Gość: P.T
IP: *.205.64.221.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
12.12.11, 19:17
Historia jakich wiele. Ona młoda, piękna, ja też - wyjechałem na studia, wszystko się rozpadło ( ona mnie zostawiła) Potem życie : dyplom, praca, kariera, małżeństwo, syn. Ona podobnie. Spotkaliśmy się po 18 latach. Nadal piękna, zadowolona i patrząca na mnie jak żadna inna kobieta. Wyjaśnienia, spotkania, szczęście. Takie jak kiedyś - prawdziwe szczęście. Po trzech miesiącach odszedłem od żony. Ona coraz smutniejsza, przestraszona. Zasłaniała się dziećmi, odpowiedzialnością, żal mi było na nią patrzeć. Czułem się jak ostatni ...
Podjęła decyzję, ale poprosiła o czas - chciała przygotować na ten wstrząs dzieci i męża. Zaczęła od rozmowy z nim, że chce rozwodu. Nie chciał rozmawiać. A ona się szarpała. Obwiniałem ją za brak stanowczości, zarzucałem że nie dość kocha. Pewnego dnia nie odpowiedziała a ja zrozumiałem, że dla niej będzie lepiej, jak dam jej spokój. Milczę już pół roku. Jestem głupi ?