misieqnet
14.05.04, 01:20
Witam,
od jakiegoś czasu mam "mały problem". Otóż nie mogę doprowadzić swojej
partnerki do orgazmu pochwowego. Wpółżyjemy ze sobą od ok. 5 miesięcy,
różnica wieku to 3 lata (ja jestem starszy) i jestem jej pierwszym partnerem,
a ona moją pierwszą partnerką. Kochamy się średnio mniej więcej raz na
tydzień (muszę niestety w międzyczasie sam się "wyżyć", bo dla mnie to
zdecydowanie za mało), z erekcją nie ma problemu, jednak zdarza mi się
kończyć po ok. 3 min. i od jakiegos miesiąca ten fakt zaczął mnie strasznie
irytować, wręcz przestałem odczuwać przyjemność z tych krótkich stosunków.
Partnerka uspokaja mnie, że jest w porządku (doprowadzam ją przed stosunkiem,
drażniąc łechtaczkę oralnie itp. i dopiero później stosunek), ale to mi nie
wystarcza. Chce się wyładować, kochać godzinę, dwie, pocić się podczas
seksu :), dać jej naprawde niezapomniane wrażenia (chyba każdy o tym marzy).
Stosowałem prezerwatywy opóźniające, stosunek 2 razy (i było dobrze - jednak
bez jej orgazmu). Stosunek po'2'ny odbywaliśmy kilka razy, ponieważ
przeważnie kochamy się "dyskretnie", na szybko, bo nie ma za bardzo gdzie.
Czytałem, że kobieta uczy się orgazmu i może to nawet trwać do 2 lat. Dopiero
rozpocząłem życie seksualne i rozumiem, że muszę się wyładować. Ale nie wiem,
czy to, że po każdej 3'minutówce kłade się obok z miną "nie za bardzo" i
myślą, że się nie sprawdziłem to normalne uczucie i nie doprowadzi do czegoś
nienormalnego. Czy to można zakwalifikować do przedwczesnego wytrysku ? Są
takie dni, że kochamy sie ok 20-30 min. Wspomnę jeszcze, że pierwszy raz nie
był zbyt udany - były 2 podejścia (czas ok. 2 miesiące). Dziękuję za
odpowiedź.