Dodaj do ulubionych

Byle przed siebie

IP: *.205.64.221.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 12.12.11, 19:17
Historia jakich wiele. Ona młoda, piękna, ja też - wyjechałem na studia, wszystko się rozpadło ( ona mnie zostawiła) Potem życie : dyplom, praca, kariera, małżeństwo, syn. Ona podobnie. Spotkaliśmy się po 18 latach. Nadal piękna, zadowolona i patrząca na mnie jak żadna inna kobieta. Wyjaśnienia, spotkania, szczęście. Takie jak kiedyś - prawdziwe szczęście. Po trzech miesiącach odszedłem od żony. Ona coraz smutniejsza, przestraszona. Zasłaniała się dziećmi, odpowiedzialnością, żal mi było na nią patrzeć. Czułem się jak ostatni ...
Podjęła decyzję, ale poprosiła o czas - chciała przygotować na ten wstrząs dzieci i męża. Zaczęła od rozmowy z nim, że chce rozwodu. Nie chciał rozmawiać. A ona się szarpała. Obwiniałem ją za brak stanowczości, zarzucałem że nie dość kocha. Pewnego dnia nie odpowiedziała a ja zrozumiałem, że dla niej będzie lepiej, jak dam jej spokój. Milczę już pół roku. Jestem głupi ?
Obserwuj wątek
    • Gość: gość Re: Byle przed siebie IP: *.ssp.dialog.net.pl 12.12.11, 20:14
      Nie, nie jesteś głupi. Uczucie to uczucie. Pokochałeś mocno i chciałeś być uczciwy. Czasami ryzyko się nie opłaca. Ale jak żyć tak letnio, byle jak. Jeżeli to miłość prawdziwa dla Ciebie to nie jesteś głupi.
    • bmwracer Re: Byle przed siebie 12.12.11, 21:45
      nie. nie jestes ale zostaw ja w spokoju - Zrobiles jeden zly krok - rozbiles swoje malzenstwo, to nie rozbijaj jej...
      • Gość: P. T Re: Byle przed siebie IP: *.205.102.150.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 13.12.11, 07:44
        Nie żałuję, że odszedłem od żony. Ostatnie lata, to były pretensje o nic i moje "dobrze" dla świętego spokoju. Zresztą miałem zostać z żoną i cały czas żałować, że to nie ona ? Pewnie to moja wina, ale irytował mnie nawet dźwięk jej głosu. Wolę być sam. Mówisz, żeby nie rozbijać jej małżeństwa, nie rozbijam.
    • walhala Re: Byle przed siebie 13.12.11, 05:48
      i nastepny przyklad ze studia nie gwarantuja madrosci, jestes frajerem,18 lat zes zaprzepascil,rzuciala tak jak za pierwszym razem, lata temu,na rozum juz za pozno,modl sie teraz o zdrowie!
    • ewa.zeromska Re: Byle przed siebie 13.12.11, 09:01
      Nie, na pewno nie! Jesteś odpowiedzialny, bierzesz pod uwagę jej dobro, liczysz się z nią, a że czujesz się zawiedziony? No cóż, plany nie zawsze wychodzą.
      Ty poszedłeś na całość, a ona nie tego chciała. Co innego romans, sentymentalny powrót do przeszłości, a co innego rewolucja w życiu.
      Ona też podjęła odpowiedzialną decyzję i jestem pewna, że dużo ją to kosztuje. W końcu jej małżeństwo mocno się zachwiało. Nie rozpadło się, ale nie przypuszczam, żeby ona i jej mąż przeżywali sielankę.
      Czy to koniec? Nie wiem. Nikt tego teraz nie wie.
      Teraz żyjesz w oczekiwaniu na jakiś sygnał. Może nawet czujesz, że to ci się należy, bo przecież ty podjąłeś decyzję. Pewnie masz wrażenie, że ukochana oszukała cię.
      Raz ją rozumiesz, innym razem jesteś rozżalony i wściekły.
      Jak długo to będzie trwać, zanim naprawdę zajmiesz się swoim życiem? Nie znam odpowiedzi.
      Wszystko zleży od tego jakie teraz podejmiesz decyzje. Nie na jej temat, tylko na swój.

      I jeszcze jedno. Dość łatwo i szybko odszedłeś od żony. Myślisz, że gdyby nie to spotkanie po latach, to nadal bylibyście szczęśliwym małżeństwem?
      Chyba jednak coś tam nie było do końca tak, jak powinno, skoro tak błyskawicznie to poszło.
      Mylę się?
      • Gość: P. T Re: Byle przed siebie IP: *.205.102.150.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 13.12.11, 09:13
        Nie, wcale się Pani nie myli. Ani w tym, że jak idiota czekam na jakiś znak, ani że moje małżeństwo od początku było nienajlepsze. Teraz dopiero wiem, że jeśli człowiek ma choćby najmniejsze wątpliwości przed ślubem, lepiej żeby go nie brał. Z drugiej strony, gdyby nie młodzieńcza lekkomyślność, ludzkość by wyginęła :) Dziękuję za dobre słowo. Piotr
    • Gość: gosc Re: Byle przed siebie IP: *.adsl.inetia.pl 13.12.11, 22:26
      Jestem po drugiej stronie barykady. Małżeństwo przetrwało, dzieci mają dom, mąż dał mi wsparcie - mogłam na niego liczyć no i jest ojcem moich dzieci. To bardzo dużo. Ale to wszystko dał mi "on". Kiedy się nie odezwałam, nie zadzwonił, poddał się. Nie wiem, co pomyślał o mnie, chciałam żeby jak najgorzej. Wiedziałam, ze jeśli zadzwoni, wyjdę z domu tak jak stoję i więcej nie wrócę. Modliłam się, żeby nie zadzwonił. I nie zadzwonił - albo tak bardzo mnie kochał, albo znienawidził za tchórzostwo i zwlekanie z burzeniem życia dzieciom i mężowi. Zdarzyło to się dawniej niż pół roku, dużo dawniej. Moje dzieci zawdzięczają mu stabilizację i oboje rodziców, mąż kocha chyba mocniej, ja tęsknię codziennie, dziękując, że nie zadzwonił, że ocalił mój dom. Jestem dorosła i muszę dźwigać konsekwencje, nie niszcząc najbliższych. Czy to rozumiesz, Piotrze ?
      • nabakier Re: Byle przed siebie 14.12.11, 09:17
        Rozumiem, że to ciężkie decyzje, także dlatego, że sama je podejmowałam. Ale, na boga, trzeba brać odpowiedzialność za swoje czyny. A Ty zwiałaś przed odpowiedzialnością. Jak można się nie odezwać w takiej sytuacji, nie wyjaśnić? Niehonorowe i tchórzliwe.
        Co to ma znaczyć "on się poddał"? Ty stchórzyłaś, a "on się poddał"? Przerzucasz odpowiedzialność za swoje milczenie na niego? Ojojoj....
        Poza tym, gdzie odpowiedzialność za męża? Zostałaś z człowiekiem tylko dlatego, że ktoś inny nie wyprowadził Cię od niego? Gdyby wyprowadził, to pewnie pisałabyś, że to nie była Twoja decyzja itd. Nie chciałabym być na miejscu ani Twojego męża ani tamtego drugiego mężczyzny.
        • Gość: P.T Re: Byle przed siebie IP: *.205.11.211.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 15.12.11, 09:55
          "Co to ma znaczyć "on się poddał"? Ty stchórzyłaś, a "on się poddał"? Przerzucasz odpowiedzialność za swoje milczenie na niego? Ojojoj....
          Poza tym, gdzie odpowiedzialność za męża? Zostałaś z człowiekiem tylko dlatego, że ktoś inny nie wyprowadził Cię od niego? Gdyby wyprowadził, to pewnie pisałabyś, że to nie była Twoja decyzja itd. Nie chciałabym być na miejscu ani Twojego męża ani tamtego drugiego mężczyzny"

          Łatwo oceniasz innych. Nie posądzałbym tej dziewczyny ani o tchórzliwość ani brak odpowiedzialności, wręcz przeciwnie. Burzyć, niszczyć to żadna sztuka, ochronić nawet w tym wypadku przed samą sobą - wzbudza podziw. Zacząłem teraz zastanawiać się, czy kobieta, która idzie za głosem serca, nie oglądając się za siebie, byłaby rzeczywiście tą kobietą, którą chciałbym kochać ? Jak napisałem - sytuacja patowa.
          • nabakier Re: Byle przed siebie 15.12.11, 11:31
            Nie rozumiem, ona oceniła partnera bardzo niesprawiedliwie- "on się poddał" w odniesieniu do WŁASNEGO czynu, którym było właśnie "poddanie się", a ja nie mam prawa tego ocenić. Nie widzisz w swoim rozumowaniu jakiejś niekonsekwencji?
            Odniosłam się do brania odpowiedzialności za swoje czyny. Odpowiedzialność ta dotyczy także sprawiedliwości sądów właśnie. i to było częścią meritum mojej wypowiedzi.
            Kolejną częścią tego meritum było odnsienie się do pozostania w związku na zasadzie: "skoro on (partner) nie zdecydował za mnie, to pozostanę z mężem". Co SAMA napisała: że to partner zadecydował za nią. To dlaczego w takim razie odszedłeś od żony, przecież mogłeś z nią zostać na takiej samej zasadzie, prawda? Skoro to takie cenne. I skoro tak dobrze jest nie burzyć, o czym piszesz ciut dalej? Kolejna niekonsekwencja.

            Chciałbyś np, by żona została z Tobą dlatego, że jej kochanek (gdyby go miała) się nie zdecydował z nią być? To byś uznał za budowanie? A niby czego? Co tu ma wzbudzać podziw?

            Sytuacja nie jest patowa. Sam przecież znalazłeś wyjście z takiej sytuacji. To gdzie tu pat?
            • Gość: P.T Re: Byle przed siebie IP: *.205.24.19.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 15.12.11, 20:24
              się", a ja nie mam prawa tego ocenić. Nie widzisz w swoim rozumowaniu jakiejś niekonsekwencji?

              Tak, nie masz prawa oceniać nie tylko tej kobiety, ale nikogo. Bo kim jesteś ? Nieomylną wyrocznią ? Nie znasz sytuacji, jej charakteru, towarzyszących okoliczności, nic nie wiesz tak naprawdę, (bo trudno wiedzieć opierając się jedynie na paru zdaniach) a grzmisz niczym wulkan przed erupcją. Coś w stylu "ja postąpiłam tak i tak, patrz jaka jestem wspaniała a ona beznadziejna" Poza tym odszedłem od żony, bo to było nieudane małżeństwo od początku - jej było udane i mąż nie chciał żeby odeszła. Na pytanie czy chciałbym by żona została ze mną dlatego, że jej kochanek tak zadecydował, odpowiadam : Tak, chciałbym gdyby moją żoną była właśnie ona. Nawet pani Ewa napisała, że musi jej być nie lekko - wzięła na siebie odpowiedzialność za całą rodzinę - głównie dzieci i nie myślała o sobie, tylko o nich. A zresztá, co tam - będę jej bronił zawsze i wszędzie. Gościu, odezwiesz się jeszcze w tym wątku ?

              • nabakier Re: Byle przed siebie 15.12.11, 20:47
                A Ty kim jesteś, że mnie oceniasz- wchodząc w Twoją retorykę. Poza tym, nie odróżniasz oceny czynu od oceny osoby.
                Umiesz argumentować? Bo jak na razie wygląda na to, że za bardzo to nie.

                Skoro Twoje małżeństwo było od poczatku nieudane, to po co w nim siedziałeś?
                Jak jej małżeństwo jest udane, skoro jest w nim dlatego, że partner "się poddał, czytaj: nie wyjął? W udanym małżeństwie człowiek nie zakochuje się do tego stopnia, by można go było wyjąć z niego.
                Jaką odpowiedzialność wzięła? Za co? Za to, że pozostała w małżeństwie tylko dlatego, że ktoś za nią tak "zdecydował"? Za związek na boku? Ani za jedno ani za drugie nie wzięła odpowiedzialności. Za dzieci, które będą miały nieszcześliwą matkę, bo kochającą innego faceta, niż jej ojciec? Za męża, którego skazała na bycie w związku z kimś, kogo nie kocha? żartujesz? To równia pochyła, a nie udane życie. I żadne poświęcenie. To skrajna wygoda, egoizm, unieszczęśliwianie wszystkich wokoło.
                To, że jej musi być ciężko, nie wątpię. Taka sytuacja zawsze jest ciężka. Ale na co to ma być argument?
                Kluczowe w jej przypadku jest, że ktoś zadecydował za nią. I to nie mąż czy dzieci, ale ON.

                Nie obraź się, ale nie widzisz, że ona jest dla Ciebie obrazem tego, czego Ty nie zrobiłeś? Moim zdaniem, masz problem z własną sytuacją- z tym, co zrobiłeś. To naprawdę widać.
                • Gość: P. T Re: Byle przed siebie IP: *.205.24.19.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 15.12.11, 20:59
                  mogę się jedynie uśmiechnąć z politowaniem nad tym, co tu wypisujesz. Przepraszam, ale narawdę mało wiesz.
                  • nabakier Re: Byle przed siebie 15.12.11, 21:07
                    Jednak masz problem z argumentacją. I pewnością siebie- tylko ludzie wątpiący w siebie traktują innych - jak to ująłeś- "z politowaniem.

                    Wiem co nieco- sama przez to przeszłam. Tylko, że ja wzięłam odpowiedzialność i doprowadziłam wszystko do końca.

                    Nigdy bym nie oczekiwała, by mąż był ze mną tylko dlatego, że kochanka go nie chciała. Tak samo, jak ja nie zostałabym z mężem dlatego, że kochanek po mnie nie przyszedł.

                    • Gość: P. T Re: Byle przed siebie IP: *.205.24.19.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 15.12.11, 21:35
                      znowu oceniasz. Siebie gloryfikujesz bez umiaru. Gość jest mi bliski bo napisał prawdę i nie usprawiedliwiał się ze swej niedoskonałości. Nie ma dwóch takich samych sytuacji, bo jesteśmy różni - inaczej postrzegamy świat, mamy inne wartości, inaczej kochamy i wyrażamy swoje uczucia. Ja przez milczenie i samotność. Mogę ? Pozwolisz mi, czy na Twoją komendę mam natychmiast uznać, że ona jest niewarta uwagi, nie umie się zachować itp ? Czy w ogole przeżyłaś prawdziwą miłość ? Nie wydaje mi się - jesteś za idealna.
                      • nabakier Re: Byle przed siebie 15.12.11, 23:05
                        Niesamowite, jak człowiek może wymagać od innych tego, czego sam nie spełnia- o Tobie mówię.
                        Same banały sadzisz. Argumentów nadal brak.

                        Naucz się rozmawiać. Po prostu.
                      • Gość: gosc Re: Byle przed siebie IP: *.adsl.inetia.pl 16.12.11, 09:05
                        Masz rację - nie trzeba wszystkiego wrzucać do jednego worka, to by było za proste. Widziałeś film "Co się wydarzyło w Madison County" ? Jeśli nie, zobacz. Jest tam moment, kiedy Maryl Streep sięga za klamkę w samochodzie i o mało nie wybiega - podobnie czułam, kiedy gryzłam palce, żeby nie napisać. Gdyby Clint Eastwood właśnie wtedy podszedł do samochodu, jestem pewna, że Maryl by wysiadła - czyli też w pewnym sensie zawdzięcza mu ocalenie domu. Czy żałuję decyzji ? Nie, nie żałuję. Czy unieszczęśliwiam wszystkich ? Nie, wręcz przeciwnie - mam nastoletniego syna i córkę - jestem im niezbędna, to bardzo trudny wiek, jestem potrzebna też mężowi - nawet dwa dni temu powiedział " Cieszę się, że nie odeszłaś". Życie toczy się swoim trybem i nie czuję się nieszczęśliwa, radość daje mi zmaganie się z codziennością i zwykłe rozmowy przy stole. A że bajkowa miłość powoli rozpływa się we mgle ? Uważam, że tak jest lepiej. Miałam wiele szczęścia, że dane mi było coś takiego przeżyć i miałam też pecha, że w niewłaściwym czasie. Życzę Ci dużo spokoju i radości z byle czego - to takie w życiu ważne :)
                        • nabakier Re: Byle przed siebie 16.12.11, 12:39
                          Film bardzo dobry ze względu na aktorstwo, ale książka już słaba, bo i wątek główny słaby, co tu kryć. Przecież to niewysokich lotów melodramat. Ale analogia jest.

                          Nadal nie rozumiem, dlaczego nie mogłaś porozmawiać z tą drugą osobą o rozstaniu. Co to ma do rzeczy? Przecież mogłaś wybrać pozostanie z mężem i załatwienie tamtej sprawy do końca. Moim zdaniem tak się nie godzi- zeszłaś w rozwiązywaniu sprawy własnie na poziom melodramatu.

                          Poza tym, to tłumaczeniem dobrem dzieci. A to po rozwodzie dzieci tracą rodziców? Ja mam dwójkę i jakoś ani ojca ani matki nie straciły. Wychowujemy dzieci razem. Przy dobrym ułożeniu spraw, a do takiego trzeba dążyć, rozwód nie jest obciążeniem dla dzieci.

                          Lub to tłumaczenie zadowoleniem z codzienności. Dla mnie to jest trochę tak, jakby się tłumaczyć, że się w nietrafionej pracy zostaje, bo się jest zadowolonym z codzienności. A to nie można mieć i udanej pracy/udanej codzienności i udanego uczciwego związku?

                          Moim zdaniem miłość , która Ci się przytrafiła nie była w niewłaściwym czasie, tylko Ty przed nią uciekłaś.

                          Ale generalna uwaga- to nie ejst problem tego, CO wybrałaś, ale JAK i JAK TO MOTYWUJESZ. Bo z samym wyborem nie ma co dyskutować: jedno wybierają to, inni co innego. Ale temu, co jest po drodze, można się przyglądać. I jak widzę, co widzę.

                          A widzę dlatego, że byłam w analogicznej sytuacji. Wybrałam inaczej, niż Ty, i wygrałam. Wszyscy wygrali. Moje dzieci też, mój eksmąż też dobrze układa sobie życie. Mój przykład po prostu nie potwierdza żadnej z Twoich motywacji. Które to motywacje zgeneralizowałaś. O to chodzi.

                        • Gość: P.T Re: Byle przed siebie IP: *.205.89.104.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 16.12.11, 12:46
                          " A że bajkowa miłość powoli rozpływa się we mgle ?"

                          ? Rozpływa się ?
                          • Gość: gosc Re: Byle przed siebie IP: *.adsl.inetia.pl 16.12.11, 12:55
                            ? Rozpływa się ?

                            Tak. To wewnętrzny wybór. Po roku jest łatwiej, sam zobaczysz. Pracujesz ?
                            • Gość: P.T Re: Byle przed siebie IP: *.182.11.108.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 16.12.11, 13:19
                              "Pracujesz?"

                              Teraz nawet od rana do nocy :) Film widziałem i byłem pod wrażeniem. Pewnie dlatego, że już wiedziałem, że takie rzeczy się zdarzają. Ja też miałem szczęście to przeżyć i nie żałuję, nawet gdyby miało się nigdy więcej nie powtórzyć. Najważniejsze, że nie żałujesz decyzji. Dobrze było wymienić te kilka zdań z kobietą "po drugiej stronie barykady". Pozdrawiam ciepło, Piotr
                              • Gość: P.T Re: Byle przed siebie IP: *.182.11.108.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 16.12.11, 13:25
                                Pomogłaś mi, gościu :)
      • Gość: P. T Re: Byle przed siebie IP: *.205.11.211.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 15.12.11, 09:34
        Tak, rozumiem. Rozumiem też radykalne cięcie - milczenie. To sytuacja bez wyjścia - gdyby była ze mną, poczucie winy, smutek i zagubienie nie dałoby jej szczęścia. Podziwiam Twoją siłę i mądrość. Trzymaj się.
        • nabakier Re: Byle przed siebie 15.12.11, 11:40
          A widzisz, i tu jest objaśnienie Twojej sytuacji- w tym poczuciu winy. Poczucie winy trzeba PRZEROBIĆ, a nie się mu poddawać. Tak postępuje dojrzały człowiek. Bo zostać z małżonkiem z powodu poczucia winy, to jest własnie krzywdzenie: i małżonka, i siebie, i dzieci. Taki związek będzie związkiem kalekim.
          I wiem, co mówię. Wiem, co to jest spalające poczucie winy. Przeszłam odpowiednią terapię w tym względzie. Ale także przed tą terapią wiedziałam, że nieuczciwe byłoby zostać w małżeństwie z powodu poczucia winy, że się męża/żonę opuszcza.
          Małżeństwo, jeśli ma trwać, powinno trwać ze zdecydowanie innych powodów, niż poczucie winy.

          A co do tego radykalnego cięcia- dojrzałe radykalne cięcie odbywa się przez wyjaśnienie sytuacji, a nie przez milczenie. Milczenie jest schowaniem głowy w piasek, ucieczką w wygodniejsze, utrzymywaniem własnego komfortu kosztem osoby, którą się takim milczeniem krzywdzi. Każdy człowiek zasługuje na wyjaśnienie, na godne zakończenie relacji. Zerwanie prze zmilczenie jest uderzeniem w godność człowieka, z którym się przecież było w relacji.
          • moniapoz Re: Byle przed siebie 15.12.11, 18:48
            >A co do tego radykalnego cięcia- dojrzałe radykalne cięcie odbywa się przez wyjaśnienie >sytuacji, a nie przez milczenie. Milczenie jest schowaniem głowy w piasek, ucieczką w >wygodniejsze, utrzymywaniem własnego komfortu kosztem osoby, którą się takim >milczeniem krzywdzi. Każdy człowiek zasługuje na wyjaśnienie, na godne zakończenie >relacji. Zerwanie prze zmilczenie jest uderzeniem w godność człowieka, z którym się >przecież było w relacji.

            W 100 % się z Tobą zgadzam - zostawienie sprawy bez wyjaśnienia to oznaka braku szacunku do tej drugiej osoby, brak dojrzałości, coś jak zerwanie poprzez wysłanie SMS, że to już koniec.

            ------
            Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
            Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
    • nabakier Re: Byle przed siebie 14.12.11, 09:31
      P.T., współczuję. Jednak, jak już Twój ból opadnie, to dojrzysz, że znalazłeś się w sytuacji, która była diagnozą stanu rzeczy. Są takie sytuacje, ja je nazywam centralnymi, kiedy objawia się to, co najważniejsze: wartości, którymi się kierujemy, prawda uczuć, nasz światopogląd i elementarny pion. Splot najważniejszych wymiarów życiowych, i wynik- taki, jaki jest. To jest właśnie taka sytuacja: Ty zachowałeś się tak, ona inaczej. Bo jesteście takimi ludźmi, a nie innymi. Warto to przemyśleć.

      Może być tak, jak pisze pani ekspert, że sytuacja jest jeszcze w toku. Ludzie dojrzewają i zmieniają swoje wcześniejsze złe decyzje albo i zmieniają je bez dojrzewania (zmieniły się okoliczności, np:: mąż się dowiedział, i mnie zostawił, więc wrócę do poprzedniej relacji). Gdyby się tak zdarzyło, zwróć uwagę na to, co naprawdę zaszło, i czego druga strona jest świadoma. Bo to będzie kluczowe.

      Postąpiłeś jak najbardziej słusznie. Nie myślisz w kategoriach: czy mi się opłaca, i: jak się ustawić. To cenne.

    • Gość: fixxa Re: Byle przed siebie IP: *.dynamic.chello.pl 20.12.11, 01:19
      Jesli ją kochasz, to zawalcz o nią do licha!!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka