Witam,
znalazłam się w niekomfortowej sytuacji i chciałabym poradzić się kogoś z zewnątrz, więc to forum wydaje mi się dobrym miejscem

Ale do rzeczy: studiuję w jednej grupie z moją byłą przyjaciółką. Historia ta jest dość skomplikowana, w skrócie wygląda tak: przyjaźniłyśmy się kilka lat, ale rok temu przyjaźń została nie tyle zerwana, co anulowana

Po prostu koleżanka zachowała się według mnie niewiarygodnie podle, tak, że z mojej strony nie tylko ma mowy o przyjaźni, ale nie mam chęci kontynuować tej znajomości. Sytuacja miała miejsce rok temu, więc rany się nieco zagoiły, przez ten rok nie spotykałyśmy się z (dla mnie przynajmniej

) pozytywnego zbiegu okoliczności - po prostu tak ułożyły nam się wyjazdy, stypendia czy urlopy dziekańskie. Teraz znów będziemy widywać się kilka razy w tygodniu.
Jak już wspomniałam, studiujemy w jednej, małej grupie, nie ma możliwości przeniesienia. Koleżanka zdaje się zapomniała o całej sytuacji i zachowuje się jak gdyby nic - chciałaby kontynuować tę znajomość.
Potrzebuję więc rady kogoś, kto potrafi spojrzeć na tę sytuację "chłodnym okiem". Jak odnosić się do koleżanki, żeby nie było niegrzecznie (nie ma po co robić sobie nawzajem piekiełka), ale równocześnie możliwie jak najbardziej rozluźnić znajomość? W tym momencie każda rozmowa z koleżanką jest dla mnie źródłem ogromnego stresu, chciałabym więc zminimalizować ich ilość.
I jak bez kłótni radzić sobie z ewentualnymi atakami z jej strony o to, że "nie mam prawa się tak zachowywać wobec niej"?
Nie chodzi mi o rady psychologiczne, czasem po prostu człowiek traci wyczucie co jeszcze mieści się w granicach ogólnie pojętej uprzejmej asertywności, a co jest już pyskówką czy złośliwością. Na ile można ignorować drugą, bliską niegdyś osobę, z którą jest się zmuszonym spotykać?