Dodaj do ulubionych

Oj, co to będzie 18.06?

IP: *.home.aster.pl 27.05.10, 22:04
Trochę się obawiam 18 czerwca kiedy to wszyscy dowiemy się o
wynikach egzaminu naszych dzieci.Syn cały czas mnie uspokaja, że
będzie nie najgorzej ale licea wybrał te z pierwszej 10-(WARSZAWA)
(jest w czołówce klasy więc czuł się pewnie typując szkoły).
Preferowane klasy,które wybierał bardzo oblegane jak widać w
statystykach Kseonu.Zupełnie nie wiem co zrobić na wypadek gdyby nie
dostał się do żadnej z 3 szkół? Ja wiem, rekrutacja dodatkowa,potem
uzupełniająca itd. Skąd będzie wiadomo,czy między 18 a 22 czerwca
dokonywać jednak zmiany szkół,kiedy jeszcze wtedy nie będzie
wiedział,czy kandydaci którzy wybrali daną klasę nie są "z gorszą"
liczba pkt.? Czy dokonywać wówczas zmian czy może zaryzykować i
poczekać do 1 lipca? Zupełnie nie wiem co radzić synowi? Znajomi
mówią-poczekać! Doradźcie kochane mamy.Może Wy macie lepszą
strategię,żeby resztę wakacji spędzić już w spokoju.Dziękuję za
rozwinięcie tematu i pozdrawiam serdecznie.
Obserwuj wątek
    • morekac Re: Oj, co to będzie 18.06? 27.05.10, 22:43
      Postudiować progi punktowe w innych szkołach? I nie obstawiać szkół
      z bardzo zbliżonymi progami.
    • kmir Re: Oj, co to będzie 18.06? 28.05.10, 09:22
      Gość portalu: gość57 napisał(a):

      > Trochę się obawiam 18 czerwca kiedy to wszyscy dowiemy się o
      > wynikach egzaminu naszych dzieci.Syn cały czas mnie uspokaja,

      Ma chłopak rację - nie warto się denerwować, trzeba raczej na spokojnie przygotować plan rezerwowy.

      > będzie nie najgorzej ale licea wybrał te z pierwszej 10-(WARSZAWA)
      > (jest w czołówce klasy więc czuł się pewnie typując szkoły).
      > Preferowane klasy,które wybierał bardzo oblegane jak widać w
      > statystykach Kseonu.

      Proszę nie ulegać psychozie - szczególnie w tych szkołach z czołówki rankingu liczba kandydatów z dalszych preferencji nie ma specjalnego znaczenia. Zdecydowana większość przyjętych w tych szkołach to kandydaci z pierwszej preferencji.

      > Zupełnie nie wiem co zrobić na wypadek gdyby nie
      > dostał się do żadnej z 3 szkół?
      > Ja wiem, rekrutacja dodatkowa,potem uzupełniająca itd.

      Ponieważ w rekrutacji uzupełniającej (na początku lipca) mogą brać udział wyłącznie osoby, które się nigdzie nie dostały to niektórzy twierdzą, że lepiej jest się nigdzie nie dostać niż "wylądować" w szkole trzeciego wyboru, na którą nie miało się ochoty. Dotyczy to przede wszystkim osób, którym zabrakło niewielkiej liczby punktów do wymarzonej klasy.

      > Skąd będzie wiadomo,czy między 18 a 22 czerwca
      > dokonywać jednak zmiany szkół,kiedy jeszcze wtedy nie będzie
      > wiedział,czy kandydaci którzy wybrali daną klasę nie są "z gorszą"
      > liczba pkt.? Czy dokonywać wówczas zmian czy może zaryzykować i
      > poczekać do 1 lipca? Zupełnie nie wiem co radzić synowi?

      To zależy od sytuacji. Trzeba zorientować się w liczbie kandydatów I wyboru w wybranych klasach oraz przeanalizować progi do tych klas z poprzednich lat. Jeżeli kandydat ma sporo więcej punktów ponad próg to nawet większa liczba kandydatów na miejsce w wymarzonej klasie nie jest specjalnie niebezpieczna. I przeciwnie jeżeli liczba punktów jest "na styk", a kandydatów dużo to szanse niestety są mniejsze.
      Ogólna rada wybrane przez kandydata klasy muszą się różnić progami (myślę, że ok 10 - 15 pkt różnicy między pierwszą i ostatnią klasą jest OK) i muszą być uszeregowane w kolejności malejących progów.
      • Gość: anna Re: Oj, co to będzie 18.06? IP: 85.222.87.* 28.05.10, 10:16
        "przeanalizować progi do tych klas z poprzednich lat.
        Jeżeli kandydat ma sporo więcej punktów ponad próg"

        oczywiście jest to możliwe, ale słuchając opinii uczniów po teście mat.przyr.
        można domniemywać,że punktów w tym roku uczniowie mogą mieć mniej:(
        i jak to odnieść do progów z lat poprzednich?

        p.s.chyba,że tych najlepszych uczniow to nie dotyczy
        • myszmusia Re: Oj, co to będzie 18.06? 28.05.10, 10:22
          > p.s.chyba,że tych najlepszych uczniow to nie dotyczy

          zalezey co kto rozumie przez najlepszych. Ale z moich obserwacji i rozmów wynika,ze wcale jakos znaczaco mniej osoby które sie spodziewały wysokich wyników miec nie beda.
          Ale tak naprawde to sie okaze 18 czerwca - czy sie nie myla w samodzielnym punktowaniu.
          • Gość: anna Re: Oj, co to będzie 18.06? IP: 85.222.87.* 28.05.10, 11:06
            najlepsi to wg mnie, ci którzy wybierają licea z wysokimi progami, czyli
            pierwsza piętnastka:)
            • nchyb Re: Oj, co to będzie 18.06? 28.05.10, 13:06

              > najlepsi to wg mnie, ci którzy wybierają licea z wysokimi progami

              sam wybór szkoły z wysokim progiem to chyba jeszcze za mało, by
              uznać dziecię za najlepsze z najlepszych ;-)
              Dopiero dostanie się tam...

              moje dziecię wybrało dwie szkoły, które są w pierwszej 15-tce liceów
              w województwie, ale za najlepszego sie nie uważa.
              Po prostu te szkoły mają takie klasy humanistyczne, jakie interesują
              syna...

              A na razie moje dziecko ma w nosie, co będzie 18 czerwca. na razie w
              poczuciu dobrze spełnionego obowiązku (czytaj napisanego egzaminu)
              pojechało z klasą na wycieczkę. I dobrze sie chyba bawi...
              Do wakacji coraz bliżej...
              • Gość: Kaśka Re: Oj, co to będzie 18.06? IP: *.escom.net.pl 28.05.10, 14:54
                Z obserwacji toczących się na forum dyskusji wnioskuję, że to
                głównie rodzice aktualnie myślą, rozważają, dowiadują się i szukają
                rozwiązań przyszłych problemów. Przynajmniej w moim przypadku tak
                jest. Młodzież zrobiła swoje (napisała egz., oceny jakieś już ma,
                bądź właśnie poprawia)i ... wszystko na teraz. Przyjdzie dzień
                zgłoszenia się z dokumenatami do szkół, wtedy będą robić co należy.
                Jeśli chodzi o to co mogę zrobić - słusznie dziś nic, ale żeby
                zrobić wszystko jak należy póżniej, czyli za 3 tyg. warto przeczytać
                i dowiedzieć się wcześniej.
      • Gość: mama do kmir IP: 195.150.85.* 31.05.10, 11:24
        > Ponieważ w rekrutacji uzupełniającej (na początku lipca) mogą brać udział
        wyłącznie osoby, które się nigdzie nie dostały to niektórzy twierdzą, że lepiej
        jest się nigdzie nie dostać niż "wylądować" w szkole trzeciego wyboru, na którą
        nie miało się ochoty. Dotyczy to przede wszystkim osób, którym zabrakło
        niewielkiej liczby punktów do wymarzonej klasy.

        Bardzo proszę o rozwinięcie. Tzn, jeśli system (komputer) przydzielił, a uczeń
        nie potwierdził woli uczenia się w danej szkole (nie doniósł dokumentów) to nie
        może brać udziału w rekrutacji uzupełniającej?

        Czy szkoły mogą oficjalnie zarezerwować sobie pulę na dodatkową rekerutację?
        Jakimi w ogóle regułami rządzi się rekrutacja uzupełniająca?

        A jaką strategię (no, śmiesznie trochę brzmi, zważywszy, że chodzi tylko o wybór
        szkoły średniej) Pan proponuje, aby grupa przyjaciół o podobnym poziomie i
        zainteresowaniach znalazła się w tej samej klasie?
        • Gość: menodo Re: do kmir IP: *.adsl.inetia.pl 31.05.10, 12:15
          "> A jaką strategię (no, śmiesznie trochę brzmi, zważywszy, że chodzi tylko o wybó
          > r
          > szkoły średniej) Pan proponuje, aby grupa przyjaciół o podobnym poziomie i
          > zainteresowaniach znalazła się w tej samej klasie?"

          Hihi, pan Dyrektor Mirowski z pewnoscia marzy, aby jakas "grupa przyjaciol" w
          rekrutacji uzupelniajcej wyladowala w jego szkole:)))

          • Gość: mama Re: do kmir IP: 195.150.85.* 31.05.10, 12:58
            > Hihi, pan Dyrektor Mirowski z pewnoscia marzy, aby jakas "grupa przyjaciol" w
            > rekrutacji uzupelniajcej wyladowala w jego szkole:)))

            Menodo, eureka, że też na to nie wpadłam wcześniej, skąd taki, a nie inny sposób
            rekrutacji elektronicznej:)

            (Ostatecznie, całkiem sympatyczna grupa nie dresów, może strategicznie wybrać
            najbliższą zawodówkę - albo niech tam: słabiutkie liceum profilowane - i będzie
            blisko, i we własnym gronie, a jeszcze pewnie wzrośnie poziom nauczania w danej
            szkole;)
        • kmir Re: do kmir 31.05.10, 13:09
          Gość portalu: mama napisał(a):
          > Bardzo proszę o rozwinięcie. Tzn, jeśli system (komputer) przydzielił, a uczeń
          > nie potwierdził woli uczenia się w danej szkole (nie doniósł dokumentów) to nie
          > może brać udziału w rekrutacji uzupełniającej?

          W rekrutacji uzupełniającej zgodnie z Zarządzeniem Kuratora mogą brać udział
          wyłącznie uczniowie, którzy nie zostali zakwalifikowani do żadnej szkoły.
          Uczniowie, którzy zostali zakwalifikowani nawet jeżeli nie potwierdzą wyboru
          szkoły mogą brać udział dopiero w rekrutacji dodatkowej (w sierpniu).

          > Czy szkoły mogą oficjalnie zarezerwować sobie pulę na dodatkową rekrutację?

          Nie. Szkoła prowadzi rekrutację uzupełniającą (w lipcu) i dodatkową (w sierpniu)
          wyłącznie w przypadku o ile pozostaną wolne miejsca - było za mało chętnych (to
          raczej w słabszych szkołach) lub nie wszyscy kandydaci potwierdzili wybór szkoły
          (nie dostarczyli oryginałów dokumentów).

          > Jakimi w ogóle regułami rządzi się rekrutacja uzupełniająca?

          Terminy wynikają z Zarządzenia. Resztę określa szkoła w swoich zasadach (system
          komputerowy już nie jest aktywny).

          > A jaką strategię (no, śmiesznie trochę brzmi, zważywszy, że chodzi tylko o wybór
          > szkoły średniej) Pan proponuje, aby grupa przyjaciół o podobnym poziomie i
          > zainteresowaniach znalazła się w tej samej klasie?

          Nie ma strategii to zapewniającej - chyba, że wszyscy wybiorą dostatecznie
          niskoprogową szkołę. Proszę pamiętać, że nawet przed wprowadzeniem systemu
          komputerowego, a w szczególności w czasach egzaminów wstępnych do liceum takie
          strategie nie istniały. Podobnie jest zresztą w przypadku studiów.
          Jeżeli informacja w Pani pytaniu "o podobnym poziomie" dotyczy łącznej liczby
          punktów w rekrutacji to sprawa jest trochę prostsza. Wystarczy wybrać szkołę z
          bezpiecznym progiem (niższym o kilka punktów od wyniku najsłabszego z grona
          przyjaciół) - to zmniejsza ryzyko dostanie się tylko część tego grona do
          określonej szkoły.
          • Gość: mama Re: do kmir IP: 195.150.85.* 31.05.10, 13:15
            Dziękuję za wyjaśnienia w sprawie rekrutacji uzupełniającej i dodatkowej.

            >Proszę pamiętać, że nawet przed wprowadzeniem systemu
            > komputerowego, a w szczególności w czasach egzaminów wstępnych do liceum
            >takie strategie nie istniały. Podobnie jest zresztą w przypadku studiów.

            Z tą drobną różnicą, że kandydat miał (ma nadal przy studiach) ostatnie słowo ...
          • Gość: mama Re: do kmir - cd IP: 195.150.85.* 31.05.10, 13:29
            > Jeżeli informacja w Pani pytaniu "o podobnym poziomie" dotyczy łącznej >liczby
            punktów w rekrutacji to sprawa jest trochę prostsza.

            Ilość punktów to jeszcze w pewnym sensie przecież teraz spekulacja. "Podobny
            poziom" oznacza mniej więcej zbliżone oceny i zainteresowania na przestrzeni
            ostatnich lat.

            >Wystarczy wybrać szkołę z
            > bezpiecznym progiem (niższym o kilka punktów od wyniku najsłabszego z grona
            > przyjaciół) - to zmniejsza ryzyko dostanie się tylko część tego grona do
            > określonej szkoły.

            He, he (jeśli tak mogę nieoficjalnie)... Problem w tym, że że brak przecież
            konkretnych (a bywa, że i zbliżonych)bezpiecznych progów w czasie wyboru
            "trójcy". No, cóż liceum z końca listy jako wybór nr 1- rozwiązuje sprawę...
            Wszak życie przecież nigdy nie bywa całkiem proste:)
          • Gość: mama raz jeszcze rekrutacja dodatkowa/uzupełniająca IP: 195.150.85.* 15.06.10, 14:46
            > W rekrutacji uzupełniającej zgodnie z Zarządzeniem Kuratora mogą brać >udział
            wyłącznie uczniowie, którzy nie zostali zakwalifikowani do żadnej >szkoły.
            Uczniowie, którzy zostali zakwalifikowani nawet jeżeli nie potwierdzą wyboru
            szkoły mogą brać udział dopiero w rekrutacji dodatkowej (w sierpniu).
            >Szkoła prowadzi rekrutację uzupełniającą (w lipcu) i dodatkową (w sierpniu
            ) wyłącznie w przypadku o ile pozostaną wolne miejsca

            >Resztę określa szkoła w swoich zasadach.

            Zapewne znajdują się uczniowie, którzy chcą zaryzykować i mimo dostania się do
            jakiejś szkoły, mając przyzwoite wyniki nie potwierdzą woli uczenia się w szkole
            (np. 3 wyboru), licząc na łut szczęścia w sierpniu.
            Logicznie podchodząc wynikałoby, że w lipcowej rekrutacji brać będą uczniowie
            słabi, którym się marzyły niezłe szkoły, albo ci którzy kombinowali, że w
            rekrutacji uzupełniającej łatwiej będzie im dostać się do wymarzonego liceum.

            I tu pytanie, czy szkoły z góry zostawiają sobie wolne miejsca na sierpień
            (jeśli system elektroniczny ich nie zapełnił), czy jednak dążą do zapełnienia
            klas w lipcu? Czy dane na temat ilości (%?) osób przyjętych w poszczególnych
            etapach rekrutacji są gdzieś publikowane?


            - było za mało chętnych (to raczej w słabszych szkołach) lub nie wszyscy
            kandydaci potwierdzili wybór szkoły (nie dostarczyli oryginałów dokumentów).
    • Gość: Kanak Re: Oj, co to będzie 18.06? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.10, 10:25
      Czytając to forum i również ten wpis zastanawiam się, jak wy to
      drogie forumowiczki robicie, że wasze dzieciaki są tak ambitne i
      celują tak wysoko [wszystkie 3 szkoły z pierwszej dziesiątki
      warszawskiej !]. Ja też czekam na 18.06 i wyniki egzaminu młodszego
      syna, który chociaż jest uczniem dobrym, wybrał na pierwszym miejscu
      szkołę, do której dostanie się raczej z dużym zapasem punktów
      względem progu minimalnego [podobnie zresztą jak starszy syn już
      licealista]. Obydwaj zbywali moje sugestie odnośnie wybrania szkół
      stojących wyżej w rankingach następująco: no coś ty, przecież tam
      trzeba kuć ! Jeden i drugi bardzo sugerują się wyborem swoich
      przyjaciół, z którymi chcą dalej chodzić do tej samej szkoły oraz
      bliskością szkoły od domu, by nie tracić zbyt dużo czasu na dojazdy.
      Do tego dochodzi opinia starszych kuzynów, którzy również nie
      kończyli topowych szkół a pięknie zdali maturę i dostali się na
      dzienne studia na UW. Tak więc, czy to ja wychowałam w pewnym sensie
      leni, którzy chcą kolejne 3 lata luzu i spokoju [chociaż
      zapowiadają, że zabiorą się do pracy przed maturą] ? Dlaczego oni
      nie chcą do tych topowych szkół ? Dodam, że z klasy starszego syna
      wielu kolegów [ale nie tych najbliższych] poszło jednak do
      tych "lepszych" liceów.
      • Gość: mama :) IP: 195.150.85.* 31.05.10, 11:17
        Kanak napisał(a):

        >bardzo sugerują się wyborem swoich
        > przyjaciół, z którymi chcą dalej chodzić do tej samej szkoły oraz
        > bliskością szkoły od domu, by nie tracić zbyt dużo czasu na dojazdy.
        >no coś ty, przecież tam trzeba kuć !

        Bo zdrowie psychiczne i pewien luz też ważne:)

        >wybrał na pierwszym miejscu
        > szkołę, do której dostanie się raczej z dużym zapasem punktów
        > względem progu minimalnego

        I to też jest dobra strategia, zważywszy dodatkowo na absurdalny system
        rekrutacji. Pomysłowość urzędnicza nie zna granic ...
        • myszmusia Re: :) 31.05.10, 12:51
          > >wybrał na pierwszym miejscu
          > > szkołę, do której dostanie się raczej z dużym zapasem punktów
          > > względem progu minimalnego

          a ile mniej wiecej to jest te "duzy zapas"?

          a nastepne szkoły? bo albo bardzo duzo punktów sie ma zeby miec ten duzy zapas, albo jako trzecia - szkoła? hmm... jak nisko?
      • Gość: menodo Re: Oj, co to będzie 18.06? IP: *.adsl.inetia.pl 31.05.10, 12:51
        Kanak napisał(a):

        > Czytając to forum i również ten wpis zastanawiam się, jak wy to
        > drogie forumowiczki robicie, że wasze dzieciaki są tak ambitne i
        > celują tak wysoko [wszystkie 3 szkoły z pierwszej dziesiątki
        > warszawskiej !]."

        To prawda, ze moje dziecko chodzi do szkoly z 1 dziesiatki a nawet 5.
        Jednak nigdy nie bylo to celem ani moim, ani mojego dziecka.

        Starszy syn chodzil do szkoly spolecznej (juz od gimnazjum) , ktora okazala sie
        dla niego zbawieniem - do zadnej z tzw. dobrych szkol nie mialby szans, a mimo
        to swietnie sobie radzi na studiach (2 kierunki)i obecnie na stypendium na
        "topowym" europejskim uniwersytecie.

        Z moja corka jest troche bardziej skomplikowana sytuacja. Od zawsze bylo
        oczywiste , ze potrzebuje raczej wyzwan niz wsparcia w tradycyjnym rozumieniu
        tego slowa (np. brak dysfunkcji typu dysgrafia i totalne znudzenie w klasach
        1-3 w stutuacji gdy w wieku 4 lat biegle czytala). Wysokoprogowa szkola okazala
        sie dla niej rzeczywistym wyzwaniewm (mnostwo kosmicznie uzdolnionych dzieci),
        ale poniewaz jest to szkola bardzo przyjazna - nie mam poczucia, ze zrobilam
        swojemu dziecku krzywde. Tak samo jak nie umieralabym z poczucia winy gdybym
        uzdolnone w plywaniu dziecko zapisala do klasy z Otylia Jedrzejczak...W
        przypadku sportu, opinia publiczna jest znacznie mniej "egalitarna" w swoich
        osadach; jakos nie slychac, aby ktos zalowal dzieci, ktore ucza sie w szkolach
        mistrzostwa sportowego. W przypadku uzdolnien intelektualnych - wysylanie
        dziecka do szkoly "wysoprogowych" od razu spotyka sie z zarzutem chorych
        ambicji dziecka, a zwlaszcza rodzicow. Osobiscie jestem odporna na tego rodzaju
        zarzuty, zwlaszcza ze tzw. poprawnosc polityczna wydaje mi sie kompletna sciema.

        Zreszta, ja nie dziele szkol na "topowe" i te, w ktorych "tzreba kuc". Moja
        corka ma wiele kolezanek w szkolach nie-topowych,ktore kuja po nocach, aby
        wyciagnac sie na 2 z przedmiotow, z ktorych nie zamierzaja zdawac matury. Ona
        nie ma takich problemow.

        Slowem -byc moze masz blisko domu fajna, przyjazna szkole, ktora swietnie
        przygotowuje dzieci do matury, aczkolwiek nie jest topowa:)
        Stad nie dziwie sie wyborom Twoich dzieci.
        • Gość: mama Re: Oj, co to będzie 18.06? IP: 195.150.85.* 31.05.10, 13:09
          > Z moja corka jest troche bardziej skomplikowana sytuacja. Od zawsze bylo
          > oczywiste , ze potrzebuje raczej wyzwan niz wsparcia w tradycyjnym rozumieniu>
          tego slowa (np. brak dysfunkcji typu dysgrafia i totalne znudzenie w klasach>
          1-3 w stutuacji gdy w wieku 4 lat biegle czytala). Wysokoprogowa szkola okazala
          sie dla niej rzeczywistym wyzwaniewm (mnostwo kosmicznie uzdolnionych dzieci),
          ale poniewaz jest to szkola bardzo przyjazna - nie mam poczucia, ze zrobilam
          swojemu dziecku krzywde.

          >W przypadku uzdolnien intelektualnych - wysylanie
          > dziecka do szkoly "wysoprogowych" od razu spotyka sie z zarzutem chorych
          > ambicji dziecka, a zwlaszcza rodzicow.

          >Moja corka ma wiele kolezanek w szkolach nie-topowych,ktore kuja po nocach, aby
          wyciagnac sie na 2 z przedmiotow, z ktorych nie zamierzaja zdawac matury. Ona
          nie ma takich problemow.

          Szkoda że tak wiele ludzi nie chce w PRAKTYCE pogodzić się z faktem, że
          potencjałem intelektualnym, inteligencją, predyspozycjami natura nie obdziela po
          równo. I to, co dla jednych jest/będzie katorgą, dla innych - przyjemnością. To
          co dla jednych wyzwaniem , dla innych - stratą czasu, energii, nudziarstwem, itd.
        • Gość: menodo Re: Oj, co to będzie 18.06? IP: *.adsl.inetia.pl 31.05.10, 13:12
          "To prawda, ze moje dziecko chodzi do szkoly z 1 dziesiatki a nawet 5.
          Jednak nigdy nie bylo to celem ani moim, ani mojego dziecka."

          Zeby nie bylo - chodzi o to, ze nie byl to cel sam w sobie. Gdyby celem byl top
          - moje dziecko wyladowaloby w Staszicu (korepetycje na pewno by pomogly), a do
          Batorego czy Jezioranskiego mialoby spory nadmiar punktow.
      • nchyb Re: Oj, co to będzie 18.06? 31.05.10, 14:26

        > Czytając to forum i również ten wpis zastanawiam się, jak wy to
        > drogie forumowiczki robicie, że wasze dzieciaki są tak ambitne i
        > celują tak wysoko [wszystkie 3 szkoły z pierwszej dziesiątki
        > warszawskiej !].

        E tam, normalne masz dziecko.

        Mój syn startuje do dwóch szkół z pierwszej 15-stki w województwie.
        Najlepsza w naszym mieście jest w pierwszej 5-tce województwa. Moje
        dziecko stwierdziło, że tam nie pójdzie, bo nie chce spędzić 3 lat
        na kuciu. Rozumiem dziecko, normalne odruchy...
      • joa66 Re: Oj, co to będzie 18.06? 31.05.10, 20:58
        " Jeden i drugi bardzo sugerują się wyborem swoich
        > przyjaciół, z którymi chcą dalej chodzić do tej samej szkoły oraz
        > bliskością szkoły od domu, by nie tracić zbyt dużo czasu na
        dojazdy.
        "

        Moj syn ma ten "luksus",ze w okolicy nie ma sensownej szkoly (mam na
        mysli glownie stosunek do uczniow), wiec..hulaj dusza w ramach
        spodziewanych punktow. Na pierwszym miejscu jest szkola, ktora ma
        bardzo dobra pozycje w rankingu, ale slynie przede wszystkim z
        dobrej (chociaz specyficznej) atmosfery. A jak dodam, ze najlepsi
        kumple wybiora RACZEJ inny profil, wiadomo, ze element przyjazni nie
        bedzie bardzo istotny w wyborze szkoly
        • Gość: menodo Re: Oj, co to będzie 18.06? IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.10, 09:35
          Ja szczerze mowiac nie rozumiem, po co dziecko ma isc do nowej szkoly z grupa
          starych kolegow? Zeby bylo im "razniej"?
          A juz nie do pomyslenia wydaje mi sie, aby mial to byc decydujacy czynnik o
          wyborze szkoly, a zwlaszcza klasy!
          W przypadku gimnazjum sama uleglam presji corki, ktora uparla sie, ze chce isc
          tam, gdzie kolezanki, ale kiedy slyszalam ze jakies liceum jest fajne, bo tam
          idzie Kasia i Basia - pytalam,co jeszcze JEJ ZDANIEM jest fajnego w tym liceum.
          • Gość: Kanak Re: Oj, co to będzie 18.06? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.10, 10:05
            Dla wyjaśnienia dodam, że żaden z kumpli gimnazjalnych starszego
            syna nie jest z nim w tej samej klasie w liceum. To było wiadome od
            początku, że nie wybiorą tej klasy bo mają inne zainteresowania. Ale
            przez to, że się znają od dawna i lubią, stworzyli razem zespół w
            pewnej dyscyplinie sportu i szkoła "zapunktowała" nawet na WOM.
            Jeżeli chodzi o młodszego syna to zdaje się przynajmniej jeden
            obstawia tę samą klasę. Ale moje pytanie dotyczy nie dlaczego
            synowie chcą tam gdzie koledzy, tylko dlaczego nie chcą wybierać
            tych lepszych liceów, do których by im starczyło punktów ? Poza tym
            patrząc na listy przyjętych w tym liceum 2 lata temu zauważyłam, że
            było tam wiele dzieci, które miały po 160 - 170 pkt a nawet
            pojedynczy laureaci olimpiad. Ciekawe co nimi kierowało w wyborze
            akurat tej "średniej" szkoły ? Czy chodziło o to by się skupić na
            swoim ulubionym przedmiocie i w miarę bezstresowo zaliczać te mniej
            lubiane ?
            • Gość: menodo Re: Oj, co to będzie 18.06? IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.10, 11:31
              Ja z kolei nie rozumiem, na czym polega Twoj problem.
              Co jest zlego w tym, ze ktos nie chce chodzic do szkoly "topowej", zwlaszcza gdy
              przyzwoita szkole ma w poblizu domu, a w dodatku ma ugruntowana opinie na temat
              tego, ze w topowej szkole spotka go "samo zlo"? (Inna sprawa - jak sie te opinie
              maja do rzeczywistosci; faktem jednak jest, ze czesto decyduja o wyborach szkol .)

              Kolejna rzecz - jedni wola byc pierwszymi w swojej wsi, inni - drugimi w Rzymie.
              Moje dziecko nalezy do tej drugiej grupy, ale znam dzieci, ktore bardzo zle sie
              czuja w otoczeniu rownie zdolnych, a czesto zdolniejszych od siebie kolegow. Nie
              kazdy gimnazjalny Einstein z pokora przyjmie naciagane 2 z fizyki na polrocze w
              Staszicu.

              Poza tym dla wielu osob duza wartoscia jest "nietracenie czasu na dojazdy",
              nawet jesli oznaczaloby to przejechanie dodatkowych 3 przystankow tramwajem albo
              przekroczenie Wisly:)
              Zwlaszcza gdy dobrze sie czuja w swojej lokalnej spolecznosci; moje dzieci od 4
              klasy podstawowki dojezdzaly do warszawskich szkol i sto razy lepiej sie czuja w
              Srodmiesciu niz w naszej wiosce.
              Znam jednak dzieci, dla ktorych dojazd z Ochoty do Hoffmanowej bylby
              czasochlonny i meczacy, zwlaszcza gdy cale zycie chodzily do szkoly na
              piechote. Wiec po co im ta odlegla Hoffmanowa, zwlaszcza ze "trzeba w niej kuc",
              a w Kollataju podobno nie?

              I tak to jakos widze i nie widze w tym problemu. Widzialabym go, gdyby w gre
              wchodzila szkola znacznie ponizej mozliwosci dziecka albo w przypadku
              perspektywy wyboru bardzo trudnych studiow, np. medycznych, gdzie poza swietna
              matura warto miec jeszcze porzadne podstawy z liceum i nawyk "kucia"
              wyksztalcony w bardzo wymagajacych topowych biolchemach.





              • Gość: Kanak Re: Oj, co to będzie 18.06? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.10, 12:46
                OK, przyjmuję te argumenty chociaż nie do końca jestem przekonana.
                Myślę, że są inne powody wyboru takiej a nie innej szkoły, którymi
                kierują się sami uczniowie i właśnie one mnie zastanawiają.
                Dzieciaki [może bardziej chłopcy] raczej nie myślą takimi
                kategoriami, jak np. pozycja w klasie. Przynajmniej ja się z tym nie
                spotkałam. Na koniec tej dyskusji dodam tylko odnośnie Staszica, że
                w/g zaprzyjaźnionego ucznia klasy Matex jest to szkoła, która ma
                jedną wadę: mianowicie taką, że nie ma żadnych wad.
                • Gość: menodo Re: Oj, co to będzie 18.06? IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.10, 13:27
                  Kanak napisał(a):

                  >
                  > Myślę, że są inne powody wyboru takiej a nie innej szkoły, którymi
                  > kierują się sami uczniowie i właśnie one mnie zastanawiają.
                  > Dzieciaki [może bardziej chłopcy] raczej nie myślą takimi
                  > kategoriami, jak np. pozycja w klasie. Przynajmniej ja się z tym nie
                  > spotkałam."

                  A ja akurat wlasnie dokladnie takie argumenty slyszalam - od chlopcow, i to w
                  odniesieniu do Staszica wlasnie. Ze lepiej isc do mniej wymagajacego liceum, bo
                  w Staszicu jesli nie jest sie olimpijczykiem mozna sie niezle zdolowac. I nie o
                  to chodzi, ze nauczyciele doluja, bo nie, ale ze dolujace jest samo obcowanie z
                  ludzmi od siebie zdolniejszymi; swiadomosc, ze jest sie przecietniakiem itd. Po
                  jednych to splywa albo mobilizuje do wiekszej pracy, dla innych moze byc
                  decydujacym argumentem o wyborze innej szkoly.

                  Nie wiem, czy to specyfika dziewczynek; roznie bywa:)


            • kkokos Re: Oj, co to będzie 18.06? 01.06.10, 12:58
              Poza tym
              > patrząc na listy przyjętych w tym liceum 2 lata temu zauważyłam,
              że
              > było tam wiele dzieci, które miały po 160 - 170 pkt a nawet
              > pojedynczy laureaci olimpiad. Ciekawe co nimi kierowało w wyborze
              > akurat tej "średniej" szkoły ?

              wybrali ją jako szkołę trzeciego wyboru, tak na wszelki wypadek i
              nie wierząc, że się do żadnej z dwóch pierwszych nie dostaną?
              to samo podejrzewam w przypadku uczniów, którzy w pobliskim
              technikum byli na czele listy przyjętych mając 120-140 punktów - za
              nimi była przepaść, a potem tacy, co mieli 80 kilka i mniej
              • Gość: Kanak Re: Oj, co to będzie 18.06? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.10, 13:28
                Laureaci olimpiad są przyjmowani zawsze w pierwszej kolejności do
                liceum wybranego na pierwszym miejscu. Wiec dla nich nie mógl to być
                trzeci wybór. Jeżeli chodzi o uczniów, którzy mieli po 160 - 170 pkt
                to na pewno są wśród nich osoby, dla których był to pierwszy wybór
                [nieskromnie dodam, że był wśród nich mój syn, bo niespodziewanie
                napisał świetnie egzamin gimnazjalny szczególnie w częsci
                humanistycznej, chociaż z polskiego miał zawsze słabiutkie 4]. Wiem
                to z rozmów z mamami jego kolegów i koleżanek, którzy wybierali
                akurat tę szkołę i tę klasę np. ze względu na nauczyciela
                matematyki, którego znali i cenili bo uczył ich starsze dzieci.
                • Gość: menodo Re: Oj, co to będzie 18.06? IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.10, 13:54
                  "Wiem
                  > to z rozmów z mamami jego kolegów i koleżanek, którzy wybierali
                  > akurat tę szkołę i tę klasę np. ze względu na nauczyciela
                  > matematyki, którego znali i cenili bo uczył ich starsze dzieci."

                  No to masz juz kolejna odpowiedz. Ja tez znam dzieci, ktore wybieraja konkretna
                  szkole, bo np. konczylo ja starsze zadowolone rodzenstwo i wielu znajomych a
                  rodzice znaja wiekszosc nauczycieli (czasem byli ich uczniami) i ogolnie wiedza,
                  czego sie moga w tej szkole spodziewac. Czasem szkola nie wypada najlepiej na
                  maturze z biologii czy fizyki, ale ma swietnego matematyka czy historyka - a na
                  nauczycielach tych przedmiotow dziecku zalezy najbardziej.

                  Po co wiec ryzykowac i wybierac nowa szkole, o kilka oczek wyzej w rankingu,
                  dalej od domu, o ktorej w dodatku niewiele wiadomo poza tym, ze nie jest w nich
                  fajnie....
                  Gdybym u siebie na wsi miala szkole, do ktorej mam zaufanie, a nie molocha, w
                  ktorym jest przede wszystkim niebezpiecznie, myslisz ze chcialoby mi sie wstawac
                  o swicie i polprzytomne dzieci wozic do miasta?
              • Gość: Kaśka Re: Oj, co to będzie 18.06? IP: *.escom.net.pl 01.06.10, 13:38
                Uważam, że wysoko punktowany uczeń w średnio-niskiej poziomem klasie
                zmarnuje się. Jeśli takich „lepszych” uczniów będzie w klasie kilku
                lub kilkunastu, wtedy może, nauczyciele postawią poprzeczkę wyżej i
                jest szansa, że lepsi nie zmarnują się, a słabsi nawet postarają się
                popracować. Natomiast w przypadku ogólnie słabej i niechętnej do
                nauki klasy, nauczyciele nie mając z kim pracować przerabiają
                materiał na poziomie przyswajalnym i nic ponadto. Rozmawiałam z
                uczniem z punktami prawie 160, który jest (niestety) w średnim
                liceum. Bardzo żałował przez kilka tygodni, załamał się. Ale
                ostatecznie pozbierał i dziś jest „jako tako” zadowolony. W tym
                przypadku dobrze się sprawa skończyła, ale co z dziećmi, które nie
                podniosą się po klęsce, i stracą chęci do nauki. Mam nadzieję, że
                można się przenosić w ciągu roku szkolnego. Mam nadzieję, że to już
                zależy od dobrej woli dyrekcji szkoły i miejsca oczywiście.
                • verdana Re: Oj, co to będzie 18.06? 01.06.10, 14:16
                  Nie, wcale się nie musi zmarnowac, przeciwnie. To zalezy od
                  charakteru ucznia. Zmarnuje się ktoś, kto lubi rywalizację, kto
                  bez "oddechu za plecami" przestaje się uczyć, bo po co, skoro i tak
                  jest dobry. Natomiast uczniowie nastawieni na pracę "dla siebie" (sa
                  tacy, słowo daję", uczniowie źle sie czujacy w klasach, gdzie nawet
                  bycie bardzo dobrym nie wystarcza, aby być w czołówce klasy - mogą w
                  takiej szkole rozkwitać. Nie jest też prawdą, ze wszyscy nauczyciele
                  w słabej klasie uczą wszystkich na tym samym poziomie - bywają
                  nauczyciele w nienajlepszych szkołach, którzy z dużą satysfakcją
                  wyławiają talenty, choćby po to, by miec nareszcie z kim pogadać.
                  • Gość: menodo Re: Oj, co to będzie 18.06? IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.10, 14:39
                    Tez mysle, ze zdolny uczen w slabym liceum to nie koniec swiata. Zwlaszcza w
                    przypadku ucznia o zainteresowaniach humanistycznych, ktory potrafi sam sie
                    uczyc i dyscyplinowac, a jesli trafi na jakiegos fajnego nauczyciela to juz w
                    ogole moze miec jak w niebie.
                    Tylko - czy ten uczen rzeczywiscie jest takim typem i czy rzeczywoscie trafi mu
                    sie taki nauczyciel? Moze tak, a moze niekoniecznie.

                    W przypadku kandydata np. na medycyne - szukalabym jednak klas o bardzo wysokich
                    wymaganiach. Wiec o ile mam ambiwalentny stosunek do szkol topowych w przypadku
                    przedmiotow humanistycznych, o tyle w przypadku biolchemow nie mam zadnych
                    watpliwosci. Najwiekszy znoj jaki moze spotkac dzieciaka w topowym biolchemie to
                    luzik w porownaniu z tym co czeka go na studiach. Pomijajac juz to, ze sa
                    szkoly, w ktorych cale klasy przechodza na najbardziej oblegane biolchemowe
                    kierunki - i takie, gdzie w historii szkoly na medycyne dostaly sie nieliczne
                    jednostki albo i nikt.
                  • Gość: mama Re: Oj, co to będzie 18.06? IP: 195.150.84.* 01.06.10, 14:44
                    verdana napisała:

                    > Nie, wcale się nie musi zmarnowac, przeciwnie. To zalezy od
                    > charakteru ucznia.

                    Ależ oczywiście, niemniej mówimy o jakiejś statystyce, która presję środowiska
                    pokazuje dobitnie. Bo że zawsze znajdą się jednostki wybitne
                    (charakterologicznie)i w każdym miejscu poradzą sobie i osiągną sukces na miarę
                    swych uzdolnień to przecież normalne.
                    • verdana Re: Oj, co to będzie 18.06? 01.06.10, 15:16
                      Nie musza być jednostki wybitne. Moga być po prostu inne, takie
                      ktore stała presja i rywalizacja zniechęcają, zamiast zachęcać,
                      przynajmniej w trudnym, nastoletnim wieku. Ja mam co najmniej dwie
                      takie sztuki, zapewne po mnie, zniechęconej absolutnie do
                      wszystkiego w tzw "dobrym liceum". A moj maż w takim własnie czuł
                      sie doskonale.
                      Co nijak nie przelożylo się na dalsze losy i ambicje.
                      • Gość: menodo Re: Oj, co to będzie 18.06? IP: *.adsl.inetia.pl 02.06.10, 13:56
                        verdana napisała:

                        > Nie musza być jednostki wybitne. Moga być po prostu inne, takie
                        > ktore stała presja i rywalizacja zniechęcają, zamiast zachęcać,
                        > przynajmniej w trudnym, nastoletnim wieku. Ja mam co najmniej dwie
                        > takie sztuki, zapewne po mnie, zniechęconej absolutnie do
                        > wszystkiego w tzw "dobrym liceum".

                        Verdana, z moich obserwacji wynika, ze w szkolach "wysokoprogowych" rownie
                        swietnie sprawdzaja sie indywidualisci, ktorzy kompletnie olewaja rywalizacje o
                        6 z PO; ucza sie tego, co je najbardziej na swiecie zajmuje a tzw. srednia maja
                        gdzies.
                        Najtrudniejsza sytuacje maja natomiast dzieci, ktore do tej "elity" zalapaly sie
                        w wyniku ciezkiej gimnazjalnej harowki, dzieki korepetycjom, kursom
                        itd.Konfrontacja z kolegami, ktorzy najwyrazniej w swiecie sa ludzmi o wiele od
                        zdolniejszymi jest dla nich szokiem. A jaesli do tego dolaczy sie aspiracje
                        rodzicow, dla ktorych oczywiste jest ze domowy geniusz musi miec szostki ze
                        wszystkiego, bo zawsze je mial - tworzy sie z tego niezly podklad dla wszelkiego
                        rodzaju patologii..

                        Moje dziecko w wysokoprogowej szkole ma do czynienia z umyslami wiekszymi od
                        siebie - ale jakos nie zamierza podcinac sobie zyl z tego powodu. Co wiecej -
                        pociesza sie, ze no moze rozumu tyle nie mam, ale za to "jestem ladna oraz
                        inteligentna emocjonalnie":)
                        Ja jako rodzic - bardzo ciesze sie, ze moje dziecko uczy sie w tej konkretnej
                        szkole. I nie zamienilabym jej na inna - w ktorej moja corka mialaby szanse na
                        szkolna gwiazde:)

                        Oczywiscie - mialabym zupelnie oglad tej sytuacji gdyby moje dziecko
                        doswiadczalo jakiej przemocy emocjonalnej jak w gimnazjum np.; ale nic takiego
                        sie nie dzieje.
                        Osobiscie jestem pod wielkim wrazeniem dziecka z klasy mojej corki, ktore w 1
                        klasie zostalo laureatem przedmiotowej olimpiady; ciesze sie ze moja corka ma
                        takiego kolege.
                        Ona sama sprobuje swoich szans w II klasie i wiekszosc kolegow bedzie ja w tym
                        wspierac.
                        Mniejszosc jednak nie -ale ta wlasnie mniejszosc trafila do tej wysokoprogowej
                        szkoly przypadkiem!
                        • verdana Re: Oj, co to będzie 18.06? 02.06.10, 22:38
                          No, ja się załapałam dzięki olimpiadzie. I przyznam, ze absolutnie
                          nie bylam dostosowana do wymnogow bardzo wymagającego liceum.
                          Dlaczego? Nigdy nie miałam dobrej pamięci i nie zmoglam uczenia się
                          wszystkiego. Własnie indywidualizm mnie zgubił:)
                          Wszystko zalezy -0są b. dobre licea dla indywidualistów i takie,
                          gdzie indywidualista nie ma czego szukać.
                          • Gość: menodo Re: Oj, co to będzie 18.06? IP: *.adsl.inetia.pl 02.06.10, 23:19
                            verdana napisała:

                            > Wszystko zalezy -0są b. dobre licea dla indywidualistów i takie,
                            > gdzie indywidualista nie ma czego szukać. "

                            Ale to samo mozna by powiedziec o liceach srednich, slabych, a nawet najslabszych:)

                            • verdana Re: Oj, co to będzie 18.06? 03.06.10, 12:52
                              Oczywiscie. Ale zazwyczaj przyjmuje się, ze naprawde dobry uczeń
                              poradzi sobie wszedzie - a tak nie jest. I to jest problem bardzo
                              dobrych uczniów sklanianych do wyboru liceum, które teoretycznie
                              jest dla nich - bo sa doskonali - ale nie mają do tego liceum
                              odpowiedniego charakteru. Jesli ktos ma bardzo dużo punktów, tak, ze
                              starczy na dowolnie wybrane liceum, to mało kto zastanawia się nad
                              tym, ze same zdolnosci to nie wszystko.
                              A olimpijczykow moze to dotyczyć w jeszcze większym stopniu, bo oni
                              nie zawsze są dobrzy ze wszystkiego, a bardzo często dosyć ściśle
                              wyspecjalizowani.
                              • Gość: menodo Re: Oj, co to będzie 18.06? IP: *.adsl.inetia.pl 03.06.10, 16:01
                                Ja nie uwazam, ze kazdy tzw. bardzo dobry absolwent gimnazjum poradzi sobie w
                                kazdym bardzo dobrym liceum.
                                Co nie oznacza, ze kazda tzw. bardzo dobra szkola jest zla, bo czesc uczniow
                                zwyczajnie sobie w niej nie poradzi.Co wiecej, jestem w stanie podtrzymywac
                                niepopularna politycznie opnie, ze za niepowodzenia dzieci w wysokoprogowych
                                szkolach odpowiedzialni sa rodzice i ich chore ambicje, a nie dzieci czy
                                nauczyciele w konkretnych szkolach.
                                • selerr Re: Oj, co to będzie 18.06? 04.06.10, 09:19
                                  Czasem presja na wybór najlepszej szkoły nie idzie ze strony rodziców, a
                                  kolegów. Kiedy moje dziecko startowało do gimnazjum i wybrało bardzo dobre, ale
                                  nie to najlepsze, do którego ponad połowa uczniów to byli laureaci konkursów
                                  przedmiotowych (nie tylko z tego województwa, ale i spoza), to właśnie od dwóch
                                  kolegów z klasy (tez laureatów) usłyszało, że "marnuje" swój tytuł laureata, bo
                                  do tamtej szkoły dostałoby się i bez tego. Podejrzewam, że gdybyśmy my, jako
                                  rodzice, stanęli po stronie owych kolegów, zapewne dziecko wybrałoby to
                                  najlepsze. My jednak stanęliśmy po stronie naszego dziecka i pozwoliliśmy mu
                                  wybrać. Na szczęście swojego wyboru nie żałuje, a poza tym w obecnym gimnazjum
                                  już ma na koncie więcej sukcesów niż owi koledzy-laureaci, którzy wybrali tamto
                                  najlepsze gimnazjum.
                                  Nie znaczy to jednak, że w tamtym najlepszym gimnazjum moje dziecko by sobie nie
                                  poradziło z nauką, natomiast uważam, że oprócz wyników dziecko powinno mieć
                                  pewien minimalny choćby komfort psychiczny. Niektórzy pasują do konkretnych
                                  szkół, inni do innych. Pozycja w rankingu jest sprawą drugorzędną. Oczywiście
                                  nie mówię o skrajnej sytuacji, kiedy dziecko bardzo zdolne wybiera jedną z
                                  najgorszych szkół. Natomiast wśród tej szerokiej czołówki szkół szkoły różnią
                                  się nie tylko wynikami, ale i atmosferą oraz innymi dodatkowymi czynnikami,
                                  które odgrywają czasem tak samo ważną rolę jak jakiś statystyczny wynik szkoły.
                          • malila O rany, Verdana! 07.06.10, 11:29
                            To w jaki sposób Ty się nauczyłaś historii?? Proszę, zdradź mi ten
                            sekret! Proszę!...:)
                            • verdana Re: O rany, Verdana! 08.06.10, 09:53
                              A kto powiedział , ze ja znam historię? Nauczylam się historii uczac
                              w szkole i na kursach(cóż, dorabiać trzeba...), a tak naprawde znam
                              dobrze tylko jeden niewielki wycinek - dwudziestolecie
                              miedzywojenne.
    • Gość: ania Re: no i ruch duży IP: 85.222.87.* 22.06.10, 09:41
      popatrzyłam na statystyki na stronie Kseona i widzę,że spory ruch jest.
      Myślałam,że to będą małe zmiany, a jednak nie:(
      • Gość: Kaśka Re: no i ruch duży IP: *.escom.net.pl 22.06.10, 10:57
        Też zerknęłam i cóż widzę, ubyło w "najlepszych" szkołach, a ciasno
        zrobiło się w tych na niższej pozycji. Sprawa naturalna, jeśli
        wyniki egz. nie były najlepsze. Ale czy to jest rzecz zwyczajowa,
        rok w rok tak samo, że ci co mają dobre, ale nie najlepsze wyniki
        (punkty ogółem), wchodzą do szkół z dalszych pozycji rankingowych i
        w ten sposób podnoszą progi na wejściu? I właściwie te "średnie"
        osiedlowe szkoły stają się nie do osiągnięcia dla średnio-słabych
        uczniów? Ale w ostateczności po maturach i zdawalności na studia
        dana szkoła znowu zajmuje któreśtam, dalsze miejsce w rankingu i dla
        nowych kandydatów znów wydaje się tą wymarzoną-osiągalną?
        Czy mi się wydaje, czy takie zjawisko trwa co roku?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka