Dodaj do ulubionych

czy mam prawo odejść...

IP: 176.114.239.* 06.08.15, 13:12
Pytanie jak w temacie. Prawie 20 lat w związku, brak miłości z mojej strony jak również wciąż nawracająca depresja. Natura - typowy samotnik, kochająca ciszę i spokój, raczej milcząca, bardzo łagodna, patologicznie bojąca się kogokolwiek skrzywdzić, mająca wieczne poczucie winy. Mąż - energiczny, zaradny, dbający o dom, bez nałogów, choleryk, wybuchający w ułamku sekundy wielką awanturą o codzienne bzdury, nie przebierający w słowach, bardzo krytyczny i wiecznie niezadowolony ze mnie, nie chcący rozmawiać o problemach między nami - wysyłający w tej sytuacji po nowe proszki do psychiatry, twierdzący, że wścieka się z mojej winy (niestety, "łapię" i reaguję wolniej niż przeciętnie bystra i inteligentna kobieta) i że denerwuje się, krytykuje i poucza mnie, bo mnie kocha i chce mnie poprawić (jak pisałam, marna ze mnie gospodyni domowa, matka i żona, jestem raczej powolna i głupia chyba - i już nie mam siły starać się to poprawić- szczególnie że mąż mówi nie staraj się tylko zrób dobrze - dobrymi chęciami to piekło jest wybrukowane). Dzieci cudowne, 14-to i 16-to letnie - mądre, radosne, kochane. Są naszym jedynym wspólnym tematem, miłością, cudem! On jest lepszym ojcem niż ja matką - za dużo we mnie egoizmu i wycofania. Mam głęboką potrzebę ucieczki wgłąb siebie - wtedy uciekam w sen, albo w książki, albo w internet. I nie opiekuję się dziećmi tak jak powinnam. Czasami tez coś zapominam, a wiem, że nie powinnam :( Ale bardzo je kocham i wiem, że dzieci mnie też. Nasze Dzieci nie wiedzą, że między nami jest źle, zawsze bardzo uważamy, żeby się nie dowiedziały - chcemy aby miały szczęśliwe dzieciństwo i - jak do tej pory - mają. To widać!
I teraz pytanie - czy będę miała moralne prawo odejść kiedykolwiek od Męża i żyć samotnie? I to tak, aby nie skrzywdzić Dzieci i Męża, albo jak najmniej? Kiedy Dzieci będą na tyle duże/dorosłe, aby Ich to nie skrzywdziło? I co mogę zrobić, aby nie skrzywdzić tym Męża, który nie pije, nie bije (tylko krzyczy), jest opiekuńczy, zajmuje się domem, jest idealny w tym co robi? On jest naprawdę doskonały, jest marzeniem każdej kobiety, a wina jest tu tylko moja. To wszystko przeze mnie, że mam jakiś "defekt" w duszy, sercu i mózgu, że nie potrafię Go kochać. Przez lata starałam się "wmówić" w siebie miłość do Męża - nie udało mi się. Ale naprawdę się starałam. Wyszłam za Mąż bardzo młodo, naprawdę chciałam go uszczęśliwić... Czy mam prawo kiedykolwiek odejść nie krzywdząc ich?
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka