07.02.11, 11:12
witam.
z mężem znamy się 7 lat. 3 lata po ślubie. mamy 2-letniego synka.
może zacznę od początku...
na początku jak w każdym związku było naprawdę fajnie... co do naszych pierwszych dwóch lat bycia razem nie mam żadnych zastrzeżeń. pochodzę z małej miejscowości. tu trudno o pracę wiec wyjechałam do Warszawy. było naprawdę fajnie. daleko od rodziny, kontroli itd. pracę miałam fajną, rozwijającą. byliśmy już zaręczeni i po ślubie miałam wrócić do rodzinnej miejscowości bo on miał tu pracę. poza tym uważaliśmy że przy rodzicach będzie nam lepiej. to był błąd ale dopiero później do tego doszłam. w każdym razie w tej pracy spotkałam fajnego faceta i tak z każdym dniem staliśmy się sobie bliżsi. do końcowej konsumpcji nie doszło, ale za to całowaliśmy się, dużo rozmawialiśmy, spacery, wspólne wychodzenie na obiad itd. jednak nie umiałam zrezygnować z narzeczonego. fakt kłóciliśmy się i dość często dawałam mu do zrozumienia że chcę to skończyć ale on się nie poddawał... gdy w końcu zrozumiałam że naprawdę wiem czego chcę, że chcę odejść wkroczyła moja mama i powiedziała że ślub musi być bo co ludzie powiedzą. były łzy. kłótnie ale ja nie potrafiłam sprzeciwić się mamie. tak byłam wychowana że mama ma zawsze racje. więc musiałam wrócić do rodzinnej miejscowości. ale mi nadal czegoś brakowało... wzieliśmy ślub i szybko zdecydowaliśmy się na dziecko które rzekomo miało uratować nasz związek. niestety tak się nie stało... jest coraz gorzej. nienawidzę jak się do mnie przytula, łasi a o sexsie już nie wspomnę. to jest katorga. raz na dwa miesiące robię to z przyjemności bo wiadomo że każdy odczuwa taką potrzebę. w dodatku moim zdaniem ostatnio zbyt często zagląda do kieliszka. nie słucha moich argumentów że alkohol zniszczył mi życie bo mój tata też nigdy nie odmówił, że strasznie się denerwuję a przez to i nasz syn. nie wiem co robić z jednej strony chcę odejść a z drugiej nie chcę dziecku niszczyć życia. poza tym nie wiem jak to zrobić.
wiem że może to jest chaotycznie napisane ale proszę o chociaż krótką odpowiedź.
Obserwuj wątek
    • ewa.zeromska Re: kryzys 07.02.11, 12:18
      Mogę ci powiedzieć jedno. Najwyższy czas, żebyś wzięła swoje życie w swoje ręce. Do tego trzeba odwagi, determinacji i wsparcia.
      Wcale nie musisz uciekać od rodziców, nie musisz rzucać się w inne, męskie ramiona. Po prostu decyduj o sobie!
      Twój związek wypalił się jeszcze zanim wzięłaś ślub. Zrobiłaś to dla mamy, nawet dla niej, a właściwie z powodu jej rad, urodziłaś dziecko.
      Teraz mąż pije, kompletnie się z tobą nie liczy, a ty........., no właśnie, co ty robisz z tym wszystkim. Czekasz, aż ktoś za ciebie zadecyduje?
      Pierwsza sprawa - uświadom sobie czego chcesz. Jak ma wyglądać twoje życie, twój dzień. Zapisz to na kartce.
      Dalej. Pomyśl jakie są realne szanse, żeby zrealizować, to co zapisałaś. W jaki sposób, w jakim czasie.
      Poinformuj o tym co zamierzasz męża, mamę. Nie bój się stawiać wymagań i bądź konsekwentna.
      Nie wiem, jak zareaguje mąż, ale mam nadzieję, że mama wesprze cię, że ty będziesz dla niej ważniejsza, niż małomiasteczkowe plotkary.
      Pamiętaj, że masz jedno życie i ty o nim powinnaś decydować.
      Pozdrawiam
    • moonogamistka Re: kryzys 07.02.11, 12:23
      Jak slysze, ze dziecko ma ratowac nieudany zwiazek- to mi rece i cycki opadaja....
      Dwuletnie dziecko lepiej zniesie rozstanie rodzicow, niz starsze. To co teraz mu fundujecie- wcale nie jest dla niego lepsze. Dziecko ma sie rozwijac otoczone spokojem i miloscia- u Was tego na pewno nie ma.
      Twoj maz tez ma prawo do zycia z kobieta, ktora go pokocha. Wypusc go.
      A mamie powiedz, ze zycia za Ciebie nie przezyje- miala swoje i jak widac srednio udane.
    • kiniaaa1985 Re: kryzys 08.02.11, 14:48
      Witaj Aniu :)
      Muszę Ci powiedzieć że naprawde Ci współczuje, wiem co przechodzisz.... widze w Tobie siebie z przed kilku lat kiedy to ja borykałam się z tym samym problemem co Ty... pierwsza miłośc, piersze zbliżenie,..... tylko u mnie zakończyło się wpadką. Mając 18 lat urodziłam cudowną coreczke, mając 19 lat wyszłam za mąż z przykazania mamy bo to nie wypada tak żyć bo co ludzie powiedzą... zgodnie z przykazaniem mamy wyszłam za mąż... Małżeństwo moje trwało poł roku.... Nie nawidziłam go... brzydziłam się z nim kochać i robiłam to rzadko z obowiązku... po pewnym czasie zaczeły się kłótnie zaglądanie do kieliszka i.... przemoc nie tylko wobec mnie ale wobec naszej 2-letniej corki również... nie zastanawiałam się długo pomyślałam teraz albo nigdy... albo bede żyła tak jak ja chce albo nie bede żyć wcale... bez zastanowienia przeprowadziłam się do rodziców... Bałam się że nie dam sobie rady że bede skazana na samotnoś (bez bliskiej osoby) do końca zycia... Nie było łatwo w małej miescinie znaleśc prace... Ale dałam rade... Stałam się nie zależną, szczęsliwą kobietą i mamą mająca swoje życie, spełniającą swoje marzenia i realizującą swoje plany życiowe... nie bałam się stawić czoło losowi... na ten moment nie mieszkam już w małej mieścinie tylko w wielkim mieście nie bałam się że nie dam sobie rady bo wierzyłam w to że sobie poradze... Mam Kochanego Faceta którego bardzo Kocham który szanuje mnie i moją córke, wspiera mnie w trudne dni i pokazuje że jesteśmy dla niego najważniejsze.

      Aniu to ty decydujesz o swoim życiu, Ty decydujesz czy bedziesz szczęsliwa. Wiem że jest Ci ciężko ze względu na synka ale osobiście uważam że lepiej późno niż wcale. Nie wiem czy bardziej nie skrzywdzisz swojego dziecka żyjąc z przymusu przy jego ojcu.. Twoj synek znajduje się w takim wieku że nie bedzie pamiętał, jak doszło do wszego rozstania. a ojciec jeśli tylko bedzie chciał nigdy nie straci kontaktu z dzieckiem mimo waszego rozstania.
      Trzymam kciuki mam nadzieje że podejmiesz odpowiednią decyzje.

      Pozdrawiam
      • potwor_z_piccadilly Re: kryzys 28.07.11, 20:28
        kiniaaa1985 napisała:

        >... na ten moment nie mieszkam już w małej mieścinie tylko w wielkim mi
        > eście nie bałam się że nie dam sobie rady bo wierzyłam w to że sobie poradze...

        Czech by to ujął krótko.
        To je ono.
        Czyli wygląda na to że dla ciebie najszczęśliwszym rozwiązaniem będzie trzecia droga.
        Jeszcze tylko rada.
        Już nigdy nie pozwól nikomu myśleć za siebie, a tzw. dobre rady małomiasteczkowych, żyjących zbożnie (wybacz) prymitywów, dokładnie przecedzaj przez gęste sito.
        Powodzenia.
    • mankatoja Re: kryzys 28.07.11, 20:41
      okrutne jest to co zrobilas swojemu mezowi i dziecku, bo konsekwencje beda dla nich obojga koszmarne, zreszta jak i dla Ciebie...
      zlamalas zycie trzem osobom swiadomie w ramach bycia grzeczna corka? dziewczyno, nie masz 15 lat przeciez....Ty swojego meza nawet nie lubisz. Dla dobra dziecka to powinnas była w ciaze nie zachodzic z mezczyzna ktorego poslubilas bo wypadalo. Pytanie tylko jak bardzo maz sobie z tego zdaje sprawe? zapewne nie wie nic o przygodzie w stolicy ani ze masz do niego zaledwie kolezenskie uczucie? powiedz szczerze co do niego czujesz, znajdzicie kompromis
      inaczej za troche beda tylko awantury w ktorych ucierpi male dziecko
      Przepraszam za ostre slowa ale nie rozumiem ludzi ktorzy ze strachu, wygody robia innym krzywde....Nigdy nie powtarzaj tego bledu
      Zycze szczerej i owocnej rozmowy z mezem
      i oby sie poukladalo lepiej niz jest
      • n.wataha Re: kryzys 28.07.11, 21:03
        > nie chcę dziecku zniszczyć życia...

        Pytanie 1 - skąd dziecko bierze wzorce na swoją własną drogę życiową, jak nie z domu, w którym wyrasta?
        Pytanie 2 - czy naprawdę uważasz, że Twoje dziecko to jakiś wybryk natury, który podświadomie nie odczuwa czy pomiędzy jego rodzicami panuje miłość, czy raczej głęboko skrywana nienawisć lub choćby rozżalenie?

        I teraz powiedz mi co temu dziecku fundujesz? Schizy, frustracje, kompleksy już od niemowlęctwa?
        Gratuluję pomysłowości do racjonalizowania tego co raczej dla Ciebie, a nie dla dziecka jest dobre!
        • mankatoja to chyba nie do mnie? :) 28.07.11, 21:10
          ale zgadzam sie z trescia wypowiedzi, tyle ze do autorki watku :)
    • niezapominajka79-0 Re: kryzys 31.07.11, 20:25
      kryzys ??
      czy ja wiem może można by to podpiąć ale sprawdźcie sami proszę może widzicie tu jeszcze światełko w tunelu??
      onyikochankikobiety.blogspot.com/ tytuł "List do M."
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka