Gość: xxx
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
22.01.14, 12:33
Witam.
Zdecydowałam się napisać tu,bo już mam dosyć takiej sytacji...
Może zacznę od tego że jestem w małużeństwie 7lat i prawie od samego początku nie było kolorowo. Przed ślubem mąż bardzo się o mnie starał,był poprostu aż za kochany a gdy na palcu pokazała się obrączka pokazał chyba prawdziwą twarz. Teraz chyba uwarza że jestem jego i tyle.
Z natury jest nadpobudliwy i często się złości a ja lubię żeby było tak jak ja chcę:/ I większość kłutni chyba jest przez to. Wiem że on dla mnie wszystko zrobi i mnie kocha ale ja nie mogę sobie poradzić z tym jak on przy każdej rozmowie się złości i krzyczy. Nic nie można powiedzieć na jego temat. Tu myślę że winą jest niska samoocena,bo w życiu z ojcem nie miał łatwo...zawsze go mieszał z błotem:(
Gdy ja chcę porozmawiać na jakiś temat i coś mu nie przypasuje zacznie krzyczeć i kończy temat.
Mamy dwoje dzieci a one codziennie patrzą na te kłutnie :(
Nie wiem ja sobie z tym wszystkim poradzić.Mślę sobie że dla zdrowia psychicznego chętnie bym się roztała ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie żyć bez niego.