Dodaj do ulubionych

Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?!!!

    • klasa62 Katastrofa - realne przyczyny 18.04.10, 11:18
      1. Kapitan i załoga działali pod PRESJĄ ! Wiedzieli, że jeżeli nie wylądują "TU i TERAZ" to całą uroczystość diabli wezmą. Zostali postawieni przez swoich przełożonych w idiotycznej sytuacji i to JUŻ na etapie planowania lotu - alternatywne lądowiska były jedynie "teoretyczne"
      2. Z całym szacunkiem dla załogi - ale trzydziestokilkulatek dowodzący PREZYDENCKIM SAMOLOTEM? To ponura kpina. Piloci w tym wieku powinni służyć w jednostkach liniowych. Dowódcą powinien być pilot o 20 lat starszy, stary wyga, VIP wśród lotników - ot taki np. Makula.

      To są PRAWDZIWE przyczyny tragedii.
      • przeciwcialo Re: Katastrofa - realne przyczyny 18.04.10, 11:50
        Zejdź z pilota.
        Miał duże doswiadczenie. To w wieku 36 lat nie ma się doświadczenia?
        • xolaptop Re: Katastrofa - realne przyczyny 18.04.10, 12:25
          Lepiej spójrzcie na odwoływane przyloty z okazji dzisiejszego pogrzebu, a potem
          spójrzcie w niebo. Doświadczenie mówi tamtym pilotom, nie lecimy, chociaż niebo
          piękne i przejrzyste, a słońce bez problemu przebija się do powierzchni ziemi.
          To się nazywa doświadczenie, a nie gdy ktoś widzi na 50 m. i postanawia wylądować.
          • przeciwcialo Re: Katastrofa - realne przyczyny 18.04.10, 12:26
            Co ma słońce do rzeczy? Tydzień temu wulkan spał, a dzis
            sparalizował cała Europe i kolejna fala pyłów idzie do nas.
            • ideefiks Re: Katastrofa - realne przyczyny 18.04.10, 20:28
              nie kumasz, czy tylko udajesz, że nie kumasz?
          • zuzka111 Re: Katastrofa - realne przyczyny 18.04.10, 12:31
            Wiesz co znaczy zamknięta przestrzeń powietrzna i zamknięte lotniska?

            Nie udało się ubrać pilotów w nieznajomość rosyjskiego, to teraz będziecie
            gadać o marnym doświadczeniu.
            Gdyby widział w dół na 50 metrów to by wylądował. Problem w tym, że z
            niewyjaśnionych powodów nie widział.
            • ideefiks Re: Katastrofa - realne przyczyny 18.04.10, 20:30
              zuzka111 napisała:
              > Problem w tym, że z
              > niewyjaśnionych powodów nie widział.

              Ten "niewyjaśniony" powód nazywa się MGŁA...
              • zuzka111 Re: Katastrofa - realne przyczyny 18.04.10, 22:06
                Mgła jest określeniem dość szerokim.
                Podano, że była określona widoczność w tej mgle. I nie było to "0" metrów.
                Podano widoczność w pionie i w poziomie.
          • zwiatrem xolaptop 18.04.10, 13:03
            xolaptop napisał:

            > Lepiej spójrzcie na odwoływane przyloty z okazji dzisiejszego pogrzebu, a potem
            > spójrzcie w niebo. Doświadczenie mówi tamtym pilotom, nie
            lecimy,
            (...)

            to nie doswiadczenie tak mowi pilotom, ale zamknieta przestrzen powietrzna
          • ae911truthorg Re: Katastrofa - realne przyczyny 18.04.10, 13:10
            xolaptop napisał:

            > Lepiej spójrzcie na odwoływane przyloty z okazji dzisiejszego pogrzebu, a potem
            > spójrzcie w niebo. Doświadczenie mówi tamtym pilotom, nie lecimy, chociaż niebo
            > piękne i przejrzyste, a słońce bez problemu przebija się do powierzchni ziemi.
            > To się nazywa doświadczenie, a nie gdy ktoś widzi na 50 m. i postanawia wylądow
            > ać.
            Wg Ciebie 3 załogi Rosji i 1 z Ukrainy to szaleńcy ?
        • klasa62 Re: Katastrofa - realne przyczyny 18.04.10, 12:31
          1. Nie mam pretensji do Załogi, tylko do tych, którzy ich wyznaczyli na ten lot. Sami się przecież nie "mianowali" załogą prezydenckiego samolotu.
          2. Nie chwytasz istoty rzeczy. Mówię (nie tylko ja) o doświadczeniu "życiowym", równie ważnym dla pilota (oficera) jak umiejętności techniczne i tak zwany nalot. Takiego doświadczenia, autorytetu, nie zdobywa się trafiając prosto po Dęblinie do pułku specjalnego. Problem w tym, że pilotów z takim doświadczeniem w wojsku jest jak na lekarstwo. Wszyscy pouciekali.
          3. Piszę o tym "bez znieczulenia" bo wiem jak to jest być oficerem i wykonywać bezsensowne rozkazy przełożonych. Strasznie mi żal ZAŁOGI, ale jeżeli w MON nie nastąpi trzęsienie ziemi to za parę lat będzie to samo.
        • 1stanczyk Ktos po prostu bezczelnie klamie: bo albo zaloga 18.04.10, 12:47
          jak twierdzi dowództwo jednostki znała warunki lokalne lotniska w Smoleńsku albo
          nie.

          Jeśli znała ta mapa do której jest link stanowi nie o doskonalej, ale
          elementarnej znajomości lotniska i warunków wokół lotniska.

          Sugerowana na mapie pozycja samolotu przy lądowaniu poniżej poziomu lotniska
          świadczy najwyraźniej, ze brakowało znajomości szczególnych warunków panujących
          na lotnisku w Smolensku co oczywiście nie zmienia prezydenckiej
          odpowiedzialności za takie organizowanie swoich podróży (bo przecież ta nie jest
          pierwsza) które nie bierze pod uwagę rzeczywistych, a nie tych pompatycznych i
          debilnych "realiów" związanych z wyczynami naszych przedwojennych pilotów, w
          których nasi obecni piloci zobowiązani są do umiejętności lądowania na
          "drzwiach stodoły".

          Za katastrofę i jej nieobliczalne dla nas skutki całkowitą odpowiedzialność
          ponosi sp Prezydent Lech Kaczyński:


          po pierwsze swoim pretensjonalnym i patetycznym uporem organizowania własnych
          uroczystości, które miały przysłonić te państwowe jakie odbyły się w obecności
          Tuska i Putina kilka dni wcześniej

          po drugie poprzez dobór niekompetentnych ale "usłużnych" ludzi zajmujących się
          organizacja podroży w kancelarii Prezydenta: na ważne spotkania nie wylatuje się
          z 15-minutowym marginesem czasu.
          Niejednokrotnie spóźnienie na ważnym spotkaniu decyduje o przyszłości firm:
          spóźnieni i nieobecni nie maja racji i dlatego często leci się, będąc nawet
          szefem firmy, po prostu w przeddzień.

          Jeśli podobni jak ci, którzy zajmowali się organizacja podróży sp Prezydenta
          Lecha Kaczyńskiego byli i są odpowiedzialni za nasze państwowe i narodowe
          bezpieczeństwo to nasza przyszłość jest po prostu tak samo zagrożona i zdana ma
          bardziej polityczny niż pogodowy, jak w przypadku katastrofy, kaprys.

          To jest po prostu przerażające !!!


          Re: Katastrofa - realne przyczyny
          • ae911truthorg Re: Ktos po prostu bezczelnie klamie: bo albo zal 18.04.10, 17:16
            Delikatnie mówiąc to co napisałeś to demagogia. Poczytaj wypowiedzi Sarah007,flying-mind choćby.
            • wi42 Re: To co powiedzieli ci/nam S., fm i inni to 18.04.10, 18:44
              wiele ciekawych obserwacji, przewaznie dotyczacych lotnictwa.
              To co powiedzial Stanczyk to jest nieco z innej domeny i uslyszysz
              tego jeszcze wiele b. wiele.... Mozesz to nazywac jak chcesz, ale
              duzym (olbrzymim) uproszczeniem jest ocena tej tragedii tylko jako
              pomylka ladowania.


              ae911truthorg napisał:

              > Delikatnie mówiąc to co napisałeś to demagogia. Poczytaj
              wypowiedzi Sarah007,fl
              > ying-mind choćby.
              • ae911truthorg Re: To co powiedzieli ci/nam S., fm i inni to 19.04.10, 06:25
                Chyba się nie rozumiemy. Pomyłek trzeba kilka(jedna z nich to awaria s.ostrzegania-zdarzyła się 1 raz na 20 lat stosowania) ,utrata kontroli to nie musi być pomyłka,
                • 1stanczyk Bo nie jest strata czasu bawienie sie detalami co 20.04.10, 00:20
                  mogło się popsuć a co nie, co mogło się wydarzyć a co nie.

                  To ma o tyle znaczenie by w przyszłości nie popełnić wynikającego z podobnych
                  okoliczności błędu.

                  A te okoliczności z grubsza są następujące: sp Prezydent Lech Kaczynski wybiera
                  się na ważną, głownie dla Niego bo państwowa już była wcześniej, uroczystość na
                  ostatnia minute, piloci są młodzi i jak się okazało mało doświadczeni (bo
                  doświadczonym ten wypadek nigdy by się nie zdarzył) bo wbrew zaleceniom wieży
                  kontrolnej i wyjątkowo trudnych warunków atmosferycznych, decydują się na
                  lądowanie mimo, ze wbrew temu co utrzymuje ich dowództwo (w imię naszego
                  pajacowatego przekonania o naszej doskonałości tylko po to by być "krytym") ich
                  znajomość lotniska była raczej mierna.

                  Sam fakt lądowania był kolejnym błędem po tych pierwszych popełnionych przez sp
                  Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i tych wszystkich, którzy zgodzili się na taki
                  sposób organizacji tej podróży.

                  Piloci albo doskonale znali lotnisko, jak najnormalniej kłamliwie twierdzi
                  dowództwo, i wiedzieli ze przy podchodzeniu do lądowania jest niecka myląca
                  wskazywaną wysokość samolotu albo jak się okazało znali pobieżnie.

                  Czterokrotne okrążanie lotniska i zdecydowanie za niskie podchodzenie do
                  lądowania jest najlepszym świadectwem ze znali pobieżnie.

                  Liczą się fakty: lądując pilot miał do wyboru nie zmieścić się na pasie
                  startowym i będąc już na ziemi mieć jeszcze wybór pomiędzy ryzykiem wypadku (o
                  najczęściej ograniczonych skutkach)polegającego na "przejechaniu" płyty lotniska
                  a, w zależności od trajektorii,
                  poderwaniem samolotu.

                  Chciał (ach to nasze chciejstwo) być doskonały, bardziej papieski niż sam
                  papież, i wybrał najgorsza opcje bo w razie błędu skazaną w jednej sekundzie na
                  tragedie.

                  Tak postępują ryzykanci żeby się albo pokazać albo zginąć.

                  Zresztą prezydencki samolot nie lądował tam chyba pierwszy raz: Kwaśniewska
                  mówiła o podobnie trudnym lądowaniu.

                  Ciekawe czy dowództwo tej, jakby nie było szczególnej jednostki lotniczej, ma
                  system gromadzenia danych uzupełniany na bieżąco przez pilotów rządowych o
                  lotniskach na których lądują i ich szczególnej, jak ta w Smoleńsku, specyfice
                  której, co jest oczywiste nie znali.

                  Jeśli nie ma to również ponosi odpowiedzialność.
                  Za co "do kurwy nędzy" im płacą ?


                  To, ze Rosjanie nam tego o pilotujących samolot w twarz nie mówią to tylko przez
                  grzeczność i również na okoliczność poczucia winy bo lotnisko powinno być z
                  racji na warunki atmosferyczne zamknięte.



                  Re: To co powiedzieli ci/nam S., fm i inni to
                  • flying-mind Re: Bo nie jest strata czasu bawienie sie detalam 20.04.10, 00:47
                    1stanczyk napisał:

                    > Ciekawe czy dowództwo tej, jakby nie było szczególnej jednostki
                    lotniczej, ma
                    > system gromadzenia danych uzupełniany na bieżąco przez pilotów
                    rządowych o
                    > lotniskach na których lądują i ich szczególnej, jak ta w Smoleńsku,
                    specyfice

                    Za techniczne bezpieczenstwo lotu odpowiada dowodztwo lotnictwa
                    wosjkowego. Wlasnie glownodowodzacy zostal przez los odwolany ze
                    sluzby czynnej.
                    Za bezpieczenstwo glowy panstwa i calego dowodztwa wojskowego maja
                    dbac wszystkie sluzby specjalne kraju, kazda w swoim zakresie. Ich
                    zdaniem jest miedzy innymi patrzenie na rece tym pierwszym.
                    Jezeli wiadomo, ze prezydent ma slabostke polegajaca na tupaniu noga
                    na pilotow, to obowiazkiem okreslonych sluzb jest ochrona prezydenta
                    (i calego dowodztwa!!!) przed konsekwencja jego wlasnej
                    impulsywnosci.

                    > Za co "do kurwy nędzy" im płacą ?

                    No wlasnie. Bo to jedna z najlepiej uposazonych grup w
                    spoleczenstwie. Jak lekarz przez zaniedbanie zabije pacjenta, to jest
                    afera. Jak zabito cala elite polityczna - to tylko zaloba.
                  • ergief Re: Bo nie jest strata czasu bawienie sie detalam 20.04.10, 09:03
                    "piloci są młodzi i jak się okazało mało doświadczeni (bo
                    doświadczonym ten wypadek nigdy by się nie zdarzył)"
                    Nalot dowódcy A. Protasiuka (36 lat) to 3528 godz. w tym na Tu-154 prawie 3000
                    godz. (nalot gen. Błasika (47 lat) to 1300 godz.)
                    Pilot miał wybór albo lądować albo prawdopodobnie koniec latania w wojsku.
                    • flying-mind Re: Bo nie jest strata czasu bawienie sie detalam 20.04.10, 09:30
                      Widzisz i panike, i ambicje, i brawure mozna przewidziec, i to z
                      duza precyzja. Sa ludzie, ktorzy tym sie tym zajmuja zawodowo. Ja
                      przeczytalem wspomnienia o pilocie pochadzace od jego dowodcow,
                      kolegow i bliskich. Sa tego doslownie strzepy, a o zmarlych (i to w
                      takich okolicznisciach!) mowi sie dobrze. Ale te strzepy sa
                      logicznie spojne. Wiec ja stawialbym na ambicje, gdyby mnie ktos
                      zapytal. Choc przy takiej ilosci danych moge sie pomylic. Ale byli
                      tacy, ktorzy mieli dostepne wszystkie dane. A co, nie bylo kogo
                      zapytac przed lotem?

                      To ze nie bylo zapasowego lotniska to bzdura. Bylo w Warszawie.
                      Pytanie jest, jaki rozkaz dostal pilot: "Dowiez ich na uroczystosc",
                      czy "Przywiez ich bezpiecznie do domu z tej hucpy". Ambitni piloci
                      wykonuja rozkazy. Jezeli zszedl w ciemno, to to byl lot bojowy. On
                      nie wiozl delegacji, on wiozl desant. To kto mu wlozyl do glowy, ze
                      maja zajac Smolensk i kto nie sprawdzil, co on w tej glowie ma
                      wlozone? To nie blad, bo takie bledy sie przewiduje. Ale zaloba
                      powstzrymuje myslenie i zadawanie pytan, a jak znam zycie to
                      oficjalne czynniki zwala na pilota i mgle. Mgla sie rozwiala, a
                      pilot pochowany ... i po sprawie.
                    • 1stanczyk To byl na pewno doskonaly pilot tylko akurat 20.04.10, 18:08
                      nie do tej jednostki w tym wieku.

                      Bo oprócz kwalifikacji pilota na Jego miejscu potrzebny był dystans do nie tylko
                      do prezydenckiego urzędu ale również do najwyższej kadry wojskowej będącej na
                      pokładzie samolotu i do uroczystości na którą zawoził cale to "elitarne"
                      towarzystwo.

                      Dla niego pilotowanie prezydenckiego samolotu mogło być świetna trampolina do
                      dalszej kariery co stwarzało samo w sobie presje ktorej nie maja piloci
                      kończący karierę.

                      To nie są żadne odkrycia tylko zwykle reguły gry, które zna nieomal każdy mający
                      do czynienia z zarządzaniem personelem.

                      W tamtej sytuacji potrzebne były inne niż te lotnicze kwalifikacje, te inne
                      które przychodzą z wiekiem.

                      Re: Bo nie jest strata czasu bawienie sie detalam
                    • 1stanczyk "albo lądować albo (.) koniec latania w wojsku" 20.04.10, 21:26
                      "albo lądować albo prawdopodobnie koniec latania w wojsku"

                      Ten sam wybór można przedstawić inaczej:

                      "poważne ryzyko śmiertelnej katastrofy albo koniec latania w wojsku"

                      I właśnie dlatego ze był młody, zdolny, ambitny, pewny siebie i w pierwszej
                      fazie kariery podjął ryzyko nie słuchając dobrych rad.

                      Re: Bo nie jest strata czasu bawienie sie detalam
      • exray Re: Katastrofa - realne przyczyny 18.04.10, 20:49
        widzisz wojskowi poodchodzili bo np. mają spore emerytury + zarobią sobie dla
        przykładu 12000 w innych firmach typu exin lub sprintair, co do Makuli on by
        się tam nawet nie pojawił słysząc przez radio warunki poza tym gdyby nawet
        jakimś cudem latał z nimi to widzieli by go przed startem i po wylądowaniu ,
        cóż biorąc po uwagę nasze realia rzecz niemożliwa tu muszą być dupowłązy i
        ludzie dyspozycyjni..
        swoją drogą coś chyba dziwnego się dzieje wśród tej grupy ponieważ tyle wypadków
        w tak krótkim czasie ..Casa, Bryza , Herkules/mało brakowało/ teraz Tu.Inna
        kwestia to że gdyby ktoś ogarniał to logicznie to wynajął by od LOT-u E-175 z
        załogami/mają bardzo wysokie naloty roczne/.. podkreślam z załogami - oczywiście
        nie przekreśla to Tutek są to dobre samoloty/ x lat latały w Locie/ no może
        powinny mieć bardziej zaawansowane wyposażenie dodatkowe np. system jak w
        Cirrus-ie EVS skoro mają wykorzystywać różne dziwne miejsca do operacji
        lotniczych , rozbrajają mnie pytania/i teorie/ czemu tam była mgła, czemu
        samolot znalazł się poniżej/ w jakiejś fazie lotu../ elewacji pasa .. możne i
        jest to trudne do ogarnięcia ale prawa fizyki są nieubłagane, latać z rzeźbą
        terenu można "szmatolotem" z silnikiem na plecach ze śr. prędkością IAS 40km/godz
        też nie zawsze i nie wszędzie..
    • kolowr może jakby siadł na tych 2,5 m to by przerzyli 18.04.10, 15:54
      widać, ze samolot zaczął iść w górę, jak ścieli drzewka na 2,5 m. zastanawiam
      się, co by było jakby wtedy posadzili na ziemi ślizgiem samolot, pewnie by się
      tak nie rozwalił bardzo... ale jasne, ze za wszelką ceną próbowali uniknąć w
      ogóle kolizji i gdyby nie te nieszczęsne drzewa....
      • kiszcz1 Do znających się ... 18.04.10, 16:23
        Moje pytanie jest proste:

        Niezależnie od wszelakich warunków i czynników wtedy istniejących , czy na lotnisku
        ,które nie posiada urządzeń do naprowadzania automatycznego na płytę
        lotniska,(lotnisko klasy B) Pilot wiozący VIP-ów ma możliwość zadecydowania o
        lądowaniu ??? Chyba są jakieś procedury ?

        Kto jest winnym - jest chyba jasne ?

        Jeżeli ma taką możliwość - to TRZEBA TO ZMIENIĆ !
      • you-know-who Re: może jakby siadł na tych 2,5 m to by przerzyl 19.04.10, 23:28
        tak, kto wie, mieli tam troche wiecej otwartego terenu, czesc by mogla przezyc.
        ale dla pilota psychologicznie to niewykonalne nie ciagnac w gore, tylko przy
        tej predkosci klasc sie na ziemi, trudno byloby to przeprowadzic. nawet chlodna
        kalkulacja nie daje jasnej odpowiedzi na pytanie co najlepiej mieli zrobic, w
        tamtym momencie. przeciez byla pewna szansa ominiecia duzych drzew i wyladowania
        mniej wiecej w jednym kawalku na pasie. nie mozna wiec miec nikomu za zle. blad
        zostal popelniony wczesniej.
    • jg-k Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 18.04.10, 18:45
      znowu jakaś sensacja, bez sensu bo bez opinii ekspertów a tylko ponownie teoria
      spiskowa. Ludzie dajcie spokój, nie wystarczy Wam decyzja Dziwisza i żałoba
      narodowa. Na dyskusje kto i co polecił pilotom będzie jeszcze czas.
    • dreammaster Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 18.04.10, 19:03
      Może było po prostu tak?

      familie.pl/Blogi-11-57/b218p4134,Tak-bylo-tak-byc-moglo.html
    • onufry_z_oddali Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 18.04.10, 19:46
      Polacy sa bardzo dobrzy w ceremoniach pogrzebowych.

      Zeby jeszcze byli dobrzy w sprawdzeniu, czy przed startem
      samolotu wskazniki wysokosci dzialaja poprawnie.
      • lech-123 Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 18.04.10, 20:51
        No właśnie. Tak jakby w 36 pułku i w BOR nie było żadnych procedur, albo jakby
        je wszystkie olali.
      • raszyr Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 18.04.10, 21:01
        > Polacy sa bardzo dobrzy w ceremoniach pogrzebowych.
        I gdyby jeszcze te chmary przebierańców w fioletach mogło wyjaśnić dlaczego taka
        żałoba gdy ich szef wziął do nieba kilkadziesiąt osób. A tyle rozpaczy w
        narodzie. A my tutaj tak realnie dyskutujemy. Sumulacje, świetne wypowiedzi
        techniczne i amatorskie, ponad 400 opinii. A Bóg tak chciał i koniec.
      • you-know-who Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 18.04.10, 21:03
        skomentuje tu kwestie roznych jednostek. bedac pilotem, nie mozna pomylic mm hg
        i hektopaskali - nie ma takiej mozkliwosci, bo typowo jedne wartosci to
        powiedzmy 2990 a drugie to 1029.

        blog zacytowany powyzej sugeruje ze poprawienie wskaznika cisnieniowego
        (kollsman window) to operacja na ktora pilot ma kilka sekund. nic podobnego! o
        pogodzie i cisnieniu na terenie lotniska pilot dostaje informacje albo z
        automatycznej stacji nadajacej komunikaty meteo (typu atis) albo od kontrolera
        lotow, ale nie w ostatniej sekundzie (chociaz w ostatnich sekundach lotu na
        prosbe pilota kontroler czasem podaje powtornie uaktualnienie kierunku i sily
        wiatru, co jest duzo wazniejsze, bo moze sie szybko zmieniac. cisnienie nie
        zmienia sie z minuty na minute.) wiec te informacje, miejmy nadzieje, piloci mieli.
        jesli nie, oczywiscie formalnie rzecz biorac nie powinni ladowac.
        nie powinni naturalnie ladowac takze z wazniekszych wzgledow..

        jesli jednak kpt. samolotu postanowic ze mimo to laduje w mleku, co jest
        wykroczeniem, powinien mimo wszystkich niesprzyjajacych warunkow dac sobie rade,
        jak to argumentowalem. przysiac nie moge, bo latam duzo mniejszym samolotem
        smiglowym, ale wszystko na to wskazuje. pilot nie ladowal przepisowo, ale
        --zabrzmi to paradoksalnie
        • lech-123 Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 18.04.10, 21:25
          Chciałbym, żebyśmy kiedyś dowiedzieli się co się naprawdę stało i wyciągnęli z
          tego wnioski. Na przyszłość. Żeby w podobnych okolicznościach już nigdy nie
          doszło do podobnej katastrofy.

          Chciałbym, ale chyba się nie dowiemy. Politycy zajęli się, cytując posła Gowina,
          tworzeniem nowego Mitu Państwowego. Cała nadzieja w prokuraturze, która jest
          już, teoretycznie, niezależna. Mam nadzieję że doprowadzą śledztwo do końca. Nie
          tyle bowiem chodzi o to, żeby znaleźć jedną przyczynę czy jednego winnego, ale
          żebyśmy wyciągnęli racjonalne wnioski z tego, co się stało.
        • rudyrycho Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 18.04.10, 22:41
          you-know-who napisał:
          > skomentuje tu kwestie roznych jednostek. bedac pilotem, nie mozna
          > pomylic mm hg i hektopaskali - nie ma takiej mozkliwosci, bo
          > typowo jedne wartosci to powiedzmy 2990 a drugie to 1029

          2990 mm Hg? To chyba na Wenus. :)
          • you-know-who Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 18.04.10, 22:58
            racja! :) to sa cale (29.90 ale czyta sie to przez radio 2990)
            • wj_2000 Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 19.04.10, 07:46
              you-know-who napisał:

              > racja! :) to sa cale (29.90 ale czyta sie to przez radio 2990)

              Jeśli w calach, to już konsekwentnie powinni podawać nie setne a
              szesnaste części cala!
              Pieprzeni, zacofani anglosasi!
              Na marginesie, fizycy amerykanscy używają wyłącznie (europejskiego,
              kontynentalnego) systemu SI.
              Amerykańscy inżynierowie potrafili spieprzyć teleskop Hubble'a za 4
              miliardy dolarów myląc cale z centymetrami! (Na szczęście, za
              skromne 300 milionów baksów można było wysłać ekspedycję z obliczoną
              i wykonaną a posteriori płytkę korygującą i teleskop działa).
    • cepesz Cud technologiczny 18.04.10, 20:56
      Podobno jest to pierwszy samolot z systemem TAWS, który się rozbił - także z tego powodu ta katastrofa przeszła do historii.
      • vobo7 Re: Cud technologiczny 18.04.10, 21:04
        cepesz napisał:

        > Podobno jest to pierwszy samolot z systemem TAWS, który się rozbił - także z te
        > go powodu ta katastrofa przeszła do historii.

        Nie bardzo. Nasza CASA też miała EGPWS, ale piloci nie włączyli jego ostrzeżeń.
        • ckwadrat Re: Są nowe zapisy z czarnych skrzynek!! 18.04.10, 21:11
          "W kilkudziesięciu ostatnich sekundach nagrania rejestrator z kokpitu nagrał
          rosnący szmer z przedziałów pasażerskich. Aż w końcu usłyszeliśmy nieludzki
          krzyk przerażenia i bólu" - powiedział nam jeden z wojskowych prokuratorów,
          badających czarne skrzynki z pechowego Tu-154M."

          www.dziennik.pl/katastrofa-smolensk/article590016/Krzyk_cierpieni...
          To rzuca zupełnie nowe światło na przyczyny katastrofy. Skoro jakieś problemy
          zaczęły się kilkadziesiąt sekund przed upadkiem samolotu na ziemię, wyklucza to
          ewentualną brawurę pilota, który podchodził do lądowania we mgle. Okazuje się,
          że pilota coś mogło zmusić do nagłego podejścia. To coś to może być np. usterka
          techniczna samolotu.
          • vobo7 Re: Są nowe zapisy z czarnych skrzynek!! 18.04.10, 21:19
            ckwadrat napisał:

            > To rzuca zupełnie nowe światło na przyczyny katastrofy.

            A moim zdaniem, takie medialne sensacje, rzucają głównie nową ciemność.
          • alicjads Re: Są nowe zapisy z czarnych skrzynek!! 18.04.10, 21:22
            Czy w kokpicie pilotów byłoby słychać jakieś szmery dochodzące z
            kabiny pasażerskiej?
          • ergief Re: Są nowe zapisy z czarnych skrzynek!! 18.04.10, 22:29
            "Dwie czarne skrzynki samolotu rozbitego pod Smoleńskiem rejestrowały rozmowy
            załogi. Pierwsza nagrywała radiowe rozmowy pilotów z kontrolerami lotu na
            warszawskim lotnisku, a później z kontrolerem z lotniska Siewiernyj, który
            naprowadzał samolot na właściwy pas do lądowania. Druga czarna skrzynka
            rejestrowała rozmowy z wnętrza samolotu, a dokładnie z kokpitu Tu-154M."
            A która skrzynka rejestruje parametry lotu?
            O czarnych skrzynkach w wikipedii:pl.wikipedia.org/wiki/Czarna_skrzynka
          • zuzka111 Po co to publikować tak po kawałku 18.04.10, 23:10
            dawkować sensacje i szarpać ludzkie uczucia do granic wytrzymałości.
            Jakie to okrutne w stosunku do rodzin.
            Będą mieli raport, odtajnią, niech opublikują, a nie co parę godzin jakiś
            "przeciek" Mam dość.
            • flying-mind Re: Po co to publikować tak po kawałku 18.04.10, 23:24
              Widzisz, najgorsze ze przecieki dotycza faktow ktore nie sa istotne, a
              nie powinny w ogole przeciec, w kazdym razie w takiej formie. A nie ma
              przeciekow na temat zadnego z istotnych szczegolow.
              To co media robia rodzina ofiar to tylko przyklad generalnej kultury
              medialnej. Nie chodzi o to, zeby ludziom dawac prawde, ale zeby
              wywolywac emocje, bo wtedy idzie naklad.
              • zuzka111 Re: Po co to publikować tak po kawałku 18.04.10, 23:33
                Może właśnie o to chodzi, by odciągnąć uwagę od rzeczy istotnych.
                Ale niech ktoś sobie wyobrazi co czują ludzie, którzy to czytają.
                Czują fizyczny ból razem ze swoimi bliskimi.

                kilkadziesiąt sekund.. jaki to koszmarny ogólnik.
                Dla samolotu lecącego 250-300 km/h to odległość od miejsca katastrofy o
                ... kilometrów ?
                3 kilometry? 5 kilometrów? 7 kilometrów??? Co to do cholery znaczy
                kilkadziesiąt minut?
              • vobo7 Re: Po co to publikować tak po kawałku 18.04.10, 23:36
                flying-mind napisała:

                > Nie chodzi o to, zeby ludziom dawac prawde, ale zeby
                > wywolywac emocje, bo wtedy idzie naklad.

                Wnioskowanie w tym obszarze z pewnością wychodzi Ci bardziej wiarygodnie niż w
                obszarze techniki pilotażu.

                Przepraszam za złośliwość. W ocenie aktywności mediów (w przeciwieństwie do
                aktywności pilotów) podzielam twoje opinie:)
                • zuzka111 Re: Po co to publikować tak po kawałku 18.04.10, 23:42
                  Masz prawo do własnego zdania.
        • ae911truthorg Re: Cud technologiczny 19.04.10, 07:22
          Sugerujesz,że nie włączyli TAWS ? Czy domyślasz się,że tak będzie w raporcie ? ;)
    • flying-mind Fakty: Co wiemy? 18.04.10, 21:51
      Powiedzmy to jasno i wyraznie: piloci nie zawracajac do Minska ani
      nie popelnil bledu, ani nie zlamali procedur i nie to doprowadzilo do
      katastrofy. Decyzja o podchodzeniu do ladowania pomimo warunkow tez
      nie byla bledem. Natomiast zejscie ponizej wyznaczona sciezke
      ladowania zawazylo na przebiegu zdarzen. Na zejscie ponizej sciezki
      nie mogla miec wplywu mgla, bo samolot to nie samochod i pilot nie
      wypatruje znakow drogowych. Jezeli zejscie w pofaldowanym terenie
      bylo decyzja pilota, to nazywanie tego ”bledem” byloby tez
      eufemizmem. Jesli bylo skutkiem dezinformacji, to tez bledem nie
      bylo.

      A teraz podsumowanie ustalonych faktow:
      1) Pilot zbliza sie do Smolenska i widzi, ze w dole jest
      mgla. Wieza potwierdza, ze widocznosc jest za mala, zeby usiasc i
      radzi ladowanie w Minsku, gdzie sa lepsze warunki.
      2) Alternatywa dla ladowania w Smolensku nie zostala
      przewidziana przez odpowiedzialnych za wyjazd, wiec pilot wie, ze to
      oznacza w praktyce powrot do Warszawy i rezygnacje z uroczystosci.
      3) Pilot mowi do wiezy, ze jednak sprobuje wyladowac, a
      jak sie nie uda, to odleci do Minska. Czy to bledna decyzja? – moim
      zdaniem nie. Czy zlamanie procedur? – Na pewno nie. Caly zgielk wokol
      tego, ze mial obowiazek zawrocic, to zwykle ujadanie.
      4) Byc moze kapitan informuje pasazerow o sytuacji
      (powinien to zrobic w tym momencie)….....
      5) Pilot przystepuje do procedury ladowania. Zeby
      wykonac ten manewr potrzebuje trzech informacji. Kierunku – ktory ma
      z radiolatarni (kurs mial dobry). Wysokosci – ktora ustala na
      podstawie informacji z wiezy kontrolnej. I odleglosci od pasa. Pilot
      nie potrzebowal widziec pasa, zeby zejsc do ladowania bezpiecznie i
      zgodnie z obowiazujaca sciezka. Musial natomiast widziec pas, zeby
      posadzic maszyne.

      Caly manewr ladowania jest oparty na prostych zasadach geometrii. Jak
      masz trojkat i znasz wielkosc dwoch przyprostokatnych (odleglosc od
      pasa i wysokosc nad lotniskiem) to ich funkcja jest
      przeciwprostokatna (sciezka schodzenia). W Smolensku znajduja sie
      dwie radolatarnie, jedna o ile dobrze pamietam 4 km od progu pasa, a
      druga przed samym progiem. Radiolatarnie wysylaja specjalne sygnaly
      tak, ze samolot przelatujac nad pierwsza z nich wie dokladnie w
      jakiej odleglosci od pasa sie znajduje. On mial jeszcze GPS i kupe
      innej elktroniki podlaczonej do komputera, ktory to powinien
      analizowac (ja sien a tym nie znam). Informacja o odleglosci od pasa
      razem z informacja o wysokosci pozwala okreslic pod jakim katem
      samolot ma schodzic, zeby trafic nad pas. Widocznosc nie jest tutaj
      potrzebna. Wszystko przelicza komputer i pilnuje, zeby nie bylo
      odchylen. Czy slonce, czy mgla, taki samolot i tak schodzi wylacznie
      na przyrzady, a nie na oko. To nie motolotnia a oko nie jest w stanie
      ocenic ani wysokosci, ani odleglosci ani predkosci.
      Wieza kontrolna ma te same informacje co samolot (tylko z wlasnych
      urzadzen) i widzi, czy samolot trzyma sie sciezki (czy schodzi pod
      dobrym katem). Daje tez informacje zwrotna pilotowi.

      Wszystko wskazuje na to, ze pilot rozpoczal manewr ladowania
      poprawnie. Mial dobry kurs gdy minal pierwsza radiolatarnie i ….. z
      niewyjasnionych przyczyn zwiekszyl kat schodzenia i zaczal schodzic
      ponizej sciezki. Gdybysmy wiedzieli, czy schodzenie ponizej sciezki
      nastapilo zaraz po minieciu radiolatarni, czy pozniej, to byc moze
      rzuciloby to juz teraz swiatlo na przebieg zdarzen. A tak, musimy
      czekac na wyniki dochodzenia.

      Kontroler podobno wzywal zaloge do korekty w gore, ale pilot nie
      reagowal. Schodzil coraz nizej i nizej, az w pewnym momencie znalazl
      sie ponizej poziomu lotniska. Potem wlecial w zbocze rowu.

      Mozliwosci jest podobno wiele, ale wszyscy mysla tylko o trzech:

      1) Pilot swiadomie zlamal procedure, bo obawial sie
      (albo wiedzial) ze pulap chmur jest tak niski, iz jak doleci nad
      druga radiolatarnie to i tak nic nie bedzie widzial i nie posadzi
      samolotu przy tej predkosci. (Ale taka proba ladowania to byla jedyna
      dopuszczalna przez rozum i procedury opcja). Czemu nie probowal jest
      zupelnie niepojete. A moze cs by jednak bylo widac? Pilot zwiekszyl
      kat zejscia i nie reagowal na wieze, bo wiedzial ze schodzi ponizej
      sciezki. Urzadzenia alarmujace o zblizaniu sie do ziemi (TAWS) albo
      zostaly zignorowane, albo zadzialaly za pozno, bo wysokosc do gruntu
      byla jeszcze spora (lecial do rowu). A moze (o zgrozo!!!) byly
      wylaczone przez pilota. Ale i tak, znajac odleglosc od pasa i widzac
      na wysokosciomierzu barometrycznym, ze jest juz tak nisko, powinien
      poderwac maszyne wczesniej. Jak sie patrzy na wizualizacje Sergieja,
      to jest oczywiste, ze nawet gdyby teren byl zupelnie plaski, samolot
      nie mial szansy doleciec do pasa. Rozbilby sie jeszcze wczesniej.
      Teoria, ze pilotoci postanowili zanurkowac w dol i leciec jak pocisk
      Tomahawk w pofaldowanym terenie wypatrujac pasa jest przerazajaca.
      Media od poczatku sugerowaly, ze to ta wersja zdarzen. Zobaczymy.

      2) Pilot widzial na wskaznikach inna wysokosc wzgledem
      lotniska, niz byla w rzeczywistosci, bo zostaly zle ustawione. A moze
      komputer cos zle odczytal z czujnikow cisnienia… Poniewaz lecial do
      rowu, to wskazniki barometryczny i radiowy mogly sie pokrywac, tzn
      radiowy potwiedzal blad barometrycznego. Wieza mowila mu, ze schodzi
      za nisko, ale wszystkie urzadzenia na pokladzie mowily, ze schodzi
      dobrze. Kto mial nowoczesniejszy i bardziej dokladny sprzet
      nawigacyjny: wieza, czy samolot? Jak komputer zna wysokosc i
      odleglosc, to kat schodzenia musi byc dobry, niezaleznie od tego co
      oni tam na wiezy w tych swoich szkielkach widza. A TAWS nie
      krzyczal…. To co oni tam w tej wiezy?

      3) Awaria (inna niz awaria silnikow).

      Ot i tyle. Nie uroczystosci, nie mgla i nie odmowa lotu do Minska.
      Pilot nie potrzebowal widocznosci. Mogl zejsc bezpiecznie nad pas,
      sprawdzic czy ma kontakt z ziemia, zobaczylby pas – usiasc, nie
      zobaczylby - podniesc sie i zdecydowac co dalej. Ten samolot, to
      lotnisko i ta pogoda pozwalaly na taki manewr. Ale on zszedl POD pas.
      Przy pierwszym podejsciu. Nie stopniowal ryzyka. I to nie mgla og tam
      sciagnela. Albo awaria, albo dezinformacja albo wlasna decyzja. Ta
      ostatnia alternatywa bylaby tak straszna, ze az nie chce mi sie w nia
      uwierzyc. Ale byc moze bede musial.
      • igor_uk Re: Fakty: Co wiemy? 18.04.10, 22:07
        flying-mind,teraz nie mam czego doczepic sie.Wypisales wszystko co wiesz na ta
        chwile,zadnych sugestij co do przyczyny wypadku ,a co nawazniejsze,musisz
        pogodzic z jednym,tak samo jak i ja,trzeba czekac na wyniki komisji.
        • moreandmore Re: Fakty: Co wiemy? 18.04.10, 22:10
          I pamiętajmy o wymianie żarówek po tragedii. Pozostaje pytanie, czy pas był, czy
          nie był oświetlony.
          • igor_uk Re: Fakty: Co wiemy? 18.04.10, 22:28
            moreandmore ,a czy o kazdej sensacji podawanej w internetie musimy pamjetac?
            Moze i o tych pasazerach TU-154 ,rzekome zastrzelonych po wypadku -rowniez? Czy
            ty wiesz na 100% ze zarowki wymieniali,a nie sprawdzali,a moze montowwali
            dodadkowe oswietlenie,ze wzgledu na to,ze w zwiazku z wypadkiem spodziwali sie
            duzej liczby lotow przez cala dobe?
            • moreandmore Re: Fakty: Co wiemy? 18.04.10, 22:37
              Piszę o wyjaśnieniu kwestii oświetlenia, a nie stwierdzam fakt.
      • vobo7 Re: Fakty: Czego nie wiemy? 18.04.10, 22:30
        flying-mind napisał:

        > Decyzja o podchodzeniu do ladowania pomimo warunkow tez nie byla bledem.

        A to skąd wiemy? Widzieliśmy kartę podejścia dla tego lotniska na dwa NDB i wiemy jakie były tam faktyczne minima oraz jak się one mają do warunków, które wtedy panowały w Smoleńsku. Otóż nie widzieliśmy karty i nie wiemy.

        > Alternatywa dla ladowania w Smolensku nie zostala przewidziana przez
        > odpowiedzialnych za wyjazd,


        Tego też nie wiemy, bo nie widzieliśmy planu lotu. Możemy się tego jedynie domyślać. Ponadto, fakt powrotu do Warszawy i związana z tym "rezygnacja z uroczystości" nie oznaczają, że z punktu widzenia techniki pilotażu, nie było to właściwe rozwiązanie.

        (jedno i drugie z powyższych podnosił polski lotnik w randze pułkownika. o ile nie jestem w stanie tego ocenić, to z pewnością bym tego a priori nie odrzucał)

        > kapitan informuje pasazerow o sytuacji (powinien to zrobic w tym momencie)

        Tzn. w ktorym momencie? W jakim czasie przed próbą podejścia? Bo w "tym momencie" niczego nie oznacza.

        > Czy zlamanie procedur? – Na pewno nie. Caly zgielk wokol
        > tego, ze mial obowiazek zawrocic, to zwykle ujadanie.


        Nie wiemy tego. To czy zostały w ten sposób złamane procedury zależy od tego, czy można było wykonać takie podejście czy też nie. A to z kolei ma pewien związek z tym, co jest na karcie podejścia. O ile, taka karta jest i była dostępna załodze. Czego nie wiemy. Natomiast możemy się domyślać, że gdyby to był zwykły, cywilny lot, pilot by podchodzić nie próbował mając dość paliwa na lot na lotnisko zapasowe.

        > Wysokosci – ktora ustala na podstawie informacji z wiezy kontrolnej.


        Bzdura. Przy podejściu na dwa NDB pilot nie ustala wysokości na podstawie informacji z wieży.

        > Urzadzenia alarmujace o zblizaniu sie do ziemi (TAWS) albo
        > zostaly zignorowane, albo zadzialaly za pozno, bo wysokosc do gruntu
        > byla jeszcze spora (lecial do rowu). A moze (o zgrozo!!!) byly
        > wylaczone przez pilota. Ale i tak, znajac odleglosc od pasa


        A skąd miał pilot znać odległość od pasa, jeśli nie od wieży, skoro podchodził na dwa NDB? Radar wieży "widzi" samolot, ale samolot nie widzi pasa, póki go pilot nie zobaczy. To jest ta drobna różnica między namierzaniem z wieży, a "namierzaniem" z samolotu.

        A TAWS służy do różnych rzeczy. TAWS to nie jest radiowyskościomierz, który pływa i mierzy odległość od gruntu pod samolotem albo - w praktyce - za nim. Więc albo nie użyli TAWS (z dowolnych powodów - i to był błąd, albo coś innego się stało).

        > Czy slonce, czy mgla, taki samolot i tak schodzi wylacznie na przyrzady, a nie na oko.


        Bzdura. Podstawowe dwie kategorie lądowania, to lądowanie z widocznością albo lądowanie wg intsrumentów.

        > Wieza kontrolna ma te same informacje co samolot (tylko z wlasnych
        > urzadzen)


        Gdyby miała te same, to nie byłoby potrzebne żadne "kwitowanie", na brak którego się rosyjski kontroler uskarżał. Wieża ma radar a nie wysokościomierze i TAWS.

        ... itd.
        Jeszcze sporo uwag by było. Próba podsumowania szlachetna. Ale chyba jednak trochę chybiona.
        • flying-mind Re: Fakty: Czego nie wiemy? 18.04.10, 22:44
          A to skąd wiemy? Widzieliśmy kartę podejścia dla tego lotniska na dwa
          NDB i wie
          > my jakie były tam faktyczne minima oraz jak się one mają do
          warunków, które wte
          > dy panowały w Smoleńsku. Otóż nie widzieliśmy karty i nie wiemy.

          Jesli moje dane sa prawdziwe, to sciezka podejscia byla taka, ze nad
          druga radiolatarnia powinien byc na wysokosci 200 metrow, a o
          wysoksoci decyzyjnej mowiolo wilu oficjeli. wynisila 120 metrow. Do
          tej wysokosci mogl bezpiecznie zejsc, zobzczyc czy ma kontakt
          wzrokowy i podjac decyzje o ladowaniu lub przerwaniu manewru. Stad
          nazwa "wysokosc decyzyjna".

          Natomiast możemy się domyślać, że gdyby to był
          > zwykły, cywilny lot, pilot by podchodzić nie próbował mając dość
          paliwa na lot
          > na lotnisko zapasowe.

          Czlowieku, co ty wypisujesz? Ja latam (jako pasazer) bez przerwy. czy
          y wiesz ule razy podchodzilem dwukrotnie do ladowania a za oknami nic
          nie bylo widac? I zyje. Bo pilot tylko podchodzil, a nie ladowal.

          A skąd miał pilot znać odległość od pasa, jeśli nie od wieży, skoro
          podchodził
          > na dwa NDB? Radar wieży "widzi" samolot, ale samolot nie widzi
          pasa, póki go pi
          > lot nie zobaczy

          Samolot "widzi" wiecej niz sadzisz. Pierwsza radiolatarnie widzi, jak
          nad nia przelatuje.

          Bzdura. Podstawowe dwie kategorie lądowania, to lądowanie z
          widocznością albo l
          > ądowanie wg intsrumentów.

          Zgadza sie. Pierwsza jest dla motolotni, a druga dla Tupolewa.
          • vobo7 Re: Fakty: Czego nie wiemy? 18.04.10, 22:59
            flying-mind napisała:

            > Jesli moje dane sa prawdziwe, to [...]

            Rzecz w tym, że "twoje dane" należałoby porównać z dopuszczalnymi minimami:
            czyli RVR oraz podstawą chmur dla danego typu podejścia, danego lotniska oraz
            danego samolotu (a nawet - danego składu załogi). Jesteś to w stanie zrobić? I
            na tej podstawie twierdzić, że nie było błędu w procedurze?

            > Czlowieku, co ty wypisujesz? Ja latam (jako pasazer) bez przerwy. czy
            > ty wiesz ule razy podchodzilem [...]


            No ja też trochę latam i różne "przeżyłem" podejścia. Tyle, że na lotniskach
            cywilnych był ILS i nawet jak była mgła, to samoloty lądowały. Sugerujesz, że wg
            Ciebie większość podejść (czy jest mgła czy jej nie ma) jest wykonywana na ILS?
            No to się (człowieku) mylisz.

            > Samolot "widzi" wiecej niz sadzisz. Pierwsza radiolatarnie widzi, jak
            > nad nia przelatuje.


            Przeczytaj sobie raport z katastrofy CASY, co Ci już wcześniej sugerowałem. Obaj
            nie jesteśmy specjalistami. Moim zdaniem absurdem jest twierdzić, iż na
            podstawie przelotu przez obszar latarni NDB (które są dwie) pilot jest w stanie
            realnie oceniać odległość od pasa. To są kwestie sekund. Jak ten pilot ma to
            wyliczać? W pamięci? Zajmując się dziesiątkami innych czynności opisanych w
            checklistach?

            Flying-mind, z całym szacunkiem, ale wydaje mi się, że zachowujesz nieco zbyt
            niski poziom pokory. Zbyt niski jak na procedurę, która - fakt - na forum nie
            jest dostatecznie określona. Odrobina więcej modalności na pewno by nie
            zaszkodziła.
            • flying-mind Re: Fakty: Czego nie wiemy? 18.04.10, 23:20
              Nie slyszalem, zeby wysokosc decyzyjna byla uzalezniona od skladu
              zalogi, bo kontrolerom lotow trudno by sie bylo polapac kto, do
              jakiej wysokosci moze schodzic. Sa lotniska gdzie laduje sie co 10
              minut lub czesciej. To wieza podaje wysokosc decyzyjna, ale pilot ja
              i tak zna. Nie twierdze ze wiem na pewno, ale cos wydaje mi sie, ze
              wysokosc decyzyjna uzalezniona jest od typu nawigacji w jakie
              wyposazone jest lotnisko i samolot (np ILS) oraz od kategorii
              samolotu A,B,C,D. Natomiast wysokosc decyzyjna nie jest uzalezniona
              od pogody, bo nie mialaby sensu.
              • vobo7 Re: Fakty: Czego nie wiemy? 18.04.10, 23:27
                Wysokość decyzyjna na pewno jest uzależniona od lotniska, typu podejścia oraz
                kategorii samolotu. I nie wieża ją podaje. Takie rzeczy są na karcie podejścia,
                o której istnieniu (bądź nieistnieniu) niewiele wiemy. Zaś w kontekście załogi
                istotne jest to, do jakich podejść który pilot był faktycznie przeszkolony.
                • flying-mind Re: Fakty: Czego nie wiemy? 18.04.10, 23:44
                  Samolot ma wlasne instrumeny, ale jestesmy chyba wszyscy zgodni, ze
                  przy braku ILS pilot podzcas mgly powinien sluchac wiezy. Oczywiscie
                  istnieje mozliwosc, ze wieza wprowadzila pilota w maliny. Istnieje
                  mozliwosc, ze sie nie porozumieli. Istnieje tez mozliwosc, ze pilot
                  nie wierzyl kontroli na podstawie posiadanych danych. Ale tak na
                  prawde to rozne warianty tego samego. On nie mial patrzec na drzewa
                  tylko na instrumenty i sluchac wiezy. A na odpowiedniej wysokosci
                  mial sprawdzic, czy jest na co patrzec. Jakby lecial zgodnie ze
                  sciezka, to by dzoszedl do wysokosci decyzyjnej i mialby wybor.
                  Zreszta, to nie wybor. Procedury sa jednoznaczne: nie widzisz -
                  uciekaj. To nie mysliwiec bombardujacy tylko samolot z cywilami.
                  O tym, ze zszedl ponizej sciezki wiemy na razie wylacznie od
                  kontrolera. To co napisalem zaklada, ze nie klamal.
                  • vobo7 Re: Fakty: Czego nie wiemy? 19.04.10, 00:20
                    Trochę sam sobie przeczysz. Raz piszesz, że nie miał patrzeć na drzewa ale na
                    instrumenty, a później piszesz: "nie widzisz - uciekaj.". Pilot musi przy takim
                    podejściu zobaczyć pas i to nie ulega wątpliwości.

                    > O tym, ze zszedl ponizej sciezki wiemy na razie wylacznie od
                    > kontrolera. To co napisalem zaklada, ze nie klamal.


                    Rzecz może być w tym, ze kontroler zakładał jedną procedurę podejścia, a pilot,
                    być może - założył inną. Nie wiem. Domyślam się.

                    > istnieje mozliwosc, ze wieza wprowadzila pilota w maliny.

                    Istnieje. Zresztą sam o tym chyba pisałeś zadając pytanie o to, co może
                    spowodować fakt, iż w pewnym momencie pilot nie ma ochoty na wymianę informacji
                    z wieżą. Pytanie jednak odnośnie czego wieża mogłaby wprowadzić pilota w
                    maliny. Moim zdaniem, na pewno nie odnośnie wysokości (tę załoga winna sama
                    sprawdzać). Zaś mógłby odnośnie odległości od początku pasa, a przede wszystkim
                    - odnośnie ciśnienia. I to ostatnie jest potencjalnie najbardziej podejrzane.
                    Jeśli pilot np. nie był w stanie stwierdzić jakie ciśnienie mu wieża podaje,
                    albo podawane wartości kompletnie się nie zgadzały z tym, co na ich podstawie
                    pilot mógł odczytać z własnych instrumentów, to mógł do wieży "stracić zaufanie".
                    (inny powód "zerwania" komunikacji z wieżą wydaje mi się jako potencjalnie
                    możliwy tylko taki, że podczas lądowania zdarzyło się coś, co uwagę pilotów na
                    tyle pochłonęło, że na gadki z wieżą już nie mieli czasu).

                    Ja nie wiem, czy coś takiego jest w ogóle możliwe i dopuszczalne. To tylko
                    "gdybanie".

                    > przy braku ILS pilot podzcas mgly powinien sluchac wiezy.

                    Wieża mu wcześniej powiedziała, żeby leciał na zapasowe. Posłuchał?
                    • flying-mind Re: Fakty: Czego nie wiemy? 19.04.10, 00:33
                      > Wieża mu wcześniej powiedziała, żeby leciał na zapasowe. Posłuchał?

                      A mial obowiazek?

                      A w trakcie pdejscia mial obowiazek sluchac ich zalecen, albo
                      uciekac, jak odkryl rozbieznosci. Nie wiem jakie procedury obowiazuja
                      pilotow wojskowych. Ale jedna zasada obowiazuje zolnierza: Nie
                      strzelaj do swojego dowodcy, nawet jak cie poprosi. Dlatego zakladam
                      dezinformacje pilota za najbardziej prawdopodobna, bo bylaby najmniej
                      bolesna. Ale...
                      • vobo7 Re: Fakty: Czego nie wiemy? 19.04.10, 00:43
                        flying-mind napisał:

                        > A mial obowiazek?

                        Wg naszych zasad - nie miał.

                        > Dlatego zakladam dezinformacje pilota za najbardziej prawdopodobna

                        Ja mam wrażenie, że znacznie więcej zakładasz, tworząc hipotezy.

                        Aczkolwiek poniekąd doceniam odwagę. Mnie brakuje wiedzy aby tworzyć hipotezy, choć krew mnie zalewa w związku z tym, że mi hipotez brakuje.

                        Cóż. Może się niebawem doczekamy publikacji treści pomarańczowych skrzynek. I może one faktycznie wniosą do sprawy tyle, że się sprawa stanie jasna. Przynajmniej tyle by można sądzić na podstawie "zeznań" prokuratorów. Jak też można się spodziewać, ze treści skrzynek nie chcieli ujawniać przed zakończeniem uroczystości pogrzebowych pary prezydenckiej.

                        Poczekajmy do wtorku. Chyba, że masz dalsze hipotezy :)
                        • flying-mind Re: Fakty: Czego nie wiemy? 19.04.10, 00:51
                          Juz chyba tam sobie spokoj bo tyle wyrzucilem z siebie, ze starczy na
                          dlugo:-) Przyczyny bezposrednie podadza pewnie dosc szybko. Mialem
                          wrazenie, ze polscy prokuratorzy byli do tej pory bardziej powsciagliwi
                          od rosyjskich, ale moze to inna szkola.

                          Sadze, ze raport komisji to moze byc dopiero poczatek. Moze teraz
                          siezda nad dobieraniem przymiotnikow i czasownikow.
                          • vobo7 Re: Fakty: Czego nie wiemy? 19.04.10, 01:01
                            No zaiste więcej wiemy od rosyjskich oficjeli albo rosyjskich internautów, niż
                            od naszych prokuratorów. Choć może to nie kwestia szkoły, ale charakteru
                            zaangażowania.

                            Raport komisji to faktycznie może być początek. W końcu w sprawie CASY śledztwo
                            prokuratorskie trwa już rok i trzy miesiące a końca, niezależnie od Komisji,
                            jakoś nie widać.

                            Pozdrawiam.
          • you-know-who zasady 18.04.10, 23:12
            sa takie, ze do wlecenia w obszar powietrzny bialorusi i rosji potrzeny jest
            plan lotu IFR (instrumentalny), a obowiazkowym punkem takiego planu lotu jest
            podanie planowanego lotniska alternatywnego,
            do ktorego ma sie paliwo doleciec (i to jeszcze z zapasem bodajze 20-minutowym
            paliwa).

            zatem alternatywa byla. nie wykorzystana.
            • ploniekocica przecieki z czarnych skrzynek??? 18.04.10, 23:18
              czy jest mi ktoś w stanie wytłumaczyć jakim cudem w kokpicie było słychać
              nagrane krzyki z saloników?
              To wg mojej wiedzy, a moja wiedza opiera się na tym, co ostatnio sie
              dowiedziałam, kompletnie zaprzecza poprzednim stwierdzeniom,ze nikt nie mógł
              naciskać na pilotów, bo piloci znajdują się w dźwiekoszczelnym kokpicie z
              interkomem w jedną stronę?
              Jedna ze skrzynek zapisywała rozmowy w tym kokpicie i jeszcze niedawno
              twierdzono, że najprawdopodobniej nie było tam osób trzecich.
              Czyli czarna piloci słyszeli, a czarna skrzynka nagrywała rozmowy w salonikach
              także przed katastrofą?
              To jak to jest? Czy ja czegoś nie rozumiem?
              • vobo7 Re: przecieki z czarnych skrzynek??? 18.04.10, 23:33
                ploniekocica napisała:

                > Czyli czarna piloci słyszeli, a czarna skrzynka nagrywała rozmowy w salonikach
                > także przed katastrofą?
                > To jak to jest? Czy ja czegoś nie rozumiem?


                Niezależnie od tego, "jak to jest" akurat tym doniosłym medialnym doniesieniem
                bym się nie przejmował. Dla określenia przyczyn katastrofy nie ma znaczenia
                treść okrzyków jakie wnosili pasażerowie saloników na kilka sekund przed śmiercią.
                • zuzka111 Re: przecieki z czarnych skrzynek??? 18.04.10, 23:36
                  Napisali "kilkadziesiąt", a nie kilka. I to akurat jest zasadnicza
                  różnica.
                  • ploniekocica Re: przecieki z czarnych skrzynek??? 18.04.10, 23:40
                    proszę się nie podczepiać pod moje pytanie techniczne ze spiskowymi teoriami.
                    ja pytam - czy czarna skrzynka z kokpitu mogła nagrać "narastający szmer z
                    saloników"?
                  • vobo7 Re: przecieki z czarnych skrzynek??? 18.04.10, 23:42
                    zuzka111 napisała:

                    > Napisali "kilkadziesiąt", a nie kilka. I to akurat jest zasadnicza
                    > różnica.


                    A na czym polega zasadniczość tej różnicy?
                    Sądzisz, że krzykami trwogi związanymi z przeczuciem nadchodzącej katastrofy
                    pasażerowie saloników doprowadzili pilota do błędów, które spowodowały katastrofę?

                    Zuzka, wybacz, ale - zasadniczo - pozwolę sobie się nie zgodzić.
                    I wcale nie jestem pewien, czy powinniśmy wysłuchiwać okrzyków przerażenia
                    wznoszonych przez kogokolwiek, kto swój głos w ten sposób upamiętnił w
                    rejestratorze CVR.
                    • zuzka111 Re: przecieki z czarnych skrzynek??? 18.04.10, 23:46
                      Nie , to znaczy, ze jakiś czas wcześniej czegoś się śmiertelnie
                      przestraszyli, może dowiedzieli, że umrą.
                      A jak napisałam wcześniej ma to znaczenie w określeniu odległości od
                      lotniska, gdy posiedli wiedzę, że się rozbiją. Może to nie był moment
                      zetknięcia się z radiolatarnią, a parę kilometrów wcześniej.

                      Ja bym się nie zgodziła na opublikowanie okrzyków trwogi kogoś z mojej
                      rodziny. Wydaje mi się to obrzydliwe. Chyba mnie nie zrozumiałeś.
                    • ae911truthorg Re: przecieki z czarnych skrzynek??? 19.04.10, 06:53
                      Z informacji o krzykach wynika, że wszyscy wiedzieli. To może wskazywać na zmianę "zachowania się "samolotu.
                • ploniekocica Re: przecieki z czarnych skrzynek??? 18.04.10, 23:39
                  Ja się nie przejmuję z okazji nowej spiskowej teorii. Ale ponieważ nie wiem i
                  nie rozumiem to pytam. Są tu zapewne ludzie lepiej się ode mnie znający na tym.
                  Czy taka skrzynka nagrywa tylko dźwięki dochodzące z kabin samolotu rządowego,
                  czy także moje rozmowy w samolocie?

                  A poza wszystkim jeśli wiadomości prasowe w kwestiach tak zasadniczych, jak co
                  nagrywa czarna skrzynka z kokpitu drastycznie się różnią to znaczy, ze media nie
                  tylko tabloidyzuja świat, ale go zakłamują.

                  To ostatnie stwierdzenie nie ma na celu udowodnienia, ani nawet hipotezy, ze to
                  był zamach, czy jakikolwiek inny spisek kogokolwiek.
                  Najdalsza jestem od tego i zwalczam to jak mogę.
            • vobo7 Re: zasady 18.04.10, 23:22
              you-know-who napisał:

              > obowiazkowym punkem takiego planu lotu jest podanie planowanego lotniska alternatywnego

              Tylko że nikt tego planu lotu dotąd nie widział.

              No i jest jeszcze jeden problem: to nie był lot w granicach państwa. Czy zostały poczynione jakiekolwiek przygotowania na wypadek potrzeby użycia lotniska zapasowego? Np. przygotowania dyplomatyczne? Albo logistyczne (transport, wylot z odpowiednim marginesem czasowym, itp.)?

      • zilbi Re: Fakty: Co wiemy? 18.04.10, 23:41
        Wiemy tez, ze wojskowy Ił-76, stacjonujacy na codzien w smolensku z miejscowym
        pilotem przewozacy rosyjski BOR z moskwy, kilkanascie minut wczesniej probowal
        podejsc do ladowania i zrezygnowal z powodu mgly i wrocil do moskwy. To cos mowi
        o warunkach i o decyzji jako podjeli piloci. Miejscowy sie, bal ale nasi co na
        drzwiach od stodoly po leca nie byli lekliwi znowu.
        • flying-mind Re: Fakty: Co wiemy? 18.04.10, 23:48
          Il-76 prawdopodobnie zszedl do "wysokosci decyzyjnej", ktora jest
          najnizszym bezpiecznym pulapem. Sprawdzil, ze nie widzi pasa i
          odlecial. To standardowa procedura przy zlaj widocznosci. Polacy
          powinni byli zrobic to samo. Z ostatniego komunikatu do wiezy mogloby
          wynikac, ze tak chcieli zrobic... Ale nie zrobili.
          • zilbi Re: Fakty: Co wiemy? 18.04.10, 23:58
            No wlasnie nie tak, na takim lotnisku jak tam wysokosc graniczna ponizej ktorej
            nie nalezy schodzic nie widzac ziemie jest 100 m. Il-76 najprawdopodbniej na
            takiej wysokosci przelecial nad lotniskiem stwierdzil ze warunkinie pozwalaja
            ladowac i wrocil do moskwy. Piloci tutki probowali wyladowac azeby to zrobic
            prawidlowo trzeba przeleciec 80m nad NDB czyli juz ponizej progu na ktory nie
            pownno sie schodzic.


            flying-mind napisała:

            > Il-76 prawdopodobnie zszedl do "wysokosci decyzyjnej", ktora jest
            > najnizszym bezpiecznym pulapem. Sprawdzil, ze nie widzi pasa i
            > odlecial. To standardowa procedura przy zlaj widocznosci. Polacy
            > powinni byli zrobic to samo. Z ostatniego komunikatu do wiezy mogloby
            > wynikac, ze tak chcieli zrobic... Ale nie zrobili.
            • flying-mind Re: Fakty: Co wiemy? 19.04.10, 00:08
              Wyglada, ze oni zeszli ponizej NDB. Ale jesli wierzyc kontrolerowi
              ruchu, to wieza dostala informacje ze beda podchodzic do ladowania, a
              jak sie nie uda to odleca. To zgodnie z procedurami nie moze znaczyc
              nic innego, jak zejszcie do "wysokosci decyzyjnej" (ty piszesz, ze to
              100m, ja gdzies slyszalem ze 120, ale to bez znaczenia). Mieli w kazdym
              razie procedure, ktora pozwalala zrobic bezpiecznie to, co zrobil Il.
              No w kazdym razie powinni miec.
              • zilbi Re: Fakty: Co wiemy? 19.04.10, 00:19
                Zgodnie z procedurami, jakie sa opisane na forum lotnictwo.net (obowiazuja
                lotnictwo cywilne a nie wojskowe). Powinni na wysokosci NDB odleciec bo tam juz
                powinni widziec ziemie dobrze. A w tym momencie powiadomili kontorle lotow ze
                sprobuja wyladowac. Nie mozna niestety porownywac decyzji ich z decyzjami pilota
                Il-76, bo w lotnictwie wojskowym rosyjskim ostateczna decyzja nalezy do obslugi
                naziemnej lotniska, ktora moze wydac rozkaz pilotowi. W polskim i
                zachodnioeuropejskim lotnictwie kontrolel moze wydac tylko zalecenia a nie
                rozkazy. Na pewno po tej katastrofie powinno sie podac do dymisji conajmniej
                dowodztwo sil powietrznych, nie do pomyslenia jest 2 taka sama katastrofa w
                ciagu 2 lat. Tak samo byla z CASA w miroslawcu, mgla, lotnisko wojskowe o nie
                najlepszym standardzie wycieczka VIP-ow, piloci postanawiaja ladowac wbrew
                regulom bezpieczenstwa i koncza w lesie.
              • vobo7 Re: Fakty: Co wiemy? 19.04.10, 00:25
                flying-mind napisała:

                > Mieli w kazdym razie procedure, ktora pozwalala zrobic bezpiecznie to, co
                zrobil Il.


                Ił mógł schodzić korzystając z SP-50 (albo PRGM). To są różne procedury. Pomijam
                fakt, iż Ił jest skonstruowany tak, aby lądować w złych warunkach, na krótkich
                pasach, itd. - zaś nasz Tu - już niekoniecznie.
    • szydlo4 Proszę o ocenę moich przemysleń: 18.04.10, 23:49
      1. Samolot krąży 3 razy nad lotniskiem (ok. 10 minut), a więc trudno rozpoznać
      sytuację. Bo gdyby było łatwo może jeden raz by wystarczył
      2. Niewątpliwy nacisk pośpiechu (zostało 35 do 45 minut do otwarcia "pikniku".
      Mogło dojść do waśni pomiędzy ochroną Prezydenta a wojskowymi pasażerami a może
      też innymi (wszyscy ważni)
      3. Piloci podejmują decyzję o lądowaniu ale podchodzą z małego kółka, nie jak
      zwykle z dużej odległości ze zdefiniowaną predkością; tu predkość musiała być
      mniejsza
      4. Ta mniejsza prędkość lotu z najścia z małego kółka spowodowała szybkie
      opadanie w dół i na nic zdały się nawet prawidłowe wskazania przyrządów. Piloci
      zdawali sobie z tego sprawę. W miarę doświadczeni piloci mają opanowane dobrze
      odczyty; przecież to główna rzecz na które patrzą
      Co na to spece, ja niestety mam tylko prawo jazdy kat B samochodowe i motocyklowe.
      • wi42 Re: Proszę o ocenę moich przemysleń: 19.04.10, 01:02
        Niesety tez mam prawa jazdy a nie latania, wiec to nie jest to
        odzywka ezperta, ale przemawia to mnie w twojej hipotezie to, ze
        mniejsza predkosc mogla spowodowac szybsze niz piloci chcieli
        opadanie.

        szydlo4 napisał:

        > 1. Samolot krąży 3 razy nad lotniskiem (ok. 10 minut), a więc
        trudno rozpoznać
        > sytuację. Bo gdyby było łatwo może jeden raz by wystarczył
        > 2. Niewątpliwy nacisk pośpiechu (zostało 35 do 45 minut do
        otwarcia "pikniku".
        > Mogło dojść do waśni pomiędzy ochroną Prezydenta a wojskowymi
        pasażerami a może
        > też innymi (wszyscy ważni)
        > 3. Piloci podejmują decyzję o lądowaniu ale podchodzą z małego
        kółka, nie jak
        > zwykle z dużej odległości ze zdefiniowaną predkością; tu predkość
        musiała być
        > mniejsza
        > 4. Ta mniejsza prędkość lotu z najścia z małego kółka spowodowała
        szybkie
        > opadanie w dół i na nic zdały się nawet prawidłowe wskazania
        przyrządów. Piloci
        > zdawali sobie z tego sprawę. W miarę doświadczeni piloci mają
        opanowane dobrze
        > odczyty; przecież to główna rzecz na które patrzą
        > Co na to spece, ja niestety mam tylko prawo jazdy kat B
        samochodowe i motocyklo
        > we.
    • de-tusk Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 19.04.10, 00:11
      flying-mind napisało, co wiedziało.
      A leciało w życiu samolotem ? Nie.

      • vobo7 Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 19.04.10, 00:30
        de-tusk napisał:

        > flying-mind napisało, co wiedziało.
        > A leciało w życiu samolotem ? Nie.

        flying-mind, z którym się w większości nie zgadzam, napisało coś, co jakoś
        przemyślało, oraz uzasadniało - i to całkiem obszernie. dzięki czemu zresztą
        można z flying-mind polemizować.

        Ty swojej krytyki flying-mind niczym nie uzasadniasz.
        • twurcapunktu Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 19.04.10, 01:18


          Czy ktos zauwazyl, ze tylko wschodnia Europa przyjechala na pogrzeb.
          "Zachod" jak zawsze sie na Nas wypial. Maja Nas gdzies. Tak jak i ten
          blazen Obama.

          "Chmura pylu"...zalosna wymowka.
          Wlasnie w niedziele byly NAJLEPSZE warunki do lotow!!!!!

          Puste niebo zamkniete dla ruch. Czyste, wolne niebo. Pulap 3 tys
          metrow. Nawet polski pilot dalby sobie rade...
          • you-know-who ponizej poziomu 19.04.10, 01:57
            do 6 tys m mozna bylo latac bez najmniejszej obawy. tez nie rozumiem do konca,
            dlaczego nie latali. dokladniej, jaka mieli wymowke.
            • dziwnoknurski2 bo 3-6km nie da sie tak szybko leciec jak na 9-12 19.04.10, 02:04
              zuzywa sie tez wiecej paliwa
              Zachód jest pragmatyczny, Wschód mistyczny
              temu oni sie nie rozbijają tak często
              • dziwnoknurski2 Główną przyczynę katastrowy znamy już na pewno 19.04.10, 02:37
                Brak alternatywnego planu. Lecieli na uroczystość na styk. Nie mieli nawet czasu
                lecieć do Witebska i spróbować przeczekać mgły; o podróży samochodem z innego
                lotniska nie wspominając.
                Rezygnacja z uroczystości oznaczałaby kompromitację ś.p. Prezydenta
                Kaczyńskiego, który był wrażliwy na punkcie honoru i słabo stał w sondażach.
                Załoga w momencie startu wiedziała, że ląduje w Smoleńsku albo klapa. Czy
                wywierano dodatkową presję w czasie lotu ma znaczenie drugorzędne.
                Podobnie jak bezpośrednia przyczyna katastrofy. Słaba widoczność i ostrzeżenia
                wieży stanowiły wystarczający powód do rezygnacji z lądowania gdyby istniał plan
                alternatywny.
                Pokój duszom tragicznie zmarłych
                Oby ta tragedia przecieła polska tradycje niepotrzebnytch ofiar
              • ergief Re: bo 3-6km nie da sie tak szybko leciec jak na 19.04.10, 02:40
                "> zuzywa sie tez wiecej paliwa"
                No i bilety trzeba by inaczej skalkulować. Nie wiedziałem że na przeloty prez.
                Obamy wylicza się paliwo jak w tanich liniach lotniczych.
                • dziwnoknurski2 nie wylicza, ale kalkuluje ryzyko jak pragmatyk 19.04.10, 02:54
                  na 3-6km jest sie bardziej zaleznym od pogody i turbulencji, sa wieksze
                  obciążenia samolotu. Obama stwierdził ze ryzyko jest zbyt duże. Z całym
                  szacunkiem pogrzeb pary prezydenckiej nie był dla Obamy sprawą zycia i smierci
    • protoplex Wyjaśnię ci to 19.04.10, 02:56
      Są dwa typy wysokościomierzy w dużych samolotach - ciśnieniowy i radiowy. Pierwszy działa na każdym pułapie i wskazuje wysokość na podstawie ciśnienia atmosferycznego (nie jest zbyt dokładny). Drugi radiowy działa w zakresie 0-300 m NAD POZIOMEM ZIEMI, to znaczy mierzy odległość do gruntu na podstawie odbić impulsów radiowych. Ten drugi jest znacznie dokładniejszy w swych pomiarach od ciśnieniowego. Tylko, żeby go poprawnie używać trzeba znać (albo przynajmniej widzieć) ukształtowanie terenu. Zapewne piloci korzystali z tego drugiego dokładniejszego, ale niestety przez mgłę nie widzieli nic.
    • sp5ewx Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 19.04.10, 06:35
      jestem pilotem komunikacyjnym z nalotem 170000 godz ...aktualnie
      capt B-747-400 ...W zasadzie nie udzielam sie na
      forum ....przepraszam dla laikow bo po wypowiedziach to widze .Wg
      mnie przyczyna katastrofy , jak to zwykle bywa , nie jest
      jedna ...Analizujac wszystko ...wg mnie bezposrednia
      przyczyna ...pomijam przyczyny posrednie od ktorych wszystko sie
      zaczelo, pomijam ...moze byc b prozaiczna i na dobra sprawe sam w to
      w zasadzie nie wierze.ale poniewaz zaloga byla w duzym stresie ,
      moglo sie to zdarzyc .Ustawione zostalo cisnienie na
      wysokosciomierzach QNH zamiast QFE ...w Rosji lata sie na to
      ostatnie ..w cywilizowanym swiecie na to pierwsze.Tlumaczac na
      ludzki jezyk ...ustawiajac cisnienie QNH wg wartosci QFE samolot
      jest w reczywistosci ponizej wysokosci rzeczywistej dokldnie o tyle
      ile wynosi wysokosc elewacji lotniska ...Krotko mowiac , jesli
      Smolensk lezy na wysokosci 100m nad poziomem morza , to zaloga mylac
      te dwa nastawy znajdowala sie na wysokosci np 50m zamiast 100 m jak
      pokazywal wysokosciomierz.Bylby to jednak blad tak zasadniczy , ze
      az trudno uwierzyc, ze mozliwy do popelnienia.Jednak jak zycie
      pokazuje a prawo Murphy'ego definiuje ...jesli cos sie moze zdarzyc
      to kiedys na pewno sie zdarzy.Jest jeszcze radiowysokosciomierz...z
      tym ze w sytacjach stresowych ...a na pewno to byla sytuacja
      stresowa , pole widzenia mocno sie zaweza...chyba ze zaloga jest
      dobrze obznajomiona CRM(Crew Recource Menagment), wiec ma swiadomosc
      zagrozen i mozliwosci popelniania bledow w sytuacjach zagrozenia i
      potrafi temu przciwdzialac(przypadek CASY byl wrecz szkolnym
      przykladem katastrofy wg CRM)Ja osobiscie lotnictwo wojskowe
      pozegnalem wieki temu(1986) ale z mojego rozeznania w armii od
      mojego odejscia jesli chodzi o te sprawy , niewiele sie zmienilo.A
      wracajac do konkretow ...wyladowac na dwie NDB w takich warunkach na
      tym samolocie byloby naprawde mistrzostwem swiata.Nawet na ILS
      podejscie i ladowanie przy podstawie 30m i widzialnosci 200-400m
      wymaga niejakiej wprawy.A tak dla podsumowania ..nie wiem ile w roku
      lataja piloci ze "specpulku"...ja latam ok 1000godz rocznie i wg
      mnie minimalny nalot roczny w lotnictwie komunikacyjnym, ktory
      pozwala pilotowi czuc sie pewnie to jest ok 500 godz i minimum 80-
      100 ladowan rocznie ..a stricte , piloci ze specpulku sa pilotami
      komunikacyjnymi.Mozliwe ze sie myle w swoich
      dywagacjach ...Pozdrawiam wszystkich uczestnikow forum
      capt B-747
      • you-know-who Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 19.04.10, 07:32
        dzien dobry, p. kpt.

        nie, nie wydaje mi sie ze zaloga mogla uzywac QFE zamiast QNH (chociaz kto wie,
        tu nic nie wiadomo!). dlaczego? dlatego, ze skosili drzewo 1100 m od progu pasa
        na wysokosci -8 m (MINUS 8m) wzgledem pasa.
        luckybogey.files.wordpress.com/2010/04/17502895pzs.jpg
        luckybogey.wordpress.com/2010/04/15/tragedy-in-smolensk-a-terrible-echo-of-polands-past/
        wg ustawienia QNH byloby to 242 m na altymetrze cisnieniowym.

        duzo latwiej jest nie zauwazyc problemu z wysokoscia kiedy widzi sie
        katem oka (bo nie sledzili wysokosci zbyt uwaznie w zadnym przypadku?) za
        altymetr schodzi do 242 m czyli ok 700ft, a nie -24ft, prawda? a piloci mieli
        dwa takie przed nosem, kazdy po jednym.

        nikt z nas nie widzial karty podejscia nieprecyzyjnego na siewiernyj,
        jednak takie approach charts dla wnukowa czy demodedowa podaja
        male tabeli wysokosci i odleglosci od pasa zarowno w m jak i ft.
        luckybogey.files.wordpress.com/2010/04/sft0408-s1.jpg
        zatem trudno naprawde zrozumiec jak mozna bylo popelnic tak duze
        odchylenie w pionie, zwlaszcza majac TAWS wyprodukowany w Tuscon, AZ.

        jeszcze jedna ciekawa rzecz, te standardy dla ladowania przy roznych wariantach
        urzadzen nawigacyjnych mowia, ze tu-154 ma nastepujace minima meteo przy
        ladowaniu na dwa NDB: 120m MDA (MDH), oraz 1800 m widocznosci na poziomie pasa.

        luckybogey.files.wordpress.com/2010/04/minimum.gif
        oczywiscie zaloga zignorowala MDA, zignorowala to ze w ogole nie powinna
        probowac ladowac ze wzgledu na widocznosc pozioma,
        opadala za szybko i znalazla sie w koncu 8 m pod(!) poziomem pasa, skad wyszla
        ponad poziom pasa ale chyba juz z uszkodzeniem skrzydla i zmniejszona
        predkoscia, wiec ich los byl przesadzony.

        nota bene, nie wiedzialem, ze tu-154 moze byl tak trudny w pilotowaniu. otoz w
        1981r. zdarzyl sie wypadek, gdzie zaloga zle wyliczyla srodek ciezkosci i mase
        przed ladowaniem tu-154B w norilsku.
        problemy zaczely sie jak bledna kalkulacja spowodowala obranie predkosci
        podchodzenia 265 kmh zamiast 270 kmh (minimalna wydawaloby sie roznica!). byli
        mocno obciazeni na nos (max fwd c.g.) i nie mogli zmniejszyc szybkosci opadania,
        uderzyli w ziemi 400m przed pasem z pr. pionowa 4-5 m/s. wiekszosc pasazerow i
        zalogi zginela.
        byl tylko jeden taki wypadek i nie sadze zeby to samo stalo sie tu,
        pokazuje to jednak jak trudno jest czasem szybko wyjsc na tu-154 z szybkiego
        opadania. zalodze w smolensku to sie udalo - wzniesli sie ponad 20 m od
        pierwszego uderzenia w drzewo i drugiego, ale wiadomo ze turbiny nie rozkrecaja
        sie szybciej niz w 10-15 sekund no i z klapami nie jest latwo takim ciezkim i
        szybkim samolotem przekonfigurowac sie. mogli pociagnac po prostu w gore ale
        stracic sporo predkosci i manewrowosci, plus uszkodzone skrzydlo -> przechyl
        ~75-90 stopni.

        zgineli bo zaczeli bardzo szybko schodzic, tak jakby blednie rozumieli odleglosc
        od lotniska, chociaz wieza miala radar (cos w rodzaju SAR raczej, nie PAR) i
        mowila im jak daleko sa, rowniez uprzedzala o za szybkim opadaniu, choc nie
        wiemy dokladnie kiedy, czy nie za pozno.

        pzdr. od pilota RV6, nieco mniejszego niz panski 747 :-)
        • you-know-who wiarygodna rekonstrukcja profilu podejscia 19.04.10, 07:42
          picasaweb.google.ru/Amlmtr/MWzNeJ#5461626775011021650
          • ae911truthorg Re: wiarygodna rekonstrukcja profilu podejscia 19.04.10, 11:01
            Mając na uwadze rekonstrukcja można uwierzyć w błąd pilota. Mam tylko pytanie.
            Schodził prawidłowo, nagły spadek wysokości na wskaźnikach OK. Tylko, że znał
            ten efekt bo już tam latał, chyba że zostanie udowodnione: że był tam pierwszy
            raz, że koledzy którzy tam lądowali nie uprzedzili Go.
            • you-know-who wiarygodna rekonstrukcja ostatniego manewru 19.04.10, 17:09
              obawiam sie ze piloci w norilsku tez nie ladowali tam pierwszy raz.
              nawet jesli polscy piloci ladowali wiele razy w smolensku, nie pamietali
              dokladnie uksztaltowania terenu. nawet jesli by mieli jakiegos google earth w
              czaszce, i tak lecieli bez widocznosci i mieli mala orientacje gdzie na mapie
              sa. zadanie wyladowania przez zejscie pod chmury/mgle bylo dla nich absolutnie
              niewykonalne. widocznosc 50-100m w wawozie, to odleglosc pokonywana przez
              samolot lecacy 75 m/s w jedna sekunde.

              wiarygodnosc rekonstrukcji profilu pionowego lotu mozna potwierdzic na podstawie
              fizyki. otoz wiemy jaka byla predkosc samolotu na podejsciu (z duza
              dokladnoscia, jak widac nawet niewielkie odchylki bylyby niebezpieczne wiec
              zaloga na pewno starala sie ich unikac) - pomiedzy 70 a 80 m/s, zalozmy 75 m/s
              czyli 270 km/h.

              wg. rekonstrukcji, predkosc opadania w momencie przekroczenia poziomu lotniska
              wynosila okolo 6 m/s, wysokosc nad terenem 30m.
              to byl moment kiedy piloci zobaczyli ziemie. natychmiast (po ulamku sekundy)
              pociagneli wolant i samolot zaczal wyrownywac lot.
              250 m dalej samolot osiagnal najnizsze polozenie, ok 10m ponizej pasa
              startowego. przestali opadac po 250/75 = 3.3 sekundy.
              zaczeli sie wznosic. 0.3 s pozniej lecieli mniej wiecej rownolegle do terenu na
              wysokosci ok 3 m, skosili czubek pierwszej malej brzozki.

              tu nalezy zadac sobie pytanie o przeciazenie. jakie przeciazenie postuluje ten
              scenariusz? to b. wazne, dlatego ze po pierwsze w wolnym locie (ok 130%
              predkosci przeciagniecia) nie da sie wymusic na samolocie duzych przeciazen -
              mozna jedynie doprowadzic do przeciagniecia (stall). po drugie, mniej wazne w
              zwiazku z poprzednim zdaniem, jest to ze konstrukcja samolotu nie wytrzymalaby
              duzego przeciazenia i skrzydla zlamalyby sie nad tym pierwszym drzewem i samolot
              nie uniosl by sie tak, jak to zrobil, powyzej poziomu pasa.

              jednak wszystko sie zgadza: predkosc pionowa z -6 m/s spadla do 0 m/s w ciagu
              3.3 s, co odpowiada przeciazeniu +0.18g. to bardzo realistyczny scenariusz, z
              punktu widzenia aerodynamiki lotu.
              • ae911truthorg Re: wiarygodna rekonstrukcja ostatniego manewru 19.04.10, 17:25
                Nie neguję realności profilu pionowego lotu, dałem nowy wątek "Realistyczna
                wizualizacja lotu". Zainteresowało mnie zdanie pilota-komentatora ok.20 s. "On
                oczekiwał, że tu będzie pas.Nie mam pojęcia czemu ". Wizualizacja pomija etap
                obniżenia i wznoszenia. Nie jest jasne czemu nastąpiło odchylenie w
                poziomie.Czyżby wątpliwości pilota wyjaśniały to ?
                • you-know-who Re: wiarygodna rekonstrukcja ostatniego manewru 19.04.10, 17:36
                  odchylenie w poziomie to wynik sciecia czesci lewego skrzydla przez drugie
                  drzewo. lotki albo zostaly zablokowane albo nie wyrownaly przechylu i samolot
                  obracal sie i skrecal w lewo az spadl na lewo od pasa, w kierunku 30-40 stopni w
                  lewo.
                  • ae911truthorg Re: wiarygodna rekonstrukcja ostatniego manewru 19.04.10, 17:47
                    Mam nadzieję, że nie wyśmiejesz bardzo tej teorii. Ktoś na wątku napisał o
                    obecności na lotnisku mobilnej radiolatarni nieznanego typu. Pilot dziwi się, że
                    samolot szuka pasa w złym kierunku, na wizualizacji przedłużenie realnej linii
                    lotu kończy się na bocznym pasie lotniska. Czy jest realne, żeby pilot "dał się
                    nabrać" na nagłą zmianę położenia radiolatarni ? Nie chce mi się wierzyć.
                    • vobo7 Re: wiarygodna rekonstrukcja ostatniego manewru 19.04.10, 18:00
                      > Ktoś na wątku napisał o obecności na lotnisku mobilnej radiolatarni
                      nieznanego typu.


                      Mam nadzieję, że nie chodzi o mój post kilka linijek niżej. Pytałem bowiem o
                      latarnię (świetlną) a nie radiolatarnię. Zaś jej typ nie jest "nieznany", ale
                      nieznany mnie :)
                      • ae911truthorg Re: wiarygodna rekonstrukcja ostatniego manewru 19.04.10, 18:08
                        vobo7 napisał:

                        > > Ktoś na wątku napisał o obecności na lotnisku mobilnej radiolatarni
                        > nieznanego typu.

                        >
                        > Mam nadzieję, że nie chodzi o mój post kilka linijek niżej. Pytałem bowiem o
                        > latarnię (świetlną) a nie radiolatarnię. Zaś jej typ nie jest "nieznany", ale
                        > nieznany mnie :)
                        Przepraszam ;) Pozostaje jednak wątpliwość, czy mogła to być radiolatarnia, czy
                        nie ?
                        • ae911truthorg Re: wiarygodna rekonstrukcja ostatniego manewru 19.04.10, 18:27
                          ae911truthorg napisał:
                          > Przepraszam ;) Pozostaje jednak wątpliwość, czy mogła to być radiolatarnia, czy
                          > nie ?
                          Nie ja jeden wpadłem na ten scenariusz, tutaj fachowo (?) jest to opisane
                          niezalezna.pl/article/show/id/33217
                          • zuzka111 Re: wiarygodna rekonstrukcja ostatniego manewru 19.04.10, 18:30
                            teraz znalazłam jeszcze coś takiego:
                            blogmedia24.pl/node/27894
                        • zuzka111 Re: wiarygodna rekonstrukcja ostatniego manewru 19.04.10, 18:30
                          Ja pisałam o mobilnej antenie nbd, bo takie sugestie pojawiły się na
                          jakmś rosyjskim forum.
                          Dodatkowo to, co jest brane za radiolatarnię ndb ( taki mały obskurny
                          budynek z masztem antenowym) to nie jest latarnia NDB, ona znajduje się
                          wcześniej:
                          www.wikimapia.org/#lat=54.8211375&lon=32.055831&z=15&l=28&m=b
                          pierwszy, większy kwadrat na mapie przed miejscem katastrofy.
                          Jeżeli zdarzyło się tak, że na przykład na wojskowym samochodzie
                          widocznym na którymś zdjęciu zrobionym przez Rosjanina, który
                          fotografował połamane drzewa znajduje się mobilna latarnia, to czy ona
                          zakłócała pracę tej pierwszej. A ten samochód znajdował się mniej więcej
                          na poziomie, gdy samolot zboczył z linii pasa.
                          • vobo7 Re: wiarygodna rekonstrukcja ostatniego manewru 19.04.10, 19:00
                            Tylko mnie oboje nie wciągajcie do spiskowych wersji teorii ;)
                            Ja zadałem całkiem niewinne pytanie o kawałek czegoś co, moim zdaniem, świeci i nie służy do wprowadzania pilotów w błąd, ale jakby - przeciwnie:)

                            W ogóle uważam, że w tym akurat wątku można by teorii spiskowych nie rozważać. W końcu jest na to wątek oddzielny.

                            > Dodatkowo to, co jest brane za radiolatarnię ndb ( taki mały obskurny
                            > budynek z masztem antenowym) to nie jest latarnia NDB


                            Zuzka, a trafiłaś na zdjęcia tego, co jest radiolatarnią NDB?
                            Tzn. jakieś ujęcia z bliska, oczywiście na tym lotnisku, a nie w ogóle; bo inne widziałem. Pamiętam też, że odnośnie jednego z masztów ktoś się wypowiadał w tym sensie, że to nie był masz anteny ale instalacji odgromowej.
              • you-know-who krotkie podsumowanie 19.04.10, 17:31
                nie da sie skosic drzew ktore zostaly skoszone tam gdzie staly inaczej niz w
                wyniku scenariusza toru lotu nakreslonego przez Сергейa.
                gwaltowne wyrownanie lotu dopiero na poziomie lotniska, 30 m nad ziemia oznacza
                rzecz nieslychana, w ktora wszyscy tutaj nie mozemy uwierzyc: piloci na
                podejsciu do ladowania urzadzili sobie lot wizualny we mgle tuz przy ziemi.
                nie widze innej mozliwosci. instrumenty pokazywaly niebezpieczenstwo. kontroler
                uprzedzal. zostalo to zignorowane i dopiero widok ziemi przerwal opadanie.

                czy po scieciu czubka pierwszego drzewa mieli jeszcze szanse uratowac sie? chyba
                tak, musieli pechowo uszkodzic jakies powierzchnie kontrolne albo w naturalnym
                odruchu pociagnac wolant za mocno i przeciagnac. gdyby nie uszkodzili samolotu i
                nie przeciagneli, to czysto teoretycznie mieli dostatecznie duzo predkosci by
                nie zahaczyc o drzewa blizej pasa.

                dla tych, ktorych interesuje pytanie "od kiedy pasazerowie wiedzieli ze cos jest
                zle": 13 s przed uderzeniem w ziemie poczuli przeciazenie, 10 s przez nia
                uderzenie pierwszego drzewa, a 3-6 s przed katastrofa nastepnych.
          • vobo7 Re: pytanie o oświetlenie. 19.04.10, 15:26
            Na zdjęciu nr 26 w galerii Siergieja, na lewo od budynku z NDB, stoi samochód ciężarowy. Wygląda na jakiś rodzaj mobilnej latarni (latarnia lotniskowa, latarnia tożsamości?). Jeśli się dobrze domyślam, to czy mógłbyś wyjaśnić lokalizację takiej latarni - tzn. czy ona winna być właśnie w tym miejscu ustawiona (przy NDB), bo tak się przyjęło? Czy ona jest/powinna być włączona w ciągu dnia?

            Jeśli wiesz, jaki to może być rodzaj latarni, to też napisz, bo od tego zapewne zależy jakim kolorem (kolorami) ona błyska.
      • zuzka111 Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 19.04.10, 09:42
        Proszę wybaczyć ale 170tyś godzin to chyba pomyłka o jedno "0".
        • rudyrycho Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 19.04.10, 11:50
          zuzka111 napisała:
          > Proszę wybaczyć ale 170tyś godzin to chyba pomyłka o jedno "0".

          A 170tyś to chyba pomyłka o jedną kreseczkę nad "s". :)
          • zuzka111 Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 19.04.10, 12:04
            Owszem, masz rację. :)
          • sp5ewx Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 19.04.10, 21:52
            Absolutnie sie zgadza ...mialo byc 17 tys ...
    • zuzka111 Zdjęcie z kabiną pilotów i kadłubem 19.04.10, 09:37
      może kogoś zainteresuje:
      kabina pilotów i kadłub:
      xronika.az/main/11046-sledovateli-ishhut-ostanki-pogibshix-pod.html
      a tu druga strona:
      www.k2kapital.com/news/193036/
      nie wygląda jakby się rozpadł na kawałki.
      • moreandmore Re: Zdjęcie z kabiną pilotów i kadłubem 19.04.10, 09:56
        Zuzka, czy to jest na pewno TEN samolot, czy ilustracja z innej katastrofy?
        • zuzka111 Re: Zdjęcie z kabiną pilotów i kadłubem 19.04.10, 10:03
          Niestety nie mam 100% pewności, zdjęcia znajdują się w tekstach o tej
          katastrofie.
          Może to znów jakies "przekłamanie" :(
        • zuzka111 To chyba jakaś bzdura 19.04.10, 10:12
          pospieszyłam się z tym wklejaniem.
      • wpacanowiekozykuja Re: Zdjęcie z kabiną pilotów i kadłubem 19.04.10, 23:08
        i, że niby streylizacja głupich to był zły pomysł amerykanów?
      • wicker_man.73 Re: Zdjęcie z kabiną pilotów i kadłubem 19.04.10, 23:24
        zuzka111 napisała:

        > może kogoś zainteresuje:
        > kabina pilotów i kadłub:
        > rel="nofollow">xronika.az/main/11046-sledovateli-ishhut-ostanki-pogibshix-pod.html
        > a tu druga strona:
        > www.k2kapital.com/news/193036/
        > nie wygląda jakby się rozpadł na kawałki.

        Samolot turecki, a wypadek w Amsterdamie.
        Jest to jednak dobry przykład jakie media stosują chwyty, by "uatrakcyjnić" swoje newsy.
    • adamiecki Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 19.04.10, 09:41
      Informacja o krzykach w przedziale dla pasazerow na kilkadziesiat
      sekund przed uderzeniem w ziemie potwierdza moja hipoteze
      , ktora
      opisalem tutaj:

      forum.gazeta.pl/forum/w,1157,109929683,109929683,Ptaki_w_poblizu_lotniska_8230_.html

      Krzyki pasazerow nie mogly byc spowodowane niczym innym jak tylko
      widokiem dymu i plomieni wydobywajacych sie z jednego z silnikow
      .
      Ani bliski widok ziemi, ani ryk silnikow, ani tez
      gwaltowne wibrowanie maszyny, nie sa jeszcze powodem do paniki.
      Pilot tez na pewno nie mial czasu, zeby opowiadac przez intercom o
      swoich wrazeniach, wiec to bylo cos, co pasazerowie mogli sami
      ocenic jako nowe realne zagrozenie dla ich zycia. A dymiacy silnik z
      blyskajacymi plomieniami mogl byc tym widokiem…

      Skad ten dym i plomienie? Tak jak przypuszczam do sprezarki
      jednego z silnikow wpadl ptak, jeden z tysiecy ptakow jakie z tej
      dolinie, posrod bagien i rozlewisk rzecznych uwily sobie gniazda i
      rozpoczely wlasnie sezon legowy
      , a niektore jeszcze tam
      przelatuja w drodze do wyznaczonego celu w ramach wiosennej migracji.

      Uderzenie ptaka w lopatki sprezarki nie musi jej zaraz rozwalic
      (predkosc lotu nie byla dramatycznie wysoka), ale szczatki takiego
      ptaka dosc skutecznie zablokuja wlot sprezonego powietrza do silnika
      (wloty powietrza sa bardzo waskie i niewielkie, wiec nie trzeba
      wiele materialu, zeby je przyblokowac). Zmniejszenie ilosci
      powietrza doplywajacego do turbiny przy niezmienionym wydatku
      paliwa, prowadzi do niepelnego spalania tego paliwa. Czarny dym
      (duza zawartosc CO) wydostajacy sie na zewnatrz silnika jest wlasnie
      tego oznaka. Ten tlenek wegla spala sie w wysokiej temperaturze
      spalin, kiedy mieszaja sie one ze swiezym powietrzem (stad widok
      blyskajacych plomieni wsrod tego dymu na zewnatrz silnika).

      Dlaczego samolot znalazl sie tak nisko tez omowilem wczesniej w
      swojej hipotezie. W tym miejscu moje przypuszczenie zgadza sie
      dokladnie z tym, ktore opisal wczoraj Szydlo4 (zbyt duze wytracenie
      predkosci w wyniku podejscia z malego kolka) oraz zjawisko obnizenia
      mocy silnikow z powodu wejscia w b. wilgotne powietrze.
      Powtorze tu jak to dziala: sprezone powietrze z duza zawartoscia
      wilgoci obniza gwaltownie temperature spalin (wilgoc utrudnia pelne
      spalanie i wchlania cieplo). Zanurkowanie z duzej wysokosci w
      wilgotna mgle nad ziemia moze spowodowac gwaltowny spadek mocy
      silnikow przy tym samym wydatku paliwa (tzn przy polozeniu “raczki
      gazu” bez zmian). Pilotowi w takim przypadku moze sie zdawac, ze
      silniki pracuja z taka sama moca jak na wyzszej wysokosci, bo nie
      odejmowal gazu, ale jest to mylace, bo moc drastycznie zmalala i
      dopiero odczyt wskazania przyrzadow (wysokosciomierz i wskaznik
      predkosci) moga dac pilotowi do zrozumienia co sie stalo, i na to
      potrzeba chwile czasu…

      Na tym lotnisku zdarzylo sie wczesniej kilka katastrof,
      niwykluczone ze z tych samych powodow, ale zapewne te powody zostaly
      utajnione, jako ze dotyczyly maszyn wojskowych.
      Samolot zszedl niespodziewanie nisko w takim rejonie z dala od
      lotniska, gdzie byly wlasnie te nieszczesne ptaki (jak
      przypuszczam). Gdyby schodzil po wlasciwej sciezce, w miare wysoko
      na pewno uniknalby takiego zdarzenia…

      --------------------

      Zgadzam sie rowniez z Klasa62, ktory napisal:
      Nie mam pretensji do Załogi, tylko do tych, którzy ich wyznaczyli na
      ten lot. Sami się przecież nie "mianowali" załogą prezydenckiego
      samolotu.
      Wczesniej w podobny sposob, ktos podal ironiczny komentarz
      doswiadczonego pilota linii lotniczych, ktorych przez cale lata
      trenuje sie pod katem MAKSYMALNEGO BEZPIECZENSTWA. Doswiadczony
      pilot lotnictwa cywilnego nie podejmowalby sie w zadnym przypadku
      tak ryzykownych manewrow na jakie zdecydowal sie ten pilot wojskowy.
      Moze nie byla to jeszcze brawura, ale na pewno bardzo zla ocena
      ryzyka, moze nawet nieswiadoma. Dlaczego nieswiadoma?

      Przypomne najpierw, ze juz wczesniej dla kogos tu taka niewinna
      informacja, ze pilot studiowal dziennikarstwo i nauki polityczne,
      zabrzmialo jak powazny alarm ostrzegawczy! No wlasnie… Czyz ludziom
      dokonujacym selekcji pilotow na tak wazne stanowisko nie powinno
      dawac to takie wlasnie ambitne studiowanie w tych kierunkach, czegos
      tam do zrozumienia, np ze moze ten wlasnie pilot (wojskowy!!!)
      cierpi jednak na przerost wlasnych ambicji? Watpie, zeby ten pilot
      mogl zdac test psychologiczny jakim poddaje sie kandydatow do szkol
      lotnictwa cywilnego, ale upieram sie, ze to nie jego wina, ale tych,
      ktorzy go do sterow tego samolotu dopuscili.
      • adamiecki Ptaki w poblizu lotniska (tekst poprawiony) 19.04.10, 09:53
        Informacja o krzykach w przedziale dla pasazerow na kilkadziesiat
        sekund przed uderzeniem w ziemie potwierdza moja hipoteze
        , ktora
        opisalem tutaj:

        forum.gazeta.pl/forum/w,1157,109929683,109929683,Ptaki_w_poblizu_lotniska_8230_.html

        Krzyki pasazerow nie mogly byc spowodowane niczym innym jak tylko
        widokiem dymu i plomieni wydobywajacych sie z jednego z silnikow.
        Ani bliski widok ziemi, ani ryk silnikow, ani tez gwaltowne
        wibrowanie maszyny, nie sa jeszcze powodem do paniki. Pilot tez na
        pewno nie mial czasu, zeby opowiadac przez intercom o swoich
        wrazeniach, wiec to bylo cos, co pasazerowie mogli sami ocenic jako
        nowe realne zagrozenie dla ich zycia. A dymiacy silnik z
        blyskajacymi plomieniami mogl byc tym widokiem…

        Skad ten dym i plomienie? Tak jak przypuszczam, do sprezarki
        jednego z silnikow wpadl ptak, jeden z tysiecy ptakow jakie z tej
        dolinie, posrod bagien i rozlewisk rzecznych uwily sobie gniazda

        i rozpoczely wlasnie sezon legowy, a niektore jeszcze tam przelatuja
        w drodze do wyznaczonego celu w ramach wiosennej migracji.

        Uderzenie ptaka w lopatki sprezarki nie musi jej zaraz rozwalic
        (predkosc lotu nie byla dramatycznie wysoka), ale szczatki takiego
        ptaka dosc skutecznie zablokuja wlot sprezonego powietrza do silnika
        (wloty powietrza sa bardzo waskie i niewielkie, wiec nie trzeba
        wiele materialu, zeby je przyblokowac). Zmniejszenie ilosci
        powietrza doplywajacego do turbiny przy niezmienionym wydatku
        paliwa, prowadzi do niepelnego spalania tego paliwa. Czarny dym
        (duza zawartosc CO) wydostajacy sie na zewnatrz silnika jest wlasnie
        tego oznaka. Ten tlenek wegla spala sie w wysokiej temperaturze
        spalin, kiedy mieszaja sie one ze swiezym powietrzem (stad widok
        blyskajacych plomieni wsrod tego dymu na zewnatrz silnika).

        Dlaczego samolot znalazl sie tak nisko tez omowilem wczesniej w
        swojej hipotezie. W tym miejscu moje przypuszczenie zgadza sie
        dokladnie z tym, ktore opisal wczoraj Szydlo4 (zbyt duze wytracenie
        predkosci w wyniku podejscia z malego kolka) oraz zjawisko obnizenia
        mocy silnikow z powodu wejscia w b. wilgotne powietrze.
        Powtorze tu jak to dziala: sprezone powietrze z duza zawartoscia
        wilgoci obniza gwaltownie temperature spalin (wilgoc utrudnia pelne
        spalanie i wchlania cieplo). Zanurkowanie z duzej wysokosci w
        wilgotna mgle nad ziemia moze spowodowac gwaltowny spadek mocy
        silnikow przy tym samym wydatku paliwa (tzn przy polozeniu “raczki
        gazu” bez zmian). Pilotowi w takim przypadku moze sie zdawac, ze
        silniki pracuja z taka sama moca jak na wyzszej wysokosci, bo nie
        odejmowal gazu, ale jest to mylace, bo moc drastycznie zmalala i
        dopiero odczyt wskazania przyrzadow (wysokosciomierz i wskaznik
        predkosci) moga dac pilotowi do zrozumienia co sie stalo, i na to
        potrzeba chwile czasu…

        Na tym lotnisku zdarzylo sie wczesniej kilka katastrof,
        niewykluczone ze z tych samych powodow, ale zapewne te powody
        zostaly utajnione, jako ze dotyczyly maszyn wojskowych.
        Samolot zszedl niespodziewanie nisko w takim rejonie z dala od
        lotniska, gdzie byly wlasnie te nieszczesne ptaki (jak
        przypuszczam). Gdyby schodzil po wlasciwej sciezce, w miare wysoko
        na pewno uniknalby takiego zdarzenia…

        --------------------

        Zgadzam sie rowniez z Klasa62, ktory napisal:
        Nie mam pretensji do Załogi, tylko do tych, którzy ich wyznaczyli na
        ten lot. Sami się przecież nie "mianowali" załogą prezydenckiego
        samolotu.
        Wczesniej w podobny sposob, ktos podal ironiczny komentarz
        doswiadczonego pilota linii lotniczych, ktorych przez cale lata
        trenuje sie pod katem MAKSYMALNEGO BEZPIECZENSTWA. Doswiadczony
        pilot lotnictwa cywilnego nie podejmowalby sie w zadnym przypadku
        tak ryzykownych manewrow na jakie zdecydowal sie ten pilot wojskowy.
        Moze nie byla to jeszcze brawura, ale na pewno bardzo zla ocena
        ryzyka, moze nawet nieswiadoma. Dlaczego nieswiadoma?

        Przypomne najpierw, ze juz wczesniej dla kogos tu taka niewinna
        informacja, ze pilot studiowal dziennikarstwo i nauki polityczne,
        zabrzmialo jak powazny alarm ostrzegawczy! No wlasnie… Czyz ludziom
        dokonujacym selekcji pilotow na tak wazne stanowisko nie powinno
        dawac to takie wlasnie ambitne studiowanie w tych kierunkach, czegos
        tam do zrozumienia, np ze moze ten wlasnie pilot (wojskowy!!!)
        cierpi jednak na przerost ambicji? Watpie, zeby ten pilot
        mogl zdac test psychologiczny jakim poddaje sie kandydatow do szkol
        lotnictwa cywilnego, ale upieram sie, ze to nie jego wina, ale
        tych, ktorzy go do sterow tego samolotu dopuscili
        .
        • madameblanka Re: Ptaki w poblizu lotniska (tekst poprawiony) 19.04.10, 10:15
          mnie zastanawia to co napisał flyin-mind
          "W Smolensku znajduja sie
          dwie radolatarnie, jedna o ile dobrze pamietam 4 km od progu pasa, a
          druga przed samym progiem. Radiolatarnie wysylaja specjalne sygnaly
          tak, ze samolot przelatujac nad pierwsza z nich wie dokladnie w
          jakiej odleglosci od pasa sie znajduje. On mial jeszcze GPS i kupe
          innej elktroniki podlaczonej do komputera, ktory to powinien
          analizowac (ja sien a tym nie znam). Informacja o odleglosci od pasa
          razem z informacja o wysokosci pozwala okreslic pod jakim katem
          samolot ma schodzic, zeby trafic nad pas"


          każdy o zdrowych zmysłach widząc niepokojąco niska wysokość przeciwdziała. Chyba
          że.....coś nie działało w samolocie. Bo nie sądzę żeby pilot był samobójcą i
          zignorował sygnał roadiolatarni.
        • ae911truthorg Re: Ptaki w poblizu lotniska (tekst poprawiony) 19.04.10, 11:07
          Jakiś czas temu dałem tu komentarz "Hipoteza jest jedna"-utrata kontroli,
          niestety nie skomentowany przez nikogo, nawet tych co są fachowcami. Nie trafia
          do mnie koncepcja "ptaki", bo komentarz rosyjski już 2-go dnia był "silniki
          pracowały prawidłowo,a więc ?
          • adamiecki Re: Ptaki w poblizu lotniska (tekst poprawiony) 19.04.10, 13:25
            ae911truthorg napisał:
            komentarz rosyjski już 2-go dnia był "silniki pracowały prawidłowo"
            -----------------------------

            Rosyjski raport w sprawie “prawidlowo pracujacych silnikow” bazowal
            pewnie po prostu na braku alarmu dotyczacego awarii ktoregos
            z silnikow, ale bardzo prawdopodobne, ze parametry pracy silnika
            nakazujace wszczecie takiego alarmu nie zostaly jeszcze przekroczone
            (uszkodzony silnik dalej sie krecil choc stracil duza czesc mocy).
            To czy wszystkie silniki pracowaly prawidlowo (z pelnym spalaniem)
            to mozeby mozna odczytac z rejestru komputera pokladowego (zakladam,
            ze silniki byly wyposazone w analizatory spalin i dane byly
            rejestrowane w czarnej skrzynce; nie znam ukladu kontrolnego tych
            samolotow, wiec po trosze zgaduje). Ale analiza spalin nie jest
            niestety natychmiastowa (spaliny musza doplynac rurka do przyrzadu
            pomiarowego i sama analiza trwa chwile), a skoro potrzeba na to
            czasu, to takie dane mogly wcale nie dotrzec do komputera i nie
            zostaly zarejestrowane w czarnej skrzynce. Turbina spalinowa krecila
            sie, bo nie wszyskie wloty powietrza byly przyblokowane i w jednej
            czesci turbiny trwalo prawidlowe spalanie, kiedy w innej juz nie.
            Obroty tego silnika mogly nawet wcale nie spadac, jesli pilot w tym
            czasie “dodawal gazu”, wiec dopiero porownanie rejestrow predkosci
            obrotowej trzech silnikow na osi czasu moze dac odpowiedz na to, czy
            byl problem z ktoryms z silnikow czy tez nie.
            Tak sobie spekuluje…
            • ae911truthorg Re: Ptaki w poblizu lotniska (tekst poprawiony) 19.04.10, 13:59
              Mój komentarz był trochę złośliwy,daleki jestem od kategorycznych stwierdzeń.
              Opinie bez odczytu cz.s. uważam za spekulacje,a ocenę enuncjacji rosyjskich
              pozostawiam bez komentarza.
        • rudyrycho Re: Ptaki w poblizu lotniska (tekst poprawiony) 19.04.10, 12:05
          adamiecki napisał:
          > Krzyki pasazerow nie mogly byc spowodowane niczym innym jak tylko
          > widokiem dymu i plomieni wydobywajacych sie z jednego z silnikow.

          A czy mikrofon zainstalowany w kabinie pilotów może w ogóle
          zarejestrować krzyki w przedziale pasażerskim, skoro dzieli go od
          kabiny kilka pomieszczeń - przedział 18-osobowy, dwa saloniki i
          pomieszczenie stewardess?
          Czy informacja o krzykach w przedziale pasażerskim została
          potwierdzona przez jakiekolwiek oficjalne źródło? Jak dotąd w
          kwestii tej wypowiadał się tylko prokurator Parulski, który mówił
          o "dramatycznym" charakterze rozmów pilotów w ostatnich sekunadacj
          oraz uczestniczący w przesłuchiwaniu zapisów prokurator (bodajże
          nazwiskiem Rzepa lub coś podobnego), który użył określenia w
          stosunku do ostatnich frah=gmentów zapisu: "nieludzki krzyk
          przerażenia i bólu". O żadnych krzykach z przedziału pasażerskiego
          żaden z ww. śledczych nie wspominał. Czy nie są więc one wynikiem
          dziennikarskiej nadinterpretacji? A może coś przegapiłem w
          doniesieniach?
          • ploniekocica Re: Ptaki w poblizu lotniska (tekst poprawiony) 19.04.10, 12:09
            załozylam juz osobny wątek
            te doniesienia zostały kategorycznie zdementowane
            • rudyrycho Re: Ptaki w poblizu lotniska (tekst poprawiony) 19.04.10, 12:34
              ploniekocica napisała:
              > te doniesienia zostały kategorycznie zdementowane

              Ale hieny dziennikarskie, pismacy-sensacjofile nie ustają w
              konfabulacjach byle tylko zarobić jeszcze parę złotych. Po trupach i
              na trupach.
          • vobo7 Re: Nie ma nagrań żadnych krzyków 19.04.10, 12:09
            > > Krzyki pasazerow nie mogly byc spowodowane niczym innym jak tylko
            > > widokiem dymu i plomieni wydobywajacych sie z jednego z silnikow.
            >
            > A czy mikrofon zainstalowany w kabinie pilotów może w ogóle
            > zarejestrować krzyki w przedziale pasażerskim


            Prokuratura już to zdementowała.
          • ploniekocica Re: Ptaki w poblizu lotniska (tekst poprawiony) 19.04.10, 12:11
            tu plotka
            www.dziennik.pl/katastrofa-smolensk/article590016/Krzyk_cierpienia_Zapis_czarnej_skrzynki.html
            a tu dementi
            wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7786619,Nagranie_z_czarnych_skrzynek__Pasazerowie_wiedzieli_.html
            • adamiecki Re: Ptaki w poblizu lotniska (tekst poprawiony) 19.04.10, 14:00
              A moze byl tam w kabinie pilotow glosnik z intercom, do ktorego
              ktoras ze stewardes mowila o dymie z silnika, a w tle zaczal
              narastac krzyk pasazerow, zarejestrowany jednak na tej tasmie w
              czarnej skrzynce?
              Czyzby w Moskwie naprawde zajmowal sie tym badaniem tylko jeden
              czlowiek? Mamy w to wierzyc?
              Rozumiem, ze w tej chwili trzeba oszczedzac bolu rodzinom ofiar i
              nawet utajnic z tego chociazby wzgledu niektore informacje,
              przynajmniej na jakis czas...
      • ideefiks Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 21.04.10, 17:20
        adamiecki napisał:
        > [b]Krzyki pasazerow nie mogly byc spowodowane niczym innym jak
        tylko
        > widokiem dymu i plomieni wydobywajacych sie z jednego z silnikow
        >
        .

        Co ty pleciesz? Widok za oknem łąki i drzew tuż pod samolotem
        (zamiast widoku pasa startowego) a do tego odgłosy uderzania w
        kolejne drzewa oraz wstrząsy z tym związane, to niby nie
        wystarczające powody do tego, żeby pasażerowie ulegli zbiorowej
        histerii i zaczęli się drzeć z przerażenia?

        (pomijam oczywiście fakt, że prokuratura zaprzeczyła
        tym "rewelacjom" o krzykach z kabiny pasażerskiej rzekomo
        zarejestrowanych na czarnej skrzynce).
    • luukashek Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 19.04.10, 17:56
      Oto filmik z napisami które wstawiłem w 95 % potwierdzają to co było mówione!!!
      www.youtube.com/watch?v=T7XFAMLi7lI
      • you-know-who Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 19.04.10, 18:06
        dzieki.
        mysle ze znamy ostatnie 13 sekund lotu.

        co do poprzednich paru minut, nie ma 100% pewnosci. wiemy tez ze zadne tam ptaki
        ani awarie silnika: prawie na pewno glupia proba VFR in IMC, przerwana po
        zobaczeniu ziemi, niestety odrobine za nisko.
    • flying-mind Kontrwywiad, czyli nie spij bo cie okradna !!! 19.04.10, 22:51
      Wlasnie przeczytalem, ze polska Sluzba Kontrwywiadu Wojskowego
      sledzila samolot prezydencki, "bo to byla maszyna wojskowa". Nie za
      bardzo zrozumialem, czy oni sledza wszystkie maszyny wojskowe, czy
      ktos tam w ktoryms biurze przypadkowo pamietal, ze nasz kraj ma Glowe
      Panstwa a nasze wojsko ma Dowodztwo.

      Pamietam jeszcze z czasow studenckich, ze jak rozmowa schodzila na
      specsluzby, uzywalo sie zartobliwie powiedzenia "Ktos nie spi, zeby
      spac mogl ktos". Czy aby sie nie zdrzemnal? Bo w tych samych czsach,
      jak ktos przysnal (na przyklad na wykladzie:-)), szturchalo sie go w
      bok mowiac: "Nie spij bo cie okradna!"

      No wlasnie panowie bez okularow (ja juz nosze, bo wzrok mnie sie od
      tych klawiszy popsul), jezeli ktorys przypadkiem czyta te posty:
      Moglibyscie byc tak uprzejmi i sprawdzic jak to sie z militarnego
      (strategicznego) punktu widzenia definuje cos takiego ze nagle ginie
      wodz naczelny i glowa panstwa, szef szrabu, szef operacyjny, szef
      bezpieczenstwa narodowego i pierwsi dowodcy wszystkich rodzajow
      wojsk...? To jest chyba w tych ksiazkach o teorii wojskowosci. Nie to
      nie w tej ksiazce z historii wojskowosci, bo tam nic takiego nie ma.
      Moze bedzie w nastepnym wydaniu.

      I jeszcze jedno, bo nie moge znalezc w internecie: Jak sa
      zdefiniowane cele i zadania Sluzby Kontrwywiadu Wojskowego?

      W jednym z postow(17.04.10, 20:22) amk64 napisal: Pierwszy lepszy
      analityk wywiadu, na podstawie kilku innych lotów
      naszego Prezydenta, musiałby założyć, że będą chcieli wylądować za
      wszelką cenę
      ."

      No wlasnie. Kazdego wywiadu ... tylko nie polskiego.

      Tak to jest, jak wrogow szuka sie po afganskich jaskiniach, a oni
      siedza w mozgu.
      • autarkia2 Re: Kontrwywiad, czyli nie spij bo cie okradna !! 19.04.10, 23:14
        cz SKW mogło mieć swoją skrzynkę na pokładzie?
    • pinup Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 19.04.10, 23:46
      picasaweb.google.ru/Amlmtr/MWzNeJ#5461626775011021650
      z tego wykresu wynika, ze pilot poderwal maszyne bedac na wysokosci,
      na ktorej spodziewal sie pasa startowego. pewnie wtedy wskazniki
      pokazaly mu, ze zaraz zejdzie ponizej gruntu. samolot jeszcze przez
      moment opadal, a potem poszedl do gory. wyglada na to, ze gdyby nie
      te cholerne brzozki wszystko mogloby sie dobrze skonczyc. cudem jest
      (i tym samym potwierdzeniem umiejetnosci i refleksu pilota), ze on w
      ogole z tej niecki wylecial!
      • kzet69 Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 19.04.10, 23:55
        cudem jest
        > (i tym samym potwierdzeniem umiejetnosci i refleksu pilota), ze on
        w
        > ogole z tej niecki wylecial!

        Nie wyleciał.... zabrakło mu 10-15 metrów wysokości... niestety
      • adamiecki Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 20.04.10, 00:07
        A moze raczej chcial wykorzystac zejscie w te niecke, zeby szybciej
        nabrac predkosci po wytraceniu jej wczesniej w gwaltownym skrecie?
        • pinup Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 20.04.10, 00:30
          to by bylo bardzo ryzykowne, ale kto wie?
          im dluzej to analizuje i czytam (wszyscy sie chyba bardzo duzo od
          siebie tu nazwajem nauczylismy), tym bardziej widze, ze to, co nam
          neptykom wydaje sie niezrozumiale, moglo tak naprawde byc sposobem
          pilota na unikniecie katastrofy. ja nadal wierze w jego
          profesjonalizm, mimo, ze w polsce kompetencje sa traktowane tak
          marginalnie, ze ludziom juz z marszu latwo przychodzi dyskredytowanie
          umiejetnosci innych. ktos, kto ma w swoj zawod wpisane ryzyko zycia
          swojego i innych, wykonuje go z calkowitym zaangaowaniem rozumu i
          serca.
          • adamiecki Teoria (prawie) spiskowa 20.04.10, 01:54
            Zasadniczy bląd pilota polegal na tym, ze podszedl do lądowania z
            malego kolka
            , czyli tracac zbyt duzo predkosci, aby po skrecie
            utrzymac sie w locie poziomym.
            Moze byl to wynik decyzji podjetej w stresie, nawet w panice, kiedy
            okazalo sie, ze inaczej “nie wyrobi”, zeby wejsc na tor lądowania
            (ta cholerna ambicja, zeby sie jednak wykazac!), i w
            rezultacie byl to blad w ocenie ryzyka jakie niesie ze soba
            wykonanie takiego skretu w tych warunkach (wejscie w wilgotne
            powietrze obniza “niezauwazalnie” moc silnikow); ale moze tez byl to
            manewr, ktory sobie tak wlasnie spokojnie zaplanowal, ignorujac
            zupelnie karte podejscia, bo wykonywal taki manewr juz wiele razy
            wczesniej zupelnie bezpiecznie (piloci wojskowi umieja przeciez
            latac na “drzwiach od stodoly ;-), zakladajac, ze ma przeciez
            wystarczajaco duza odleglosc od lotniska, aby rozpedzic na powrot
            maszyne, gdyby cos tam nie wyszlo. Do tego wiedzial o obnizeniu
            terenu, w ktore, jak mu sie wydawalo, mozna sobie bezpiecznie
            schodzic, zeby nabierac z powrotem predkosci, gdyby zaszla taka
            awaryjna potrzeba. Moze tylko nikt nie powiedzial mu, ze tam
            wlasnie, w tej niecce, czai sie ta smiertelna pulapka w postaci
            ptactwa, z powodu ktorego juz kilka maszyn wojskowych sie tam
            rozwalilo… (taka sobie moja teoria, prawie spiskowa ;-)
            Nie byl to jednak zaden spisek, ze mu tego nie powiedziano. Po
            prostu, byla to tzw “tajemnica wojskowa”, znana dobrze okolicznej
            ludnosci i obsludze lotniska. Pewnie gdyby wypil z kims z kontroli
            lotow butelke gorzaly, to by sie o tym dowiedzial….
            • ergief Re: Teoria (prawie) spiskowa 20.04.10, 08:38
              "Pewnie gdyby wypil z kims z kontroli
              > lotow butelke gorzaly, to by sie o tym dowiedzial…."
              No właśnie to był jego największy błąd, nie postawił flaszki.
            • vobo7 Re: Teoria (prawie) spiskowa 20.04.10, 09:29
              adamiecki napisał:

              > Zasadniczy bląd pilota polegal na tym, ze podszedl do lądowania z
              > malego kolka
              , czyli tracac zbyt duzo predkosci, aby po skrecie
              > utrzymac sie w locie poziomym.


              Zaraz, zaraz. Jeśli on siadał na dwie NDB, to jak "małe" było twoje kółko?
              Przecież nad dalszą radiolatarnią też musiał przelecieć i jeszcze ją wcześniej
              namierzyć. A w jakiej odległości od pasa jest dalsza, hm?

              Poza tym, kontroler twierdził, że do odległości 2000m (1500m?) (- nie jestem tu
              pewien, to był jeden z pierwszych wywiadów, a teraz nie mogę go odszukać) był
              jeszcze na ścieżce podejścia.
              • flying-mind Re: Teoria (prawie) spiskowa 20.04.10, 09:33
                Dalsza radiolatarnia jest w odleglosci 4 km od progu pasa. Jezeli
                wierzyc rewelacjom kontrolera to nad nia samolot mial prawidlowe
                parametry lotu.
                • ae911truthorg Re: Teoria (prawie) spiskowa gotowa 20.04.10, 10:00
                  NAGŁY SPADEK WYSOKOŚCI -zakłócenie pracy silników ("dziwnie
                  pracowały"),przyczyna - EMP,dowody zjawisk - chwilowy zanik napięcia ins.elektr
                  (zeznania świadków)
                  PRZECHYŁ SAMOLOTU - przyczyna, zmiana położenia radiolatarni ,dowody : ścięte
                  pod dużym kątem drzewo, dodatkowy mobilny sprzęt "nawigacyjny".
                  MOTYWY....rzeka
                  KTO ZYSKAŁ ? Wielu. Polecam choćby artykuł "PO ma żal do Komorowskiego",
                  oświadczenie Grynina z 15 MARCA 2010, nawet PiS zyskał,ale to jest teoria
                  "całkiem" spiskowa z kategorii czarnego humoru.
                  • flying-mind Teorie spiskowe 20.04.10, 12:44
                    Wow!!! Jak napisalem w jednym z poprzednim postow, ze ta katastrofa
                    ma swoich beneficjentow, to sie strasznie zapienilo:-)
                    Prawie wszyscy przeciwnicy "teorii spiskowych" przecza sami sobie,
                    bo pisza, ze to co sie stalo bylo do przewidzenia (brak alternatywy,
                    pospiech, prezydent krzyczacy na pilotow, mlody wiek pilota itp). No
                    to jak cos jest tkie latwe do przewidzenia, to ktos to chyba
                    przewidzial...?

                    Osobiscie uwazam, ze nie ma zadnych, absolutnie zadnych faktow,
                    ktore pozwalalyby na wyciaganie wnioskow o "spisku". A to co ludzie
                    wypisuja na forach, to po prostu zenada.
                    Ale zaprzeczanie, ze wypadek, a w kazdym razie jego duze
                    prawdopodobienstwo mozna bylo przewidziec - to glupota.
                    Twierdzenie zas, ze nie mial beneficjentow, to czysta hipokryzja.

                    A tak zupelnie nie na temat: mialem kiedys nauczycielke historii,
                    ktora uwazala, ze gdyby Gen. Sikorski nie zginal w katastrofie, to
                    Jalta nie bylaby mozliwa. Ale to jej zdanie. Ja tam zdania nie mam.
                    • ae911truthorg Re: Teorie spiskowe 20.04.10, 16:06
                      Teoria spiskowa to pejoratywny bon mot mający na celu wyłączenie
                      myślenia,ośmieszenie interlokutora czy teorii. Używana z lubością w kampaniach
                      dezinformacyjnych. Zastępuje dyskusję,najczęściej z obawy przed niezależnym
                      myśleniem i niebezpieczeństwem odkrycia spisku.Zawiązanie spisku jest
                      warunkowane tym, żeby nie został wykryty.Najczęściej można odsłonić jego
                      elementy, jak w przypadku 911 czy 7/7 London. To były dobre spiski,bo pomimo
                      odkrycia i udowodnienia fałszerstw, winni pozostali "nieznani" i nie ponieśli
                      odpowiedzialności. Przypomina to stare czasy,komuny i określenie "nieznani
                      sprawcy". To oni zabili Popiełuszkę i Pyjasa. Jedni potem wpadli inni nie.
                      Wiele osób wyraża opinie,że prawdy o Smoleńsku się nie dowiemy.
                      Nawet Ci, co wyśmiewają teorie spiskowe(sic!).
                      Specjalnie dla gwardzistów walki z teoriami spiskowymi moja przepowiednia.
                      "Spisek smoleński wyda się,spaprano robotę. Miedwiediew popełni samobójstwo przy
                      próbie aresztowania przez bohaterskiego Putina.JK zostanie prezydentem,ale PO
                      wygra wybory parlamentarne,media to potęga. W międzyczasie Macierewicz poważnie
                      się rozchoruje i umrze." Poczekamy zobaczymy,może ktoś ma jakąś weselszą.
                      • kiks4 Bezpośrednie i pośrednie przyczyny katastrofy 20.04.10, 16:30
                        Każde wydarzenie ma przyczynę bezpośrednią i pośrednią. Bezpośrednią przyczyną
                        wybuchu I Wojny Światowej było zabójstwo austriackiego Arcyksięcia. Ale
                        ważniejszą, choć pośrednią przyczyna były napięcia w stosunkach pomiędzy
                        ówczesnymi mocarstwami, niedające rozwiązać się na drodze dyplomatycznej.
                        I tu mamy także z identyczną sytuacją: bezpośrednią przyczyną było uderzenie
                        samolotu w drzewo jednak pośrednie, ważniejsze to była konieczność lądowania
                        Prezydenta i świty w Smoleńsku. Inne rozwiązanie nie wchodziło w rachubę, nie
                        było planu na wypadek trudności z lądowaniem. Nie trzeba było pilota zachęcać do
                        lądowania, on o tym wiedział. Wiedział, że w Katyniu już od godziny czekają
                        delegacje z Polski które przyjechały pociągiem.
                        Za tę przyczynę katastrofy odpowiadają organizatorzy wyjazdu Prezydenta, zapewne
                        urzędnicy z jego kancelarii, którzy z nim lecieli. Ale czy śledztwo pójdzie w tę
                        stronę- wątpię. Strona rosyjska tego nie zrobi, żeby nie zaogniać polepszających
                        się stosunków; strona polska też pominie ten wątek, bo albo będzie krzyk o
                        szarganie pamięci zmarłych albo będzie to traktowane jako element walki
                        politycznej PIS contra PO.
                        Więc winny pozostanie pilot i drzewo. Smutne ale mimo śledztwa nie zostanie
                        osiągnięty podstawowy jego cel- rzetelne ustalenie przyczyn dla zapobieżenia
                        podobnym katastrofom w przyszłości.
                        • flying-mind Re: Bezpośrednie i pośrednie przyczyny katastrofy 20.04.10, 16:49
                          kiks4 napisał:

                          konieczność lądowania
                          > Prezydenta i świty w Smoleńsku. Inne rozwiązanie nie wchodziło w
                          rachubę. Nie trzeba było pilota zachęcać do lądowania, on o tym
                          wiedział


                          Jak pilot o tym wiedzial, to kto jeszcze wiedzial?

                          Za tę przyczynę katastrofy odpowiadają organizatorzy wyjazdu
                          Prezydenta, zapewne urzędnicy z jego kancelarii, którzy z nim
                          lecieli.


                          Urzednicy z kancelarii prezydenta wiedza o lataniu tyle, ile i sam
                          prezydent.
                          Za bezpieczenstwo lotu odpowiedzialne jest dowodztwo pulku
                          lotniczego, a za bezpieczenstwo glowy panstwa i sztabu wojska
                          polskiego odpowiedzialne sa odpowiednie sluzby.

                          A swoja droga, ten przyklad z Arcyksieciem jest znamienny w tym
                          kontekscie - odpukaj w niemalowane.
                          • vobo7 Re: Bezpośrednie i pośrednie przyczyny katastrofy 20.04.10, 17:12
                            flying-mind napisał

                            > Za bezpieczenstwo lotu odpowiedzialne jest dowodztwo pulku
                            > lotniczego, a za bezpieczenstwo glowy panstwa i sztabu wojska
                            > polskiego odpowiedzialne sa odpowiednie sluzby.


                            I ciężko się nie zgodzić.
                            Ale pytanie, kto odpowiada za logistykę całości, kiedy obowiązki różnych
                            partycypujących instytucji trzeba pogodzić, zgrać.

                            Dowództwo pułku odpowiada zapewne za plan lotu, który uwzględnia stosowny
                            (technicznie a nie politycznie) margines czasowy oraz np. lotniska zapasowe
                            (trzeba na nich sprawdzić prognozy pogody, warunki, minima, itd.). Ktoś jednak,
                            o ile temu "komuś" na tym zależało, winien był uwzględnić także logistyczną
                            stronę skorzystania z ew. lotniska zapasowego - transport stamtąd, jakieś
                            ustalenia dyplomatyczne. Nie wiem, ale wygląda na to, jakby tego nie zrobiono.

                            Być może to, czego zabrakło to wyobraźnia i koordynacja.
                            Zapewne pilot był "pod presją", niezależnie od tego, czy ktoś mu jakieś
                            polecenia wydawał (i nie mam tu na myśli poleceń typu "ląduj Pan jak Pan
                            chcesz, ale mamy być zaraz wylądowani"
                            - bo w takie polecenia nie
                            wierzę). Jeśli prawdą jest to, że sami Rosjanie czuli się pod presją ew.
                            "dyplomatycznego afrontu", gdyby lotnisko zamknęli, to cóż dopiero załoga.

                            Tyle, że ta presja, którą mógł odczuwać pilot, mogła co najwyżej mieć wpływ na
                            fakt, iż podjął próbę podejścia, zamiast, ze względu na warunki, przy takich a
                            nie innych wskazówkach od kontroli lotu, odlecieć od razu na lotnisko zapasowe.
                            Nie mogła mieć jednak, imo, rzeczona domniemana presja wpływu na to, jak ta
                            nieszczęsna próba podejścia przebiegła.
                            • ae911truthorg Re: Bezpośrednie i pośrednie przyczyny katastrofy 20.04.10, 18:11
                              Zgadzam się z ostatnim zdaniem,choć pewności póki co nie ma.
                              Reszta to spekulacje. Moim zdaniem wyjaśnia je tylko ocean głupoty i zaniechań
                              na wszystkich szczeblach kierowniczych (z najmniejszym stopniem winy KPrez. i
                              BBN) lub teoria o spisku. Swoją drogą ciekawe jak w opinii publicznej króluje
                              wersja winien Prezydent i jego Kancelaria, to oni zorganizowali ! No poziom
                              głupoty takich twierdzeń jest imponujący. Nieuniknione jest skojarzenie z
                              zachowaniem złodzieja krzyczącego "Łapać złodzieja !"
                              Nie mogę znaleźć na stronie rządu RP działu "bezpieczeństwo państwa" - jest
                              tylko energetyczne. Nie ma "obowiązki rządu","odpowiedzialność rządu". W
                              konstytucji RP jest" Rada Ministrów:art.146 pp 7) zapewnia bezpieczeństwo
                              wewnętrzne państwa oraz porządek publiczny,
                              8) zapewnia bezpieczeństwo zewnętrzne państwa
                              To chyba obejmuje całość zagadnień związanych z bezpieczeństwem wylotu.
                            • ivonnovi Re: Bezpośrednie i pośrednie przyczyny katastrofy 20.04.10, 23:38
                              flying mind pisze "zabrakło wyobraźni".

                              tak też dziś - wg mnie o dziwo bardzo jawnie właśne - wypowiedział się gen.
                              Gromosław Czempiński. Oto odnośny fragment, zaczerwienie (jeśli się ukaże - moje):

                              "Zdaniem gen. Czempińskiego, w sprawie listy pasażerów samolotu prezydenckiego
                              do Katynia zabrakło wszystkim wyobraźni. - Miejsce do którego leciano, osoby,
                              prezydent, który się znajdował na pokładzie spowodowały jakieś 'zaciemnienie'
                              tych wszystkich ludzi. Nikt nie zwrócił uwagę, że ta lista jest nie do
                              zaakceptowania - oceniał w Radiu Zet."

                              źródło:
                              wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,7792411,Gen__Czempinski__Klich_zachowal_sie_niezrecznie__Wszystkim.html
                          • my.fair Re: Bezpośrednie i pośrednie przyczyny katastrofy 20.04.10, 17:16
                            Właśnie próbuję mówić o tym w różnych wątkach: jaka jest
                            odpowiedzialność MON w tym wszystkim? Jakie kroki podjęto po
                            katastrofie CASY? Niestety jestem w mniejszości pośród adwokatów
                            ministra Klicha.
                            • ae911truthorg Re: Bezpośrednie i pośrednie przyczyny katastrofy 20.04.10, 20:34
                              Gdzieś, chyba tu, napisałem w nawiązaniu do kwestii winy. Mówi o tym konstytucja
                              RP. Główni winni to premier i min.o. Media kompletnie nie widzą problemu,
                              zainteresowani tym bardziej. Winni są tylko nieżywi:pilot,Prezydent i jego
                              kancelaria ew.pogoda. OK, "jestem za", tylko skąd to wiadomo już teraz ?
                            • ivonnovi Re: Bezpośrednie i pośrednie przyczyny katastrofy 20.04.10, 23:42
                              my.fair napisała:

                              > Właśnie próbuję mówić o tym w różnych wątkach: jaka jest
                              > odpowiedzialność MON w tym wszystkim? Jakie kroki podjęto po
                              > katastrofie CASY? Niestety jestem w mniejszości pośród adwokatów
                              > ministra Klicha.

                              no to przeczytaj mój poprzedni post. Dziś oficjalnie - to znaczy medialnie -
                              został skrytykowany. Na wszelki wypadek jeszcze raz link:

                              wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,7792411,Gen__Czempinski__Klich_zachowal_sie_niezrecznie__Wszystkim.html
                              • my.fair Re: Bezpośrednie i pośrednie przyczyny katastrofy 21.04.10, 11:03
                                Dziękuję za link. Że to GW opublikowała...
                        • ae911truthorg Re: Bezpośrednie i pośrednie przyczyny katastrofy 20.04.10, 17:10
                          A zasada domniemania niewinności ? Drzewo niech będzie sobie winne, co do pilota
                          są jakieś dowody ? A zeznanie kontrolera jak się ma do "Inne rozwiązanie nie
                          wchodziło w rachubę" jak piszesz. Przestań snuć absurdalne teorie jak prawdę
                          objawioną. Przestań siać dezinformację.
                          • flying-mind Re: Bezpośrednie i pośrednie przyczyny katastrofy 20.04.10, 21:29
                            Czlowieku, spokojnie. Przeczytaj jeszcze raz, tylko uwaznie. Piszac
                            "Inne rozwiązanie nie wchodziło w rachubę" cytuje innego internaute
                            (kiks4) i ustosunkowuje sie do jego postu.
        • kzet69 Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 20.04.10, 00:53
          z F-16 ci się pomyliło za dużo Top Gun się naoglądałeś....
      • 1stanczyk Fakty, fakty i jeszcze raz fakty 20.04.10, 00:29
        Pilot popełnił kardynalne błędy: pierwszym było, ze nie znal jak się okazuje
        wystarczająco lotniska (bo jakby znal to by wiedział, ze jest niecka) drugim
        było, ze nie posłuchał rady wieży kontrolnej by lądował gdzie indziej i ostatnim
        najbardziej tragicznym było ze wybrał najgorsza opcje, która w razie Jego błędu
        skazywała na tragedie nie dając nikomu żadnych szans (o czym pisałem wyżej).
        Przy złych podstawowych wyborach które wymagają doświadczenia i dojrzałości,
        umiejętności i refleks można sobie, jak się okazuje w dupę włożyć.

        Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?!
        • alikate Re: Fakty, fakty i jeszcze raz fakty 20.04.10, 08:46
          Najnowsza wersja Rosjan (nawet jest świadek, który wszystko widział).
          Ile jeszcze wersji, żeby obwinić pilota, nam pokażą?

          wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/10,88723,7787242,Najnowsza_symulacja_katastrofy.html
          • alikate Re: Fakty, fakty i jeszcze raz fakty 20.04.10, 09:42
            Inna wersja, wcześniejsza:
            ..." pierwszym obiektem, z którym zetknął się samolot Prezydenta była
            radiolatarnia NDB. Samolot zawadził o nią lewym podwoziem, co prawie na pewno
            spowodowało jego przechył na lewą stronę, gwałtowną utratę prędkości, a
            fragmenty anteny lub podwozia mogły uszkodzić silnik lub silniki."


            Ile jeszcze?
        • ergief Re: Fakty, fakty i jeszcze raz fakty 20.04.10, 08:52
          "Przy złych podstawowych wyborach które wymagają doświadczenia i dojrzałości, "
          Dowódca załogi A. Protasiuk - prawie 3000 godz na Tu-154 (w sumie ok 3528 godz.
          nalotu) to chyba dostateczne doświadczenie, drugi pilot R,. Grzywna - 1939
          godzin nalotu (gen. Błasik miał ogólnego nalotu tylko 1300 godz).
          • flying.tomi Re: Fakty, fakty i jeszcze raz fakty 20.04.10, 14:57
            Wyszkolenie, nalot, doswiadczenie, niczego nie mozna w tym temacie
            zarzucic, ani kapitanowi, ani innym czlonkom zalogi. Nie
            rozpatrywalbym zupelnie zadnej teorii spiskowej.
            Oczywiscie malo realne wydaje sie byc aby opinia publiczna poznala
            przyczyny tej katastrofy w wersji "surowej", takiej bezposredniej,
            czasami brutalnej prawdy. Pewnie w chwili obecnej analizuje sie juz
            tylko rozne warianty tej samej przyczyny w znaczeniu, trzeba
            przeciez cos w koncu ludziom powiedziec...
            Mozna sobie zadawac pytania np.
            - z jednej strony mowi sie, ze odpowiedz na pytanie, co bylo
            przyczyna wypadku, bedzie mozliwa dopiero po wielu miesiacach, a
            moze latach, dlugotrwalych badan i analiz, bioracych pod uwage
            bardzo wiele roznego typu parametrow, a nie tylko rozmowy z
            rejestratorow, z drugiej strony juz dzis wyklucza sie wybuch na
            pokladzie, awarie - przyczyny technicznie, udzial osob trzecich,
            pytanie jest nastepujace, na jakiej podstawie wyklucza sie takie
            przyczyny jesli w istocie, do ustalenia faktycznych przyczyn
            potrzeba tak duzo czasu ? Przeciez prokurator prowadzacy sledztwo
            powinien rozwazac wszystkie prawdopodobne mozliwosci, a jesli dzis
            juz wyklucza tak wiele, to chyba ma juz wiedze o bardzo
            prawdopodobych innych przyczynach wypadku, bo w oparciu o jakies
            przeciez dane wyklucza jedno, co pewnie potwierdza cos innego.
            Pytanie jest tylko takie, dlaczego nie mozna powiedziec, ze
            najprawdopodobniej przyczyna katastrofy bylo to i tamto, a mowi sie,
            ze NAPEWNO NIE bylo przyczyna to i to. Czyz nie oszczedzilo by to
            tak wielu roznych teorii i spekulacji, ze juz o podejrzeniach wobec
            udzialu "drugiej storny" nie wspomne.
            - zle skalibrowanie VNAV w oparciu o przyrzady (bez wzgledu na to
            ile i jakie mial, a mial ich tam wszystko co tylko potrzeba), wydaje
            sie byc malo prawdopodobne z uwagi na to, ze pierwsza faza podejscia
            przebiegala wzorcowo, jak to komentowala wieza po wypadku. Jesli
            przyczyna byloby zle ustawienie wysokosciomierzy, podejscie juz w
            pierwszej fazie bylo by zle. Pomijam juz prosty fakt, ze takie dane
            jak roznica pomiedzy wysokoscia bezwzgledna a wzgledna w punkcie
            przyziemienia przeliczana jest w trakcie lotu chocby "w glowie"
            odruchowo przez nawigatora, bo wskazania z baro roznia sie co do ft
            i to kilku - kilkunastu, nie ma mowy o 100, bo taka roznica bylaby
            od razu zauwazona i co najmniej watpliwa juz w kilka sekund po
            kalibracji. Zatem zmiana parametrow VNAV w trakcie podejscia jest
            prawdopodobna lub zmiana TA, a nie bledne wskazania przyrzadow.
            - uksztaltowanie terenu, z punktu widzenia podejscia do ladowania,
            pilota i latania, jest LEPSZE niz na niejednym lotnisku w swiecie.
            Jesli przed lotniskiem byloby wzniesienie a na 1050 km przed mala
            chocby gorka, to miejsce katastrofy byloby wlasnie w tym miejscu lub
            niewiele przed nim, nie zas za nim. Nie ma zupelnie mowy o tym, aby
            niwelacja terenu miala jakikolwiek wplyw na odczyt z przyrzadow w
            tym konkretnym przypadku w szczegolnosci. Blad jakoby pilot nie
            uwzglednil charakterystyki terenu moglby miec miejsce wylacznie w
            przypadku wzniesien ponad poziom lotniska, dla przyrzadow i wogole
            latania w tym miejscu, takie uksztaltowanie nie ma najmniejszego
            znaczenia, oczywiscie jesli pilot polega na przyrzadach, a na tym
            wlasnie polega zawsze w przypadku wysokosci wiekszych niz
            kilkadziesiat metrow. Taka charakterystyka terenu moze miec
            wznaczenie wylacznie w lataniu "wzrokowym", a to nie mialoby
            znaczenia przy prawidlowym podejsciu, ani warunki tam panujace na to
            nie pozwalaly - byla mgla, ktora w miejscu zdarzenia, nie miala
            najmniejszego znaczenia, bo oczywiste jest to, ze w tym miejscu w
            ktorym pilot niemalze zetknal sie z ziemia, powinien jeszcze leciec
            wg wskazan przyrzadow, byc moze on w tym miejscu chcial juz lADOWAC,
            ale to tez bym wykluczyl.
            - nie mowi sie zupelnie o tym, ze widocznosc pilotowi jest
            najbardziej potrzebna przede wszystkim po to, aby widzial pas w
            momencie przyziemienia i mogl korygowac poziom lotu na dobiegu -
            mowie oczywiscie o praktycznym lataniu juz poza procedurami
            stosowanymi w lotnictwie cywilnym, w trudnych warunkach. Jesli ktos
            kiedykolwiek latal wie o czym mowie, nasze oczy nie sa w stanie
            rozroznic czy znajdujemy sie 100,120 czy 150m nad ziemia, ze juz o
            roznicy miedzy 6m a 15 nie wspomne.
            Mgla dla wyszkolonych pilotow statku latajacego z takim
            wyposarzeniem jak mial TU jest malo "strasznym" parametrem, takie
            ladowanie cwiczy sie SETKI razy. Nie mowie o gestym mleku, ktore sie
            zdarza ale niezmiernie rzadko. Nie ma tez znaczenia ILS dla
            wystapienia katastorfy W MIEJSCU w ktorym zdarzyla sie w tym
            przypadku, chyba ze zdarzylaby sie na pasie, a nie 1050m przed.
            Mozna by zatem zadac pytanie dlaczego pilot uznal ze pas lotniska
            znajduje sie 1050 metrow wczesniej niz rzeczywiscie on sie znajduje
            lub czy z jakis przyczyn nie stracil ciagu w ostatniej fazie
            podejscia, czyli wlasnie przyczyna techniczna, ale to wg mnie jest
            rowniez malo prawdopodobne. Oczywiscie jesli nie byloby mgly na
            terenie lotniska nie doszlo by do katastrofy bo widac byloby "golym
            okiem" ze ziemia jest zbyt blisko mnie no i spogladanie na przyrzady
            byloby mniej potrzebne. Ale tez jesli juz mgla byla to tez nie
            przeszkadzalo to wyladowac, podobnie jak we mgle mozna rozbic sie
            samochodem, ale nie koniecznie kazdy samochod jadacy we mgle ulegnie
            wypadkowi. Mozna to porownac do sytuacji, w ktorej jade samochodem
            po autostradzie 150km/h w sloneczny dzien i wiem, ze w odleglosci 1
            km od punkt A znajduje sie ostry zakret i ograniczenie predkosci.
            Zblizajac sie do tego zakretu bede widzial go juz z daleka, beda
            mial znaki, ograniczenia predkosci, ostrzezenia, ktore bede WIDZIAŁ
            rowniez, bede mogl patrzec na licznik i widze, ze minelo juz 700m
            wiec za 300 metrow mam zakret, ale robic tego nie bede bo widocznosc
            mam idealna wiec polegam na wzroku, moge sobie zerknac na licznik,
            ale bardziej po to, by przekonac sie, oho, moj licznik dobrze
            wskazuje pomiar odleglosci. Moge przy tych samych parametrach jechac
            rowniez 150km/h ale w gestej mgle, ze widze tylko czubek maski i 5 m
            dalej. I nic mi sie nie stanie, oczywiscie zakladam ze jestem
            jedynym uczestnikiem drogi tak jak samolot, jest prosta calkiem
            prosta droga przez 1km a na koncu ostry zakret. Wowczas moge
            przejechac 900m patrzac na wskazanie licznika przede wszystkim by
            nie przegapic punktu 900m i po jego minieciu, zaczynam hamowac do
            40km/h by zmiescic sie w zakret, caly czas kontrujac jedynie
            kierownica by trzymac tor jazdy na wprost przez 900m. W tym
            przypadku przez 900m patrze caly czas na licznik, dopiero gdy jestem
            tuz przed zakretem "potrzebuje" najbardziej widocznosci, czyli nie
            500m po punkcie A ale w okolicy 900m.
            Jakaz bylaby by to ekscytujaca podroz, ale technicznie bez problemow
            do zrealizowania. Dodac nalezy tylko, ze pilot procz km na liczniku
            ma duzo wiecej informacji, to tak jakby byla mgla ale kierowca
            samochodu widzi wszytkie przydrozne znaki, bo takimi sa przyrzady
            pokladowe. W lataniu oczy sa zupelnie zbedne bo nie potrafia
            rozroznic wysokosci, ale punkt przyziemienia jest juz tylko zalezny
            od nich by we wlasciwym momencie "zaciagnac" - tyle.
            W tego typu wypadkach najczesciej to jakis najdrobniejszy szczegol
            decyduje o wszystkim i splot kilku bardzo bardzo rzadkich
            okolicznosci.
            Poza wszystkim, wg mnie pilot bardziej chcial wyladowac niz nie
            wyladowac NA TYM konkrtenym lotnisku, w lataniu winno byc to jednak
            bez znaczenia, po co pedzic 150km/h we mgle....
            W lataniu jesli chce sie bb wyladowac lepiej na podejsciu leciec
            nieco nizej niz normalnie, zeby "nie przeleciec". TU nie byl zbyt
            nisko, on byl zbyt wolny (wektor liniowy) przy zmienionym
            (zwiekszony), w trakcie podejscia kacie przy zblizonym TA lub za
            pozno "przytrzymany". Zmieniono VNAV by znajdowac sie na dobiegu
            troche dluzej na nizszej wysokosci (wydlu
            • laura_fairlie Re: Fakty, fakty i jeszcze raz fakty 20.04.10, 15:25
              Samolot to nie samochód - nie możesz nim za bardzo zwolnić, bo
              spadasz. Zawsze w ostateczności możesz zatrzymać samochód i
              przeanalizować dane. Samolotu nie możesz - masz sekundy na analizę
              sytuacji. I mnóstwo danych do przeanalizowania.

              ktore bede WIDZIAŁ
              rowniez, bede mogl patrzec na licznik i widze, ze minelo juz 700m
              wiec za 300 metrow mam zakret, ale robic tego nie bede bo widocznosc
              mam idealna wiec polegam na wzroku, moge sobie zerknac na licznik,
              ale bardziej po to, by przekonac sie, oho, moj licznik dobrze
              wskazuje pomiar odleglosci. Moge przy tych samych parametrach jechac
              rowniez 150km/h ale w gestej mgle, ze widze tylko czubek maski i 5 m
              dalej. I nic mi sie nie stanie, oczywiscie zakladam ze jestem
              jedynym uczestnikiem drogi tak jak samolot, jest prosta calkiem
              prosta droga przez 1km a na koncu ostry zakret. Wowczas moge
              przejechac 900m patrzac na wskazanie licznika przede wszystkim by
              nie przegapic punktu 900m i po jego minieciu, zaczynam hamowac do
              40km/h by zmiescic sie w zakret, caly czas kontrujac jedynie
              • flying.tomi Re: Fakty, fakty i jeszcze raz fakty 20.04.10, 15:56
                z tym samochodem chodzilo mi tylko o zobrazowanie czym jest
                poslugiwanie sie przyrzadami przy braku dostatecznej widocznosci,
                tylko tyle ze mozna to zrobic bez problemow, zeby nie winic pilota
                za to, ze taka probe ladowania wogle podjal.
                Przy podejsciu do ladowania we mgle zbiera sie dokladnie takie same
                informacje oraz je analizuje w glowie w dokladnie taki sam sposob
                jak tej mgly nie ma. Przy podejsciu nie ma mowy o manerwach, samolot
                albo trafia na przedpole albo nie, korygowac mozna lekko podejscie
                jak i to czy opadniesz szybciej czy wolniej na kolka w chwili
                zetkniecia z ziemia. Parametry podejscia takim kolosem wyznaczane sa
                na dlugo zanim taki pas widzisz, napewno nie jestes na wysokosci
                2,5m w odleglosci 1050 od pasa i napenwo nie robisz tego "wzrokowo"
                bo sie po prostu nie da. Samo podejscie, gdzie juz lecisz na wprost
                to przeciez nie jest 1 czy 2 km, to nascie km gdy juz masz wszystko
                ustawione. Przeciez nie jest w zaden sposob mozliwe by taki samolot
                lecial na wysokosci 2,5 metra nad ziemia w linii prostej przez 1km.
                Samolot zaczyna opadac kilkanascie km przed punktem przyziemienia
                idac po linii znizania i opada caly czas do chwili zetkniecia z
                lotniskiem, nie moze sobie "podleciec" pol kilometra, moze taki lot
                jedynie lekko korygowac ciagle spadajac lub decydujac sie na
                odejscie, czyli rezygnuje z ladowania. Oczywiscie, jesli nie byloby
                mgly nie byloby zadnej katastrofy, ale tez mozna bylo wyladowac we
                mgle z nieco wiekszym buforem wysokosci przy pierwszej probie,
                wchodzac na ewentualnie na druga. To oczywiscie tylko moj poglad, a
                wiem o tym wszystkim tyle co pare drobnych faktow, wiec niczego nie
                twierdze i o niczym nie przesadzam. Lepiej podyskutowac
                merytorycznie niz doszukiwac sie strzalow czy innych teorii science-
                fiction.
                • ae911truthorg Re: Fakty, fakty i jeszcze raz fakty 20.04.10, 16:15
                  Piszesz "Oczywiscie, jesli nie byloby
                  mgly nie byloby zadnej katastrofy" Bez science fiction,to tylko logika.
                  Jeżeli praca silników byłaby zakłócona, to co pomógł by brak mgły ?
                  • flying.tomi Re: Fakty, fakty i jeszcze raz fakty 20.04.10, 19:22
                    do ladowania nie jest potrzebny pelny ciag, chyba ze podjeta
                    zostanie decyzja odejscia, wowczas to ich sprawnosc jest
                    niezastapiona, czy to we mgle czy tez bez niej. Nie byloby
                    katastrofy w tym konkretnym przypadku z tych, wydaje sie, przyczyn -
                    to mialem na mysli. Jesli bylaby usterka, to juz pomijam fakt, ze
                    prokuratorzy nie "pocili" by sie przy np dzisiejszej konferencji
                    prasowej, usterka technicznia to bardzo "wygodna" przyczyna
                    katastrofy w sensie medialnym, chyba najlepsza ze wsz mozliwych,
                    trudniej jest powiedziec.. wieza "zaspala" albo ktos cos przegapil,
                    albo.. nie wiemy nic zupelnie. A wykluczenie przyczyn technicznych
                    padlo bodajrze najwczesniej. Nie mamy sie co oszukiwac, przyczyna
                    faktyczna jest juz znana, problem jak widze polega tylko na tym, jak
                    to "ludziom powiedziec". Pozatym, wszystko wskazuje na to, ze jest
                    to czynnik ludzki, w tym przypadku nie dziwie sie, ze nie podaja do
                    wiadomosci tego, co na sekti roznych mozliwosci nie zostalo
                    potwierdzone. Naprawde latwo jest oskarzac, a o taka katastrofe...
                    nie bede tego rozwijal. Dlatego tez nie podadza zadnych informacji
                    jeszcze dlugo, z jednej strony... slusznie, z drugiej, predzej czy
                    pozniej zrobic to ktos bedzie musial w tym przypadku.
                    Pewnie ze pilot mogl np zasnac za sterami, tu rowniez mgla nie miala
                    by nic do rzeczy ale nie myslalem o takich ewentualnosciach.
                    Analizujac ten konkretny przypadek trudno mowic cokowiel na pewno,
                    mozna sobie tylko pisac rozne teorie, zastanawiac sie glosno lub po
                    cichu i analizowac rozne warianty, bo zwyczajnie nie ma pewnych
                    potwierdzonych jednoznacznych informacji, tzw. faktow.
                    Jesli nie byloby mgly wowczas to mysle ze pilot nie
                    musialby "kombinowac" z dluzszym nizszym podejsciem by siasc w pore
                    nie przelatujac punktu przyziemienia. Slowo kombinowac nie tyczy sie
                    jego blednych decyzji, lecialby jak to sie mowi.. automatycznie
                    myslac "co dzis bedzie na obiad". Odejscie od profilu podejscia bylo
                    wynikiem wlasnie mgly, czyli koniecznoscia i to zupelnie nie taka
                    niezwykla, zaczal bardziej pilotowac statek niz odznaczac w glowie
                    haczykami, ok,ok. Musial to zrobic jesli chcial siasc tam w tamtych
                    warunkach, pojsc bardziej plasko na koncowce. Samolot takich
                    rozmiarow nie moze "nagle" obnizyc wysokosci gdyby okazalo sie np ze
                    z mgly "wyskoczyla" zebra. Moze natomiast "pociagnac" bardziej
                    poziomo jesli odleglosci do zebry braknie - dlatego pisalem, ze
                    lepiej leciec w pierwszej fazie podejscia przy wiekszym kacie
                    profilu i wyciagac stopniowo tworzac bardziej linie krzywa niz
                    prosta. Majac wieksza szybkosc opadania przy odpowiedniej szybkosci
                    wektora pr liniowej sila nosna przy zaciagnieciu pozwala na
                    wykonanie takiego manewru, co z reszta robi sie bardzo czesto np w
                    bezwietrznej pogodzie planujac przyziemienie w dalszej czesci, mniej
                    wiecej dokladnie tak jak to tam odleglosciowo wygladalo.
                    Dla mnie osobiscie wszystko wydaje sie byc bezbledne, technika,
                    procedury, zastanawia mnie tylko dlaczego zeszli tak nisko, tu nie
                    chodzi o jakies 50 ft, przy tej odleglosci od lotniska, tu kwestia
                    300-350ft. Nie mowie o wskazaniach wysokosciomierzy, bledach
                    kalibracji, itp, wg mnie wszystko w tym wgledzie bylo ok. Nie
                    latalem na TU, ale gdzies w tv slyszalem opinie jakiegos eksperta z
                    rosji, mowil o tym, ze TU zachowuje sie specyficznie przy malych
                    predkosciach. I mysle, ze tu jest przyczyna, on zachowuje sie
                    bardziej jak kamien niz jak szybowiec. Trudno z drugiej strony
                    przyjmowac to jako fakt, ze piloci latajacy na tym tyle godzin nie
                    czuli maszyny, a moze ona tak sie czuc po prostu nie daje.
                    To tylko moja wizja tego zdarzenia, nawet nie wersja, bo niczego nie
                    twierdze, ale wlasnie wydaje mi sie, ze punktem zwrotnym byla
                    decyzja o podejsciu troche bardziej plaskim. Ze standardowej 3m/s
                    zrobilo sie 6 (nie wiem czy to prawdziwe dane - zaslyszane) a to 2x
                    szybciej, czy skorygowana byla predkosc liniowa, pewnie tak, ale tez
                    moze zbyt pozno zostal zaciagniety. Zbyt pozno, tzn naprawde pare
                    sekund, czy zbyt mala byla predkosc liniowa by czuc TU i kazac mu
                    sluchac sie... napewno czy we mgle, czy bez niej, efekt bylby w tym
                    ukladzie taki sam, w sensie pilotarzu, gdyby nie mgla, zejscie
                    byloby takie jak linia prosta i trafienie w zebre, tyle.
                    • flying-mind Re: Fakty, fakty i jeszcze raz fakty 20.04.10, 21:58
                      flying.tomi napisal:
                      > moze zbyt pozno zostal zaciagniety


                      Chociaz osobiscie nie pilotuje, to zdaje sobie sprawe, jaka byla skala trudnosci. Z tego, co pisza niektorzy fachowcy wynika, ze taka wersja zdarzen to jedna z najbardziej prawdopodobnych hipotez. Ale to troche tak, jakby kierowca samochodu prezydenckiego stracil panowanie nad autem na zakrecie... No i jak to powiedziec ludziom?
                      • flying.tomi Re: Fakty, fakty i jeszcze raz fakty 20.04.10, 22:11
                        Latwiej byloby powiedziec, ze "w trakcie poscigu Prezydencka
                        limuzyna wpadla w poslizg uciekajac przed zgraja..." Ale faktycznie
                        trudno i to bardzo trudno jest powiedziec, ze Prezydencka
                        limuzyna "troszke sie spieszyla" i przy parkowaniu standardowym nie
                        chciano poszukac inneg miejsca "lepszego" bo to bylo zbyt ciasne.
                        W tym przypadku trzeba by powiedziec rowniez, ze taki sposob
                        podejscia do ladowania jest dosc typowy w "lataniu wojskowym".
                        Czyzby wlasnie ta katastrofa nie byla dokladnie kopia innej... A
                        wynik ich obu to niestety bledy w szkoleniu pilotow ... Zaden blad
                        ucznia ktory zostal nauczony ze 2+2 = 5 a pytany tak wlasnie
                        odpowiada. Grzezlo mi to stwierdzenie, ale juz nie wytrzymalem....
                        Niestety TU to nie mysliwiec...
                        • flying-mind Re: Fakty, fakty i jeszcze raz fakty 20.04.10, 22:18
                          No, nareszcie! Dzieki!
                        • flying-mind Re: Fakty, fakty i jeszcze raz fakty 20.04.10, 22:20
                          No, nareszcie. Dzieki!
                          • flying.tomi Re: Fakty, fakty i jeszcze raz fakty 20.04.10, 23:09
                            Udalo sie :) Obym tylko nie zostal namierzony jako "swoj majacy inne
                            zdanie, czyli ptak robiacy potrzebe fizjologiczna we wlasne
                            gniazdo".
                            Niestety, mam juz dosc chocby przygladania sie temu co dzieje sie
                            teraz w mediach, spoconych prokuratorow chcacych powiedziec duzo ale
                            nie powiedziec niczego, kryjacych siebie wzajemnie "szefow
                            wszystkich szefow".
                            Szukajmy sobie radiolatarni ktore sa w miejscu nie tym co potrzeba
                            lub ich nie ma tam gdzie powinny byc. Zarzucajmy wina wieze,
                            lotnisko i cala rosje, lub pozwolmy by ludzie mysleli tak jak
                            powinni, sami to w sobie rodzac teorie spiskow, nowoczesnej broni i
                            proby "liwkidacji niewygodnych politykow w XXI wieku". Przeciez ten
                            samolot ja sam posadzilbym na lace pod warszawa, moze by tylko
                            troszke trudno bylo z niej pozniej wystartowac, ale czy zgineloby
                            tam tak wiele osob... To oczywiscie gruba przesada, bo nie jestem
                            taki zdolny, jestem za to przekonany, ze posadzic w punkcie bez
                            prowadzen zewnetrznych moze wiekszosc pilotow. Chcialem powiedziec,
                            ze samolot potrzebuje pilota, a pilot nauczyciela. Ucza nas ci,
                            ktorzy moze wiecej czytali niz "przepraktykowali", jest teoria,
                            fajnie, ale jest tez i praktyka. Zapytajmy kolegow pilotow naszej
                            armii, czy przy przejsciu do LC "lataja na mysliwcach", czy jednak
                            musza tam troche zmienic swoje "nawyki". Jak strasznie inne to
                            latanie, pewnie Ci co w temacie wiedza o czym mowie... nudne ?
                            Czy to LC wymyslilo jakies grubo przesadne procedury, czy przesadnie
                            podchodza do wielu zagadnien ? Wlasnie... Czy ktos z pilotow
                            zechcialby wyladowac w tamtych warunkach bez podejscia na innym
                            lotnisku... Czy ktos chcialby zameldowac, p Gen. wieza ZALECALA
                            zapas wiec polecialem ... Czy latajac w liniach problem ten... bylby
                            jakby nie istnial ?
                            Pewnie lepiej isc spac, poki co oczywiscie :)
            • flying.tomi Re: Fakty, fakty i jeszcze raz fakty 20.04.10, 15:30
              zjadlo koncowke...
              powinienem dodac, ze TU zachowal sie przy podejsciu bardziej jak
              kamien niz jak szybowiec i tyle. Wieksza szybkosc opadania przy
              mniejszej predkosci liniowej = problemy z korekcja wysokosci
              przy "zaciaganiu" i leniwe wyplaszczenie. Pilot wiedzial ze nie jest
              dobrze gdy zaczal zaciagac, czyli relatywnie duzo wczesniej niz 5
              sekund przed ostatecznym zderzeniem z ziemia. Chcac pociagnac w gore
              jakies 100m przed 0 brakowalo sily nosnej, bo bylo za wolno.
              Gdyby chociaz troszke od podejscia wialo... No ale gdyby... gdyby.
              • you-know-who lacuszek przyczyn. opadali za szybko, nie za nisko 21.04.10, 18:55
                kto wie, kto wie. oczywiscie to realistyczny scenariusz psychologiczny dla
                JEDNEGO pilota lecacego we mgle. ja i ty drogi tomi moglibysmy lecac w chmurze i
                *wygladajac przez okno* w oczekiwaniu na przeswit, troche nerwowo ciagnac
                kolumne sterow do siebie, niechcacy zejsc ponizej V_L/D, w wiec miec tez wieksza
                predkosc opadania, nie zauwazyc tego wszystkiego i miec kat opadania 6 zamiast 3
                stopnie. zgoda. ale tam w kabinie bylo dwoch pilotow i mieli kilkadziesiat
                sekund na zauwazenie i skorygowanie sytuacji. wiec nie jest to takie jasne..

                (uwaga, tu warto zaczac uwazac!)
                gdyby piloci popelnili te same wykroczenia przeciwko dobrym radom starszych i
                mniej odwaznych pilotow co pisza ksiazki i podjeli szalenczy lot przy zerowej
                widocznosci w poszukiwaniu ziemi ponizej minimum decyzyjnego, i zobaczyli teren
                dokladnie tam, gdzie go zobaczyli, jakies 1.5km od pasa na jego wysokosci 30m
                nad terenem i 0m nad pasem, to i tak w smolensku nie doszloby do katastrofy,
                gdyby tylko wczesniej skorygowali predkosc opadania do nominalnej 3m/s, dodajac
                nieco ciagu (predkosc opadania w ustabilizowanym locie kontroluje sie ciagiem
                silnika, nie katem natarcia, to taki maly paradoks lotnictwa *).

                to co sie zdarzylo: w momencie zobaczenia terenu (~30m nad nim)
                predkosc opadania wynosila ~6m/s, potrzeba bylo 3.3s aby spadla do zera
                (przeciazenie +0.18g), co doprowadzilo do utraty wysokosci 10m
                zanim samolot zaczal sie wznosic. teren tymczasem podniosl sie o 17.5m i samolot
                zaczepil o pierwsze drzewo na wys. 2.5m.

                to co powinno sie zdarzyc: 30m nad terenem predkosc opadania powinna wynosic
                ~3m/s, a po ~1.6s spasc do zera. to oznacza utrate wysokosci *cztery razy
                mniejsza* (bo dwa razy mniejsza srednia predkosc opadania i dwa razy mniejszy
                czas opadania), tylko ~2.5m!

                oprocz tego, samolot pokonalby dwa razy mniejsza odleglosc nad szybko wznoszacym
                sie terenem (tym razem tylko o 17.5m/2 ~ 9m) - przelecialby 18m nad pierwszym
                drzewem!
                nie zaczepilby ani o pierwsze ani z pewnoscia o nastepne drzewa, poniewaz tylko
                na 3-4 sekundy znalazlby sie (0-2.5)m ponizej pasa startowego gdzie czekaly na
                niego drzewa.


                innymi slowy: tu-154 rozbil sie nie dlatego, ze zeszli przy zerowej widocznosci
                za nisko, za daleko od pasa, tylko dlatego ze przy zerowej widocznosci schodzili
                dwa razy *za szybko*, nad wznoszacym sie terenem. (ciekawe, czy komisja to
                zrozumie?)

                katastrofy by nie bylo, a my w ogole nie dowiedzielibysmy sie o incydencie. jak
                to czesto bywa, musialo sie zlozyc kilka bledow decyzyjnych i pilotazu by doszlo
                do katastrofy; ciagle mowie ze piloci popelniaja wiele drobnych bledow ale
                samoloty nie spadaja w krzaki bo szansa popelnienia wielu z nich naraz jest
                potegowo mala.


                *) gdyby ktos chcial wiedziec prawie wszystko o lataniu,
                www.av8n.com/how/htm/power.html#fig-vld
                w pewnym miejscu denker umieszcza w ramce nastepujace madre zdanie
                "If you’re not prepared for the go-around, you’re not prepared for the approach."
                • kzet69 Re: lacuszek przyczyn. opadali za szybko, nie za 21.04.10, 19:01
                  ja bym się chętnie dowiedział ile razy wcześniej piloci z 36 PL,
                  wożąc VIP-ów wykonywali takie wariackie podejścia, oczywiście udane,
                  ryzyko stało ich sie rutyną a rutyna ich zabiła pzdr.
                  • autarkia2 Re: lacuszek przyczyn. opadali za szybko, nie za 21.04.10, 23:11
                    to ciekawy wątek,może ktoś powie prawdę o lądowaniach z VIPami
                • vobo7 Re: lacuszek przyczyn. opadali za szybko, nie za 21.04.10, 19:31
                  Gdyby miał mniejszą prędkość opadania, to i kąt byłby mniejszy, toteż będąc te
                  (zakładane) 30m nad ziemią, byłby dalej: albo nad terenem o znacznie mniej
                  rosnącym pochyleniu, albo... nawet nad pasem.

                  Nb. gdyby mógł zobaczyć grunt będąc 10m wyżej, to też by z tego wyszedł, tak?
                  • you-know-who Re: lacuszek przyczyn. opadali za szybko, nie za 21.04.10, 19:38
                    tak, oczywiscie, gdyby mgla wisiala nieco wyzej i zobaczylby ziemie 40m a nie
                    30m pod soba, nie byloby katastrofy.
                    gdyby od poczatku opadal wolniej, trafilby na pas - prawda.

                    fakt faktem jednak, ze nawet gdyby pogubil sie w terenie i nie znal wysokosci
                    wzgledem pasa (co musialo zajasc), pilot moglby po prostu opadac wolniej i
                    czekac az zobaczy ziemie i nic nikomu by sie nie stalo.
                    • vobo7 Re: lacuszek przyczyn. opadali za szybko, nie za 21.04.10, 20:00
                      you-know-who napisał:

                      > i nie znal wysokosci wzgledem pasa (co musialo zajasc)

                      Czyli znowu dochodzimy do tego, że musiały zajść co najmniej dwa rodzaje
                      kozaczenia(?). Dwa razy większa prędkość opadania i źle nastawiony albo
                      zignorowany wysokościomierz barometryczny, tak? No bo jak: uwierzył, że żaden
                      wysokościomierz mu niepotrzebny? Kierował się wyłącznie radiowysokościomierzem
                      (niemożliwe; tzn. - nie wierzę). O TAWS nie piszę, bo nie wiem czy by się tu
                      przydał faktycznie. No i jeśli schodzili w taki sposób, to być może mogli alarmy
                      wyłączyć, bo by je pewnie mieli znacznie wcześniej.

                      Wychodzi na to, że i ta prędkość opadania nie całkiem jest wytłumaczalna bez
                      dodatkowych przyczynków (może tych "psychologicznych", przed którymi się
                      wzdragasz).

                      Po co takie opadanie? Przecież od pasa byli jeszcze daleko. Nawet nie przeszli
                      nad bliższą radiolatarnią. Więc po co?

                      /nie oczekuję, że znasz odpowiedzi. po prostu się dziwię/
                      • you-know-who Re: lacuszek przyczyn. opadali za szybko, nie za 21.04.10, 20:16
                        masz racje, nie mam pojecia. jeden pilot mogl sie po prostu zagapic - ale dwoch?
                        a nie jestem pewien czy i nawigator nie ma wysokosciomierza przed nosem..

                        przy takim schodzeniu pod chmury niektorzy (richard taylor, "instrument flying")
                        radza zeby wynurzyc sie z chmur troche wczesniej niz nad pasem, bo latanie w
                        mleku nie pomaga w niczym, ale nie mowi nic o tym jak szybko radzi opadac. w
                        smolensku zachowywali sie jakby czytali porady taylora, ale nie sa one zawsze
                        sluszne, jak widac.

                        moze analiza tego wypadku powinna zaowocowac dodaniem do procedur awaryjnych
                        zalecenia o wolnym wynurzaniu sie z chmur (wolnym opadaniu), by zmniejszyc
                        szanse napotkania wznoszacego sie terenu.
                        • vobo7 Re: lacuszek przyczyn. opadali za szybko, nie za 21.04.10, 20:37
                          you-know-who napisał:

                          > moze analiza tego wypadku powinna zaowocowac

                          Może nie tego wypadku. Sam pisałeś o tym co sądzisz o lotach VFR w warunkach IMC. Wystarczyło trzymać się minimów. Tu się zgadzam z tym, co Igor napisał w innym wątku. Należało lecieć na zapas i tyle.

                          (No... chyba, żeby nie było paliwa, ale to jest niemożliwe, nawet nie chcę się w takie spekulacje bawić)
                          • malwius1 Re: lacuszek przyczyn. opadali za szybko, nie za 21.04.10, 21:27
                            Starałem się przeczytać wątek od początku i nie znalazłem tego co mnie się nasuwa jako odpowiedź na pytanie dlaczego opadali za szybko i dlaczego znaleźli się tak nisko.
                            Kluczową sprawą był chyba ten nieszczęsny wąwóz przed lotniskiem. Oglądałem zdjęcia terenu i ściętych drzew wykonane przez Sergieja na rosyjskim forum.
                            Ze zdjęć i wykresów tam zamieszczonych wynika ,że przyśpieszone opadanie miało miejsce akurat nad tym wąwozem. Początkowo kurs na pas był prawidłowy .
                            Być może piloci nie znali ukształtowania terenu przed lotniskiem ? Lecieli w gęstej mgle po omacku tylko na przyrządach.
                            Wlatując nad wąwóz mogli przypuszczać ,że są za wysoko i zaczęli celowo szybciej się zniżać , że są za wysoko ok 50 m na podstawie radio wysokościomierza myśląc , że teren przed lotniskiem jest płaski ? Może wtedy zaczęli ignorować informacje kontrolera z wieży myśląc , że podał im złe informacje np. dotyczące ciśnienia na lotnisku ? Kiedy ścieli pierwsze wierzchołki drzew dobiło ich to że znaleźli się przed wzniesieniem dalej nie mieli już szans.
                            Zakładam , że nie było wcześniej żadnej awarii, że była gęsta mgła, niski pułap chmur. W takich warunkach pogodowych i na takim lotnisku nie powinni lądować bez ILS .

                • flying.tomi Re: lacuszek przyczyn. opadali za szybko, nie za 22.04.10, 14:03
                  mniej wiecej dokladnie tak, mniej wiecej tak to wydaje mi sie
                  podobnie napisalem. Łancuszek drobiazgow i efekt taki nie inny.

                  Pisalem tez o tym madrym zdaniu w tej ramce, wydaje mi sie po
                  porostu ze ktos tam bardziej chcial wyladowac niz nie wyladowawc, co
                  powinno byc zalezne tylko od warunkow i sytuacji dynamicznie
                  rozwijajacej sie w trakcie podejscia, a nie wczesniejszego zalozenia
                  na strone jednego z wariantow, w tym przypadku - usiasc tam i to za
                  pierwszym razem (co nie jest wg mnie bez znaczenia, bo wg mnie nie
                  zakladali drugiego podejscia - drobny szczegol, nie wiem na ile
                  prawdziwy, przed tym podejsciem wisieli przeciez nad lotniskiem, nie
                  po to by pokazac pasazerom widoczki, mogli oczywiscie w tym czasie
                  probowac pierwsze i pozniej drugie po ewentualnie nieudanym,
                  zejscie, ale doskonale znali prognoze i warunki tam nie zmienilyby
                  sie, to nie pozwalalo na "standardowe" podejscie bez chocby ILS,
                  stad powisieli by ustawic precyzyjnie droge, zmieniona niz wczesniej
                  zaplanowana, to moja teza). Oczywiscie w "standardzie" mogloby sie
                  udac, ale prawdopodobienstwo mozliwosci przyziemienia w standardzie
                  bylo mniejsze niz w mniejszym standardzie - jakkolwiek by to nie
                  brzmialo :)
                  Jesli chodzi o szybkosc opadania to nie pisalem o "przypadkowym"
                  dwukrotnym jej zwiekszeniu, pisalem zupelnie przeciwnie, profil
                  podejscia wg mnie swiadomie został zmieniony by, jak to pisales
                  cytujac taylora wyjsc wczesniej, oni przeciez doskonale wiedzieli ze
                  musza leciec na instrumentach w tamtych warunkach, uwzgledniajac to
                  co maja, a nie mieli wcale tak malo przed soba. O ile mozna uznac za
                  pewne rzeczy jako fakty to pamietajmy ze wieza mowila o zbyt szybkim
                  schodzeniu, i ja nie zakladam przez to dodatkowo "zagapienia sie" i
                  z 3 nagle zrobilo sie 6. Wieza mowila wiec nawet jesli byloby ich
                  tam 4 u gory to i piata wieza nie mialaby tu nic do rzeczy. Wieza
                  mowila im to, co oni dobrze wiedzieli, dlatego tez m.inn. nie
                  odpowiadali, co wiecej, nie reagowali.

                  Uwazam, ze TU nie dal sie prowadzić tak jak chcieli, jak wyliczyli,
                  na koncowce. Zakladajac pewien manerw musisz to zrobic bardzo bardzo
                  dokladnie z prostej przyczyny, nie ma mowy w trakcie o "grubszych"
                  zmianach lotu przy ziemi. Mozna to sobie troszke korygowac by fajnie
                  przyklapic, ale jesli przeliczysz sie (u nich tego nie zkladam) lub
                  maszyna jest dzis jakby nie taka, to nie idzie tak jak to sobie
                  wyliczyles. Wczoraj chyba przeczytalem gdzies, ze przy wylocie z
                  EPWA mieli ciezko na maksa, mowil to ktorys z dowodcow, nie wiem w
                  jakim kontekscie, wydaje sie przypadkowo, jednak to moze w tym
                  przypadku byc znaczaca inf., nie dla szybkosci opadania ale reakcji
                  samolotu w trakcie manerwu. Oczywiscie w "locie ustalonym" ciag,
                  itd. Nie wchodze tu w rzeczy oczywiste, nie analizuje detali,
                  parametrow itd. wg mnie wsz przyrzady byly ok, podobnie jak
                  oczywiste jest w podejsciach tego typu cos takiego jak "czas
                  reakcji" na "kat" i zwiekszenie ciagu, podobnie jak byc moze
                  oczywiste dla wielu jest w tych warunakch "zapas" (na marginesie
                  wieza nie mowila o trudnych warunkach i kropka, wieza mowila o
                  trudnych warunkach i... pojsciu na zapas (czyli b zlych warunkach! -
                  tak naprawde "gorzej" mowic nie mogli z wielu przyczyn). Gdy byli
                  30m nad ziemia czyli w 0 nad lotniskiem, ich reakcje byly juz dawno
                  dawno (relatywnie oczywiscie) bez znaczenia w tym profilu i oni tez
                  doskonale juz na tamtej wysokości o tym wiedzieli - przeciez nie
                  zakladamy ze chcieli wykorzystac niecke do zejscia ponizej :) ). Na
                  wszelkich wykresach podejscie tego typu jest przedstawione jako
                  linia prosta a w rzeczywistosci taka prosta nie jest (na marginesie
                  dlatego m.inn. sprzeganie danych z tasm trwa tak dlugo bo tu bedzie
                  to niezwykle istotne). Wg mnie w pewnym momencie TU nie poszedl
                  zgodnie z tym co wyznaczono, poszedl leniwie, zbyt leniwie, pozniej
                  mialo miejsce juz tylko odruchowe zwiekszenie ciagu, co bylo juz bez
                  znaczenia, choc nie musialobyc jesli byloby wyzej.
                  Mysle, ze jesli chodzi o szczegol, ktory zawazyl w znacznej mierze
                  na efekt, to nie predkosc opadania, wektor liniowy byl tu po prostu
                  zbyt krotki (chodzic tu moze o drobnych pare km), tyle. Mysle, ze
                  znajacy temat wiedza pewnie, iz prawdopodohnie w efekcie podobnego
                  manewru mielismy juz do czynienia z jedna katastrofa, no moze tam
                  poszlo to calkiem zle, tu braklo troszke koncowki.
                  • flying-mind Re: lacuszek przyczyn. opadali za szybko, nie za 22.04.10, 14:39
                    flying.tomi napisał:

                    "Oczywiscie w "standardzie" mogloby sie udac, ale
                    prawdopodobienstwo mozliwosci przyziemienia w standardzie bylo
                    mniejsze niz w mniejszym standardzie"


                    Otoz jak sie patrzy na wizualizacje Sergieja, to wynika z niej,
                    ze "w standardzie" powinni wyjsc z chmur na 300-40 m przd pasem przy
                    lagodnym kacie schodzenia i miekko usiasc na pasie. Ja wiem, ze
                    samoloty nie lataja "wedlug ekierki", ale mimo wszystko...
                    Jak oni sobie mogli skalkulowac te trajektorie, ktora obrali przy
                    takim przeciazeniu....?

                    Trajektoria wg Sergieja jest oczywiscie tylko hipotetyczna, i to
                    jest wlasciwie linia usredniajaca trajektorie. Sam sie
                    zastanawialem, skad on to wzial. Ale zdaje sie, ze ten kontroler
                    lotu podal jakies szczegoly. Gdyby powiedzial w jakiej odleglosci od
                    pasa samolot opuscil sciezke zejscia i gdyby do tego podal chociaz
                    jeden z parametrow lotu, to trajektorie daloby sie chyba z grubsza
                    odtworzyc. Bo te dane wystarczy nalozyc na linie wyznaczona przez
                    trzy pierwsze punkty zetkniecia samolotu z ziemia i sprawdzic, czy
                    sa wiarygodne. Ja tam nie jest w tym mocny, ale jak ktos ma zaciecie
                    i smykalke, to chyba daloby sie cos takiego zrobic.

                    Nie pamietam, co dokladnie ujawnil kontroler, bo mnie wtedy ponioslo
                    i przestalem sluchac rosyjskich mediow. Glupio, ale kazdy ma swoje
                    slabostki :-), nie tylko prezydenci.
                    • flying-mind Sorry, korekta 22.04.10, 14:46
                      Chcialem oczywiscie napisac, ze wyszedlby z chmur na 300-400 m przed
                      pasem (a nie 300-40). Sorry!
                    • flying.tomi Re: lacuszek przyczyn. opadali za szybko, nie za 22.04.10, 17:02
                      chmury to jedno, mgła to jakby... "ciag dalszy chmur", zeby nie
                      popasc w zbedne dyskusje, lecac od gory i w rozumieniu ograniczen
                      widocznosci, w pewnym sensie nawet gorzej, bo przy ziemi robi
                      sie "jakby gesciej". Piszac wczesniej "wyjsc z chmur" mialem na
                      mysli byc nizej troszke wczesniej, tzn, plasko przy podejsciu
                      by "nie przegapic" zebry, jesli widocznosc jest do czegos potrzeba
                      to napewno nie po to by widziec ze lece za nisko czy moze jeszcze
                      mam miejsce, ale po to wlasnie by widziec punkt przyziemienia, pot.
                      widziec gdzie laduje.
                      Schodzac w 3 musialby trzymac sie standardu, brak ziemi przy bezp
                      wysokosci na oku = odlot.
                      Poruszylem kwestie liniowosci podejscia nie po to by mowic oczywiste
                      rzeczy, ale po to by zwrocic uwage na wykres w ktorym to zalozono
                      ruch jednostajny. Zgodnie z nim, czyli tymi wykresami, miejsce
                      katastrofy byloby przy pierwszym zetknieciu z ziemia, chyba nikt kto
                      lecial chocby zblizonym gabarytowo potworkiem nie sadzi, aby mozna
                      bylo kontrolowac go w gore tak znacznie zmieniajac katy przy
                      wyciagnieciu reki do ziemi, by przeleciec jeszcze pare setek do
                      przodu przy lekkim wzniesieniu przed soba! ...Jesli tak, to przy tak
                      zwrotnym "mysliwcu" katastrofy napewno by nie bylo.
                      Niewatpliwie shchodzenie na 6 odnotowane zostalo na jakiejs
                      wysokosci (nie znam naprawde szcegolow i nawet ich nie rozwazam przy
                      tak roznej inf medialnej). Dlatego pisze ogolnie, w zarysie,
                      technicznie, koncepcyjnie, zupelnie nie analizujac precyzyjnie
                      danych bo ich albo nie ma, a jesli sa to rozne wrecz czasami
                      sprzeczne. Nie zakladam jendak wariantu by 6 trzymana byla do 30m
                      czyli do zera lotniska! Szybkosc schodzenia byla zmienna, im blizej
                      zera tym mniejsza, pierwsze czesanie drzewka musialo wrecz odbywac
                      sie juz niemalze liniowo, ale wowczas to byl puszczony ciag, a to
                      nie drzewko czy jego bliskosc o tym zawazyla, tylko punkt w ktorym
                      pilot ziorentowal sie ze "sie nie zmiesci" i to bylo jeszcze duzo
                      (relatywnie) wczesniej. Orientacja ta mogla miec miejsce, na moj
                      poglad, jakies 300 ft liczac od zera lotniska, gdy zaczal wlasnie
                      zgodnie z przyjetem wczesniej planem, wyplaszczac.
                      Moze inaczej (tak dla zobrazowania), mozna leciec z ta sama
                      predkoscia (wekt liniowy - jako wypadkowa zmiennych na ktore mamy
                      wplyw czyli ciag i kat) przy opadaniu 3 od punktu 200 m do 0 (w
                      piozmie). Mozna tez miec opadanie 5 do 100m a od 100 do 0 - 1m/s:
                      tak w wiekim przyblizeniu oczywiscie, pomijam gradienty predkosci
                      liniowej w trakcie zmiany szybkosci opadania. Wowczas to mozna
                      leciec nizej, tzn teoretycznie "bezpieczniej" "obnizyc" punkt
                      zejscia decyzyjnego (odejscie) a z drugiej strony gdy "zaskoczy" nas
                      naglym pojawieniem sie zebra, bedzie mozliwosc dotknac kolkami ziemi
                      w odpowiednim miejscu - szybciej. Szczegolnie wowczas jest
                      to "bezpieczne" gdy na podejsciu nie ma gorek, a jest wrecz
                      obnizenie (wg mnie pilot znal doskonale teren). Problem jest w tym
                      tylko taki, ze mozna miec zbyd duzy ciag przy schodzeniu na 5, w
                      konsekwencji zbyt duza szybkosc na koncu i przejechac linie mety.
                      Dobor ten powinien byc niezwykle precyzyjny, tu moze chodzic np o 1-
                      3m/s (wektor liniowy), a swiadomosc przykrotkiego pasa
                      podswiadomie "podpowiada" by lepiej ta predkosc ciutke zanizyc, niz
                      zawyzyc - stad myslalem o zbyt "wolny" podejsciu.
                      Jesli teraz, ktos namierzy samolot na wysokosci 150m od punktu O to
                      stwierdzi ze opadal 6, jesli 50 to opadal 1. Wowczas to przedluzenie
                      tej lini w kierunku punktu przyziemienia spotka sie z zupelnie innym
                      terenem, w drugim przypadku wlasnie wlasciwym punktem przyziemienia.
                      Rysujacy szkice oczywiscie uwzglednil wartosc opadania podana przez
                      kogos z wiezy tylko czy wiadomo na jakiej wysokosci? Czy bylo to
                      tylko stwierdzenie... on opadal zbyt szybko 6m/s ja mowilem mu to
                      przez radio, czy tyle wiemy ? Jesli tak, to wydaje mi sie, ze to
                      zadna imformacja.
                      W tym rozwazaniu niewatpliwie istotne jest obciazenie dlatego moja
                      uwage zwrocil fakt ze byl ciezki przy starcie, na pełno, oczywiscie
                      nie zakaldam zeby zaloga o tym nie wiedziala, mam na mysli tylko
                      fakt jak Tu dal sie prowdzic, bardziej leniwie - moze, i to byl tez
                      kolejny parametr ktory musialbyc uwzgledniany przy podejsciu -
                      kolejny z kolejnych, zawsze kolejny dodatkowy szczegol.
            • vobo7 Re: Fakty, fakty... - pytanie 20.04.10, 16:18
              flying.tomi napisał:

              > Mozna by zatem zadac pytanie dlaczego pilot uznal ze pas lotniska
              > znajduje sie 1050 metrow wczesniej niz rzeczywiscie on sie znajduje


              Chciałbym coś wykluczyć, a ponieważ nie znam się na lataniu, zadaję pytanie:

              Na zdjęciu nr 26 w galerii Siergieja, na lewo od białego budynku (były domysły, że to budynek z bliższą radiolatarnią NDB; nawet jeśli nie, to jest to właśnie w tym miejscu, gdzie samolot ściął pierwszą brzózkę lecąc ok. 8m nad ziemią), stoi samochód ciężarowy. Wygląda na jakiś rodzaj mobilnej świetlnej latarni (latarnia lotniskowa, latarnia tożsamości?). Jeśli się dobrze domyślam, to czy mógłbyś wyjaśnić lokalizację takiej latarni - tzn. czy ona winna być właśnie w tym miejscu ustawiona (przy NDB), bo tak się przyjęło? Czy ona jest/powinna być włączona w ciągu dnia - przy takich, jak tam były, warunkach meteo?

              Jeśli wiesz, jaki to może być rodzaj latarni, to też napisz, bo od tego zapewne zależy jakim kolorem (kolorami) ona błyska.

              Oczywiście, chciałbym się upewnić, czy - gdyby to była jakaś świetlna latarnia i gdyby błyskała, miałaby szansę jakoś wprowadzić pilota w błąd? Przy założeniu niskiej podstawy chmur, mgły, rzadkich prześwitów?
              • roled Re: Fakty, fakty... - pytanie 20.04.10, 18:16
                Vobo, obejrzyj siobie chociażby na YouTube filmiki z podchodzenia we
                mgle i odpowiedz na pytanie kiedy jest szansa zobaczyć jakiekolwiek
                światła (i to światła pasa). Żebyś się nie przemęczał - na 2-3
                sekundy przed przyziemieniem przy dobrym układzie. A samolot leci
                250 km/h... czas reakcji turbin na go-around to 4-10 sekund w
                zależności od typu (tj. rozkręcenie do pełnej mocy startowej). Złóż
                to sobie do kupy. Jak "jakieś" światło nawet zobaczysz, ale nie tam
                gdzie się spodziewałeś, to nawet czasu na zdrowaśkę Ci nie
                wystarczy. Nie lecisz paralotnią, tylko 100 tonową maszyną. Takie
                prawa fizyki.
                • vobo7 Re: Fakty, fakty... - pytanie 20.04.10, 18:27
                  Ok, Roled, dzięki - mniej więcej o to mi chodziło.
                  Ja się na tym nie znam, Ty - ponoć - tak :P
                  (więc uszczypliwości możesz sobie podarować)

                  Niemniej lotniska mają jakieś systemy oświetleniowe, tak? I czemuś one służą.
                  Czy tylko lądowaniu w nocy?

                  Tak czy inaczej, specjalisto, rozpoznajesz samochód, o który pytam oraz jego
                  funkcję? Bo ma on coś zainstalowane na górze i nie wygląda mi to na komin od
                  garkuchni. Latarnia KNS?

                  Pytałem też o to, w jakim miejscu instaluje się na lotniskach (o ile się nadal
                  instaluje, a nie wręcz przeciwnie) latarnię lotniskową, bądź latarnię
                  identyfikacyjną. Jeśli umiesz na to odpowiedzieć, to chętnie się dowiem. Moje
                  pytania nie były spowodowane snuciem jakichś teorii, ale głównie potrzebą
                  wyjaśnienia sobie obecności tego samochodu w tym akurat miejscu oraz kwestii
                  związanych z tymi konkretnymi typami oświetlenia.

                  Że się je "formalnie" stosuje to wiem, bo są na to przepisy określające
                  charakter emitowanego światła, jego 'siłę', i inne rzeczy itd.
                  • roled Re: Fakty, fakty... - pytanie 20.04.10, 18:45
                    Nieee, ja się absolutnie nie znam. Są tu dużo więksi fachowcy :).
                    Ciężarówka owszem stoi. Jaka to nie wiem - może być równie dobrze
                    stara garkuchnia.

                    Ja bym zadał inne pytania Vobo:

                    1. Czy ta ciężarówka tam stała w trakcie katastrofy? Niewiadomo...
                    2. Czy to białe co wydaje się być na cieżarówce, to czasem nie stoi
                    za nią i nie jest to kolumna nadajnika NDB? (bo według mnie tak).

                    A na twoje pytania to Ci odpowiem, jak ktos opublikuje ujęcie z
                    drugiej strony i będzie wiadomo, że istotnie stoi tam ciężarówka
                    z "czymś" na dachu, a nie tylko perspektywa płata figle.

                    Lotniska wojskowe w ogóle mają bardzo mało świateł. Zwykle tylko pas
                    i próg. Poza tym w dzień, w mleku światła nawet gdyby sie paliły, to
                    ich widoczność jest minimalna, marginalna i pomijalna. To jak
                    dokładnie tak samo jak na morzu - jest mgła, to możesz mieć 100
                    świateł i zobaczysz je na sekundy wcześniej albo tylko jakąś
                    niewielką poświatę. A płyniesz dużo wolniej, niż lecisz, prawda? Po
                    to właśnie wymyślono ustrojstwa typu NDB czy ILS, żeby można było
                    lądować jak świateł nie widać.
                    • vobo7 Re: Fakty, fakty... - pytanie 20.04.10, 19:10
                      No zgadza się. Może perspektywa figle płatać, jak też samochodu mogło tam wtedy
                      nie być.
              • flying.tomi Re: Fakty, fakty... - pytanie 20.04.10, 20:02
                vobo7 napisał:

                > flying.tomi napisał:
                >
                > > Mozna by zatem zadac pytanie dlaczego pilot uznal ze pas
                lotniska
                > > znajduje sie 1050 metrow wczesniej niz rzeczywiscie on sie
                znajduje

                >
                > Chciałbym coś wykluczyć, a ponieważ nie znam się na lataniu,
                zadaję pytanie:
                >
                > Na zdjęciu nr 26 w galerii Siergieja, na lewo od
                białego budynku (były domysły, że to budynek z bliższą radiolatarnią
                NDB; nawet jeśli nie, to jest to właśnie w tym miejscu, gdzie
                samolot ściął pierwszą brzózkę lecąc ok. 8m nad ziemią), stoi
                samochód ciężarowy. Wygląda na jakiś rodzaj mobilnej świetlnej
                latarni (latarnia lotniskowa, latarnia tożsamości?). Jeśli się
                dobrze domyślam, to czy mógłbyś wyjaśnić lokalizację takiej latarni -
                tzn. czy ona winna być właśnie w tym miejscu ustawiona (przy NDB),
                bo tak się przyjęło? Czy ona jest/powinna być włączona w ciągu dnia -
                przy takich, jak tam były, warunkach meteo?
                >
                > Jeśli wiesz, jaki to może być rodzaj latarni, to też napisz, bo od
                tego zapewne
                > zależy jakim kolorem (kolorami) ona błyska.
                >
                > Oczywiście, chciałbym się upewnić, czy - gdyby to była jakaś
                świetlna latarnia
                > i gdyby błyskała, miałaby szansę jakoś wprowadzić pilota w błąd?
                Przy założeniu
                > niskiej podstawy chmur, mgły, rzadkich prześwitów?


                Przytoczyl Pan moj watek w ktorym pisalem raczej "glosno" rozwazajac
                ewentualnosci, ta akurat rowniez wykluczylem. Pisalem raczej ze ich
                wysokosc w tym miejscu byla wlasciwa dla obszaru bliskiego punktu
                przyziemienia, nie analizowalem szczegolowo niwelacji terenu bo i
                tak bylo stanowczo za nisko jesli ten obszar jest ponizej punktu
                przyziemienia. Jesli tam bylo 8m to mniej wiecej tak jakby pas
                startowy mial sie zaczynac za jakies 30-50m, a zebra do 100.
                Jesli chodzi o latarnie to w tych warunkach jest to bez znaczenia.
                Prosze wierzyc mi, zwykly GPS ktory pewnie ma Pan w tel komorkowym
                jest dzis o wiele bardziej dokladny. Trudno przyjac wersje w ktorej
                pilot sugerowalby sie swiatlem czy sygnalem takich latarni jako
                pewnik bezwzgledny stojacy w sprzecznosci ze wskazaniami jego
                przyrzadow. Taki stan rzeczy moglby byc powodem do uznania bledu
                pilota, a tego tam sie nie doszukalem. Kazda niepewnosc wynikajaca z
                roznicy wskazan naziemnych z pokladowymi jest powazna niepewnoscia
                sugerujaca blad instr. i natychmiastowym odejsciem. Te systemy to
                lata 60, nawet jesli stoi gdzies jakis samochod czy "budka" to albo
                nie dziala, albo jest w "sasiegu oczu czy uwagi" na zasadzie... o
                jakie fajne.
                • vobo7 Re: Fakty, fakty... - pytanie 20.04.10, 20:28
                  Bardzo dziękuję. Chciałem się tylko upewnić.

                  Nb. oni mieli na pokładzie dwa GPSy, ze trzy wysokościomierze barometryczne,
                  radiowysokościomierz oraz TAWS. I jeszcze ponoć wieża podawała im odległość z
                  radaru (choć nie wiadomo jak długo). Miejsce ścięcia czubka pierwszego drzewka
                  (te 8m) odpowiada z grubsza położeniu bliższej radiolatarni NDB. Ale to tylko
                  tak na marginesie.

                  Wysokości lotu w tej końcowej fazie są określane na podstawie miejsc, w których
                  zostały ścięte drzewa. Naturalnie, nie są to żadne oficjalne dane.

                  Dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam.
                  • flying.tomi Re: Fakty, fakty... - pytanie 20.04.10, 21:15
                    dokladnie to akurat wiem co mieli na pokladzie, dlatego tez sprawa
                    latarni wydaje mi sie tu bez znaczenia. To co mieli na pokladzie
                    starczylo by zeby usiasc na pasie przy gorszych warunkach, w
                    najgorszym wypadku mozna by oczekiwac cos zlego na pasie, a nie km
                    przed nim.
                    Gdyby nie to uksztaltowanie terenu, tzn podejscie po skosie w gore,
                    ktore wiekszosc na forach uznaje za przyczyne, to katastrofa w tym
                    przypadku bylaby wygladala troszke inaczej, tj. wszystko zamkneloby
                    sie w obrebie o niewielkim promieniu a samolot przyziemil by
                    punktowo. Wowczas ciala wiekszosci osob bylyby do rozpoznania
                    wylacznie po badaniach DNA, stopien rozczlonkowania ofiar bylby duzo
                    wiekszy, bylby pozar paliwa, itd. Wylacznie taka jest "zaleta" tego
                    terenu, w stosunku do skutkow katastrofy, dla przyczyn jest to bez
                    znaczenia.
          • ivonnovi Re: Fakty, fakty i jeszcze raz fakty 20.04.10, 23:48
            ergief napisał:

            > "Przy złych podstawowych wyborach które wymagają doświadczenia i dojrzałości, "
            > Dowódca załogi A. Protasiuk - prawie 3000 godz na Tu-154 (w sumie ok 3528 godz.
            > nalotu) to chyba dostateczne doświadczenie, drugi pilot R,. Grzywna - > godzin
            nalotu (gen. Błasik miał ogólnego nalotu tylko 1300 godz).1939

            Przeczytaj sobie wcześniejsze posty na tym forum, wydaje mi się, że gdzieś z 17
            czy 18. Parę osób zwraca tam uwagę na fakt (i podaje linki), że na początku w
            różnych źródłach ilość wylatanych godzin obu pilotów podawano odwrotnie. O ile
            pamiętam, choćby w Gazecie Białostockiej.
            Przypadek to, że pośmiertnie obaj piloci zamienili się godzinaymi przy steracz -
            czy celowo?


      • my.fair Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 20.04.10, 15:39
        Ale to też świadczy, jak beznadziejna była widoczność. Dlaczego
        pilot zdecydował w ogóle lądować w takich warunkach?
        • roled A o takiej teoryjce ktoś pomyślał? 20.04.10, 17:22
          Chłopaki się śpieszyli jak diabli, bo "góra" kazała... na lotnisku
          nie zatankowali pod korek, tylko "aby dociągnąć". Dodatkowo samolot
          załadowany na "full", wiadomo, że jak lżejszy to będzie lepiej... No
          i nie było paliwka na dolot na zapas.... to co mieli zrobić? Musieli
          próbować...

          to oczywiście tylko teoryjka, ale coś mały pożar tam był jak na
          pełne zbiorniki ;)
          • joanna_on-line Re: A o takiej teoryjce ktoś pomyślał? 20.04.10, 17:35
            roled napisał:

            > to oczywiście tylko teoryjka, ale coś mały pożar tam był jak na
            > pełne zbiorniki ;)


            daleka jestem od snucia teorii spiskowych, ale ten fakt także od początku mnie
            dziwił i ... znalazłam takie wytłumaczenie na forum lotnictwo.net.pl:

            pytanie:
            Dlaczego mieliby zrzucać paliwo, to przecież nie było lądowanie awaryjne. O
            istnieniu takiej instalacji niech piszą eksperci a nie wyborcza
            Dziwna sprawa z tym paliwem (pożarem) - zbiorniki (4) w tutce są w skrzydłach, w
            środkowej ich części- Na filmie mnrphoto (przed przybyciem strażaków)
            widać charakterystyczne rury przewodów paliwowych wystające z oderwanej części
            "centralnej" kadłuba bez oznak ognia, przy
            fragmentach oderwanych skrzydeł, też brak ognia - praktycznie ogień jest tylko w
            miejscu nieopodal silników i to minimalny.
            Biorąc pod uwagę, że tankowałem TU154 (jakieś 50 - 60 razy) zwykle na takie
            trasy 20-22 tony paliwa, to nawet zakładając,
            że większość paliwa inercyjnie poszła i wybuchła w powietrzu myślę, że miał
            niewiele paliwa.
            Piszę to, bo nie znając procedur dotyczących tankowania naszego "Air force 1" a
            mając doświadczenie z kłopotami z paliwem
            na rosyjskich lotniskach (prócz komunikacyjnych) wątpię by nasi nie zatankowali
            go "na full", tym bardziej, że pilot zgłaszał że
            ma dość paliwa na zrobienie próby podejścia i w razie czego odejścia na zapasowe
            lotnisko. Dziwna sprawa - czekam na raport.

            odpowiedź:

            Wydaje się, że prezydencki samolot w ostatnich chwilach był już niestety tylko
            ciężką bryłą metalu. Zawadził skrzydłem, oddzieliło się ono zapewne w większej
            części od kadłuba, który uderzając rozrywał się na przestrzeni kilkuset metrów.
            Ze zdjęć którymi dysponujemy najlepiej zachował się tył kadłuba, który z powodu
            ciężkich silników mógł oderwać się szybciej od reszty samolotu. Rozgrzane
            elementy silników były więc daleko od paliwa wylewającego się ze zbiorników w
            skrzydłach. Tak najprościej to chyba zinterpretować.
            • roled Re: A o takiej teoryjce ktoś pomyślał? 20.04.10, 17:55
              Tak odpowiedź jest prawdopodobna. Poza faktem, że paliwo lotnicze
              łatwo paruje i w sumie wystarczyłaby iskra z rozrywanych instalacji
              elektrycznych, czy trących o siebie części metalowych. Stąd zadający
              pytanie:

              "to nawet zakładając, że większość paliwa inercyjnie poszła i
              wybuchła w powietrzu myślę, że miał niewiele paliwa."


              może być bliżej prawdy niż mu się wydaje.

              Paliwo lotnicze to nie królik w kapeluszu, nie odparowuje w 5
              sekund. Wybuch w powietrzu spalił to co było w zbiornikach i się
              rozlało? Czemu nie, ale jakby tam te 20 ton eksplodowało na
              wysokosci kilkunastu metrów to by przynajmniej czubki drzew były
              opalone w sporym promieniu, a nie widać żeby były. Powinno też mgłę
              osuszyć w sporym promieniu, a mgła jak widać sobie spokojnie
              wisiała. No i to nie bomba na mieszkankę powietrzno-paliwową, nie
              wszystko by się spaliło w powietrzu, część spadłaby na ziemię i
              podpaliła podszycie.

              Na tym co zostało z kadłuba, też jakoś nie widać, żeby jakiś wybuch
              był. Oczywiście mogło się rozlać, wsiąknąć w ziemię i po krzyku. Ale
              w takim razie trzeba założyć, że jak się samolot rozsypywał, to
              nawet jedna iskra nie powstała. Dość odważne założenie, hehehe.

              Więc gdzie było paliwo? :)
              • cp-n Re: A o takiej teoryjce ktoś pomyślał? 21.04.10, 22:49
                > Poza faktem, że paliwo lotnicze
                > łatwo paruje i w sumie wystarczyłaby iskra z rozrywanych
                instalacji
                > elektrycznych, czy trących o siebie części metalowych.

                Paliwo lotnicze nie jest tak palne jak mogloby sie wydawac.
                Temperatura zaplonu takiego paliwa (JetA1)to nie mniej niz 38degC.
                Dla porownania temperatura zaplonu benzyny to okolo minus 50degC a
                oleju napedowego okolo 60degC.
                Jedna iskra nie zapalilaby paliwa lotniczego w temperatusze okolo
                1degC
            • adamiecki Paliwo 21.04.10, 15:07
              Z ktoregos komunikatu wiemy, ze wiele zwłok (wiekszosc?) było
              nadpalonych (moze tylko poparzona skora?), wiec paliwo zapewne
              rozlało sie na duzej powierzchni i bardzo szybko spaliło wytwarzajac
              na krotko wysoka temperature w tym obszarze. Było go zapewne
              niewiele, po prostu tyle, zeby móc zrobic to jedno podejscie i
              ewentualnie doleciec do innego lotniska…
              • zuzka111 Re: Paliwo 21.04.10, 16:58
                hmm... a co w takim razie według Ciebie znaczy w tym wypadku "niewiele"
                paliwa(po prostu na jakieś powiedzmy 2 godziny lotu??
                • you-know-who Re: Paliwo 22.04.10, 07:49
                  szacunkowo, bo to zalezy od wysokosci lotu, tu-154 zzera jakies 7 ton paliwa na
                  godzine, przy duzej predkosci i na duzej wysokosci, a wiecej przy starcie i
                  wznoszeniu. zakladajac, ze na podroz w kazda strone zabrali 13 ton (8 na 1sza
                  godzine lotu, 5 na dolecenie do smolenska i podejscia, z zapasem), powinno
                  zostac jakies 15 ton w skrzydlach. to bardzo duzo, taka spora ciezarowka
                  wypelniona lekka benzyna do odrzutowcow. albo powinny byc wielkie kaluze paliwa,
                  ktore w temperaturze <60C dosc wolno paruje (zwykla benzyna szybciej), albo
                  dlugotrwaly pozar, bo paliwo ma punkt samozaplonu w 210 C. nie slyszalem o
                  zaistnieniu zadnej z tych dwoch sytuacji. zdjecia szczatkow samolotu nie maja
                  sladu pozaru, czym strazacy byli zdziwieni (mysleli ze samolot zzucil paliwo).
                  dziwne, ale nie koniecznie niemozliwe, jesli jakims cudem rozpryskane paliwo nie
                  zapalilo sie.
                  • zuzka111 Re: Paliwo 22.04.10, 08:32
                    Ktoś z 36 Pułku mówił (nie pamiętam już gdzie to czytałam, widziałam), że
                    samolot był zatankowany "pod korek".
                    W tym Tupolewie był chyba zamontowany dodatkowy, 3 zbiornik paliwa na
                    ponad 8 ton. Miało to zwiększać jego zasięg do 6600 metrów.
                    Gdyby tak było, że miał ok 40 ton paliwa na starcie, to czy możliwe jest,
                    by pozostałe ok 25 ton w którymś momencie tarcia (przy >260 km/h)
                    skrzydłem, uderzenia o ziemię nie wybuchło i nie zapaliło się?
                    Czy w jakiś niezwykły sposób, podczas tego rozpadania się samolot mógł w
                    czasie 3-5 sekund "zgubić" całe pozostałe paliwo?

                    Według ostatniej symulacji samolot na drzewie traci ponad połowę skrzydła
                    - więc jeden zbiornik chyba w tym momencie zostaje uszkodzony.
                    Paliwo wylewa się z niego strugą na ziemię, a samolot powinien przy
                    koziołkowaniu zostać też tym paliwem ochlapany.
                    Iskra przy uderzeniu w ziemię może zapalić pozostałe paliwo i ścieżkę
                    która została za samolotem w lesie. Drzewa z natury są łatwo palne.
                    Nic takiego się nie zdarzyło.
                    Czy możliwe jest, by obsługa samolotu nie zauważyła, że nie ma paliwa, a
                    i nie sygnalizowała tego jako sytuacji awaryjnej?
                    Może źle działała "kontrolka" poziomu paliwa?
                    Ale z kolei bez paliwa nie pociągnął by go w górę i nie przyspieszył.
                    Nie rozumiem tego.
                    • ae911truthorg Re: Paliwo 22.04.10, 10:04
                      Polecem rozważania hipotetyczne, które są tu
                      forum.gazeta.pl/forum/w,1157,110358669,110371655,Re_Zwariowany_pomysl_.html
                      Pod rozwagę poddaję też :Tu-154 koziołkujący w powietrzu ?????
                      To chyba teoria "spiskowa" ;)))
                      Bardziej prawdopodobne jest: 1 wybuch - odłamanie skrzydeł (jedno odpada) drugie
                      nadłamane kosi drzewa pod kątem, kadłub leci poziomo. Otrzymujemy "rakietę" -
                      bombą paliwową(paliwo tylko w obrębie przedziału pasażerskiego,pod podłogą)
                      ,leci tuż nad ziemią, zatrzymuje się szczęśliwie. 2 wybuch - destrukcja kadłuba,
                      ocaleje tylko kokpit i ogon.Polecam analizę zdjęcia satelitarnego, w lesie jest
                      kształt "wazonika". Na końcu jest koło i w centrum czarny osmalony ślad, jak
                      ktoś nie odpalał ładunków wybuchowych na ziemi, niech przypomni sobie palące
                      zapałki przyklejane do sufitu np.w szkolnych WC.
                      • zuzka111 Re: Paliwo 23.04.10, 19:03
                        Nie znam się na bombach. Nie potrafię sobie tego wyobrazić. W jaki sposób
                        paliwo znalazło się pod kadłubem?
                        • ae911truthorg Re: Paliwo 23.04.10, 19:41
                          Między podłogą, a brzuchem kadłuba jest przestrzeń, w przekroju wycinek koła.
                          Pisałaś o dodatkowym zbiorniku,jeżeli tam był zamontowany i nie był
                          pełny, to w czasie lotu mogła się wytworzyć mieszanka paliwowo-powietrzna
                          (sprawdź "bomba paliwowo-powietrzna"). To powinni sprawdzić prokuratorzy.Ja
                          stawiam hipotezy, realne ale ktoś je powinien sprawdzić. Nie mam czasu sprawdzać
                          mnóstwa info. Ktoś za to bierze kasę, niech pracuje.
                    • ae911truthorg Re: Paliwo 23.04.10, 16:59
                      Po pierwsze nie ma pewności, że paliwo było w zbiorniku w skrzydle,mogło się
                      znaleźć w kadłubie,pisałem o tym ( zbiornik dodatkowy w kadłubie? Podróż na
                      bombie, jeżeli to prawda,to pomysłodawca ma szansę na Nagrodę Darwina)
                      Uderz suchym kijem w drzewo i zobacz, co się dzieje z obłamanym końcem( to nasze
                      skrzydło), kij to samolot. Skrzydło, jeżeli już się odłamało, to wystrzeliło jak
                      z procy i nie miało szansy ochlapać samolotu paliwem, do tego kadłub nie jest
                      opalony z zewnątrz (czerwone pasy) - ogień był wewnątrz kadłuba.
                      Samolot nie miał szans wznieść się, to nie MiG-29. W/g mnie pilot zajmował się
                      sterami i nie miał czasu na sterowanie ciągiem.
                      Wzrost mocy silników to może być powrót do normalnej pracy z okresu "dziwnej
                      pracy" jak zeznaje dziennikarz (chyba tv).
          • vobo7 Re: A o takiej teoryjce ktoś pomyślał? 20.04.10, 18:19
            roled napisał:

            > nie zatankowali pod korek, tylko "aby dociągnąć".

            Roled, a czy to by nie było przestępstwo, gdyby samolot nie miał dość paliwa aby
            dolecieć na lotnisk(o/a) zapasowe? Na ile znam różne nasze instytucje, to ich
            pracownicy prędzej są skłonni wydać 5 razy więcej kasy, niż być personalnie w
            niezgodzie z jakimś nawet drobnym papierkiem. Zaś tu - nie byłaby to drobna sprawa.

            Ile kosztuje godzina lotu? 32-35 tys. złotych? Więc jaka by tu niby miała być ta
            "oszczędność" w stosunków do kosztów całego przedsięwzięcia, a jeszcze zwłaszcza
            w połączeniu z tym, kim byli pasażerowie.
            • roled Re: A o takiej teoryjce ktoś pomyślał? 20.04.10, 18:31
              Vobo ja się tam nie znam :). Wiem tylko, że komuś szalenie się
              spieszyło :). Tankowanie trwa, samolot lżejszy szybciej doleci i
              takie tam różne bzdety.

              Ale pytanie nadal jest: Gdzie się podziało paliwo?

              I jak widać, nie tylko mnie to nurtuje :).

              Niektórzy piszą, że zrzucił paliwo... Według sporej liczby
              ekspertów, to niemożliwe, bo Tu rzadowe nie mają takiej możliwości.
              No ale niechby zrzucił (albo samo wyciekało). To po pierwsze nie da
              rady zrzucić 20 ton w kilkanaście sekund, po drugie gdyby coś
              takiego miało miejsce to by poszło w eter wołanie o pomoc, że coś
              jest nie tak. Więc hipoteza o zrzucie paliwa nie trzyma się kupy.

              Na temat wybuchu napisałem - paliwo musiałoby być trudnopalne
              (heheh) i nie mogłaby powstać żadna iskra w momencie wypadku (a jak
              wiadomo rozrywany metal i przewody elektryczne pod napięciem
              absolutnie żadnej iskry nie dają, hehehe). Więc ta hipoteza, też się
              kupy nie trzyma.

              Pozostaje jedna: CUD (hehehe) lub też dla myślących odpowiedź na
              pytanie: A gdzie się podziało paliwo?
              • my.fair Re: A o takiej teoryjce ktoś pomyślał? 20.04.10, 19:30
                Mnie też to nurtuje, dlaczego nie było pożaru. Z góry powiem, że się
                na tym nie znam, ale gdzieś wyczytałam wypowiedź na ten temat, że
                paliwo samolotów nie jest tak bardzo łatwopalne, poza tym - mgła i
                wilgotne /błotniste/ okoliczne tereny nie sprzyjają pożarom.
                • flying.tomi Re: A o takiej teoryjce ktoś pomyślał? 20.04.10, 20:44
                  Tak mniej wiecej jest, pozatym dodatkiem, ze blotniste tereny itd.
                  Blotniste mogly by tylko zwiekszyc ew. pozar, jesli bylaby tam
                  rozlana "wielka kaluza", w tym sensie ze paliwo utrzymywalo by sie
                  na powierzchni bez wsiakania.
                  NIGDY nie bierze sie nadmiaru paliwa ponad zalozony juz nadmiar.
                  Bylem na terenie dwoch wypadkow lotniczych, w jednym przypadku, mimo
                  pozaru, czuc bylo jakby siedzialo sie na bombie "benzynowej" a byli
                  tam Tacy co ustawiali znicze i nie doszlo do eksplozji.
                  W tym przypadku nie bylo nadmiaru paliwa, tzn bylo tyle by doleciec
                  ew zmienic kurs na zapas. Zbiorniki ulegly zniszczeniu tak jak
                  wiekszosc samolotu na wiekszym terenie i rozpyleniu paliwa, a nie
                  punktowo. Dokladnie tak jak to opisano jest bardzo prawdopodobne.
                  • ergief Re: A o takiej teoryjce ktoś pomyślał? 21.04.10, 07:49
                    Mgła mogła zapobiec eksplozji paliwa rozpylonego w powietrzu IMHO.
              • vobo7 Re: A o takiej teoryjce ktoś pomyślał? 20.04.10, 19:41
                roled napisał:

                > Wiem tylko, że komuś szalenie się spieszyło :). Tankowanie trwa, samolot
                > lżejszy szybciej doleci i takie tam różne bzdety.


                Roled, no offence, ale chyba trochę bzdety;)
                Wychodzi na to, że dobrze, iż go nie zatankowali na połowę drogi każąc jej resztę pokonywać na zasadzie Gimli Glider:)

                W różne rzeczy uwierzę, ale nie w to, że tankowanie się robi w ostatniej chwili, a nawet później, aby z nim nie zdążyć. Zresztą samolot ponoć wylatywał z 40 minutowym (albo i większym) opóźnieniem.


                A tak z ciekawości (bo do dyskusji o tym jak się pali kerozyna to znajdziesz lepszych partnerów), co Ty właściwie sugerujesz:

                a) nie miał paliwa na lot na zapasowe
                b) leciał na oparach więc musiał schodzić jak najszybciej i na wariata (tylko po co wtedy te trzy kręgi)
                c) paliwo mu się skończyło wraz ze ścięciem pierwszej brzózki
                d) jeszcze coś innego
                ?
          • dzambii Re: A o takiej teoryjce ktoś pomyślał? 20.04.10, 21:16
            Samolot to nie samochód i nie tankuje się pod korek jeśli nie jest
            to konieczne ze względu na długość trasy. Wielkiej transatlantyckiej
            kobyle nie trzeba pełnych baków na przelot po Europie. Dlaczego
            paliwo jest zrzucane, jeśli lądowanie jest wcześniej niż planowano?
            Ano dlatego, że samolot przy lądowaniu nie może być zbyt ciężki.
            Sprawa pożaru to rzecz drugorzędna. Z pełnymi bakami nie udałoby się
            żadne lądowanie awaryjne. Nie wiem, czy maszyny wojskowe obowiązują
            te same przepisy, ale prawa fizyki i grawitacji na pewno.
            Co do wielkości pożaru: nie wiem, ale rozleciał się na przestrzeni
            kilkuset metrów i pozaostałe paliwo miało gdzie się rozprysnąć.
            Mokre podłoże i wilgotna mgła też pewnie zrobiły swoje.
            • flying.tomi Re: A o takiej teoryjce ktoś pomyślał? 20.04.10, 21:26
              dokladnie tak. Blotnisty teren i mgla, to jakby w mniejszym stopniu.
              Ale zasada jest taka, ze tankuje sie tyle ile trzeba do lotu,
              zapasow wiekszych niz zapas nie robi sie z bardzo wielu przyczyn.
          • you-know-who Re: A o takiej teoryjce ktoś pomyślał? 20.04.10, 22:45
            tak, pomyslal juz dawno
            forum.gazeta.pl/forum/w,1157,109929576,109929576,najwazniejsze_pytania_dot_katastrofy.html
    • tychik1 Re:Niech mędzynarodowi eksperci zbadają też tą kat 20.04.10, 23:46
      -astrofę !
    • fantomizer Negatywna karma? 21.04.10, 02:13
      Co na to?...

      --
      Autorem jest p. Barbara Turlińska, autorytet bioenergoterapeutów i korespondent
      wojenny "Wróżki"

      Od soboty tematem niemal wyłącznym wszystkich wiadomości medialnych, poczynań
      władzy, rozmów ludzi jest wypadek prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem.

      Poza oczywistym faktem tragedii jednoczesnej, nagłej (i strasznej, skoro nawet
      ciał nie da sie zidentyfikować) śmierci ilkudziesięciu osób, istnieje inny
      wymiar tego wydarzenia, o którym media milczą i o którym większość ludzi nie ma
      pojęcia.

      Rozumiemy bowiem, że nie ma przypadkow, a w tej sprawie tym bardziej!!!

      Jeśli spojrzeć na tę sytuację od strony sensu karmicznego i duchowego, dostrzec
      można kilka aspektów:

      1. Na Katyniem rozładowała się nabrzmiała i nieoczyszczona karma śmierci
      oficerów polskich sprzed 70 lat. Ta karma nie tylko jest związana z ich
      śmiercią, ale z faktem, że społeczeństwo polskie nie umiało rosjanom tego
      wybaczyć
      i przez 70 lat utrzymywało poczucie krzywdy, ofiary, żądanie
      pokajania się Rosjan i uzyskania zadośćuczynienia.

      Utrzymywanie poczucia krzywdy - to jest ta karma, która do faktu
      cierpienia zamordowanych oficerów dodała o wiele większą karmę urazy,
      gniewu, niewybaczenia
      .

      Przez 70 lat dodatkowo to miejsce nasączano ogromna negatywną energią. Wciąż
      aktywowano energię cierpienia!!!


      W ostatnich latach, kiedy było możliwe jawne mówienie o tej sprawie i
      organizowanie tam różnych uroczystości, karma ta jeszcze się wzmocniła.

      Strona polska (społeczeństwo i rząd) kierowała w stronę Rosjan coraz głośniejszy
      komunikat: czujemy się skrzywdzeni i wy musicie nas przeprosić, musicie się
      ukorzyć
      - wtedy ewentualnie wam wybaczymy...

      Te roszczenia w ostatnim czasie przybierały na sile wciąż wzmacniając
      negatywną karmę
      !!!

      Dodatkowo większość osób lecących tym samolotem (na czele z prezydentem) była od
      lat głęboko zaangażowana w podtrzymywanie takiego właśnie stanu mentalnego wśród
      Polaków i Rosjan. Nikt z nich nie był w stanie
      powiedzieć: "To było dawno, w realiach wojny, w innych klimatach,odpuśćmy to,
      zamknijmy ten rozdział."

      Przeciwnie, to mentalne Żądanie Sprawiedliwości (karmiczny syndrom
      kat-ofiara) połączone z bardzo
      emocjonalnym, jak to zwykle u Polaków, podtrzymywaniem
      poczucia krzywdy nabrzmiało do poziomu krytycznego...

      W chwili wypadku na miejscu było już kilka tysięcy przybyłych wcześniej osób,
      których myśli emocje były silnie skoncentrowane na tym, co stało się 70 lat
      temu. Te kumulowane przez 70 lat energie wytworzyły swoisty WIR
      KARMICZNO-ENERGETYCZNY, z którym wszedł w
      rezonans samolot prezydencki. Myśli (energia mentalna) osób lecących były w tym
      momencie włączone w olbrzymią chmurę energetyczną wisząca nad tamtym miejscem -
      chmurę, która powstała nad tamtym miejscem 70 lat temu, ale przez wszystkie te
      lata była sukcesywnie powiększana głównie przez Polaków.

      "Zassany" samolot stracił równowagę. Efekt znamy wszyscy...

      Przypuszczam, że gdyby w tym samym czasie miał tam lądować jakiś inny samolot
      wiozący osoby o bardzo pozytywnym, przyjaznym, czystym nastawieniu emocjonalnym
      - nic takiego by sie nie wydarzyło.

      Hanna Kotwicka na stronie Kalendarza Majów pisze, że to wydarzenie "oczyściło
      karmę Katynia".
      Otóż nie. Nie oczyściło! Nie to słowo.

      Ta karma się rozładowała, a nie oczyściła!

      Karma Katynia oczyściłaby się wówczas, gdyby rząd Polski jako przedstawiciel
      społeczeństwa wyraził wobec Rosjan przebaczenie i odpuszczenie, po czym
      zamknął temat i nigdy więcej sprawa Katynia nie rzutowałaby na stosunkach
      polsko-rosyjskich.

      Pełne przebaczenie!
      Tylko to oczyszcza karmę.
      Polacy nie byli i nie są zdolni do przebaczenia tej sprawy (puszczenia w
      niepamięć, bo słowo "wybaczyć" oznacza "zdjąć uwagę z tego tematu"). Dlatego
      niebotycznie skumulowana energia karmiczna eksplodowała 10 kwietnia.

      Teraz dopiero, paradoksalnie, jest szansa na doczyszczenie tego tematu do końca,
      bo współczująca i zaangażowana postawa Rosjan spotkała się z naszą
      wdzięcznością. Reszta zależy od tego, czy po pierwszej żałobnej histerii Polacy
      wyciągną długofalowe wnioski.

      Jeśli nie, to... tylko współczuć narodowi i krajowi.
      Bo takich tematów na linii Polska-Rosja, Polska-Niemcy, Polska-Ukraina itp jest
      jeszcze trochę i jeśli ten kraj, ten naród się nie opamięta i nie przestanie ŻYĆ
      MARTYROLOGIĄ, to mogą czekać nas kolejne takie "niespodzianki"...

      Ostatecznie, jeśli potrzebujemy koniecznie "sprawiedliwości dziejowej", to
      należałoby teraz pozwać przed Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości istniejący
      do dziś Zakon Krzyżacki za wyrządzone przed wiekami krzywdy, Szwedów za "potop",
      Węgrów, bo i oni w XVII wieku nas najechali, Turków, Mongołów (zwanych Tatarami)
      za Legnickie Pole i uciętą głowę księcia Henryka Brodatego itp... itd...

      W całej naszej historii doznaliśmy wielu krzywd z różnych stron (i sami nie
      byliśmy lepsi.

      Nie ma innej drogi do lepszej Polski i lepszego Świata jak tylko
      zapomnieć o przeszłości (wyciągając z niej mądre wnioski) i pojednać się ze
      wszystkimi. Ale dość ciemno to widzę...

      Paradoksalnie ten formalnie chrześcijański naród nie umie przebaczać!!!
      Polska uwielbia czuć się OFIARĄ HISTORII a Polacy ofiarami, przez co roszczą
      sobie żądania, żeby reszta świata nas przepraszała, hołubiła, patrzyła przez
      palce na nasze błędy, traktowała z taryfą ulgową, "bo my przecież tacy zawsze
      byliśmy biedni, uciskani,
      nieszczęśliwi, ograbiani..."

      Mało kto z Polaków rozumie, że sami sobie to zrobiliśmy i sami musimy z tego
      KARMICZNEGO piekiełka wyjść
      - a nie ma innego sposobu, niż zamykając z
      przebaczeniem przeszłość.

      2 Żyjemy w szczególnych czasach. Wszechświat jest (na szczęście)
      nieugięty i bezlitosny w swoim procesie postępu. Karma musi zostać usunięta. Do
      roku 2012 najważniejsze globalne tematy karmiczne muszą się ujawnić. Jeśli nie
      oczyścimy jej w pokojowy sposób, energie wszechświata rozładują nam ją w sposób
      gwałtowny.

      Ten proces się nasila!!! Nie łudźmy się, wiele narodów nie jest gotowych
      na przebaczenie i naprawianie popełnianego zła, dlatego można się spodziewać w
      najbliższym czasie podobnych wydarzeń i zjawisk(kataklizmy żywiołowe, wypadki,
      zamachy itp.).
      Ale nie musimy się bać. Jeśli w naszych sercach nie będzie żywe poczucie
      krzywdy, syndrom ofiary (na skalę krajową lub osobistą) - znajdziemy się poza
      wpływem tych wydarzeń, bo podobne przyciąga podobne.

      3 W tym wypadku zginęło wiele osób (choćby prezydent, Kurtyka ,
      Walentynowicz itd.), którzy wciąż ŻYLI PRZESZŁOŚCIĄ i na każdym kroku OŻYWIALI
      OFIARY (muzeum Powstania Warszawskiego, IPN, krzywdy narodowe itp.), wciąż swoją
      pracą - i angażując w to setki innych ludzi - uaktywniali dawne cierpienia.
      To charakterystyczna cecha Polaków - nie potrafimy budować zdrowego lepszego
      świata, ale za to jak pięknie potrafimy razem płakać nad grobami i użalać się
      nad swoim losem!
      Ten wypadek TO wielka szansa na zmianę w tym zakresie - to symboliczny
      znak od Wszechświata, że najwyższy czas zdjąć uwagę z przeszłości, a
      skierować ją na przyszłość
      .

      Czy tego chcemy, czy nie Wszechswiat nas do tego zmusza. Jeśli naród jako
      masa i rządzący będą oporni w zrozumieniu tego faktu - może tak się stać, że
      stara ekipa władzy funkcjonująca według tego schematu zostanie
      wymieciona
      i zastąpiona ludźmi, którzy utrzymują w umysłach pozytywne wizje i je zasilają
      swoją pracą. Oby w łagodniejszy sposób...

      To moja garść refleksji na temat tego, co się stało. Na poziomie osobistym: dla
      każdego z nas to szansa na przebudzenie. Co z nią zrobimy?

      Pozdrawiam Was wszystkich gorąco

      Basia Turlińska
      --
      • you-know-who jaka znowu karma? 21.04.10, 08:02
        przeciez ten samolot nie byl ciagniety przez konie, nie bylo na pokladzie zadnej
        karmy.
        • mary_ann Re: jaka znowu karma? 22.04.10, 10:53
          you-know-who napisał:

          > przeciez ten samolot nie byl ciagniety przez konie, nie bylo na pokladzie zadne
          > j
          > karmy.

          Chyba chciałeś napisać - nie podróżowały nim koty ani psy. Koniom zadaje się
          OBROK:-)))

          P. Basia Turlińska mocno pojechała, to fakt, za to konkluzja o przebaczeniu
          wcale taka głupia nie jest:-)
      • my.fair Re: Negatywna karma? 21.04.10, 09:25
        A ja bym chciała, żeby władze Rosji udostępniły Polsce materiały
        dotyczące zbrodni katyńskiej i przeprowadzili śledztwo. Na razie, z
        tego, co mi wiadomo, mamy jedynie słowa: przepraszam.
        Dlaczego mamy przebaczać, nie mając podstaw? Ludzie bezpośrednio
        dotknięci tą tragedią żyją, są wśród nas, są wśród naszych
        znajomych.
        • mania_28 Re: Negatywna karma? 21.04.10, 09:31
          a ja bym chciała, żeby Brytyjczycy udostępnili nam akta z katastrofy na Gibraltarze
          • my.fair Re: Negatywna karma? 21.04.10, 09:38
            Też by się przydało.
            MOże powiem tak, wg mnie błąd naszych polityków był taki, że
            drażnili Rosję /np. akcje antysowieckie na Białorusi/, zamiast
            myśleć o dobrych relcjach i współpracy gospodarczej z Rosją.
            Za dużo było w tym negatywnych emocji - w końcu to nie Putin
            rozstrzeliwał oficerów w Katyniu.
            Wśród Rosjan, Ukraińców i in. były miliony
            pomordowanych ,zaglodzonych, wywiezionych.
            Z drugiej strony, Rosja nie kwapiła sie, żeby sprawę Katynia
            wyjaśnić.
      • tychik1 Re:A o czyś takim jak "wybaczamy i i wybaczenie pr 21.04.10, 16:30
        -osimy" to lemingi słyszały i że pojednanie musi być aktem dwóstronnym a
        nie tylko polskim jak się od nas wymaga?
        Ta autorka tego odchodu to wie na temat pojednania i wybaczenia chyba
        tylko tyle co jej GWno napisze.
      • reszka2 Re: Negatywna karma? 22.04.10, 19:12
        Ja tam nie wierze w karmy, czakramy, centra energetyczne i inne takie.
        Ale faktem jest, że gdyby Kaczyński z uporem maniaka nie grzebał (się) w
        przeszłości, to tego lotu by nie było.
        Taaak, Polacy uwielbiają martyrologię. Tylko co komu z tego przyszło dobrego?
      • reszka2 Re: Negatywna karma? 22.04.10, 19:35
        Ale jeśli z tego tekstu wyciąłby wszystko o karmie i wirach, to zgadzam się z
        nim w 100%
    • flying-mind Podziekowania dla Sergieja Amielina 22.04.10, 00:29
      Rosyjski fotograf Sergiej Amielin wykonal nieprawdopodobna i
      zadziwajaca wszystkich robote przy rekonstrukcji trajektorii lotu i
      samego wypadku. Jego zdjecia i zbudowana na ich podstawie
      wizualizacja pozwolila setkom polskich internautow zrozumiec, co sie
      naprawde stalo pod Smolenskiem. Dziekujemy ci Sergiej!To
      naprawde cos imponujacego! Bez twojej pracy czekalibysmy pewnie wiele
      miesiecy, zeby sie tego wszystkiego dowiedziec...

      Tym, ktorzy przeoczyli link do rekonstrukcji Sergieja w poscie
      zalozycielskim, przypominam go jeszce raz:
      picasaweb.google.ru/Amlmtr/MWzNeJ#5460739341125857778
      Pojawiaja sie tam coraz nowsze zdjecia, wysylane rowniez Sergiejowi
      przez anonimowych fotografow.

      Osobiscie uwazam, ze dobrym pomyslem byloby ufundowanie jakiejs
      nagrody dla Sergieja. To co wykonal amatorskimi srodkami nie ma zdaje
      sie precedensu w historii internetu. Moze polskie media zajelyby sie
      uhonorowaniem czlowieka, ktory jak do tej pory jest jedynym zrodlem
      nieskazonych interpretacja faktow na temat katastrofy, ktora nie
      pozostawila obojetnym chyba zadnego Polaka.

      Czego mozemy sie dowiedziec z jego wizualizacji?

      1) Samolot w odleglosci ok 1100 m od progu lotniska znalazl sie na
      wysokosci ok 5-6 metrow ponizej pasa do ladowania.

      2) W tym miejscu, zgodnie z naprowadzaniem i obowiazujacymi
      procedurami, samolot powinien znajdowac sie na wysokosci 100 metrow
      powyzej poziomu pasa (wysokosc decyzyjna)

      3)Gdyby samolot podchodzil do ladowania pod stalym, prawidlowym katem
      2,66 stopnia, to w miejscu wypadku, nawet po zlamaniu procedur i
      zejsciu ponizej wysokosci decyzyjnej, znalazlby sie na wysokosci 60 m
      powyzej poziomu pasa, a nastepnie na wysokosci 0 m na poczatku pasa.

      4)Predkosc wertykalna przy prawidlowymo kacie schodzenia (2,66)
      wynosilaby 3 m/s. Z rekonstrukcji trajektorii podchodzenia wynika, ze
      rzeczywista predkosc wertykalna samolotu przy byla dwa razy wyzsza od
      prawidlowej i wynosila 6 m/s

      5) Gdyby samolot wykonal ten sam manewr, ktory wykonal, ale szedl
      idealnie w linii kursu, to rozbilby sie wczesniej, poniewaz na linii
      kursu rosl caly zgajnik duzych drzew.

      6) Gdyby teren byl idealnie plaski, to przy tej trajektorii lotu
      samolot rozbilby sie wczesniej - w odleglosci ok 1250 m od progu
      pasa.

      Reszta to hipotezy, ktorych na tym forum napisano wiele. Jeszcze raz
      dziekujemy ci Sergiej za twoja prace i twoja blyskotliwosc.
      • you-know-who Re: Podziekowania dla Sergieja Amielina 22.04.10, 07:54
        przylaczam sie do podziekowan.

        (aha, przy prawidlowym podejsciu powinien byc 10m nad poczatkiem pasa, nie 0m,
        ale to szczegol..)
        • flying-mind Re: Podziekowania dla Sergieja Amielina 22.04.10, 11:55
          you-know-who napisał:

          > (aha, przy prawidlowym podejsciu powinien byc 10m nad
          poczatkiem pasa, nie 0m,


          Tak, oczywiscie. Przepraszam za niescislosc, ale sie nie przyjrzalem
          uwaznie.

          Napisalem tez, ze gdyby teren byl plaski to samolot rozbilby sie
          jakies 1250 m przed pasem. Ale wtedy bylby to tylko punkt przeciecia
          trajektorii lotu z poziomem gruntu, wiec moj wniosek jest troche "na
          wyrost". Nie wiemy czy samolot kontynuowalby ta sama trajektorie,
          gdyby teren byl plaski. Wiec za to tez przepraszam, bo mialem
          wymienic fakty, a nie zalozenia.

          I jeszcze jeden fakt. Z wizualizacji wynika, ze gdyby samolot
          kontynuowal schodzenie po prawidlowej trajektorii (2,66 stopnia i 3
          m/s) to na jakies 400 m przed pasem powinien znalezc sie na
          wysokosci 30 metrow, czyli na pewno pod podstawa chmur. To mogloby
          byc calkiem miekkie ladowanie...

          To czego brakuje w wizualizacji Sergieja to profil terenu z wiekszej
          perspektywy. Najlepiej byloby umiescic profil terenu od pierwszej
          radiolatarni do progu pasa, czyli 4 km. W internecie znalazlem taki
          profil obejmujacy odcinek ok 3,5 km zrobiony przez jakiegos
          polskiego internaute, ale nie moge go teraz odnalezc. To tez duzo
          wyjasnia, zwlaszcza w swietle teorii mowiacych, ze pilot wzial jedna
          gorke za druga. Na profilu terenu widac wyraznie, ze tam nie bylo
          jednego wawazu i dwoch pagorkow, tylko ze caly teren na odcinku 4
          kilometrow byl po prostu pofaldowany.

          A swoja droga: ciekawe jaki jest komfort ladowania dla pasazerow,
          gdy Tupolew schodzi 6 m/s, a potem gwaltownie wyrownuje...?

          • ae911truthorg Re: Sergieja pisze głupstwa. 22.04.10, 12:41
            flying-mind napisała:
            > A swoja droga: ciekawe jaki jest komfort ladowania dla pasazerow,
            > gdy Tupolew schodzi 6 m/s, a potem gwaltownie wyrownuje...?
            > Komfort żaden,ale nie spowoduje doszczętnej destrukcji kadłuba.Są zdjęcia z
            katastrof TU-154,lądowanie na betonie okazuje się mniej destrukcyjne(fakt,
            prędkości opadania nie sprawdzałem).
            W przypadku Smoleńska prędkość opadania nie mogła być "extremalna". Warto wziąć
            pod uwagę, że teren był miękki,błotnisty.
            Wznoszenie przy przechyle 90 stopni, to chyba tylko przy zmianie ciągu silników
            bocznych. Skuteczność takiego działania pomijam.

            • flying-mind Re: Sergieja pisze głupstwa. 22.04.10, 14:56
              ae911truthorg napisał:

              Wznoszenie przy przechyle 90 stopni, to chyba tylko przy zmianie
              ciągu silników bocznych. Skuteczność takiego działania pomijam.


              Z wizualizacji Sergieja wynika, ze samolot zaczal sie wznosic
              zanim sie przechylil
              czyli nabral rozpedu w gore, zanim stracil
              sterownosc. Po stracie skrzydla lecial po prostu jak podrzucony
              kamien obracajac sie wokol wlasnej osi. Albo raczej: "jak podrzucony
              do gory zlom". Poki nie spadl. Skutecznosc manewru? Nie sadze, ze po
              stracie skrzydla i przchyle 90 stopni piloci mysleli jeszcze o
              jakichs manewrach. Nie wiem czy mysleli jeszcze o czymkolwiek, w
              sensie w jakim potocznie rozumie sie "myslenie".
              • ae911truthorg Re: Sergieja pisze głupstwa. 22.04.10, 20:46
                flying-mind napisała:
                > Z wizualizacji Sergieja wynika, ze samolot zaczal sie wznosic
                > zanim sie przechylil
                czyli nabral rozpedu w gore, zanim stracil
                > sterownosc. Po stracie skrzydla lecial po prostu jak podrzucony
                > kamien obracajac sie wokol wlasnej osi. Albo raczej: "jak podrzucony
                > do gory zlom". Poki nie spadl. Skutecznosc manewru? Nie sadze, ze po
                > stracie skrzydla i przchyle 90 stopni piloci mysleli jeszcze o
                > jakichs manewrach. Nie wiem czy mysleli jeszcze o czymkolwiek, w
                > sensie w jakim potocznie rozumie sie "myslenie".

                Siergiej manipuluje, jeżeli masz rację tym bardziej. Ja opisałem komentarz
                słowny. Ty mówisz o "wynikaniu". Siergiej popełnił kardynalny błąd, w
                pierwszej próbie opisu dał tylko przekrój pionowy podejścia(jak sprawdziłem nowa
                wersja też !),wtedy samolot nurkował w 60 m parów, bo pilot myślał, że jest za
                wysoko ;)))) mało nie umarłem ze śmiechu.
                Potem w/g niego wydźwignął się i zaczął wznosić, ale jednocześnie wiemy, że TU
                "spada jak kamień", pilot słaby, nic nie widział ,TAWS nie działał, a lądował
                (chyba, że wyłączył TAWS jak w CASIE ;))) tyle tam guzików w samolocie ;) no i
                piloci lubią się zabijać.
                To masz na myśli forum.gazeta.pl/forum/03,1157,110170217,110416111.html?rep=2
                tutaj on leci poziomo 250 na godzinę ;))))), szybciej, żeby było mniej
                czasu na reakcję.
                Niech oni się nie męczą zmyślacze. Na marginesie, jaka jest prędkość
                wznoszenia TU-154 i prędkość pionowa wtedy ? Bo tu wychodzi 4,5 m/s
                Do tego na 380 m jest już w mocnym przechyle, a na 460 "podskakuje". To żaba
                była, czy samolot ?

      • joanna_on-line Re: Podziekowania dla Sergieja Amielina 22.04.10, 08:15
        przyłączam się: dziękuję Sergiej!
      • malwius1 Re: Podziekowania dla Sergieja Amielina 22.04.10, 09:53
        Przyłączam się do podziękowań dla Sergieja, aż dziw że wysyłając cały samolot jak 40 z reporterami , nikt z nich ani nie sfilmował lądującego TU 154m ani nie wykonał podobnych zdjęć jak Sergiej.
        Przypuszczam że tak jak pisałem wczoraj piloci TU 154M mogli celowo zmienić wcześniejszy dobry kurs na pas startowy kierując się wskazaniami np. radio wysokościomierza bo nie znali topografii terenu i nie wiedzieli ,że tam jest 50 m głębokości wąwóz.
    • 1alfa.alfa Re: Samolot lecial ... ponizej poziomu lotniska?! 22.04.10, 10:58
      flying-mind napisała:

      > Spojrzcie na najnowsza wizualizacje Sergieja:
      > picasaweb.google.ru/Amlmtr/MWzNeJ#5460739341125857778

      Z rysunku wynika jednoznacznie że samolot próbował wylądować w miejscu gdzie nie
      ma pasa startowego. Dlaczego?
    • gruda Re: Samolot lecial ... nowe zdjęcia 22.04.10, 13:42
      www.spiski.pl/drastyczne-zdjecia-z-katastrofy-w-smolensku/
    • gruda Polsat już wiedział? 22.04.10, 16:41
      www.spiski.pl/katastrofa-byla-zaplanowana/
      Ciekawe jak się z tego wytłumacza? przejezyczenie?
      • flying-mind Re: Polsat już wiedział? 22.04.10, 20:44
        Dobre! Moj pracodawca, tez nie moze zrozumiec, jak to mozliwe, ze ja
        pracuje do 15.30 a w domu jestem o 15.00....
        • nom73 Re: Polsat już wiedział? 22.04.10, 21:18
          flying-mind napisała:

          > Dobre! Moj pracodawca, tez nie moze zrozumiec, jak to mozliwe, ze ja
          > pracuje do 15.30 a w domu jestem o 15.00....

          To się nazywa dylatacja czasu. :-)
    • flying-mind Nowe dane 22.04.10, 22:03
      Uwaga, koryguje dane, ktore podalem w poprzednim poscie ("Podziekowania dla Sergieja Amielina"). Nareszcie znalazlem, to czego szukalem w internecie.

      1) Dalsza radiolatarnia znajduje sie w odleglosci 6000 m (a nie jak pisalem 4000 m) od progu pasa. Blizsza radiolatarnia znajduje sie 2000 m od progu pasa. Podawane 4000 m to odleglosc pomiedzy latarniami.

      2) Wieza kontrolna podala, ze na wysokosci blizszej radiolatarni (2000 m od pasa) samolot mial prawidlowy kat schodzenia i znajdowal sie (!!!) na wysokosci 100 m nad poziomem pasa.

      3) Wynika z tego, ze zaraz po minieciu NDB samolot doslownie zanurkowal w dol, a pedkosc schodzenia mogla przekroczyc w pewnym momencie nawet 7 m/s.

      4) Lotnisko w Smolensku nie figuruje w bazie danych TAWS w zwiazku z tym ten system nie wiedzial, jaka jest topografia terenu.
      • mania_28 Re: Nowe dane 22.04.10, 22:07
        ad3.
        dlaczego?
        • flying-mind Re: Nowe dane 22.04.10, 22:40
          mania_28 napisała:

          > ad3.
          > dlaczego?


          Samolot zaczal schodzic dokladnie w miejscu, w ktorym teren zaczyna
          sie obnizac (poczatek wawozu). Jezeli wizualizacja Sergieja jest
          prawidlowa, to samolot szedl idealnie rownolegle do zbocza i zaczal
          zwiekszac ciag silnikow po tym, jak minal dno wawozu. Ale predkosc
          liniowa samolotu byla juz wtedy wytracona a maszyna maksymalnie
          obciazona, wiec po prostu nie zdazyl sie podniesc i wjechal w
          pzreciwlegly stok wawozu.

          Jesli tak bylo, to caly paradoks moze polegac na tym, ze on wcale nie
          wykonywal ryzykownego manewru. Gdyby nie zdawal sobie sprawy z
          pofaldowanie terenu (!!!) i gdyby kierowal sie wylacznie wskazaniami
          wysokosciomierza radarowego (!!!) to dla niego ten manewr nie bylby
          wcale nurkowaniem. Byc moze nawet nie bral pod uwage schodzenia
          ponizej 30-40 m bez widocznosci. Jest mozliwe, ze zaloga popelnila
          tak elementarne bledy, ze oni nawet nie wiedzieli, ze juz laduja.
          Trzymali wysokosc zmniejszajac ciag silnikow, a samolot w
          rzeczywistosci spadal. Lecieli w dol wzdluz zbocza. Niewiarygodne,
          ale... Mamy bardziej wiarygodna wersje?
          • mania_28 Re: Nowe dane 22.04.10, 22:43
            kurczę, brzmi to fatalnie...
      • vobo7 Re: Nowe dane 22.04.10, 22:13
        flying-mind napisał:

        > Uwaga, koryguje dane [...]

        Mógłbyś podać źródło?
        • flying-mind Re: Nowe dane 22.04.10, 22:23
          Pod jednym ze zdjec Sergieja Amielina. Podaje je polski internauta
          "Tomasz". Jesli chodzi o ustawienie tych NDB to moze znalazlby sie
          ktos, kto jest w stanie to sprawdzic w jakims oficjalnym zrodle? To
          przeciez gdzies musi byc podane
          • vobo7 Re: Nowe dane - bliższa NDB być może źle :( 22.04.10, 22:51
            Coś może być nie tak, z tymi nowymi danymi. Zresztą stąd w ogóle moje pytanie.
            Przecież bliższa radiolatarnia była od początku lokalizowana mniej więcej 1100m od pasa.

            Sprawdziłem galerię i tego Tomasza. Np. tu znajdziesz:

            Сергей Амелин (19-04-2010 10:05):
            Там 2 NDB, на дистанции 1080 м и 6000 м (вторая дистанция может быть не точной, у меня нет информации). Но что их 2 - это точно.

            /poczytam tam jeszcze trochę, gdybym znalazł coś więcej, zwłaszcza n/t bliższej NDB, to doniosę/
            • flying-mind Re: Nowe dane - bliższa NDB być może źle :( 22.04.10, 23:11
              Sorry! Trudno sie polapac w tych informacjach. To podwaza teorie, ze
              przeszli na nawigacje wedlug radiowysokosciomierza po tym jak dostali
              sygnal, ze mijaja druga NDB (gdyby zrobili to przy pierwszej, to blad
              by odkryli szybciej). Ale moze zbieg okolicznosci. Mogli z gory wybrac
              odleglosc 2000 m od pasa jako miejsce, w ktorym zmieniaja sposob
              nawigacji i kieruja sie odlegloscia od gruntu. To zreszta wcale nie
              musi wskazywac, ze chcieli ladowac "za wszelka cene".
              • vobo7 Re: Nowe dane - bliższa NDB być może źle :( 22.04.10, 23:37
                flying-mind napisał:

                > Sorry! Trudno sie polapac w tych informacjach.

                :)
                Flying-mind, właściwie powinienem Cię objechać, bo wprowadzasz jeszcze większe zamieszanie do informacji, w których i tak trudno się połapać;)

                Niemniej dzięki temu zamieszaniu uzyskałem namiar na teksty rzeczonego Pana Tomasza, które na mnie robią duże wrażenie swoją rzeczowością i precyzją wyjaśnień, a także faktem, iż nie zawierają charakterystycznej dla wielu piszących tu i ówdzie pilotów maniery demonstrowania własnego ego zmieszanego z profesjonalizmem.

                Maniera wyżej przywołana nie jest właściwa wyłącznie braci lotniczej, że tak powiem. W medycynie zdarza się nagminnie:)
                • flying-mind Re: Nowe dane - bliższa NDB być może źle :( 22.04.10, 23:48
                  vobo7 napisał:

                  > Maniera wyżej przywołana nie jest właściwa wyłącznie braci
                  lotniczej, że tak po
                  > wiem. W medycynie zdarza się nagminnie:)


                  No bo cos w koncu trzeba miec z tej pracy ;-). Pieniadze to nie
                  wszystko:-)
                  • vobo7 Re: Nowe dane - bliższa NDB być może źle :( 23.04.10, 00:06
                    flying-mind napisał:

                    > No bo cos w koncu trzeba miec z tej pracy ;-). Pieniadze to nie
                    > wszystko:-)


                    A czy tu właśnie nie pojawia się przypadkiem teren, który byłby bardziej podatny na twoje własne zawodowe doświadczenie i umiejętności? A na którym żadna komisja ds. badania wypadków radzić sobie nie będzie nawet próbowała?

                    No bo jakże sobie wyobrazić wniosek szacownej komisji, iż jedną z pośrednich przyczyn wypadku były takie a takie cechy osobowości pilota? To by była psychologia, czyli coś niewymiernego i w ogóle fe.

                    Nie nawiązuję do tego, konkretnego przypadku. Raczej chodzi mi o pewien rys ogólny, który mi się dziwnie nieoczekiwanie objawił. No ale nie zadam przecież na żadnym forum pytania o to, ilu z wypowiadających się pilotów uważa się "za Bogów". Bo ani na to, ani na jakiekolwiek inne zadane później pytanie, żaden pilot mi nie odpowie.

                    A profity z pracy? Cóż, taką pracę człowiek wybiera jakich mu brakuje "profitów". Tyle tylko, że niekoniecznie praca winna uzupełnianiu pewnych braków służyć.

                    Dobra, przestaję. Wracam do NDB, ADF, MDA(H), RA, RVR i całej reszty skrótów, o istnieniu których jeszcze dwa tygodnie temu nie miałem pojęcia:). Pozdr.
      • malwius1 Re: Nowe dane 22.04.10, 22:43
        2000 m to wierzchołek za którym zaczynało się zbocze wąwozu o głębokości 50 m
        (zdjęcia Siergeja )_ , jak już wspomniałem mogli myśleć że mają pod sobą płaski
        teren i zaczęli korygować wysokość ?
        • flying-mind Re: Nowe dane 22.04.10, 23:03
          Tak to niestety wyglada.
      • zuzka111 Re: Nowe dane 22.04.10, 22:46
        Ad. 4 - nie mamy pewności, że nie zostały wgrane dodatkowe mapy
        wojskowe NATO, więc wyciąganie wniosków na temat bezużyteczności TAWS
        jest przedwczesne.
        • mania_28 Re: Nowe dane 22.04.10, 22:49
          Pietrzak powiedział w Rozmowie Rymanowskiego- TVN24, że nie było w TAWS mapy
          smoleńskiego lotniska
          • malwius1 Re: Nowe dane 22.04.10, 23:20
            No właśnie chyba jednak nie wiedzieli o tym wąwozie a zaczęli się wznosić po ścięciu wierzchołka pierwszego drzewa na zboczu (sugestia trajektorii lotu Siergeja na wykresach ), gdyby nie było tam wznoszącego się zbocza lub przynajmniej drzew to mogli by być może wyjść z tego ?
            • flying-mind Re: Nowe dane 22.04.10, 23:27
              Niestety tak to zaczyna dla mnie wygladac. Gdyby ta wersja byla
              prawdziwa, to by znaczylo ze oni wcale nie siadali na oslep, tylko
              utzrmywali stala i bezpieczna wysokosc ... wzgledem zbocza. Byc moze
              blad (powszechny) w interpretacji wydarzen polega na (wbitym w glowy
              przez media) zalozeniu, ze pilot chcial wyladowac za wszelka cene. Dla
              mnie to teraz nie jest takie oczywiste.
              • natalia_sankowska1 Re: Nowe dane 22.04.10, 23:42
                Wtedy powstaje pytanie, czy prawdziwe są twierdzenia dowództwa
                półku, że pilot doskonale znał to lotnisko. Jeżeli znał, to powinien
                także znać topografię przylegającej okolicy, zwlaszcza na kursie
                lądowania. Bo tak to wygląda na popełnienie wręcz dziecęcego błędu.
                • flying-mind Re: Nowe dane 22.04.10, 23:45
                  natalia_sankowska1 napisała:

                  > Wtedy powstaje pytanie, czy prawdziwe są twierdzenia dowództwa
                  > półku


                  A znasz formule "... bo wszystko co powiesz moze byc uzyte ..."
                  A co maja mowic?
                • malwius1 Re: Nowe dane 23.04.10, 00:18
                  Być może piloci znali topografię terenu jak dowódca pułku znał zasady latania na
                  tym samolocie (w programie Rymanowskiego powiedzieli dzisiaj że dowódca 36 pułku
                  nie miał uprawnień do latania na tym samolocie, a kiedyś to dowódca tego pułku
                  woził najważniejsze osoby w państwie ).

                  2 lata temu piloci Casy popełnili dziecinne błędy na dużo nowocześniejszym
                  samolocie i nie mogli się dogadać z wieżą w Mierosławcu (Polak z Polakiem )w
                  podobnych warunkach pogodowych . Być może historia się powtarza.
                  • flying-mind Re: Nowe dane 23.04.10, 00:27
                    Wiesz, ja mysle, ze dla pewnych kregow prawda jest oczywista, a dla
                    prokuratorow nawet potwierdzona dowodami. Teraz trwa praca nad tym w
                    jakiej formie to podac ludziom i jak to ubrac.

                    No bo jak wyjsc na konferencje i powiedziec: "Wiecie drodzy rodacy,
                    wy nie macie nie tylko drog i publicznej sluzby zdrowia, ale tez sil
                    zbrojnych i sluzb specjalnych". No to co nam jeszcze zostalo? Jezyk,
                    waluta i znaczki pocztowe. Bo nawet slupki graniczne juz pozdejmowali
                    z trzech stron.
                    • zuzka111 Re: Nowe dane 23.04.10, 00:47
                      Nie wiem, czy pamiętacie historię rozbicia się casy właśnie.
                      Jeden z generałów, który zginął w katastrofie w Smoleńsku miał według
                      córki innego generała(który zginął w katastrofie casy) zastraszać tę
                      córkę, by nie upubliczniała informacji związanych z tamtą katastrofą.
                      Tamten raport był wielokrotnie podważany przez brata pilota, na
                      którego zrzucono winę za wypadek.
                      Ja już chyba w nic nie wierzę co jest związane z tą sprawą, czekam na
                      oficjalne informacje, a w nie pewnie też nie uwierzę.:(
                      Nie rozumiem jak można było opublikować zdjęcia z ciałami ofiar, nie
                      pojmuję, jak można (w sąsiednich wątkach) wyśmiewać się z tych ciał.
                      Zapadam się w moje political fiction.
              • vobo7 Re: Nowe dane 23.04.10, 00:45
                flying-mind napisał:

                > utzrmywali stala i bezpieczna wysokosc ... wzgledem zbocza.

                Tym razem, lepiej by było, aby Cię jakiś pilot zrugał, a nie ja ;)
                Jaka bezpieczna wysokość mierzona przez radiowysokościomierz?!

                Na takie rzeczy to sobie można pozwolić na lotniskach, które mają ILS Cat II albo III, a co za tym idzie, teren wyrównany odpowiednio wcześniej (zdaje się, że 1 km przed pasem).
                • flying.tomi Dane 23.04.10, 08:04
                  podejmowanie szczegolowej analizy tego zdarzenia moze konczyc sie
                  jedynie na takich wnioskach jakie i dane do niego przyjete - czyli
                  zadnych. Z zaciekawieniem zaczalem przegladac to forum z kilku
                  wzgledow, napewno nie takich by poznac bezposrednia przyczyne
                  wypadku, ta jest juz napewno znana, tzn jako bbb prawdopodobna,
                  tylko ze ytym ktorzy teraz z ta wiedza musza cos zrobic. Odsluchy
                  zakonczone, komisja juz wraca, materialy dokumentacja zebrana,
                  teraz... mozna mowic, ciezka praca by poskaldac wrak w calosc,
                  dopiero wowczas beda znane przyczyny. Slusznie z jednej strony ze
                  nie oskarza sie kogos pod wplywem emocji, dobrze zeby to w miare
                  przycichlo, bo w tej sytuacji mozna by kogos "spalic na stosie" na
                  kogo tylko wskaze sie palcem. Nie mowmy jednak takich bredni jak to,
                  ze nic zupelnie nic nie wiadomo, sledztwo trwa, nie mowmy ze w
                  chwili obecnej rozwazane sa wszystkie mozliwe przyczyny, awaria,
                  sila wyzsza itd, z jednej storny publicznie prok wykluczaja zamach
                  wybuch z drugiej prowadza sledztwo bez wykluczniea zadnej z
                  mozliwych przyczyn :) czy ktos na takie wypowiedzi zwrocil uwage ?
                  Przeciez mowi sie, mowi, wiele slow malo tresci, cos trzeba mowic,
                  pytanie jedno... jak dlugo to moze potrac... Byc moze jesli bedzie
                  trwalo zbyt dlugo to niejedna ofiara zostanie spalona na stosie ale
                  niestety za zupelna niewinnosc, dla publiki.
                  Autor zdjec i hipotez o ostatnich chwilach lotu niewatpliwe zebral
                  lub raczej przedstawil (nie nalezy wykluczac ze przedstawial tylko
                  zdjecia ktore pasowaly do jego wersji) jakas dokumentacje zdjeciowa
                  ale wg mnie ze strony rosyjkiej zadne konkretne dane wyjsc nie
                  mogly. Gydyby chodzilo o cesne z turystami... ale chodzi przeciez
                  wiemy o jaki typ wypadku. Jesli juz "ujawniane" sa jakies dane to
                  jedynie takie, ktore ani nie maja zadnego bezposredniego znaczenia
                  dla sprawy albo tez wrecz sa w sprzecznosci do stanu faktycznego.
                  Samo lotnisko aczkolwiek nie uszczegolowione na wielu elektonicznych
                  mapach lotniczych to chodzby zdjecia w zwyklym google earth sa
                  dostepne ale przede wszystkim nie zapominajmy, ze teren Rosji to
                  teren naszych bylych sojusznikow z ukladu warszawskiego i mamy
                  bardzo dokladne mapy tego lotniska, w co nie watpimy chyba tutaj.
                  Pomijam juz taki szczegol, ze to nie bylo ladowanie awaryjne, a
                  docelowe lotnisko, nie tylko kapitan, ale cala zaloga miala teren w
                  najmniejszym paluszku, bo nikt przy zdrowych zmyslach nie leci z
                  taka ekipa w nieznane! Pozatym ten lot nie wskoczyl nagle w grafiki,
                  ktore robione sa z duzym wyprzedzeniem, jest czas bardzo dlugi by
                  sie do tego przygotowac psychicznie i rzeczowo, w razie gdyby...
                  Pomyslmy gdyby okazalo sie, ze ktorys z nas ma zawiesc za dwa tyg
                  prezydenta z warszawy do krakowa samochodem, pomyslmy czy jesli nie
                  znalibysmy trasy pojechalibysmy tam zerkajac na jakas zgrubna mape
                  dzien przed wyjazdem ??
                  Jedyne pewne dane jakie sa to ze samolot lecial i sie rozbil, byla
                  mgla napenwo gesta, napewno ja osobiscie w takich warunkach
                  zrobilbym duzo by tam wyladowac, z wielu przyczyn, pewnie takich
                  rowniez jak to ktos powiedzial zaledwie kilka linijek powyzej,
                  jak "manier demonstrowania wlasnego ego". Sprzyja temu chocby to, ze
                  nikt ni lubi jak nazywa sie go publicznie tchorzem, bez wzgledu na
                  to jak to si pozniej wszystko konczy... moja duma i honor - jest cos
                  takiego. Nie doszukujmy sie bldu co do decyzji proby podejscia tam,
                  decyzji bardziej na uziemienie niz na odlot, warunki byly takie, ze
                  jesli podjeto juz probe to nalezalo wykonac ja w jakis sensowny
                  sposob. Podchodzenie w standardzie nie mialo sensu, no chyba moze
                  taki by zejsc do decyzyjnego i odleciec.
                  Fakt jest i taki, ze zupelnie nie zgadzam sie z wnioskami
                  wyciagnietymi przez autora tych popularnych szkicow, jesli chcial
                  wsnioskowac to winien przede wszystki rozpoczac od momentu nawrotu
                  i "namierzenia" lini pasa, a to musialo miec miejsce ladnych pare km
                  wczesniej, od tamtego miejsca winien wykonac symulacje jesli chcial
                  jakkolwike wnioskowac. Stad patrzac na ta symulacje widzialem od
                  poczatku jedynie duzo checi rozwiazania magii tej katasofy, nic
                  ponadto. Pomijam juz elementy tkie jak "ped" w kieunku ziemi 6m/s na
                  wysokosci zera lotniska (wowczas to nalezaloby rozwazac wylacznie
                  awarie). Schodzenie zgodnie z uksztaltowaniem terenu, nie bede
                  komentowal, nie dziwie sie jednak roznym, przeroznym teoriom, wina
                  lezy wylacznie po stronie prowadzacych sledztwo, ze przyjeli swoj
                  standard, dac na przetrzymanie ludziom, sprawa wycichnie. Ludzie w
                  tym momencie sami sobie bede musieli tlumaczyc to wszystko tak jak
                  to potrafia, nie chodzi mi o ich niewiedze w zakresie tematyki
                  lotnictwa, musieli bo to co stalo sie napewno nie nalzy do sensacji
                  typu splesniala wedlina w supermarkcie, to cos czego wagi i
                  znaczenia dla kazdego z nas, ktory jako partiota nie zostanie
                  pochowany na wawelu, ale nosil bedzie w sobie poczucie, patrioty
                  sterowanego przez "madrzejszych" ktorzy w imie "dobra" kraju i
                  narodu, wycedza z tego tyle ile trzeba, a na koniec uslszymy,
                  operacja poszla dobrze tyko pacjent umarl (to dla lekarzy).
                  Najgorsze w tym wszytskim jest to, ze teraz zaczniemy kupowac
                  najnowsze "mysliwce" dla naszych wladz majac na to zielone swiatlo
                  publiki i tego typu podobne historie. A problem nie lezy w tym, juz
                  wczesniej pisalem, to co wczoraj ktos wreszcie publicznie powiedzial
                  u Rymanowskiego. Na moje pocieszenie teraz jest fakt, ze to jednak
                  powiedziano i to tak szybko, to dobry znak...
                  • zuzka111 Godzina katastrofy 23.04.10, 08:37
                    apropos danych:
                    wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,7805187,Czy_Tu_154_rozbil_sie_10_minut_wczesniej_niz_sadzono_.html
                    Czy naprawdę możemy powiedzieć, że coś wiemy?
                    • flying.tomi Re: Godzina katastrofy 23.04.10, 09:36
                      a no wlasnie, wlasnie... To sa te precyzyjne dane :)

                      Niech ktos spróbuje teraz skorelowac czas wyjscia rozmowy tel
                      Prezydenta dzwoniacego do brata z chwila podwojenia szybkosci
                      schodzenia ... Jesli wynikiem bedzie ten wlasnie moment to mamy
                      przyczyne...Nie bez powodu podano przeciez "opozniona" minute
                      katastrofy 8:56, szkoda tylko ze nie podali 8:56:38 sek :)
                      Ciekawe na jakiej czestotliwosci radiowej jest takie polaczenie ?
                      • zuzka111 Re: Godzina katastrofy 23.04.10, 15:34
                        A mnie interesuje teraz ten IŁ, który przeleciał nad lotniskiem nie
                        lądując.
                        W odniesieniu do godziny katastrofy 8:56 miał przelecieć kilkanaście minut
                        przed polskim samolotem. Jeżeli katastrofa miała miejsce kilkanaście minut
                        wcześniej, to o której był tam ten IŁ który nie wylądował.
                        Czy możliwy jest jakiś udział IŁa w tej katastrofie?
                        • morekac Re: Godzina katastrofy 23.04.10, 22:55
                          > Czy możliwy jest jakiś udział IŁa w tej katastrofie?
                          Wtedy raczej oba spadłyby na ziemię....
                        • ae911truthorg Re: Godzina katastrofy 23.04.10, 22:57
                          zuzka111 napisała:

                          > A mnie interesuje teraz ten IŁ, który przeleciał nad lotniskiem nie
                          > lądując.
                          > W odniesieniu do godziny katastrofy 8:56 miał przelecieć kilkanaście minut
                          > przed polskim samolotem. Jeżeli katastrofa miała miejsce kilkanaście minut
                          > wcześniej, to o której był tam ten IŁ który nie wylądował.
                          > Czy możliwy jest jakiś udział IŁa w tej katastrofie?
                          No tak,w tym chaosie uciekają istotne fakty.
                          To sprawa prokuratorów, świadkowie mówili chyba , że latał "przed przylotem
                          Prezydenta", udział IŁ jest oczywiścia możliwy .
                          Poczytaj choćby tu
                          www.fakt.pl/Wydadza-4-5-mln-zl-na-rozpedzenie-chmur,artykuly,69732,1.html
                        • flying-mind Udzial ILa w katastrofie 23.04.10, 23:40
                          zuzka111 napisała:

                          "Jeżeli katastrofa miała miejsce kilkanaście minut wcześniej, to o
                          której był tam ten IŁ który nie wylądował. Czy możliwy jest jakiś
                          udział IŁa w tej katastrofie?"


                          Znalazlem co prawda w internecie hipoteze mowiaca, ze piloci nagle
                          obnizyli lot bo zauwazyli drugi samolot na kursie kolizyjnym.
                          Ale nie wiem, czy IL byl tam jeszcze wtedy (on musial od razu
                          odleciec), i czy bylby az tak nisko. Ani kontrola lotow ani
                          swiadkowie nie podaja zadnych takich informacji.
                          • zuzka111 Re: Udzial ILa w katastrofie 23.04.10, 23:57
                            Jeżeli kontroler wpuścił na lotnisko 2 samoloty w tym samym czasie,
                            z których jeden się rozbił, to będzie szedł w zaparte do końca.
                            Ił był podawany od początku jako potwierdzenie tezy o
                            nieodpowiedzialności polskiej załogi.
                            Ale jeżeli pogoda była aż tak zła, to IŁ też nie powinien się tam
                            znaleźć i przelatywać nad lotniskiem. Przecież powinien odpowiednio
                            wcześnie dostać wiadomość z wieży, o złych warunkach i wybrać inne
                            lotnisko bez podchodzenia.
                            • ae911truthorg Re: Udzial ILa w katastrofie 24.04.10, 10:56
                              zuzka111 napisała:

                              > Jeżeli kontroler wpuścił na lotnisko 2 samoloty w tym samym czasie,
                              > z których jeden się rozbił, to będzie szedł w zaparte do końca.
                              > Ił był podawany od początku jako potwierdzenie tezy o
                              > nieodpowiedzialności polskiej załogi.
                              > Ale jeżeli pogoda była aż tak zła, to IŁ też nie powinien się tam
                              > znaleźć i przelatywać nad lotniskiem. Przecież powinien odpowiednio
                              > wcześnie dostać wiadomość z wieży, o złych warunkach i wybrać inne
                              > lotnisko bez podchodzenia.
                              Bardzo logiczna uwaga, nie wpadłem na to ;(
                              W tej chwili znam 2 spiskowe teorie na ten temat.
                              Jedna, że miał udział w powstaniu mgły.
                              Druga, że na pokładzie był Miedwiediew.
                              Podawano, że godzina pobytu Iła nad lotniskiem to kilkanaście minut, pół godziny
                              przed katastrofą TU-154(?) . Tylko w porównaniu do 9.56, a jak wiemy godzina
                              katastrofy to 8.40. Pomylono się o 16 min.
                              Abstrahując od prawdziwości wersji 1,2 , czy jakiejkolwiek innej.
                              Warunki pogodowe nie były tak złe, jak się twierdziło od początku.
                              Wg oficjalnych wersji. TU-154 powinien lądować dużo wcześniej, nawet już w
                              Mińsku, czyli mniej więcej wtedy kiedy IŁ był nad lotniskiem, lub dolatywał do
                              niego.
                              Spaprana robota dezinformacyjna, pisałem już kilka dni temu.
                              Tego już nie uda się wyjaśnić racjonalnie.
                              O zgodności z prawdą nie mówiąc.
                              • zuzka111 Re: Udzial ILa w katastrofie 24.04.10, 11:16
                                Idąc już zupełnie po bandzie - mgła mogła zostać wyprodukowana w celu
                                dalszego ukrywania przyczyny. 16 minut to dość czasu.
                                I będzie powód...
                                ogromna mgła, nieudolny polski pilot nie znający liczebników
                                wieża ostrzega, ale pilot "pod naciskiem" próbuje za wszelką cenę lądować.

                                No, ale TO musiałoby się potwierdzić w zapisie skrzynek. Bo nie ma
                                możliwości, by załoga nie mówiła o kursie kolizyjnym z innym samolotem.
                          • ae911truthorg Re: Udzial ILa w katastrofie 24.04.10, 11:17
                            flying-mind napisała:
                            > Znalazlem co prawda w internecie hipoteze mowiaca, ze piloci nagle
                            > obnizyli lot bo zauwazyli drugi samolot na kursie kolizyjnym.
                            > Ale nie wiem, czy IL byl tam jeszcze wtedy (on musial od razu
                            > odleciec), i czy bylby az tak nisko. Ani kontrola lotow ani
                            > swiadkowie nie podaja zadnych takich informacji.
                            Sorry, ale powielasz nierealną teorię.
                            Korytarz podejścia do lądowania,to nie Marszałkowska.
                            Kurs kolizyjny mógł być wymyślony, aby usprawiedliwić nagły spadek
                            wysokości podchodzenia, co pojawiało się już w pierwszych informacjach (ciekawe
                            skąd mieli tak szybko dane, jak nic nie wiadomo ;)
                            Lansuje się w mediach także nierealny lot samolotu na plecach nad drogą,a
                            potem fikołek.

                            Cele tych manipulacji, to :
                            zafałszowanie "widzianego przez pilota" początku pasa
                            zasugerowanie, że "fikołek" to przyczyna wybuchu paliwa, czego nie da się ukryć.
                            Oczywiście jest możliwe nagłe obniżenie wysokości przez samolot, ale tylko z
                            przyczyn niezależnych od pilota.W tej chwili wydaje mi się to mniej
                            prawdopodobne. Bardziej, wersja o złym położeniu NDB.
                            Kontroler potwierdzał prawidłowość,ale po lini równoległej do prawidłowej.
                            Ciekawe gdzie pokazało by jej teoretyczne przecięcie się z ziemią.Ukrywanie tego
                            sugeruje, że jest to punkt charakterystyczny. Niestety, tu trzeba mieć prawdziwe
                            dane, żeby nie snuć teorii o ptakach, IŁ-ach przelatujących przed
                            nosem,blokowaniu TAWS i innych bzdurach.
                    • malwius1 Re: Godzina katastrofy 23.04.10, 10:57
                      Polski rejestrator ma zegar czasu rzeczywistego, jeśli rejestrację da się
                      odczytać to godzina katastrofy będzie dokładnie znana.
                      Faktem jest że jeśli ogląda się jeden z pierwszych filmów z katastrofy to na
                      początku jest cisza i po kilkudziesięciu sek zaczyna wyć syrena a ludzie z
                      kamerami już tam byli .
                      • flying-mind Re: Godzina katastrofy 23.04.10, 11:07
                        malwius1 napisał:

                        "na początku jest cisza i po kilkudziesięciu sek zaczyna wyć
                        syrena a ludzie z kamerami już tam byli."


                        Na forum internetowym Smolenska wpisy na temat poglosek o
                        katastrofie pojawily sie ok 15-20 min po wypadku. Nikt jeszcze nic
                        oficjanie nie podawal. Jeden z internautow dostal telefon od zony
                        pracujacej na lotnisku. Inny pisze o kims kto jechal na rowerze
                        szosa i "o malo nie zostal przewrocony przez lecacy nad sama ziemia
                        samolot". Czlowiek ten mial komorke i natychmiast zadzwonil do kogos
                        z rodziny. Byc moze jest on autorem filmu zrobionego komorka? Mysle
                        ze tam nie bylo ludzi z kamerami, a wkazdym razie reporterow, tylko
                        przypadkowi swiadkowie. Podobno droga przejazdzal tez w tym samym
                        momencie jakis samochod i kierowca sie przerazil. Czy sie zatrzymal?
                        Czy mial sprzet filmowy lub fotograficzny?
                        • malwius1 Re: Godzina katastrofy 23.04.10, 11:20
                          Obecnie większość komórek to "sprzęt filmowy i fotograficzny ".
                          • malwius1 Re: Godzina katastrofy 24.04.10, 00:57
                            Ostatnie informacje potwierdzają przypuszczalną godzinę katastrofy na ok 8-40,
                            tak mówił wcześniej red Bater z Polsatu, tak dzisiaj podają że pobliska
                            elektrownia stwierdziła awarię linii wysokiego napięcia o tej godzinie. Ok 8-50
                            Putin dostał raport o zniknięciu samolotu z radaru.
                            Najciekawsze jest to co powiedział dzisiaj gen. Czaban , że godz 8-56 to godzina
                            włączenia syren !!! Musieli dostać zgodę Putina na włączenie syren ?
                  • flying-mind Re: Dane 23.04.10, 09:55
                    flying.tomi napisał:

                    nie tylko kapitan, ale cala zaloga miala teren w najmniejszym
                    paluszku, bo nikt przy zdrowych zmyslach nie leci z taka ekipa w
                    nieznane!


                    Piszesz jak powinno byc, ale niekoniecznie jak bylo.

                    To tak jak pan Koziej, ktory twierdzi ze "nie zlamano procedur
                    bezpieczenstwa", i nawija spoleczenstwu makaron na uszy, ze dla
                    dobra bezpieczenstwa kraju lepsza jest smierc glowy panstwa, szefa
                    sztabu, szefa opaeracyjnego i glownodowadzacych wszystkich wojsk,
                    niz smierc jednego dowodcy i jego zastepcy. Brednie takie, ze tego
                    nie warto komentowac. Pan Koziej doskonale wie, ze dla pewnych sluzb
                    istnieje tylko jedna "procedura": glowa panstwa i dowodztwo armii
                    musza przezyc - bez wzgledu na srodki potrzebne do zapewnienia ich
                    bezpieczenstwa. O tym wiedza sluzby opdpowiedzialne za
                    bezpieczenstwo kazdego panstwa i zasada ta dotyczy zarowno wojny jak
                    i pokoju. Pytanie tylko, czy pan Koziej o tym nie wie, czy nie chce
                    powiedziec, bo jego chlebodawcami sa glowni podejrzani w tej sprawie.

                    Nawet jezeli uda sie sprawe wyciszyc i zwalic na mgle oraz pilota,
                    to kosekwencje i tak nie dadza na siebie dlugo czekac. Zuwazyles
                    powsciagliwosc Amerykanow? Jak myslisz, kto zainstaluje elementy
                    obrony strategicznej w kraju, w ktorym mozna spodziewac sie
                    wszystkiego - nawet tego, ze w krytycznym momencie ktos zaparkuje
                    czolg przed wylotem silosa bo pojdzie robic siku (nie mial procedur,
                    ze tam sie nie sika).

                    Co do umiejetnosci pilota, to o ile wyliczenia Sergieja sa prawdziwe
                    (!!!), to to wyglada na prawdziwe mistrzostwo w panowaniu nad
                    maszyna. Jezeli on poszedl tak nisko, przy takim obciazeniu i przy
                    takiej predkosci liniowej - i jeszcze zdazyl poderwac samolot z
                    wawozu, to to nie tylko byl dobry pilot, ale to byl wirtuoz sterow.
                    No... tyle, ze nawigacja byla amatorska.

                    To ze media powoluja sie na wypowiedzi dowodztwa i osob
                    odpowiedzialnych za wyszkolenie pilotow, to jeszcze jeden przejaw
                    amatorszczyzny - tym razem dziennikarskiej. Bo to tak, jakby chciec
                    naswietlic okolicznosci jakiejs eksplozji rozmawiajac z osobami,
                    ktore sa podejrzane o skonstruowanie bomby, ktora wybuchla. To jest
                    wlasnie ten polski problem - AMATORSZCZYZNA i to na kazdym kroku.
                    • flying.tomi Re: Dane 23.04.10, 10:39
                      zgadzam sie, ale:

                      napewno znali teren wszyscy.
                      "poderwal maszyne z wawozu" - samolot jest do latania a nie
                      manewrowania miedzy drzewami, moze jakis fajny mysliwiec...
                      Pilot byl napewno bardzo dobry, bardzo dobry, tylko ze nie oceniajmy
                      nikogo po jednym zdarzeniu, czy to pozytywnie czy negatywnie,
                      dlatego kwesti ocen pilotow w tym konkretnym przypadku co do ich
                      fachowosci, nikt nie powinien podejmowac bez wzgledu na efekt
                      ostateczny wyjasnien. O tym ze to dobry pilot swiadczy napenwo jego
                      przeszlosc i zachowania, wiele w przeszlosci, w ktorych wychodzil
                      naprawde bajecznie dobrze. Trudno uznac oceny "manewrow naziemnych"
                      jako powiedzenie ZLY czy DOBRY. Jesli ktos wjedzie sploszonym
                      kloniem w tlum trudno uznac go za dobrego czy zlego jezdzca bo
                      poturbowal 5, nie 10 ludzi. W takich przypadkach to kwestia
                      specyfiki tlumu, zupelnie nie mowie ze jedziec nie powinien byl
                      doprowadzic do sploszenia konia i wjechania w ten tlum przez co
                      uniknac zdarzenia, bo jezdziec mogl zupelnie nie przewidziec ze ktos
                      wsadzi temu koniowi cos pod ogon i trudno bedzie go opanowac,
                      aczkolwiek cwiczyl takie warianty, ale bardziej w myslach niz w
                      praktyce.
                      Armia to nie dowodca, do naprawde wielu ludzi, w sensie skutecznosci
                      taktyzcnej i operacyjnej, skutecznosc jej bedzie mniejsza gdy straci
                      cala gore, nie tylko wierzcholej - byc moze to ten Pan mial na
                      mysli. Nie obstaje przy zadnej ze stron, wydaje mi sie jednak, ze
                      jesli dyrektor szpitala pojdzie na zwolnienie lekarskie to
                      kariochirurgia bedzie pracowala pelna para i dla nich to nie bedzie
                      mialo zadnego znaczenia, jesli jednak odejdzie ordynator, to juz
                      moze byc troszke gorzej, chocby organizacyjnie. "szeregowy" chirurg
                      zrobi to co bedzie musial (i umial) bez wzgledu na to co dzieje sie
                      na gorze, w dluzszej perspektywie, moze braknie pieniedzy na lepszy
                      sprzet, w tym znaczeniu odejscie dyrektora szpitala ma duze
                      znaczenie. Patrzac na to jednak co dzieje sie w naszej armii wydaje
                      mi sie, ze zmianom musi uledz sposob myslenia, podobnie jak np. w
                      kosciele :) To mam nadzieje, ze bedzie "pozytywnym" skutkiem tego
                      calego zdarzenia, szkoda tylko ze do takich rzeczy musi czasami
                      dochodzic by cos sie zmienilo, no ale nie bez powodu mamy takie
                      powiedzenie.. madry Polak po szkodzie...
        • you-know-who wspomnienia pilota tu-154 23.04.10, 11:04
          www.eunet.lv/cgi-bin/lat/MEMUARY/ERSHOW_W/zapiski_ezdowogo_psa.txt
          bardzo trudno czytac te nie wydana chyba ksiazke, dziwie sie, ze w ogole mi sie
          udalo, ale mnie wciagnela.

          autor, ershow, ktory wylatal kilkadziesiat tysiecy godzin i przewiozl 2 mln
          pasazerow, w swoje opowiadanie wplata wiele opisow bledow i wypadkow.

          mnostwo informacji potwierdzajacych na ogol to, co w tym watku bylo dyskutowane.
          po pierwsze, suchy pas 2500m to bardzo dlugi pas dla tu-154, nawet ladujacego z
          wiatrem w plecy nadmierna predkoscia.
          autor opisuje ladowanie w sochi "Pri tochnom raschete polosa 2200 metrov --
          eto ochen' mnogo. Etogo hvatit. I pravda: vyklyuchiv revers na rekomenduemoj
          skorosti 120, intensivno tormozya, ya ostanovil mashinu bukval'no na seredine
          polosy." czyli da sie zatrzymac na odleglosci kilometra, jak to proponowalem i
          najlepsza taktyka bylo wolne opadanie tak by siasc w 1/3 (max 1/2) pasa. a nie
          na jego poczatku. oczywiscie wiemy, ze odchylenie bylo w inna strone..

          jest dokladny opis ja pracuje zespol pilotow, w szczegolnosci w tu-154. kiedy
          pisalem wczesniej, nie bylem pewien czy wysokosciomierze obserwuje dwoch pilotwo
          czy takze inzynier mechanik pokladowy. wszyscy trzej. nie tylko maja osobne
          wysokosciomierze barometryczne ale jest caly rytual przestrajania ich na
          wyskosci przejsciowej na cisnienie lotniska. po zakonczeniu procedury trzy osoby
          potwierdzaja zgodnosc odczytu wysokosci.

          odejscie od sciezki schodzenia ('glissady') jest niebezpieczne.
          za szybkie opadanie jest bardzo niebezpieczne. zejscie na koncowce
          do -10 do -12 m/s autor ocenia jako byc moze nieodwracalne. do tego w smolensku
          nie doszlo, chodzi mi tu tylko o nieslychana nieostroznosc, jesli w
          rzeczywistosci pilot *swiadomie* opadal za szybko. to, jak sie okazuje, bardzo
          latwo osiagnac jesli odejmie sie ~10% ciagu silnikow.

          jest wiec takie mozliwe (nie oceniam tu czy prawdopodobne) wyjasnienie szybkiego
          zejscia pod sciezke: nazbyt nagle sciagniecie mocy. oczywiscie, takie rzeczy
          powinny zapisac sie w skrzynkach, wiec wczesniej czy pozniej sie dowiemy..

          przy okazji, standardowe sciezki podejscia koncowego w rosji odpowiadaja przy
          270 km/h (zelazna regula podejscia na tu-154, chyba ze warunki atm wymagaja
          dodania 10 lub 15 km/h) predkosci pionowej 3.5 do 3.75 m/s, a nie 3 m/s jak w
          rekonstrukcji sergieja.
          zatem jego rekonstrukcja powinna przewidywac -7 m/s a nie -6 m/s.
          (nie jest to znaczna zmiana scenariusza.)

          w momencie sciecia pierwszego drzewka, wg mnie moglo dojsc do nadmiernej reakcji
          pilotow, nos podniesiony za wysoko bez szansy szybkiego dodania mocy spowodowal
          rezim lotu bliski choc nie dokladnie rowny przeciagnieciu (stall). niestety
          tu-154 z czegso takiego nie wychodzi, zaczyna zaraz potem siadac.. za duzy opor
          opuszczonych na 45 stopni do ladowania klap, za maly ciag nierozkreconych na
          czas silnikow. paradoksalnie, lot na stalej, niewielkiej wysokosci nad
          wznoszacym sie terenem jest bezpieczniejeszy niz proba szybkiego wzbicia sie w
          gore bez wymaganego ciagu. wtedy efekt jest odwrotny do zamierzonego -
          katastrofa. ale piloci nie sa szkoleni w lataniu na 3 m nad drzewami, a taka
          nadmierna reakcja pociagniecia sterow do siebie
          jest niestety automatyczna.
          • flying-mind Re: wspomnienia pilota tu-154 23.04.10, 11:24
            you-know-who napisał:

            "jest wiec takie mozliwe (nie oceniam tu czy prawdopodobne)
            wyjasnienie szybkiego zejscia pod sciezke: nazbyt nagle sciagniecie
            mocy."


            1) Czy nie jest to blad, niezalezny od pogody?
            2) Czy nie jest to po prostu niedostateczne panowanie nad maszyna.
            Taki scenariusz zaklada, ze pilot nie mial "wyczutego" samolotu,
            czyli - uzywajac jednego w wczesniejszych porownan - pojeczal tak,
            ze wypadl z zakretu.

            "nie bylem pewien czy wysokosciomierze obserwuje dwoch pilotw o
            czy takze inzynier mechanik pokladowy"


            Role w czasie takiego manewru musialy byc podzielone. To. ze wszyscy
            maja te same wskazniki, zie oznacza, ze wszyscy w trakcie ladowania
            zajmuja sie tym samym. Nawet ja, jadac samochodem prosze zone zeby
            mi mowila czy z prawej "wolna". Gdyby powiedziala zle....

          • flying.tomi Re: wspomnienia pilota tu-154 23.04.10, 11:37
            > w momencie sciecia pierwszego drzewka, wg mnie moglo dojsc do
            nadmiernej reakcj
            > i
            > pilotow, nos podniesiony za wysoko bez szansy szybkiego dodania
            mocy spowodowal
            > rezim lotu bliski choc nie dokladnie rowny przeciagnieciu (stall).
            niestety
            > tu-154 z czegso takiego nie wychodzi, zaczyna zaraz potem siadac..
            za duzy opor
            > opuszczonych na 45 stopni do ladowania klap, za maly ciag
            nierozkreconych na
            > czas silnikow. paradoksalnie, lot na stalej, niewielkiej wysokosci
            nad
            > wznoszacym sie terenem jest bezpieczniejeszy niz proba szybkiego
            wzbicia sie w
            > gore bez wymaganego ciagu. wtedy efekt jest odwrotny do
            zamierzonego -
            > katastrofa. ale piloci nie sa szkoleni w lataniu na 3 m nad
            drzewami, a taka
            > nadmierna reakcja pociagniecia sterow do siebie
            > jest niestety automatyczna.

            Tak, tylko ze nie w momencie sciecia pierwszego drzewka, a jakies
            300ft nad ziemia (szacunkowo), wczesniej pisalem o tym. Myslalem
            o "poczuciu przeciagania" (efekt) w nastepstwie leniwych reakcji TU
            na probe wyplaszczenia (ciezki, wolno do przodu) i zbyt wolny
            gradient rekacji (no... dalej... no... ciagniesz stopniowo nie od
            razu max).
            Troche jednak za malo spadl punktowo, wydaje mi sie ze zostal
            odpuszczony przy wchodzeniu na przeciagniecie, zeby wejsc w ew.
            czesanie (odruch gdy czujesz ze wchodzisz na przeciaganie
            odpuszczasz a nie ciagniesz dalej - mam na mysli w gore), bo opcja
            przeciagniecia (z tego sie nie wychodzi) w swiadomosci gorsza jest
            niz slizg, dlatego takich odruchow nie ma. W takim stanie lotu nie
            myslisz, racja ze dzialasz odruchowo, odruch to siasc, nie wejsc w
            przeciagniecie.
          • malwius1 Re: wspomnienia pilota tu-154 23.04.10, 11:37
            you-know-who napisał:

            "w momencie sciecia pierwszego drzewka, wg mnie moglo dojsc do nadmiernej reakcji
            pilotow, nos podniesiony za wysoko bez szansy szybkiego dodania mocy spowodowal
            rezim lotu bliski choc nie dokladnie rowny przeciagnieciu (stall). niestety
            tu-154 z czegso takiego nie wychodzi, zaczyna zaraz potem siadac.. za duzy opor
            opuszczonych na 45 stopni do ladowania klap, za maly ciag nierozkreconych na
            czas silnikow. paradoksalnie, lot na stalej, niewielkiej wysokosci nad
            wznoszacym sie terenem jest bezpieczniejeszy niz proba szybkiego wzbicia sie w
            gore bez wymaganego ciagu. wtedy efekt jest odwrotny do zamierzonego -
            katastrofa. ale piloci nie sa szkoleni w lataniu na 3 m nad drzewami, a taka
            nadmierna reakcja pociagniecia sterow do siebie
            jest niestety automatyczna. "

            Te sprawy były analizowane na podstawie zdjęć Siergeja . Oni nie lecieli 3 m nad
            drzewami a nad ziemią, początkowo zahaczając tylko o korony drzew. Gdyby lecieli
            3 m nad drzewami to by wyszli z tego na 100%.
            Dodatkowo trafili na wznoszący się zbocze jaru i jak wynika ze ściętych drzew
            szli równolegle do zbocza, bardzo dobrze. Niestety najpierw odpadł kawałek
            lewego skrzydła przy ścięciu grubszego pnia a potem trafili na jeszcze grubszy
            pień-odpadło skrzydło (na zdjęciach podają że drzewo nie było już jakby ścięte a
            złamane )i dalej nie już szans.
            Gdyby tylko nie było tych grubych drzew (nie uszkodzili by skrzydła )to nawet na
            tym wznoszącym się zboczu wyszli by z tego .
            • you-know-who Re: wspomnienia pilota tu-154 23.04.10, 11:59
              to trzeba by przeleciec na jakims dobrym symulatorze tu-154, zeby wiedziec na
              ile spadnie predkosc po gwaltownym wyrownaniu lotu i probie pojscia w gore, czy
              najpierw spadnie, czy po 6-10 s silniki zaczna ciagnac w gore.
              na pewno nadmierna reakcja i za duzy kat natarcia daje zawsze skutek negatywny.

              niestety, autor ksiazki sadzi ze symulatory w rosji to kupa zlomu.
    • vobo7 Panowie piloci - oto karta podejścia. Komentarze? 23.04.10, 13:41
      Wygląda na to, że mamy jakąś kartę podejścia na Smoleńsk-Siewiernyj.

      Link został podany przez Siergieja.
      Może ktoś kartę odczyta i poda jakieś wnioski?
    • flying-mind Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spiskowe 23.04.10, 14:09
      Obserwujac dyskusje internetowe i medialne dochodze ciagle do tego
      samego wniosku: wyjasnienie prawdy jest o tyle istotne, o ile sluzy
      potwierdzeniu wlasnych pogladow politycznych i postawieniu zarzutow
      obozowi przeciwnemu. Jak to sformulowalem wczesniej: po teorii
      wypadku poznasz kto na kogo glosowalby w wyborach.

      I tak oto wyksztalcily sie dwa glowne nurty.
      Pierwszy z nich, nurt meczennictwa sp Prezydenta usiluje znalezc
      wyjasnienie jego niewytlumaczalnej smierci w spisku/zamachu. Ja
      oczywiscie zadnych hipotez nie odrzucam z gory z powodow
      pryncypialnych, ale metody przeprowadzenia tego zamachu proponowane
      na forum zakladaja kompletny brak profesjonalizmu tych, ktorzy
      jakoby sie zamachneli (np podmiana zarowek). Zreszta ludzi mozna
      usunac skutecznie bez takiej pompy. Ale z drugiej strony rozumiem
      zwolennikow spisku bo, po pierwsze taka katastrofa nie ma prawa
      zdarzyc sie w cywilizowanym swiecie, po drugie zamachy byly, sa i
      beda i wszyscy o tym wiemy, po trzecie jest to pewnie reakcja na
      otwarte oskarzanie sp Prezydenta o spowodowanie katastrofy.

      Druga grupa, zainteresowana dokopaniem tej pierwszej, glosi
      (medialnie "oficjalna") teorie nadmiernego ryzyka podjetego przez
      pilotow z powodu naciskow sp Prezydenta. Zgodnie z tym nurtem
      otoczenie prezydenckie wczesniejszymi dzialaniami doprowadzilo
      pilotow do takiej desperacji, ze podjeli probe ladowania za wszelka
      cene i im sie to nie udalo.

      Ta teoria, jak zauwazylem dzieli sie na dwa nurty:

      1) Piloci tak sie bali Prezydenta, ze "woleli zginac, niz wrocic do
      rodzin". W zwiazku z tym skoczyli lotem nurkowym w mgle, wierzac ze
      jakims cudem trafia prosto w pas. I nie trafili.
      Wiarygodnosc psychologiczna takiej wersji zdarzen jest bardzo niska.
      Bo albo ktos jest brawurowy i wtedy tez najczesciej jest asertywny i
      pewny siebie. Albo ktos jest lekliwy i wtedy nie podejmuje
      nadmiernego ryzyka. Jazeli ktokolwiek z piszacych znalazl sie kiedys
      w sytuacji realnego zagrozenia zycia, to wie, ze zaden prezydent
      swiata, nie zdolalby go nastraszyc bardziej, niz to co wtedy
      przezywal. Bo w koncu co ich moglo spotkac? Praca w RyanAir lub w
      WizzAir? Pomijajc fakt, ze prezydent byl na wylocie z urzedu, a jego
      nastepca bylby na pewno wyrozumialy (jak Klich sie zachowal w
      stosunku do poprzedniego pilota?)

      2) Drugi watek "nadmiernego ryzyka" tlumaczy to, co sie stalo
      poprzez niedostateczne umiejetnosci pilota. Postanowil zejsc w zbyt
      trudnych warunkach i mu maszyne pociagnelo za nisko, czyli w jezyku
      kierowcow: "nie wyrobil na zakrecie".
      Tej hipotezie ma sluzyc rzekomo analiza trajektorii i doswiadczenia
      innych pilotow Tupolewa, ktorzy mowia, ze maszyna jest bezwladna
      przy szybkim schodzeniu.

      Ta druga wersja jest o wiele bardziej wiarygodna. Rzecz jednak w
      tym, ze obie teorie "nadmiernego ryzyka" nie odnosza sie do tego, co
      widac na zdjeciach, tylko interpretuja je przez pryzmat konkretnego
      zalozenia: "oni chcieli koniecznie wyladowac" i "wypadek nastapil w
      czasie proby ladowania". Kluczowy jednak zalozeniem, na ktorym sie
      one opieraja jest zalozenie natury psychologicznej: "pilot nie
      wiedzial, czy mu sie uda, ale probowal" oraz natury
      politycznej: "prezydent zmuszal pilota do decyzji, ktorych on sam by
      nie podjal" I to sa wlasnie zalozenia dla mnie mniej prawdopodobne,
      niz zalozenie: "pilot wiedzial, ze jest w stanie wykonac manewr,
      tylko zostal wprowadzony w blad". Pytanie, przez kogo lub przez co?

      Zamiast dewaluowac informacje podawane przez dowodcow zalogi i
      informacje podawane przez kontrolera lotow, warto moze sprobowac
      skonstruowac teorie zajkladajaca, ze wszyscy mowia prawde i spojrzec
      na fakty.

      A fakty bylyby wtedy takie, ze dobrze technicznie wyszkolony pilot z
      dobrym wyczuciem maszyny podejmuje manewr, ktory jest przy jego
      umijetnosciach calkowicie bezpieczny i nie jest podyktowany zadna
      desperacja. Schodzi na wysokosc 100 m nad poziomem lotniska, co jest
      o 20 m ponizej przepisowej (wysokosci decyzyjnej). Ale dla dobrego
      pilota zlamanie procedury o 20 procent to jeszcze nie hazard. I
      teraz spojrzmy na zdjecie. Pilot do konca kontynuuje lot na
      wysokosci 100 m, tyle ze ... w stosunku do gruntu. Oczywiscie musi
      zmniejszyc ciag, bo dostaje informacje ze sie wznosi, gdy samolot
      oddala sie od gruntu. Nagle dostaje informacje, ze grunt zaczyna sie
      zblizac, chociaz on wcale w tym momencie nie zamierzal ladowac. Wiec
      dodje troche ciagu, ale... zblizanie nabiera tempa... jeszcze
      dodaje ... alarm ... pelny ciag ... To sa sekundy. Gdyby byl
      przekonany, ze leci nad plaskim terenem, to nawet pierwszy sygnal o
      opadaniu zostalby zignorowany. Ot, po prostu troszke wiecej "gazu"
      zeby wyrownac.

      Taki scenariusz wydarzen ma jednak swoje polityczne konsekwencje:
      1) Po pierwsze wiele wysoko postawionych osob ("swietych krow")
      musialoby juz oprozniac szuflady.
      2) Teoria samobojczej smierci sp Prezydenta (zreszta byc moze
      prawdziwa) leglaby w gruzach i nie daloby sie dokopac przeciwnikom
      tuz przed wyborami.

      Nie wiemy, czy pilot ladowal. My to zakladamy.
      • vobo7 Re: Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spisk 23.04.10, 14:44
        flying-mind napisał:

        > teraz spojrzmy na zdjecie. Pilot do konca kontynuuje lot na
        > wysokosci 100 m, tyle ze ... w stosunku do gruntu. Oczywiscie musi
        > zmniejszyc ciag, bo dostaje informacje ze sie wznosi, gdy samolot
        > oddala sie od gruntu. Nagle dostaje informacje, ze grunt zaczyna sie
        > zblizac, chociaz on wcale w tym momencie nie zamierzal ladowac. Wiec
        > dodje troche ciagu, ale... zblizanie nabiera tempa... jeszcze
        > dodaje ... alarm ... pelny ciag ... To sa sekundy.


        Dla mnie to też jest wariant teorii "nadmiernego ryzyka".

        Zakładasz, że pilot podążał za gruntem utrzymując wysokość na podstawie
        radiowyskościomierza. I co - chciał wylądować ze 100m mając widzialność rzędu
        400-450m? To, imo, jest ryzykowne, a czy - wariacko ryzykowne, niech już
        lokalni piloci ocenią. Gdyby jeszcze oni lecieli na wysokościomierzu barycznym
        załóżmy do wewnętrznego markera, a potem się przełączyli na
        radiowysokościomierz... to może. Nie znam się.

        Poza tym, twoja wersja zakłada, że jednocześnie cała załoga w ogóle zlekceważyła
        wskazania wysokościomierzy barometrycznych? Raczej by to było dziwne. Przy takim
        manewrze, jakkolwiek by jego ryzyka nie oceniać, raczej ktoś winien na nie
        patrzeć. Jak sobie pilot ustawił wysokość decyzji? Czy może w ogóle nie ustawił
        i nie miał alarmu?

        A może na wariometr też nie patrzyli bo wszyscy wypatrywali pasa?

        Z tego, co mi się wydaje, nie lata się w ten sposób na RA. On może skakać nawet,
        kiedy się leci nad jakąś linią energetyczną, itd. Może na jakimś terenie, o
        którym wiadomo, że jest płaski a nie falisty, by to wyszło.

        Nie twierdzę, że twój scenariusz nie jest możliwy (tzn. nie potrafię takich
        wniosków wyciągać, bo nie mam wiedzy). Niemniej wydaje mi się, że to też byłoby
        nadmierne ryzyko.
        • flying-mind Re: Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spisk 23.04.10, 15:29
          vobo7 napisał:

          "Zakładasz, że pilot podążał za gruntem utrzymując wysokość na
          podstawie radiowyskościomierza. I co - chciał wylądować ze 100m
          mając widzialność rzędu 400-450m?"


          No wlasnie ja, w odroznieniu od wiekszosci forumowiczow, nie
          zakladam ze pilot chcial ladowac. Wypuszczenie podwozia moglo po
          prostu oznaczac, ze gdyby widocznosc sie poprawila lub lokalnie byla
          lepsza niz na wiezy, to czemu nie usiasc. Zreszta on moze i zaczal
          ladowac, tyle ze to co bylo katem 2 stopni w stosunku do gruntu, w
          rzeczywistosci bylo katem (7?-9?) w stosunku do plaszczyzny pasa.

          Pilot nie moze patrzec na wskazniki i jednoczesnie wypatrywac pasa,
          bo cos przy tej predkosci musi przegapic. Juz pisalem, ze jak
          wyjezdzam z posesji, ktora jest na zakrecie, to zona :-) kontroluje
          prawa strone samochodu. Zakladam, ze piloci albo robil jedno, albo
          drugie. Stawiam na pas. Oni maja w koncu od czegos nawigatora, nie.
          A propos, ktory z czlonkow zalogi mial najmniejsze doswiadczenie na
          Tupolewach?

          Przejscie wylacznie na radiowysokosciomierz byloby przy tej
          wysokosci duzo bezpieczniejsze, niz kierowanie sie wysokosciomierzem
          barycznym... gdyby teren byl plaski.
          • vobo7 Re: Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spisk 23.04.10, 15:48
            flying-mind napisał:

            > Przejscie wylacznie na radiowysokosciomierz byloby przy tej
            > wysokosci duzo bezpieczniejsze, niz kierowanie sie wysokosciomierzem
            > barycznym... gdyby teren byl plaski.


            Hm, a mógłbyś czymś uzasadnić tę swoją nową teorię bezpiecznego latania? :)

            Bezpieczniejsze byłoby posługiwanie się RA przy lądowaniu bez widoczności, nieprecyzyjnym, w warunkach meteo, które były nawet poniżej minimów podejścia ILS Cat I, nie mówiąc już o minimach na karcie podejścia, minimach samolotu, a być może - na dokładkę (skoro już przywołałeś nawigatora) - także minimach załogi? Przy okazji wbrew wszelkim zasadom dla takich podejść, wg których radiowysokościomierz jest traktowany jako przyrząd pomocniczy.

            Przecież nie są zadaniem pilota badania orografii terenu przy użyciu radiowysokościomierza, ale wycelowanie w pas. A wysokość pasa poda wyłącznie wysokościomierz barometryczny. O ile się go używa.

            Do tego wszystkiego, przy twojej teorii, należałoby dodać jeszcze wyłączone alarmy TAWS (możliwe - brak mapy). Nieużywany, albo niezdatny do użytku system GPS wbudowany w ich FMS. Dużo tych ... nieużytków jak na bezpieczne latanie.

            Moim zdaniem, przy tak rozumianym bezpieczeństwie należałoby zmienić nazwę podstawowego dla tej techniki przyrządu na radiowyskokościomierz;)
            • flying-mind Re: Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spisk 23.04.10, 16:02
              Widzisz, w dalszym ciagu zakladasz, ze on ladowal uzywajac
              przyrzadow. Otoz proba posadzenia samolotu uzywajac wysokosciomierza
              barometrycznego bylaby hazardem. Samolot sadza sie widzac pas.
              Ciagle to zalozenie, ze on ladowal. Na 2 km przed pasem znajdowal
              sie zaledwie 20 m ponizej sciezki i nie jest to zadne ryzyko. Co
              ryzykownego bylo w pociagnieciu samolotu jeszcze troszke na tej
              wysokosci, zeby zobaczyc, czy widac ziemie? Kto powiedzial, ze on
              byl zdecydowny na ladowanie? To zalozenie polityczne, nie
              nawigacyjne. Moze byl, a moze nie. Zgodnie z zasadami bezpieczenstwa
              nie powinien byc.

              Powiedz mi jakie ryzyko niesie za soba lot wedlug
              radiowysokosciomierza na wysokosci 100 m , jezeli teren jest
              plaski
              . Powtarzam lot a nie ladowanie. Laduje sie
              widzac pas.
              • vobo7 Re: Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spisk 23.04.10, 16:19
                Teren nie był płaski.

                /Ok. już nic nie zakładam. Wątpliwości zgłosiłem :)/
                • flying-mind Re: Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spisk 23.04.10, 16:42
                  vobo7 napisał:

                  Teren nie był płaski.

                  No wlasnie. Gdyby piloci (i nawigator!!!) o tym wiedzieli, to cala
                  hipoteza "podazania za gruntem" nie jest nic warta. Osobisci, na
                  samym poczatku zalozylem, ze wiedzieli bo musieli wiedziec. Ale. czy
                  na pewno...

                  Gdyby okazalo sie, ze jednak nie wiedzieli to afera bedzie jeszcze
                  wieksza. "Poslizg" mozna wytlumaczyc "stresem", a brak elementarnej
                  wiedzy...
                  Jak ktos mowi o byciu "dobrym" (pilot, kierowca, zolnierz, chirurg
                  itp) to mam w zwyczaju pytac: "mowisz o repertuarze i stopniu
                  automatyzacji czynnosci, czy o wiedzy?"
                  • vobo7 Re: Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spisk 23.04.10, 17:55
                    flying-mind napisał:

                    > Teren nie był płaski.
                    >
                    > No wlasnie. Gdyby piloci (i nawigator!!!) o tym wiedzieli, to cala
                    > hipoteza "podazania za gruntem" nie jest nic warta.


                    Flying-mind,

                    I to ja niby jestem tym, który czyni "założenia" :D
                    Rany boskie. Nie można rozumować na zasadzie: "zakładam, iż piloci nie wiedzieli, że teren nie jest płaski".

                    Jeśli piloci nie znali ukształtowania to nie wolno im było niczego na temat tego ukształtowania zakładać, a tym bardziej już w oparciu o takie założenia, podejmować prób nawigacji niezgodnych ze wszystkimi zasadami, minimami, brakiem pomocy nawigacyjnych, w fatalnych warunkach pogodowych... A Tobie, jeszcze bardziej nie wolno nazywać czegoś takiego "bezpieczeństwem".

                    Czy piloci lecieli wg samych wskazań RA - nie wiem.
                    Na pewno nie można wykluczyć.
      • 4youtobayashi Re: Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spisk 23.04.10, 15:24
        Pominąłeś 2 ważne aspekty - na pokładzie prócz prezydenta była cała
        wierchuszka generalska - chciał stanąć na wysokosci zadania.
        Drugi to czas i pogoda - gdyby miał go więcej, spokojnie mógłby
        zmienić trasę i wylądowac na innym lotnisku, jak zalecano mu to z
        ziemi...
        Poza tym bez uwag:)
      • ae911truthorg Re: Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spisk 23.04.10, 15:59
        Tym razem inaczej,tylko rzeczy istotne. Uważam, że rozważanie oficjalnych teorii
        spiskowych jest stratą czasu. Co można ustalić "z pewnością"
        - pilot wykazał się dużą ostrożnością, wygląda na to , że "coś" - (pewnie wygląd
        mgły) wydawało mu się podejrzane. 3 kółka.
        - podjęcie decyzji o lądowaniu to wynik uzgodnień z wieżą i ocena, że w takim
        razie można próbować raz wykonać próbne podejście.
        - oś schodzenia jest przesunięta i równoległa do prawidłowej - skośna ,
        mniej by mnie dziwiła.Jest podejrzane, że koryguje w tą samą stronę co błąd
        wskazań (?). Powinien lecieć w prawo.Do tego na prawo od osi pasa nie ma
        drzew !
        Pilot musiał to wiedzieć, bo nieraz tam lądował.
        - zejście z osi podejścia i spadek wysokości jest praktycznie pewnym dowodem na
        utratę kontroli (pewnie wtedy przerwali "kwitowanie" wysokości kontrolerowi).
        - samolot leciał przez lasek, będąc widoczny (także miejsce zatrzymania) tylko z
        jednego kierunku ,zatrzymał się i nastąpił wybuch.
        Nie chciał bym być na miejscu tych, którzy wszystkie te fakty "wyjaśnią".

        • 4youtobayashi Re: Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spisk 23.04.10, 16:21
          > - oś schodzenia jest przesunięta i [b]równoległa do prawidłowej
          > skośna mniej by mnie dziwiła.Jest podejrzane, że koryguje w tą
          >samą stronę co błąd wskazań (?). Powinien lecieć w prawo.Do tego
          >na prawo od osi pasa nie ma drzew !
          Pilot musiał to wiedzieć,
          >bo nieraz tam lądował
          Czy wg Twoich słów wskazania przyrządów były błędne?
          • ae911truthorg Re: Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spisk 23.04.10, 16:42
            4youtobayashi napisała:

            > Czy wg Twoich słów wskazania przyrządów były błędne?

            A skąd mam wiedzieć ?? Dałem znak zapytania w nawiasie.
            Pomijam wysokościomierz,wygląda że on działał prawidłowo.
            Kierunek równoległy, do tego na lewo od pasa jest chory
            Schodzę do lądowania, wiem że tylko na lewo od osi pasa jest lasek, ale
            tnę bez wahania na lewo,potem koryguję też w lewo, w środek lasu. Kontroler
            potwierdza, że wszystko było OK
            (wysokości znał od pilota,czyli było OK,
            jeżeli mówi prawdę), czyli kierunek był prawidłowy wg niego. Wniosek:pilot i
            kontroler postanowili lądować nad drzewami, bo tak jest bezpieczniej. Kontroler
            mógł chcieć "zrobić dowcip", ale pilot ryzykował minimum swoje życie.
            Chciał tak ? Czy musiał ?
            • 4youtobayashi Re: Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spisk 23.04.10, 19:49

              Właściwie jedyne, do czego mozna by sie było bardziej przyczepić to
              wysokość, ale podobno nie była by zła, gdyby nie znalazł się w
              obniżeniu terenu. Moze po prostu tam mgła była mniejsza?? Cholera
              wie...
              • ae911truthorg Re: Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spisk 23.04.10, 20:22
                4youtobayashi napisała:

                >
                > Właściwie jedyne, do czego mozna by sie było bardziej przyczepić to
                > wysokość, ale podobno nie była by zła, gdyby nie znalazł się w
                > obniżeniu terenu. Moze po prostu tam mgła była mniejsza?? Cholera
                > wie...
                Kontroler twierdził że szedł pod dobrym kątem,tylko za nisko, czyli po linii
                równoległej do idealnej, czyli kierował się na początek pasa, który był by
                bliżej. Kto sprawdza odległość samolotu od pasa ? Pilot "kwituje wysokość" a
                odległość ?
                Gdyby pilot leciał "na ślepo" to celował by dalej niż początek pasa (ktoś tu
                pisał,że w 1/3 odległości, ja też bym tak zrobił) i ew. poderwał samolot. Nigdy
                pilot bez widoczności nie "usiądzie" przed pasem.
                Gdyby pilot nie słuchał kontrolera, a lądował na GPS za 140 zł z marketu,
                wszyscy by żyli.

                Może by nie wylądowali za pierwszym razem, ale nie rozbili by się.
                Chyba, że samolot uległ uszkodzeniu w czasie lotu, zanim zaczął szorować po
                wierzchołkach drzew.
                • flying-mind Re: Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spisk 23.04.10, 21:04
                  ae911truthorg napisał:

                  "Gdyby pilot leciał "na ślepo" to celował by dalej niż początek
                  pasa
                  (ktoś tu pisał,że w 1/3 odległości, ja też bym tak zrobił) i
                  ew. poderwał samolot. Nigdy pilot bez widoczności nie "usiądzie"
                  przed pasem."


                  I w tym miejscu wyjatkowo sie z toba zgadzam, i to w stu procentach.
                  Wystarczy pojsc na jakies lotnisko, usiasc i popatrzec jak laduja
                  samoloty przy zlej widocznosci (nawet jak lotniska maja ILSy i
                  wszystkie inne bajery), a jak przy slonecznej pogodzie. Przejechanie
                  pasa po wytraceniu predkosci bylo nieporownywalnie mniejszym
                  ryzykiem, niz uderzenie w ziemie z pelnym impetem. O tym wie kazdy
                  pilot "instynktownie". Dlatego wydaje mi sie malo prawdopodobne, ze
                  mu maszyne "sciagnelo" w dol przy obnizaniu lotu. On nie mial zadnego
                  powodu, zeby nurkowac w odleglosci 2 km od pasa, bo to bylo po prostu
                  za wczesnie i bez sensu. Natomiast w odroznieniu od ciebie uwazam, ze
                  podazanie za zboczem jest bardziej prawdopodobne, ale zobaczymy co
                  sie okaze.

                  Jezeli masz racje, to zawinila wieza kontrolna.
                  Jezeli ta druga hipoteza jest prawdziwa to, suma sumarum, zawinil
                  minister Klich i cale drzewko decyzyjne w dol od niego.
                  • ae911truthorg Re: Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spisk 23.04.10, 22:29
                    Poczytaj na spokojnie moje inne hipotezy, bez nastawienia, że to "spiskowe". To
                    są głęboko przemyślane i odpowiedzialne hipotezy.
                    Jak hipotezy, nie muszą odpowiadać rzeczywistości, ale są bardzo prawdopodobne.
                    Co do lądowania , jest na YT filmik jak samolot Lufthansy ląduje przy silnym
                    wietrze bocznym, samolot leci bokiem i ten osioł przyziemia,co oczywiście
                    kończy się przechyłem,zawadzeniem końcówką skrzydła o pas. Jakimś cudem odrywa
                    się od pasa i wznosi.To jest bezmyślność pilota,a mimo to "nic się nie stało".
                    Ja wiem, że prawdopodobieństwo 0,to nie znaczy , że coś jest niemożliwe,
                    ale....wysoce nieprawdopodobne ;). I taka jest sprawa katastrofy w wariancie
                    "wypadek".
                • 4youtobayashi Re: Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spisk 24.04.10, 14:52
                  > Gdyby pilot nie słuchał kontrolera, a lądował na GPS za 140 zł
                  > z marketu, wszyscy by żyli.
                  To nie takie proste:) Poczytaj:
                  lotnictwo.net.pl/3-tematy_ogolne/15-wypadki_i_incydenty_lotnicze/24626-
                  2010_04_10_tu_154_samolot_prezydenta_rp_rozbil_sie_pod_smolenskiem-
                  47.html
                  Napisał bedrzich
                  Z GPS-em ostrożnie, bo wcale nie jest to taka prosta sprawa -
                  najzwyczajniej nie zawsze jest... dokładny!! Wynika to z zasady jego
                  działania - pozycja określana w/g GPS jest bardzo dokładna pod
                  warunkiem korzystania z map sporządzonych w/g WGS84 - chodzi o
                  satelitarny pomiar Ziemi sporządzony przez chyba USA, z
                  nim "skojarzony" jest GPS. A mapy rosyjskie, i nie tylko bo także
                  chińskie sporządzone są w oparciu o inną bazę. W przypadku lotnisk
                  międzynarodowych nie ma problemu, bo są mapy Jeppesena, ale z
                  lotniskami krajowymi może być już problem. Stąd należy wyłączać
                  EGPWS/TAWS przy podejściach na takie lotniska, zdarzają się błędy
                  pozycyjne (sam miałem taką przygodę podczas lądowania A320 na
                  lotnisku w Ferganie, w Kazachstanie, kiedy zapomnieliśmy wyłączyć
                  EGPWS i krzyczał o terenie) Firmy dostarczające bazy danych ciągle
                  pracują nad ich poprawianiem, ale ciągle nie wszędzie wszystko jest
                  OK.
                  • ae911truthorg Re: Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spisk 24.04.10, 15:17
                    Działanie GPS chciałem sam poddać w wątpliwość. Szczególnie wysokość podawana
                    przez GPS bywa skokowo błędna.
                    Przedstawię dokładniej sytuację przy "lądowaniu" na ślepo.
                    Tani GPS (w samolocie mieli chyba lepszy niż za 140 zł ;)
                    Zagadnienie krytczne to odległość od punktu przyziemienia (początek pasa to
                    tylko dla samobójców, można śmiało przyjąć, że było to 100 m dalej. Samolot
                    znajduje się nad mgłą i chmurami (ułatwienie pracy dla GPS). Gdyby pilot nie
                    miał dokładnej mapy,to mógł by kupić na aukcji w necie ;)
                    Na tej mapie jest droga, nad którą ledwo przeleciał . To dodatkowy punkt - już
                    kontroli wizualnej, świadkowie widzieli samolot,a więc i odwrotnie. Gdyby wtedy
                    podjął decyzję o nagłym zwiększeniu opadania OK, 99 % że zmieści się z
                    lądowaniem. O ile jest w osi pasa
                    , to też GPS powinien mu podać. W
                    rzeczywistości kierował się:
                    - równolegle do osi pasa
                    - przyziemiał daleko od właściwego punktu.
                    Wnioski pozostawiam do wysnucia samemu.
                    Ja podaję teorie, niespiskowe, rozumne.

                    Internetowe trolle z uporem je wyśmiewają, bez rzeczowych argumentów.
                    • ae911truthorg Re: Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spisk 24.04.10, 15:24
                      Jak mniemam nawet wyłączenie TAWS nie jest jednoznaczne z wyłączeniem GPS.Być
                      może w ostatniej chwili ktoś przestał ufać kontrolerowi,spojrzał na GPS,
                      przestał "kwitować" pilot.
                      To jest logiczne, jaka jest prawda może się dowiemy.
                      • adamiecki Re: Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spisk 02.05.10, 08:21
                        Nadal jakby wykluczasz mozliwosc, ze samolot lecial tak jak lecial,
                        bo pilot zorientowal sie, ze jest za nisko i probowal ratowac sie
                        nabierajac predkosci, aby przeskoczyc wzniesienie…
                        • atenka11 Re: Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spisk 02.05.10, 08:58
                          Ja sobie myślę ,i są to moje laickie fantazje, nawet nie spekulacje.
                          Ze ten pilot musiał już nie raz schodzic pnizej minimów, nic się nie
                          stało dopisywalo mu szczescie i umiejętności.
                          Tym razem też zszedl ponizej minimów zeby wypatrzec ziemie-tyle ze o
                          wiele za nisko. I pytanie dlaczego az tak nisko. Przeciez mogl
                          zleciec do minimow "sorry nic nie widze, lece do Minska".
                          Moze myslał ze jest tuz nad pasem-bład + podjecie ogromnego ryzyka,
                          moze nie patrzyli na wysokosciomierze, bo wypatrywali ziemi-jak w
                          katastrofie Casy, lub baryczne wysokosciomieze były zle ustawione, a
                          radiowyskosciomierz-pływał z racji ukształtowania terenu i nie brali
                          go pod uwage, moze jak niektorzy sugerowali na skutek podchodzenia z
                          malego kregu wyracil moc i predkosc opadania byla za szybka i z
                          racji bezwladnosci i malej reaktywnosci tej wielkiej maszyny nie
                          zdarzyli jej skorgowac i owszem podniesli sie do gory , ale za
                          pozno. Moze kombinacja wszystkiego po trochu. Z elementem wspolnym -
                          zejsciem ponizej minimow-i tu bylby to zarowno blad załogi jak i
                          szkolenia- "na wykonanie zadania" oraz systemu.
                          Moze jednak jakas drobna, ale prz takich ryzykownych manewrach
                          wystarczajaca awaria.
                          Coraz mniej przemawia do mie presja, bo jaka by nie była to decyzje
                          o podjeciu ryzyka podejmowala zaloga. Oczywiscie wierzac ze
                          wyladuja, jakpewnie wiele razy wczesniej.
                          • atenka11 Re: Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spisk 02.05.10, 09:57
                            Podobno kapian zrobił licencje pilota cywilnego, czyli szykowal sie
                            doodejscia z spec półku-to przemawia za tym , ze naciski nie powinny
                            go obchodzic.
                            • adamiecki Re: Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spisk 04.05.10, 02:45
                              atenka11 napisała:
                              Podobno kapitan zrobił licencje pilota cywilnego, czyli szykowal sie
                              do odejscia z spec półku-to przemawia za tym, ze naciski nie powinny
                              go obchodzic.

                              --------------

                              Atenka,
                              Teraz mi sie wszystko zgadza. Kpt Protasiuk na pewno zameldowal
                              Prezydentowi, ze z wiezy kontrolnej otrzymal zalecenie, aby nie
                              ladowac w Smolensku (takie sa procedury, o ktorych mowil Leszek
                              Miller).
                              Coz mogl powiedziec Prezydent? Mogl sie po prostu zapytac, jakie sa
                              alternatywy. Kpt Protasiuk mogl odpowiedziec, ze sprobuje podejsc do
                              ladowania, a jesli nie wyjdzie, bo warunki sa trudne to odleci na
                              inne lotnisko. Zapewne otrzymal zgode na te probe.
                              Teraz zadzialala ambicja, aby sie wykazac (mogl wyobrazac sobie jaka
                              piekna kariera czeka na niego kiedy wyladuje bezpiecznie w tych
                              warunkach!!!). Stalo sie jdnak tak jak powiedziano juz wczesniej:
                              podejscie bylo od razu bardzo zle. Pilot mimo to probowal wejsc na
                              tor ladowania, zaryzykowal zbyt ostry skret i to ich zgubilo,
                              samolot stracil zbyt duzo predkosci....
                              • kiks4 Śsledztwo rządowe 06.05.10, 10:35
                                PIS żąda podjęcia śledztwa przez polski rząd:
                                wiadomosci.onet.pl/2165769,11,rezolucja_pis_rzad_powinien_przejac_sledztwo_ws_katastrofy,item.html
                                Oczywiście wniosek jest jak najbardziej słuszny i nie wiem dlaczego dotąd tego nie podjęto. Moim zdaniem należny bezwzględnie ustalić, kto jest odpowiedzialny za wyznaczenie godziny odlotu nie uwzględniającej rezerwy czasowej na wypadek problemów z lądowaniem. To właśnie ten człowiek zabił delegację. Pilota nikt nie musiał zmuszać do lądowania, on wiedział, że innego wyjścia nie ma.
                                I nie jest ważne jaki błąd techniczny popełnił. Gdyby nie popełnił tego- to popełnił by inny a samolot i tak by się rozbił. To nie były warunki do lądowania.
                                Więc powtarzam- katastrofę przygotowano w Warszawie
                          • kiks4 Re: Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spisk 06.05.10, 10:45
                            atenka11 napisała:> Tym razem też zszedl ponizej minimów zeby wypatrzeć
                            ziemie-

                            Droga(gi) antenko! Żeby bezpiecznie wylądować beż wspomagania przez przyrządy
                            musi być zapewniona pionowa widoczność 800 m. Wiemy, że w Smoleńsku gęstniała
                            mgła więc znaczy to, że widoczność pionowa była zerowa.
                            Owszem- istnieją systemy pozwalające na lądowanie w takich warunkach (ILS 3 kat)
                            ale jak wiadomo o czymś takim nawet nie marzono w Smoleńsku- na wojskowym,
                            opuszczonym przez jednostkę transportową lotnisku.
                            W Smoleńsku nie było warunków do lądowania- dlatego rosyjski IL 96 podchodzący
                            do lądowania przez naszym TU 156M przerwał manewr.
                            Nasz pilot nie mógł sobie na to pozwolić, bo delegacja już była spóźniona i
                            piękną uroczystość patriotyczną ą w Katyniu trzeba by było odwołać.
                            Przeczytałem niedawno nowy tekst suplikacji:
                            ... wolność już mamy, daj nam rozum Panie..
                            • ae911truthorg Re: Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spisk 06.05.10, 10:55
                              kiks4 napisał:
                              > Droga(gi) antenko! Żeby bezpiecznie wylądować beż wspomagania przez
                              przyrządy
                              musi być zapewniona pionowa widoczność 800 m.
                              > ... wolność już mamy, daj nam rozum Panie..

                              Podaj źródło, że na TU-154 nie działały "przyrządy wspomagające".
                    • 4youtobayashi Re: Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spisk 24.04.10, 18:30
                      > świadkowie widzieli samolot,a więc i odwrotnie.
                      Samolot jest spory, a ludziki maleńkie. Może zresztą nie tyle
                      widzieli, co słyszeli. Ale to mało istotne.

                      > rzeczywistości kierował się:
                      > - równolegle do osi pasa
                      > - przyziemiał daleko od właściwego punktu.
                      Wiesz, maiłąm jeden niezbyt ciekawy wypadek samochodowy i moge
                      powiedzieć, że była to wypadkowa zbiegów okolicznosci. Winny niby
                      tamten kierowca /tak jak w tym przypadku pilot/, ale jak sie zacznie
                      rozkładac na czynniki pierwsze, to współodpowiedzialnych jest więcej.
                      Może pilot poprostu sie pomylił w swoich obliczeniach? Podobno /nie
                      pamietam gdzie to dziś czytałam/ zapis ze skrzynek mówi o tym, zę do
                      kabiny wszedł Szczygło. Wtedy było by jaśniej. Zaczynam jednak
                      wątpić że poznamy zapis tego, co sie wydarzyło. Bo co zrobimy z
                      informacją, że wszedł Szczygło i rzekł: co z was za patałachy, zę
                      musicie 4 razy oblatywac lotnisko i nie potraficie wylądować?
                      Pewnie "góra" sie dowie co w nich jest /moze już wiedzą/ i z tego
                      będzie mozńa wywnioskować /po ich reakcji/, co jest w tych zapisach.
                      Bo jeżeli faktycznie ktoś wszedł do kabiny, to staną na uszach, by
                      nie wyciekło. I się nie dziwię.
                      • flying-mind Re: Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spisk 24.04.10, 19:09
                        4youtobayashi napisała:

                        "Bo jeżeli faktycznie ktoś wszedł do kabiny, to staną na uszach,
                        by nie wyciekło. I się nie dziwię."


                        Spokojnie. Jezeli tak bylo (czego nie zakladam), to w koncu
                        wycieknie. Jak nie od Polakow, to od Rosjan. Za duzo swiadkow:-)
                      • ae911truthorg Re: Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spisk 24.04.10, 20:45
                        Pilot nie szuka ludzików, tylko punktów orientacyjny, w Warszawie to Pałac
                        Kultury dla kierowców, tam znajdujące się na linii schodzenia do lądowania drogi
                        asfaltowe. Popatrz na zdjęcie satelitarne.
                        Nikt nie wchodził do kabiny i nie wywierał nacisku, ta wersja została
                        zdementowana.
                        • 4youtobayashi Re: Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spisk 25.04.10, 09:28
                          > Nikt nie wchodził do kabiny i nie wywierał nacisku,
                          > ta wersja została
                          zdementowana.
                          To dobrze.
                          Choć gdyby sie potwierdziła, nie trzeba by było snuć już tylu
                          domysłów:)
                          • flying-mind Re: Teorie nadmiernego ryzyka versus teorie spisk 25.04.10, 11:27
                            4youtobayashi napisała:

                            "Choć gdyby sie potwierdziła, nie trzeba by było snuć już tylu
                            domysłów:)"


                            Dosc oryginalny sposob rozumowania. Zaklada, ze obecnosc jeszcze
                            jednej osoby w kokpicie tak obciazyla dziob samolotu, ze ten
                            zanurkowal prosto w ziemie, pomimo rozpaczliwych wysilkow pilota,
                            zeby utrzymac kurs. To ile wazyl, ten co wszedl?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka