Dodaj do ulubionych

Ozieblosc11

29.03.11, 16:36
Witam. Chcialam sie tylko Was poradzic bo ostatnio zastanawiam sie czy jeszcze kiedys bede cos czula, ale moze zaczne od poczatku. Od 7 lat jestem w zwiazku, teraz juz wiem ze jest to zwiazek bardzo toksyczny i staram sie z niego uwolnic choc nie jest to latwe bo mamy dziecko i jak to bywa w takich zwiazkach jestem w jakis sposob emocjonalnie zwiazana z "moim oprawca". Bardzo nad soba pracuje i wiem ze juz go nie kocham ale nadal nie potrafie podjac tej ostatecznej decyzji choc juz kilka razy siedzialam na walizkach. Wiem co mam robic ale potrzebuje czasu zeby uporzadkowac swoje sprawy, ale w gruncie rzeczy nie o tym chcialam pisac. Otoz miedzy nami jest bardzo zle a zaczelo sie to po urodzeniu corki, na poczatku nasze zycie seksualne kwitlo a potem bylo tylko gorzej, ja naleze do osob ktore lubia sex ale lubie tez te codzienna bliskosc przytulenie,calus czy jakies mile slowo, bo oprocz tego ze jestesmy rodzicami to nadal jestesmy mezczyzna i kobieta, ja przez dlugi czas staralam sie mowilam o moich potrzebach sie ale po pewnym czasie zauwazylam ze to tylko ja sie staram i robilam to coraz rzadziej bo ilez mozna zebrac o milosc , jakiez to upokarzajace, sex z czasem bywal raz na miesiac z jego inicjatywy bo ja mialam straszne opory, czulam sie odrzycona. Od 1,5 roku nasz konflikt jeszcze bardziej sie zaostrzyl bo moj partner nalezy to tzw domowych dyktatorow, chcial o wszystkim decydowac, wybierac mi znajomych( z czego jego zycie towarzyskie zawsze kwitlo)chcial mnie sklucic z rodzina itp a gdy ja sie zaczelam stawiac i robic to co uwazalam za stosowne dla mnie zaczal mnie karac ta obojetnoscia i chlodem, bo on chce miec kobiete ktora go slucha, a ja mnie potrafie taka byc. Zawsze bylam niezalezna i nie potrafie poddac sie takiej dyktaturze szczegolnie ze ja doslownie nic na tym nie zyskuje. Po kolejnek juz z rzedu awanturze postanowialm ze juz nigdy mnie nie bedzie ranil i ze tez naucze sie zyc bez sexu i tej czulosci z co za tym idzie bez niego. I o dziwo choc poczatki byly baaardzo trudno teraz czuje ze mi sie udalo, najdluzej nie spalismy ze soba 8 miesiecy, ostatnio nie odzywalismy sie do siebie przez miesiac, on teraz przeniosl sie do innego pokoju,duzo by jeszcze opowiadac a ja czuje ze mnie jest wszystko jedno, nie mysle o sexie. I tutaj moje pytanie bo wiem ze nasze rozstanie to tylko kwestia czasu, ja wlasciwie czekam tylko na mieszkanie do ktorego moglabym sie przeprowadzic. Czy mnie juz to zostanie, czy juz nigdy nie bede tego potrzebowala, czy jeszcze kiedykolwiec kogos bede pozadala, pragnela czulosci? Czy juz na zawsze zostana taka oziebla?
Obserwuj wątek
    • Gość: Mia Re: Ozieblosc11 IP: *.range86-178.btcentralplus.com 29.03.11, 17:09
      Nie zwlekaj zbyt dlugo z ta wyprowadzka.Wasze dziecko patrzy na to wszystko i czuje panujace w domu emocje wiec im szybciej to skonczysz tym lepiej dla niego.Co do drugiego pytania,to nie sadze zebys w ogole byla oziebla.Po prostu potrzebujesz wiecej ciepla,czulosci (jak wiele kobiet zreszta).Skoro z mezem nie uklada wam sie na innych plaszczyznach to nic dziwnego,ze udany seks rowniez nie istnieje.Wydaje mi sie,ze nie bedziesz miala tego problemu gdy poznasz wlasciwego partnera,z ktorym bedziesz szczesliwa.
      • musiavicky Re: Ozieblosc11 29.03.11, 17:31
        dziekuje za odpowiedz! Ja sie boje ze mam juz tak zryta psychike ze nigdy sie juz nie zakocham, ze nikt mnie nie pokocha, zadba o mnie bo w glebi duszy marze o tym. Ja tak niewiele potrzebuje, ale nauczylam sie czegos bardzo waznego. Ze cudownie byloby miec kogos kto kocha i dba, ale MOZNA byc tez szczesliwym bedac samej, ze lepiej zyc samotnie nic byc samotna w zwiazku. Ze mezczyzna nie jest podstawa szczecia, i ze nie mozna robic czegos wbrew sobie. Moj partner ma byc moim przyjacielem, ze gdy cos mi sie dzieje to jest pierwsza osoba do ktorej dzwonie, obecne jest wrecz przeciwnie.
    • ewa.zeromska Re: Ozieblosc11 29.03.11, 17:56
      Mam wrażenie, że w jakiś paradoksalny sposób lubisz ten stan.
      Doskonale diagnozujesz swój związek, dostrzegasz całe zło, mówisz, że jesteś osobą niezalezną, że siedziałas na walizkach - a jednak....... ciągle w tym tkwisz!!!
      Jak to tłumaczysz, co cię trzyma?

      Na pewno nie jest to racjonalne. Może boisz się, że życie bez tego strsu stanie zbyt puste, pozbawione emocji, bo paskudne emocje są lepsze niż żadne.
      Czekaanie na mieszkanie - to trochę brzmi jak wykręt, przeciez moszeż to inaczej urządzić.
      A co do oziębłości.
      Trudno o namiętność wywołaną krzywdą.
      Jeśli tylko wyjdziesz wreszcie z tego układu, to dasz sobie szansę na nowe życie i nowe przeżycia. Może nie od razu będzie pięknie i namiętnie, ale trzeba mieć nadzieję i nie ciągnąć za sobą ogona nieudanego związku.

      Powodzenia i wyprowadź się natychmiast!
      Powodzenia
      • Gość: musiavicky Re: Ozieblosc11 IP: *.209.179.173.bredband.tre.se 29.03.11, 19:52
        Dziekuje pani Ewo. Ja ciagle wymyslam jakies cholerne powody zeby ostatecznie to zakonczyc, a to nie chce zmieniac malej przedszkola bo aby sie szybko przeprowadzic muslalbym to zrobic, ale najwazniejszy powod to taki ze moj partner mowi mi ze jak sie rozstaniemy to chce miec nasza corke co drugi tydzien u siebie i tak naprawde trudno mi sie z tym pogodzic bo nie wyobrazam sobie ze ktos kto zajmowal sie nia najwyzej kilka godzin w tyg. moze nagle zajmowac sie nia 24 godziny na dobe przez 7 dni . Ja duzo czytalam o uzaleznieniu od "swojego oprawcy" w takich zwiazkach i obawiam sie ze mimo ze tak duzo udalo mi sie juz osiagnac to bez pomocy specjalisty bedzie mi trudno ostatecznie to zakonczyc. Ma pani tez racje ze gdybym sie bardzo postarala moglabym sie wczesniej wyprowadzic. Ja mieszkam zagranica, nie mam tutaj zadnej rodziny i kogos kto by mnie popchnal do bardziej aktywnego dzialania bo jak do tej pory na wlasna reke robie male kroczki. Ja wiem ze potrafie bez niego zyc, nie boje sie samotnosci, umiem sobie poradzic w kazdej sytuacji, wiem jak chce zyc i czego pragne od zycia ze juz za dlugo zwlekalam i najpiekniejsze lata mi uciekaja ja o tym wiem... i nadal w tym tkwie...kurcze ja wiem jak to wszystko brzmi i gdyby moja przyjaciolka mi to opowiedziala ze cos takiego sie u niej dzieje to blagalabym ja zeby sie wyprowadzila ze jeszcze kilka lat temu powiedzialabym ze nie rozumiem takich durnych kobiet ktore tkwia w takich zwiazkach, a sama dalam sie zmanipulowac i zlekcewazylam wszytskie znaki.
        • ewa.zeromska Re: Ozieblosc11 29.03.11, 20:43
          Nie bardzo wiem w jakiego rodzaju związku jesteście - wolnym, czy macie ślub. Jesli macie slub i przed wami rozwod, to sad ustala sposób opieki nad dzieckiem.
          Jeśli jesteście w wolnym związku, to również, w ostateczzności, można zwrócić się do sądu, ale lepiej dogadać się, a im dalej będziecie od siebie, to tym bardziej ty, a nie on, będziesz decydowac o wizytach, czy spędzaniu czasu.

          NIE WIKŁAJ SIĘ TERAZ W TAKIE SZCZEGÓŁY. ODEJDŹ, WYPROWADŹ SIĘ.
          Zrozum, że rozmowy o dziecku, to przeciąganie sprawy. On wie, że to twój czuły punkt, więc w to uderza.
          Sama wiesz, znasz go, jeśli nie poświęcał córce uwagi będąc tuż obok, to dlaczego nagle miałby to robić, kiedy nie będziecie razem.
          Zobaczysz, jeszcze sama będziesz dzwonić i przypominac mu, że ma dziecko!

          Pozbieraaj się i zajmij się wreszccie sobą i dzieckiem, a nie ciągle tym beznadziejnym i przykrym facetem.
          Kto bardziej zasługuje na twoją uwagę i energię - ty i córeczka, czy on?
          Masz wątpliwości?
          A może, kiedy rozstaniecie się, pobędziecie osobno jakiś czas, to może znowu spróbujecie, ale nie prędko.
          To się zdarza, chociaż ja nie wierze w takie powroty.
          Pozdrawiam
          • musiavicky Re: Ozieblosc11 29.03.11, 21:02
            Jestesmy w wolnym zwiazku. Jest Pani baardzo madra osoba i swietnym psychologiem.Bardzo Pani dziekuje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka