Dodaj do ulubionych

Byłam u Chinki lekarki

07.04.09, 20:39

najpierw posluchała, co mam do powiedzenia, potem, że powinnam
tradycyjnie interferonem. Kiedy nacisnęłam, i rozluźniła się (to nie
paradoks) powiedziała, że jej nie wolno samej niczego proponować, bo
zioła, które ma nie mają atestu polskiego czasami, choć mają atest
innych krajów, a ją uważa się za znachora. Dała mi kulki mumio
(własne) cztery kulki kurkumy (wątroba podobno lubi słodycze)
powiedziała, żebym jadła mięso chude: wołowinę, kurczaka, indyka, bo
jak jest białko, nie będzie marskości. Poprosiła o usg wątroby
fibroscanem. Przeczytała. Wygniotła mnie, i spytała czy kłujemy czy
akupresura? Wolałam to drugie. Obmacała mi (dobrze piszę) głową,
uciskała, i bolało, powiedziała, że mam nerwicę, uciskała delikatnie
w jakieś punkty, a mnie bolało. To było badanie. Powiedziała, że
nasi lekarze nie rozumieją związku nerwów (nerwicy) z wątrobą
(siedliskiem złości) i żołądkiem, ani związku chorób płuc z
chorobami nerek i odwrotnie. Że leczą tylko jeden organ a to
niedobrze. Xiao obejrzała, spytała, czy nie mam chińskiej ulotki, po
czym powiedziała, że nie zna tej mieszanki. Popratrzyła na moje
wyniki krwi i powiedziała, że mam słabą do średniej odporność.
poprosiła o wyniki OB, zrobienie biochemii po wybraniu mumio (10 dni)
i kurkumy. Dodała, że jednak pani z Krakowa uparła się u niej leczyć
hcv i wyniki się jej poprawiły, może i mnie także. Zaleciła picie
bawarki. A najlepiej koziego mleka. Najlepsze jest oczywiście w
Mongolii. Przykładała blisko ciała w różne punkty ciepłe kadzidło i
pytała czy czuję ciepło. Po tym masażu wstałam jak bez nóg, i ugięły
się pode mną, i dosłownie jak koń, przyklęknęłam na jedno kolano,
już po wyjściu z budynku, - ale umierając przy tym ze śmiechu! Co
nie jest do mnie podobne, wkurzyłabym się normalnie. Teraz czuję się
dobrze. Po kurkumie czuje się jakby fermentowało w ustach,
konkretnie ślina:) Przepraszam, że tak dokładnie piszę. Wzięła 70 zł
(bo zioła) normalnie bierze za wizytę 35 zł. Leczą się u niej znani
miejscowi lekarze i psychoterapeuci też leczą u niej własną depresję
akupunkturą:))) Skutecznie.

No i jak to wygląda?
Obserwuj wątek
    • jan-w Re: Byłam u Chinki lekarki 07.04.09, 21:40
      Mumio to ten kabaret z reklam PlusGSM?
      Z kurkumą wiadomo że jest bardzo wskazana na wątrobę, ale nie rozumiem o co chodzi ze słodyczami? Kurkumę trudno uznać za słodką. A to co powiedziała o braku leczenia holistycznego w medycynie zachodniej to niestety smutna prawda. Sam czasami nie idę do lekarza, ponieważ wiem że nie ma szans abym spotkał kogoś znającego wystarczająco szczegółowo 3 tematy mające wpływ na sytuację. ;-(
        • jan-w Re: Byłam u Chinki lekarki 07.04.09, 22:53
          Oczywiście że nie. Gdybym tak uważał nie prosiłbym ciebie o zasięgnięcie u niej opinii. Tak mi się tylko skojarzyło gdy przeczytałem słowo - mumio, nieznane mi w tym kontekście. Niektórzy długo przyzwyczajają się do mojego nie zawsze delikatnego poczucia humoru. ;-) :kwiat:
          • qeenie Re: Byłam u Chinki lekarki 07.04.09, 23:02

            Swoją drogą, jestem zdziwiona, że oprócz fachowego przeczytania
            tytułu ziół: xiao....., które nota bene royal poczta z GB przysłała
            mi w ciągu dwóch dni (na które mam ochotę, ale nie wszystko naraz)
            pani doktor nie zna "tej mieszanki", jak się wyraziła. Akupunktura w
            przypadku wątroby? chyba nieee... Anyway, jestem za wzmacnianiem
            organizmu, może sam wytępi lub zmniejszy to, co nas spożywa dzień po
            dniu;) albowiem smak wątroby (po tych ziołach) będzie dlań
            niejadalny. No i wymrą z głodu:) a poza tym POTEGA PODSWIADOMOSCI.
            Wiem, że ci, którzy leczą się n o r m a l n i e - być moze śmieją
            się z takiego stanu rzeczy, ale mumio, proszę Panstwa, występuje już
            w pismach Avicenny. Ciekawe czy też o hepatitis pisał. Chyba jeszcze
            nie. A poza tym są rzeczy na niebie i ziemi, o których nie śniło się
            filozofom.
            :)
            • jan-w Re: Byłam u Chinki lekarki 07.04.09, 23:25
              Myśl że to niemożliwe aby nie znała tego zestawu. We wszystkich publikacjach
              wymieniany jest jako jeden z podstawowych i najstarszych środków TCM
              (Tradycyjnej Chińskiej Medycyny) na problemy z wątrobą. Badany dzisiaj przez
              nowoczesne ośrodki medyczne w Chinach, Japonii i w USA. Zapewne był to problem
              braku opisu chińskiego. Transkrypcja angielska może mocno mylić. Rzeczywiście
              google wspomina o ziołach mumio - muszę się dokształcić. Ale kilka pierwszych
              wyników całkowicie usprawiedliwia moje pierwsze kojarzenie ;-)
              www.google.pl/search?q=mumio&ie=utf-8&oe=utf-8&aq=t&rls=org.mozilla:pl:official
              Znalazłem nową ciekawostkę ziołową: Andrographis paniculata.
              en.wikipedia.org/wiki/Andrographis_paniculata
    • gusiak30 Re: Byłam u Chinki lekarki 07.04.09, 23:51
      Ciekawa jestem qeenie czy to ta sama Chinka, do której i ja niedawno
      trafiłam.Jesteśmy z tego samego miasta więc tak sobie pomyślałam.
      Ja wyszłam co prawda w pełni sił z gabinetu,ale efekty "macanki" pani dr czułam
      jeszcze parę dni, nie mówiąc o iście obdukcyjnych śladach owych czynów :)

      Ps:prześlij proszę na mojego gazetowego maila, inną skrzynkę kontaktową niż
      tutejsza, chciałam pogadać.
    • kapitandragan Re: Byłam u Chinki lekarki 08.04.09, 09:01
      mumio to znany i ceniony specyfik naturalnej medycyny, ale hcv nim
      nie wyleczysz.Podobnie jak akupunkturą, ziółkami itp. Te metody są w
      wielu chorobach bardzo skuteczne, ale nie w naszej. Moga wzmocnić
      organizm, wspomagać pracę wątroby, ale nie zabiją wirusa. Szkoda
      czasu, zawiedzionych oczekiwań i pieniędzy. Przykro mi ale tak to
      własnie jest. Osobiście cenię medycynę naturalną i gdybym miał choć
      cień wiary w to, iz można tak wyleczć HCV to od kilku miesięcy
      zamiast inteferonu pochłaniałbym mumio i inne opisywane
      specyfiki.Ale sorry, to nic nie da. Te ziołowe rezeptury mają często
      kilkaset lat lub więcej. Były skuteczne na tradycyjne dolegliwości
      wątroby, ale nie na HCV - to inna bajka. Trochę jak w życiu - w
      kaloszach mozna iść jesienią do lasu na grzyby - sprawdzą sie
      doskonale, ale do garnituru juz nie pasują. Pomyślcie o leczeniu.
      • jan-w Re: Byłam u Chinki lekarki 08.04.09, 11:04
        Nie istnieją żadne dowody że HCV to nowa choroba. Nikt tak nie twierdzi. Nie była tylko odrózniana od innych postaci zapalenia wątroby.
        Jeżeli jakieś lekarstwa mogą mi pomóc utrzymywać stan wątroby na dobrym poziomie tak że nie stwarza mi ona żadnych problemów, to ich stosowanie jest całkowicie usprawiedliwione. Zwłaszcza gdy alternatywą jest ryzykowna kuracja wyniszczająca organizm nie dająca gwarancji skuteczności.
        Po długim czasie choroby, dochodzi się do odpowiedzi na pytanie co jest ważniejsze:
        1. Szansa na wyeliminowanie do symbolicznego poziomu wirusa HCV często kosztem zdrowia, bez gwarancji skuteczności i trwałości. Bez gwarancji wystąpienia powikłań.
        2. Zaakceptowanie faktu obecności wirusa, nauka współżycia z symbiontem i długie życie w dobrym zdrowiu fizycznym i psychicznym.
        Tu również nie ma gwarancji że coś się nie przyplącze (np rak złośliwy wątroby). Ale szanse jego wystąpienia dopiero przy marskości wątroby wynoszą o ile pamiętam 4,5%. Można tę szansę jego rozwoju zbić praktycznie do zera.
        Każdy musi sam wybrać co woli. Ryzykowną walkę z wirusem, czy spokojne, pokojowe współistnienie. W którymś z linków zawarte są nawet wypowiedzi ludzi którzy zmienili swoje życie na znacznie lepsze od kiedy dowiedzieli się że są chorzy na HCV.
        • kapitandragan Re: Byłam u Chinki lekarki 08.04.09, 14:37
          do jana w.
          Twoja teoria ma jedną zasadniczą wadę. Nie jest możliwe pokojowe
          życie z wirusem. Mozna jeszcze próbować w sytuacji gdy dowiesz się o
          chorobie zaraz po zarażeniu - ale ile takich osob znasz? Zazwyczaj
          mija wiele lat od chwili zarażenia do chwili ujawnienia choroby -
          lat przez które wątroba ulega degeneracji. I jak sobie wtedy
          wyobrażasz pokojowe współistnienie z wirusem? Mam 2 stopień
          włóknienia, na co mam czekać? Od chwil, gdy dowiedzialem sie że mam
          WZW C nie mialem w ustach alkoholu, staram sie prowadzić zdrowy tryb
          życia (dieta, ruch, itp.), ale to nie wystarczy. Da mi co najwyżej
          kilka (do 10) lat spokoju, potem zacznie sie jazda. Owszem, jeżeli
          ktos ma 60 lat, zaraził sie rok temu, to nie ma sensu leczyc go
          interferonem - o ile nie dożyje 100 lat, to i tak objawy WZWC raczej
          mu nie grożą. Ale ja i większość z nas jest znacznie mlodsza i
          znacznie dłużej chorujemy. Dlatego janie w weź to pod uwage przy
          gloszeniu swoich teorii. Ktos kto sie nie leczy jest jak mieszkaniec
          getta ustawiający sie karnie w kolejce do Oświęcimia - bez szans na
          wyjście calo z sytuacji.
          • jan-w Re: Byłam u Chinki lekarki 08.04.09, 16:34
            To nie jest teoria.
            Jestem nie tylko przekonany, ale wiem z całą pewnością że twoje wyliczenia kto
            ma ile lat życia przed sobą i w jakim stanie są całkowicie bezpodstawne.
            Niezależnie od tego kiedy się dowiesz że współżyjesz z tym akurat wirusem i jaki
            będzie stopień uszkodzeń twojej wątroby w tym momencie, możesz sobie pomóc albo
            przeszkadzać.
            Współżyjesz z wieloma groźnymi wirusami i bakteriami w swoim organizmie o
            których nie masz zapewne pojęcia.
            Nie ma żadnych dowodów na to że jak piszesz przez kilka do 10 lat masz spokój a
            potem zaczyna się zjazd. Dowiedziałeś się o swojej chorobie niedawno i jesteś
            jeszcze rozemocjonowany. Czytasz różne bezkrytycznie publikowane opinie i
            wpadasz w jeszcze większe rozchwianie. Nie ty jeden. Wiele takich osób woła o
            pomoc na tym i innych forach. Uspokój się. Wycisz. pomagaj wątrobie zamiast jej
            szkodzić. Dotyczy to także zdrowego trybu życia, pozytywnego podejścia do niego
            i akceptacji siebie. Za 25 lat z pewnością przyznasz mi rację :-) Pyrrusowe
            zwycięstwo nad wirusem naprawdę nie zastąpi długiego, dobrego życia.
          • river29 Re: Byłam u Chinki lekarki 08.04.09, 23:42
            kapitandragan napisał:

            > do jana w.
            > Twoja teoria ma jedną zasadniczą wadę. Nie jest możliwe pokojowe
            > życie z wirusem. Mozna jeszcze próbować w sytuacji gdy dowiesz się o
            > chorobie zaraz po zarażeniu - ale ile takich osob znasz? Zazwyczaj
            > mija wiele lat od chwili zarażenia do chwili ujawnienia choroby -
            > lat przez które wątroba ulega degeneracji. I jak sobie wtedy
            > wyobrażasz pokojowe współistnienie z wirusem? Mam 2 stopień
            > włóknienia, na co mam czekać? Od chwil, gdy dowiedzialem sie że mam
            > WZW C nie mialem w ustach alkoholu, staram sie prowadzić zdrowy tryb
            > życia (dieta, ruch, itp.), ale to nie wystarczy. Da mi co najwyżej
            > kilka (do 10) lat spokoju, potem zacznie sie jazda. Owszem, jeżeli
            > ktos ma 60 lat, zaraził sie rok temu, to nie ma sensu leczyc go
            > interferonem - o ile nie dożyje 100 lat, to i tak objawy WZWC raczej
            > mu nie grożą. Ale ja i większość z nas jest znacznie mlodsza i
            > znacznie dłużej chorujemy. Dlatego janie w weź to pod uwage przy
            > gloszeniu swoich teorii. Ktos kto sie nie leczy jest jak mieszkaniec
            > getta ustawiający sie karnie w kolejce do Oświęcimia - bez szans na
            > wyjście calo z sytuacji.


            Chłopie uspokój się... Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz...
            Gdzie jest pozytywne myślenie? Wiesz, że samo pozytywne myślenie to aż 50%
            sukcesu??? Wiesz, że to tyle samo % co w terapii?? -na dalsze życie..
            • kapitandragan Re: Byłam u Chinki lekarki 10.04.09, 13:53
              do river 29
              Wydaje mi się, że jestem na tym forum z przodujących jeśli chodzi o
              pozytywne myślenie. Jeżeli trafisz kiedyś na jakiś mój wpis to się
              przekonasz. Ale pozytywne myślenie nie polega na braku myślenia,
              czyli sztucznym podkręcaniu własnego optymizmu. Wiem, jaki mam
              problem, wierzę, że sobię z nim poradzę, zrobię wszystko, aby tak
              się stało, ale znam też konsekwencje porażki - myślę, że to
              odpowiedzialna postawa. A kto chce moze sobie oczywiście pokojowo
              współistniec z wirusem.
                • kapitandragan Re: Byłam u Chinki lekarki 10.04.09, 22:39
                  nie martw się, ja nie wpadnę w obłęd. Mam wiele wad, ale akurat o
                  psychikę się nie boję. Ani teraz ani później, niezależnie od tego
                  jaki będzie wynik walki z hcv. Prawdzia siła psychiczna bierze sie
                  nie z chowania głowy w piasek (bedzie dobrze, bedzie dobrze, będzie
                  dobrze......) ale ze świadomości rzeczywistego stanu rzeczy,
                  dostrzegania niebezpieczeństw i umiejetności radzenia sobie z nimi.
                  Jeżeli chcesz, to oczywiście możemy wszyscy zgodnie twierdić, że WCW
                  c to choroba typu katar- troche uciązliwa, ale nie niebezpieczna.
                  Ale równie dobrze możemy twierdzić, że gwiazdka jest w maju.
      • qeenie Re: Byłam u Chinki lekarki 08.04.09, 17:00

        Kapitanie:-)

        a gdzie ja napisałam, że metodami, które stosuję czyli: "ziółka" jak
        to piszesz chcę doszczętnie wyeliminowac wirusa? (naprawdę, zapoznaj
        się ze specyfikiem Xiao ponieważ jest stosowany szpitalnie w tzw
        Hameryce jako alternatywa dla tych pacjentów, którzy nie mogą
        przyjmować interferonu. A takich osób jest sporo)
        Poza "ziółkami", odpowiednia dieta, sposób myślenia, "potęga
        podświadomości" etc - to wszystko ma OBNIŻYĆ poziom, stężenie, ilość
        wirusa i bywa, że obniża bardzo znacznie. Poza wszystkim, tak, jak
        napisałam, siła immunologiczna organizmu POMAGA walczyć z wirusem.
        I bywa, że wirus znika. Wzmacnianie sił witalnych organizmu.

        Intereferon i rybawiryna niszczy oprócz wirusa - człowieka, w którym
        on mieszka, łupie we wszystko, nie każdy dochodzi do siebie po
        rocznej albo i dwuletniej kuracji.

        Poza tym, hepatitis to dosyć stary wirus, który istnieje sobie (jak
        wiele jeszcze nieznanych w naszym organiźmie) wiele wiele lat, i
        ludzkość dopiero teraz odkryła go, ale to nie znaczy, że
        on "powstał" kilkanaście lat temu:)

        Ponadto rozmawiam z wieloma lekarzami, którzy sa podobnego zdania do
        mojego: wzmacniać organizm, pomagać wątrobie. Interferon nie jest
        dla wszystkich. To dosyć prymitywny specyfik.

        Pozdrawiam,M.
        • kapitandragan Re: Byłam u Chinki lekarki 10.04.09, 13:58
          do qeenie
          przecież tmniej więcej to pisałem - wzmacnianie orgaznizu,
          odporności - jak najbardziej sprawdzi się tutuaj medycyna
          niekonwencjonalna. Ale jeśli chcesz zniszczyć HCV zostaje Ci
          interferon - brutalna prawda. Być może za kilka lat leki na hcv
          będzie się kupowało w tesco przy kasie i będą zupełnie nieszkodliwe,
          ale dzisiaj jest inaczej.
    • mordeczek . 08.04.09, 10:19
      Juz pisalem, ze antropozofowie (chyba tak sie to pisze) podchodza do czlowieka
      jako do calosci. Nie beda sie chwytali tylko choroby i ja leczyli, gdy
      (powiedzmy) w zwyczajach lub glowie siedza glowne problemy choroby.
      Slyszalem juz historyjki o ludziach, ktorzy tylko podbudowaniem psychiki i
      nastawienia do siebie i swiata, pokonali wirusa. To zostawie jednak bez komentarza.
    • river79 Re: Byłam u Chinki lekarki 08.04.09, 20:33
      qeenie nie obraz się ale wygląda to śmiesznie....

      Moja rada: odpuść sobie znachorów! - chyba, że poprawia to Tobie samopoczucie...

      Druga moja rada: dużo czytaj na temat HCV ( internet skarbnicą wiedzy), wsłuchuj
      się we własny organizm. Naucz się składu chemicznego pokarmów które spożywasz.
      Wyciągnij wnioski co jest dobre na wątrobę a co złe, co sprzyja w kopiowaniu
      wirusa, a co utrudnia ten podział, co pobudza wydzielanie naturalnego
      interferonu i co wzmacnia jego działanie. To jakie ilości wirusa znajdują się w
      żółci i co za tym idzie wniosek aby jak najwięcej wydalać go w taki sposób. Co
      możesz wziąć żółciopędnego przy Twoim uszkodzeniu wątroby.... Co leczy SARS-a i
      niszczy jednocześnie wirusa C znajduje się w prostej roślinie - jednak uwaga na
      ciśnienie i nerki....

      O to w tym chodzi, a nie o magiczne kadzidełka..
      • qeenie Re: Byłam u Chinki lekarki 09.04.09, 11:00

        Azjatyccy lekarze znaja "sztuczki", których nie znaja europejscy
        lekarze, regeneracji zniszczonych organizmów i "organów". Polaczenie
        tych dwóch punktów widzenia, tradycyjnego i niekonwencjonalnego -
        daje naprawde bardzo dobre rezultaty.

        i jeśli to jest dla Ciebie śmieszne, to Twoja sprawa, ja nie usiłują
        tu ani nikogo do niczego przekonać że słuszną drogą jest to, co ja
        robie, po prostu dzielę się wrażeniami.

        Relatywizm tak zwanej "śmieszności" jest w iście królewski sposób
        pojemny i rozległy. Poza wszystkim. ;)

        Pozdrawiam

      • qeenie river 09.04.09, 11:10

        River, poza moim postem poniżej czy powyżej, dzięki za odpowiedz.
        tak dalece nie analizowałam tematu np : co sprzyja mnozeniu się
        kopii wirusa. Nie wiem. A co sprzyja? I co to za "roślinka" związana
        z Sars, bo patrosze net, i nic. Bdybyś był uprzejmy, bo mogę
        strasznie bładzić. A jeśli nie... no to także dzięki za podpowiedź...

        • river29 Re: river 09.04.09, 22:30
          qeenie to jest lukrecja ;-)
          sars jest leczony miedzy innymi kwasem lukrecjowym. Podawano także kwas
          lukrecjowy podczas terapii w HCV co ponoć dawało niezłe efekty.
          dodatkowo wymuś na organizmie wydzielanie naturalnego interferonu ( np. mniszek
          lekarski) dodatkowo wzmacniaj jego działanie np. cynkiem.
          ;-)

          • qeenie Re: river 10.04.09, 14:43


            Dzięki... zioła mumio odstawiłam, bo nie wiem czemu ale u mnie
            wywoływały ogromną senność i... wysypkę skórną. Kurkumę sobie jem,
            essentiale, liv52, cholestil (chyba nie za silny)no i teraz mam
            dylemat, jak zrobić kwas lukrecjowy:) Może sama lukrecja wystarczy?
            Ale jaka? bo są dwie odmiany.
            Do tego wszystkiego wezmę mniszek, zinkas forte (kiedys brałam
            rewelacyjne efekty!) i... pęknę:-) Xiao - czeka spokojnie, a ja - na
            relację jana-w z brania tych ziół.

            Pozdrawiam;)
            • jan-w SST-albo xiao itd 16.04.09, 23:37
              qeenie napisała:
              > Xiao - czeka spokojnie, a ja - na
              > relację jana-w z brania tych ziół.
              Żadnych objawów HCV nie mam. Relację "techniczną" będę mógł zdać po okresowych
              badaniach krwi.
              • qeenie Re: SST-albo xiao itd 16.04.09, 23:51
                jan-w napisał:

                > qeenie napisała:
                > > Xiao - czeka spokojnie, a ja - na
                > > relację jana-w z brania tych ziół.
                > Żadnych objawów HCV nie mam. Relację "techniczną" będę mógł zdać
                po okresowych
                > badaniach krwi.

                Czy oprócz - przez kilka dni - zwolnionego tętna i niskiego
                ciśnienia, miałeś jakieś "objawy uboczne". jak prędko ustąpiły?
                Jakie, jeśli takowe były? czysta wdzięczność za odpowiedz, i jeszcze
                jedno, czy trzeba mieć tzw "dni na zaadaptowanie się" do tego
                specyfiku? czy można z marszu połknąć i iść do pracy?

                pozdrawiam
                • jan-w Re: SST-albo xiao itd 17.04.09, 00:47
                  Nie miałem żadnych innych oprócz tych historii z pulsem i ciśnieniem. Z
                  pewnością miało to związek. Gdy przerywałem, albo zwiększałem dawkę, odpowiedni
                  pojawiał sie lub znikał niski puls. Czy można iść do pracy? Jeżeli niski
                  puls/ciśnienie nie przeszkadza. Taki objaw miałem ja. Kto inny może oczywiście
                  tego nie mieć.
                      • qeenie Re: SST-albo xiao itd 20.04.09, 21:42


                        Czy Xiao oprocz antyviral jest stymulatorem interferonu? Boli mnie
                        ta piekielna wątroba, zwłaszcza w chwilach stresu jakoś tak. Czuję
                        ją. Albo kłuje, nie wiem, nie zastanawiam się.

                        Fantastycznie, ze "upubliczniles" liste dobrych ziół i pieścideł dla
                        wątroby. Znalazłam dla siebie coriolus. Rewelacja, jeśli wierzyc w
                        to, co czytam ale na razie nigdzie oprocz USA - na ebay - nie
                        znajduje.
                        • jan-w Re: SST-albo xiao itd 20.04.09, 22:25
                          # Sho-saiko-to is a mixture of seven botanicals: Bupleurum root (Chai hu)
                          # Pinellia tuber (Ban xia)
                          # Scutellaria root (Huang qin)
                          # Ginseng (Ren shen)
                          # Jujube (da zao)
                          # Licorice (Gan cao)
                          # Ginger (Sheng jiang)

                          Głównym składnikiem jest Bupleurum (Przewierceniec) a także Żeńszeń, Lukrecja, Imbir. Bupleurum i Imbir mają krzyżyki w ostatniej kolumnie tabelki.

                          BTW: Coriolus versicolor jest dostępny także w Polsce: www.grzybowysklep.pl/produkty/8-coriolus
                          Tamże Shitake. Nie korzystałem nigdy z tego sklepu.

                          A z ciekawostek - jest już w 2 polskich sklepach Nepalska herbata Kalamegha składająca się głównie z Andrographis Paniculata. Trzeba wpisać w google: Kalamegha. Ja korzystałem z helfy.pl
                          • qeenie Re: SST-albo xiao itd 20.04.09, 22:36


                            Dzięki za cierpliwość w udzielaniu wyczerpujących odpowiedzi osobie
                            specjalnej troski tego forum. Chyba...:)))

                            Tak, oczywiście.

                            Bardzo drogi ten mój "coriolan" (80 dol) - tak go nazywam, kojarzy
                            mi się, i słusznie, z Szekspirem. Ale czegóż nie robi się, aby pomóc
                            naszej wątrobie... i sobie:-)
              • river29 Re: Tabelka wspomagaczy 19.04.09, 09:02
                jan-w napisał:

                > Informacje które substancje jakie funkcje związane z chorą wątrobą wspomagają:
                > www.salamresearch.com/html/hcv_protocol.html


                super! naprawdę dobra robota - mówiłem internet skarbnicą wiedzy ;-)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka