Gość: granda
IP: *.dynamic.chello.pl
29.12.10, 11:33
Jestem 30letnią pozytywną, energiczną kobietą w w sumie udanym związku, gdzie jest dużo uśmiechu, zgody, szacunku i rozmów. Mamy dorodnego bobasa, który nie jest bardzo kłopotliwy, przesypia noce i rzadko płacze. Mamy oboje prace, które nie wykańczają nas psychicznie, na pieniądze nie narzekamy, mieszkanie duże wygodne jest. A seks do dupy.
Ja zawsze bardzo sex lubiłam. On? Nie wiem. A nie wiem, bo jest bardzo zamknięty w sobie i o swoich uczuciach, pragnieniach nigdy nie mówi. Na początku, jeszcze na studiach, kiedy wynajmowaliśmy mieszkanie sex był całkiem ok. Ale ja nigdy nie miałam (z nikim) orgazmów w czasie stosunku i zawsze czułam mega niedosyt. Sex oralny niby jakoś to rekompensował, ale nie zawsze. Czasem odzywały się we mnie wyrzuty, a on zawsze milczał, jakby sprawa mojej przyjemności go nie interesowała. Nigdy nie wprowadzał żadnych urozmaiceń, nie ujawniał żadnych swoich fantazji, zero spontanu, nawet sex analny to ja zaproponowałam :)
Zaczęłam gasnąć, byłam ciągle przybita tym, co się dzieje w sypialni, unikałam sexu, jakbym się obraziła na tą całą sytuację, wolałam nie mieć seksu niż mieć byle co. W końcu poznałam kogoś z kim sprawdziłam, że nie jest ze mną tak źle, że nadal potrafię być namiętna, mieć non stop ochotę na sex (to był krótki romans, ale to nie dla mnie, ja chcę mieć dobry seks z moim facetem, nie rozmieniać się na drobne). To trochę dało mi kopa, mąż poczuł, że coś jest na rzeczy i przez jakiś czas poziom sexu poprawił się, zaczął się starać, inicjował sex, z raz może nawet jakąś świeczkę zapalił :) Uwieńczeniem tego była ciąża, która zakończyła nasze życie seksualne. Bo mąż bał się zrobić krzywdę dziecku!! We mnie buzowały hormony, miałam dużą ochotę, a on nic, zero zainteresowania! A trzeba dodać, że w ciąża była wzorowa, a ja w niej bardzo dobrze się czułam i wyglądałam, przytyłam minimalnie. No to się znowu obraziłam, jak nie, to nie. Przez całą ciążę nie ulżyłam mu ręcznie czy oralnie ani razu, bo po co? Niech wie jak się czuję. Efektem tego jest to, że ja się od seksu zwyczajnie odzwyczaiłam. Przywykłam, że mam kumpla nie kochanka i teraz za każdym razem jak on ma ochotę na sex, to ja jestem zdziwiona: czego on ode mnie chce??? Nie czuję żadnego pożądania, podniecenia. Chciałabym się kochać, ale...nie mam z kim, bo mój mąż, niespełna 30letni, wysoki,szczupły, wysportowany facet nie jest dla mnie obiektem seksualnym. Nie potrafi stworzyć żadnej atmosfery do sexu, nie daje mi nigdy znać że ma ochotę. Wygląda to tak, że wieczorem, bierze prysznic, wchodzi do łóżka i bez żadnego ale dobiera się do mnie i jest zdziwiony, że ja nie mam ochoty (a skad mam mieć, jak przez cały wieczór siedział przed kompem, albo czytał gazetę i owszem, był obok cały czas, ale ani razu nie dał mi do zrozumeinia, że chciałby się dziś kochać??) On myśli , że ja nie chcę uprawiać seksu z powodu suchości pochwy, że odczuwam ból i dyskomfort po porodzie. Jest to prawda tylko po części, bo ja problem z suchością mam od zawsze, nigdy się nie nawilżam. Ale traktowanie mnie zimnym żelem w niczym tu nie pomaga, przeciwnie spinam się jeszcze bardziej i czekam żeby szybko skończył, lub sama przejmuję inicjatywę żeby szybciej doszedł. Tragikomiczne.
Więc tak, przez jego zamknięcie na sprawy seksu, milczenie, ja zrobiłam się taka sama + mega sfrustrowana. Ciągle myślę o seksie i pozostaje w sferze marzeń. Już nawet samej nie chce mi się tego robić (w ciąży ciągle robiłam to sama). Mój najlepszy przyjaciel mówi mi "wyluzuj, sex to nie lot na marsa", jednocześnie ciągle słyszę o jego udanym pożyciu z żoną, co robią, co wymyslają, jak się nakręcają. A mnie nic nie nakręca. Słowo daję, para dobrych znajomych w jednym łóżku jakimś cudem ma dziecko :)
Jako pozytywna osoba, zawsze wszelkie smutki szybko trawię, nigdy nie płaczę, ale ten problem coraz częściej mnie podłamuje. Dlatego napisałam.
Co robić?