Marszałek Sejmu Ludwik Dorn wraz z delegacją posłów i urzędników z Ministerstwa Gospodarki poleciał na pięć dni do Korei Południowej.
Jak informuje "Przekrój", koszty pobytu polskiej delegacji pokrywają gospodarze, ale za przelot płaci strona polska, czyli my - podatnicy.
I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że na służbowy lot
załapała się także obecna małżonka marszałka.
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,4240996.html
Szlag trafia człowieka.
Na to są pieniądze, na nagrody w ministerstwie zarządzanym przez niejaką
panią Kalatę też, a pielęgniarki niech koczują, żebrzą, w końcu kiedyś wymiękną.