dolcevita76
19.10.11, 10:56
Witam Wszystkich. Od paru miesięcy jestem na życiowym zakręcie. W maju odkryłam, że mój mąż ma poważny romans z koleżanką z pracy. Jakoś przetrwałam z nim wakacje (zrobiłam to tylko i wyłącznie dla dzieci), a 4 tygodnie temu miarka się przebrała i wyrzuciłam (DOSŁOWNIE) go z domu. Leciały jego wszystkie rzeczy równo przed drzwi. Niestety, nad czym strasznie ubolewam, działo się to na oczach dzieci (a tak bardzo chciałam im tego oszczędzić). Jednak z chwilą wyrzucenia męża z domu, zaczęłam odzyskiwać równowagę psychiczną, zaczęłam żyć pełną piersią. I stał się cud. Poznałam cudownego mężczyznę, który najchętniej nosiłby mnie na rękach. Dostaję od niego na okrągło kwiaty, czekoladki. Po prostu poczułam się przy nim jak prawdziwa KOBIETA. Poczułam coś czego przy mężu nie czułam od dłuższego czasu. Mąż mnie "tresował" na każdym kroku. A przy nowym mężczyźnie czuje wewnętrzny spokój. Zbliżenia też są udane, czuję satysfakcję z seksu. Poza tym, zawsze to coś nowego. Każde z nas ma swoje przyzwyczajenia, które można połączyć i wykorzystać.
Jest jedno ale. Nie czuje się tak cudownie, bosko, niebiańsko zakochana. Raz czuję, że chciałabym iść z nim przez życie, a innym razem płaczę, że ... , no właśnie nie wiem, że co, że mnie tak w 200% nie kręci fizycznie, że to nie jest mój niewierny mąż. Myślę, że w dużej mierze jest to spowodowane moimi emocjami, huśtawkami nastrojów. W końcu zostałam sam z dwójka dzieci w wieku szkolnym, wszystko na mojej głowie.
Czy myślicie, że jest szansa, że poczuję do niego coś więcej niż tylko wdzięczność za to, że jest w trudnych chwilach ze mną, bo naprawdę jest. Wspiera mnie, rozpieszcza, jest na każde moje zawołanie. Nawet raz został ze mną na noc (w tajemnicy przed dziećmi, przyjechał jak spały i pojechał o 6-tej rano). Wiem, że takich facetów to teraz trzeba szukać ze świecą. A jak przypomnę sobie ostatnie moje 3 lata małżeństwa, to zastanawiam się, jak mogłam tyle czasu tkwić w takim chorym związku. Ale tu jak zwykle górę wziął strach, przyzwyczajenie, dzieci, moja wewnętrzna słabość.
Powiedzcie, czy uważacie, że warto dać jemu szansę czy odpuścić sobie i szukać nowego? Obawiam się jednak, że z nowym będzie podobnie. Ale czy można pokochać mężczyznę, który nie "kręci" fizycznie od pierwszego wejrzenia?
dolcevita