Gość: ela
IP: *.net-serwis.pl
15.11.11, 01:09
Witam
Od kilku tygodni spotykam sie z kilka lat młodszym mężczyzną ... ja dobiegam 30 . Znajomość zaczęła się dosyc szybko i w odwróconej kolejności tzn już na pierwszym spotkaniu bardzo dobrze poznalismy swoje ciała a osobowości i charaktery zostały na potem ... I tu się zaczynają moje kobiece rozterki bo czuję sporo sympatii , trochę emocji , i odrobinę zaangażowania . I wiem że z każdym takim spotkaniem które jest zwykle także cielesne angażuję się coraz bardziej a zaczynam mieć wrażenie że nie będzie to odwzajemnione ... Wiele nas różni , także wiek a co za tym idzie doświadczenia , oczekiwania .Chyba za własnym przyzwoleniem i na własne życzenie zostałam znajomą od pobzykania bez wysiłku. Teraz widzę że takie podejście do tematu mi nie odpowiada . Chcę być kochana , adorowana , chcę czuć że to coś znaczy , chcę czuć więź ... Tak wiem , to trzeba stworzyć.
Ponad rok temu rozstałam się z kimś kto był dla mnie bardzo ważny , przynajmniej wtedy tak mi się wydawało , kto to wszystko mi ofiarował(znowu się wydawało ) a potem zabrał i zniknął. Zostało mi trochę wspomnień i straszna pustka . Przez chwilę wydawało mi sie że nowa znajomość moze chociaż troche mi pomóc , ale jest tak letnia że zaczynam porzucać taką teorię ... i
czuję że jestem w kropce , jakimś bezsensie i brnę w coś co moze nawet sprawę pogorszyć ...
co zrobić ?
dać sobie czas ? jeszcze wiecej czasu ?
dać czas nowej znajomosci ? tylko na co ?