Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    dzikość serca

    09.05.06, 18:45
    No właśnie, dzikość serca.....
    Kto wie, dlaczego jest tak, że ciągle coś się we mnie burzy? Dlaczego jest
    tak, że ciągle muszę cierpieć z powodu "stacjonarnego " trybu życia?? I
    dlaczego to tak boli??
    Chciałbym już się "uspokoić", znaleźć swoje miejsce na ziemi, zająć się
    spokojnie "zgredzieniem" i wychowywaniem córki....Wstawać rano spokojnie do
    pracy, wracać z niej do rodziny i nie uciekać wieczorami na spacery...
    Tak, wieczory są najgorsze....Przychodzi moja Pani Chandra, ze swoją okrutną
    i wyniosłą siostrą - Tęsknotą i siadają przy mnie cichutko, nic nie
    mówiąc....Siedzimy tak jakiś czas, nie patrząc nawet na siebie aż w końcu
    słyszę długi, rozdzierająci ciszę niby grzmot, krzyk Trzeciej Siostry -
    Slepej Furii. Nagle okazuje się, że One cały czas mówią do mnie....Opowiadają
    o Bieszcadach, w których nigdy nie byłem, bo nie starczyło odwagi, o górskich
    asfaltowych wstęgach, wijących się niby ranny grzechotnik....Przypominają,
    jak pięknie jest nad bałtykiem o świcie, jak fajnie jest iść w nocy
    opustoszałym miastem z butelką wina w ręku, stać w deszczu na trasie, nie
    mogąc złapać stopa i biegać w nocy po dachach....Wtedy jest najgorzej, nie ma
    jak uciszyć tej studni w głowie, bo ktoś wyrzucił pilota....Mam wtedy ochotę
    się zaćpać, zapić na śmierć znieczulić jakkolwiek i wziąć żyletkę.Czasami
    wtedy wsiadam na motor, jeżdżę po mieście i szukam guza....
    Co będzie, kiedy w końcu go znajdę?
    Obserwuj wątek
      • kwiatek.anyzku Re: dzikość serca 10.05.06, 09:08
        Ja tez mam te dzikosc.
        Przychodzi do mnie wieczorem lub tuz przed zachodem slonca, wraz z zapachem
        wiatru, deszczu lub ladnym widokiem. Marze wtedy zeby sie wyrwac, gdzies pojechac.
        Podrozujac bylam najszczesliwa na swiecie. Teraz nie mam zadnej mozliwosci by to
        zrealizowac.
        Czuje ja jeszcze w zapachu miasta wieczorem. Taki zapach obietnicy, nadziei,
        zabawy, oczekiwania, beztroski, braku ograniczen i tego, ze gdzies toczy sie
        inne zycie.
        Wszytsko w srodku mi sie wyrywa, zeby gdzies pojsc i wdychac ten zapach,
        zanurzyc sie w nim.
        Lub chociazby spacerowac noca po miescie.
        To jest ogromna tesknota i mam ochote wyc do ksiezyca.
        Niestety, noca zwykle nie mam z kim zostawic malej.
        Ta tesknota czesto kolysala mnie do snu.
        Ostatnio zdalam sobie sprawe, ze przestalam marzyc i wierzyc w "kiedys".
        Zaduszam ja i czuje sie jakbym juz zupelnie nie zyla.

        • jazz-use1 Re: dzikość serca 13.05.06, 13:43
          kwiatku anyżku, chciałłbym Ci coś mądrego odpisać, ale nic tu chyba mądrego nie
          można powiedzieć...mogę tylko powiedzieć, że rozumiem (choć często twierdzę, że
          empatia to mit).
          Czy ktoś z tutaj obecnych mioże coś nam poradzić, jak radzić sobie z tą
          tęsknotą, co robić, gdy nagle nas złapie za gardło?
          • tooo-tiki Re: dzikość serca 28.05.06, 18:34
            co? dać jej upust. Ja od dziecka marzyłam o wędrówkach, ucieczkach, innych
            światach. Do dziś taka majowa pogoda jak dziś - wiatr szarpie drzewa i pada
            deszcz - wyzwala we mnie dziką chęć łażenia po górach. Więc planuje sobie taki
            wypad, dziesięć lat temu w ciągu roku musiałam być conajmniej dwa-trzy razy w
            górach, dziś starcza mi raz i to nawet niekoniecznie teren wysokogórski.

            WIęc ja daję nadal upust tej swojej tęsknocie, pakuję mojego pięciolatka w
            plecak i wyruszam, a co tam:-) Każde uczucie, które się pojawia ma rację bytu i
            ma prawo się uzewnętrznić w konstruktywny sposób. Więc ja jadę, i to nawet w
            Bieszczady, a jak strczy kasy, to i podróż zagramaniczną z dziecięciem planuję:-P
      • tooinvolved Re: dzikość serca 10.05.06, 15:11
        Jazz ja wiem ze to moze nie na temat ale ty masz zdolnosci pisarskie!

        jestem ciekawa co o tym mysli (o twoim poscie) januszek. januszku, jestes tam?
        • 48xmax1 Re: dzikość serca 10.05.06, 16:13
          Tak, tak to jest talent. Warsztat lepszy w tym, co napisales od A.Stasiuka.
          Gdzies czytalam, ze ludzie z dysfunkcyjnym dziecintwem sprawdzaja sie w
          zawodach-czynnosciach socjalnych, terapeutycznych i artystycznych.
          A dlaczego boisz sie Bieszczad? Wiesz?
          I jeszcze moje dopisze - ten niepokoj mnie tez nosi jak cholera. Czasem
          chcialabym na Balkany, czasem z cyganami lub jakas wedrowna grupa cyrkowa
          powedrowac. Brak w tym celu. Moze szukanie przeszlosci? Najlepiej czuje sie w
          podrozach, niestety ostatnio siedze i cierpie. Mojej terapeutce powiedzialam
          ostatnio, ze mam takie parcie na mozg, ze jak wyrwe, to chyba na dlugo i az
          boje sie nieprzemyslanych konsekwencji. Czytanie Was dalo mi w krotkim czasie
          wiecej, niz dotychczasowa, dosc juz dluga terapia.
          • anis79 Re: dzikość serca 10.05.06, 16:41
            A moja dzikość, to raczej 'parcie z mózgu'. Mnie ciągnie do dowiadywania się
            czegoś nowego i nawet mi nie przeszkadza, że do tego nie potrzeba wychodzić z
            domu :)
          • jazz-use1 Re: dzikość serca 10.05.06, 20:12

            nie boję się bieszczad.....chodziło mi o to, że bieszczady, to taki synonim ucieczki, zaszycia się gdzieś z dala od ludzi....mam w środku, w duszy, ogromny żal do siebie, że będąc nastolatkiem, nigdy nie miałem dość jaj, żeby dać nogę z domu, uciec od tego syfu, od tego szamba, wystarczyło by przecież złapać stopa, albo wskoczyć do towarowego...
            dziś mogę soobie tylko pluć w brodę i powstrzymywać się od wzięcia w rękę żyletki, kiedy przyjdą po mnie Trzy Siostry...To coraz trudniejsze, ostatnio zdarzyło mi się pójść na wódkę i pierwszy raz od kilku lat, znalazłem w tej wódce ukojenie. Czyli mam w ręku oręż przeciwko Trzem Siostrom, tylko nie chcę go używać, pozostaje żyletka...
            Może ktoś coś poradzi?
            • 48xmax1 Re: dzikość serca 10.05.06, 20:54
              No wiec ja ucieklam kiedys tam i okazalo sie, ze bylo jeszcze gorzej i
              zawrocilam. A powrot niczego nie zmienil, jeszcze jedna trauma wiecej. Do dzis
              boje sie tych "ucieczkowych eksperymentow" i siedze w g.... bo nie wierze
              chyba, ze odejscie cos zmienic moze. Takie spontaniczne i nieprzygotowane
              raczej a prawie napewno nie. A chcemy przeciez odmiany na lepiej a nie na
              gorzej dla siebie:)
              • jazz-use1 Re: dzikość serca 10.05.06, 21:14
                a może właśnie coś takiego jest potrzebne? może właśnie TO trzeba zrobić??
                Wziąć topór w rękę i rąbać, rąbać, rąbać...aż odrąbiemy łańcuch, któym nasz żaglowiec jest przykuty do skały...Rozwinąć postrzępione, zbutwiałe żagle (nic to, jeszcze trochę wiatru złapią !!), i wyjść na pełne morze....Nieważne, że meandrując między rafami złapiemy nowe rozdarcia na bokach, parę więcej już i tak raczej nie zaszkodzi..Kiedy już nasza łajba kulejąc w przechyle wypłynie na Pełne Morze, będzie czas na naprawy...Może to właśnie to? Czyż stojąc dalej na kotwicy wśród sztormu nie stwarzamy sobie zagrożenia?
                • emajlowa Re: dzikość serca 11.05.06, 08:06
                  "Nie bój się uczynić wielkiego kroku, gdy to wskazane.
                  Nie da się pokonać przepaści dwoma krokami."

                  Mnie póki co się nie udaje.
                  • jazz-use1 Re: dzikość serca 11.05.06, 18:39
                    nie chodzi o to, żeby tą przepaść pokonać,tylko o to, żeby ją POKONYWAĆ, żeby chciało się robić rzeczy wielkie i ważne, żeby mieć w sobie energię i światło....a to \, czy tą przepaść pokonamy, w istocie rzeczy jest chyba nieważne. Kiedy już się to uda, prawdopodobnie i tak tego nie zauwżymy....czy to ważne??
                • anis79 Re: dzikość serca 11.05.06, 08:52
                  Jazz, ale cechy DDA, to nie jest łańcuch, który przykuwa statek, raczej balast,
                  który w tym statku jest. To część siebie. Od niej nie uciekniesz. Moim
                  największym marzeniem też było dać nogę. Tylko, że od siebie się nie ucieknie.
                  Poza tym ten balast dzieciństwa ma złe i dobre strony. Żeby płynąć trzeba
                  wiedzieć, jak z niego korzystać...
                  • jazz-use1 Re: dzikość serca 11.05.06, 19:09
                    po pierwsze primo, statek bez balastu szlag trafi na miejscu, zanim jeszcze wpłynie, bo go będzie na falach rzucało, niczym skorupę orzeszka
                    po drugie primo, nie chodzi o to, żeby się odcinać, tylko, żeby potrafić sopkojnie z tym balastem płynąć, nie przejmując się tym wogólle.Trzeba umieć odsparować to, co ważne....Zdrową tkankę od chorej....I odciąć do, co popsiute :))
                    • anis79 Re: dzikość serca 12.05.06, 11:15
                      No i ja właśnie prawie o tym samym.
                      Wg mnie nie można niczego sobie odciąć. Co się da można wyleczyć, a czasem
                      trzeba zaakceptować, to co popsute i złe. Tak to już jest, że tylko dobrzy to my
                      (my-ludzie, nie tylko my-dda) nie jesteśmy i nigdy nie będziemy. Nie ma siły.
        • januszek96 Re: dzikość serca 11.05.06, 00:10
          tooinvolved napisała:

          >
          >
          > jestem ciekawa co o tym mysli (o twoim poscie) januszek. januszku, jestes
          tam?........>
          Ja ? Jestem :-) jazz-use to świetny facet , imponuje mi ..... nie mam zamiaru z
          nim rywalizować , a chętnie bym wspólpracował ...... Piszę o rywalizacji , bo
          tam gdzie jest dużo kobiet , a mało facetów to zaraz zaczyna się rywalizacja ,
          trochę to bez sensu ( można się przeciez spokojnie podzielić ;-D)ale ma to
          prawdopodobnie źródło w naszej pierwotnej naturze jaskiniowca ;-)) Pozdr. jazz
          i tooinvolved
          • emajlowa Re: dzikość serca 11.05.06, 08:37
            Januszek jaka rywalizacja, gdzie, kiedy, pomiędzy kim?
            Żnów nic nie rozumiem, wszak:
            Światem rządzą trzy żywioły: ogień, woda i ... kobieta.
            :))))))))))))))
      • dzidzia669 hmm 11.05.06, 23:01
        Ja uciekam w muzykę, ktorej zresztą nikt nie rozumie co w niej widze ale to mi
        pomaga, czesto jest tak ze chcialabym choc na jeden dzien wyjechac nad morze
        uslyszec szum fal i wrocić. W takich chwilach kiedy juz nie moge patrzec znowu
        na telewizor w ktorym znowu nic niema ( sa takie magiczne godziny ze na zadnym
        z 35 kanałow nic niema). Właczam wtedy muzyke zamykam oczy i myslę. Czasem się
        doluję , czasem to mnie wzmacnia powoduje ze urastam , ze jestem ponad sobą
        jestem kimś innym lepszym, lepszą kobietą normalną kobietą...
        Pozdrawiam wszystkich ktorzy wiedzą o czym mowię..
        • dzidzia669 Re: hmm 11.05.06, 23:06
          "welcome to the madness
          hands up if you feel this"
          ...Korn
      • mskaiq Re: dzikość serca 13.05.06, 09:41
        To podswiadomosc przynosi mysli. Budza chandre, tesknote, pojawiaja sie mysli o
        tym jak malo osiagnales, ze jestes do niczego, uswiadamiaja Ci Twoja nicosc a
        potem pojawia sie zlosc ktora jest skierowana przeciwko Tobie. Twoja
        odpowiedzia jest dzialanie przeciwko Sobie. Trzy siostry wygraly z Toba
        sprowokowaly Cie do dzialania przeciwko Sobie.
        Wtedy bierzesz zyletke. Musisz ukarac Siebie ze nie masz odwagi, ze jestes
        nikim. Potrafia Cie rowniez namowic abys ruszyl na dzika przejazdzke, abys
        zrobil Sobie krzywde.
        Trzeba nauczyc wybaczac Sobie. Nie mozesz winic Siebie, bo nie jestes winny.
        Jesli probowales i nie wyszlo to dlatego ze popelniles po drodze blad, trzeba
        go znalesc i naprawic i wtedy sie uda.
        Jesli czegos nie zrealizowales jeszcze, zabraklo Ci odwagi to trzeba probowac
        az przelamiesz strach a nie ciac Siebie. Tak nie wygrasz ze Swoim strachem i z
        trzema siostrami.
        Nie pozwol sie sprowokowac, nie dzialaj przeciwko Sobie, musisz nauczyc kochac
        Siebie, nie mozesz pozwolic abys Sam krzywdzil Siebie.
        Serdeczne pozdrowienia.

        • jazz-use1 Re: dzikość serca 13.05.06, 09:54
          dziękuję, ale to nie tak....JESZCZE się nie tnę....
          chociaż czasmi, tak niewiele brakuje.Ale dziękuję.
          pozdrawiam gorąco
          • coffee1 Re: dzikość serca 25.05.06, 13:52
            Odkopuję dość stary wątek, bo odnalazłam w nim opowieść o sobie. Znam tę
            tęsknotę i potrzebę gonienia wiatru. Przychodzi do mnie o zmroku, tak samo jak
            do Was.
            Jak bardzo chciałabym umieć odnaleźć swoje wyspy szczęśliwe tu i teraz, a nie
            wodzić palcem po mapie w poszukiwaniu czegoś, co pewnie nie istnieje.
            Mój mąż zarzuca mi, że uważam, że wszędzie jest lepiej, gdzie akurat nie mogę
            być. Wiem, że ma rację.
            Czy trzeba być DDA żeby tak się miotać?
            • kwiatek.anyzku Re: dzikość serca 26.05.06, 22:54
              A wiecie?
              Dwa dni temu szlam przez miasto, zaltwic glupia sprawe urzedowa i idac zdalam
              sobie sprawe ze jestem szczesliwa. Od lat nie doswiadczalam tego uczucia. Nic
              sie nie zmienilo w moim zyciu. Problemy jak byly tak sa. Padal deszcz. Ale bylam
              przez kilka godzin w jakims takim blogim stanie. Az sie tego przestraszylam. Nie
              przywyklam do takiego uczucia. Nie wiedzialam co z nim zrobic. To bylo takie
              niespodziewane. Dziwne. Moze mozg uwolnil sobie sam troche serotoniny i
              zapomnial zrobic wychwyt zwrotny?

              Dzis jestem znow w znajomym uczuciu- przygnebienia...
              • jazz-use1 Re: dzikość serca 28.05.06, 13:22
                ja sobie wczoraj zrobiłem dobrze...

                mianowicie - wstałem o piątej rano, zrobiłem sobie gorrrącą kąpiel, następnie
                sięogoliłem i wogóle - zrobiłem się na Bóstwo. Następnie, poszedłem a długi
                spacer po warszawskiej pradze gdzieś między 7.00 a 8.00 rano, a w międzyczasie
                kupiłem sobie jeszcze nowe spodnie, żeby się poczuć jeszcze lepiej :) potem
                załatwiłem, co miałem do załatwienia i dopieero do pracy.
                BYŁO SUPER
              • inna.basia Re: dzikość serca 02.06.06, 20:18
                Jak to nie wiedziałaś co zrobić z tym uczuciem? Chłonąć!!!! :-))

                Mnie też pod wieczór, zwłaszcza w maju (nie wiem dlaczego) coś gna przed
                siebie, ale skoro mozliwości po temu nie ma (rodzina) - nie korzystam z
                zaproszenia. Teraz juz jest spoko, ale był taki czas, że wieczór w wieczór
                musiałam wyjść (to było na prowincji, prawie w Bieszczadach :) wiec
                bezpiecznie) i posiedzieć na pniaku, poleżeć patrząc w gwiazdy. Czułam sie
                uspokojona, wyciszona, było mi samej ze sobą doskonale.
                W mieście juz nie jest tak dobrze, wychodzenie samej wieczorem jest kuszeniem
                licha, ale i tak czasem nie umiem sie powstrzymać.

                A jesienią, we wrześniu - październiku ciągnie mnie w góry, w szkole jeździłam
                na rajdy, teraz nie mam jak sie wybrać z całą rodziną (dzieciaki są małe) a
                samych nie chcę ich zostawić, chociaż dla dobra własnego zdrowia psychicznego
                należałoby... Jakoś tak - osiadłam. Już sie tak nie szarpię, nie pędzę, ale
                tęsknota pozostała.
      • konwalia1234 Re: dzikość serca 28.05.06, 16:47
        Z przyjemnoscia i zainteresowaniem poczytalam wasze wpisy :)
        Jakze mi to przypomina me nieco mlodsze lata... /jestem w koncu w ''babcinym''
        wieku, wiec moge chyba tak to ujac ;)/
        Ja np. w wieku lat 16 ucieklam z domu, w ktorym nie bylam w stanie dluzej
        wytrzymac. Na poltora miesiaca :) Wraz z kilkoma znajomymi, ktorzy tez mieli
        nieciekawa sytuacje domowa. Co oczywiscie nic w domu nie zmienilo, poza
        potwierdzeniem dla rodziny, ze to ja jestem problemem, a nie chore rodzinne
        konstelacje ;)

        I tak widze, ze ten mechanizm ucieczki z trudnych sytuacji towarzyszyl mi przez
        cale zycie: proby samobojcze, emigracja /i to kilkakrotna/, rozwod, wspomniane
        wczesniej przeze mnie moje problemy alkoholowe. To tak miedzy innymi...
        Ale tak naprawde to czesto chcemy chyba uciec od samych siebie, od wspomnien,
        od wlasnej niemoznosci rozwiazania pewnych problemow i zwiazanego z tym silnego
        odczucia nieprzyjemnosci czy nawet bolu.
        I czuje, ze mnie znowu jakis niepokoj zaczyna nosic. Ale tym razem probuje
        zmienic sama siebie, a nie zewnetrzne okolicznosci...

        Pozdrawiam
        Konwalia
        • forewer_young Re: dzikość serca 02.06.06, 21:33
          A ja własnie pusciłem sobie płyte "Bad Boys Blue" ( własnie leci ..Save Your
          Love, potem bedzie "Queen of hearts" )...kawałki dyskotekowe...ale dobrze mi
          sie to ostatnio słucha....gorzej z nogami ..he,he. Dobry by był jeszcze deszcz
          za oknem i filizanka z kawą ..długi spacer po polu za miastem...jazda
          samochodem 150 na godz. ...snieżyca, ja przedzieram sie do tej...filizanki
          kawy ;0)...szalona impreza...eh..wyobraźnia to dobra rzecz ....tego mi nikt nie
          zabierze ;0)


          ze mna można tylko pójść na wrzosowisko i zapomniec wszystko..
          • jazz-use1 Re: dzikość serca 03.06.06, 19:24
            muzyka.......muzyka muzyka muzyka....
            towarzyszyła mi zawsze, niczym brat w niedoli, choć czasem potrafi wpedzićw
            podły nastrój :)
            jednakże dobrze mieć taki regulator....ja ostatnio odkrywam na nowo
            australijską grupęINXS...hmmm, są świetni...
            albo te dreszcze....dopadają mnie zawsze, kiedy słyszę jakis dawno, dawno nie
            słyszany kawałek, stawiają włosy na karku i przyprawiają o gęsią skórkę...

            muzyka muzyka muzyka....mam ją zawsze w sobie..dżwięki rozchodzą
            się...dotykając najodeglejszych końcówek nerwowych....pomimo tego, że na uszach
            nie mam walkmana :))

            muzyka muzyka muzyka....kiedy słyszę piękną muzykę, mam ochotę krzyczeć, mam
            ochotę biec ze szczęścia dalej i dalej, bez końca....

            muzyka....jak narkotyk
            jak przyjaciółka
            jak kochanka

            nakręca, pobudza do działania jak kofeina, abo usypia, kiedy potrzebujesz...


            muzyka...
            • avventura Re: dzikość serca 09.06.06, 11:03
              muzyka...
              doprowadza do płaczu i śmiechu...
              czasem to tak silne uczucie...że zastanawiam sie, czy to nie początki jakiejś
              schizy;)
              wrażliwość na muzykę, raczej nadwrażliwość...
              na pewno można by to jakoś pozytywnie wykorzystać...
              macie jakies pomysły?:)

              i opisywaną przez was dzikośc serca znam...
              podróże, uciekanie, wracanie... ruch...
              nowe miejsca, nowi ludzie, zwykłe widoki i te zapierające dech...
              świeżość spojrzenia,
              uśmiech obcych ludzi...

              codzienna rutyna jest jakby stanem pośrednim, wciąż mam to uczucie, że za
              chwilę cos jednak się wydarzy, ucieknę.. choć na moment:)

              kiedy ktoś się mnie pyta co cenię najbardziej....
              odpowiadam: spokój ducha...
              ruch i ucieczka absurdalnie mi go dają...
              muszę pomyslec jak to zrobić, żeby samej umieć go w sobie "wytworzyć"...,
              bo chyba o to chodzi!

              pozdrawiam wszystkich serdecznie!!!
              • jazz-use1 re: spokój ducha 09.06.06, 17:20
                Kiedyś uderzyła mnie taka myśl, że CHOLERNIE zazdroszczę ludziom wierzącym...
                Wierzącym w Boga, Wierzącym w Allaha, Wierzącym w Buddę, Manitou, Przodków i co
                tam jeszcze można wynaleźć...
                Zazdroszczę właśnie tego spokoju ducha, tej wygody, odpowiedzi na pytania,
                Nadziei....zazdroszczę, że można zwrócić się do kogoś po pomoc, po odpowiedź,
                po naddzieję....

                Jestem niewierzący od jakichś 8 lat. Ale prawdziwie niewierzący, nie zasilam
                szeregów " obrażonych na Boga",choć długo szukałem odpowiedzi...Pytałem Boga (o
                ile istnieje), pytałem Allaha, pytałem Manitou i pytałem Szatana...Wszyscy oni
                milczą do dzisiaj....
                Dziś czuję po prostu pustkę....Pustkę i rozpacz, kiedy zaczynam się gubić,
                kiedy światło nagle gaśnie i nie widzę, dokąd zmierzam. Tak bardzo chciałbym,
                aby Ktoś pokazał mi Drogę i uspokoił " Dzikie Serce".
                • forewer_young Re: re: spokój ducha 10.06.06, 15:13
                  ja wierze , a przynajmniej mysle ze wierzę ( ..bo po czynach poznacie...). I
                  tak sobie myslę, dlaczego nie dokonał sie cud, dlaczego nie zostałem
                  uzdrowiony..o.. to by była wielka rzecz...wtedy bym naprawde uwierzył..ale czy
                  napewno ? bo tak patrzac w przeszłosc widze cuda w moim zyciu..i co... i
                  nic..jak łatwo jest zapomniec, przeciez liczy sie tylko mój interes, egoizm to
                  moje drugie ja !! Bo tak naprawde Boga nie potrzebuje ..chce tylko aby mi dał
                  to co pragne ..a potem..hm.. niechcę iść jego sladami, bo to za trudne..jestem
                  wygodny i leniwy..nawet za cenę bycia wolnym od DDA..z tym sie przeciez da
                  jakos żyć.. ..mozna przeciez troche sie porozczulać nad sobą, wypije kawkę,
                  pojade za miasto.....jestem przeciez wyjątkowy...bedzie dobrze..:)

                  ale kiedys napiłem sie " wody żywota" i nie potrafie o tym zapomniec i
                  pragne ...mysle o tym cały czas i choćbym chciał zpomniec nie potrafie ..
                  przez lata uciekałem i kryłem sie przed panem Bogiem i chciałem uzdrowienia tak
                  jak ta "niewiasta cierpiąca na krwotok" ( Mk.5.25) ..tak po kryjomu..tylko aby
                  sie dotknac i byc uzdrowionym i zaraz uciec..ale ..

                  ..ale Bóg mnie zauwazył... "a ona upadła przed nim i wyznała mu cała
                  prawde "... i to jest chyba to swiatło..

                  I poszedłem za tym ...byłem twardy i mocny..he,he..w swoich oczach juz prawie
                  swięty..i spodziewałem sie nagrody że ..ho,ho.... a usłyszałem.." Łu.17.10 -
                  "sługami nieużytecznymi jestesmy, bo co winniśmy byli uczynic ,
                  uczynilismy "....i to jest chyba ta droga.....;)
                • mskaiq Re: re: spokój ducha 10.06.06, 15:32
                  Nie milcza, ciagle wybierasz pomiedzy dobrem i zlem pomiedzy miloscia a
                  strachem. Tam jest gdzies Bog i Szatan. Po ktorej stronie jestes zalezy od
                  Twojego wybru.
                  Serdeczne pozdrowienia.
                  • miriam11 Re: re: spokój ducha 10.06.06, 19:15
                    mskaiq napisał:

                    > Nie milcza, ciagle wybierasz pomiedzy dobrem i zlem pomiedzy miloscia a
                    > strachem. Tam jest gdzies Bog i Szatan. Po ktorej stronie jestes zalezy od
                    > Twojego wybru.

                    Przepraszam, że się wtrącę, ale nie wytrzymałam... chciałam Wam tylko
                    powiedzieć, że szatanem szanowny Mskaiq straszył mnie tak skutecznie, że miałam
                    pół roku z głowy - pół roku strachu, niemożności pozbierania się... Widzę, że
                    macie zdrowy stosunek do Mskaiq, ale mimo to napiszę - nie słuchajcie go. To
                    niezrozumiały dla mnie człowiek, straszy też na forum Depresja, na Chad i na
                    Psychologii, może gdzieś jeszcze - nie wiem, nie śledzę. W każdym razie z
                    lektury jego postów wynika, że cierpiał na schizofrenię, nerwicę, depresję,
                    CHAD, lordozę, bóle morficzne, depresję poporodową (tak tak, wrzućcie sobie w
                    wyszukiwarkę, jeśli nie wierzycie), a ostatnio również bulimię. I ze wszystkiego
                    wyszedł o własnych siłach, dzięki diecie, ćwiczeniom fizycznym i pozytywnym
                    myślom. Mskaiq jest nie do zdarcia, jeśli ktoś się z nim nie zgadza, to popada w
                    godne milczenie i pisze nadal, mimo tego, że ludzie z niego łacha drą.
                    Ale moim zdaniem to groźny facet - nie wiem, mitoman czy psychopata.... w każdym
                    razie: daleko od Mskaiq.
                    • konwalia1234 Re: re: spokój ducha 10.06.06, 19:17
                      Miriam, dzieki za ostrzezenie, juz ide sprawdzac na poleconych przez Ciebie
                      forach.
                      A jesli chcesz, zerknij tez na watek ''Tzw. wybaczanie'' - choc nic nowego
                      mskaiq tam nie pisze ,) Ale zachowuje ''godne milczenie'' wobec mnie, bo mam
                      czelnosc go krytykowac ;)

                      Pozdrawiam
                      Konwalia
                      • miriam11 Re: re: spokój ducha 10.06.06, 19:29
                        Nie ma za co dziękować, Konwalio:-)
                        Być może Mskaiq komuś pomógł - w lekkim dołku jego porady faktycznie mogą się
                        sprawdzić - ale ja się boję o ludzi słabych, np. na Depresji - boję się, że
                        wykończy ich tak jak mnie. Dlatego ostrzegam.
                        Wątek "wybaczanie" czytałam, włos mi się jeżył na głowie przy poradach Mskaiq.
                        Tak w ogóle to sorki, że tu piszę, nie wiem, czy jestem DDA, mój ojciec pije i z
                        całą pewnością jest alkoholikiem, zresztą sam to mówi, ale zaczął dość późno,
                        byłam już wtedy nastolatką, a dzieciństwo miałam szczęśliwe..
                        Dlatego głupio mi tu jakoś pisać. W każdym razie - pozdrawiam serdecznie,
                        robicie wspaniałą robotę tu na forum (na ile poczytałam). Miriam.
                        • konwalia1234 Re: re: spokój ducha 10.06.06, 19:38
                          Fajnie, ze w ogole dalas ostrzezenie, bo facio rzeczywiscie jakis impregonowany
                          jest :) No i ma jak widac duzo czasu ;) :)
                          Ale mysle, ze - zupelnie niechcacy ;) - zrobil tu kawalek dobrej roboty :) W
                          tym znaczeniu, ze niektorym wlaczylo sie krytyczne myslenie, a to juz znak
                          bycia w dobrej formie psychicznej :)

                          Pozdrowionka
                          Konwalia
                  • jazz-use1 Re: re: spokój ducha 11.06.06, 05:29
                    >> po której stronie jesteś, zależy od ciebie<<

                    ale że o co chodzi??
                    że niby bóg i szatan stoją po dwóch stronach barykady?? he he...
                    przestań,..szatan był dla mnie tak samo dobrym opiekunem, jak każdy inny.
                    też potrafi być dla ciebie dobry, też mami szczęściem wiekuistym i straszy karami za nieposłuszeństwo :))ale z nich dwóch, wolałem szatana...był mniej pretensjonalny i przyjmował mnie takim, jakim jestem..bez żadnych nakazów i zakazów...

                    ale, jak mawiają twórcy reklam : "to nieważne" :))
                    • mskaiq Re: re: spokój ducha 11.06.06, 06:50
                      Napisales

                      >Jestem niewierzący od jakichś 8 lat. Ale prawdziwie niewierzący, nie zasilam
                      >szeregów " obrażonych na Boga",choć długo szukałem odpowiedzi...Pytałem Boga
                      >(o ile istnieje), pytałem Allaha, pytałem Manitou i pytałem Szatana...Wszyscy
                      >oni milczą do dzisiaj....

                      Nie pisze o Szatanie ani Bogu. Pisze o milczeniu i o tym ze pomimo tego
                      milczenia pojawiaja sie dwie wartosci, dobro i zlo, milosc i strach. Z czym to
                      utozsamiasz zalezy od Ciebie, tak samo jak od Ciebie zaleza co rozumiesz pod
                      tymi slowami.
                      Serdeczne pozdrowienia.
                      • avventura Re: re: spokój ducha 11.06.06, 10:16
                        hmmm...
                        to dość trudny temat....
                        po pierwsze do jazza:)
                        czemu spokój ducha warunkujesz tym, że trzeba w coś, kogoś wierzyć albo nie?

                        duchowość a religijność to dwie różne sprawy....
                        mam wrażenie, że wszelkie pojęcia Boga, wszystko jedno którego, posiadają
                        ludzkie ograniczenia...
                        czy przypadkiem szatan nie jest też ludzkim wymysłem????
                        to jakby dreptanie w miejscu

                        jest mi ciężko określić w co wierzę:)
                        ateistką na pewno siebie bym nie nie nazwała...
                        wierzę w ludzi, w naszą wewnętrzną moc (magiczną?;), w coś co jest w każdym z
                        nas...
                        w nasze Wyższe Ja, które możecie nazwać Bogiem:)
                        co za tym idzie...
                        fundamentem tu i teraz muszę być JA...
                        i tylko JA mogę zapewnić sobie ten Spokój..... (mam tego pełną świadomość,
                        chociaż praktyka to proces długotrwały i może być niełatwy;)


                        jeśli chodzi o Dobro i Zło...
                        staram się zauważać to w innych kategoriach...
                        wszystko jest skutkiem czegoś innego:
                        istnieje Miłość i Strach,
                        Strach bierze się z niedoboru Miłości...Strach powoduje "Zło"...
                        i w pełni się zgadzam z mskaiq: "z czym się utożsamiasz zależy od Ciebie..."
                        wolna wola:)
                        łatwo powiedzieć... trudniej otworzyć sobie oczy na to gdzie się zaczyna
                        Miłość, a gdzie strach i skąd się on w nas bierze...,
                        trudniej, zwłaszcza gdy się jest przesiąkniętym spaczonymi wzorcami
                        wyniesionymi z domu, ale to już inna bajka:)

                        pozdrawiam wszystkich:)
                        Magda

                        ps. polecam forum: forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=25670
                        lekturę Huny... ciągle przeze mnie niezgłebioną,
                        ostatnio odkrytą ksiązkę Kena Wilbera: "Śmiertelni Nieśmiertelni",
                        ect.
                        • jazz-use1 Re: re: spokój ducha 11.06.06, 12:43

                          czemu spokój ducha warunkuję tym, żeby w coś wierzyć??
                          hmm...sam nie wiem, może dlatego, że jakoś tego spokoju ducha nie potrafię odnaleźć? a mam kilkoro znajomych, którzy są gorliwymi katolikami ( ale nie są dewiantami, potrafią rozmawiać o szatanie i pedałach) i oni twierdzą, że ta wiara daje im spokój ducha...i tego im cholernie zazdroszczę :)
                          • kwiatek.anyzku Re: re: spokój ducha 11.06.06, 12:56
                            Jazz, ja Cie rozumiem.
                            Mam bardzo niesprecyzowany i rozedrgany stosunek do wiary.
                            Nie umiem sie opowiedziec po zadnej stronie.
                            Nie mam jednak sily i ochoty rozprawic sie z tym teraz. Nie jestem gotowa.
                            Moze kiedys...
                            I jestem pewna, ze ten kto umie wierzyc w cokolwiek albo jednoznacznie nie
                            wierzyc- ma z tego powodu swoiste poczucie bezpieczenstwa i ladu.
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka