belattrix
13.04.10, 01:40
jestem nauczycielem z kilkuletnim stażem.
uczę w gimnazjum.
w poniedziałek rano uderzył mnie spontaniczny udział naszej młodzieży w
żałobie narodowej. sami, nie instruowani przez nikogo, w niedzielę przesyłali
sobie sms o treści " jutro na galowo- podaj dalej".
pierwsza lekcja- minuta ciszy w klasach. poważni, stoją ze spuszczonymi
głowami, wyprostowani na baczność . i cisza. żadnego śmiechu, glupich min i
innych zachowan tak często obecnych przy podobnych okazjach. potem dyskusja, w
której nawet ci małomówni zabierają głos. rozgorączkowani opowiadają w jakich
okolicznościach sie dowiedzieli, co widzieli w tv, co moglo byc przyczyną
tragedii.
Potem druga lekcja- apel na sali-choć podstawówka trochę znudzona,gimnazjum
ciche, spokojne, poważne.
dojrzewają, myślę...
dyżur na długiej przerwie. słysze z boku " gruby ty startuj na prezydenta ,
tam jest teraz etat" . dalej 3 klasa kłóci sie kiedy powinien byc pogrzeb . w
czwartek maja 6 lekcji, w piatek 5, ale w tym klasówke z matmy. jedna z nich
odzywa się , że ciała Marii jesszcze nie ma, wiec mogą nie zdążyć z pogrzebem
do piątku.
"trudno, kipek, będziesz ściągał..."
co jest z tą młodzieża ? gdzie robimy błąd?