia zna mnóstwo dowodów obalających to przeświadczenie, ludzie calcio je
      ignorują. Do futbolu mają stosunek chłodny, racjonalny. Wyspiarze - gorący,
      emocjonalny.

      W Stambule odczułem to na własnych plecach. Dreszczami przeszył je wyryczany
      przez siedzących za mną fanów piłkarski hymn nad hymnami - "You'll Never Walk
      Alone". Rozum sączył mi do ucha konstatację, że z tysięcy gardeł wylewa się
      desperacja i rozpacz, ale jazgot zagłuszał rozsądek. Oddziaływał na emocje.
      Oddziaływał cholernie mocno. Ależ to było intensywne, gęste, obezwładniające!

      Bramkarz na głowie?

      Dziś znów działa prosty, uruchamiany przez wspomnienia, mechanizm. Tamten
      wieczór był magiczny, to i środowy powinien być magiczny. Zwłaszcza że tym
      razem odpowiednią aurę już przed pierwszym gwizdkiem buduje zbitka
      słów "Liverpool" i "Milan". Nawet geografia pozostaje nie bez znaczenia, wszak
      Ateny leżą nieopodal Stambułu.

      Czy jednak niepohamowane oczekiwania nie skazują na rozczarowanie? Czy gdyby
      piłkarze istotnie chcieli zaserwować spektakl jeszcze doskonalszy, nie
      porywaliby się na misję niemożliwą? Cóż więcej można zaproponować? Przegrywać
      do przerwy 0:4, by doprowadzić do dogrywki? Odrobić straty nie w sześć, lecz
      pięć minut? Postawić broniącego rzuty karne bramkarza na głowie?

      Nie sposób prorokować, co wydarzy się w środę o 21.45 czasu ateńskiego. Kilka
      tygodni temu mediolańczycy - rozbijając Manchester United - oszołomili świat
      futbolem perfekcyjnym, ale wcześniej widzieliśmy niejednokrotnie (pamiętacie La
      Corunię albo Eindhoven?), że jeśli jakaś tajemnicza siła spęta im nogi,
      popadają w cierpiętniczy letarg niedający nadziei na przebudzenie.
      Liverpoolczycy z kolei są zdolni do wyczynów nadludzkich, ale też ich styl
      często sprowadza się do fizycznego stłamszenia przeciwnika, totalnego
      sparaliżowania jego poczynań, wyczekiwania na jego wpadkę.

      Jedno jest pewne. W finale zmierzą się drużyny, które od pewnego czasu nie
      zaprzątają sobie głowy żadnymi innymi rozgrywkami. Liverpool, utraciwszy szanse
      na mistrzostwo kraju, od tygodni wystawiał w lidze angielskiej zmienników i do
      finiszu doczłapał głębokim zapleczem. A trener Milanu w sobotnim meczu z
      Udinese, oczywiście przegranym, nikogo, kto zagra w Atenach, nie posadził nawet
      na ławce rezerwowych. Wysłał na nią juniorów.

      Współczesny futbol wymaga od piłkarza zbyt wiele? Nie tym razem. Zapomnijcie o
      wyniszczających terminarzach, o szalonym tempie rozgrywek ponad ludzkie siły. W
      Atenach zagrają gwiazdy wypoczęte. Niewykluczone, że - biorąc także pod uwagę
      możliwości słynnego MilanLab - wypoczęte jak nigdy wcześniej w finale Ligi
      Mistrzów.

      Autor: Rafał Stec, GW

      Sródtytuły: Kriss67

      Źródło: Gazeta Wyborcza

      Pozdro
      Krzysztof
    • kriss67 To już dziiiiiiiiis:):):) 23.05.07, 10:40
      Uff, 20.45 Wieki Finałsmile

      "W środę w Atenach Milan zagra z Liverpoolem w finale piłkarskiej Ligi
      Mistrzów. Oba kluby mogą się poszczycić ponad stuletnią historią i wieloma
      osiągnięciami, ale bilans ich wzajemnych spotkań jest nad wyraz skromny
      Mecz na Stadionie Olimpijskim będzie zaledwie drugim spotkaniem Milanu z
      Liverpoolem w historii ich występów w europejskich pucharach, choć łącznie
      kluby te liczą 223 lata. I po raz drugi zmierzą się w finale Ligi Mistrzów.

      Jedyny do tej pory mecz odbył się przed dwoma laty w Stambule. Po pierwszej
      połowie włoska ekipa prowadziła 3:0, ale po przerwie podopiecznym Rafaela
      Beniteza, z Jerzym Dudkiem w bramce, udało się wyrównać.

      O triumfie w LM zadecydowały dopiero rzuty karne, który bohaterem był polski
      bramkarz. Dudka nie potrafili pokonać Brazylijczyk Serginho, Andrea Pirlo i
      Ukrainiec Andrij Szewczenko i "The Reds" cieszyli się ze zwycięstwa.

      Większość zawodników, którzy wystąpili w finale w 2005 roku, będzie mogła
      zagrać w Atenach.

      Do tej pory Milan sześciokrotnie zdobył Puchar Europy, a "The Reds" mają w
      dorobku pięć triumfów. W finale angielska drużyna przegrała tylko raz - w 1985
      roku 0:1 z Juventusem Turyn na brukselskim stadionie Heysel w meczu, który
      poprzedziły tragiczne w skutkach - zginęło 39 osób - zamieszki z udziałem
      kibiców obu zespołów."

      Pozdro
      Krzysztof
    • nelsonek Re: Yupi, yupi, yupi - w środe Liverpool - AC Mil 23.05.07, 12:26
      Zgadzam sie ze Stecem, ze tym razem mozemy sie rozczarowac poziomem, emocjami.
      Oczywiscie chcialbym powtorki sprzed dwoch lat, ale czy cos niemozliwego moze
      zdarzyc sie drugi raz?
      Trzymam kciuki za widowisko. Kibicowal nikomu nie bede.
    • kriss67 Re: Yupi, yupi, yupi - w środe Liverpool - AC Mil 23.05.07, 15:41
      Bazuka, gdzie Cie wymiotło? Juz okupujesz fotel przed TV w oczekiwaniu na
      finał?smile
    • morfeusz_1 Jestem za Milanem na pochybel Benitezowi 23.05.07, 18:21
      chociażby dlatego że zawsze byłem jestem i będę kibicem Barcy lub jak chcecie nie mogę darować faciowi że posadził Jurka na ławce,pajac..

      jeszcze zatęsknicie za Dudkiem po dzisiejszym meczu

      obstawiam wynik 3:0 zapamiętajcie to...he he he dla Milanu
      a jak będą karne ...to więcej hi hi hi
      • impostor Re: Jestem za Milanem na pochybel Benitezowi 23.05.07, 19:20
        2:1 dla milanu. niech sie dzieje co chce, kluby z anglii maja u mnie przejebane.
        moze zrobimy salonowego totka?
        • carrramba Re: Jestem za Milanem na pochybel Benitezowi 23.05.07, 19:27
          oj faceci, faceci. smile) znajoma mi mowila, ze dzis jakies tam widowisko, jej
          facet sie zaszyl w domu, udaje ze go nie ma. a to tylko mecz...o matko, macie
          zdrowiesmile
        • loczek62 Re: Jestem za Milanem na pochybel Benitezowi 23.05.07, 19:55
          Tak miałem zapytać o co kaman, ale już się doczytałem i też jestem za Milanemsmile))
        • loczek62 Brawo Milan!!!!! 23.05.07, 22:28
          Brawo brawosmile))))
        • loczek62 Prorok???? 23.05.07, 22:37
          impostor napisał:

          > 2:1 dla milanu.

          Prorok jakiś???
      • impostor Re: Jestem za Milanem na pochybel Benitezowi 23.05.07, 19:53
        morfeusz_1 napisał:

        > chociażby dlatego że zawsze byłem jestem i będę kibicem Barcy lub
        jak chcecie nie mogę darować faciowi że posadził Jurka na ławce,pajac..
        >
        > jeszcze zatęsknicie za Dudkiem po dzisiejszym meczu
        >
        > obstawiam wynik 3:0 zapamiętajcie to...he he he dla Milanu
        > a jak będą karne ...to więcej hi hi hi

        morfi, piwko dla Ciebie. barcelonisci musza sie trzymac razemsmile
        • tjbazuka Re: Jestem za Milanem na pochybel Benitezowi 23.05.07, 20:10
          Liverpool rozniesie Milan na cztery strony strony swiata!
          A jak nie, to zrobie awanture w salonie!! Bede rzucal wacikami!! A O!
          wink
          • tjbazuka Re: Jestem za Milanem na pochybel Benitezowi 23.05.07, 20:33
            pokazali w tele oficjalna pilke finalu LM . Fajna. Taka okragla. Kosztuje tylko
            120 dolarkow :-p
            I pokazali Stana Collymorra na trybunachsmile
            a Maldini bedzie dzisial charowal po raz 8 w finalach LM. Niesamowite!
            no to nara.
            • kriss67 Re: Jestem za Milanem na pochybel Benitezowi 23.05.07, 21:55
              Maldini - człowiek instytucja, to jego 8 finał i 104 mecz w Lidze Mistrzówsmilesmile

              Albo zobacz Seedorf - Lige Mistrzów wygrał z Ajaksem, Realem, Milanem. Cos
              niesamowitego.

              Ale nic to - puchar pojedzie do Liverpoolusmilesmilesmile

              Pozdro Tomku
              Krzysztof
              • morfeusz_1 Re: Jestem za Milanem na pochybel Benitezowi 23.05.07, 21:57
                kriss67 napisał:

                > Maldini - człowiek instytucja, to jego 8 finał i 104 mecz w Lidze Mistrzówsmilesmile
                >
                > Albo zobacz Seedorf - Lige Mistrzów wygrał z Ajaksem, Realem, Milanem. Cos
                > niesamowitego.
                >
                > Ale nic to - puchar pojedzie do Liverpoolusmilesmilesmile
                >
                > Pozdro Tomku
                > Krzysztof


                He he he dobry txt
                Pozrdo Krzyśku wink
          • kriss67 Już grają:):)Do bojuuuuuu The Reds:):):) 23.05.07, 21:13
            Tomasz, Twoje słowa to miód na moje serce. Całe rozdygotane dzis. Chociaz
            spoko - słońce dzis zaszło, jutro wzejdzie. Tak tez pewne jest, że Liverpool
            wygrasmilesmilesmile

            Tak jak pisałem wyżej - 3-1 dla Liverpoolusmile

            Pozdro
            Krzysztof
            • morfeusz_1 Benitez...., trzeba mieć fantazję dziadku ;) 23.05.07, 21:55


              A jakby tak w Barcelonie zagrał Gennaro Gattuso obok Puyola,a Kaka obok
              Ronaldinho kurde fajnie by było smile
    • morfeusz_1 Benitez trzeba było postawić na Jurka :) 23.05.07, 22:28
      2:0
      • morfeusz_1 Re: Benitez trzeba było postawić na Jurka :) 23.05.07, 22:41
        2:1 - dobranoc

        Visca el Barca !
    • kriss67 No i kicha:(:(:( 23.05.07, 22:51
      Gratulacje dla Milanu...

      Dwa lata temu Milan dostał bęcki od Liverpoolu, terz role sie odwróciły.
      Szkoda, szkoda, szkoda.....


      K....wa macsad

      Ide spać, chlip, chlipsadsad

      ps. Bazuka, trzymaj sie, The Reds wygra Lige Mistrzów za roksmilesmilesmile
      • tjbazuka Re: No i kicha:(:(:( 23.05.07, 23:09
        Maseratti to zlom!!
        fankula putanasad((
        • impostor Re: No i kicha:(:(:( 23.05.07, 23:41
          sie dziewczyny po prostu nie znacie na pilce tongue_out
          visca el Barca!
          • tjbazuka Re: No i kicha:(:(:( 24.05.07, 00:31
            sie dziewczyny po prostu nie znacie na pilce tongue_out
            Spiepsaj dziadu!
            wink
            • kriss67 Foto z meczu.....Dla mnie żałobnego..... 24.05.07, 07:57
              sport.onet.pl/0,0,52029,0,0,fotoreportaz.html
    • kriss67 Niesamowity Maldini:) 24.05.07, 08:02
      8 - w tylu finałach Ligi Mistrzów (wcześniej Pucharu Europy) grał Paolo
      Maldini. W środę wyrównał rekord napastnika Realu Madryt z lat 50. i 60
      Francisco Gento.

      Pozdro
      Krzysztof
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka